Skocz do zawartości

remiq

Forumowicze
  • Zawartość

    313
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez remiq

  1. remiq

    Media

    Trochę zdziwił mnie ranking tygodników według Sephiela. Moim zdaniem, NEWSWEEK zajmuje się przede wszystkim życiem codziennym, potem polityką, kulturą i na końcu biznesem. Więcej - NEWSWEEK jako jeden z niewielu zajmuje się na poważnie tematami natury... metafizycznej? Sporo jest w nim np. pytań o mit "Wierzącego Polaka". Na okładkach WPROST lub POLITYKI najczęściej ukazuję się facjaty Belek, Kieresów i innych Kulczyków. W NEWSWEEKU natomiast często widuje się jakąś ładną grafikę, obraz, artystyczne zdjęcie. W moim mniemaniu to we WPROST najwięcej jest biznesu. Jego redaktorzy potrafią na siłę upchać tableki, wykresy, porównania, rankingi i masę cyferek nawet do artykułu o serialach tasiemcowych (oglądalność, liczba odcinków zrealizowanych i planowanych, dochody, koszta, częstotliwość powtórek, litry wylanych przez widzów łez... RANY!).
  2. Co do listy przewinień Goeringa dorzucę jeszcze jedną z największych przyczyn przegranej Rzeszy w II Wojnie Światowej. Chodzi o to, że w dniu Bitwy o Anglię (czerwiec 1940, niestety pokićkało mi się z dniem - 15 czy 5 czerwca) główne siły skupił na bombardowaniu Londynu, zmiast wykończyć stacje radarowe i lotniska. No i krążą pogłoski, że Goering był chory umysłowo - spójrzcie tylko na te jego paradne mudury. BTW, jak ja prosiłem o wasze głosy n/t najbardziej błyskotliwych strategów lub taktyków drugowojennych to odezwu nie było. Chyba się obrażę! PS. A z nie-niemieckich to może Konstanty Rokssowski. Sowieta, świetnie spisał się podczas obrony Moskwy, pod Kurskiem i Stalingradem i w ofensywie na Berlin. No i uniknął czystek w wykonaniu NKWD, a to już wyczyn nadludzki.
  3. Nie tyle chodziło o to, że Urban wyszedł z szeregu pisząć swój felieton, ale o styl, w jakim to zrobił. Ma swoje - kontrowersyjne - zdanie. Świetnie, gwarantuje mu to konstytucja, prawa człowieka, delaracje itp. Urban ma też prawo do nie wyznawania żadnej religii (i nie wyznaje, bo sam dumnie oznajmił, że dla niego nie ma żandych świętości) i nie odczuwania respektu wobec papieża. Jednakże absolutnie nie może w wulgarny sposób (tak, bo po dziś dzień w czasce dudnią mi słowa "podłub sobie w uszku lub między palcami, co tam wolisz") dyskredytować (hm, to chyba zbyt mądre słowo jak na mnie ) inną osobę. Osobę, czyli zarówno mnie jak i ciebie, jaki i prezdenta lub papieża. Gdyby tamten felieton nie był adresowany do Jana Pawła II, ale do obywatela Iksińskiego, to proces i wyrok byłby ten sam (sądzę, że byłby, gdyż pokładam jeszcze pewne nadzieje w polskie sądownictwo). I tak do Toeplitza nic nie mam, bo on swój protest wygłosił w kulturalny sposób i dlatego nie powinien być stawiany w tym samym obozie, co Urban. Nie chcę też mówić, że Lis to anioł, a Urban jest be. Zarówno temu pierwszemu jak i drugiemu zdarza się ponieść emocjom i "chlapnąć" jakiś idiotyzm. A że Urban od początku się bronił? Ponieważ trudno znaleźć na to argumenty lub kontrargumenty, powiem tylko, że myślę inaczej.
  4. none, w końcu odnalazłem twoją wypowiedź na temat "Co z tą Polską?" z udziałem Urbana (jeżeli kogoś to też interesuje - post ten jest na stronie 58., mniej więcej w połowie). Ciekawe. Pomyślałem, że to dobry materiał na dobrą dyskusję, ale bez konkretniejszych danych nie mogę jej zaczać. Wskaż mi proszę fragmenty programu - wypowiedzi odnośnie tego, że... 1. ...publika byłya wybrana tendencyjne... 2. ...Lis był stronniczy i bezczelny (*)... 3. ...Urban mówił z sensem (**)... Stenogram z tej rozmowy znajdziesz tutaj: http://www.tomaszlis.wp.pl/wid,7055581,archiwum.html (*) wejdź na www.nie.com.pl i otwórz dział ARCHIWUM, a następnie do okienka wpisz "tomasz lis" i zobacz, co NIE i Urban o nim pisali. Kto pierwszy był bezczelny? (**) chyba z miętowym
  5. remiq

    Filmy

    Oglądając programy dokumentalne na Ale kino! natknęłem się na zestawienie najlepszych filmów w historii kina. Była to lista typowo subiektywna, bo według ocen krytyków. Nowszej kinematografii było mało - zapamiętałem jedynie pierwszego "Matrixa" w okolicach 50. miejsca (na 100). Dość wysoko, bo gdzień na 4. lokacie uklasowała się ekranizacja "Na zachodzie bez zmian" z lat dwudziestych. Na pierwszym miejscu był natomiast... "Obywatel Kane" Orsona Wellesa z 1941 roku. Prawdę mówiąc, słyszałem o nim (a także o "Obywatel Welles"), ale nigdy go nie widziałem. Przepytałem więc kilka osób - wszystkie mówiły, że jest raczej nudnawy. Piszę tego posta, bo jestem ciekaw, jaki waszym zdaniem film zasługuje na tytuł najlepszego w historii i czy słusznie przyznano go "Obywatelowi".
  6. remiq

    Książki

    Skończyłem czytać "Rok 1984" Orwella. Cóż, arcydzieło dzwudziestowiecznej literatury. Uznanie autorowi nie należy się za konstrukcję fabuły (nieco chaotyczna) lub błyskotliwe dialogi (bo tych na dobrą sprawę w ogóle nie ma), ale za sam pomysł i jego wykonanie. Pomysł na książkę jest genialny w swojej prostocie - wystarczyło zebrać wszystkie manifesty, obietnice, przemówienia, zapewnienia, książki, wystąpienia i wizje komunistów, czyli Lenina, Stalina, Dzierżyńskiego, Trockiego, Marksa, Engelsa i wszystkich innych, którzy przyczynili się do sukcecu Rewolucji Październikowej (bo, jakby nie patrzeć, był to sukces, ale tylko dla jego organizatorów i dla żadnej innej żyjącej istoty na planecie). Potem wyłowić te najciekawsze i najbardziej przłomowe i zmieniające dotychczasowy styl życia. A potem popisać się pewną dozą literackiej wyobraźni i pokazać na papierze jakby wyglądało życie w świecie, w którym socjaliści odnieśli stuprocentowy sukces. Wyobraźcie więc sobie życie w rzeczywistości, w której nie istnieją pojęcia "wolność", "prawo", "własność", "pokój", "prywatność", "wola". W którym nic nie należy do ciebie. Nawet umysł i myśli. Właśnie - to, że nie możesz powiedzieć nic wbrew naukom Sprawiedliwego, Kochającego i Jedynego Przywódcy, czyli Wielkiemu Bratu (on patrzy! Cały czas!) to pikuś. Z tym da się żyć. Ale że nie możesz nic pomyśleć przeciw niemu...? Że musisz żyć ze świadomością, że w każdej chwili ktoś na ciebie się gapi, że najlepszy przyjaciel bez skrupułów wbije ci nóż w plecy? Zapamiętaj: Wielki Brat jest dobry i patrzy. Eurazja i Emmanuel Goldstein to ci źli, to zdracjcy, nie słuchaj, co mówią. Wojna toczy się cały czas. Anglia to Pas Stratowy Jeden. Policja Myśli cię kontroluje. Wojna to pokój Wolność to niewola Ignorancja to siła Moja najwyższa rekomendacja.
  7. RoZy, podaj mi definicję i przykłady wielkich dziennikarzy. Jeżeli wymienisz np. Toma Brokowa lub Dana Rathera, to... przyznam ci rację. Tak, oni są lepsi od Lisa i Olejnik razem wziętych. Ale to Brokow i Rather siedzą w dziennikarstwie od lat kilkudziesięciu, to oni kształtują wygląd dziesiejszego dziennikarstwa, ale Lis i Olejnik na nich się wzorują i do swoich mistrzów brakuje im niewiele. Uznanie się należy. Co do ich obiektywności. Złoty okres Lisa przypada na FAKTY. Był ich prezenterem. Sam powiedział, że prezenter to nie dziennikarz, ale po prostu prezenter. Trudno by w kilkusekundowych zapowiedziach materiałów ukryć przesłania polityczne. A czy Lis w programie "Co z tą Polską?" jest stronniczy. Niekiedy tak. Np. podczas ostatniej dyskusji n/t gejowskiej parady w Warszawie był obiektywny, ale już podczas wywiadu z Tymińskim nie (wystarczyły mu dwa pytania: o kanclerza Niemiec i o KRUS, który Stan pomylił z ZUS-em by storpedować prezdenckie szanse "Peruwiańczyka", choć Lis tu po prostu zadawał pytania, tyle, że wiedział jaki będzie rezultat). Bardzo trudno zachować idealną bezstronność, właściwie jest to niemożliwe, więc publicyści zastrzegają sobie małą granicę błędu. Odbiorcy sami muszą się nauczyć wyławiać treści obiektywne. To zbyt duży wymóg, czy wszystko musi być podane na złotej tacy? Prezdenckie szanse Lisa. BARDZO bym chciał by kandydował (na razie na czele jest Kaczyński, drugie miejsca to Tusk i LEPPER!!!), ale ostatnimi wypowiedziami pozbawił mnie złudzeń. Nie ma planów politycznych. Ot, co. No właśnie, na jakich warunkach Lis odszedł z TVN? Bo nie chciał podpisać cyrografu. Ja też bym tak zrobił. Zalecam też wypożyczenie z biblioteki książki "Co z tą Polską?", a przekonasz się jakimi to "hasłami pod publicznkę szafował". Hm. Przypomnij sobie, RoZy, jak to było z "Kropką". Na początku była o 23.00, ale potem, po wielotysięcznej oglądalności, przeniesiono ją w okolice 19.30, która była o wiele lepszą porą. Ale wywiady "Olejnikowej" były niewygodne i z powrotem przeniesiono program na 23.00. Oglądalność utrzymywała się jednak, więc "Kropkę" przeniesiono na TVN24, który wtedy nie był rozpowszechniony w Polsce (Lis szydził, że może potem przyjdzie pora na TVN Meteo). Moim zdaniem, gdyby Olejnik była po prostu kiepską reporterką: a) nie zaszłaby tak wysoko, B) TVN po prostu by jej podziękował, a nie robił jakieś dzikie rotacje. I znowu zalecam wypożyczenie książki, tym razem "Nie tylko FAKTY". Może i nie lubisz Lisa i Olejnik, ale przynajmniej dowiedz się, co mówi wróg... Na koniec, potrzmuję to, co napisałem w ankiecie FA: wy, forumowicze codziennie mnie czymś zaskakujecie. Myślałem, że zdziwicie się, gdy wymienię nazwisko Majewskiego, a tu... I dołożę jeszcze jedno: Wikora Batera, korespondenta TVN w Moskwie. Bater był w radioaktywnej wiosce niepodoal Czernobyla, został ranny w Biesłanie, oberwał pałką od OMON-u na Białorusi, był na Dubrowce...
  8. Ja militarysta? Dziękuję, ale postoję. Wojsko i militaria to zainteresowania, a dziennikarstwo to moje powołanie. A już zwłaszcza Wielkie Dziennikarstwo, jakie reprezentują Lis i Olejnik (swoją drogą, Ziomecki i Żakowski to też dziennikarze). Lis urodził się w Zielonej Górze - daleko od Warszawy, od kariery jeszcze dalej. Chciał zostać dziennikarzem. Został. Chciał zostać korespondetem parlamentarym. Został. Chciał pracować w Stanach. Pracował. Chciał by FAKTY prezentowały światowy poziom. Prezentują. To dla mnie istotne, zwłaszcza, że ja też urodziłem się i mieszkam w małym mieście, w Piotrkowie Trybunalskim. Przekonała mnie też książka "Co z tą Polską?", w której Lis pisał o "wyrównywaniu szans w szkolnictwie", ale miał zupełnie inną tego wizję niż minister Łybacka. Monika Olejnik. W prehistorii, na początku lat dziewiędziesiątych, istaniały (pewnie nadal istnieją) wielkie dziennikarskie imprezy. Gdy po jednej z takich imprez wszyscy czmychneli do mieszkanek by leczyć kaca, Olejnik poszła zrobić materiał. Jako jedyna. To był przełom, ale i tak Olejnik na miano Gwiazdy pracowała długo i ciężko. Jej poglądy, a raczej siła ich bronienia (TVN musiał zdjąć "Kropkę nad i" by w końcu ją uciszyć) też mi imponuje. Roman Polko. Pomijając, że jest (no, był) świetnym żołnierzem i oficerem z olbrzymim autorytetem i chryzmą, to jest po prostu bardzo uporządkowanym człowiekiem. Nie chciał zostać "malowanym generałem", tylko po to, by siedzieć cicho i rozkoszować się lekkim stanowiskiem. Nie chciał zdradzić w ten sposób swoich podwładnych. Nie podoba mu się iście sowiecki bałagan w Sztabie Generalnym - pragnął, by ta instytucja stała się prawdziwie "natowska". Tym, którym pułkownik Polko kojarzy się tylko i wyłącznie z programem "Nieustraszeni" polecam książkę "Gromowładny". Sin - z określeniem "pedały" nie zgadzam się (chyba, że mowa o rowerach), ale "żydostwo" to po prostu określenie społeczności żydowskiej (zależy też w jakim kontekście się go użyje), natomiast określenia "komuch" nie tylko toleruję, ale i od czasu do czasu używam.
  9. Sin - oczywiście, że i w Polsce istnieją autorytety. Naturalnie, zależy dla kogo, bo dla jednych autorytetem jest Jacek Żakowski, a dla innych Radosław Majdan (żeby nie było - do tych ostatnich nic nie mam). A dla dziewczyny w "Prześwietleniu" na TVN24 - Kazik. Twoje pytanie jest retoryczne - oczywiście, że są, jest ich bardzo dużo, bo naród to nie jednolita ciemna masa, ale skupisko ludzi o różnych przekonaniach. Jeżeli pytasz mnie - Władysław Bartoszewski, Roman Polko, Sławomir Petelicki, Gromosław Czempiński, Tomasz Lis, Mariusz Ziomecki, Monika Olejnik, wymieniony już Jacek Żakowski, Kazimierz Kutz, Szymon Majewski (a co!)... Do anty-autorytetów należy spore grono posłów na sejm (cały LPR, Samoobrona, PSL, duża część SLD, PiS, demokraci.pl, PO również), a jako wisienkę na szczycie tego wielopiętrowego tortu umieszczę Urbana. Hm, z Pokolenia NIC staliśmy się nagle Pokoleniem JP2? Doprawdy. Nie wierzę...
  10. 1. Czy istnieją jakieś postępy w organizowaniu plebiscytu? 2. Czy widzieliście filmik "iraqfootage" na Bonus DVD? Jeżeli nie - polecam. Przedstawia on miniguna w akcji, prawdopodobnie na jakichś ćwiczeniach U.S. Army. Bell-212, Huey, Little Bird... A w tle "Requiem" Mozarta (chyba, bo nie znam się) połączony z ostrym rockiem.
  11. remiq

    Książki

    Podobno Ziemkiewicz, kiedy błądził po internecie, ukrywał się za ksywką Pasibrzuch. Zapamiętałem go głównie przez ten idiotyczny list do CDA, kiedy to zaczął gnoić tych, co grają na kompie. Że nic w życiu nie osiągną i takie tam pierdoły. Ja Ziemkiewicza zanm głównie z "Newsweeka" (jest jego stałym felietonistą), gdzie napisał arykuł, w którym prosił by "dać szansę grom komputerowym, bo początki teatru były równie wyśmiewane", a sam Ziemkiewicz napisał też scenariusz do gry Gorky 0. I on nie lubi graczy komputerowych? To chyba jakiś "urabn legend"...
  12. Ja w sprawie czysto organizacyjnej. Najlepiej pójść w ślady plebiscytu na najlepszą grę i poprosić jakiegoś modka by ten zrobił ankietę z kilkoma kategoriami: Pistolety i rewolwery Karabiny i snajperki Karabiny automatyczne i półautomatyczne Broń przeciwpancerna (dla pojedyńczego piechura) Ładunki wybuchowe Inne (np. wykrywacz metalu) Myślałem jeszcze o broni białej, ale jaki tu wybór: angielski bagnet, nóż fiński i radziecka saperka. Jeżeli wymyślicie coś więcej, to warto o tym pamiętać. No i strzelby (shotguny), ale za cholerę nie mogłem sobie żadnej przypomnieć.
  13. remiq

    Książki

    Jestem świeżo po lekturze "Paragrafu 22" Hellera. Zanim przeczytałem pierwszy rozdział tej powieści, spodziwałem się czegoś w klimatch "Na zachodzie bez zmian". To nieprawdopodobne, że mogłem się aż tak bardzo mylić. Heller to Remarqe'a ma się tak jak serial "MASH" to do "Szeregowca Rayana". Ta książka to po prostu bardzo śmieszną (jeżeli dysponuje się niewyczerpanymi pokładami czarnego, absurdalnego humoru) karykaturą wojskowości i wojny. Absolutnie rozwalił mnie fragment, w którym jeden z przedsiębiorczych amerykańskich żołnierzy zawarł umowę z Niemcami na zbombardowanie własnej jednostki. Albo cała afera z Washingtonem Irvinem. Albo frament, w któym wszyscy byli święcie przekonani, że lekarz polowy nie żyje (a oczywiście miał się zupełnie dobrze), bo jednemu z biurokratów nie chciało się poprawiać błędu administracyjnego. Jeżeli jesteś dumnym posiadaczem anieliskiej cierpliowści dla długich, bezsensownych rozmów, polecam.
  14. Któryś z brytyjskich wojskowch (chyba nawet ten, który użyczył swojej facjaty na plakatach z napisem "ojczyzna potrzbuje ciebie!") powiedział, że "jeżeli ktoś powinien zrobić coś jako pierwszy na świecie, niechaj zgłosi się Anglik". Brytyjczycy dysponowali całym tabunem naukowców, fizyków, inżynierów, batalistyków, którzy tylko czekali na rozkaz skonstruowania jakiegoś dobrego automatu. Ale takiego rozkazu nie dostali. Że nie było ich stać? To tłumacznie ma sens, gdyż przez blokadę kontynentalną Brytyjczycy odmawiali sobie wielu rzeczy, ale nie nowej, skuteczniejszej broni. Co prawda, to prawda. Sten był świetną bronią dla partyzantów i tylko dla nich.
  15. Żeby odpowiedzieć na to pytanie muszę sięgnąć do czasów średniowiecza. Wtedy to Anglia posiadała najlepszych łuczników na świecie - celne strzelanie było wręcz wymogiem prawnym, bo dzieci nie dostawały jeść dopóki nie zestrzeliły sobie jedzenia z czubka drzewa. Potem, po odkryciu prochu strzelniczego i w czasach wojny o niepodległość Ameryki, żołnierze brytyjscy byli wyróżniani za np. zabicie wroga jednym strzałem w oko. Następnie była I Wojna Światowa - to samo. Pod koniec tej wojny Niemcy wynaleźli broń automatyczną dla pojedyńczego piechura, ale było zbyt późno by ją wykorzystać, a Wielka Brytania nie była specjalnie zainteresowana wynalazkiem. Dowódcy angielscy nie znali pojęcia "ogień zaporowy". W czasie II Wojny Światowej Brytania nie miała dobrej broni automatycznej - był tylko sten i bren. Pierwszy - zbyt zawodny, drugi - zbyt ciężki. Do przywiązanie do hasła "one shot - one kill" trwało do lat osiemdziesiątych. Większość państw przezbrajała się na broń automatyczną już w czasie II Wojny, ale nie Anglia. Niemcy coraz krytyczniej patrzyli na Mausery, Sowieci na Mosiny, Amerykanie na Garandy, ale nie Anglicy.
  16. O tak, dźwięk był cudowny. Miód dla niemieckich uszu! Wyobraź sobie taką sytuację: amerykański żołnierz prowadzi ogień zaporowy z M1 Garand do Niemców, którzy utknęli w rowie. Wszystko fajnie (ze względu na celność M1 nie mogą wystawić czubka głowy) aż nie skończą się kule w magazynku. Ten odskoczy wydając charakterystyczny dźwięk. Usłyszą go Niemcy, będą wiedzieć, że mogą bezpiecznie wyskoczyć, robią to i zabijają amerykańca. Poza tym, broń OK. Moje zdanie na temat broni: Luger Parabellum - równie dobrze mogła by być tu tetetka. Luger był głównie używany do rostrzeliwań (ze względu na niską celność) i gadżet dla oficerów. Mauser KAR98 - konstrukcja solidna, ale nieprzydatna dla nie-snajperów ze względu na nikłą szybkostrzelność. No i w chwilę po zakończeniu wojny stała się cholernie przestarzała. Mosin-Nagant - to samo co u Mausera. FG-42 - moja ulubiona broń w RTCW i CoD. Zupełnie w porządku. M1 Garand - jw. Sten - coś z niczego. Było produkowane z myślą "na bezrybiu i rak ryba". Konstrukcja opłakana, ale dobra dla partyzantów. Pepesza - podobie jak ze stenem. Niezbyt uniwersalna broń - nadawała się głównie do prowadzenia ognia zaporowego. Prawda jest taka, że Rosjanie nie mieli broni do prowadzenie ostrzału na 300-500 m (a takie były najczęściej). Suomi - nie wiem, nie znam. Dowiem się, poznam. Jeżeli wykonano ją z lepszych materiałów niż pepesza, to może być ciekawie... G-34 - ? STG-44 - oł je, tis is it! Podobie jak z czołgami, konstukcja doskonała, ale droga. Gdyby nie produkowano jej w tak biednym kraju jak Rzesza w 1944, to byłoby coś. To JEST coś - ta broń zmieniła przemysł zbrojeniowy! Lee-enfield - wybitnie nienowoczesna broń. Produkowaną ją w Wielkiej Brytani ze względu na przywiązanie brytyjskich wojsk do celnego strzelania, a w czasie II Wojny Światowej najbardziej przydatna była broń automatyczna... BAR - ani to grzeje, ani ziębi. Mój głos idzie na STG-44
  17. Raz, dwa, trzy... Próba forum... HAAAALOOO! Czy to działa? O, to już na necie jesteśmy...? No, w końcu zadziałało! Całe szczęście, że temat o konflikcie Polsko-Białoruskim trwa. Chciałem dopisać się wcześniej, ale siła wyższa. Na dodatek złośliwa. Kilka stron wcześniej ktoś napisał, że nie ma talentu do przewidywania wyników konflików. Wybacz, ale doskonale to widać. Na tym polu nie potrzeba zresztą zmysłu fikcyjnego Jacka Rayana, a wystarczy zwykła, chłopska logika. W razie wojny NATO może nam nie przyjść z pomocą? Niezła bzdura. Rzeczywiście, w 1939 zawiedliśmy się na naszych sojusznikach ("Najgorszą rzeczą oprócz posiadania sojuszników jest ich brak" - Winston Churchil), ale to było prawie siedemdziesiąt lat temu! To tak jakby powiedzieć, że nie poleci się liniami lotniczymi LOT, bo na początku ubiegłego wieku ich samoloty były niezłymi złomami. To niewiele znaczy w porównaniu do obecnego stanu rzeczy. Dawniej prezydent USA nie musiał zbytnio się przejmować opinią publiczną, bo ta była w dużej części zubożała i nie interesowała się polityką. Prezydent interesował się za to zdaniem bogatych i wpływowoych. Było tak bo dawniej prąd nie był towarem powszechnie dostępnym - nie było TV i radia, a ludzi na gazetę nie było stać. Prezydent do tego stopnia nie szanował dziennikarzy, że nie chciał uczestniczyć w konferencjach prasowych (i to do połowy wieku!), bo "po co głowa państwa ma stać przed grupą obcych ludzi i odpowiadać im na pytania jak złodziej kurczaków". Wyobraźcie sobie teraz nagłówki gazet amerykańskich na wieść o nieuczestniczeniu w konflikcie Polska-Białoruś. Bush, czy ktoś tam inny, nieźle dostałby po krzyżu - do tego stopnia, że mógłby dostać dymisję. O stanie polskiej i białoruskiej armii jeszcze się wypowiem.
  18. Białoruś? Białoruska armia? Ona pratycznie nie istnieje. Istnieje rosyjska armia i jej bazy na terenie Białorusi. Poza tym, mamy bardzo dużą przewagę nad Białorusią, większą niż te ich T-80. A tą przewagą jest: Pakt Północno-Atlantycki. Polska nie jest mocarstwem. Nie ma wielkiej armii, bo i po co i za co? Właśnie dlatego tak wielu polskich patriotów, w tym świętej pamięci Jan Nowak-Jeziorański tak bardzo nalegali na jak najszybszą akcesję to NATO. Wzór jest prosty: Ktoś nas atakuje -> Reszta nam pomaga I tak wojna polsko-białoruska stałaby się wojną prawie całej Zachodniej Europy i Ameryki. Czy ktoś jest chętny na TAKICH przeciwników? B-b0y... sama świadomość, że taka wojna może się wywiązać, działa odstraszająco. Poza tym, w 1939 roku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej - prezdenta USA zbytnio nie obchodziła opinia publiczna i dziennikarze. A teraz... Już widzę te nagłówki w "The New York Times" - "Polacy nam pomogli w Iraku... A my co?". Wojnę z Polską Białoruś mogłaby wygrać (przy dużym szczęściu), ale z NATO... Poza tym, czy zastanowiliście się nad politycznymi podstawami tego przypuszczenia? Dlaczego mielibyśmy prowadzić wojnę? O co? Stosunki dyplomatyczne są dość chłodne, ale i tak wczoraj w FAKTACH widziałem reportaż z targów białoruskich w Warszawie (z ciekawymi towarami eksportowymi ). Raczej przekreślam szanse na III Wojnę Światową - komunistyczne Chiny są bardziej zainteresowane handlem, Korea Północna musi sobie poradzić z wyżywieniem ludności, a Rosjanie lubią dolary i BigMaca!
  19. T-55... Jeśli istnieje coś takiego jak geniusz narodu radzieckiego, to ten czołg właśnie jest jego dziełem. Szybki, zwrotny, wytrzymały, idioto- i rezerwisto- odporny, mocny, o dużej sile ognia i wielofunkcyjny. A poza tym piękny (jeśli czołgi mogą być piękne) - żadna inna maszyna nie miała i nie ma tak cudownej lini. Zachowano w nim wszystko co najlepsze z poprzednich wersji, wyeliminowano ich uszczerbki, uproszczono konstrukcję i unowocześniono. Przykro mówić, że T-65 był kompletną pomyłką, która mogłaby zetrzeć w proch pancerz grubości półtora metra, ale nie trafiłaby w wieżę Eiffla, nie mówiąc już o innym czołgu... Czytając "Ostatnią Republikę" natknęłem się na fragment, który mówił, że Niemcy w czasie II Wojny mieli jako jednego z sojuszników Finlandię. Ta miała małą, ale bitną i świetnie wyszkoloną (moim zdaniem, fińscy komnadosi to najlepsi zimowi żołnierze) armię, jednak naród fiński nie miał ochoty na wojnę z ZSRR. To mnie zdziwiło, gdyż do tej pory sądziłem, że Finowie po prostu nienawidzili bolszewików, a i do tej pory nie darzą przesadną sympatią Rosjan. Jakie jest wasze zdanie na ten temat? No i co myślicie o jakości armii Finlandii i jej roli w II Wojnie Światowej? Co do wojny w Polsce... Jeśli przyjąć by taki scenariusz, to dlaczego Stalin / Chruszchow / Breżniew po prostu nie wysłali trzech atomowych łodzi podwodnych by zniszczyły Nowy Jork, Waszyngton i San Fransisco i w ten sposób spraliżować władzę USA i rozpocząć Rewolucję Światową? Odpowiedź: bo po co niszczyć swoją zdobycz? Zapewne Rosja po prostu wysłałaby na Warszawę kilka dywizji pancernych i zrzuciałaby kilka oddziałów Specnazu. Wynik: Rosja poniosłaby małe straty (o ile rosyjści są nadal tak głupi jak za inwazji w Czechosłowacji), a Polska armia byłaby rozłożona na łopatki. Przy odrobinie szczęścia USA wysłałaby nam na pomoc swoją brygadę berlińską, a na niebie pojwiłyby się myśliwce NATO, choć nic nie wiadomo. Może GROMOWI udałoby się ewakuować polski rząd (ale czy to dobra wiadomość? ). Widzicie, ci w sztabach nie są aż tak bardzo twardogłowi i długo by się zastanowili nad użyciem broni atomu...
  20. To znowu ja. Po raz ostatni. Uznałem, że czas zakończyć dyskusję iracko-melową, a przynajmniej ja się z niej wycofuję. A skoro ja się z niej wycofuję, to pewnie i tak ona upadnie, bo wygląda na to, że tylko ja mam zdanie inne niż Smuggler i forumowicze. Wygląda na to, że wróciliśmy do punktu zero. Moje przekonania się nie zmieniły, wasze też nie. Niczego nie dokonałem - no, może tylko sprawiłem, że ostatecznie Smugg użył terminu "forma okupacji", a nie surowa i wieloznaczna "okupacja". To też coś. Chciałbym jeszcze zauważyć, że pisząc mój pierwszy list i posty w tym topicu nie chciałem zmienić niczyich przekonań na temat Iraku i Meli - nie podobało mi się jedynie, że o tych sprawach mówi się na łamach CDA, co jest w moim mniemaniu zupełnie niepotrzebne, a wręcz głupie. Podsumowując: co do Meli - może się myliłem, ale wciąż uważam, że jego ekspedycja miała jakiś sens. Z całą pewnością sens ma obecność naszych rodaków na pustyniach i z całą pewnością nie są oni okupantami (podkreślam - moim zdaniem!). Sensu natomiast nie ma pisanie o tym na stronnicach "największego pisma o grach w Polsce" tuż obok testów klawiatur i recenzji startegii. Moim zdaniem.
  21. Coś tu nie tak? No, w końcu się zgadzamy! Pojęcie "okupacja" powstało prawdopodobie nie długo przed wiekiem XX, ale stało się "popularne" dopiero po roku 1939. Okupacją nazywamy to, co robili Niemcy podczas II Wojny Światowej w podbitych krajach - takie zdanie znajdziemy we wszystkich podręcznikach do historii i takie zdanie po prostu utarło się przez te sześćdziesiąt lat. Po co więc zmieniać tę definicję? Czym nazwiesz obecność Polaków w Iraku? Okupacją z ludzką twarzą? Okupacją bez rozstrzeliwań? Tak, widzę pewne subtelne różnicy pomiedzy Niemcami w Polsce A.D. 1939 i Polakami w Iraku A.D. 2005 - są one moim zdaniem na tyle duże, że naszym rodakom w krainie między Eufratem i Tygrysem należy się... No właśnie, co? Miałem dokończyć, ale ty pewnie byś się oburzył... Według twojego sposobu postrzegania tematu, Niebieskie Hełmy ONZ okupują wszelkie "zapalne kraje". A dlatego, bo znajdują się na obcym terytorium! Sorry, ale nie o to tu chodzi. To, że ktoś posiada nóż, nie znaczy, że jest mordercą.
  22. W takim razie jeszcze wiele o mnie nie wiesz. Co ty miałeś z matematyki? Miliard to jedynka z dziewięcioma zerami. Nie za dużo tego? Naprawdę nie sądzę, że tę liczbę można liczyć w milionach... Nie obraź się - ale dlaczego nie? Zarówno mi, jak i tobie ciężko się wypowiadać na ten temat, gdyż ani ja, ani pewnie ty nie znają osobiście żadnego niepełnosprawnego. Wiem natomiast na pewno, że istnieją niepełnosprawni, którzy żyją w skrajnej depresji, gdyż nasłuchali się, że ludzie tacy jak oni muszą zrezygnować ze sportu, z rozrywki, z marzeń... W moim liście był też pewien ważny dla mnie fragmnent, który z powodów mi niewiadomych został wycięty. Pomyślcie sobie o paraolimpiadach. Tam ludzie z pewnymi ułomnościami fizycznymi grają w tenisa, pływają, walczą na szable równie dobrze jak ich pełnosprawni koledzy. Są tam też sponsorzy, reklamodawcy, więc dlaczego nikt się paraolimpiadą nie zainteresował? Dlaczego nikt nie kwiestionował sensu ich organizowania?
  23. Widzisz, niektórzy Rosjanie są żywi przy 10 promilach we krwi, polscy polityce pracują w Parlamencie Europejskim nie znając języków, a mój kolega Maciek zdobył dziś czwórkę z fizyki. Jak widać - ludzie potrafią dokonać rzeczy niemożliwych. Tak, to mój list. Powiem więcej - nadal sądzę, że mam rację. Powiem jeszcze więcej - odpowiedź na niego jest już w drodze (nie, ze mną nikt nie ma lekko). Szkoda, że już skasowałem owy list z mojego dysku twardego, bo mógłbym go wam pokazać w całości i zobaczylibyście: a) jak dużo się zmieniło po skrótach B) jak wygląda długi list Jeszcze jedno Smuggler: na swojej stronie internetowej, na FA, w kacikach na Coverku użyam tylko nicka. Dlaczego? Anonimowość póki co bardziej cenię od rozglosu.
  24. Chciałbym rzucić kolejny temat. Mianowicie: Kto, według was był najlepszym taktykiem / strategiem II Wojny Światowej? Moja nominacja: Erwin Rommel No tak - nazista, ale nie przekreślajmy go od razu. Po pierwsze, był związany z zamachowcami na życie Hitlera i z tego powodu był zmuszony do popełnienia samobójstwa w 1944. Po drugie, służył w Afryce Północnej, a ja nie słyszałem o żadnych zbrodniach przeciwko ludzkości na tym froncie (podobno to tam i na morzu względnie najdokładniej przestrzegano Konwencji Genewskiej). Poza tym - miał iście genialny umysł taktyczny. Cieszył się niezwykłą charyzmą i był tego świadom - to sprzyjało wielkością morale Afrika Korps i ci kommandosi często wykonywali akcje, które mogły być uznane za sktuczeną metodę szybkiego samobójstwa. Jednym z jego szczególnych osiągnięć było niezwykle dokładnie zgranie piechoty i czołgów. Właśnie, piechota. To właśnie Rommel zwiększył jej znaczenie, o czym też napisał w swojej książce (a ta zwróciła na niego uwagę Hitlera). Gdy front w Afryce Północnej został stracony (głównie z powodu braku zaopatrzenia i złamaniu szyfrów Enigmy) dowodził wojskami w północnej Francji i tylko on jeden domyślał się, że inwazja nastąpi w Normandii, a nie w Cale. Niestety, nikt go nie chciał słuchać i 6 czerwca 1942 roku na plażach Normandii nie było żadnych czołgów - gdyby było ich choć trochę, żołnierze na Omaha, Utah, Gold, Juno i Sword byliby zmiażdżeni... _____ Co do liczby Rosjan, którzy zginęli podczas II Wojny - to fakt, ale kilka milionów zastrzeliło NKWD...
×
×
  • Utwórz nowe...