Skocz do zawartości

MatrixOneBNR

Forumowicze
  • Zawartość

    873
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez MatrixOneBNR


  1. <kot, lekko poirytyowany, do Tytokusa>

    - Kiedy się nauczycie, że umiem czytać w myślach? Wiem co o mnie myśłiwsz w tej chwili. I dziwię się, jak szeroki masz zakres obelg. Dobra, opatrzaj sobie ich, spadam stąd.

    <wychodzi ze szpitala. Słyszy myśli Solariona, podchodzi do niego>

    nie obyłoby się bez sporów o łupy, zwłaszcza jeśli Bajcurus by tam był.

    - RRR! Co ty, myślisz, że jestem głupi?! To nie było miłe. Chcecie mnie pozbawić mojej mocy, mojego dorobku! Mojego zlota! I przerobić je na metal nad którym wy macie władzę!

    <groźny wzrok>

    - I zrobić to za moimi plecami.

    <jeszcze bardziej podchodzi do Solariona>

    - Śmiało.

    <jest tak blisko, że jego głowa jest centymetry od głowy Solariona. Bóg Słońca czuje bijące zło>

    - Powiem tylko, że szkoda, że moja bomba na koncercie nie odebrała ci życia.

    <wbił sztylet w ziemię, i teleportował się gdzieś. Po jakiejś chwili można było zobaczyć, jak jego planeta-forteca włączyła silniki, i uruchomiła pełną sprawność obronną oraz wycofała się na orbitę księżyca>


  2. <usłyszał Tytokusa wrzeszczącego "WON!!!", i zobaczył jak wali łbem w ścianę>

    - Nastawiłeś się do mnie nieprzyjaźnie, ale ja okażę dobroć i pomogę ci. W waleniu głową w mur.

    <złapał Tytokusa za wlosy na glowie i z całej siły rąbnął mu łbem o ścianę tak, że ten się wywalił>

    - Jeśli mam ci jeszcze pomóc, to powiedz.

    <odwrócił się do Pympa>

    - A chcę cię zabić, bo ojciec każe wszystkim braciom sprawować władzę nad planetami po kolei przez jakiśokres czasu, który minął 5 lat temu. Więc albo odwołaj się od moich planet, albo giń!

    <poprawił sobie płaszcz>

    - I nie zostawiliśmy cię. Ojciec się rzucił za tobą w przepaść, ale go przytrzymałem bo głupi starzec nie umie latać. I by się roztrzaskał. Lepiej ty niż on. A poza tym przeżyłeś, więc nie bylo tak źle.

    <spojrzał Casulona osuwającego się na ziemię>

    - Chłopie, co ci? Wstawaj. Mogłem podłożyć o wiele więcej dynamitu, i wtedy byś miał powód do osuwania się na podłogę w konwulsjach. A to, to... Nic.

    ___________

    Właśnie otwarcie się przyznałem do wysadzenia tego koncertu -_-

    i dobrze mi z tym -_-


  3. Czy jeszcze aktualne?

    Czy to oryginały? (lol)

    Czy moźna to wysłać za pobraniem? Nie mam konta umożliwiającego przelewy.

    Czy zanim kupię, będę mógł dostać parę dni na obgadanie tego z rodzicami? (100zł to tanio, ale nie na codzień sie kasę dostaje, nie?)

    Proszę o odp :)


  4. <wyjmuje pistolet>

    - WRRACAJ TU!

    <wbiega do szpitala, widzi Pympa. Strzela, ale chybia. Biegnie dalej. Drzwi. Smok zamnknął drzwi. Kot przestrzelił zamek, wykopał drzwi z zawiasów i rzucił sie za smokiem. Strzał. Pudło>

    - Cholera! Co się dzieje?!

    <wyrzucił Deagla, i wyjął uzika. smok skręcil za ścianę. Seria z uzika. Tak, to ślepy zaułek. Kot wbiega, i... widzi lufę pistoletu Niny>

    - Eee....

    - Czemu gonisz Pympa?

    - Bo to mój brat i muszę go zabić <powiedzial ze spokojem>

    - No to przykro mi, ale tego musisz oszczędzić.

    - Co? nie!

    - Po co zabijać braci? Mogą ci się przysłuzyć.

    - Skoro tak stawiasz sprawę.. Niech będzie. Na razie go zostawię.


  5. <słyszy organy>

    - Urrrh, rozwaliłem jeden koncert to drugi się zaczyna!

    <zwrócił się do Pympa>

    - Nie rycz, i mi nie groź.

    <wzydcha>

    - Jesteś bogiem technologii. Masz może maszynę która wytłumi te wszystkie dźwięki i zzostawi mi tylko te ciche? Głowa mnie boli od rana.

    <wskakuje na stół, i przysiada sobie, owijając łapy ogonem>

    - Aha, i jeszcze jedna rzecz. Nie wiem, czy miła dla ciebie. Jesteś moim bratem.

    <przeszył Pympa wzrokiem>

    - Gdy byłeś kocięciem, byłeś zawsze ciekawski. I nieostrożny. Podmuch wiatru zrzucil cie z klifu. Myśleliśmy że po tobie, ale ty jakoś widocznie przeżyłeś. Może zmieniłeś się w smoka i wyrosły ci skrzydla, nie wiem.

    <organy zwiększają głośność>

    - Arrrgh...


  6. <patrzy na Pympa>

    - Widzę twoje myśli. Starasz się ukryć, że umiesz się zmieniać w kota. Nie udało ci się tego ukryć. Zastanawia mnie, czemu akurat w kota? A co do śmiechu.. po prostu...ee... przypomniałem sobie niezły kawał.

    <usiadł na kanapie>

    - Aha, jest jeszcze coś. Zabiłem Magdę. Niechcący. Ee.. pistolet wypadł na podłogę i wypalił. Między oczy. To.. ehm... nieszczęśliwy zbiego okoliczności. Tak, heh.


  7. <wyrzucił papierosa, i pomyślał sobie>

    Było ciekawiej niż się spodziewałem. Mam nadzieję że trochę umarło, nie chciałbym chyba żeby moje starania poszły na marne... Teraz udam zatroskanego, muah

    <podbiegł do Shadowa, odwalił głaz>

    - Co ci się stało?

    <z trudem powstrzymywał śmiech>

    - W..hha... Wstawaj, tr...r.hh.he.h.... trzeba cię zabrać dddo szpitala, chłech.

    <wziął Shadowa pod pachę, ale zaraz go puścił>

    - Co ja robię? Radź se sam.

    <wziąłgo z powrotem>

    - Nie, tak nie postępuje przyjaciel...

    <upuścił>

    - A on jest moim przyjacielem?

    <wziął>

    - tak

    <upuścił>

    - Co ja gadam do siebie? Leż tu i giń.

    <poszedł sobie do swojego pokoju, i wybuchnął głośnym niepohamowanym śmiechem>

    BUACHACHACHACHACHA HEHEHEHEHEHE MUAHAHAH WAAAH HAAH HAAH!!!


  8. <wyskoczyła z myśliwca prosto na jednego z goniących Pympa strażników, i wbiła mu nóż myśliwski w serce. Złapała za granat przytroczony do jego kurtki, i wyjęła zawleczkę. Schowała go, odbezpieczonego do kieszeni.

    1.

    Przeskoczyła na kolejnego strażnika, wspięła się po nim i wywróciła kopniakiem.

    2.

    Wskoczyła na kolejnego, i zrobiła to samo.

    3.

    Nadziała kogoś na nóż, podniosła,

    4.,

    i rzuciła obalając na ziemię może czterech. Szybko wyjęła granat i rzuciła w tą 20-osobową kupę ludzi.

    5.

    Wybuch przerobił ludzi na papkę, a Nina jak gdyby nigdy nic podeszła do Pympa>

    - Napytasz sobie biedy, mówię ci. Przestań zwracać na siebie ich uwagę, tylko rób zadanie walcząc. Poza tym chcę, żeby się skupili też na mnie. W końcu to moja misja.

    <szybko powaliłą Pympa na ziemię, i sama skocyzła w bok. Pocisk Gaussa przeleciłą milimetry od niej i od smoka, przypalając lekko oboje>

    - Ał!

    <w locie wyjęła snajpę, i gdy tylko dotknęła ziemi strzeliła. Oczywiście, trafiła w głowę. Wstałą, otrzepała się>

    - Ten snajper dobrze się zakamuflował.

    <popatrzyła na przypalony bok>

    - Nic mi nie będzie... Nie wiem jak z tobą.

    <weszła do niewielkiego bydynku, i wrzuciła kilka lasek dynamitu do bomby atomowej>

    - Masz zapalnik czasowy? Jeśli tak, to podłóż na 30s, i szybko spadamy. Nie można na dłużej, bo rozbroją.

    <pociągnęła z kopa jednego z strażników. O dziwo było dwóch. Zarżnęła tego, którego kopnęła, i chciała przyłożyć z łokcia drugiemu, ale ten sparował, podciął Ninę, podniósł ją i rzucił o ścianę. Ta szybko wstała, i rzuciła w niego nożem, ale on złapał nóż, zakręcił nim między palcami, i spróbował dźgnąć Ninę. To dźgnięcie było tak szybkie, że ta, przyparta do ściany mogła tylko zasłonić się ręką. Nóż wbił się po rękojeść w ramię. Nina Dała mocnemu strażnikowi z dyni, złapała go lewą ręką za łeb, i walnęła go łbem o ścianę. Ten ją chwyciłza gardło, i uniósł w górę. Zaczęła się dusić. Nagle walnęła go w łeb ramieniem z wystającym nożem, i przejechała mu po głowie, przez oko. Ten ją puścił, odsunął się, i zniknął>

    - Dostanę cię, Brown!

    <słychać było demonicznym głosem>

    - To był Vega... Najlepszy płatny morderca w galaktyce. Chyba nie spodziewał się, że pokona go dziewczyna... Pomóż pozbyć mi się tego noża, co? Uszkodził mi mięsień.


  9. *tsst*Uważaj!*tsst*

    <zestrzeliwuje pocisk z trajektorii>

    *tsst*Zostaw ich, i staraj sie przeżyć, a nie chwalić się jakiś ty dorosły. Ach!*tsst*

    <ominęła jeden z większych rakiet, i wymierzyła dokladnie w jej tył. Strzeliła, i kula przeszyła rakietę zmieniając jej tor lotu i sprawiając, że wleciała prosto w jeden z myśliwców wroga>

    *tsst*To mi się udało, haha.*tsst*

    <wleciała w atmosferę, i ustabilizowała tor lotu, otworzyła klapę i wyjęła snajperkę, załadowała ja pociskami z antymaterii, i wymierzyła w jedną z wielu beczek zgromadzonych przy składzie amunicji. Wypaliła, i trafiła. Piękny wybuch. Popatrzyła na piękną, zieloną planetę, i wyskoczyła z myśliwca. Spadała. Gdy była tuż przy ziemi, wycelowała snajpą z antymaterii w dół, i zaczęła strzelać. Ogromny odrzut tej broni ogromnie zmniejszył siłę upadku, i Nina opadł z gracją na ziemię. Odrzuciła snajperkę w soczystozieloną trawę, i przetoczyła się za drzewo. Wyjęła uziki, i spowolniła czas. Wyskoczyła zza drzewa, i zaczęła strzelać. Sześćdziesiąt strzałów, trzydzieści trupów. Dopadła swoją snajpę i uruchomiła moduł zmniejszania, po czym kostkę schowała do kieszeni. Ktoś do niej wystrzelił, ta podniosła pistolet tak, że kula odbiła się od metalowego pistoletu. Puściła się biegiem, unikając kul, i wbiegła po ścianie na budynek, wystrzeliła snajpą dziurę w budynku i wrzuciła do środka granat, po czym wyskoczyła z dachu, spowolniła czas, odwróciła się w stronę wrogów, i wystrzeliła pozostałe 20 naboji zabijając 10 osób. Upadła, przetoczyła się i pobiegła. Załadowala uziki, wbiegła po ścianie na dach, potem na koronę drzewa, potem wyskoczyła, i czepiła się swojego myśliwca. Wdrapala się na niego, i przyspieszyła>

    *tsst*Hehe. Teraz w lewo, w stronę silosu. Jak tam twój myśliwiec? Widziałam jak cię trafili parę razy, ale nic nie powinno się stać.*tsst*


  10. <drzwi do pokoiku, w którym Ravenos i Solarion rozmawiali, otworzyły się, i wszedł do srodka kot. Niósł on pod pachą martwą kobietę, i rzucił ją na podłogę. <odwrócił ją nogą tak, żeby zebrani zobaczyli twarz>

    - To powinno dodać trochę ciepła od tej romowy... Magda nie żyje, i nie przysporzy już nikomu kłopotów. Tylko mi z Pympem. Ale z nim sobie poradzę. Ale, nie będę więcej przeszkadzał... Macie sobie wiele do pogadania, muahahah.

    <kot wyszedł. Za drzwiami wysłał myśl do Solariona>

    - Jako brat mojego przyjaciela możesz liczyć na moją pomoc, jeśli Ravenos będzie sprawiał kłopoty. Po prostu pomyśl do mnie, żebym przyszedł. Moja moc pozwala na odczytywanie waszych myśli, dlatego wiem, co się dzieje na tej waszej schadzce. Nie, żebym podsluchiwał, po prostu słyszę WSZYSTKIE myśli wszystkich ludzi. Więc uważaj na Ravenosa, bardzo się ostatnio zmienił.

    *w kosmosie*

    <Pymp nadał sygnał do Niny>

    *tsst*Mnie tak łatwo nie zostawisz,powiedz co mamy dokładnie zrobić.*tsst*

    *tsst*My? Ja rozwalę to miejsce, ty staraj się mnie dogonić, i nie daj się trafić. I ja się nie próbuję ciebie poz być. To po prostu zbyt niebezpieczna misja dla ciebie. I musisz uważać na rakietę atomową, bo jeśli wybuchnie to zginiemy. I mówię serio - jest czas zawrócić. Jak coś ci się stanie, nie wiem czy będę w stanie ci pomóc zanim wykończa nas oboje. Te misje są bardzo niebezpieczne, a dobieranie się w pary może sprowadzić na nas śmierć. I ty nie masz co się martwić. To ja tu jestem śmiertelna. Jeśli umrę, to umrę, nie tak jak ty. Więc nie wpędź mnie w kłopoty.*tsst*


  11. <lekko krztusi się napojem>

    - Khy.. Pff... Gdzie ja jestem?

    <rozgląda się>

    - A... No tak...

    <wstaje, patrzy na niedźwiedzia>

    - Co za pijak!

    <zadzwonił telefon. Kot odebrał>

    - Bajcurus. Hm? Botech poddałsię bez walki jak zobaczył nasze armie? Nie no, a miało byćtrochę zabawy. Dobra, zabawmy się. Udajcie ,że ich eksmitujecie ale gdy wam złożą broń pozabijacie ich po prostu. Ech. Z zabijania niewinnych i bezbronnych też jakaś tam satysfakcja będzie...

    <odkłada telefon>

    - Głowa mnie boli od tej muzyki... Wiem!

    <wszedł na tył, za scenę, i tam znalazł urządzenie starujące całą sceną i efektami. Bylo strzeżone prxez jakiegoś dj-a, ale zabicie człowieka to dla kota jak zabicie komara. Gdy Dj leżał i obficie krwawił, kot wsadził do środka do maszyny kilka lasek dynamitu, które nosił zamiast granatów (bo poręczniejsze) i postawił claymora przy wejściu, żeby jak ktos przyjdzie to wysadzilo całą szopę w powietrze. Zadowolony, wyszedł, i rozsiadł się na widowni. Nie pomyślał jednak o zatarciu śladów... nieopatrznie zostawił swój kieliszek w szopie. PRzy odpowiednim sprzecie można będzie zdjąć DNA... ale też trzeba je będzie pobrać od podejrzanych, wiec nie przejęło to kota gdy sobie o tym przypomniał. Nie da sobie wsadzić patyka do gęby za nic. Zadowolony, rozsiadł się i czekał na potencjalną ofiarę>

    <Nina odrzuciła sflaczałą lekko kurę, i zadzwoniła do kogoś>

    - Stefan, tu Nina. Masz jakąś misję, którą mogę podjąć? Nie ma to jak trochę ryzyka. Hm, rozwalenie silosu bomby może byćniezłą zabawą. Dobra. Będęna twojej planecie za pięć minut.

    <zrobiła turbomyśliwiec z kulki, wskoczyła, i pognała z prędkościa światła na planetę Sierra-3. Zostawiła Pympowi kartkę z celem swej podróży, żeby się nie martwił>


  12. <schodzi ze sceny>

    - Uff... Mammmm doooość... Troooochę głośnooo... Ał...

    <wyrzucił gitarę, i wywalił się w trawę. Szybko wstał, i twórczo zauważył>

    - Uff... Piiięć kkkieliszków zzzza dużżżżo...

    <kompletnie wstawiony powlókł się w stronę Pympa>

    - WwwWwwidzę twoje mmmyśli hehe.... Sie poraaaziłeś... zafsze byłeś nieuwaażny...

    <popatrzył na niego, i trącił go w ramię>

    - DzzZziwne żżeś sie w kkotaaAa zmieniłl

    <wywrócił się w trawę>

    - Śśświat wwirujee... AaaAa...

    <dźwignął się na nogi. W międzyczasie niedźwiedź tańczący z Seleną i Driadami zbliżył się do kota, a ten dmuchnął mu prosto w twarz promilami. Niedźwiedź omdlał i grzmotnął o ziemię, a kot nie wytrzymał wiele dłużej, i również padł na ziemię.

    Tymczasem Nina złapała pomidora, i rzuciła w scenę>

    - Co to ma być, pięć osób na gitarze gra?? Więcej instrumentów!

    <zlapała kolejnego pomidora, wymierzyła w Lunariona i rzuciła>

    - Dawać więcej instrumentów!

    <zauważyła brak pomidorów. Złapała kurę, która tańczyła z kogutem na koncercie, odwróciła ją kuprem do sceny i nacisnęła "spust" w postaci grzebienia kury. Ta wypalila jajami jak karabinem maszynowym w scenę>

    - BUUU!


  13. - J-jesteście...

    <patrzy po twarzach, których nie ma>

    - Nie... Nie spodziewałem się... Dziękuję...

    <podchodzi do jednego z nich>

    - Casulono was przysłał? Błąkacie się, i potrzebujecie mojego przebaczenia?

    <na jego twarzy malowało się zmartwienie>

    - Miło z waszej strony... Jeśli chcecie przebaczenia....

    <podał ożywieńcowi rękę>

    - To go nie dostaniecie.

    <rzucił nim w drrugiego, złapał trzeciego i złamał go w pół, kopiąc kolejnego w twarz. Potem zjarał kilku innych. Tka wykończył wszystkich>

    - Błąkajcie się do sądnego dnia. Hmph.

    <zrobił sobie gitarę ze złota, i przyłączył się do grających na scenie>


  14. <kot, wściekły, wstaje>

    - Co to miało być? Potrąciły mnie! Jeszcze jeden taki wybryk i Casulono mnie popamięta!

    <chowa gitarę>

    - Nie chce mi się już grać. Spadam stąd.

    <wychodząc, natrafił na delegację ożywieńców od Casulona>

    - Czego chcecie? Aha, chwia!

    <wyciąga gitarę>

    - To za to, że mnie potrąciliście!

    <przyłożył gitarą w jakiegoś szkieleta, i rozwalił go oraz gitarę na kawałki. Kot zwrócił się do pozostałych>

    - O co chodzi?


  15. <kot, zrzucony przez Lunariona pędzącego na koncert, otrzepał się nerwowo>

    - To tak? Jużja ci przyłożę! Riffa!

    <kot zmienił sie w człowieka, wyjął gitarę elektryczna ze swojego pokoju i popędził na koncert. Gitara była czarna, i maiała czerwony napis "made in HELL". Neo wskoczył na scenę, stanął u boku Shadowa i zaczął przygrywać w jego rytmie. Na koncert zlatywąły sie pobliskie ptaki, i nawet jeden niedźwiedź wtoczył się na widownię, i prysiadł, żrąc miód>

    <tymczasem Nina pomogła przyrządzać Pympowi żarcie, ciągle próbując wypytać go o to, co się stało>

    - Słuchaj. Śluby do czegos zobowiązują. Gadaj, co się stało. Nie podłączałeś kabelka w pół godziny, to na pewno. Jeśli mi nie powiesz...

    <chwyciła jajko, rozbiła je i wrzuciła na patelnię. Słychać było syk. Nina zmierzyla Pympa groźnym wzrokiem>


  16. <kot otworzył krwistoczerwone oko. Jedno. Uważnie zaczęło ono badać otoczenie. Nie zauważyło nikogo, więc otworzyło się drugie. Kot poruszył się. I nagle ziewnął, długo i przeciągle. Zamlaskał po ziewnięciu, i zdecydował, ze pora już wstać... Wstał więc. Wyprostował się, i chciał pójść do przodu, zostawił jednak swoje tylne łapy w miejscu. W ten sposób przeciągnął się ospale, w jedną i w drugą stronę. Przysiadł. Długo jednak nie siedział, ponieważ żołądek przypomniało swojej obecności... Kot więc podreptał po stole, i zeskoczył na ziemię. Lekko się wzdrygnął od zimnej posadzki, i czym prędzej wbiegł na dywan. Jednak przeliczył swoje możliwości hamowania, i wbiegł z pełną prędkością w ścianę, przewróciłł się, i lekko omdlał. Leżał tak z 10 minut, lekko poruszając łapą, po czym wstał i rzekł>

    - Znowu... Wstałem zanim się obudziłem... Ała...

    <odechciało mu się jeść, odszukał więc Lunariona i otarł się o jego nogi, mrucząc>


  17. @Matrix - Proszę Cię, podaj mi jakiekolwiek wyjaśnienie/definicje czy cokolwiek innego, co to są lepsze pełniaki? Wytłumacz mi to a może przestanę się czepiać tego stwierdzenia.

    Zwariowany kurczak Moorhuhn. To... COŚ było na pełniaku w CDA. czy uważasz, Jamesie, że jeśli CDA by kosztowało 20 zł to by dali to... COŚ? A może jednak nie? Może jednak zamiast tego by dali jakiś tytuł, który odbił się większym rozgłosem? Nie chodzi mi o lepsze w sensie "bo droższe", albo "bo mi typ gry nie pasi". Tu chodzi o jakość tytułów, nie o typ. I tak zamiast Mortyra 3 by się może mógł dostać Moh:Airborne, albo zamiast Two worlds - Gothic 3. To drogie gry, i dobre gry. I zamiast kilku dem, czy kilku słabszych jakościowo pełniaków, można dać coś większego. Większego, a zarazem lepszego. Tak rozumiem "lepsze pełniaki". I mam nadzieję że teraz ty też rozumiesz, ha? ;)

    I nie bądź taki poirytowany, przecież nie chcę nikogo urazić.


  18. <kot zawrócił, i wrócił do Solariona>

    - Ech... byłem trochę zbyt porywczy. Przepraszam. Zdenerwowało mnie trochę użycie mojej mocy, wystarczyło poprosić o pozwolenie to bym ci takie złote wzory wymaolował że byś z tronu spadł. A na zgodę...

    <kot wyczarowuje 100-tonową bryłę złota koło wulkanu>

    - Unnnggh... Masz, natchnij to sobie i użyj. Przepraszam.


  19. <kot wpadł do zamku Solariona, i chwycił go za kaftan>

    - Masz to ODWOŁAĆ!!! Albo nie, JA TO ODWOŁAM!

    <wyrzucił go przez drzwi przed jego zamek, i wyszedł na zewnątrz. Odwrócił się do zamku, i każde złoto, które zostało wyczarowane przez Solariona, zniknęło, a zamek rozpadł się i pogrążył w ruinie. Kto znowu złapał Solariona za kaftan>

    - Buduj sobie z czego chcesz, ale złota wyczarowywał NIE BĘDZIESZ! Wyodobądź sobie z kopalni! Wyraziłem się jasno???!!!

    <puszcza Solariona, spluwa mu pod nogi i odchodzi, cały czerwony ze wściekłości>

    ***w kuchni***

    <Nina gasi ogień kubkiem wody>

    - Mój łamaga. Nie martw sie...

    <podchodzi do Seleny>

    - A tak w ogóle to cześć, jestem Nina, żona Pympa.

    ____________________

    No,no,no! Żeby mi to było ostatni raz! :angry:


  20. <patrzy na Pympa spode łba>

    - Lubisz gotować? To możemy jej pomóc razem.

    <wzięła patelnię>

    - Jeśli się będziesz do niej zbytnio przymilał, to spotkasz się z Panią Patelnią tutaj! Razem możemy porobić i pogotować, będzie fajnie. Chyba, że idziesz nie po to, żeby gotować. To wtedy...

    <postukała patelnią o kant stołu>

    - A teraz chodź.... BUECHECHECHECHE


  21. Ale nie wziął i tyle. Dziwne, nie?

    A co do mayhemu, to inne czasy, i byłem jeszcze młody i głupi :wink:

    Wiesz, nie powinniśmy sobie psuć zabawy

    Każdy, kto miałkamień zaczynał mordować przyjaciół i zdradzać. Ja chciałem wziąć go bez rozlewu krwi, ale ten się rzucił od razu z lodowym pistoletem to oberwał. Było nie zadzierać z psychopatą. Koniec. Kropka. Quest is over. Face it.


  22. <Nina wybałusza oczy na Pympa>

    - Co za babiarza ja poślubiłam? Chodźno tutaj!

    <wyszła przez drzwi portalowe. Kot natomiast wyszedł na dwór, i spotkał się z posłańcem>

    - Panie, są wieści.

    - Jakie? Gadaj.

    - No więc... w mieście jest seryjny morderca.

    - Pogratulujcie chłopakowi. Coś jeszcze?

    - Ale... ale... Ludzie są mordowani!

    - Bardzo dobrze.

    - Ale...

    - Coś jeszcze?

    - Tak, biotech wypowiedział nam otwartą wojnę.

    - To już, bierz najemników których kupiłem, i na ich główną planetę.

    - Tak po prostu?

    - A co? Zabijcie ich wszystkich. Kobiety i dzieci też. Chyba że cała korporacja się podda. Jeśli zgodzą się na moje warunki, wtedy możesz ich puścić. Warunkiem jest przeniesienie sięich wszystkic hna jedną z planet i oddanie nam reszty. A jak nie - zabić.

    - Ale oni nigdy się nie zgodzą na taki pakt!

    - Więc zginą. Wykonać.

    <Neo wrócił do zamku, i zmienił się w kota. Wskoczył na stół, i usiadł sobie>


  23. A wy jak zwykle razem, nie?

    <przykładam pistolet do skroni Cygnusa i strzelam>

    a Cygnus pisze

    <kula nie trafia>

    to oczywiste, że byś tak napisał i nei umarł, bo po co umierać skoro można uzyć kamienia/uchylić sie/zabić mnie pierwszego? nie ma mowy. kamieńmiał być zniszczony, i tyle.

    a protestuj sobie, mi nie przeszkadza ;P

    @down: po co na gg, skoro jedna kulka i po sprawie? ;D

    a kasy nie dam. zostałeś wyrolowany muahahahha!


  24. <pociąga drzwi do swojego pokoju z kopa>

    - Tak myślałem. Czysto na błysk.

    <to prawda. W całym pokoju nie było ni jednego pająka, ni kropki kurzu>

    - Ha. Brud boi się osiąść w moim mieszkaniu, ot co.

    <wychodzi do kuchni>

    - Czekaj, Lunarionie, nie pracuj. To się załatwia tak.

    <kot nabrałw płuca powietrza, i wrzasnął>

    - JAK ŚMIECIE OSIADAĆ W NASZYM PAŁACUUU?!?!?!?!?!

    <w mgnieniu oka cały pałac był czyściutki, a brud uciekł na polankę, i tam uformował kopczyk>

    - Ekhu, ekhu.

    <patrzy na kartki>

    - Wszystko przez ciebie, Ravenosie. I twoje sobowtóry. Musiałem sobie gardło zdzierać.

    <podszedł do Seleny>

    - Chętnie pójdę na ucztę, dawno nie jadłem nic dobrego.

×
×
  • Utwórz nowe...