-
Zawartość
873 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez MatrixOneBNR
-
<Nina wybałusza oczy na Pympa> - Co za babiarza ja poślubiłam? Chodźno tutaj! <wyszła przez drzwi portalowe. Kot natomiast wyszedł na dwór, i spotkał się z posłańcem> - Panie, są wieści. - Jakie? Gadaj. - No więc... w mieście jest seryjny morderca. - Pogratulujcie chłopakowi. Coś jeszcze? - Ale... ale... Ludzie są mordowani! - Bardzo dobrze. - Ale... - Coś jeszcze? - Tak, biotech wypowiedział nam otwartą wojnę. - To już, bierz najemników których kupiłem, i na ich główną planetę. - Tak po prostu? - A co? Zabijcie ich wszystkich. Kobiety i dzieci też. Chyba że cała korporacja się podda. Jeśli zgodzą się na moje warunki, wtedy możesz ich puścić. Warunkiem jest przeniesienie sięich wszystkic hna jedną z planet i oddanie nam reszty. A jak nie - zabić. - Ale oni nigdy się nie zgodzą na taki pakt! - Więc zginą. Wykonać. <Neo wrócił do zamku, i zmienił się w kota. Wskoczył na stół, i usiadł sobie>
-
Olympus Actionus Expansion Set & Database
temat odpisał MatrixOneBNR na Lord Nargogh w Archiwum zagadkowe
A wy jak zwykle razem, nie? <przykładam pistolet do skroni Cygnusa i strzelam> a Cygnus pisze <kula nie trafia> to oczywiste, że byś tak napisał i nei umarł, bo po co umierać skoro można uzyć kamienia/uchylić sie/zabić mnie pierwszego? nie ma mowy. kamieńmiał być zniszczony, i tyle. a protestuj sobie, mi nie przeszkadza ;P @down: po co na gg, skoro jedna kulka i po sprawie? ;D a kasy nie dam. zostałeś wyrolowany muahahahha! -
<pociąga drzwi do swojego pokoju z kopa> - Tak myślałem. Czysto na błysk. <to prawda. W całym pokoju nie było ni jednego pająka, ni kropki kurzu> - Ha. Brud boi się osiąść w moim mieszkaniu, ot co. <wychodzi do kuchni> - Czekaj, Lunarionie, nie pracuj. To się załatwia tak. <kot nabrałw płuca powietrza, i wrzasnął> - JAK ŚMIECIE OSIADAĆ W NASZYM PAŁACUUU?!?!?!?!?! <w mgnieniu oka cały pałac był czyściutki, a brud uciekł na polankę, i tam uformował kopczyk> - Ekhu, ekhu. <patrzy na kartki> - Wszystko przez ciebie, Ravenosie. I twoje sobowtóry. Musiałem sobie gardło zdzierać. <podszedł do Seleny> - Chętnie pójdę na ucztę, dawno nie jadłem nic dobrego.
-
<wyszarpuje kamień z rąk Ravenosa> - Ktoś ci pozwolil dotykać moje rzeczy?! Zrób to jeszcze raz, to dostaniesz kulę w łeb! <przykłada pistolet do kamienia> - Przenoś nas na osiedle! - Ty już wykorzystałeś swoje życzenia. - W takim razie dostanę TRZY! <odbezpiecza pistolet> - Dobra... Dobrze! Puść mnie tylko, zniknę i nie wrócę! - SZYBCIEJ. <wykreował się portal czasoprzestrzenny, a kamień zniknął> - Idziemy. Jakby to była pułapka... Ty pierwszy. <wpycha Ravenosa przez portal. Ten ląduje po drugiej stronie cały i zdrowy> - Hrr. Miałem nadzieję, że to pułapka. Niestety, myliłem się. <wskoczył w portal, i pojawił się po drugiej stronie. To samo zrobił Karcur i Nina>
-
Hm, tak patrzę tu od jakiegoś czasu.... I zastanawiam się... Czemu by nie spróbować swoich sił w sesji? I tu sesja w moim ukochanym języka angielskim, no po prostu z nieba mi spadła! Tym bardziej, że przyjmujecie nowych graczy! Więc... Witam wszystkich. Witam i pytam - nie przeszkodzę, jeśli dołączę do Raven Chronicles?
-
<kot nacisnął spust, i kula przeszyła głowę Cygnusa> - Tak to jest, gdy się lekceważy ostrzeżenia... <Cygnus upadł na ziemię> - Straszne, nie? Buechecheche. To was nauczy, że ze mną się nie żartuje gdy w grę wchodzi pistolet. <kot dla pewności wpakowął jeszcze dwie kulki w łeb Cygnusowi, i wyjął my kamień z paska> - Przyczyna naszych wszystkich zmartwień. I jego śmierci. Rozwalić?
-
ja zaklepię... I pamiętajcie, że to jest REALISTYCZNE. Króliki szablozębne nie istnieją. I skąd Robbie wziął wiaderko?? lol Dzień 21, wieczór Dobrze, że to był zły sen. Pisałem pamiętnik, lunatykując! Nieźle! Tak czy siak, z okolicy odeszły króliki. Mimo to są te trzy, o których lunatykowałem. Dziwne. Kropla potu też jest. Dzień 21, noc Zszyłem jeszcze jedną skórkę królika, niedługo moze uda mi się zrobić coś w stylu płaszcza? Niestety jeszcze nie mam odpowiedniej ilości skórek. Dzień 21/22, coś koło północy Obudziło mnie wycie. A więc jest tak jak się spodziewałem - na wyspie są drapieżniki. Mam nadzieję, że ogień ich odstraszy. Najlepiej będzie jak najszybciej wyposażyć się w broń lepszą niż ta tępa dzida, która nie przebije nawet banana.
-
<wyjmuje pistolet, przykłada Cygnusowi do skroni> - Jest mi wyjątkowo przykro, ale masz wypluć ten kamień albo srtzelę ci w łeb. On miał zniknąć po spełnieniu naszych życzeń, i ja dopilnuję żeby zniknął. A teraz... ODDAWAJ! <odbezpieczył broń kciukiem>
-
<kot zbliżył się do Lunariona> - Na twojej włóczni brak jedynie złota, ale zaraz się to zmieni. <włócznię przyprószyło złoto i nadało jej piękny połysk, oraz szarożółty odcień> - Ty nie lubisz koloru złotego, bo wolisz ciemniejsze, nie? To zrobię tak! <złoto zmieniło kolor na czarny, uciemniając i umroczniając włócznię> - Niezłe, teraz naprawdę niezłe. <stuknął rubasznie Lunariona w ramię> - Nie trzeba się było porywać na Ksercia. <usłyszał myśl Solariona "mam wszystkich, przyjaciół, wrogów" i myśl o kocie. Kot lekko się wkurzył i podszedł do Solariona> - Masz mnie za wroga? A to dziwne, bo ja cię mam za towarzysza. Ale, sugeruję odrzucenie niepewności i zgodę, między nami bogami <wyciągnął rękę na zgodę> - Jeśli zrobiłem coś co ci zawadziło, przepraszam. <Nina patrząc na kota uniosła lekko brew w geście zdziwienia> - Hm. To dziwne. <patrzy na Pympa> - I nie myśl że zapomniałam o Magdzie! Wsypała cię już pierwszej nocy. Ale nie żywię urazy... <uśmiechnęła się, i zatrzymała czas. Podeszła do smoka i dała mu kopa w klejnoty, po czym wróciła na swoje miejsce, ponowiła uśmiech, i puściła czas. Gdy Pymp glebnął się z bólu, zapytała z uśmieszkiem> - Co ci się stało?
-
klepię! Popołudnie, dzień 21 Oszlifowałem jeden z kłów królika, i udało mi się stworzyć prowizoryczną igłę. Z dziurką był problem, ale udalo się za drugim podejściem. Niestety jeden z kłów rozpadł się, i teraz mam tylko jedną igłę. Przynajmniej działa. Jeśli będę miał więcej materiału, może uszyję sobie jakieś ubranie? Późne popołudnie, dzień 21 Z skórki królika uszyłem czapkę. Najpierw miał to być kapeć, ale sprawdza się lepiej w roli czapki. Tak czy siak, musiąłem wyprawić skórę kamieniem i zszyć. Do szycia uszyłem włókna z drzewa obok, które dzieli się na tysiące małych włókienek. Bardzo przydatne. Teraz zjem parę bananów, i spróbuję złapać parę królików!
-
<Nina pomyślała> - Chcę, żeby Pymp przestał kręcić z Magdą spod ósemki! - Hoho, maleńka, nieżłe życzenie! Jakbym ja miał taką jak ty, to bym nigdy nie kręcił, heheheh... - Łapy precz ode mnie, sprośńy kamyczku bo lubię puszczać kaczki. Co do drugiego życzenia... Chcę mieć władzę nad ołowiem. - Niech będzie. <padło na Karcura> - Moim życzeniem jest, abyśmy wszyscy mogli powrócić do domu po zakończeniu naszej misji tutaj. - Kurrczę, już myślałem, że uda mi się was tu zatrzymać na wieki! No, ale nie mam wyboru. Niech tak będzie. - Czy wszyscy Spartanie, którzy dziś stracili życie, mogą powstać ponownie? - Niech będzie. Wskrzeszenie boga to ciężka robota z ludźmi nie ma problema. ___________ Mam nadzieję że Nina może mieć moc ołowiu?
-
<po niedługim czasie wszyscy Persowie nie żyli, albo uciekali w popłochu> - Co za brat... Zawsze go nie lubił, a teraz mu żal brata? Phi. Mogłeś mu okazać więcej uczucia. <wziął Solariona za ramię> - Nie martw się... Mi też był bliżej bratem, niż przyjacielem... A to rzadkość w moim przypadku. Myślałem że poradzi sobie z na wpół zabitym człowiekiem z mieczem wbitym w brzuch! <rzekł, kopiąc ciało Kserksesa. Z oka kota padła łza, i zaczęła zmierzać po twarzy. Trafiła na podbródek, i spadła na pierś. W miejsce serca. Nagle kamień ożywił się, i rozbłysł, po czym przeniknął przez klatkę piersiową kota, i zabłyszczał w górze. Serce kotu się zrosło, a kamień rzekł> - Obserwowałem was zabijających się dla mnie. Teraz wynagrodzę wasze trudy. Każdemu z was spełnię dwa życzenia, o ile będzie to w mojej mocy. Potem zniknę, i nigdy mnie więcej nie zobaczycie. Niech zacznie on. <Neo się podświetlił> - YYy... Ja? Mogę mieć dwa życzenia? Hm. <gorliwie pomyślał> - Wiem... Niech Lunarion wróci do życia. - Czy to jest twoje życzenie? - Tak. <Lunarion wróciłdo życia *on mówil na gg że sam to opisze jak zechce więc się nie wtrącam*> - A drugie życzenie? Pomyślmy... - Wystarczy ci, pazerniaku! Wskrzeszanie to mocochłonne zajęcie! - ... - Teraz niech kto inny zażyczy soie czegoś. __________________________________________- życzcie sobie co chcecie, ale weźcie to na serio i nie zróbcie sobie "chcę być panem świata", bo takiego życzenia nie spełni... lol...
-
<podchodzi do Casulona> - Wszyscy jesteście słabi. Już ci chciałem pomóc walczyć przeciwko bogom, a ty tu w płacz. RRR. A zresztą, dawaj ten kamień. <wbija rękę w pierś Casula, i wyrywa mu serce. Używa piasku i tworzy mu nowe, zwykłe, a sobie wkłada kamień> - I po krzyku. Teraz się podnieś i zlejmy tych... <patrzy na zabijanego Lunariona> - ...drani. <widząc, że Lunarion umarł, dobiegł do dychającego jeszcze Pympa> - Oddychaj... Można przeżyćz jednym płucem... Zaraz ci pomogę... <wziął Pympa na plecy, i strzelając wytargał go z pola bitwy. Tam go położył, i zaczął odbudowywać piaskiem> - Arh, dawaj... <Pymp otwiera oczy> - Nareszcie! Wstawaj i walcz! <kot ruszyłdo walki, i z potęgą kamieńia wrogowie mieli mniejsze szanse>
-
A ja mam pytanie do moderatorów którzy są jednocześnie Mistrzami Gry. Niektórzy (np. Rankin) nie mają w swoim posiadaniu działu Sesja RPG, a są MistrzamiGry. Nie mogą np. edytować postów niesfornych graczy, ani ich kasować! jak więc to wygląda? Udaje się wszystko, czy panuje samowolka? Gadałem o tym z Rankinem na gg, ale nie dokończyłem tematu. :3
-
<bogowie wyszli z kanionu, i pokazał się Kserkses. Byłniesiony orzez bardzo silnych niewolników. Znajdował się on w czymś na stylu domu targanego przez ludzi. Wyjął kamień, i otoczył się polem ochronnym> - Pokłońcie się! - Chyba coś cię boli... - Kocie! Zbliż się do mnie, a uzyskasz nagrodę. <kot podszedł> - Blizej. <podszedł blizej> - Bliżej! <wszedl w pole siłowe> - A więc czego żądasz? - Krwi. <kot wbił Kserksesowi miecz po rękojeść, i złapał kamień. Skoczył i w locie rzucił kamień Casulonowi a sam poleciał na łuczników. Zaczął atakować ich ogniem> - TERAAZ! Są w popłochu!
-
- Tak, mam wytłumaczenie. Kulkę w łeb. <wyjmuje pistolet> - WYCHODŹCIE! <z klifu zaczęły wyglądać diesiątki... setki... tysiące łuczników Kserksesa, a z obu stron kanionu napłynęły wojska. Wojownicy Spartan i bogowie byli całkiem otoczeni. Bez drogi wyjścia. Jeden fałszywy ruch, i sto tysięcy strzał pójdzie w ich stronę> - HA, teraz jest po was. Nie ruszajcie się lepiej! <kot podskoczył, i wylądował koło łuczników. Stamtąd przesłałbogom myśl> - Spokojnie... Nie zdradzam was. Musimy ich wziąć z zaskoczenia. Zabiorą nas do Kserksesa. Teraz idźcie, i udawajcie jeńców... <odtrącił jednego łucznika, i poszedł dalej. Krzyknął> - Idźcie do wyjścia z kanionu. SZYBKO! Nie mamy czasu.
-
<odpycha Pympa> - Nie gadałem z nikim przez telefon, a ciekawskość zrzuci na ciebie kłopoty, jeśli juz ich nie masz. <wkroczył na większy kamień> - Wstrzymajcie się. Jest jeszcze jedno... Idziecie na bitwę, z której nikt nie wyjdzie żywy. Nikt. Nie uda się to nam. Przegramy. Ale jest jedno wyjście, niestety ono będzie potrzebować więcej, niż życia. Będzie potrzebować zaufania. Jeśli zaufacie mi w krytycznym momencie, w krytycznej chwili - odniesiemy zwycięstwo. Jeśli jednak oślepi was gniew i nienawiść... Przegracie, a wasza krew rozeleje się po tej ziemi. Dlatego proszę, zaufajcie mi. <spojrzał Lunarionowi w oczy> - Zaufajcie. <zszedł z kamienia, i poprowadził wojska dalej>
-
<wyjął dwa pistolety na stół, i zaczął je czyścić, przemawiając> - Dziś umrzemy, i nie powinno was to dziwić. Kserkses jest potężny, i przetrwają tylko ci, którzy mają z nim... kontakty. <szyderczy uśmiech> Wy.. My nie mamy. Więc zginiemy. <załadowął broń> - A więc chodźmy. <żołnierze wstali> - Brońmy się, póki możemy. <pochód wyruszył, kot miałna twarzy uśmiech, który nie wróżył nic dobrego>
-
- Zwołajcie Spartan, i ustawcie ich przed wyjściem z kanionu. <wyjmuje telefon> - Zaraz ich wybijemy, Kserksesie. <kot poszedł do swojego namiotu, ale nie zdążył wejść. Rzucił się na niego jakiś człowiek z mieczem. Kot bez skrupułów skontrował atak, i przebił człowieka jego własnym mieczam. Człowiek ten rozprysnął się w czerwony dym> - Ta, tego nam tylko brakowało.. Kameleon.
-
<kot zdejmuje pułapkę sprzed namiotu Ravenosa> - Nie... Lepiej jeszcze się wstrzymać. <wymuje telefon> - Tu kot, Kserksesie. Wszystko przygotowane. To mówiące pudełko to telefon... Tak. Wejdą w pułapkę, nie ma dla nich szans. Będziemy rządzić światem, buachachacha! <chowa telefon, poprawia włosy i wraca między bogów> - Mam już plan akcji. Musimy wejść od strony tego kanionu, i wypaść na nich z boku <rzekł, pokazując palcem> - I uderzamy, żeby wysłać mu wiadomość. Hahaha.
-
- Dość. <murzyn chowa miecz, i ukłania się na znak wdzięczności> - Nieźle walczycie. <podszedł do Casulona> - Co do tego nieba... Co za problem, poproszę ojca i możesz pogadać z Khabumussem. <idzie do namiotu Ravenosa, patrzy, czy nikt nie widzi, i rozkłada przy wejściu linkę podłączoną do granata. Odchodzi> - Mehjehjehjehjehjehje, może uda mi się go wysadzić.
-
- Dzień, czy dwa. A o śmierć się nie martw, jestem gotowy oddać za ciebie życie. Tak jak... wtedy. <podszedł jeden z ludzi> - Król Leonidas pyta, czy nie macie ochoty poćwiczyć z nami? - Na czym mają polegać ćwiczenia, ha? - Na walce ćwiczebnej. - Dawaj. Skopię komuś tyłek. <kilku żołnierzy ustawiło się w szeregu> - Wybierzcie, z kim chcecie walczyć. - Ty, murzyn! Jak masz na imię? - Taranus. - Mam ochotę skopać ci tyłek. Co ty na to? - Chodźmy więc. <kot poszedł, żeby ustawic się. Po drodze umyślnie odepnchnął Ravenosa. Gdy kot i murzyn byli na miejscach, walka się rozpoczęła. Kot zmienił się w słonia> - Chodź! <Taranus wskoczył na nogę słonia, przebiegł po tułowiu, i wlazłna głowę. Słoń zmienił się w człowieka, i Taranus upadł. Szybko się jednak podniósł. Walka kontynuowała, a bogowie byli namawiani do dołączenia do bezkrwawych ćwiczeń>
-
Pamiętam, Casulonie, pamiętam... Ale pogodziliśmy się, nieprawdaż? Oj, nie siedź taki skruszony. <szturcha Casulona> Pociesz się. Wiem! Jak chcesz, mogę zaaranżować ci spotkanie z bratem w niebie. Krotkie, ale będziecie mieli szansę na rozmowę. Chcesz? i pociesz się tym, że wszyscy są wdzięczni za ocalenie z klatki. <poklepał Casulona po ramieniu, i zbliżył się do Lunariona> - Wszystko w porządku? Wydajesz się nerwowy. Nie bądź, zawsze ci pomogę jakby coś się stało. Tak jak wtedy. <unosi rękę, w geście proopzycji przybicia "piątki">
-
<zdziwiony potrząsa dłonią Shadowa> - Hm... Miał rację... Miło mi. <patrzy na Pympa> - I ty mnie przepraszasz... Chyba myliłem się co do ciebie. Myślałem, że jesteś ohydnym, głupim potworem który nie potrafi sie pogodzić z porażką ani z myślą, że są lepsi od niego. Chyba się mylilem. Teraz jesteś dla mnie głupkiem, który jest jednak coś wart i nie zaczyna walki, które z góry przegra. Gratuluję poprawy, może zmienisz się na tyle, że będę ci mógł zaufać? Hm. Sądząc po *niektórych* twoich myślach nie. <wyciąga rękę na zgodę> - Skoro przeprosiłeś, to i ja przepraszam i nie żywię urazy. Aha, i ta czapka ci nie pomoże, a tylko uczyni że będziesz wyglądał jak jeszcze większy głupek, co w twoim wydaniu jest trudne. Więc radzę zdjąć. I nie żywię urazy za to, co teraz o mnie myślisz. Ale radzę przestać.
-
- GRAJ! Będziesz mnie ignorował?! <odwrócił gitarę, i zamierzył się nią na Shadowa, ale podszedł Karcur> - Synu... Dlaczego wszystko kończysz przemocą? Spróbuj z nim porozmawiać, na pewno nie chciał cię urazić. - Może i masz rację. Zresztą... nie zaszkodzi spróbować. <w tym momencie usłyszał myśli Pympa "nie będę zdradzał, nie jestem kotem", i przyłożył Pympowi gitarą w łeb> - Hrmph. <odwrócił się do Shadowa> - Dobra. Ja jestem zły, ty jesteś zły - możemy się dogadać. Może rzeczywiście nie chciałeś mnie urazić. Więc przeprośmy się, i pogódźmy, jak mi ojciec radzi. <wyciąga dłoń w geście zgody. Do Pympa podchodzi Nina> - Sam jesteś sobie winien. Nie wiem co pomyślałeś, ale kot już się z tobą pogodził i nie walnąłby cię bez powodu.
