Jump to content

Chimaira

Hall of FAme
  • Content Count

    2,802
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About Chimaira

  • Rank
    Phyrexian Negator
  • Birthday 09/09/1983

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    Array

Sposób kontaktu

  • Discord
    Array
  • Strona WWW
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Recent Profile Visitors

7,398 profile views
  1. Myślę, że mnie coś i tak zeżre albo potrąci Nie tracę nadziei.
  2. Nie, niepalących jest więcej niż palących, w dodatku palący są ciągle obiektem ostracyzmu - zawsze będą w pozycji "kontr".
  3. Chimaira

    Religie

    Dżizys, produkujecie content jak za czasów starego forum... @_@ Odpowiem (w miarę) zbiorczo, odnosząc się do głównych tez. 1. Chrześcijaństwo jest dominujące, więc ma najwięcej praw. Troszkę mi macki opadły, ale w sumie tak jest - mimo odpowiedniego zapisu w konstytucji są w tym kraju równi i równiejsi. Jedynym ratunkiem chwilowo jest odpowiednia ilość fermentu społecznego, generowanego przez takiego Nergala czy Palikota et consortes. Niemniej jednak to, co napisałeś jest poglądem szowinistycznym (otarłem się o Godwina ). Naturalnie ja np. uważam, że buractwo islamskie (analogiczne do buractwa polskiego na emigracji), które prowadzi systematyczną inwazję na Europę i którego boi się "mientka" UE też powinno mieć przycięte pazurki. Problem w tym, że jest cienka granica między dochodzeniem swoich praw, a szowinizmem. A także - chrześcijaństwo nie jest dominujące. To tak jakby powiedzieć, że ludzie o brązowych oczach są dominujący. Katolików w naszym kraju jest sporo. Protestantów mniej, ale jednak południe Polski jest obsiane luteranami. Prawosławie kisi się raczej tylko w okolicach Białegostoku. I znam ludzi z tych ścieżek, żadne nie chce być identyfikowane jako kumple Kościoła Katolickiego. No to co to za dominacja... 2. Mitologia to nie pismo święte. Owszem, nie. Ale pod względem historii wyznania stanowi takie samo źródło inspiracji jak Biblia. Czym jest Biblia? Napisanymi dziejami jednego semickiego plemienia(pięć ksiąg począwszy od Bereszet), a potem kompilacją różnych ludzi, którzy - jak twierdzili - byli pod wpływem Ducha Św. i to z ich tekstów skompilowano ostateczny tekst świętej księgi. Skompilowali to inni ludzie, nie Bóg. Stąd - jaka jest jakościowa różnica między soborami a Robertem Gravesem, który napisał świetną Mitologię Grecką? (wybacz, Niziołko, ale akurat Parandowski to kupa straszna, gdy przeczytasz już Gravesa ). Mitologia na poziomie doświadczania, nauk jest dokłądnie tym samym co Tora, Biblia i Koran. Po prostu mitologia nie jest objawiona. W mitologiach innych niż chrześcijańska mówi się o kilku wersjach mitu. W Biblii - po prostu wybrano ten, który podszedł ojcom kościoła. Biblia to zestaw opowieści i mitów (polecam poszukać definicje mitu - ale nie tylko z wiki), tyle że osadzonych w kontekście judejskim, zaadaptowanym przez chrześcijaństwo. 3. To głównie o konstytucji USA, o której wspomniał Behemort. Generalnie ja uważam, że 1. poprawka i tym samym boom na polityczną poprawność to właśnie droga do south parkowych jasełek. W pewnym momencie nastąpi taki stan, gdzie wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa może ugodzić w jakąś grupę ludzi. Ale sorry - nie da się iść przez życie, nie powodując że ktoś z tych ośmiu miliardów osób może poczuć się urażony! Natomiast w Polsce mamy to przegięte w drugą stronę - nie przypominam sobie ani jednej sprawy założonej przez ateistów czy innowierców, żeby nie otarła się o Strasburg. Ale może się mylę. Dla mnie sąd w Polsce dot. takich spraw to jednak rzecz bliska farsie. I znam przykłady ludzi z innych niż Jedyna Opcja zaszczutych przez otoczenie oraz prawników do tego stopnia, że wmawiano im, że takie sprawy nie będą miały sensu. Dlatego nic się nie rusza - dzięki bogom chociaż w temacie zwierząt jakoś sprawy idą do przodu. 4. Dominacja czarnej zarazy (i nie mam na myśli yersinia pestis ). To nie jest tak, że jak jeden Palikot zacznie robić ferment, a Nergal pokazuje kozią bródkę w TV, automatycznie pozbyliśmy się Kościoła z miejsc publicznych. Not by a long shot. Od momentu transformacji i roku 89, przez rządy i czarnych i czerwonych, KRK wypracował sobie mocną pozycję w finansach i oświacie. O tym mówię. Nie o tym, że widzę księdza na ulicy - ja nie mam problemu z tym, że widzę księdza. I nie wiem, glanuję. Mnie odstręcza Kościół jako instytucja. Tak jak z każdą firmą - apetyt rośnie w miarę jedzenia, a na stanowiskach w zarządzie zazwyczaj siedzą pazerne świnie, które są decyzyjne - ale rzutują na kształt i wizję całej korporacji. To jest dla mnie zaraza, nie jakiś księżulo z parafii w Swędziworach Dolnych, który jakoś tam próbuje animować swoją społeczność (choć tu akurat rządzą dominikanie). Ja uważam, że czy jesteś katolikiem, czy rodzimowiercą, czy buddystą czy kimkolwiek innym, poglądy religijne to twoja prywatna sprawa. Dopóki nie wwalasz mi się z nimi do domu, nie mam z nimi problemu - tyle, że mój dom to Polska i jej przestrzeń publiczna. Kiedyś był taki fajny obrazek, że religia jest jak genitalia - to nasza intymna sprawa i powinniśmy trzymać ją w gaciach, a przede wszystkim nie wpychać w gardła dzieci. 5. Pogańskie symbole czy kościelne? Niziołka zarysowała lekko temat - ja dołączę się tylko z tym, że starym szlagierem są podśmiechujki pogan z powodu świąt - wszystkie święta, które aktualnie istnieją w opcji chrześcijańskie są zaadaptowanymi świętami przedchrześcijańskimi. Tam gdzie było Sol Invictus czy Mitra, teraz jest Boże Narodzenie. Tam gdzie Samhuinn - Wszystkich Świętych. Gdzie Imbolc - Gromniczna. Można mnożyc. Wśród np. German Dżizys zdobył niejaką popularność głównie dlatego, że przedstawiano go PiaRowo jako miks Baldra i Odyna. Baldr zwany był przecież Białym Chrystusem (powrót), zaś Odyn poprzez samopoświęcenie na drzewie świata (niedouczonym katolikom objaśniamy - Krzyż w waszej religii to nic innego jak axis mundi) nasuwał skojarzenia nawet najbardziej tępym wojownikom. Dlatego prędzej czy później, głównie dzięki asymilacji, te sprawy się wymieszały - główne źródło znajomości German to przecież "Edda" napisana przez Snorriego Sturlusona, chrześcijańskiego skrybę. Do dziś trwa detektywistyczna robota odsiewania ziarna od plew. A, co do pogańskich symboli - polecam obejrzeć stare katedry w Polsce - ile tam pentagramów naznajdujecie, to wasze. 6. Chrześcijaństwo a islam. No, panocki... Tu się nie ma co za bardzo spierać. Policzcie sobie ile istnieje chrześcijaństwo, a ile islam - on się znajduje niemal dokładnie w tym momencie, w którym chrześcijaństwo prowadziło agresywną ekspansję i krucjaty. Ring any bell? Nie jest tajemnicą, że większość religioznawców i socjologów uważa, że właśnie wchodzimy w ten zakręt z islamem, w którym było chrześcijaństwo ok. 5 wieków temu. Taka natura religii - rodzą się, wchłaniają, potem biją, potem giną. Chrześcijaństwo jest w stanie agonalnym, islam zaczyna rozkwitać na całego.
  4. Ludziom, którzy mnie znają - tak, to prawda. Rzuciłem palenie. Tak, wiem że "niepalący chimek" to tak jak "racjonalny muzułmanin" albo "uczciwy prawnik". Rzuciłem pierwszy raz w życiu i prawdopodobnie ostatni, ponieważ realistycznie zakładam, że do nałogu nie wrócę. Teraz, wzorem setek psychologów-amatorów, przedstawię wam mój sposób - w odróżnieniu jednak od wszelakiego coachingu, na który zaciągacie kredyt, ja robię to za darmo (i jestem dostępny nawet w święta!). JRPSC100 - czyli Jak Rzucić Palenie Sposobem Chimka na 100%. Od razu zaznaczam - nie jestem faszystą. Nie jestem niepalącym neofitą. W ogóle uważam, że najwyższą wartością w życiu człowieka powinna być wolność. Nie mam zamiaru nikomu jej ograniczać. Jeśli nie chcesz (prawdopodobnie "jeszcze") rzucić palenia, potraktuj to jako zbiór anegdotek i dykteryjek. Jeśli chcesz - może taki tekst uświadomi Ci parę rzeczy. Ja nie mam zamiaru powiedzieć "rzuć palenie", ew. "rzuć palenie, bo". To tylko i wyłącznie Twoja sprawa. Twoja decyzja. Nikt jej za ciebie nie podejmie, a jeśli tego próbuje - jestem pewien, że budzi naturalne próby oporu. Wiem, bo tak to odczuwałem przez wiele lat. Paliłem 16 lat. Zacząłem jako smarkacz - w 12 roku życia, odpalając Sobieskiego czerwonego na ławeczce przed blokiem na KSM-ie, kieleckim osiedlu. Przez rok po wypaleniu więcej niż jednego papierosa, rzygałem jak kot. Czemu paliłem? Peer pressure. Potem przyszło liceum, czas buntu, gdzie papieroski były jak znalazł, zwłaszcza, że wbiłem się w coś, co można z grubsza nazwać kontrkulturą. Na studiach już rozpędem. I zacząłem dorabiać do tego ideologię. W pewnym momencie papieros stał się moim idee fixe, o czym wiedzą choćby moi znajomi z tego forum. Papieros, jako esencja wyprzedzał moją egzystencję, to on mnie definiował. Pierwszego października roku 2011 rzuciłem palenie. Dlaczego? Kiedyś, jeszcze za czasów bycia redaktorem naczelnym pewnego portalu dla graczy, wiadomo - byłem na dość sporej, ciągłej dawce kortyzolu. Palenie było naturalne. Podczas tour de Pologne gdy odwiedzaliśmy ludzi z redakcji, u pewnego kolegi wyszedłem na balkon zajarać. Rozmawialiśmy o różnych small talkowych sprawach, m.in. o tym, jak rzucił palenie. Powiedział mi, że nie przez kasę. Bo kasa zawsze się znajdzie na fajki. Nie przez zdrowie, bo jako palacz - i tak a priori masz w dupie swoje zdrowie. Powiedział "nie chciałem być już niewolnikiem". Bardzo mi się to spodobało, ale mimo wszystko potraktowałem to tak, jak pewnie teraz wy - jako fajną anegdotkę do opowiadania w towarzystwie. Rzuciłem, wydawałoby się, ze względu na zdrowie. Od... Właściwie nie wiem kiedy, na pewno ponad roku każdy poranek zaczynał się od ciężkiego oddechu. Potem zapalałem pierwszego papierosa, głodny po nocy. Gdy tylko go odpalałem, zacząłem się krztusić. Gasiłem fajkę często już w połowie. Potem intensywne plucie czarną flegmą, aż wykrztusiłem wszystko, co zebrało się przez noc w oskrzelach i już tylko kaszel do końca dnia. Na noc - kamień na klatkę piersiową i rano zaczynamy od początku. Można by powiedzieć, że chciałem być zdrowy i dlatego rzuciłem. Jest to jakiś sposób. Ale mnie nie o to poszło. Ja generalnie jestem hedonistą. Żyję jako w miarę zadowolony z siebie frustrat w kraju niezadowolonych frustratów. Pochodzę z miasta, które tak ładnie opisał Witkacy. Mieszkam w Warszawie, która jest takim polskim Nowym Jorkiem - tyglem wielu społeczności i różnych ludzi. Niemniej, jest to Polska i trzeba być zdegustowanym. Cierpieć. Opłakiwać. Oddawać się zadumie. A ja jestem hedonistą. Libertynem. Libertynizm z reguły ogranicza się do nie uznawania żadnych (a zwłaszcza katolickich) świętości i chodzenia nago po domu, zaś hedonizm przykłada do folgowania sobie od czasu do czasu w kwestii bezużytecznych przyjemności (swoją drogą - jakże przyjemność miałaby być użyteczna?!). Nie lubię cierpieć. Myślę, że każdy zdrowy na umyśle człowiek woli przyjemności od cierpienia. To dlatego 1 października 2011 stwierdziłem, że czas przestać się umartwiac. Rano miałem pojechać na al. Krakowską do Decathlonu. Mieszkam na Mokotowie, więc to kawałek. Nie wziąłem ze sobą fajek, stwierdziłem, że zobaczymy - jak wytrzymam. Po kilku godzinach wróciłem do domu, ciągle pokasłując, siadłem przed laptopem i pomyślałem sobie "no, to zajaram ostatniego i koniec". I to był ten moment, kiedy zdałem sobie sprawę, że zawsze będzie okazja, że zawsze będzie ostatni. I mam do wyboru cierpienie (niefajne) albo jego brak (bardzo fajne). Spakowałem kilka paczek fajnego, importowanego tytoniu (w tym nowy, jabłkowy Mac Baren - wiecie, że musiałem sprawdzić nazwę? A minęły dopiero trzy miesiace ), bibułki, filtry. Zjechałem rozklekotaną windą na dół i wypieprzyłem wszystko do śmieci. Wróciłem do pokoju, usiadłem do laptopa i zająłem się pracą. Od 1 października nie czuję w ogóle parcia na tytoń. Nie wkurza mnie palenie. Papierosy i tytoń po prostu nie istnieją w moim życiu - na powrót, bo jednak stan nie palenia jest stanem pierwotnym. Nie wkurzają mnie palacze. Tzn. z reguły, bo jak ktoś nawali dymu w niewietrzonym pomieszczeniu, zaczynam bić po twarzy. Ale tak samo było, jak paliłem - bo wspomniałem przecież, nie lubię cierpieć. Po około dwóch dniach od rzucenia palenia poczułem że żyje mi się nieco lepiej. Po tygodniu - wykrztusiłem ostatni czarny glut z oskrzelików. Być może zdążyłem na czas przed rozwinięciem COPD (chroniczna obturacyjna choroba płuc). Zdołałem sobie także uświadomić, że nasze ciało to jednak cud natury. Ponieważ jeszcze nie miałem poważnych zmian w płucach, gdy wyplułem całą smołę, po jakimś czasie przestałem kaszleć i wszystkie moje "statsy" wróciły do normy. Troszkę przytyłem, ale to powiedział Jack Nicholson - nie da się zrobić omletu, nie rozbijając kilku jajek. Zdałem sobie też sprawę, jakie moje życie było zabawne. Zauważyłem te wszystkie sytuacje, do których wcześniej "musiałem zapalić". Wstajesz rano - fajka. Wracasz z dwójki - fajka. Udało się zapiąć budżet redakcyjny - fajka. Słońce świeci - fajka. Nie świeci? Nie szkodzi, też zajaram. Dlatego, mimo że palenie papierosów fajnie nam robi na poziom dopaminy (i pewnie receptor D2, ale może się mylę, niech mnie medyk poprawi jakiś ) i receptor, który zgarnia właśnie nikotynę (ale i muskarynę, czyli to co siedzi w muchomorku), mimo że istnieje pogląd jakoby palenie uzależniało fizycznie - ja poprzez empirię dowiodłem że to mit. Wszystko było w bańce. Nie czułem i nie czuję żadnego głodu, mimo że myślałem że będzie inaczej. Że mi receptory zwariują. Nic takiego się nie stało. Myślę, że tu clou całej sprawy to pewna świadomość. Nie że ktoś mnie zmusza do rzucenia palenia (bez względu na argument). Nie, że boję się o swoje zdrowie (przyjemność a zdrowie to często rzeczy rozłączne). Nie, że kasy mi szkoda czy brak. Świadomość "I'm making the call here". To ja, tylko ja decyduję. I robię to w jednej chwili, w jednej aktualizującej się teraźniejszości. Nie obiecuję sobie na zasadzie IF THEN. Robię to. No zen normalnie. Potem przeczytałem jakieś statystyki, że ponoć 90% osób, które rzucają palenie "z chwili na chwilę" nie wraca już nigdy do nałogu. Do z®obaczenia.
  5. Chimaira

    Religie

    Bardzo się cieszę. Jesteś, tuszę, studentem prawa? A, tuszę, nie masz nic wspólnego z kulturoznawstwem? W ramach "wieczornego szoku" - definicji religii jest co najmniej 40 i nie są one tautologiami, ani tożsamościami. W jaki sposób wybierzesz tę, która będzie szła w "literze prawa"? Dlatego takie rzeczy są skazane na porażkę. To jak w odcinku South Park, gdzie chłopcy mieli wystawiać jasełka - ale okazało się, że Żydów kole w oczy to. A chrześcijan to. A ewangelików tamto. W efekcie chłopcy wypowiadali losowe słowa, a akompaniował minimalista Philip Glass. You get the point? Myślę, że kolega wyżej ma jednak troszkę racji - to postać zbyt wmieszana w medialne uśmieszki i pewni ludzie byli "za krótcy". Przypominam, że Nergal powinien być w ogóle nie ciągany po sądach bo Biblia nie jest obiektem kultu (jest nim np. krzyż i dlatego nasz gabinet idiotów w togach skazał Dorotę Nieznalską w 1. instancji, by dopiero dekadę później przyznać się do błedu - na szczęście na drodze prawnej). A gdyby podarł "Mity Hebrajskie" albo "Mitologię Grecką" Gravesa? Albo "Mitologię Celtów" Gąssowskiego? To też byś zasądził karę? Bo znajdę co najmniej dziesięć osób, które dla jaj wskoczyłoby w kato-gatki i powiedziało, że to obraża ich uczucia religijne. Sorka, to właśnie udowadnia cały absurd i groteskę dyskusji nad paragrafami dot. uczuć religijnych. Nie. Ateisty problem boga czy bogów nie obchodzi bo to kryterium nie istnieje w jego życiu (alfa privativum to nie proste zaprzeczenie, to wyłączenie). Ci, którzy uważają że boga nie ma i tak głośno o tym mówią (ot, choćby armia Dawkinsa), są po prostu anty-teistami tylko najczęściej ich potencjał intelektualny jest zbyt niski by wyjść z pudełka. BŁAGAM! Really? Taki argument? Jedź do ZEA! Zobaczymy jaki cwaniak będziesz! Ludzie! To właśnie jest clou sprawy - parafrazując ironicznie Dicka - czy katolicy marzą o muzułmańskiej dziczy?! I tak jak wspomina Diabolos - żyjemy w kraju zdominowanym przez czarne sukienki. Nie turbany czy pejsy czy pomarańczowe szatki i młynki. Nie krowy walące kupska na ulicach. Mierzymy się z tymi a nie innymi sukienkami, zatem prowokacja Nergala na przykład pt. wysikam się na Koran nie miałaby w tym kraju najmniejszego sensu, bo muzułmanów jak na lekarstwo, a i to nie jest to najczęściej ta dzicz co na Wyspach, lecz albo ludzie mieszkający tu od dziesiątków lat (Białostocczyzna) albo imigranci "z wyższej półki", tj. ludzie, którzy nie są takimi polaczkami tyle że w turbanie.
  6. Chimaira

    Religie

    To znaczy, że pragnąłbyś takiego religijnego SOPA? Nawet jako człowiek głęboko związany z duchowością, innowierca, wyszydzany przez społeczność katolicką (bo nie chrześcijańską, z protestantami w Polsce mam dobry kontakt, ba, nawet z islamitami) niemal na każdym kroku, obrzucany łajnem, nazywany nie polakiem (bo nie katolik, bo nie ultranarodowiec) mówię stanowcze NIE dla jakichkolwiek prawnych prób ochrony tak ulotnej rzeczy jak sacrum. Nie zgadzam się na cenzurę. Jestem libertynem i zwolennikiem wolności, wolnej woli i wolności słowa, zwłaszcza w sztuce. Tak jak ktoś rzuca żartem "how many druids do you need to screw in a light bulb? none, druids screw in stone circles" czy tekstami "a, wy to wierzycie w te swoje bożki i kwiatki" i wysrywa się na moją duchowość, ja mam święte i przyrodzone prawo zrobić to samo, zwłaszcza w ramach np. napisania zjadliwego paszkwila czy narysowania, nie wiem, Mahometa w burce. Ostatnie afery, czyli casus Nergali , udowadniają jakie w Narodzie jest parcie do tłamszenia innej linii niż jedna. Mamy państwo teoretycznie neutralne wyznaniowo, świeckie. W praktyce prezydent, który reprezentuje także mnie, jako pełnoletniego i samodzielnego obywatela, klęczy przed obrazkami i bogami, których ja nie uznaję. Gdy wybieram się do pracy jako nauczyciel, czy urzędnik - nie mogę się przyznać do swoich przekonań, bo zawsze znajdą sposób żeby wylać mnie z roboty. A ty chcesz jeszcze, żeby to sankcjonować? NO PASARAN! Z religii, świętości wolno, powinno się śmiać - bo tylko takie odruchy wprowadzają czasem jeszcze możliwość pomyślenia a la common sense, zamiast oderwania od rzeczywistości. W teorii, w praktyce żadna inna wyznaniowość czy bezwyznaniowość poza chrześcijańską, a konkretnie katolicką w tym kraju nie jest dostatecznie chroniona. Zatem ja wolałbym dzicz niż faszyzm.
  7. Chimaira

    Religie

    Można uratować życie człowiekowi lub go zastrzelić, ale ocena czynu zależy przede wszystkim od kontekstu. Identyczny wybór w innym czasie i miejscu może być odebrany zupełnie inaczej. Nie istnieją tak naprawdę uniwersalne wartości, którymi możemy opisać ludzką działalność. Zawsze coś "dobrego" lub "złego" jest osadzone w specyficznym kontekście społecznym i kulturowym - to, co "dobre" dla mnie dla innego będzie już "złe". Słowa pozostają niby te same, ale znaczenie jakby nieco inne. To nie to. Dychotomia "dobry-zły" opiera się na atawistycznym podejściu "autochton-nie autochton". I tak, aksjologię można sobie relatywizować do woli. Ja pytam o coś innego. Grzech to nie inne nazwanie tego, co opisałem przed chwilą. Grzech to pewien kompletny konstrukt. "Zrób tak, a tak, bo jak nie to będzie źle, usmażysz się w piekle". Będzie źle w wymiarze eschatologicznym, a nie że np. dostaniesz po łapach od mamy. W świecie bez grzechu istnieje tylko wybór i konsekwencja, bez niepotrzebnego eschato-ciężaru. Tak mi się przynajmniej wydaje. BTW, Niziołko, pingnij mi na gg - reaktywowałem stronę Druidyzmu.
  8. Jupi! :) Mam nadzieję, że ten powrót to na dłużej ^______^

  9. A wiesz, jakoś tak - trzy lata detoksu, zobaczymy czy organizm nie odrzuci.
  10. Chimaira

    Religie

    W takim razie, skąd ów "grzech pierworodny", skoro wg. KK nie było nikogo, kto mógłby go popełnić? Więc, idąc dalej tym tropem - po co chrzest? Jakoś logiki w tym nie widzę (jak zresztą w całkiem sporej części dogmatów). Wiesz, aktualnie chrześcijaństwo, a konkretnie KRK goni w piętkę od momentu kiedy przyznali, że być może istnieje tzw. inteligentny projekt. W tym momencie chcą mieć ciastko i zjeść ciastko. Z jednej strony jakbyś się nie zginał, wg literalnego czytania Biblii masz bulszit. W przypadku tzw. syndromu metafory - możesz powiedzieć wszystko, problem wtedy, gdy właśnie ktoś rzuca kontrargumentem, bo się jednak okazuje że może coś tam gdzieś tam było naprawdę, tylko wybierasz to w zależności od dyskusji. Mnie interesuje inna rzecz. Rozumiem, że temat jest jak próby wprowadzenia etyki w szkołach - zdominowany przez katechetów. Ale ciekawi mnie, czy są tu ateiści albo innowiercy (w sensie nie-chrześcijanie). Bo ciekaw jestem, jak inni ludzie zapatrują się na świat w którym nie istnieje pojęcie grzechu. Taki jest np. mój świat, ale chciałbym poznać inne opinie. (NIZIOŁKO, I SUMMON THEE! )
  11. Chimaira

    Gladiatorzy języka :D

    Wiem, ze miala tu byc ironia, ale pozwole sobie wtracic - wg mnie jezeli mowimy o jezyku akurat, to tak wlasnie jest - jezeli wiekszosc uzytkownikow jezyka uzywa jakiejs formy, to maja oni racje. Może nie tyle rację, bo w kwestii języka racja jest umowna (o czym wielu ludzi zdaje się zapominać) co dyktują kształt. W ogóle bardzo się cieszę, jako człowiek związany aktywnie z mało znanym w naszym kraju językiem polskim strasznie się cieszę, że na internecie poza rzeszą tzw. "grammar" nazi (cudzysłów przy grammar celowy) jest także i grono ludzi, którzy podchodzą do języka opisowo, a nie tylko normatywnie. @Turambar - to w Łodzi jest więcej niż dwa regionalizmy? ;P @Civril - jesteś aby ze Świętokrzyskiego? U mnie w regionie się tak mawia, ciekać w sensie.
  12. Zanim się wyprztykam z entuzjazmu a propos CDA, trzeba nastukać nieco treści. Do dzieła, klawiaturo Gadgeta! Ostatnio jeden z moich facebookowych przyjaciół (doceńcie żarcik) z USA wrzucił na walla pewien post. W ogóle tu musimy się zatrzymać na moment. Na moim fejsbuczkowym koncie około 70% (nie liczyłem, strzelam) friendsów to ludzie z gierek. Przyznaję, gram dość dużo, w różne gierki, na zasadzie sinusoidy (to temat na osobny wpis). Stąd też wielu ludzi to Amerykanie, Koreańczycy, Chińczycy, Tajki (), kilka Norweżek itp. (w ogóle Norwegowie to ciekawy naród, to też temat na osobny wpis). Nie blokuję ich wpisów pozagierkowych, bo zwyczajnie lubię obserwować ludzi, zwłaszcza innych kulturowo. No dobrze, mieszkając w Polsce od jakichś kilku lat mam wrażenie, że obserwuję jakąś inną kulturę (ale to temat na inny wpis), niemniej jednak sprawia mi naukową przyjemność obserwowanie jak zachowują się ludzie z drugiego końca świata oraz dlaczego nie istnieje takie pojęcie jak "brzydka Australijka" (kolejny wpis!). A zatem - mój kolega z USA (i to naprawdę kolega, bo jako jeden z niewielu obcojęzycznych złożył mi życzenia urodzinowe na wallu <3) pisze typowy łańcuszek o tym, że jak to urodziłeś się w latach takich a takich (najczęściej 70/80) to jesteś jedynym pokoleniem które cośtam a cośtam. W tym przypadku naturalnie chodzi o to, że tacy ludzie jak my pamiętają czasy bez internetu i odtwarzaczy CD, wychodzenie z domu na cały dzień (nie było komórek) oraz nagrywanie kawałków z radia za pomocą magnetofonu... ...WAIT, WHAT?! Odpisałem mu czym prędzej, że niezmiernie mnie cieszy ten wspólny kontekst kulturowy, bo myślałem, że tylko w Polsce za komuszków i we wczesnych 90-tych przechodziły takie rzeczy. A tu kolega William, afroamerykanin po koło 40-tki mnie zaskoczył. Ale nawet nie to jest clou tego wpisu, raczej coś innego. Na fejsbuniu istnieją różne grupy wsparcia. "Lubię placki", "kupkam na zielono" i inne takie. W tym są też grupy "Urodziłem się w latach XX!". Mam znajomych z roczników 7x. Z poczuciem wyższości mówią mi jak wyglądało ich dzieciństwo. Ratuję się tym, że jako wczesny rocznik 8x, załapałem się na wiele wspólnych kontekstów kulturowych rodem z komuny. Pamiętam rozpierdol pt. rocznik 89. Pamiętam, już bardzo dobrze, wczesne 90-te, wygrzebywanie sobie pazurami władzy przez czarnych (bo przecież już nie czerwonych), pamiętam początki RMF, Inwazje Mocy, gdzie przypadkiem dostałem po żebrach tzw. lolą. To wszystko już schyłek 90-tych. Ale i w 80-tych było wiele wspaniałych rzeczy i żart którego nikt dzisiaj nie zrozumie - że choć jedynka jako tako, to dwójka trochę śnieży. I oczywiście w głębi ducha mego uważam, że moje czasy były najlepsze. Nie było internetu, nie było komórek, ajfonów srajfonów, kubków ze Starbucksa, hipsterów i tym podobnych słówek. Wyłaziliśmy z domu na cały dzień, szlajaliśmy się po miejscach do których w życiu bym teraz nie wlazł, stawaliśmy na krawędzi dachu wieżowców, żeby pokazać jakie z nas chojraki. I żyjemy i mamy te wspaniałe wspomnienia. I chciałbym powiedzieć, że z lekko kpiącym uśmiechem obserwuję ludzi urodzonych na przełomie 80/90 albo we wczesnych 90-tych, którzy w grupie "Urodziłem się w latach 90-tych!" wspominają jak to ich dzieciństwo było unikalne i wspaniałe. Być może jak dochowam się kiedyś szczeniąt z gatunku homo sapiens sapiens i one będą wspominać z tym nostalgicznym westchnieniem lata przed adolescencją. Bo tak na dobrą sprawę, nawet gdyby działy się na Marsie, pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Każdy ma ten specyficzny rodzaj wspomnień na których żeruje znany pisarz Steven King. ps O, patrzcie, mam kolejne pięć tematów!
  13. Kilka faktów: 1. Jest mi niezmiernie miło że CDA przysyła mi newsletter. Co prawda nigdy go nie czytam, ale zgodnie z "zasadą Dufresne" (jeśli ktoś nie wie o kogo chodzi, proszę o dane, bitchslapa wyślę pocztą ) w końcu zajrzałem na portal, na którym spędziłem (jak to mawia prof. Leszczak, spędzać to można płody) bez mała pięć lat. 2. No to jak już zajrzałem, zobaczyłem że mój blog sprzed lat kilku ma jakiś taki krwawy dizajn. Zmieniłem na coś ładniejszego, bo światu potrzeba miłości. 3. Nie, nie napiszę, że wracam, a te dwie osoby lepiej niech zostawią szampana na kiedy indziej. Tak sobie zajrzałem - jak się nie odbiję od nawału postów itp. oraz społeczności, w której nie ma już nikogo ze staruszków, kto wie. Zdrowia w tym ostatnim roku - pamiętajcie by kupić odpowiednio wcześniej kilka sześciopaków. Ale tylko kilka - jak już będzie kończył się świat, lepiej nie być za bardzo pijanym, bo jeszcze się film urwie. Wasz Chimek
  14. Zdrowia czy tam czego!

  15. Świetna notka, przypomniałeś mi czasy licealne
×
×
  • Create New...