-
Zawartość
873 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez MatrixOneBNR
-
-
Hm, tak patrzę tu od jakiegoś czasu.... I zastanawiam się... Czemu by nie spróbować swoich sił w sesji? I tu sesja w moim ukochanym języka angielskim, no po prostu z nieba mi spadła! Tym bardziej, że przyjmujecie nowych graczy!
Więc... Witam wszystkich. Witam i pytam - nie przeszkodzę, jeśli dołączę do Raven Chronicles?
-
<kot nacisnął spust, i kula przeszyła głowę Cygnusa>
- Tak to jest, gdy się lekceważy ostrzeżenia...
<Cygnus upadł na ziemię>
- Straszne, nie? Buechecheche. To was nauczy, że ze mną się nie żartuje gdy w grę wchodzi pistolet.
<kot dla pewności wpakowął jeszcze dwie kulki w łeb Cygnusowi, i wyjął my kamień z paska>
- Przyczyna naszych wszystkich zmartwień. I jego śmierci. Rozwalić?
-
ja zaklepię... I pamiętajcie, że to jest REALISTYCZNE. Króliki szablozębne nie istnieją. I skąd Robbie wziął wiaderko?? lol
Dzień 21, wieczór
Dobrze, że to był zły sen. Pisałem pamiętnik, lunatykując! Nieźle! Tak czy siak, z okolicy odeszły króliki. Mimo to są te trzy, o których lunatykowałem. Dziwne. Kropla potu też jest.
Dzień 21, noc
Zszyłem jeszcze jedną skórkę królika, niedługo moze uda mi się zrobić coś w stylu płaszcza? Niestety jeszcze nie mam odpowiedniej ilości skórek.
Dzień 21/22, coś koło północy
Obudziło mnie wycie. A więc jest tak jak się spodziewałem - na wyspie są drapieżniki. Mam nadzieję, że ogień ich odstraszy. Najlepiej będzie jak najszybciej wyposażyć się w broń lepszą niż ta tępa dzida, która nie przebije nawet banana.
-
<wyjmuje pistolet, przykłada Cygnusowi do skroni>
- Jest mi wyjątkowo przykro, ale masz wypluć ten kamień albo srtzelę ci w łeb. On miał zniknąć po spełnieniu naszych życzeń, i ja dopilnuję żeby zniknął. A teraz... ODDAWAJ!
<odbezpieczył broń kciukiem>
-
<kot zbliżył się do Lunariona>
- Na twojej włóczni brak jedynie złota, ale zaraz się to zmieni.
<włócznię przyprószyło złoto i nadało jej piękny połysk, oraz szarożółty odcień>
- Ty nie lubisz koloru złotego, bo wolisz ciemniejsze, nie? To zrobię tak!
<złoto zmieniło kolor na czarny, uciemniając i umroczniając włócznię>
- Niezłe, teraz naprawdę niezłe.
<stuknął rubasznie Lunariona w ramię>
- Nie trzeba się było porywać na Ksercia.
<usłyszał myśl Solariona "mam wszystkich, przyjaciół, wrogów" i myśl o kocie. Kot lekko się wkurzył i podszedł do Solariona>
- Masz mnie za wroga? A to dziwne, bo ja cię mam za towarzysza. Ale, sugeruję odrzucenie niepewności i zgodę, między nami bogami
<wyciągnął rękę na zgodę>
- Jeśli zrobiłem coś co ci zawadziło, przepraszam.
<Nina patrząc na kota uniosła lekko brew w geście zdziwienia>
- Hm. To dziwne.
<patrzy na Pympa>
- I nie myśl że zapomniałam o Magdzie! Wsypała cię już pierwszej nocy. Ale nie żywię urazy...
<uśmiechnęła się, i zatrzymała czas. Podeszła do smoka i dała mu kopa w klejnoty, po czym wróciła na swoje miejsce, ponowiła uśmiech, i puściła czas. Gdy Pymp glebnął się z bólu, zapytała z uśmieszkiem>
- Co ci się stało?
-
klepię!
Popołudnie, dzień 21
Oszlifowałem jeden z kłów królika, i udało mi się stworzyć prowizoryczną igłę. Z dziurką był problem, ale udalo się za drugim podejściem. Niestety jeden z kłów rozpadł się, i teraz mam tylko jedną igłę. Przynajmniej działa. Jeśli będę miał więcej materiału, może uszyję sobie jakieś ubranie?
Późne popołudnie, dzień 21
Z skórki królika uszyłem czapkę. Najpierw miał to być kapeć, ale sprawdza się lepiej w roli czapki. Tak czy siak, musiąłem wyprawić skórę kamieniem i zszyć. Do szycia uszyłem włókna z drzewa obok, które dzieli się na tysiące małych włókienek. Bardzo przydatne. Teraz zjem parę bananów, i spróbuję złapać parę królików!
-
<Nina pomyślała>
- Chcę, żeby Pymp przestał kręcić z Magdą spod ósemki!
- Hoho, maleńka, nieżłe życzenie! Jakbym ja miał taką jak ty, to bym nigdy nie kręcił, heheheh...
- Łapy precz ode mnie, sprośńy kamyczku bo lubię puszczać kaczki. Co do drugiego życzenia... Chcę mieć władzę nad ołowiem.
- Niech będzie.
<padło na Karcura>
- Moim życzeniem jest, abyśmy wszyscy mogli powrócić do domu po zakończeniu naszej misji tutaj.
- Kurrczę, już myślałem, że uda mi się was tu zatrzymać na wieki! No, ale nie mam wyboru. Niech tak będzie.
- Czy wszyscy Spartanie, którzy dziś stracili życie, mogą powstać ponownie?
- Niech będzie. Wskrzeszenie boga to ciężka robota z ludźmi nie ma problema.
___________
Mam nadzieję że Nina może mieć moc ołowiu?
-
<po niedługim czasie wszyscy Persowie nie żyli, albo uciekali w popłochu>
- Co za brat... Zawsze go nie lubił, a teraz mu żal brata? Phi. Mogłeś mu okazać więcej uczucia.
<wziął Solariona za ramię>
- Nie martw się... Mi też był bliżej bratem, niż przyjacielem... A to rzadkość w moim przypadku. Myślałem że poradzi sobie z na wpół zabitym człowiekiem z mieczem wbitym w brzuch!
<rzekł, kopiąc ciało Kserksesa. Z oka kota padła łza, i zaczęła zmierzać po twarzy. Trafiła na podbródek, i spadła na pierś. W miejsce serca. Nagle kamień ożywił się, i rozbłysł, po czym przeniknął przez klatkę piersiową kota, i zabłyszczał w górze. Serce kotu się zrosło, a kamień rzekł>
- Obserwowałem was zabijających się dla mnie. Teraz wynagrodzę wasze trudy. Każdemu z was spełnię dwa życzenia, o ile będzie to w mojej mocy. Potem zniknę, i nigdy mnie więcej nie zobaczycie. Niech zacznie on.
<Neo się podświetlił>
- YYy... Ja? Mogę mieć dwa życzenia? Hm.
<gorliwie pomyślał>
- Wiem... Niech Lunarion wróci do życia.
- Czy to jest twoje życzenie?
- Tak.
<Lunarion wróciłdo życia *on mówil na gg że sam to opisze jak zechce więc się nie wtrącam*>
- A drugie życzenie? Pomyślmy...
- Wystarczy ci, pazerniaku! Wskrzeszanie to mocochłonne zajęcie!
- ...
- Teraz niech kto inny zażyczy soie czegoś.
__________________________________________-
życzcie sobie co chcecie, ale weźcie to na serio i nie zróbcie sobie "chcę być panem świata", bo takiego życzenia nie spełni... lol...
-
<podchodzi do Casulona>
- Wszyscy jesteście słabi. Już ci chciałem pomóc walczyć przeciwko bogom, a ty tu w płacz. RRR. A zresztą, dawaj ten kamień.
<wbija rękę w pierś Casula, i wyrywa mu serce. Używa piasku i tworzy mu nowe, zwykłe, a sobie wkłada kamień>
- I po krzyku. Teraz się podnieś i zlejmy tych...
<patrzy na zabijanego Lunariona>
- ...drani.
<widząc, że Lunarion umarł, dobiegł do dychającego jeszcze Pympa>
- Oddychaj... Można przeżyćz jednym płucem... Zaraz ci pomogę...
<wziął Pympa na plecy, i strzelając wytargał go z pola bitwy. Tam go położył, i zaczął odbudowywać piaskiem>
- Arh, dawaj...
<Pymp otwiera oczy>
- Nareszcie! Wstawaj i walcz!
<kot ruszyłdo walki, i z potęgą kamieńia wrogowie mieli mniejsze szanse>
-
A ja mam pytanie do moderatorów którzy są jednocześnie Mistrzami Gry. Niektórzy (np. Rankin) nie mają w swoim posiadaniu działu Sesja RPG, a są MistrzamiGry. Nie mogą np. edytować postów niesfornych graczy, ani ich kasować! jak więc to wygląda? Udaje się wszystko, czy panuje samowolka? Gadałem o tym z Rankinem na gg, ale nie dokończyłem tematu.
:3
-
<bogowie wyszli z kanionu, i pokazał się Kserkses. Byłniesiony orzez bardzo silnych niewolników. Znajdował się on w czymś na stylu domu targanego przez ludzi. Wyjął kamień, i otoczył się polem ochronnym>
- Pokłońcie się!
- Chyba coś cię boli...
- Kocie! Zbliż się do mnie, a uzyskasz nagrodę.
<kot podszedł>
- Blizej.
<podszedł blizej>
- Bliżej!
<wszedl w pole siłowe>
- A więc czego żądasz?
- Krwi.
<kot wbił Kserksesowi miecz po rękojeść, i złapał kamień. Skoczył i w locie rzucił kamień Casulonowi a sam poleciał na łuczników. Zaczął atakować ich ogniem>
- TERAAZ! Są w popłochu!
-
- Tak, mam wytłumaczenie. Kulkę w łeb.
<wyjmuje pistolet>
- WYCHODŹCIE!
<z klifu zaczęły wyglądać diesiątki... setki... tysiące łuczników Kserksesa, a z obu stron kanionu napłynęły wojska. Wojownicy Spartan i bogowie byli całkiem otoczeni. Bez drogi wyjścia. Jeden fałszywy ruch, i sto tysięcy strzał pójdzie w ich stronę>
- HA, teraz jest po was. Nie ruszajcie się lepiej!
<kot podskoczył, i wylądował koło łuczników. Stamtąd przesłałbogom myśl>
- Spokojnie... Nie zdradzam was. Musimy ich wziąć z zaskoczenia. Zabiorą nas do Kserksesa. Teraz idźcie, i udawajcie jeńców...
<odtrącił jednego łucznika, i poszedł dalej. Krzyknął>
- Idźcie do wyjścia z kanionu. SZYBKO! Nie mamy czasu.
-
<odpycha Pympa>
- Nie gadałem z nikim przez telefon, a ciekawskość zrzuci na ciebie kłopoty, jeśli juz ich nie masz.
<wkroczył na większy kamień>
- Wstrzymajcie się. Jest jeszcze jedno... Idziecie na bitwę, z której nikt nie wyjdzie żywy. Nikt. Nie uda się to nam. Przegramy. Ale jest jedno wyjście, niestety ono będzie potrzebować więcej, niż życia. Będzie potrzebować zaufania. Jeśli zaufacie mi w krytycznym momencie, w krytycznej chwili - odniesiemy zwycięstwo. Jeśli jednak oślepi was gniew i nienawiść... Przegracie, a wasza krew rozeleje się po tej ziemi. Dlatego proszę, zaufajcie mi.
<spojrzał Lunarionowi w oczy>
- Zaufajcie.
<zszedł z kamienia, i poprowadził wojska dalej>
-
<wyjął dwa pistolety na stół, i zaczął je czyścić, przemawiając>
- Dziś umrzemy, i nie powinno was to dziwić. Kserkses jest potężny, i przetrwają tylko ci, którzy mają z nim... kontakty. <szyderczy uśmiech> Wy.. My nie mamy. Więc zginiemy.
<załadowął broń>
- A więc chodźmy.
<żołnierze wstali>
- Brońmy się, póki możemy.
<pochód wyruszył, kot miałna twarzy uśmiech, który nie wróżył nic dobrego>
-
- Zwołajcie Spartan, i ustawcie ich przed wyjściem z kanionu.
<wyjmuje telefon>
- Zaraz ich wybijemy, Kserksesie.
<kot poszedł do swojego namiotu, ale nie zdążył wejść. Rzucił się na niego jakiś człowiek z mieczem. Kot bez skrupułów skontrował atak, i przebił człowieka jego własnym mieczam. Człowiek ten rozprysnął się w czerwony dym>
- Ta, tego nam tylko brakowało.. Kameleon.
-
<kot zdejmuje pułapkę sprzed namiotu Ravenosa>
- Nie... Lepiej jeszcze się wstrzymać.
<wymuje telefon>
- Tu kot, Kserksesie. Wszystko przygotowane. To mówiące pudełko to telefon... Tak. Wejdą w pułapkę, nie ma dla nich szans. Będziemy rządzić światem, buachachacha!
<chowa telefon, poprawia włosy i wraca między bogów>
- Mam już plan akcji. Musimy wejść od strony tego kanionu, i wypaść na nich z boku
<rzekł, pokazując palcem>
- I uderzamy, żeby wysłać mu wiadomość. Hahaha.
-
- Dość.
<murzyn chowa miecz, i ukłania się na znak wdzięczności>
- Nieźle walczycie.
<podszedł do Casulona>
- Co do tego nieba... Co za problem, poproszę ojca i możesz pogadać z Khabumussem.
<idzie do namiotu Ravenosa, patrzy, czy nikt nie widzi, i rozkłada przy wejściu linkę podłączoną do granata. Odchodzi>
- Mehjehjehjehjehjehje, może uda mi się go wysadzić.
-
- Dzień, czy dwa. A o śmierć się nie martw, jestem gotowy oddać za ciebie życie. Tak jak... wtedy.
<podszedł jeden z ludzi>
- Król Leonidas pyta, czy nie macie ochoty poćwiczyć z nami?
- Na czym mają polegać ćwiczenia, ha?
- Na walce ćwiczebnej.
- Dawaj. Skopię komuś tyłek.
<kilku żołnierzy ustawiło się w szeregu>
- Wybierzcie, z kim chcecie walczyć.
- Ty, murzyn! Jak masz na imię?
- Taranus.
- Mam ochotę skopać ci tyłek. Co ty na to?
- Chodźmy więc.
<kot poszedł, żeby ustawic się. Po drodze umyślnie odepnchnął Ravenosa. Gdy kot i murzyn byli na miejscach, walka się rozpoczęła.
Kot zmienił się w słonia>
- Chodź!
<Taranus wskoczył na nogę słonia, przebiegł po tułowiu, i wlazłna głowę. Słoń zmienił się w człowieka, i Taranus upadł. Szybko się jednak podniósł. Walka kontynuowała, a bogowie byli namawiani do dołączenia do bezkrwawych ćwiczeń>
-
Pamiętam, Casulonie, pamiętam... Ale pogodziliśmy się, nieprawdaż? Oj, nie siedź taki skruszony. <szturcha Casulona> Pociesz się. Wiem! Jak chcesz, mogę zaaranżować ci spotkanie z bratem w niebie. Krotkie, ale będziecie mieli szansę na rozmowę. Chcesz? i pociesz się tym, że wszyscy są wdzięczni za ocalenie z klatki.
<poklepał Casulona po ramieniu, i zbliżył się do Lunariona>
- Wszystko w porządku? Wydajesz się nerwowy. Nie bądź, zawsze ci pomogę jakby coś się stało. Tak jak wtedy.
<unosi rękę, w geście proopzycji przybicia "piątki">
-
<zdziwiony potrząsa dłonią Shadowa>
- Hm... Miał rację... Miło mi.
<patrzy na Pympa>
- I ty mnie przepraszasz... Chyba myliłem się co do ciebie. Myślałem, że jesteś ohydnym, głupim potworem który nie potrafi sie pogodzić z porażką ani z myślą, że są lepsi od niego. Chyba się mylilem. Teraz jesteś dla mnie głupkiem, który jest jednak coś wart i nie zaczyna walki, które z góry przegra. Gratuluję poprawy, może zmienisz się na tyle, że będę ci mógł zaufać? Hm. Sądząc po *niektórych* twoich myślach nie.
<wyciąga rękę na zgodę>
- Skoro przeprosiłeś, to i ja przepraszam i nie żywię urazy. Aha, i ta czapka ci nie pomoże, a tylko uczyni że będziesz wyglądał jak jeszcze większy głupek, co w twoim wydaniu jest trudne. Więc radzę zdjąć. I nie żywię urazy za to, co teraz o mnie myślisz. Ale radzę przestać.
-
- GRAJ! Będziesz mnie ignorował?!
<odwrócił gitarę, i zamierzył się nią na Shadowa, ale podszedł Karcur>
- Synu... Dlaczego wszystko kończysz przemocą? Spróbuj z nim porozmawiać, na pewno nie chciał cię urazić.
- Może i masz rację. Zresztą... nie zaszkodzi spróbować.
<w tym momencie usłyszał myśli Pympa "nie będę zdradzał, nie jestem kotem", i przyłożył Pympowi gitarą w łeb>
- Hrmph.
<odwrócił się do Shadowa>
- Dobra. Ja jestem zły, ty jesteś zły - możemy się dogadać. Może rzeczywiście nie chciałeś mnie urazić. Więc przeprośmy się, i pogódźmy, jak mi ojciec radzi.
<wyciąga dłoń w geście zgody. Do Pympa podchodzi Nina>
- Sam jesteś sobie winien. Nie wiem co pomyślałeś, ale kot już się z tobą pogodził i nie walnąłby cię bez powodu.
-
<otrzepuje się>
- Nie mówiłeś, ale myślałeś... buechecheche! Co, próbujesz się pojedynkować?!
<wyjmuje gitarę, zaczyna przygrywać>
- Booyea!
TUM TUM DUM
- YAAAA!
DAM DA DAM
- I'm the devil, i can do what i want
DUM DUM
- You wanna stop me?Oh, you won't
DUM DUM DU DUM
- When ur dark im gonna turn on the light
DUM DUM DUM
- So prepare and challemge me for a fight!
DUUUUUUM, PZZZ!
- WOOOYEAH!
PZ TYTYM
- YAAA!
<cicha przygrywka>
- Cuz u are rude to cats...
tim tim
- cats dont like evil brats
tim ti-tim
- im gonna get you smoked
tim tim tim
- BECAUSE U GOT A CAT PROVOOOKED!
DUM DUM-DU DUM
- YEAAAH!
PZ TYTYM
- WOO!!!
TYM TYM TYM!
- WAH HA HAHHAH!
-
<Nina wzięła Wybuchassa za kaftan, i przycisnęła do ściany>
- Zrób to jeszcze raz!
<rzuciła nim o ziemię. W tym samym czasie kot znalazł Black Shadowa, i zbliżył się do niego z okrzykiem>
- JIPI KA JEJ MADAFAKAAAA!
<złapał go, podrzucił do góry, podskoczył i chlasnął go w locie, i przytupał w ziemię>
- Powiedz coś jeszcze o mięsie dla kotów!!!
<wrzasnął, grożąc pięścią>
-
Ja dam 20zł, jeśli pełniaki się polepszą. Dam i 25,30 itd, byle by było warte swojej ceny. A jeśli podrożeje tak bez powodu, to...cóż... baj baj


Olympus Actionus
w Archiwum zagadkowe
Napisano · Edytowano przez MatrixOneBNR · Raportuj odpowiedź
<wyszarpuje kamień z rąk Ravenosa>
- Ktoś ci pozwolil dotykać moje rzeczy?! Zrób to jeszcze raz, to dostaniesz kulę w łeb!
<przykłada pistolet do kamienia>
- Przenoś nas na osiedle!
- Ty już wykorzystałeś swoje życzenia.
- W takim razie dostanę TRZY!
<odbezpiecza pistolet>
- Dobra... Dobrze! Puść mnie tylko, zniknę i nie wrócę!
- SZYBCIEJ.
<wykreował się portal czasoprzestrzenny, a kamień zniknął>
- Idziemy. Jakby to była pułapka... Ty pierwszy.
<wpycha Ravenosa przez portal. Ten ląduje po drugiej stronie cały i zdrowy>
- Hrr. Miałem nadzieję, że to pułapka. Niestety, myliłem się.
<wskoczył w portal, i pojawił się po drugiej stronie. To samo zrobił Karcur i Nina>