-
Zawartość
873 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez MatrixOneBNR
-
<Czy ktokolwiek zauważył, że na osiedlu nie ma Karcura i Bajcurusa od już długiego czasu? Pewnie nie. Ale oto wracają...> - Heja, Cygnusku mój ukochany, twój papcio powrócił cały i zdrowy, spokojna głowa! <żartuje Bajcurus> - Pofatygowałem się po niego do piekła, pół osiedla mi zamroził mimo że nie miał mocy! Ale wypuściłem staruszka, pomyślałem że się ucieszysz... <z wrót od piekieł wychodzi zdziwiony Cagnus. Podchodzi do Karcura> - Witaj, przyjacielu. Twe czyny przyniosły cie wiele sławy dzisiaj, tak jak podczas drugiej wojny LO. I widzę, że zdziwiony jesteś, że nie żywię do ciebie urazy przeszłości, które można wymazać i żyć z nimi. Zapomnijmy o tym i żyjmy dalej, jak za dawnych czasów. <Karcur i Cagnus padają sobie w ramiona> - Ee.. To co, robimy imprezkę? Przytulanki odłóżcie na później... A zresztą, Cagnusie, leć do syna, który już się z rozpaczy zabunkrował gdzieś w zamku. Niech ci odda moc. A jak nie to ja ci oddam ciut mojej. A zresztą... Masz! <z Bajcurusa wyskakjue iskierka mocy i przechodzi na Cagnusa> Aegh... Osłabiające... No więc możesz posłać płomyk z ręki. I Generować 10cm fireballe. Dobre do zabawy. Leć do syna, na pewno macie sobie wiele do powiedzenia... - I widzisz, Synu, wszystko się znowu dobrze kończy! Czy to nie wspaniałe? - Nie zawstydzaj mnie, ojcze... - Co, ja ci wstyd przynoszę? A pamiętasz, co robiłeś jak opanowałeś moce ognia? Jak mi podpaliłeś ogon to się sąsiedzi się pytali czy szynkę piekę... - Ha, zaraz mogę ci podpiec futro! - To spróbuj! Kilo ołowiu opadnie na pusty łeb i po tobie! - A na twój łeb spadnie tona złota! - To na co czekasz? - Czekam ile jeszcze wytrzymasz zanim uciekniesz! - Mogę stać godzinami! - Już ja cię poruszę... <koty zaczynają się atakować i drapać, ale każdy wie, że to nie na serio>
-
<pół godziny sieczki później> No, wszyscy nie żyją, świat uratowany, możemy wrócić do naszych spraw... I żeby nie przeciągać: Ravenosie, mój przysmak to peklowane myszy lub prosiak (byle upieczony). Lubię też napoje alkoholowe, Coca Colę (dlatego, że jestem potomkiem białego niedźwiedzia, a wiecie, że one lubią Colę), nie pogardzę wodą, kawą, miodem. Nie lubię za to szampanów, tylko Picolo . Nie cierpię mleka. Uch... Może coś jeszcze dodam, abstrahując od jedzenia i picia... No więc lubię przebywać na kolanach pana, lubię być głaskany. Jeśli masz coś okrągłego co możesz puścić po podłodze, mogę się tym pogimnastykować w ramach rekreacji... Lubię pływać, ale wiedząc, że Aquos jest bogiem wody lepiej nie próbować, bo "przypadkowo" mi się coś stanie... Lubię, kiedy mogę się komuś do czegoś przydać. I nie mam na myśli ścierki czy czegoś, Casulono... <bóg łyżek zawstydził się swymi myślami> A o moim ojcu? O nim najwięcej powie wam TO: Imię:Karcur Miały Wiek:39... i pół Patronat: Patron terakoty, tym, którym brak piątej klepki, kaktusów, Coca Coli oraz ołowiu. Ma moce nad ogniem, ale nie jest jego patronem. Awatar: Czarny kot. Kiedyś był siwy, ale niedawno został wyprany w Perwollu i wygląda jak nowy. To pewien Żniwiarz go tak urządził... Charakter:Bardzo Dobry. Lepszego kota sobie nie wyobrazisz. Dobro okazuje każdemu, nawet największemu wrogowi. Czasami ukazuje iskierkę swawoli kiedy "ćwiczy z synem". Lubi: Ravenosa, walkę z synem, kotlety schabowe, czystą wodę. Nie lubi: "Nienawiść nigdy nie powinna gościć w naszym sercu..." Motto: Mówi do każdego "przyjacielu", nawet do wroga Dziwactwo: Jest uosobieniem dobra, panem niebios. Co w nim dziwnego? Zbyt często "ćwiczy" z synem Moc: Ma władzę nad terakotą, ołowiem, kaktusami, colą. Może używać samych szpikulców kaktusów w walce
-
<kot wstaje> Ach... Dzięki za uratowanie, Ravenosie. Ale teraz nie ma czasu. Trza zjarać tych świętoszków, wiecie co tam się działo? <unosi się na spirali ognia>No, to do ataku! <wbiega w sam środek przeciwników i rozpoczyna spopielanie> - Ech... Dlaczego musicie zawsze uciekać się do przemocy? <Karcur zwraca się do Ravenosa> - Dziękuję za uratowanie mojego syna. Teraz widzę, jakiego pana on potrzebuje... On oddał życie za ciebie, a ty zaryzykowałeś swoje dla niego. Mam nadzieję, że w przyszłości... <nagle niewielki ognik trafia Karcura> - Hej, papciu, zamiast prawić kazania pomógł byś w eksterminacji świętoszków? Mają przewagę liczebną... - To, co chcesz, żebym uczynił przyprawia mnie o dreszcze... Ale muszę ci pomóc. Hallelujah... <Karcur wskakuje w środek walczących>
-
Pivot
wpis blogu skomentował MatrixOneBNR MatrixOneBNR w Tu powinna być mądra i ciekawa nazwa blogu...
Uwielbiam, kiedy ludzie nie doczytują do końca... Napisałem, że nie mogę dawać w załączniku, bo to forum nie obsługuje tego typu rozszerzenia .piv CZYTAJCIE CAŁE, ZANIM ZADACIE PYTANIE! Tak czy siak cieszę się, że chociaż kilka osób napisało komentarza. -
<uśmiech> Nie martw się przyjacielu, nic mi nie jest. Casulono po prostu lubi judzi straszyć. Poza tym ta butelka z wodą należy do mnie, i pochodzi z mojego źródła. Ale skoro nie chcesz to nie pij, nie zmuszę cię przecież. Aha, jeszcze chciałem dodać, że ten obcy nie żyje. Zabiłem go, gdy byłeś nieprzytomny. Teraz musisz pozbyć się ciała z... twojego ciała. <głos z nieba> - Och, Ravenosie, doskonale, że jesteś! Zabierz mnie od tych świętoszków, bo dostanę zawału i umrę w niebie! Och, nareszcie... Ale... Jak stąd wrócić? EDIT: Kończę na dzisiaj, mam lekturę do przeczytania... I chcę mieć ją już za sobą. Narka. A skoro czytacie, to się pochwalę: 15 min. temu przeszedłem w GRIDzie wyścig z Ravenwestami z 1 flashbackiem
-
<Karcur uśmiecha się, widać na jego pyszczku dobro> - Rozumiem cię. W dzisiejszych czasach nikomu nie można ufać, mój młody przyjacielu. Uszanuję więc twą prośbę. Ja nie potrafiłbym otruć nawet wroga, więc czemu miałbym próbować zgładzić ciebie? Ale spójrz - to zwykła, czysta woda. <Karcur przelewa sobie trochę do oddzielnego kubka, po czym wypija> Widzisz? Nic mi nie jest. Jeśli jednak nadal mi nie ufasz, możesz przemyć sobie rany. Zakażenie może uśmiercić cie o wiele łatwiej od tego stworzenia, które w tobie pasożytuje. <stawia kubek koło Pympa> Ach. Cóż to za czasy, kiedy ojciec jest Dobry, a syn Zły? Ale, nie mnie oceniać. Jeśli poczujesz się gorzej, mów, przyjacielu. Sprowadzę jakąś pomoc.
-
<Karcur podchodzi do Pympa> - Nie martw się, przyjacielu. Odpocznij. Zanim się obejrzysz, wszystko wróci do normy. Ktoś na pewno ma jakieś lekarstwo czy wynalazek... Tymczasem napij się czegoś. <nalewa wody z butelki> Zimna woda cię pokrzepi i pomoże przeczekać tą niepokojącą chwilę. Proszę. <podaje kubek> Jeśli mogę zrobić cokolwiek, co pomoże ci wyzdrowieć, powiedz. A teraz odpocznij...
-
Pivot
wpis blogu skomentował MatrixOneBNR MatrixOneBNR w Tu powinna być mądra i ciekawa nazwa blogu...
... Ludziki pobrać ze strony www.droidz.org ...pisałem... Ale trzeba czytać tekst -
<Karcur podchodzi do Ravenosa> Ale nie obawiaj się o mojego syna! On jest przecież panem piekieł i wróci lada chwila! Ech... Przestali byście się w końcu siec i mordować... Przecież wszyscy nie żyją. Ech. <nagle z góry dobiega głos> - Eee... To ja, Bajcurus. Nie chcę was martwić, ale... No... Trafiłem do nieba, bo wykazałem sie szlachetnością poświęceniem czy coś. No i teraz jestem w niebie... A stąd się tak łatwo nie wydostanę... Błagam, zabierzcie mnie stąd! Oni są tak... tak ohydnie dobrzy! Błee...
-
A, co mi tam... Ravenos był z wami od samego początku, a o mnie się nikt nie martwi... Poświęcę się.<Bajcurus rozświetla całe pomieszczenie mocą, która przechodzi od niego do Ravenosa. Bóg kawy budzi się, natomiast kot umiera> - Synu! <do Bajcurusa podbiega ojciec> - Nie ma pulsu... Chyba... Chyba... On... <Karcur upada z rozpaczy> NIEEEEEEEE!!!! <zawtórowało mu wycie psa>
-
Dlaczego przywiozłeś tu Żniwiarza?! I po co ci galera, skoro oni sa pod ziemią?! Lepiej weź łopatę i pomóż mi kopać... <dół jest już głębokości 20m, słychać krzyki z dołu>
-
<kot spokojnie wszedł do zamku, po czym wrócił z łopatą> - Jako ze wasze ruchy przyprawiają mnie o mdłości, postanawiam zacząć próby dostania się do syna... <zaczyna kopać ziemię łopatą> ... Dół jest już całkiem spory...
-
Co tak stoicie??! Uratujcie mojego syna! Może byc teleport, byle szybko! Ja jestem stary, nie poradzę sobie sam!
-
Ravenosie! <kot wyskoczył w dziurę, która zostaje po timetravel, ale tylko przez 5 sekund> - Znam te kreatury... to sąogniki, zabierają dusze umarłych i je zniewalają <zagadał Karcur> Ale trzeba na nie OGNIA! Khabumussie, mój syn dał ci moce! Strzelaj ogniem! <tymczasem Bajcurus wylądował Razem z Ravenosem w jakimś dziwnym miejscu>
-
...To nie są żniwiarze, głąby!!! <oburza się Bajcurus> Co, niby zaatakowali teraz, kiedy przyjechał mój ojciec i o nich opowiedział?! To tylko asasyni, ogniki, które sie tu dostały jak się teleportowałem z mojego świata... A ty, Aquosie, masz przerąbane!!!
-
- I co, mamy ci współczuć? Phe... Jak nie bylo ciała, to pewnie nie kropnął tylko zwiał żebyś miał co wnukom opowiadać! <rzekł Bajcurus> - Przykro mi słyszeć, że tamta zima pochłonęła tyle istnień. Jednakże, bardzo mi zależy na dostaniu w me łapy tego żniwiarza! Khabumussie! Czyż cała planeta nie jest wystarczająca?
-
Khabumussie, proszę, pozwól MI go dostać! będę mógł zrobić to, co chiałem zrobić od dawna <dziki błysk w oku staruszka> Giń! <kot począł wyrzucać spore fireballe> Ach... To już nie te lata... Bajcurusie! Ruchy! <Bajcurus w swej zbroi przyleciał na podmuchu wiatru i zaczął spopielać wrogów. Byli oni wrażliwi na ogień> Już po nich...
-
Karcur zrywa się: - Sprzedaj go mi! Dostaniesz od mojego syna złota ile będziesz chciał! Poza tym, spójrz, ile mocy dostałeś od mojego syna... A jeśli i to nie wystarczy, mogę oddać ci jedną z moich planet!
-
<Zapadła cisza> <jeszcze cisza> <no jeszcze chwilę> <już> <pierwszy zabrał głos w tej sprawie Bajcurus> - TY *****, ZABIJĘ CIĘ!!! <Bajcurus wyskoczył na Aquosa, ale został przytrzymany przez Karcura> - Co robisz, stój! Przecież to nie wina Aquosa, opanuj się! <Bajcurus zaczyna płakać> - Nie... Nie... NIE DOTYKAJ MNIE! <odrzuca ojca> - Nienawidzę cię, rozumiesz?! NIENAWIDZĘ! ZABIJĘ CIĘ! WYPOWIADAM WOJNĘ!!!! - Opanuj się! Co on ma do tego? To jego ojciec, do niego miej żal! - ZOBACZYMY SIĘ NA POLU BITWY! <krzyczy Bajcurus i teleportuje się do zamku> - Wybacz mu. Jest porywczy, a do tego Zły. Jeszcze spróbuję go ułagodzić, ale... <podchodzi do Aquosa i klepie go po ramieniu> - Uważaj na siebie. Mój syn jest ostatnią osobą, z którą chcesz walczyć.
-
Po co mi pieniądze? Mój syn to je magazynuje wszędzie... Musisz sprawdzić czy nie ma w kiblu zanim zaczniesz się załatwiać... I tak naprawdę powinienem ci obtłuc tyłek za przekupienie lokaja, ale wystarczy, że powiem, że gdybym wiedział, to sam bym ten proch wysadził! Pah!
-
Mehjehjehjehje.... <słychać śmiech Bajcurusa> A to peszek... - Ach, ty jesteś Khabumuss, prawda? Znam tą broń, którą teraz nosisz... Twój ojciec był twardym przeciwnikiem... Musiałem uciekać, żeby mnie nie posiekał na plasterki. Ech... Wtedy jeszcze to było coś... Przepraszam za mojego syna i ten incydent z prochem. Ale.... Co to miało do twojego ojca? Wysadziło mi pół pałacu, ale twój ojciec był mym wrogiem. Nie mógłby przebywać w mym pałacu, chyba że... Chyba że chciał mnie skrycie zabić. <kot przestał mówić, w jego oczach widać było oburzenie> - No, czas na małe polowanko! Ciekawe, czy uda mi się upolować tą kuropatwę? <Bajcurus zaczął się skradać> - Ja jestem już na to za stary... <nagle Karcur dostrzegł ptaka na niskiej gałęzi> - A może doskoczę? <Hop! Kot odbił się od rydwanu i złapał ptaka w pazury, wylądował i przytrzymał zdobycz> - Nie, nie! Nie zabijaj mnie, błagam! <wrzeszczał spanikowany ptak. Kot zwolnil uścisk i pozwolił wyzwolić się zdobyczy> - Co robisz, tato? To by było takie ładne trofeum! - Czemu miałbym go zabić? - Dla przyjemności? - ... <Karcur dziwnie się spojrzał na syna> - Chyba popatrzę jak poluje twój pan. Nie chcę mieć nic do czynienia z rzeźnią jaką chcesz odstawić...
-
<Bajcurus rzuca się za panem:> Mogę też iść? Mogę? - Jak o co? Była zima! - rzekł Karcur - W zimę pada śnieg... Co do tego ma twój ojciec? Ja tam się cieszę, że przeżyłem. Napiję się herbaty. Uch... mleko? Kto z was lubi pić mleko? Ohyda... <wypija herbatę, odstawia ją i biegnie za Ravenosem> Ufff... Puff... Też bym sie przejechał! Zresztą... kto wie, co zmajstruje mój syn? Jeszcze pamiętam, kiedy pomylił magazyn z pierprzem z magazynem prochu strzelniczego... Podlożył tam dynamit...
-
<kot uśmiecha się smutno> Cieszę się, że są tacy, którzy słuchają, prawda, Bajcurusie? - chrr... <kot się budzi> Co? Jak? Gdzie? - Ech... Skoro chcesz, Cygnusie, mogę kontynuować. No więc... Nie mielismy się gdzie schronić, A była to zima, więc zamarzlibyśmy na smierć. Pies zaprowadził nas do jaskini, w której miał schronienie. Tam też musieliśmy spędzić noc. Rano było jeszcze zimniej, a do najbliższego miasta czy wioski było 80 kilometrów. Musieliśmy przeczekać śnieżycę. I wtedy Bajcurus odkrył swoje zdolności do robienia ognia. Najpierw to był mały płomyczek. Później większy, który zajął całą łapę. A potem ten płomyk wyskoczył z łapy i powędrował po jaskini. Potem było ognisko i trochę ciepła... I tak czekaliśmy sześć godzin. I potem snieżyca minęła, i mogliśmy rozpocząć wędrówkę do osady. Po drodze upolowaliśmy jakiegoś ptaka, ale to nie było wystarczająco. po dziesięciu godzinach nieprzerwanej wędrówki wybuchła kolejna snieżyca. Wytrzymaliśmy jeszcze godzinę, ale po prostu nie daliśmy już potem rady. Nie mieliśmy mocy, żeby utrzymać ogień, ani siły, żeby iść dalej. Myśleliśmy, że po nas. I pomdleliśmy w śniegu, a pies został przy nas. Ocknęliśmy się w domu Crowousa. Mieliśmy iść na przyjęcie, a zaatakowano nas zaraz przed wyjściem. Twój ojciec, Ravenosie, wyruszył, zeby nas odszukać, bo wiedział, że zawsze byliśmy punktualni. I nas znalazł, sprowadził do siebie, ocucił. Uratował... Zamieszkaliśmy u niego przez tydzień, po czym przeprowadziliśmy się do naszego pałacu. Minęło 8 lat... Nauczyliśmy się żyć bez niej. Talenty mego syna się rozwijały. Ja starałem się nie myśleć o tamtym. Mój syn chciał przygody. Postanowił wyruszyć do was, na inną planetę. Otworzył więc portal i poleciał... Ja zostałem, by sprawować władzę nad planetą. Ale postanowiłem odwiedzić syna, więc przyjechałem. I po krótkiej wymianie zdań zaczęliśmy... Ehm... Ćwiczyć, i przywiało mnie tutaj, podczas gdy mój przyjaciel sprawuje władzę. Bo wiesz, kiedyś wszyscy bogowie, WSZYSCY, byli na tej planecie. Ale po wojnie porozjeżdżali się, żeby zająć inne. My też... Ta planeta przypomina mi o niej. Ale, wy chcieliście opowieści, a nie starczego smęcenia. Ech. Chętnie bym się czegoś napił...
-
<Karcur zdziwiony przystaje> - Ha! Za moich czasów bogowie nie byli tak życzliwi! Może mogę opowiedzieć jakąś historię, w końcu bogiem byłem 20 lat... <podchodzi do stołu> Kogo wspomniałeś? Crowousa? Ależ... TY jesteś jego synem? Ha! Nic dziwnego, ze Bajcurus wybral ciebie na pana... Powiem ci, gdzie poznałem twojego ojca. Otóż, bodajrze 13 lat temu bogowie podzielili się na tych o charakterze Dobrym, i tych o charakterze Złym. I powypowiadali sobie wojny. Ale ja i Crowley (taką miał ksywkę) byliśmy nierozłączni, mimo, że on był Zły, a ja Dobry. Doskonale się uzupełnialiśmy... I gdy Wielka Wojna się rozpoczęła, musieliśmy się rozdzielić. I walczyć ze sobą. I, podczas drugiej bitwy LO, spotkaliśmy sie wśród walczących. Ty wiesz, że Crowous był bogiem metalu, prawda? Gdy patrzyłem, jak gromił przeciwników, czyli moich współkombatantów, zrozumiałem,, że muszę go powstrzymać. I wtedy użylem całej mej mocy, żeby uformować wielką górę z terakoty, która po prostu wyrzuciła wszystkich w górę i porozrzucała po całej ziemi. I wtedy... <nagle do pałacu wkroczył Bajcurus> - Oho, coś im przynudzasz? Posłuchajmy... <wskoczył na kolana Ravenosa i zaczął mruczeć> - I wtedy wszyscy liderzy walk zebrali się na tej górze i tam zaczęli dyskutować o pokoju. I gdy to było już przegłosowane, była ciągle grupka bogów, którzy nie chcieli pokoju. I postanowiłem natrzeć na nich, żeby ta planeta nie była wyniszczana. To było samobojstwo, ale nikt nie chciał mi pomóc. I gdy ich zaatakowałem, pokonałem może trzech, i pozostali mnie pojmali. I by mnie zarżnęli, gdyby nie twój ojciec... Wskoczył w wir walki i ocalił mi futro... I wtedy zapanował pokój. Mogłem zdobyć żonę, powiększyć rodzinę... I tak też zrobiłem. Gdy tylko urodził sie Bajcurus, wszystko zaczęło być pięknie. Zbyt pięknie. Gdy mój syn miał pięć lat, zaatakowali nas Żniwiarze. Bogowie, którzy lubili okradać innych bogów. Przyjechali, złupili nam dom, i podpalili go, a nas ogłuszyli i przywiązali do drzewa. Podpalili dom... A na poddaszu spała moja żona... Zanim się ocknęliśmy z ogłuszenia, dom spłonął... Razem z nią. <kot zamilkł, podszedł do Fuńci i pogłaskał ją> I wtedy ten pies nas uwolnił. Nie wyplątalibyśmy sie z metalowych kajdanek.... Ale jej zęby są tak ostre, że przez stal przechodzą jak masło. Niestety, z domu zostały już zgliszcza...
-
Ach, witaj, panie... Cygnusie? Chyba tak. <ściska dłoń> Mój syn wiele o was opowiadał. Ale chyba pominął część o tym, że ma pana... - Ech... Ravenosie... Przestań ingerować w nasze konflikty! - zaczął Bajcurus - Nie oddziałuj na moją wolną wolę. - Ty nie bądź taki porywczy. Pozwól swojemu panu decydować, co dla ciebie najlepsze. - rzekł Karcur - Ha, ty się cieszysz, że bobu nie dostaniesz! - CO?! Od ciebie? Mahahaahahaha! - A chcesz się spróbować? - Chcę! - To chodź! - Ty chodź! - Dobrze, niech mądrzejszy to zakończy - wymamrotał Karcur. - Cha, tchórz. - Ostrzegam... - Hihihi, tchórzu... KRACH! <potężny fireball trafił Bajcurusa, który przekoziołkował przez salę> - Uspokój się! - GIŃ!!!! <kot wyskoczył i złapał ojca w locie, po czym kontynuowali bójkę> - Uspokój się wreszcie, ty... Au! A MASZ! <Bajcurus został wyrzucony potężnym kopniakiem przez okno> - Ech... Wybaczcie. Tak naprawdę się jeszcze nie przedstawiłem.... Jestem Karcur, bóg terakoty i tych, którym brak piątej klepki. Umiem też czarować ogień, ale nie jestem bogiem ognia. Ponadto mogę sprawić, że z ziemi wyrośnie wielki kaktus, co sprawia, że jestem też bogiem kaktusów. Tzn. byłem, jako że nie jestem już bogiem. Teraz bogiem jest mój syn. <drapie się za uchem> Ech... Nie radzę się wam do mnie zbliżać... Mam pchły, niestety. Nie będę wam zakłócać boskiego towarzystwa, pójdę. Nie chcecie mieć nie-boga w swym towarzystwie. <kot powoli skierował swe kroki w stronę wyjścia>
