Skocz do zawartości

MatrixOneBNR

Forumowicze
  • Zawartość

    873
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez MatrixOneBNR


  1. <wyszarpuje kamień z rąk Ravenosa>

    - Ktoś ci pozwolil dotykać moje rzeczy?! Zrób to jeszcze raz, to dostaniesz kulę w łeb!

    <przykłada pistolet do kamienia>

    - Przenoś nas na osiedle!

    - Ty już wykorzystałeś swoje życzenia.

    - W takim razie dostanę TRZY!

    <odbezpiecza pistolet>

    - Dobra... Dobrze! Puść mnie tylko, zniknę i nie wrócę!

    - SZYBCIEJ.

    <wykreował się portal czasoprzestrzenny, a kamień zniknął>

    - Idziemy. Jakby to była pułapka... Ty pierwszy.

    <wpycha Ravenosa przez portal. Ten ląduje po drugiej stronie cały i zdrowy>

    - Hrr. Miałem nadzieję, że to pułapka. Niestety, myliłem się.

    <wskoczył w portal, i pojawił się po drugiej stronie. To samo zrobił Karcur i Nina>


  2. <kot nacisnął spust, i kula przeszyła głowę Cygnusa>

    - Tak to jest, gdy się lekceważy ostrzeżenia...

    <Cygnus upadł na ziemię>

    - Straszne, nie? Buechecheche. To was nauczy, że ze mną się nie żartuje gdy w grę wchodzi pistolet.

    <kot dla pewności wpakowął jeszcze dwie kulki w łeb Cygnusowi, i wyjął my kamień z paska>

    - Przyczyna naszych wszystkich zmartwień. I jego śmierci. Rozwalić?


  3. ja zaklepię... I pamiętajcie, że to jest REALISTYCZNE. Króliki szablozębne nie istnieją. I skąd Robbie wziął wiaderko?? lol

    Dzień 21, wieczór

    Dobrze, że to był zły sen. Pisałem pamiętnik, lunatykując! Nieźle! Tak czy siak, z okolicy odeszły króliki. Mimo to są te trzy, o których lunatykowałem. Dziwne. Kropla potu też jest.

    Dzień 21, noc

    Zszyłem jeszcze jedną skórkę królika, niedługo moze uda mi się zrobić coś w stylu płaszcza? Niestety jeszcze nie mam odpowiedniej ilości skórek.

    Dzień 21/22, coś koło północy

    Obudziło mnie wycie. A więc jest tak jak się spodziewałem - na wyspie są drapieżniki. Mam nadzieję, że ogień ich odstraszy. Najlepiej będzie jak najszybciej wyposażyć się w broń lepszą niż ta tępa dzida, która nie przebije nawet banana.


  4. <kot zbliżył się do Lunariona>

    - Na twojej włóczni brak jedynie złota, ale zaraz się to zmieni.

    <włócznię przyprószyło złoto i nadało jej piękny połysk, oraz szarożółty odcień>

    - Ty nie lubisz koloru złotego, bo wolisz ciemniejsze, nie? To zrobię tak!

    <złoto zmieniło kolor na czarny, uciemniając i umroczniając włócznię>

    - Niezłe, teraz naprawdę niezłe.

    <stuknął rubasznie Lunariona w ramię>

    - Nie trzeba się było porywać na Ksercia.

    <usłyszał myśl Solariona "mam wszystkich, przyjaciół, wrogów" i myśl o kocie. Kot lekko się wkurzył i podszedł do Solariona>

    - Masz mnie za wroga? A to dziwne, bo ja cię mam za towarzysza. Ale, sugeruję odrzucenie niepewności i zgodę, między nami bogami

    <wyciągnął rękę na zgodę>

    - Jeśli zrobiłem coś co ci zawadziło, przepraszam.

    <Nina patrząc na kota uniosła lekko brew w geście zdziwienia>

    - Hm. To dziwne.

    <patrzy na Pympa>

    - I nie myśl że zapomniałam o Magdzie! Wsypała cię już pierwszej nocy. Ale nie żywię urazy...

    <uśmiechnęła się, i zatrzymała czas. Podeszła do smoka i dała mu kopa w klejnoty, po czym wróciła na swoje miejsce, ponowiła uśmiech, i puściła czas. Gdy Pymp glebnął się z bólu, zapytała z uśmieszkiem>

    - Co ci się stało?


  5. klepię!

    Popołudnie, dzień 21

    Oszlifowałem jeden z kłów królika, i udało mi się stworzyć prowizoryczną igłę. Z dziurką był problem, ale udalo się za drugim podejściem. Niestety jeden z kłów rozpadł się, i teraz mam tylko jedną igłę. Przynajmniej działa. Jeśli będę miał więcej materiału, może uszyję sobie jakieś ubranie?

    Późne popołudnie, dzień 21

    Z skórki królika uszyłem czapkę. Najpierw miał to być kapeć, ale sprawdza się lepiej w roli czapki. Tak czy siak, musiąłem wyprawić skórę kamieniem i zszyć. Do szycia uszyłem włókna z drzewa obok, które dzieli się na tysiące małych włókienek. Bardzo przydatne. Teraz zjem parę bananów, i spróbuję złapać parę królików!


  6. <Nina pomyślała>

    - Chcę, żeby Pymp przestał kręcić z Magdą spod ósemki!

    - Hoho, maleńka, nieżłe życzenie! Jakbym ja miał taką jak ty, to bym nigdy nie kręcił, heheheh...

    - Łapy precz ode mnie, sprośńy kamyczku bo lubię puszczać kaczki. Co do drugiego życzenia... Chcę mieć władzę nad ołowiem.

    - Niech będzie.

    <padło na Karcura>

    - Moim życzeniem jest, abyśmy wszyscy mogli powrócić do domu po zakończeniu naszej misji tutaj.

    - Kurrczę, już myślałem, że uda mi się was tu zatrzymać na wieki! No, ale nie mam wyboru. Niech tak będzie.

    - Czy wszyscy Spartanie, którzy dziś stracili życie, mogą powstać ponownie?

    - Niech będzie. Wskrzeszenie boga to ciężka robota z ludźmi nie ma problema.

    ___________

    Mam nadzieję że Nina może mieć moc ołowiu?


  7. <po niedługim czasie wszyscy Persowie nie żyli, albo uciekali w popłochu>

    - Co za brat... Zawsze go nie lubił, a teraz mu żal brata? Phi. Mogłeś mu okazać więcej uczucia.

    <wziął Solariona za ramię>

    - Nie martw się... Mi też był bliżej bratem, niż przyjacielem... A to rzadkość w moim przypadku. Myślałem że poradzi sobie z na wpół zabitym człowiekiem z mieczem wbitym w brzuch!

    <rzekł, kopiąc ciało Kserksesa. Z oka kota padła łza, i zaczęła zmierzać po twarzy. Trafiła na podbródek, i spadła na pierś. W miejsce serca. Nagle kamień ożywił się, i rozbłysł, po czym przeniknął przez klatkę piersiową kota, i zabłyszczał w górze. Serce kotu się zrosło, a kamień rzekł>

    - Obserwowałem was zabijających się dla mnie. Teraz wynagrodzę wasze trudy. Każdemu z was spełnię dwa życzenia, o ile będzie to w mojej mocy. Potem zniknę, i nigdy mnie więcej nie zobaczycie. Niech zacznie on.

    <Neo się podświetlił>

    - YYy... Ja? Mogę mieć dwa życzenia? Hm.

    <gorliwie pomyślał>

    - Wiem... Niech Lunarion wróci do życia.

    - Czy to jest twoje życzenie?

    - Tak.

    <Lunarion wróciłdo życia *on mówil na gg że sam to opisze jak zechce więc się nie wtrącam*>

    - A drugie życzenie? Pomyślmy...

    - Wystarczy ci, pazerniaku! Wskrzeszanie to mocochłonne zajęcie!

    - ...

    - Teraz niech kto inny zażyczy soie czegoś.

    __________________________________________-

    życzcie sobie co chcecie, ale weźcie to na serio i nie zróbcie sobie "chcę być panem świata", bo takiego życzenia nie spełni... lol...


  8. <podchodzi do Casulona>

    - Wszyscy jesteście słabi. Już ci chciałem pomóc walczyć przeciwko bogom, a ty tu w płacz. RRR. A zresztą, dawaj ten kamień.

    <wbija rękę w pierś Casula, i wyrywa mu serce. Używa piasku i tworzy mu nowe, zwykłe, a sobie wkłada kamień>

    - I po krzyku. Teraz się podnieś i zlejmy tych...

    <patrzy na zabijanego Lunariona>

    - ...drani.

    <widząc, że Lunarion umarł, dobiegł do dychającego jeszcze Pympa>

    - Oddychaj... Można przeżyćz jednym płucem... Zaraz ci pomogę...

    <wziął Pympa na plecy, i strzelając wytargał go z pola bitwy. Tam go położył, i zaczął odbudowywać piaskiem>

    - Arh, dawaj...

    <Pymp otwiera oczy>

    - Nareszcie! Wstawaj i walcz!

    <kot ruszyłdo walki, i z potęgą kamieńia wrogowie mieli mniejsze szanse>


  9. A ja mam pytanie do moderatorów którzy są jednocześnie Mistrzami Gry. Niektórzy (np. Rankin) nie mają w swoim posiadaniu działu Sesja RPG, a są MistrzamiGry. Nie mogą np. edytować postów niesfornych graczy, ani ich kasować! jak więc to wygląda? Udaje się wszystko, czy panuje samowolka? Gadałem o tym z Rankinem na gg, ale nie dokończyłem tematu.

    :3


  10. <bogowie wyszli z kanionu, i pokazał się Kserkses. Byłniesiony orzez bardzo silnych niewolników. Znajdował się on w czymś na stylu domu targanego przez ludzi. Wyjął kamień, i otoczył się polem ochronnym>

    - Pokłońcie się!

    - Chyba coś cię boli...

    - Kocie! Zbliż się do mnie, a uzyskasz nagrodę.

    <kot podszedł>

    - Blizej.

    <podszedł blizej>

    - Bliżej!

    <wszedl w pole siłowe>

    - A więc czego żądasz?

    - Krwi.

    <kot wbił Kserksesowi miecz po rękojeść, i złapał kamień. Skoczył i w locie rzucił kamień Casulonowi a sam poleciał na łuczników. Zaczął atakować ich ogniem>

    - TERAAZ! Są w popłochu!


  11. - Tak, mam wytłumaczenie. Kulkę w łeb.

    <wyjmuje pistolet>

    - WYCHODŹCIE!

    <z klifu zaczęły wyglądać diesiątki... setki... tysiące łuczników Kserksesa, a z obu stron kanionu napłynęły wojska. Wojownicy Spartan i bogowie byli całkiem otoczeni. Bez drogi wyjścia. Jeden fałszywy ruch, i sto tysięcy strzał pójdzie w ich stronę>

    - HA, teraz jest po was. Nie ruszajcie się lepiej!

    <kot podskoczył, i wylądował koło łuczników. Stamtąd przesłałbogom myśl>

    - Spokojnie... Nie zdradzam was. Musimy ich wziąć z zaskoczenia. Zabiorą nas do Kserksesa. Teraz idźcie, i udawajcie jeńców...

    <odtrącił jednego łucznika, i poszedł dalej. Krzyknął>

    - Idźcie do wyjścia z kanionu. SZYBKO! Nie mamy czasu.


  12. <odpycha Pympa>

    - Nie gadałem z nikim przez telefon, a ciekawskość zrzuci na ciebie kłopoty, jeśli juz ich nie masz.

    <wkroczył na większy kamień>

    - Wstrzymajcie się. Jest jeszcze jedno... Idziecie na bitwę, z której nikt nie wyjdzie żywy. Nikt. Nie uda się to nam. Przegramy. Ale jest jedno wyjście, niestety ono będzie potrzebować więcej, niż życia. Będzie potrzebować zaufania. Jeśli zaufacie mi w krytycznym momencie, w krytycznej chwili - odniesiemy zwycięstwo. Jeśli jednak oślepi was gniew i nienawiść... Przegracie, a wasza krew rozeleje się po tej ziemi. Dlatego proszę, zaufajcie mi.

    <spojrzał Lunarionowi w oczy>

    - Zaufajcie.

    <zszedł z kamienia, i poprowadził wojska dalej>


  13. <wyjął dwa pistolety na stół, i zaczął je czyścić, przemawiając>

    - Dziś umrzemy, i nie powinno was to dziwić. Kserkses jest potężny, i przetrwają tylko ci, którzy mają z nim... kontakty. <szyderczy uśmiech> Wy.. My nie mamy. Więc zginiemy.

    <załadowął broń>

    - A więc chodźmy.

    <żołnierze wstali>

    - Brońmy się, póki możemy.

    <pochód wyruszył, kot miałna twarzy uśmiech, który nie wróżył nic dobrego>


  14. - Zwołajcie Spartan, i ustawcie ich przed wyjściem z kanionu.

    <wyjmuje telefon>

    - Zaraz ich wybijemy, Kserksesie.

    <kot poszedł do swojego namiotu, ale nie zdążył wejść. Rzucił się na niego jakiś człowiek z mieczem. Kot bez skrupułów skontrował atak, i przebił człowieka jego własnym mieczam. Człowiek ten rozprysnął się w czerwony dym>

    - Ta, tego nam tylko brakowało.. Kameleon.


  15. <kot zdejmuje pułapkę sprzed namiotu Ravenosa>

    - Nie... Lepiej jeszcze się wstrzymać.

    <wymuje telefon>

    - Tu kot, Kserksesie. Wszystko przygotowane. To mówiące pudełko to telefon... Tak. Wejdą w pułapkę, nie ma dla nich szans. Będziemy rządzić światem, buachachacha!

    <chowa telefon, poprawia włosy i wraca między bogów>

    - Mam już plan akcji. Musimy wejść od strony tego kanionu, i wypaść na nich z boku

    <rzekł, pokazując palcem>

    - I uderzamy, żeby wysłać mu wiadomość. Hahaha.


  16. - Dość.

    <murzyn chowa miecz, i ukłania się na znak wdzięczności>

    - Nieźle walczycie.

    <podszedł do Casulona>

    - Co do tego nieba... Co za problem, poproszę ojca i możesz pogadać z Khabumussem.

    <idzie do namiotu Ravenosa, patrzy, czy nikt nie widzi, i rozkłada przy wejściu linkę podłączoną do granata. Odchodzi>

    - Mehjehjehjehjehjehje, może uda mi się go wysadzić.


  17. - Dzień, czy dwa. A o śmierć się nie martw, jestem gotowy oddać za ciebie życie. Tak jak... wtedy.

    <podszedł jeden z ludzi>

    - Król Leonidas pyta, czy nie macie ochoty poćwiczyć z nami?

    - Na czym mają polegać ćwiczenia, ha?

    - Na walce ćwiczebnej.

    - Dawaj. Skopię komuś tyłek.

    <kilku żołnierzy ustawiło się w szeregu>

    - Wybierzcie, z kim chcecie walczyć.

    - Ty, murzyn! Jak masz na imię?

    - Taranus.

    - Mam ochotę skopać ci tyłek. Co ty na to?

    - Chodźmy więc.

    <kot poszedł, żeby ustawic się. Po drodze umyślnie odepnchnął Ravenosa. Gdy kot i murzyn byli na miejscach, walka się rozpoczęła.

    Kot zmienił się w słonia>

    - Chodź!

    <Taranus wskoczył na nogę słonia, przebiegł po tułowiu, i wlazłna głowę. Słoń zmienił się w człowieka, i Taranus upadł. Szybko się jednak podniósł. Walka kontynuowała, a bogowie byli namawiani do dołączenia do bezkrwawych ćwiczeń>


  18. Pamiętam, Casulonie, pamiętam... Ale pogodziliśmy się, nieprawdaż? Oj, nie siedź taki skruszony. <szturcha Casulona> Pociesz się. Wiem! Jak chcesz, mogę zaaranżować ci spotkanie z bratem w niebie. Krotkie, ale będziecie mieli szansę na rozmowę. Chcesz? i pociesz się tym, że wszyscy są wdzięczni za ocalenie z klatki.

    <poklepał Casulona po ramieniu, i zbliżył się do Lunariona>

    - Wszystko w porządku? Wydajesz się nerwowy. Nie bądź, zawsze ci pomogę jakby coś się stało. Tak jak wtedy.

    <unosi rękę, w geście proopzycji przybicia "piątki">


  19. <zdziwiony potrząsa dłonią Shadowa>

    - Hm... Miał rację... Miło mi.

    <patrzy na Pympa>

    - I ty mnie przepraszasz... Chyba myliłem się co do ciebie. Myślałem, że jesteś ohydnym, głupim potworem który nie potrafi sie pogodzić z porażką ani z myślą, że są lepsi od niego. Chyba się mylilem. Teraz jesteś dla mnie głupkiem, który jest jednak coś wart i nie zaczyna walki, które z góry przegra. Gratuluję poprawy, może zmienisz się na tyle, że będę ci mógł zaufać? Hm. Sądząc po *niektórych* twoich myślach nie.

    <wyciąga rękę na zgodę>

    - Skoro przeprosiłeś, to i ja przepraszam i nie żywię urazy. Aha, i ta czapka ci nie pomoże, a tylko uczyni że będziesz wyglądał jak jeszcze większy głupek, co w twoim wydaniu jest trudne. Więc radzę zdjąć. I nie żywię urazy za to, co teraz o mnie myślisz. Ale radzę przestać.


  20. - GRAJ! Będziesz mnie ignorował?!

    <odwrócił gitarę, i zamierzył się nią na Shadowa, ale podszedł Karcur>

    - Synu... Dlaczego wszystko kończysz przemocą? Spróbuj z nim porozmawiać, na pewno nie chciał cię urazić.

    - Może i masz rację. Zresztą... nie zaszkodzi spróbować.

    <w tym momencie usłyszał myśli Pympa "nie będę zdradzał, nie jestem kotem", i przyłożył Pympowi gitarą w łeb>

    - Hrmph.

    <odwrócił się do Shadowa>

    - Dobra. Ja jestem zły, ty jesteś zły - możemy się dogadać. Może rzeczywiście nie chciałeś mnie urazić. Więc przeprośmy się, i pogódźmy, jak mi ojciec radzi.

    <wyciąga dłoń w geście zgody. Do Pympa podchodzi Nina>

    - Sam jesteś sobie winien. Nie wiem co pomyślałeś, ale kot już się z tobą pogodził i nie walnąłby cię bez powodu.


  21. <otrzepuje się>

    - Nie mówiłeś, ale myślałeś... buechecheche! Co, próbujesz się pojedynkować?!

    <wyjmuje gitarę, zaczyna przygrywać>

    - Booyea!

    TUM TUM DUM

    - YAAAA!

    DAM DA DAM

    - I'm the devil, i can do what i want

    DUM DUM

    - You wanna stop me?Oh, you won't

    DUM DUM DU DUM

    - When ur dark im gonna turn on the light

    DUM DUM DUM

    - So prepare and challemge me for a fight!

    DUUUUUUM, PZZZ!

    - WOOOYEAH!

    PZ TYTYM

    - YAAA!

    <cicha przygrywka>

    - Cuz u are rude to cats...

    tim tim

    - cats dont like evil brats

    tim ti-tim

    - im gonna get you smoked

    tim tim tim

    - BECAUSE U GOT A CAT PROVOOOKED!

    DUM DUM-DU DUM

    - YEAAAH!

    PZ TYTYM

    - WOO!!!

    TYM TYM TYM!

    - WAH HA HAHHAH!


  22. <Nina wzięła Wybuchassa za kaftan, i przycisnęła do ściany>

    - Zrób to jeszcze raz!

    <rzuciła nim o ziemię. W tym samym czasie kot znalazł Black Shadowa, i zbliżył się do niego z okrzykiem>

    - JIPI KA JEJ MADAFAKAAAA!

    <złapał go, podrzucił do góry, podskoczył i chlasnął go w locie, i przytupał w ziemię>

    - Powiedz coś jeszcze o mięsie dla kotów!!!

    <wrzasnął, grożąc pięścią>

×
×
  • Utwórz nowe...