-
Zawartość
571 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez pandrodor
-
To moze i ja cosik napisze... Jesli chodzi o to przylaczenie Polski do III Rzeszy - przewidywalbym scenariusz podobny do "sojuszu" (Niemcow) z Rosjanami. Czyli zwiezle mowiac, po jakims czasie i tak by "nas" zaatakowali, zapewne w momencie najmniej przez "nas" spodziewanym. Czyli IMO nic by to nie dalo, mogloby nawet pogorszyc nasza "przyszlosc" (czyli od dzis przeszlosc/terazniejszosc). Zachodnia granica III R >>> nie wiadomo czy sie z tego smiac, czy plakac. I tu nie potrzeba chyba wiekszych komentarzy. Zachod po prostu sobie na to wszystko patrzal. Co chcieli przez to osiagnac, to chyba pozostanie niewiadome. Ech, smutne, ze Polakow zawsze ktos robil w trabe. Tak to juz niestety jest. Polska czesto bierze udzial w rozmaitych wojnach, zas zamiast korzysci ma z tych akcji straty... (albo ani w te ani w tamte) I, ze tak lekko temat zmienie, teraz to juz cala nadzieja w Unii. Chociaz mnie tu juz pewnie i tak nie bedzie, w kazdym razie nie zamierzam.
-
Przynajmniej nie musicie przechodzic proby smierci. Pytania-nieprzygotowania >>> Z jednym kumplem bralismy na fizyce kropki przez caluski miesiac i zaden z nas nie dostal ani jednej kropki. Zas na chemi mamy taka mozliwosc, ze kropke bierzemy dopiero jak nas chce zapytac, tzn. pada Twoje nazwisko i dopiero wtedy bierzesz kropke (lub idziesz do odpowiedzi, jesli chcesz). Nie trzeba zglaszac przed lekcja.
-
Jako ze jestem licealista-nie-maturzysta, tak wczoraj, jak i dzis mialem wolne. Nie ma to jak gnic w wyrze. Nastepny tydzien zapowiada sie raczej nieciekawie, do tego zmienili nam plan (na gorszy, oczywiscie, bo inaczej sie nie dalo...), ale nie bede tego roztrzasal. Lepiej cieszyc sie tym, ze wolne. Hehe, przypomniala mi sie podobna sytuacja. Raz gonilem kumpla (nie pamietam juz nawet o co chodzilo, ale pewnie o jakies glupoty) i to on zamknal sie w kiblu. Naiwniak myslal, ze sie schowa. Ja zas skorzystalem z faktu, ze drzwi sa (byly?) bardzo ciekawie przymocowane, wyciagnalem je z zawiasow. Juz nie uciekl. Polonez >>> Nie bylo obowiazkowe, ale nawet gdyby bylo, to bym nie tanczyl, bo to byla raczej parodia Poloneza. (Duzy Fiat?) A z jednego kumpla to mialem nieziemska polewke. On naprawde fantastycznie tanczyl.
-
Tez tak niedawno mialem. Robisz sobie wolne przez pare tygodni/miesiecy i siadasz znow. Jesli nie zadziala - operacje powtarzasz, starajac sie unikac kompow. (i "ledwo grac" tez nie powinienes, najlepiej sobie calkowicie odpuscic) Jesli nie podziala - pozostaja cieple bamboszki i szlafroczek. Ale najgorsze jest uczucie, kiedy wiesz, ze sobie chcesz pograc, ale nie masz pojecia, w co. Ja zwykle robie tak, ze gram sobie np. w strategie, jak sie znudza, przechodze do samochodowek, potem RPG itd. I jakos to leci. Ale nieraz mialem taki problem, ze nie wiem, w co zagrac. Chyba sobie zaraz pojde zagrac w Gran Turismo na PSX... Tam to jest dopiero model jazdy (takie swietne zbalansowanie miedzy symulacja a dobra zabawa, IMO nawet ToCA RD 2 mu nie dorownuje pod tym wzgledem). Jedyny problem z grami na PSX to fakt, ze nie mozna sobie puscic w tle muzyki z np. MP3. Jedyna opcja to machnac cos na wieze w pokoju, ale obawiam sie, ze rodzinka nie byla by zachwycona tym, ze musza sluchac "rycia silnikow polaczonego z glosna muzyka". BTW wlasnie na GT nauczylem sie tak jezdzic, zeby nie przesadzac ani z poslizgami, ani z nadmiernym hamowaniem przed zakretami.
-
W koncu za cos placimy te 1,49 zl wiecej. Tak czy siak, musze sie z tym zgodzic. Juz chocby dlatego, ze na okladce DVD jest Geralt, wiec ta bardziej na mnie "dziala". Jedyne co mi tu nie pasjue to zolte tlo pod napisem PSI-OPS. IMO srebrno-szart by tam wygladal znacznie lepiej, ale moze to tylko moj dziwaczny gust. (o, teraz, jak to napisalem to widze, ze nie tylko mnie sie to nie podoba)
-
Gothic 1/2 >>> bardzo dlugo gralem w dwojke, w jedynke mniej wiecej tyle samo. I przez dlugi czas nie bylo z tym problemu, ale to sie zmienilo. I jak w G1 dalej sie wesolo zagrywam, w G2 cos stanelo. Nawet nie chcialo mi sie przejsc tego dodatku do konca (przeszedlem tylko to, co nowe + GD. Juz Oka Innosa nie chcialo mi sie odzyskiwac, bo wszystko jest tak, jak w podstawce. I o ile te fragmenty z NK nawet zaskakuja, wnosza sporo nowosci (chociaz G1 to juz nie jest, o czym za chwile), to po ich przejsciu wszystko znam juz na pamiec. Do tego ta fabula... Tak koszmarnie prosta i przewidywalna. Ale to nie dlatego, ze tyle w to gralem. W G1 bylo naprawde sporo zwrotow akcji, nieoczekiwanych zdarzen i osobowosci i ta atmosfera... Zaczyna sie tak, ze nie wiesz, gdzie jestes (poza tym, ze w GD, na placu wymian), nie wiesz, gdzie isc, ponadto starasz sie znow nie oberwac. To tego cala ta propaganda o NO, jaki to niby straszny, nie mowiac juz o tym, jaki to nasz bohater jest na poczatku cienki. Wszystko poznaje sie od zera, na wierzch wylaza te wsztstkie paskudne sprawy. A jakie zwroty akcji! Moze to, ze Sniacy okazal sie demonem nie bylo zaskoczeniem dla wszystkich, ale kto spodziewal sie wymordowania MO czy chocby tego, o czym mowi Xardas. Ze o ciekawych questach nie wspomne (a gadajace Orki to tez ciekawy smaczek). Czy chocby arena walk. Jedynym problemem jedynki sa jej bledy (to sie cos zablokuje, to czar nie zadziala, to przeciwnik niewiadomym sposobem zablokuje nasz cios i dzazy wypuscic dwa kontrataki zanim zdazymy zalozyc blok (albo polecenia bloku/uderzenia nie wykona, bo sie cos innego zablokuje) itd. itp.). Bo w G2 juz chocby walka jest o wiele wygodniejsza, wyeliminowano wiekszosc bledow (choc nie wszystkie) i poprawiono sporo niedorobek (na. zmodyfikowano (uproszczono) sterowanie). Jednak mimo wyzszosci technicznej, G2 nie jest w stanie konkurowac ze swym protoplasta. Wiele traci przez swoj klimat (a wlasciwie jego brak [oczywiscie nie absolutny brak, ale w porownaniu do G1...]) i ta przewidywalnosc. Bo ja doszukalem sie tam w sumie trzech niespodziewanych wydarzen: 1. Morderstwo Lothara. 2. Kradziez Oka Innosa. 3. Wyspa Irdorath i cala ta otoczka. (i na odczepnego - pojawienie sie poszukiwaczy) A tak poza tym to jjuz od poczatku wiedzielismy, ze trzeba walczyc ze smokami, wiedzielismy o tym calym OI, wiedzielismy o powrocie do GD i wiekszosc fabuly mozna bylo przewidziec (juz chocbhy zakonczenie - w G1 dawalo sporo niepewnosci (choc akurat mi nie, bo w G2 gralem w pierwszej kolejnosci...)). A w sequelu mozna bylo zrobic sporo. Ba, pojawily sie bardzo ciekawe pomysly, jak chocby dzielnica portowa i cala ta otoczka czy gildia zlodziei. No, to bede konczyl, bo sie troszke rozpisalem...
-
O wszystkich czesciach HoMMa gadamy w topiku HoMM IV PL. Tam mozesz sprobowac ozywic temat. Swoja droga, wiele razy byla poruszana sprawa zmiany nazwy topiku, ale jakos nigdy nie doszlo do skutku. Mnie osobiscie to nie przeszkadza, bo wiem, gdzie pisac o HoMMie, ale rozmaici "nowi" itp. moga sie zniechecic. (a z drugiej strony, dyskutowac tam beda tylko ci, ktorym zachce sie sprawdzic ).
-
Plucie >>> tak sie dzieje tylko do gimnazjum. W LO juz czegos takiego nie ma. Ale w gim bylo, bylo i to sporo. Nigdy nie zapomne jak historyczka dostala w oko. Papierek utkwil jej w kaciku oka, a ona tego nawet nie zauwazyla. Sprawdziany >>> niektorzy nauczyciele przeginaja i to zdrowo. Jak np. moja germanistka. (tfu!) Opowiem wam pewna historyjke, ktora zdazyla sie calkiem niedawno bo dzisiaj. Dzisiaj zachcialo jej sie zrobic sprawdzian (tzn. zachcialo sie jej juz wczesniej, ale pisalismy dzisiaj ). Ja absolutnie nie mam nic przeciwko sprawdzianom, ale to przechodzi wszelkie pojecie. Weszlismy juz na przerwie (20 minutowej!), zeby wczesniej zaczac. Skonczylismy pisac z dzwonkiem na nastepna przerwe. A ja i tak nie zdazylem napisac wszystkiego (nie ja jeden, nikt nie zdazyl "rozwiazac" wszystkich zadan). Nie mowiac juz o takich sprawach jak zaliczanie slowek (zawsze trza sie nauczyc ok. 200, z czego na kartkowce jest 80-90) na przerwach/okienkach/przed lekcjami/NA innych lekcjach. Bo szkoda jej niemieckiego. Ciekawe co by sie stalo, gdyby wszyscy nauczyciele tak robili... Jeden plus, ze to tylko niemiecki, z ktorym nie wiaze zadnych planow na przyszlosc. A na te cale slowka to, delikatnie mowiac, sikam. Zas inna dziwaczka to facetka ok WOKu. Ciekaw jestem dlaczego takiemu nauczycielowi wydaje sie, ze my (ja?) jestesmy tym czyms zainteresowani? I nie wpadnie toto, ze to jest nudne jak flaki z olejem... Tzn., moze przedmiot sam w sobie nie jest taki nudny, ale na razie nie zdolal mnie zaciekawic. Chociaz tak jest chyba ze wszystkimi nauczycielami, ktorzy ucza w takich publicznych szkolach. W swoim zyciu spotkalem tylko dwoch nauczycieli, ktorzy potrafili zainteresowac... powiedzmy ze przedmiotem. Obydwaj to anglisci. Pierwszy z nich uczyl mnie rok temu (prywatnie) i na zajecia chodzilo sie z przyjemnoscia. Zas drugiego dopiero poznaje. To moj drugi nauczyciel angielskiego w tym roku (teraz mam zajecia na zmiane z dwoma roznymi nauczycielami). Tak swoja droga to on jest Anglikiem, ktory mieszka w Polsce. Juz nie patrzac na to, ze gadamy TYLKO po angielsku (juz chocby tego wzgledu, ze polski zna bardzo slabo). Zawsze cos ciekawego opowie o kraju mlekiem i miodem plynacym* (czyli GB) czy jakos zajecia urozmaici... Ale to inna bajka - prywatne nauczanie... (*) - to nie moj wymysl, wszyscy, ktorzy mieli jakas stycznasc z GB (i ktorych znam) zlego slowa nie powiedzieli o warunkach zycia, ludnosci czy kulturze i innych waznych elementach zycia. Nie mowiac juz o stosunkach zarobkow do cen, bo te wypadaja nader korzystnie... (o i znowu zrobilo sie nie na temat...)
-
I'm also going to write FCE, but in May... 2006. I used to ask about the same. And I get the answer. Here is a lot of people, who passed FCE. I'm sure they will help you. There is one strange thing. I asked two teachers about it. (FCE) The first one said, that it's a little more difficult, than high shool-leaving exam (matura). The second one said, that FCE is a little less difficult, than matura. Very funny.
-
Hehe, zaluj, RoZy, ze nie wiesz. Jak na razie nie dotarlem jeszcze nawet do taj calej osady. Wolalem na poczatek zdobyc troche doswiadczenia paletajac sie po podziemiu. (tzn. doswiadczenie zdobywalem ja, a nie postac, bo ta nie oprzezyla dlugo [ale do 6 levelu dobilem]) Teraz, kiedy juz wiem mniej wiecej co i jak, chyba bede gral lucznikiem (albo magiem, tylko jeszcze musze zapoznac sie z ta cala magiczna otoczka ). I mam takie male pytanko: czy dla wszystkich ras sa "zjadliwe" te same... potwory? Tzn. czy np. czlowiek moze zjesc to samo, czo ork? P.S. Chyba jestem pierwszy?
-
Zdaje sie, ze Ancient Domains Of Mystery. Ale IMO lepiej napisac ADOM, bo wiecej osob sie skapnie...
-
Hehe, paFci0 wczol sie w role. W pelni popieram prosbe. Ale jakby co - na razie tylko we wlasnym imieniu.
-
paFci0 >>> Musze cie zmartwic - gra jest "Englishowa". Hehe, niemiecko-polska gra (bo Biskup to mi na Niemca zbytnio nie wyglada ) w jezyku angielskim. Swoja droga - tez ja sobie dopiero dzisiaj sciagnalem. Juz nawet mniej wiecej wiem co i jak (ba, juz wiem jak lukiem kierowac). Ale jak mnie zabila hydra, dalem se na razie spokoj. Ale gierka fajna.
-
W moim gimnazjum bylo takie cos. Zawsze trzy osoby mialy dyzur - dwie osoby w szatni i jedna "na stoliku" (czyli takie wlasnie spisywanie). Ale to byla dziadoska robota. W ogole caly ten system byl pokopany. W szatni kazdy mial swoj wieszak, zalezny od klasy i numeru w dzienniku. I jaki problem powiedziec, ze sie jest z takiej a takiej klasy? Jak go sprawdzic? Zwlaszcza ze byl taki ruch, ze ludzie po prostu wchodzili do tej szatni (za lade) i brali kurtki. Czyli raj dla zlodzieja. Tak w ogole to dyzurni w szatni mieli pomagac sprzataczkom-szatniarkom, ale je gdzies wcielo. Zas robota na stoliku byla chyba jeszcze gorsza. Trzeba bylo siedziec i "lapac" wszystkich, ktorzy chcieli wejsc. Chocby to byl np. byly uczen z tej szkoly. A nieraz sie tak dzialo, ze przyszedl taki czubek i zabral notes. I co gonic go po szkole i poza jej terenem? Jak juz wspominalem - system chory. Tym bardziej ze mogl to robic ochroniaz (ktory zamiast chronic siedzial sobie w kanciapie i popalal). Identyfikatory >>> Sa, trzeba je nosic, ale co to daje? Najbardziej smiesza mnie sytuacja, kiedy jakis nauczyciel pyta ucznia (ten ostatni oczywiscie identyfikator ma zalozony) np. "Z jakiej ty jestes klasy?". To po kiego te wiszace dziadostwa? Nie trzeba chyba mowic, ze tam jest wszystko napisane? Ale przynajmniej teraz (w LO) stoi "pajac" (czyli ochroniarz) i on zajmuje sie wpuszczaniem itp., a w szatni sa szatniarki. Chociaz one tez sa lekko dziwaczne.
-
No, nie tylko tam. Tak dzieje sie znacznie blizej naszego wspanialego kraju. Np. w GB sa bardzo wysokie zasilki i tam sa sale pokolenia ludzi, ktorzy nie pracuja. Po prostu sobie tam mieszkaja i zajmuja sie swoimi (bardzo czesto drogimi) hobby. A o pracy nawet nie mysla. (zreszta tamtejszy rzad planowal zmiane tego wszystkiego [chcieli zagonic lud do roboty] co sie nie udalo) Zgadzam sie. Taki pseudokibic to margines spoleczenstwa. Ludzie bardzo sie zmienili, zas tacy barbarzyncy chyba zatrzymali sie w rozwoju. To, ze oni zachowuja sie, jak sie zachowuja, nie jest zadnym dowodem na to, ze nic sie nie zmienilo. Slowem - spoleczenstwa nie ocenia sie na podstawie zachowania garstki luda. Hmm, wtedy chyba nie bylo jeszcze katolikow i prawoslawnych? Byli chrzescijanie. Ale to juz moje czepialstwo...
-
Ech, ja tez stracilem swoj licznik. Wujek wzial rower i wrocil bez licznika. (swoja droga by sie chociaz spytal czy moze rower wziac) W kazdym razie pewnie juz jutro bede mial nowy. W tej chwili bedzie jakies 280 km (czyli chyba najmniej sposrod "nas"?). W srode wymienilem klocki hamulcowe i teraz mam takie silne hamulce (ostro podciagnolem), ze omal sie przez to nie wywalilem. Bo nacisnalem przedni przy pochyleniu bocznym. (szczescie, ze nieduzym) Swoja droga na razie moge sie pozegnac z mysla o kolarce. Szanse na nowy rowerek bede mial gdzies tak we... wrzesniu, kiedy to matka dostaje zastrzyk gotowki. (bedzie tego jakies 4000 zeta ) Ciekaw tylko jestem czy moj obecny rower wytrzyma do tego czasu. ;]
-
Ja walne z troche innej beczki. Troche nieswojo sie czuje myslac jak to bedzie, kiedy ja za te dwa latka bede pisal mature. Tak sie ciekawie zlozylo, ze mialem wczoraj "lekcje" (konkretnie to matme) w klasie sasiedniej z sala, gdzie maturzysci wypruwali sobie wnetrznosci i stawali na rzesach, zeby zdac. Akurat nikt nas nie pilnowal i moja genialna klasa miala pod plecami to, ze ma byc cicho. To idzie szajby dostac. Niektorzy najwyrazniej nie moga zrozumiec, ze od tego, na ile oni (maturzysci) beda skupieni i co powiedza, moze (i prawie na pewno bedzie) zalezalo cala ich przyszlosc. Takie troche narzekanie w stylu wycia do ksiezyca tudziez walki z wiatrakami. Zas co do testow, f.r.e.d., ktore zadanie masz na mysli (z ta inteligencja)? Tam nie szlo zrobic bledu innego niz najzwyklejsza pomylka. A nowy test to nawet nie wiem jeszcze z czego był , wiec nie bede nic gadal.
-
Przeciez napisales: Chodzilo o to, ze te stworzenia z przyrostu niejako zastepowaly Ci smoki (w grze z sojuszami). Z calkiem niezlym rezultatem.
-
No nie wiem, nie wiem... Gnole tez zbyt zywotne nie sa. Ale jednak niemal kazda jednostka strzelajaca jest lepsza od zalczacej w zwarciu. Oczywiscie nie sa to jakies wspanialosci. Podobnie, zreszta, jak Gnole. Poza tym wiele zalezy od rodzaju starcia... Takie uroki gry. A co jesli wrogie zamki tez beda Cytadelami, ew. Twierdzami? A jesli by akurat tak wypadlo, nie widze sesu uczyc sie Madrosci, bo 1 i 2 level czarow mozna poznac i bez tego. Zwalszcza ze czary lvl 3 sa raczej kiepsciutkie... Smoki (zwlaszcza zlote) maja to do siebie ze sa szybkie. Wiec nawet jesli ich od razu nie ruszysz, mozesz rzucic jakis przydatny czar (np. slow) jako pierwszy. Swoja droga, Chim mial wtedy przyrost z dwoch miast (centaury i krasnoludy, elfy pewnie tez...), wiec ja bym tego tak nie rozpatrywal...
-
Nie zgodze sie z tym, ze Gnole to trzecia dobra jednostka 1 poziomu. IMO znacznie lepsze sa Gremliny. Oczywiscie te zwykle to straszne barszcze, ale po ulepszeniu moga pruc z daleka. Ta umiejetnosc moze zawazyc na wyniku bitwy. Oj nie. To rzeczywiscie jest wada. A to dlatego, ze czwartego poziomu jest bardzo przydatny Portal Miejski (czy jak kto woli - Town Portal). Poza tym raczej nie ma dobrych czarow trzeciego poziomu. P.S. Pisze ze szkoly. Akurat robie strone o HoMM 3.
-
Hehe, ile ja sie tego nasluchalem jak jezdzilem z bratem (zawsze jest gdzie pojechac). A bylo tego jeszcze wiecej. Albo taki np. Kazik czy Pudelsi...
-
Sek w tym, ze PB to raczej maly team. Wiec nawet gdyby sie zachcialo, jeszcze musi byc to komu zrobic... Ja tam nie mowie nie, jesli to ma przyspieszyc gre/obnizyc wymagania. Ale czy takie operacje nie podniosa wymagan gry? Bo swiat widoczny na screenach jest dosc bogaty w detale (a nawet bardzo dosc...). Wiec dogrywanie na biezaco troche by tych megahercow zjadalo a obok tego wykonywane sa takie operacja jak np. walka (a przeciwnicy tez musza miec czym myslec...) itp. P.S. Ja sie nie znam za bardzo na tej technice, wiec moze wyjsc tak ze glupoty gadam, ale tym sie nie przejmujcie . Karta graficzna - Jako ze rozprawiamy o wymaganiach sprzetowych, podam: Radeon 9200. Ach, coz za maszyna. Swoja droga, dziwny argumant "poniewaz duzo ludzi tu zaglada", ale co tam (troche to wyglada na statsiarstwo, ale na razie delikatne ). Swoja droga ma byc mozliwosc walki dwoma mieczami 1H. Ciekawi mnie sprawa sterowania. Zreszta cala walka ma wygladac inaczej...
-
Oby tego nie zrobili. To ze nie trzeba czekac az plansza sie wczyta (takich miejsc jest niewiele, wiec traktuje je tak, jakby ich nie bylo) to jedna z wiekszych zalet Gothica. Znaczy, zeby nie bylo - Gothic ma sporo zalet, ale nie wiem czy chcialoby mi sie w niego tyle grac, gdybym musial polowe gry przeczekac na wczytywaniu obszarow... Hmm, cos takiego jest w GTA:VC (pojazdy i ludzie sie wczytuja, nie wiem czy obszary tez...). Pomysl sam w sobie dobry, ale moglby byc trudny do zrealizowania. A dokladniej: gra jest juz na pewnym poziomie przygotowan, wiec jesli PB nie mialo zamiaru robic tego wczesniej, teraz byloby z tym za duzo roboty. Zas gdyby mialo w planach takie cos, nie widze powodu, dla ktorego nie mialoby nas (graczy) o tym poinformowac. (bo nie przypominam sobie, zebym cos o tym czytal, ale moze...) W kazdym razie, nie nastawialbym sie na to...
-
Szczesliwy numerek jest, ale przestrzegany tylko przez polowe nauczycieli (no, moze troche wiecej). A ja mam akurat taki numer, ktory wypada chyba najrzadziej (serio - od poczatku roku wypadl 3 razy...), a mianowicie 19. A co do dreszczyka emocji - pamietam jedna hisorie, ktora spotkala mnie na... historii. (chyba o tym nie pisalem?) Slynne szukanie dlugopisem, wypadl numer tuz nad moim. Reakcja (moja) - ufff... A tu nagle: nie, siadaj - ty juz masz dwie oceny z odpowiedzi. Zgadnijcie kto poszedl odpowiadac...
-
Dzisiaj mialem dwa sprawdziany. Biologia (jeszcze ujdzie) i geografia (tu gorzej). Jak zwykle mialem farta przy zadaniach domowych: geografia - tu nawet mialo lekcji nie byc (bo sprawdzian), wiec nie wzialem i niemiecki (ktory mam w glebokim powazaniu, wiec...). A jutrzejszy dzien zapowiada sie bardzo milo - cztery lekcje, z czego tylko historia grozna (ale ja juz bylem pytany, wiec raczej nie mam sie czego obawiac). Ale ogolnie troche luzu jest (nawet sporo), wiec tylko sie cieszyc i korzystac... P.S. O, cos ostatnio nawet emotek nie uzywam. Czyzby akcja NEC mnie tez zaczela dopadac?

