remiq
Forumowicze-
Zawartość
313 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez remiq
-
Obiecane cytaty. Przepraszam, że tak późno. Posiedzenie Biura Politycznego KC KPZR z 9 kwietnia 1981 r., robocza wersja stengoramu, punkt 3. (Obrady dotyczą tajnego spotkania towarzyszy Andropowa i Ustinowa z towarzyszami Kanią i Jaruzelskim w Brześciu w kwietniu 1981 r., na którym to rozstrzygnięto kwestię przyszłego wprowadzenia stanu wojennego.) ANDROPOW: Wraz z tow. D.F. Ustinowem zgodnie z porozumieniem z polskimi towarzyszami wyjechaliśmy do Brześcia i tam, pod miastem, w wagonie, odbyło się nasze spotkanie. Zaczęło się ono o dziesiątej wieczorem i zakończyło o trzeciej w nocy, po to, by polscy towarzysze mogli ukryć fakt, że w ogóle dokądś wyjechali. (...) Z tego spotkania wynieśliśmy ogólne wrażenie, że nasi towarzysze są mocno spięci, zdenerwowani i przemęczeni. Tow. Kania otwarcie powiedział, że bardzo im trudno sprawować władzę. „Solidarność” i siły antysocjalistyczne wywierają na nich presję. (...) Towarzysz Kania przedstawił zadania, jakie powinni zrealizować. Przede wszystkim należy przywrócić zaufanie narodu do partii, uporządkować sprawy ekonomiczne, zlikwidować strajki i przestoje w przedsiębiorstwach. Naturalnie polscy towarzysze nie mają doświadczenia w walce z tymi negatywnymi zjawiskami i dlatego nie wiedzą teraz, jakie zastosować metody, i miotają się we wszystkie strony. Jeśli chodzi o wprowadzenie wojsk, oświadczyli wprost, że to zupełnie niemożliwe, nie można również ogłosić stanu wojennego. W rozmowie towarzysze podkreślili, że przywrócą porządek we własnym zakresie. (...) Jeżeli chodzi o stan wojenny, należało go wprowadzić już dawno. Cóż bowiem znaczy stan wojenny? – powiedzieliśmy. Pomógłby on wam złamać napór elementów kontrrewolucyjnych i wszelkiego rodzaju wichrzycieli, raz na zawsze skończyć ze strajkami i z anarchią w gospodarce. Projekt dokumentu o wprowadzeniu stanu wojnnego został z pomocą naszych towarzyszy opracowany, trzeba go tylko podpisać. Polscy towarzysze mówią: jakże podpisać, skoro trzeba to przeprowadzić przez sejm. My mówimy, że nie trzeba żadnego przeprowadzania przez sejm. Jest to dokument, w myśl którego będziecie postępować przy wprowadzaniu stanu wojennego, a teraz powinniście osobiście, towarzysze Kania i Jaruzelski, podpisać to, żebyśmy mieli dowód, że się z tym zgadzacie i że będziecie wiedzieli, co robić w czasie stanu wojennego. Kiedy trzeba będzie wprowadzić stan wojenny, nie będzie już czasu na opracowywanie działań dotyczących wprowadzania tego stanu, trzeba to opracować zawczasu. Po tych naszszych wyjaśnieniach towarzysze Kania i Jaruzelski powiedzieli, że 11 kwietnia zapoznają się z tym dokumentem i podpiszą go. (...) Powiedzieliśmy Kani wprost, że ciągle się cofa i cofa, a trzeba działać, trzeba zastosować środki wojskowe, wprowadzać środki nadzwyczajne. (...) Co do bazy Biura Politycznego. Na czym może się ono oprzeć? Ich wojsko liczy 400 tyś. ludzi, MSW – 100 tyś i rezerwa 300 tyś. a więc razem 800 tyś. ludzi. (...) USTINOW: Żeby rozproszyć ich obawy przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego lub stanu wojennego, przytoczyliśmy fakt, że w wielu krajach ledwie wybuchnie powstanie lub zaczną się jakieś niepokoje, ogłasza się stan wyjątkowy lub wojenny. Na przykład w Jugosławii, kidy rozpoczęły się demonstracje w Kosowie, wprowadzono stan wojenny i nikt przeciw temu nie protestwał. Nie rozumiemy, dlaczego Polacy boją się ogłosić stan wojenny. (...) Uchwała Biura Politycznego P 7/VII z 23 kwietnia i referat Komisji Biura Politycznego z 16 kwietnia 1981 r. (...) Rodzi się konieczność ponownego zbadania naszego stosunku do polityki polskiego kierownictwa, sprecyzowania, na jakich siłach możemy się oprzeć, aby w rezulatcie obronić zdobycze socjalizmu w Polsce. Niestety przedstawiciele tego nurtu bynajmniej nie stanowią większości. Sprawiają wrażenie, że rozwiązanie kryzysu upatrują w bezpośrednim ataku na „Solidarność”, nie licząc się z obecnym stosunkiem sił. Nie widzą przy tym możliwości uzdrowienia sytuacji bez wprowadzenia wojsk sowieckich. Taka postawa obiektywnie prowadzi do ich coraz ściślejszej izolacji w partii i kraju. Posiedzenie Biura Politycznego KC KPZR z 29 października 1981 r., robocza wersja stenogramu. ANDROPW: Towarzysze polscy wspominają coś o pomocy wojskowej ze strony bratnich krajów. My jednak powinniśmy trwać zdecydowanie przy naszej decyzji o niewprowadzaniu wojsk do Polski. USTINOW: W ogóle należy powiedzieć, że naszych wojsk wprowadzać do Polski nie wolno. Polacy nie są gotowi na ich przyjęcie. (...) Posiedzenie Biura Politycznego KC KPZR z 10 grudnia 1981 r., robocza wersja stenogramu. RUSAKOW: Nikt nie wie, co nastąpi w najbliższych dniach. Była mowa o „operacji Z”. Początkowo mówiono, że odbędzie się ona w nocy z jedenastego na dwunasty. A obecnie już słyszy się, że będzie to około dwudziestego. ANDROPOW: W tych warunkach towarzysze polscy rzeczywiście muszą szybko podjąć „operację Z”. Tymczasem Jaruzelski oświadcza, że zdecyduje się na „operację Z” wówczas, gdy „Solidarność” ich do tego nie zmusi. (...) Rozmawiałem wczoraj z Milewskimi spytałem go, jakie działania mają zostać podjęte i kiedy. Odpowiedział mi, że o „operacji Z” i o konkretnym terminie jej realizacji nie wie. A więc widać z tego, że albo Jaruzelski ukrywa przed swoimi towarzyszami plan konkretnych działań, albo też po prostu uchyla się od przeprowadzenia tej akcji. Chciałbym teraz zaznaczyć, że Jaruzelski dość uporczywie wysuwa wobec nas żądania ekonomiczne i uzależnia przeprowadzenie „operacji Z” od pomocy gospodarczej z naszej strony, a nawet, powiem więcej, chce pomocy wojskowej, choć tego nie mówi wprost. (...) Nie możemy ryzykować. Nie mamy zamiaru wprowadzać wojsk do Polski. Jest to stanowisko słuszne i musimy trzymać się go do końca. (...) GROMYKO: Równocześnie jednak będziemy zmuszeni postarać się jakoś rozwiać złudzenia Jaruzelskiego i innych polskich polityków w sprawie wysłania tam wojsk. Wprowadzać wojsk do Polski nie można w żadnym razie. Myślę, że możemy polecić naszemu ambasardorowi, aby złożył Jaruzelskiemu wizytę i zakomunikował mu to. Pomimo dość jednomyślenj uchwały Biura Politycznego KC PZPR o wprowadzeniu stanu wojennego, Jaruzelski znowu zajmuje teraz chwiejne stanowisko. Początkowo nabrał nieco otychy, a teraz znowu zmiękł. Wszystko, co przedtem powiedzino, zachowuje swoją moc. Jeżeli w walce z kontrrewolucją będą nadal okazywać chwiejność, to nic z socjalistycznej Polski nie zostanie. Wporowadzenie stanu wojennego oczywiście uświadomiłoby kontrrewolucyjonistom polskim, że polskie władze nie zamierzają żartować. I jeżeli te środki, które władze mają zamiar stosować, zostaną zeralizowane, to myślę, że można oczekwiać pozytywnych rezultatów. W telegraficznym skrócie. Gdy z początkiem roku 1981, „Solidarność” rosła w siłę, a gospodarka PRL podupadała, zarówno polskie jak i sowieckie politbiuro, wiedziało, że należy coś robić. Jaruzelski i Kania poprosili o pomoc gospodarczą (Sowieci średnio się wywiązali z tego zadania). Wszystko inne nie jest już takie jasne. Obaj towarzysze byli zupełnie zdezorientowani: najpierw byli przeciwni wjazdowi wojsk radzieckich do Polski oraz wprowadzeniu stanu wojennego. Potem chcieli jednego i drugiego (a zwłaszcza Jaruzelski chciał, po wybraniu go na premiera). Natomiast Kreml był skłonny jedynie do stanu wojnnego, jednak broń Boże od sowieckiej interwencji zbrojnej! (Bali się reakcji Zachodu i grzebania w europejski Afganistan, zwłasza, że nie była jasna postawa polskiej armi – a nuż pójdą za Wałęsą i z prostej interwencji zrobi się wieloletnia partyzancja wojna...?) Jaruzelski nie wierząc w polską armię (niesłusznie, zresztą) coraz bardziej stanowczo domagał się pomocy Rosjan w „operacji Z”. Politbiuro z Breżniewem na czele było jednak nieugięte – twierdzili, że Polacy sami sobie poradzą, o ile będą zdecydowani. Świadomy postawy Moskwy, Jaruzelski wprowadził stan wojenny by spacyfikować „Solidarność”. Udało się, ale na krótką metę. Czołowi jej działacze zostali co prawda aresztowani i cały porces decyzyjny organizacji był sparaliżowany, ale po zaledwie pół roku „Solidarność” odrodziła się. W gospodarce PRL naturalnie nic się nie zmieniło – kraj był wręcz jeszcze większym bankrutem, jak cały blok komunistyczny zresztą... W ten sposób upada argument Jaruzelskiego, jakoby wprowadzając stan wojenny chciał udobruchać Sowietów, by ci nie interweniowali. JARUZELSKI: Przepraszać Polaków, ale za co? (artykuł Adama Różańskiego z "Newsweeka" nr 35/2005) Są granice, których przekraczać nie wolno - twierdził w 1981 roku generał Wojciech Jaruzelski, I sekretarz KC PZPR, wkrótce potem szef Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, firmującej stan wojenny. I jest konsekwenty. W ubiegłym tygodniu przeprosił Czechów za interwencję wojsk Układu Warszawskiego w 1968 roku, ale na tym wyrazy skruchy się kończą, choć kolejka oczekujących na słowo "przepraszam" jest znacznie dłuższa. Tuż po wystąpnieu w czeskiej telewizji zapytaliśmy generała, czy w rocznicę powstania Solidarności przeprosi resztę ofiar. - Za co mam przepraszać? - zapytał Jaruzelski i rzucił słuchawkę, kiedy zaczęliśmy wyliczać. :arrow: W 1946 roku jako wojskowy komendant Piotrkowa Trybunalskiego Jaruzelski wykańczał działaczy organizacji niepodległościowej Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość. :arrow: W ramach Głównego Zarządu Politycznego po 1960 roku represjonował duchownych w armii. :arrow: Jako członek Sztabu Generalnego w 1967 roku przykładał się do usuwania oficerów pochowdzenia żydowskiego. :arrow: W grudniu 1970 roku wysłał czołgi przeciwko strajkującym stoczniowcom na Wybrzeżu - zginęło kilkadziesiąt osób. :arrow: W stanie wojennym zginęło ok. 100 osób, w tym dziwięciu górników zamordowanych w czasie pacyfikacji kopalni Wujek. Tu genrał Jaruzelski posunął się najdalej - w liście do górników Wujka kilka miesięcy temu "wyraził ubolewanie". W jednym z partyjnych wystąpień w 1983 roku Jaruzelski grzmiał: "Są nadal ludzie, którzy niewiele zrozumieli i niczego się nie nauczyli. Święte słowa. Nie. Nie znam od podszewki okoliczności tego wydarzenia, ale Bukowski musiał się nieźle namęczyć, by tam się dostać. Nie wiem, może i tak. Ale niezaprzeczalnym faktem jest, że gdyby nie wprowadzano stanu wojennego, ci górnicy może i dziś żyliby. I to nie było "mniejsze zło" - patrz cytaty wyżej. Piłsudski to jedna z najbardziej dyskusyjnych postaci w historii polski. Jaruzelski też się do niego porównywał, że niby też musi ogłosić się dyktatorem, bo sytuacja nieciekawa... Ale przyznasz, że wrogiem dla Piłsudskiego nie byli ani robotnicy, ani inni niezadowoleni cywile...? Nie przez pryzmat antykomunistyczny, powiadasz? OK, gdzie te pigułki... GLUP! No dobra, teraz jestem politycznie bezpłciowy. Jeśli chodzi o gospodarkę i ekonomię, nic się w Polsce po stanie wojennym nie zmieniło. Nadal pusto na sklepowych półkach. Łapówkarstwo na wszystkich szczeblach rządu nadal kwitło. Kraj nadal był zadłużonym po uszy bankrutem. Politycznie? Na całe pół roku Partia znów była panem, to fakt.
-
W porządku, zapędziłem się - Bukowski to nie anioł, jest jasne, że nie nawidzi komunistów (a kto lubiłby kogoś, kto mu zabrał pół życia...). Czy pozmieniał dane znalezione w archiwum Kremla? Istnieje taka możliwość, ale ja jakoś mu wierzę ("Moskiweski Proces" został wydany w wielu krajach, więc Bukowski z całą pewnością przedstawił swoim wydawcom wiarygodne dowody, że to, co wyniósł faktycznie zostało spisane w Moskwie). Proszę nie porównywać też Bukowskiego z Wildsteinem - ten drugi wyniósł "listę-nie-wiadomo-czego", a pierwszy konkretne, podpisane dane. Co więcej "Moskiewski Proces" to nie źródło wyłącznie dla prawicy, bo dane w nim zawarte są... prawdziwe. Czy Bukowski chce sensacji...? Coś w tym jest - na pewno chce uczciwego rozliczenia się z przeszłością, a do tego potrzebna jest sensacja - by zainteresować tym świat. Sin, wskaż mi proszę tytuły lewicowych źródeł odnośnie stanu wojennego w Polsce. No, i jak? Nie ma? Właśnie - ani Jaruzelski, ani Breżniew nie napisali o tym książek. Jedynym "źródłem" są lakoniczne, powtarzane w kółko wypowiedzi generała Jaruzelskiego, bez JAKICHKOLWIEK dowodów. A tak w ogóle, Sin - możesz pisać mniej chaotycznie? Niewiele, mimo szczerych chęci, zrozumiwałem o tych "zawodowych oficerach WP" i o tym "psuciu wizerunku". Nie obraź się, ale stosujesz zbyt wiele skrótów myślowych, zrozumiałych tylko dla siebie... Co do polskości Jaruzelskiego... Formalnie ma on narodowość polską, ale ja to rozpatruję w kategoriach moralnych. Czy prawdziwy Polak kazałby zabijać innych, niczemu niewinnych Polaków...? RoZy, Bukowski uzyskał dostęp do kremlowskiego archiwum korzystając z okresu gorbaczowskiego rozprężenia. Dziś te same archiwa są zamknięte dla wszystkich. Napisałem to w poprzednim poście, czytaj je trochę uważniej. Zgadzam się. Może Jaruzelski kaja się by przypodobać się Kremlowi, bo boi się, że ci ujawnią pewne "ciekawe" informacje co do jego osoby...? Ta nieszczęsna berlinówka... Pewnie mamy to samo zdanie na ten temat, ja czepiam się jedynie nazewnictwa. W ogóle zrobiło się sporo zamieszania. http://www.polska.pl/archiwa/dwudziestolec...le.htm?id=23117 - to jest mapa Polski z 1921 roku. Na północnym zachodzie - Niemcy. Potem polski Gdańsk z wąskim korytarzem "właściwego" terytorium Polski. A następnie Prusy Wschodnie. Czyli Niemcy domagali się swojego korytarza (autostrady) przez polski korytarz na Prusy Wschodnie. Wiem, że to pokręcone, ale nie ja to wymyśliłem, ale panowie od Traktatu Wersalskiego. W żadnym wypadku nie chodzi o niemiecką drogę DO Gdańska... Wszystko jasne? Jeszcze jedno... Czy ja coś mówiłem o cytatach z "Moskiewskiego Procesu"...? Jutro będą, na pewno (książka dostępna tylko w czytelni, a ja muszę skserować interesujące mnie fragmenty). Wraz z listą grzeszków Jaruzelskiego.
-
O! Pyskówka. Dołączę się, mogę? Z góry zakładam, że tak. RoZy, Papa - chcieliście obiektywnych, opiniotwórych cytatów. Proszę bardzo. Książka "Moskiewski Proces" Władimira Bukowskiego. Kim jest ten pan - o tym dużo pisałem w dziale "Książki". W telegraficznym skrócie - jest to rosyjski dysydent, wielokrotnie prześladowany i więziony. Umknął na Zachód, a w okresie gorbaczowskiego rozprężenia przetrząsnął kremlowskie archiwum KC KPZR, kopiując wiele arcyważnych dokumentów, między innymi stenogramów z obrad politbiura. Jaruzelskiemu, sprawie stanu wojennego i sowieckiej inwazji poświęcił cały rozdział. Ze stenogramów jasno wynika, że to Jaruzelski wielokrotnie domagał się od Breżniewa wjazdu radzieckich czołgów na teren Polski, a po otrzymaniu wielu odpowiedzi odmownych, zdecydował się na stan wojenny by spacyfikować Solidarność. (Jak wiemy, zupełnie nieźle mu się to udało - nikt w S. nie pomyślał o czymś takim jak gabinet cieni). Niestety, nie mam "Procesu" przy sobie - jutro zaserwuję konkretne cytaty z książki. Szkoda, że muszę powiedzieć to tak ostro, ale wstydzę się, że Wojciech Jaruzelski to Polak. Żałuję, że to on ma szeroki dostęp do zagranicznych (wschodnich i zachodnich) mediów, w których straszliwie psuje wizerunek Polski (przeprosił za rzekome okupowanie przez Polskę wschodnich kresów Ukrainy i Białorusi oraz za masowe rozstrzeliwania radzieckich żołnierzy w 1920 - oba wydarzenia wymyśliła stalinowska propaganda). P.S. RoZy, Hitler chciał, by polski korytarz do Gdańska przecinała niemiecka autrostrada (tzw. berlinówka, istnieje do dziś) do Prus Wschodnich, Koningbergu (Kaliningradu). Nie domagał się korytarza do Gdańska, jak ty to napisałeś...
-
Widzę, że akurat trafiłem na iście horrorowatą dyskusję, więc dla odmiany polecę film "Ray" z Jamiem Foxxem, naturalnie o życiu i twórczości Ray'a Charlesa, prawdziwego Mahometa dla miłośników muzyki soul, jazz i (było, nie było) country. Dwa słowa: muzyka i aktorstwo. Czasem patrząc na ekran wydaje nam się, że nie widzimy Foxxa udającego Ray'a, ale Charlesa we własnej osobie. Aha - film oglądać tylko z płyty DVD na dobrym kinie domowym, ewentualnie na komputerze z odpowiednio dostrojonym WinDVD, głośnikami conajmniej 2.1 na 3/4 mocy. I rozkoszować się. Skoro już mowa o panu Foxx - występuje on w równie dobrym filmie "Zakładnik" wraz z Tomem Cruise. Jeden z najlepszych thillerów psychologicznych ostatnich lat. Szczególnie zaintersowała mnie jedna z kwestii Cruisa, który gra płatnego zabójcę. Ciekawie w niej argumentuje humanitaryzm swojej profesji. Nie, żebym zmienił zdanie na temat "killerów" - ale wysłuchać warto. No i scena w japońskiej dyskotece... można oglądać po kilka razy. Powiedziałbym, że już to zrobiła. Całe jej życie to taki ruski horror -"straszno i śmieszno".
-
Przeczytałem "IV Rzeczpospolitą" Grzegorza Mathei. Kosztuje ona 29 złotych i mówię wam, że nie warto. To wszystko, co mam do powiedzenia, można się rozejść. Choć nie, nauczyciele wpajają mi, że własne twierdzenia należy popierać argumentami, więc... Terroryści napadją na Sejm w momencie zaprzysiężenia nowego prezdenta, a następnie zmuszają Zgromadzenie Narodowe do podpisania nowej konstytucji - oto temat książki. Wow, świetny, prawda?! Niestety, tutaj zalety książki kończą się. Pomijając już fakt, że pozyjcja ta jest krótka (starcza na popołudnie i ew. wieczór) jesteśmy zmuszeni do czytania drętwych i pseudo-śmiesznych dialogów. Niestety, pan Mathea nie jest w żadnym stopniu polskim Tomem Clancy, choć "IV Rzeczpospolita" to chyba pierwszy polski political thiller. Irytowało mnie też to, że pozmieniano wszelkie nazwiska i nazwy organizacji. I tak, zamiast posła Giertycha mamy pana Wytrycha, zamiast prezdenta Kaczyńskiego, pana Czaplińskiego, a zamiast generała Piętasa (szef Sztabu Generalnego, jakby ktoś nie wiedział), oficera Pękalę. Jestem w stanie to zrozumieć - gdyby podano autentyczne nazwiska, ich właściciele mogliby się obrazić (i zaręczam, że mieliby do tego powody ). Dlaczego jednak Biuro Ochrony Rządu i GROM przemianowano na Batalion Ochrony Rządu i Piorun? Toż to żenujące... W ksiązkach pana Clancy SAS to zawsze Special Air Service, a nie np. Special Air Unit. To szczegół, który niepotrzebnie irytuje czytelnika. Poza tym, może i Mathea zna dobrze wojsko, ale od strony rezerwy, ale nie elitarnych jednostek specjalnych. Gdyby tak było, wiedziałby, że snajper nie uczestniczy w szturmie razem z grupą uderzeniową (w książce nie tylko uczestniczy, ale nawet i ginie... doprawdy, snajper w grupie szturmowej brzmi równie przekonywująco jak artylerzysta wśród zwiadowców...). Wiele innych sytuacji jest opisanych tak, by efektywnośc, nie realizm, był ważniejszy. Szkoda, bo pomysł ma potencjał, dzięki któremu mógłby wywołać burzę dyskusji, a nawet odnieść sukces za granicą. Szkoda...
-
List PSFana. Pamiętam, jak na pytanie w wywiadzie dla T3P, które brzmiało "co sądzisz o konflikcie pecetowcy vs. konsolarze" Qn'ik odpowiedział, że "nie widzi żadnego konfliktu, to po prostu trochę inne rynki" (cytuję z pamięci). Cóż, Qn'iku ja sądzę, że tak POWINNO być, ale żadną miarą nie można stwierdzić, że JEST. Spójrzmy prawdzie w oczy: ludzie, a już na pewno gracze, potrzebują konfliktów i powodów do rzucania sobie nawzajem do gardeł. Dawniej misliśmy do czynienia z konfliktem atari vs. commodore ("chcesz zobaczyć frajera? Poznaj commodora właściciela" lub "atarowca wal z gumowca"). Obie maszynki pochowaliśmy na strychy, przez pewien czas było cicho, za cicho... I dzięki wam niebiosa, pojawiły się konsole i pecety! To co, pokłócimy się? Dla mnie to nie ma sensu, naprawdę. Grałem w kilka konsolowych gier (GTA3, The Getaway) i choć podobało mi się, to nie jednak nie na tyle, by rzucić peceta na rzecz jakiejś konsolki. Dla porównania przypomnę list pewnej niewiasty, która na łamach AR rozpoczęła dyskusję o tym, czy konsola, czy też piec jest lepszą machiną do grania. Choć i to było nieco głupie (równie dobrze można by debatować nad wyższością wódki nad winem w ogóle), jednak załatwione w sposób spokojny, kulturalny. PSFanie, prawda, że można było inaczej? Postarajmy się go jednak zrozumieć - poczciwy gracz, któremu nieco odbiło i postanowił się wyrzyć. Cóż, zdarza się.
-
Powrócę do wciąż palącego tematu białoruskiego. Co tu dużo mówić - władze tego kraju są bezczelne ignorując nasze argumenty i odkręcając kota ogonem. Raz mówią, że Polacy nękają ich głupotami, a potem grzmią, że jesteśmy zainteresowani odzyskaniem dawnych wschodnich terytoriów Polski, i że to bulwersujące etc. Co jest prawdą? To w końcu nasz naród głupio "czepia się" w czasie żniw (*), czy jest supergroźnym agresorem? To akurat zależy od tego, co jest bardziej na rękę Łukaszence. Białorusini wyrzucili z kraju Marka Bućko. W ramach odpowiedzi z ambasady białoruskiej wyfrunął wiceambasador. Na to Łukaszenko grzmi, że jak to tak można, tak bez powodu! Powód był, ale o tym już na Białorusi nikt nie pamięta. Wydalenia polskiego dyplomaty po prostu nie było. Ech, a my mamy rok 2005... Orwell by się uśmiał. Co robić? + wysyłać finansowe zastrzyki Związkowi Polaków na Białorusi + zapewnić w razie kłopotów pomoc prawniczą + nagłośnić sprawę w mediach (szczególnie zagranicznych)... + ...organizując konferencję prasową z udziałem premiera lub prezdenta + na poważnie zabrać się za Radio Wolna Białoruś Czego nie robić? - zabronić wjazdu do kraju białoruskim sportowcom - zerwać stosunki dyplomatyczne - zaprzestać wymianie gospodarczej Dlaczego? * bo co to zmieni? Tylko pogorszy wizerunek Polski * bo w ten sposób, bez ambasady, polonia białoruska znajdzie się w opałach * bo to uderzy w sytuację zwykłych ludzi, a Białoruś to kraj tranzytowy O czymś nawet podobnym do wojny nie wspomniam - to zbyt abstrakcyjny scenariusz. Zainteresowanych odsyłam jednak to topicu "Wojsko i militaria" - tam była dyskusja odnośnie fikcyjnego konfliktu Polska-Białoruś. Doszliśmy do ciekawych wniosków. (*) Widać, żniwa to na Białorusi absolutny priorytet, wydarzenie, podczas którego życie polityczne kraju zamiera.
-
Gry komputerowe pod tym względem filmom nie ustępują. Patrz: Tygrys bez kaemu w Medal of Honor: Allied Assult, T-34 będący składakiem kilku wersji tego sowieckiego czołgu z Medal of Honor: Spearhead, no i pamiętna Pantera z Return to Castle Wolfenstein z jednometrową lufą... Natomiast w Battlefield 1942 żołnierze pod Tobrukiem '41 używali STG-44, jak sama nazwa mówi z 1944 roku. Wechikuł Czasu czy głupota projektantów gry? Że nie wspomnę o Tomphsonie z magazynkiem bębenkowym w Medal of Honor: Pacific Assult o trzydziestu nabojach... A powojenne mapy Polski w przeróżnych grach? Cóż, a flaga czerwono-biała dzierżona przez Legiony Polskie we Włoszech w jakimś RTS-ie wzbudziła moje współczucie dla ignorantów robiących gry. Wzieli sobie do serca hasło "ignorancja to siła!", czy co...?
-
Potwierdzam. Powiedz jednak, jaka firma przeprowadzała te sondaże? Czy były one robione na zlecenie Sojuszu? Poza tym, jeśli wierzyć wszystkim sondażom, wykresom, raportom i podsumowaniom, to można by uznać, że Polska to kraj mlekiem i ziemniakami płynący. (*) Dowiedziałem się też, że moi rodzice będą głosowali na Donalda Tuska. Wiem, wiem - wcale nie jest taki, jaki powinien być prezydent (trochę niezdecydowany, czasem długo się wacha, a i tak nic konkrtnego z tego myślenia nie wychodzi), ale i tak to wybranie tzw. mniejszego zła. Kaczyński? Cóż, niezdecydowania zarzucić mu na pewno nie można, ale sprawia wrażenie człowieka, który po zorientowaniu się, że jego zachowanie jest złe, dalej idzie w zaparte i nie ma odwagi cywilnej, by powiedzieć "przepraszam, nie miałem racji". Tak było w sprawie gejowskiej parady. Dalej - Cimoszewicz? O nim już pisać mi się nie chce. Lepper, Majciej Giertych, Tymiński? Nie rozśmieszajcie mnie. A, jest jeszcze taki o trudej to wymówienia kombinacji imienia i nazwiska - Iliusz Ilinicz, czy tak jakoś... (*) Fajny greps, prawda? Niestety, nie mój. Zobaczyłem go na zhackowanej stronie WPROST.
-
Ja z "Kodem Leonadra da Vinci" mam przykre wspomnienia. Najpierw był istny Cyrk Zalewski z wypożyczeniem jej z biblioteki. Musiałem się śpieszyć, bo za tydzień mieli robić inwentaryzację, co oznacza zamknięcie bilblioteki na miesiąc. A tu nie ma żadnego z pięciu egzemplarzy "Kodu...". Poruszyłem niebo, ziemię i moje znajomości. Trochę to trwało, trochę było nieprzyjemności, ale w końcu czerwony tomik spoczywał w moich łapkach. Książkę tę czytałem w drodze z Piotrkowa do Monachium... autokarem. 1100 kilometrów. Też przyjemne to nie było. Swoją drogą, w autokarze z pięćdziesięcioma ludzmi, pięciu ze mną miało "Kod..."! Wniosek - co dziesiąty Polak może się pochwalić znajomością literatury Dana Browna. Urzekła was moja historia? Nieważne, przejdę do samej książki. Do kawałek dobrej, acz nieco nastawionej na popkulturę (brrr... co za słowo!) i komercyjny, a nie artystyczny sukces. Rozmiary całej intrygi robią wrażenie, ale też i śmieszą, gdy Brown przytoczył postać Walta Disneya jako człowieka sławiącego prawdę o Graalu i sakralności kobiecej ukrytej pod płaszczykiem tak niewinnych bajeczek jak "Kopciuszek". A o śmiech chyba nie chodziło. Dobrze, że wydawca zdecydował się na to drobne posłowie, po przeczytaniu którego automatycznie wraca wiara w Kościół i Watykan. Dialogi - nie można powiedzieć, by to była klęska, ale i nie były tak dynamiczne i pomysłowe jak choćby z "Paragrafu 22". No i ten nachalny product placement ze Smartem (ach, jakie to świetne autko, bo takie małe, zwinne i szybkie...). Cóż, mimo tych wszystkich wad i tak przeczytam "Zwodniczy Punkt", a chyba o to chodziło. Wydaje mi się jednak, że jakieś czterdzieści osób mówi, że to świetna książka, bo tak naprawdę sądzi, a reszta - bo inni tak mówią, to dlaczego oni mieliby wychodzić z szeregu...? (I ja naprawdę nikogo nie wytykam palcem!)
-
Okładki na płyty DVD (i być może CD). Nie, nie chodzi mi o okładki pudełek na płyty DVD, ale sam krążek. Wcześniej był na nim spis demek, pełnych wersji, bonusów i programów, a teraz (od trzech miesięcy) jest miła dla oka graficzka. Oczywiście, teraz płyty wyglądają atrkacyjniej, ale z praktycznym użytkowaniem nie ma to wiele wspólnego. Dawnej wystarczył rzut oka na płytę, by wiedzieć bez wkładania jej do napędu, czy jest tam demo/trailer/pach, który nas interesuje. Szczegół, który nie cieszy.
-
Specjalnoje naznaczenie, wiem - też lubię Suworowa. Jednak jakie inne, poza Specnazem, jednostki CT działają w Rosji? Ja mogę sobie przypomnieć jedynie OMON, a i on służy raczej do pałowania heretyków... Dla mnie, to idiotyzm. To jakby policja warszawska mogłaby przeprowadzać tylko i wyłącznie akcje wymierzone w mafię krakowską. Trzeba coś szybko zrobić z tym fantem, który zwą Sztabem Generalnym. Dodam jeszcze, że ten pokój był zalany do kolan krwią. Nie, nie ludzką - prosto od rzeźni, ale i tak w ten sposób rekruci uczyli się nie bać hektolitrów juchy. Na mnie spore wrażenie ucznił dół w jednym z rosyjskich ośrodków szkoleniowych. W najwęższym miejscu miał 3 metry, potem coraz szerszy. Na dnie wbito żelazne, zaostrzone kołki. Nikt nie zmuszał do skakania przez ten dół - skakał, kto chciał się sprawdzić. Mógł wykonać skok w zimę, w lato, w butach sportowych, w pełnym rysztunku... Na początku nie było ochotników, ale później obok rowu postawiono tabliczkę w zapisem: "UWAGA! Tylko dla PRAWDZIWYCH żołnierzy Specnazu!". Potem skakali. O ofiarach śmiertelnych nic nie wiadomo, ale pewnie gdyby jakaś była, to dowódza powiedziałby, że ten trup nie nadawał się do Specnazu. Bez wątpienia tak i nie ma szans na drugi Stalingrad lub plażę Omaha. Na szczęście. Dobrym przykładem jest wojna XXI wieku, Afganistan. Najpierw bombardowania na kluczowe cele, potem komandosi uprowadzający największe szychy, odcięcie łączności, zasianie chaosu, pozbawienie dostaw żywności, amunicji i leków aż w końcu pancerny Blitzkrieg. Poza tym, często sam wróg jest ulotny - to niewidzialny terroryzm. . SY ciężko porównywać do faktycznie świetnego Mossadu, bo ten pierwszy to... policja. Wywiadem Jej Najwyższej Mości jest SIS - Secret Intelligence Service. Został połączony po upadku ZSRR z MI-5 (wywiad) i MI-6 (kontrwywiad). A te służby też są niezłe - Suworow w "Akwarium" pisał, że MI-6 wydaliło z kraju kilkudziesięciu dyplomatów-agentów GRU (wywiad radziecki i rosyjski, tak dobry, że nie jest to do ogarnięcia umysłem) w jeden ROK.
-
Chciałbym wszystkim militarystom polecić program "Sztuka przetrawania według SAS". Ukazuje się we wtorki o godzinie 21.00 na kanale BBC Prime (posiadanie dobrego pakietu kablówki wystarcza). Nie trzeba nawet władać angielskim, bo przygotowano polskie napisy. Ostatnio było o walce w ciasnych pomieszczeniach - panowie Bulter i MacAleese (ten drugi to słynny saper, który wysadził okno w irańskiej ambasadzie na oczach milionów telewidzów) prezentowali metody szturmowania budynków i pomieszczeń, uzbrojenie i taktykę SAS-u. Za tydzień - operacje wodne. Naprawdę świetny program, warto poświęcić na niego godzinkę czasu. Swoją drogą - uważacie, że lepszy jest SAS czy Specnaz? Za tym drugim przemawia twarde szkolenie i gęste sito selekcji kandydatów, jednak inteligencja jest zarezerwowana dla oficerów, w przeciwieństwie do SAS-u. A może siły amerykańskie, niemieckie, francuskie, chińskie, meksykańskie... lub polskie? Piszcie, bo ten fajny topic pójdzie w ch...olerę.
-
pandrodorze - kolejny polski sposób myślenia. Gierek - mąż stanu, wielki polityk, świetny ekonomista etc. Były inwestycje, były huty, był przemysł, były drogi... "Ścieżek zdrowia" nie było, ZOMO nie było, pałowania nie było, przejeżdżania ludzi nyską nie było, pustek w sklepach też nie. Co Gierek zrobił w moim mieście, w Piotrkowie Trybunalskim? Osiedle Trzydziestopięciolecia - bajecznie wyglądający betonowy krajoobraz. Stadion - cudowna budowla wybudowana na okazję dożynek centralnych z udziałem tow. Gierka (potem prawie w ogóle nie używana, obecnie w połowie zburzona pod hipermarket Inter Marche). Aleje Sikorskiego - zbudowane by tow. Gierek miał ładny widok na osiedle dojeżdżając do stadionu... Trasa "gierkówka" - dziura na dziurze po dwóch latach użytkowania, obecnie remontowana przez fińską firmę Skanska. No i rondo nazwane imieniem E. Gierka przez naszą cudowną, piotrkowską radę miasta. Planują tam umieścić POMNIK towarzysza (sic!). PapaCorleone - widzę, że też jesteś z Piotrkowa, więc jeśli o czymś zapomniałem, uzupełnij mnie.
-
Cimoszewicz i koMIŚja... Cóż, wydaje mi się, że Polacy są narodem butnym i taką postawę przybrał Cimoszewicz. To było świadome postępowanie, czy tylko maska... Nie wiem, ale to i tak jest nieistotne, gdyż - ku mojemu zaskoczeniu i oburzeniu - wyszło mu to na dobre! W którejś z sond przeprowadzonych przez TVN 24 i Radio Zet ponad sześdziesiąt procent Polaków uważało, że "dobrze zrobił". Typowo polskie myślenie - "ja?!! Przed komisją?!!!? Takiego wała!!!!". Zwłaszcza, że Aumiller, Giertych i Wasserman wszystkim się przejadli i każdy pstryczek w nos komisji to w oczach społeczeństwa oznaka nieprzejednanego bohaterstwa. Według mnie to jednak typowe tchórzostwo przykryte dla niepoznaki płaszczykiem buntownika z powodu (lub bez). Ładny polityczny manewr - gratulacje na ręce pana Cimoszewicza. Wyszedł na bohatera narodu, mimo iż postawił się ponad prawem. Stawienie się czy to w sądzie, czy w komisji i złożenie zeznań to święty obowiązek nakładany przez taki papierek zwany Konstytucją. Czy zwykły obywatel, dajmy na to - ojciec w sprawie o przyznanie praw wychowawczych, mógłby powiedzieć w dniu rozprawy "ja nie składam zeznań, bo sędzia to kobieta i w jej interesie jest przyznanie praw wychowawczych mojej byłej żonie w imię kobiecej solidarności!". Absurd połączony z bezczelnym liczeniem na ludzką naiwność "bo a nuż nikt nie zauważy". Nie zauważy, że główny zarzut Cimoszewicza, czyli polityczne poglądy członków komisji, nie ma sensu, bo nawet nie zrzeszony Witaszczek (swoją drogą, uznawany za komisyjną paprotkę - tyle pytań zadaje...) ma swoje PRYWATNE poglądy na kandydata na pierwszego lokatora na Krakowskim Przedmieściu. Podsumowując - to wydarzenie jeszcze bardziej pogorszyło sytuację Cimoszewicza w moich notowaniach. Orydancka, aferki - to ważniejsze niż to, że ładnie wydląda w garniturze, zna języki i ma działkę w lesie.
-
...to też' date=' dzięki. [qoute=none"]Nie uważam, że żaden trrorysta nie wie, gdzie leży Polska, ale założę się, że nie każdy. Zapewne. Taką wiedzę posiada garstka ludzi. To wystarczy. Jeżeli to było skierowane w moją stronę, to osobiście uważam, że to była inwazja. Bo jak inaczej nazwać rzucenie pokaźnego procentu U.S. Army na jeden kraj?
-
none - napisałeś, że sądzisz, iż terroryści nie wiedzą nawet, gdzie jest Polska. Przyznam, że jest to największa brednia na tym forum, od kiedy ktoś w tym topicu napisał, że Brytyjczycy jeszcze nigdy nie doświadczyli na własnej skórze terroryzmu (Lockerby, IRA, Sinn Fein, akcja w irańskiej ambasadzie...!). Wydaje mi się, że wizerunek terrorystów to: niedomyci brodacze z kałachami u boku, siedzący w cuchnących jaskiniach i mruczący hasła w stylu "Ameryka spłonie!". Po nagraniach wideo emitowanych przez Al-Arabiję (też nie wiem, jak to się pisze) lub CNN trudno się temu dziwić. Pamietam jednak artykuł z Newsweeka (2002 rok?), który opowiadał o wynikach policyjnego podsłuchu. Pewien dobrze ubrany, uczesany i ładnie wysaławiający się młody chłopak chwalił się, że w Bolonii (Polsce) ludzie bardzo lubią dolary i można za nie dostać wszystko - bynajmniej nie mówił o biznesie. Nie chcę nikogo straszyć, że "przyjdzie zły Arab i coś wysadzi", ale uważam, że rozsądnie jest być świadomym przekonań morderców typu "kto nie jest z nami - jest przeciwko nam".
-
Te słowa piszę (podobnie jak wszystkie inne posty) z gmachu Sadu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim*. Jest to najważniejsza instytucja sądowa w powiecie piotrkowskim (93000 populacji) i jedna z ważniejszych w województwie łódzkim. Budynek jest naprawdę duży, bo mieści też oddział Archiwum Państwowego oraz Sąd Rejonowy. Duży ruch, dużo pracowników, bo gmach został zbudowany na największej ulicy miasta. Duży cel. Jakie są zabezpieczenia? W oknach na parterze kraty, w holu głównym bramki wykrywające metale, obok nich siedzi znudzony policjant (albo nie ma go w ogóle). Kiedyś przez wspomniane bramki przeszedł jakiś wieśniak, który przed rozprawą kupił w sklepie siekierę. Oczywiście, policjant nie zareagował, gdy bramka zapiszaczała sygnalizując ostrzeżenie, a siekierę odebrano, gdy jej właściciel wyjął ją na korytarzu, by się pochwalić zakupem znajomemu. Prób przeciwpożarowych nie przeprowadzano od czasu schyłku PRL-u. Plecaków się nie przeszukuje. Nikt nie zwraca uwagi na furgonetki zaparkowane kilka metrów od budynku. Najbliża jednostka antyterrorystyczna w Łodzi, 40 kilometrów stąd (pół godziny drogi bardzo szybkiej jazdy). Policja piotrkowaska nieprzeszkolona. Gdyby ktoś miał taki kaprys, mógłby zrobić powtórkę z Oklahoma City. Oto, jaki jest stan polskich zabezpieczeń antyterrorystycznych. Pozostaje pocieszenie, że nigdzie poza Warszawą nie ma sieci metra, ani wysokich budynków, a Polska nie jest jedynm z najistotniejszych graczy w wojnie z terroryzmem. * Nie, ja tu nie pracuję, ale korzystam z tego, że mam znajomych, którzy mają mocne kompy ze stałym łączem.
-
TPP, FPP, RTS, RPG... Mnustwo gier, które z całą pewnością będą hitami, ale absolutnie NIC nie zmieniającymi w swoim gatunku. Inną grą jest SPORE. Przypominam - tworzymy jednokomórkowca, który najpierw pływa w tzw. "bulionie", składa jajo, rozwija nowy gatunek (wygląd oczywiście tworzony przez gracza), tworzy miasta, państwa, podbija wrogów, a potem wyrusza w kosmos na zdobycie tytułu władcy wszechświata. Dla mnie pomysł genialny i jakże nowatorski. Jego autorem jest Will Wright, twórca Simów. Świetne połączenie Age of Empires, Impossible Creatures, Homeworlda i kilku innych gier. Jeżeli technikalia też będą solidne (a będą - to w końcu EA!) - projektowi wróżę świetlaną przyszłość.
-
Dlaczego kupujemy CDA? Czy jest lepsze pismo? [archiwum]
temat odpisał remiq na KoRnish w Magazyn CD-Action
Play wprowadził wersję z płytą DVD. Krok w słuszną stronę, ale nie jest na tyle przełomowy, by zmienić sytuację na rynku. Wszystko jeszcze zależy od tego, CO właściwie będzie na tej płycie. Dobre pełne wersje, dobre dema - to oczywiste. Myślę, że redakcja Play'a powinna zabłysnąć czymś nowatorskim, a nie powtarzać się po chłopakach z wrocławiskiego starego miasta jakimiś trailerami, magami (choć one też powinny być). Decydujący będzie czynnik zaskoczenia. Czym można zaskoczyć? Nie wiem, ale to nie jestem redaktorem pisma o grach. Nie ma co się oszukiwać - Play rozwija się imponująco dynamicznie. Pierwszą zmianą na lepsze była zmiana orientacji z "multiplatformowego" na tylko i wyłącznie PC. Teraz DVD. Jeszcze trochę i będzie nie tylko ciepło, ale i gorąco w piśmiennej branży. Oczywiste jest także, że i CDA ma słabsze strony, co skrupulatnie wykorzystuje Play. Wydaje mi się, że redaktorzy (w szczególności naczelni oraz Smugg) są dziwnie pruderyni. Nie, nie o seks mi chodzi , ale o opisywanie sytuacji na rynku gier i pism. CDA pisze o tym, a czasem nawet i komentuje (np. we wstępniaku). Szkoda tylko, że o niczym nie mówi od początku do końca. Ciągle mówi się "pewnym piśmie", "firmie XXX'. Dlaczego? Zainteresowane firmy mogą się bronić. Poprawnie - w moim mniemaniu - postępuje Play. -
+Trigger+ - zrobiłem, co kazałeś i... coś zadziałało. Stateczek jest już stałym elementem krajoobrazu Vice City. Jednkaże nie można nim wyruszyć w rejs, bo... wbił się w przylądek. Każda próba wypłynięcia kończy się najdziwniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widziałem grając w Vice. Statek wzbija się w powietrze, kręci wokół własnej osi i spada na ziemię wbijając się w nią (nie, nic nie piłem). Gra się wiesza. Chyba wiem, co jest tego przyczyną. Muszę ściągnąć z sieci kolejny program (GFX Editor) by pokombinować w save-ie i umieścić stateczek w prawidłowym miejscu. Nie wiem jednak, co się stanie potem, jak będzie się pływało (przecież plik hangling nie został zmieniony).
-
Ze strony www.gtasite.pl ściągnęłem model statku zastępującego łódź straży wybrzeżnej - coastgrd (jakby ktoś nie wiedział - jest w dokach, obok tego wielkiego transprotowca, na którym wykonywaliśmy misję dla drukarni fałszywek). Niestety, gdy tylko ów statek znajdzie się w moim polu widzenia, gra się wiesza. Oto co zrobiłem: 1. Zaistalowałem program IMG Edit. 2. Z jego pomocą skasowałem pliki coastgrd.txd i coastgrd.dff... 3. ...oraz podmieniłem je nowymi. 4. Podmieniłem wszystkie wiersze, które trzeba w plikach handlig carcols (uprzednio zmieniając ich atrybuty na nie tylko do odczytu). 5. Zaistalowałem program Colledit. 6. Za jego pomocą zmieniłem plik vehicles.col w katalogu data, kasując w nim atrybut coastgrd.col i podmieniając nowy. I gra się wciąż wiesza! Co robić?
-
Do Wietnamu brali chłopaków pełnoletnich, więc Tommy powinien mieć wtedy jakieś 20 lat. To oznacza, że urodził się w okolicach 1950 roku. Ja sądzę jednak, że takie domysły nie mają sensu, bo Rockstar mogło po prostu tego nie przewidzeć (i nie zdziwiłbym się, gdyby tak było). Swoją drogą, "przesiedzenie" Wietnamu, mogło oznaczać miganie się od służby. No właśnie, jak nazywał się bohater GTA 3? On w ogóle miał jakieś imię? Kojarzy mi się, że w rozmowie z córką bossa mafii, ta nazywa go per "Fidel"... Poza tym, pamiętam dokładnie, że ten szurnięty militarysta mówił w GTA 3, że rękę stracił w Nikaragui (pod koniec misji polegającej na odparciu ataku konkurencyjnej mafii na kram z bronią, oznajmił iż "gdybyś był ze mną w Nikaragui, to może bym nie stracił ręki"), a przecież urwał mu ją wybuch C4, po tym jak się upił. Jeszcze jedno - wiek 45 nie równa się siwym włosom.
-
Według mnie z Pana Samochodzika Templariusze i Fantomas rządzą. Piszę odnośnie lektur szkolnych. Wydaje mi się, że ich lista jest układana kompletnie na innych standardanach i przez zbyt schematycznych urzędników. "Krzyżacy", "Ogniem i Mieczem" etc. - czytać, rzecz oczywista, trzeba. Klasyka. Ale "Siłaczka"? Czego ta nowelka może nauczyć "młodych-zdolnych" czegoś pożytecznego, czegoś, co może się okazać przydatne w życiu? Mieliśmy na lekcji dyskusję "czy bohaterka słusznie postąpiła poświęcając swoje życie - czy jej misja miała sens?". Jak łatwo można to przewidzieć, proporcje wyglądały tak: 25 + nauczyciel vs. 1, czyli ja. W moim mniemaniu decyzja książkowej nauczycielki była pozbawiona sensu. Widać jednak wyłamałem się z normalnego toku nauczania przewidzianego przez ministerstwo edukacji narodowej i od pierwszej minuty "dyskusji" byłem na spalonym. Pytam się więc: po co farsa z takimi lekturami? Nie lepiej zerwać już z pozorami? "Folwark zwierzęcy" jest lekturą. Słusznie, ale jest to pozycja na poziomie czwartej klasy szkoły podstawowej, a nie liceum, jak to przewidział rząd. Natomiast o wiele wybitniejszego "Roku 1984" nie ma w ogóle. Podobnie jak "Na zachodzie bez zmian". Lekturą jest "Akwarium" Suworowa. Książka świetna, ale raczej dla już zorientowanych w temacie i raczej na poziomie liceum pofilowanego lub nawet studiów na akademiach wojskowych (bo tacy uczniowie zrozumieją pewne niuanse). Dla gimnazjum o niebo lepsze byłaby "Kontrola", "Wybór", "Oczyszczenie"... "Paragraf 22" nie jest też chyba czymś, co przekraczałoby możliwości gimnazjalisty.
-
USA. Pierwszy dzień nauki. Nauczycielka przedstawia nowego ucznia. - To jest Sakiro Suzuki z Japonii. Lekcja sie zaczyna. Nauczycielka mówi: - Dobrze zobaczymy, jak sobie radzicie z historią. Kto mi powie, czyje to są słowa: "Dajcie mi wolność albo śmierć"? W klasie cisza. Suzuki podnsi rękę: - Patrich Henery, 1775, Filadelfia. - Bardzo dobrze, Suzuki. A kto powiedział:"Państwo to ludzie. ludzie nie powinni więc ginąć"? Znowu Suzuki - Abraham Lilcoln, 1863, Waszyngton. Nauczycielka do uczniów z wyrzutem: - Wstydźcie się. Suzuki to Japończyk, a zna amerykańską historię lepiej niż wy! W klasie zapada cisza i nagle słychać głośny szept. - Pocałuj mnie w dupę, pieprzony Japońcu... - Kto to powiedział? - krzyczy nauczycielka, na to Suzuki podnosi rękę i mówi: - Generał Douglas McArthur w 1942 na Grandalcanal i Lee lacocca w 1982 roku na walnym zgromadzeniu Chryslera. W klasie jeszcze ciszej...Ktoś szepcze: - Rzygać mi sie chce. - Kto to ? - Wrzeszczy nauczycielka, na co Suzuki szybko odpowiada: - George Bush senior do premiera Tasaki w 1991 podczas obiadu. Jeden z naprawdę już wkurzonych uczniów wstaje i mówi głośno: - Obciągnij mi druta! Na to nauczycielka zrezygnowanym tonem: - To już koniec. Kto tym razem? - Bill Clinton do Moniki Lewinsky w 1997 roku w Gabinecie Owalnym w Białym Domu - odpowiada Suzuki. Na to inny uczeń: - Suzuki to kupa [beeep]! A Suzuki: - Valentino Rossi w Rio na Grand Prix Brazylii w 2002 roku! Klasa popada w histerię, nauczycielka mdleje, do klasy wchodzi dyrektor: - Cholera, takiego burdelu to ja jeszcze nie widziałem. Suzuki: - Leszek Miller do wicepremiera Hausnera na posiedzeniu komisji budżetowej w Warszawie w 2003 roku. ---------- Pływalnia. Ratownik siedzi na krześle i podziwia co ładniejsze kobitki aż tu nagle w jego polu widzenia pojawia się staruszka, na oko 80 lat. Zdziwiony podchodzi do niej i zagaduje: - Przepraszam panią, ale nie wiem czy mogę panią wpuścić na basen. A jak pani utonie? Staruszka na to: - Spokojna twoja główka, młodzieńcze. Spójrz tylko! Starsza pani wskakuje do wody i zasuwa jak mała motorówka. - Jak pani to robi?! - Widzisz, w latach mojej młodości byłam mistrzynią Polski w pływaniu. Pozwolisz mi jutro przyprowadzić tutaj moje koleżanki? - Pewnie! Nazajutrz na basen przychodzą jeszcze starsze kobiety. Zaniepokojony ratownik patrzy jak pierwsza wchodzi do wody... i pływa jak Otylia Jędrzejczak. Ratownik: - A pani - jak to pani robi? - Ja w latach mojej młodości byłam mistrzynią Europy w pływaniu. Rundkę rozpoczyna ostatnia babcia, która wygląda najstarzej. Śmiga nie gorzej niż olimpiczycy. Ponownie ratownik: - Niech zgadnę... Pani w latach swojej młodości była mistrzynią świata w pływaniu? - Nie, chłopcze. W latach swojej młodości to ja byłam call-girl w Wenecji!
