-
Zawartość
873 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez MatrixOneBNR
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 35
-
- Pamiętacie rzeź na planecie lodowej? W Persji? Ze Szwedami? Pamiętacie, jak wysadziliśmy moją planetę? I jak wkradliśmy się d ozamku i utłukliśmy Katusa? co to dla nas, jedno miasteczko. <odwrócił się, i zaczął pruć z dwóch klamek. Zastrzelił moze z 4 osoby, doskoczył do upadającego sprzedawcy, i zabrał mu teleporter> - Teraz na motory, i jazda! <zepchnął Tytokusa z toru lotu jakiejś kuli, i wyskoczył wybijając okno, w locie strzelał do ochroniarzy. Wylądował, i wskoczył na nowopowstały motor. Wystrzelił resztę magazynku, wyrzucił oba deagle, dał gazu i złapał za jednego z uzików zamocowanych na boku motoru> - Ten żółty przycisk uruchamia skok! <motor wyskoczył na 3m w górę, i wskoczył an dach> - Woo-hoo! Jazda! <Nina ochraniała bogów gdy wsiadali do pojazdów> - Prędko! _______________________________________________________________ Muszę niestety wyłączyć kompa. Jeśli kto moze, to niech pokieruje ucieczką, zrobi małą strzelaninę z motorków i zgubi pościg. Aha, i niech nikt nie umrze. Teleporter będzie musiał przenieść wwszystkich na raz. Ja będę koło 19, może 20.00. Jak mogę was poprosić, to czy moglibyście pokierować kotem i Niną? Tylko tak, żeby zgubić pościg, choć mozecie sdię nimi trochę pobawić. Tylko mi ich nie zabijcie -_- Przepraszam, że musze się tak urywać.
-
- Mi bogactw nie potrzeba, Casul. A ty Solar nie bądź drażliwy na punkkcie słoneczników. Chyaba lubisz kwiaty, nie? Twój brat jest z nami. Spokojnie, nie zgubi się. Żeś się zatroszczył nagle. <idzie przez targowisko wypełnione ludźmi> - Wygląda na to, że jednak ludzie tu są. Szukamy przenośnego teleportera międzywymiarowego. Urh... Co to za nazwy sklepów?! Popatrzie! <czyta> - "Szwindel co, takie drogie że aż działa". Co to w ogóle jest? Ale skoro działa, to chodźmy. To jest sklep z różnymi cudeńkami, może będzie i teleporter. <wchodzi do sklepu> - Witaj. Masz może teleporter? - Nie stać cię na niego. Wynocha. <Neo rzuca portfel na ladę> - A jednak mnie stać, chamie. <sprzedawca patrzy na Bajcurusa jak na idiotę> - Tylko tyle za teleporter? Phi. W dodatku działa. <kot wkurzony> - Pokaż mi to. <sprzedawca wyjął kulkę z przyciskiem> - To taka kulka?! Ty naciągaczu! <kot odwrócił się do bogów, wyjął pistolety i powiedział szeptem> - ustrzelę go i wezmę teleporter, a wy zajmijcie się ochroną. Po tym bierzemy motory i wiejemy z miasta. _________________________ Jeśli chcecie kota przekonać, żeby zrobić to inaczej - teraz macie szansę. Tylko znajdźcie dobry powód.
-
*tsst*Nie gorączkuj już się, słoneczniku. Startujemy. Jako że portal się zamknął, musimy go otworzyć ponownie. A tyl...|SSSsSSss KSSS| ..ście mozemy znaleźć odpowiednią pomoc.*tsst* <kot poleciał na wschód, a dżip z wszystkimi bogami za nim> *tsst*Widzę już miasto. To tylko chwila.*tsst* <Nina dawała gazu jak mogła, ale dżip wolniejszy od myśliwca. Wkurzyla się, i przyspieszyła dżipa w czasie. Treaz zasuwała trszykrotnie szybciej od myśliwca, i po 3 minutach wszyscy byli na miejscu> - Ajajaj, hamowanie! <zaciągnęła ręczny, i wślizgiem ominęła słup, i wdriftowała w miejsce parkigowe> - Uff... *tsst*Buachachacha, co za nieprzewidywalna moc. Ląduję.*tsst* <myśliwiec wylądowal, i wysiadli z niego kot i James. kot zchował statek w kkulce, i schował go sobie do kieszeni. Nina to samo zrobiła z dżipem gdy wszysy wysiedli> - Słuchajcie. Gdyby coś się stało, to macie po motorze w kulce. Szybki środek ofensywno-ucieczkowi sie przyda. Ofensywny, bo ma tu po bokach dwa uziki jakby kto chciał strzelać podcza jazdy. Łapcie. <wyjął kulki, i dał każdemu po kolei, nawet Solarionowi> - Chodźmy zaczerpnać informacji o tym miejscu. <zaczepił jakiegoś faceta> - Słuchaj, gdzie tu można znaleźć dobrego mechanika-wynalazcę? - A moze coś dla odświerzenia pamięci? <zachłannie popatrzył na Neo> - Masz, krwiopijco. <rzucił sztabkę złota> - Co to jest? To świecidełko nie ma tu żadnej wartości. My Płacimy tym. <pokazał portfel wypełniono kartkami papieru z jakimiś dziwnymi napisami> - A gdzie można wymieniać waluty? - A masz coś cennego na odświerzenie pamięci? - TAK <przystawił facetowi pistolet do głowy> - Z-Z-za rogiem, nie krzywdź mnie....! - Wyglądasz na bogacza. <strzelil ztłumikowanym usp-kiem, wziął portfel gościa i przykrył trupa piachem> - Idziemy.
-
Olympus Actionus Expansion Set & Database
temat odpisał MatrixOneBNR na Lord Nargogh w Archiwum zagadkowe
Dobra. Jeśli mogę, to przejmę questa. Mam już pewien dość ciekawy pomysł ;] Zobaczycie o co mi chodzi. -
Olympus Actionus Expansion Set & Database
temat odpisał MatrixOneBNR na Lord Nargogh w Archiwum zagadkowe
Piszę w sprawie Wieśka, którego dość dawno temu znaleźliśmy na planecie lodowej. Miala to być postać kontrolowana przez wszystkich, ale tak naprawdę to używałem go tylko ja. Inni nie dotykali go z dala. Mi wystarczy postaci, więc pytam - czy Wiesiek ma zniknąć? Czy zostanie, ale będzie kontrolowany przez wszystkich? Jak myślicie? -
<patrzy jak James siada koło Neo w myśliwcu> - Yyy... Gdzie się pakujesz? Dałem wam dżipa. <kot byłjednak ułagodzony przez milą przemowę Jamesa> - Dobra, jak chcesz. Mi nie przeszkadzasz. Zamknij kokpit. A wy wsiadajcie wreszcie! <Nina sprawdziła, czy jej bronie dzialają, po czym wsiadła do Jeepa, i uruchomiła go> - Niech kto siądzie na montowanym karabinie maszynowym. <kot spojrzał na Jamesa> - Skoro już tu jesteś to możesz zająć stanowisko tylnego strzelca. Nie wymagam od ciebie strzelania do niewinnych, bo taki świętoszek by tego nie zniósł. Po prostu gdyby coś się stało mógłbyś nas wesprzeć, zamiast się przyglądać. <włącza, i nadaje radiem do Jeepa> *tsst*Tu Płomień 1, czyli ja. Słychać mnie, odbiór?*tsst*
-
<wzdycha> - Może masz rację, bracie. Może nowy jeszcze nie wie co i jak. Dam mu tą ostatnią szansę do niewtrącania się w moje konflikty. <odjął nóż od gardła Jamesa, i schował pistolet. Wstał, i pomógł Jamesowi wstać> - Ten konflikt nie dotyczył ciebie. <odwrócił się do wykładającego Solariona> - Urrrchh.... Co za brednie. Otwarcie mi grozisz. Nie wiesz, że samymi zwierzętami pokonałem oddziały Khabumussa i Casula? Tylko pod koniec wsparł mnie Lunarion. Tym razem też by tak zrobił. Jeśli nie chcesz, żebym się czepiał, to nie obrażaj mnie, nie wykonuj do mnie obelżywych aluzj i nie wchodź mi w drogę tak, jak ja nie będę wchodził w twoją. RrRr. <wyjął Jeep w kulce, i zrobił go> - Wsiadajcie. Musimy pojechać do miasta. <wsiadł do myśliwca> - Niech ktoś jedzie za mną. <włączył systemy, i powoli poleciał na wschód czekając aż wszyscy wejdą do Jeepa> _________________________________ Taki jego charakter. Może mi ktoś powiedzieć po co tu w ogóle jesteśmy? Na czym polegał quest Rava?
-
<atakuje skałę ogniem, i ta roztapia się w lawę, i rozplywa po piasku> - Posunąłeś się za daleko. Czas umierać, świętoszku. <zaatakował ogniem piasek wokół nóg Jamesa tak, że piach ściął się w szkło. Neo przyłożył Jamesowi w łeb, i szkło pękło od napięcia. Bajcurus uchylił się przed ciosem, podciął Jamesa i wywrócił na ziemię, wyjął pistolet, przyłożyłmu gi do głowy, i sztylet, który przyłożyłmu do gardła> - Przeproś.
-
<spogląda zrezygnowany na Solariona> - Obojętność i dezaprobata... Jeśli udało mi się polubić takiego sztywniaka jak twój brat, to uda mi się i ciebie, ale ty mi nie dajesz do tego powodu. Posłuchaj, słoneczniku, to, czy ktoś jest dobry, i czy jest zły, nie powinno stac na drodze przyjaźni. I tu nie o przyjaźń chodzi. - TY... <krok> - COŚ.... <krok> - DO... <krok> - MNIE... <krok> - MASZ! <stanął na odległości 15cm od Solariona, i przybliżył głowę do głowy boga słońca tak, że dieliły ich może 3 cm. Solarion czuł gorący oddech Neo> - Czepiłeś się mojej mocy, i gdy ja odebrałem, co moje, chciałeś mnie zelżyć. Ja postanowiłem jednak bycmiły, i dałem ci nawet złoto do produkcji!!! Ale ty potem chciałeś zmonopolizować świat złotem, wydobyć go ze złotego miasta i poświęcić, więc cię powstrzymałem. Ale ty nagle postanawiasz, że mnie nienawidzisz. I wiesz co?! <popchnął Solariona> - DOSKONALE! BO JA ŻYWIĘ TEŻ NIENAWIŚĆ DO CIEBIE!! <zamachnął się, i z całej siły rąbnął boga słońca w twarz z pięści. Wyjął nóż, i wbił go w piasek> - CHODŹ! ZAŁATWMY TO, RAZ A DOBRZE! <mistyczny wzrok> - Chyba, że się boisz...
-
- Jak po co. Żeby ludzie się mnie bali. I Żeby nie być takim świętoszkowatym głupcem jak mój ojciec! To szaleństwo! Bycie złym jest fajne. I można zmieniać strony kiedy się chce. A wy dobrzy głupcy nawet nie potraficie zabić porządnie, tylko oszczędzacie cierpienia. Co za niekompetencja! Co za głupota! To "dobro" wpędzi was wszystkich w kłopoty, i ja was z nich nie wyciągnę. <skupił się i zaczął atakować mentalnie Jamesa złem, zacząłgo tym przesiąkać, otaczać> - Ty też możesz stać się zły. Trochę złej woli. To świetna zabawa... BUACHACHACHACHA!
-
<gasi ogień, i zauważa Casula> - URRR, czy ja coś mówilem o uważaniu na siebie? Muszę zaczynać wszystko od nowa! Odbandażować, zakleić i zabandażować. <wzdycha, ale sili się na spokój i uprzejmiejszym glosem mówi> - Usiądź. <zdejmuje bandaż, wypełnia ranę piaskiem, łączy z DNA, obandażowuje> - Dobra... Lepiej weź ten myśliwiec. <rzuca kulkę w piach> - Tytokusie, ja ci nie rozkazuję. Tylko nie będę błagał. Po prostu pomóż im jak chcesz. I tyle. <patrzy na Pympa obrywającego zapałkami, zwraca się do Jamesa> - Wiem że wygląda ohydnie, ale jest z nami. Co więcej, to mój brat. <bierze zapalkę> - To maleństwo może wywołać taki pożar... śmierć tylu ludzi.... BUACHACHACHA!!!!
-
<Pymp wyskoczyl na kota, a ten odruchowo (wiele osób poluje na jego zycie) odwrócił się, podciął smoka i dał mu z całej siły w pysk. Gdy ten leżał, zamachnął się znowu, ale ujrzał, kto to> - Głupku... Moglem cię zabić. Wstawaj. <pomógł mu wstać> - Co za niekompetencja. <nagle uwagę kota zwróciła podejrzana moc hipisa> - HM?! <zbliżył się> - Czy ty próbujesz przypadkiem przejąć władzę nad ogniem?! <zapalił ogień w lewej ręce, potem w prawej> - Pozbądź się tej mocy, albo ja pozbędę się ciebie. __________________ :< ZOSTAW MÓJ PATRONAT
-
<uśmiechnął się do Casula> - Jestem do ciebie miły dlatego, że ty jeden tak naprawdę nie próbujesz mnie zabić, ośmieszyć, ukraść moje moce. Heh, nawet zmieniłeś dla mnie swoje upodobania kulinarne. <schował kulkę do kieszeni> - Eech. Co, James, to były twoje zwierzątka domowe? Hm. Niedługo zaczniesz hodować tasiemce. <przysiadł na piasku, zagarnął jego garść> - Czy chcę coś wiedzieć? Nie. Juz wszystko wiem. Twój umysł jest jak książka. Tylko nie wszędzie dostępna. Widzę, że miast ojest na wschodzie, ale nie wiem jak daleko. Raczysz m to powiedzieć? <Powąchał piasek. Zakończyło się to inhalacją całej garści kamyków> - AKHA, KHYY HKHA... URRH... Khu... uff... <otarł się, wstał> - Ekhu... Nigdy nie inhalować piasku. Akhu. Khe. Dobra. James, chodź z nami. Przyda się przewodnik. Khu. ____________________________________________________ James... Przydałoby ci się trochę mocy bojowej, często robimy sieczkę. Możesz być bogiem broni bialej. Albo bogiem np. mithrilu. To niezła moc bojowa, prawie niezniszczalny metal. Mógłbyś też dobrać sobie patronat nad wyposażeniem wojennym, czyli noże myśliwskie, granaty, flesze, kamuflaż itd. w jednej paczce. Z mocy różnych możesz wziąć też grawitację, którą byś mógłzmieniać, wyłączać, używać na przedmiotach. Może być też telepatia. Podałem parę przykładów do wyboru do koloru, bo bycie hipisem nie ocali nikomu tyłka podczas sieczki ;] Poza tym miło zobaczyc wreszcie kogoś, kto napisał choćby jednego posta po stworzeniu karty.
-
<Neo podchodzi do Casulona> - Hm. Zaraz coś na to poradzę. <poszedł do swojego mysliwca, i wrócił z rolką bandaży> - Przysiąź tu, to pomogę ci opatrzyćte rany. <odbandażował ranę Casulona, i skupił się. Naszło tam trochę piasku, który wypełnił większe rany Casulona, wpisał się w jego kod genetyczny i zaczął funkcjonować i wyglądać jak skóra i mięsień> - Dobra, to sobie poradzi z większymi ranami. Musisz na to uważać, bo nie wpisało się do końca w kod genetyczny. Bądź ostrożny przez godzinę, żeby to się zaadaptowało. Potem będzie już dobrze. Dla pewności obandażuję tą dużą ranę na boku. <założył bandaż, i pomógl Casulowi wstać> - Lepiej? Mam nadzieję. Hm. Wiesz co? Weź może mój myśliwiec. W nim nic ci się nie stanie, a będziesz mógł zwiedzić okolicę i mówić nam, co jest gdzie. <wyjął kulkę z kieszeni, i i wyciągnął rękę proponując Casulonowi wzięcie myśliwca>
-
- STÓJ, albo pozbawię cię środowiska do życia poczwaro! <potwór spogląda na Bajcurusa, i nurkuje w piasek, po chwili wynurza się koło Neo> - Możesz jeść tylko tych bogów, których ci pozwolę. Na razie ich zostaw. Dobry robaczek <pogłaskał potwora, a ten zanurzył się pod piach> - Nazwę go Fafik. Hej, Fafik! <nic> - Hm. To się nazywa nieposłuszeństwo. <cała plaża się podnosi, i widać kolonię robaków (5-6 osobników). Te zdezorientowane zaczynają się wić po skale, a Bajcurus potraktował je jeszcze ogniem. Te społonęły żywcem. Zostałtylko jeden, ten z nabrzmiałym brzuchem po zjedzeniu Ravenosa. Neo zeskoczył tam, rozpruł brzuch Fafikowi, i pomóglRavenosowi wyjść. Rozprutego robala zostawił, i zrzucił z powrotem plażę. Pomógł Ravenosowi wygrzebać się z piachu, i rzekl> - Hm. Jak za starych, dobrych czasów, nie, Ravenie? <otrzepał rękę z flaków robala, i podszedł do Tytokusa> - Zobacz czy wszyscy są w porządku.
-
To źle, Bryluś? Ja lubię tą zabawę, i moja ilość napisanych tam postów o tym świadczy. Zazdrościsz ;q
-
<dwa myśliwce zataczają koło wkół rozbitego statku> - Ravenos nie potrafi nawet portali otwierać. Co za niekompetencja. <pierwszy myśliwiec wylądował koło Lunariona, wysiadł z niego Neo, i pomógł przyjacielowi wstać> - Lepiej wsiądź w myśliwiec jednoosobowy. <rzucił mu kulkę, i przeszedł się po plaży> - Ach, piasek... <drugi myśliwiec zawiesił się w powietrzu, i wychyliła się z niego Nina. Lekko zeskoczyła na ziemię, i poszła w stronę Ravenosa, a jej statek zawieszony w powietrzu podążał za nią> - Ravenosie, co teraz? <kot podchodzi do Jamesa> - To twoja plaża? Hm. Wyczuwam u ciebie dobro. Grr, co za odrażająca sprawa, być taki świętoszkowaty. To głupota. Zwykła głupota. Ale skoro jestem w stanie polubić Lunariona który jest dobry, to może i z tobą nie będę miał problemów. <wyciąga rękę> - Jestem Bajcurus, bóg ognia, piachu i pieniędzy/złota. Umiem czytać w myślach.
-
<kot otworzył jedno oko, i zbadał otoczenie. Gdy upewnił się, że wszystko jest w porządku, otworzył drugie oko. Zadrgał mu koniuszek ogona. Poruszył się i cały ogon, w prawo, w lewo, wyprostował się, i podwinął do góry. Kot dźwignął się na cztery łapy, i przysiadł, podwijając sobie ogon pod łapy, i poruszając jego koniuszkiem. Spojrzał na Cygnusa, spojrzał na drwi, spojrzał na swój ogon, i przeciągnął się, mlaskając. Lekko zsunął się z łóżka, żeby nie budzić Cygnusa, i stanął na ziemi. Cichutko podreptał do drzwi, stuknął je bokiem i uchylił. Wyszedł do holu, tam przyspieszył trochę i wybiegł na słońce. Podreptał w stronę zamku, i zauważył, jak wszyscy pakują się na statek. Skierował tam swe kroki> - Gdzie jedziecie? Hm <zaczął czytać w myślach bogów> - Aha. W takim razie mogę stanowić ochronę w moim myśliwcu. <wyczytał w myślach Solariona nienawiść> - O co ci chodzi? Za co mnie nienawidzisz? Bo jestem zły? <rzucił myśliwiec w kulce, i zminił się w Neo, poprawił sobie pelerynę> - Szkoda, bo ja cię lubiłem.
-
<kot, pogłaskany przez Cygnusa, ułagodniał trochę> - Skoro mamy sojusz, to nie muszę cię już podejrzewać. W razie czego mam trzech snajperów ciągle czuwających, czy mnie nie zabijasz. Tak czy siak, teraz jesteśmy zgodni. <przeciągnął się, zamruczał, i zwinął się w kulkę koło Cygnusa, zamknął czerwone oczy i przysnął, nie przestając mruczeć> <tymczasem Nina wróciła z kolejnej misji, zmieniła sobie opatrunek na nodze, i zauważyłe przechodzącego Casulona. Podeszła do niego> - Hej, Casulu. Tak z ciekawości... Po co kolekcjonujesz jakieś dzidy? Pomóc ci? Widzialam cię zakrwawionego. Może ci się przydać para pistoletów, a znając twój charakter nie jest to żaden zły eksperymant. Nie mam co robić, a tak pomogę ci w misji.
-
<odwalił blok lodu, wstał, zachwiał się. Rana wypełniła się piaskiem i zaklepiła. Neo otrszepał ubranie, poprawił pelerynę i poszedł do Cygnusa> - Ech... Dlaczego wypowiedziałeś mi wojnę i mnie zaatakowałeś? Mieliśmy podpisany układ na mocy którego mieliśmy się nie zdradzać. Ale ty wziąłeś kamień, a było powiedziane że go niszczymy. To była zdrada, wiec cię utłukłem. Teraz mi wypowiadasz wojnę, nie wiem dlaczego. <zmienił się w kota, i wskoczył na łóżko, na którym leżał Cygnus, i przysiadł sobie na brzegu> - Nie mamy po co walczyć, wiadomo, że ja wygram. Ty mnie natłukłeś i proponujesz zgodę. Ja ci oddałem. I teraz, czy twoja oferta pokoju jest dalej otwarta? Dodam, ze jeszcze zanim mi wypowiedzialem wojnę myślałem o założeniu z tobą i kilkoma innymi koalicji. Ale teraz zawiodłeś moje zaufanie, wypowiadając mi wojnę którą przegrasz. Jeśli jednak twoja propozycja zgody nadal obowiązuje, możemy to zakończyć, tu i teraz. Twój wybór. <kot spojrzał na Cygnusa, i zazął leczyć mu rany piaskiem>
-
<odwraca się, widać nóż wbity w brzuch. Łapie za niego lewą rękę, zaczyna wyciągać, łapie prawą, i wyjmuje. Nóż powoli wychodzi, Neo zagryza wargi. CHLAST. Nóż wyszedl z brzucha Neo. Widać Cygnusa, który wyciągnął dłoń i proponuje zgodę> - Nie. <wbija Cygnusowi sztylet w rękę, pociąga do siebie, i rozpruwa mu dłoń na pół, i przejeżdża go jeszcze ostrzem po boku, a gdy Cygnus się cofnął, Neo rzuca w niego sztyletem, wypluwa krew, i wstaje, lekko się chwiejąc. Opada jednak z powrotem na ziemię>
-
<cherubinek nagle wpadł w ogień, i spłonął żywcem> - Ups, buechecheche. <ogarnął swoją planetę ogniem, i w międzyczasie otworzył list> - Hmm... Mhm... Aha. Ok. <wrzucił kartkę w ogień, i pomyślał do Wybuchassa> - Pomóż mi zabić Cygnusa, a dostaniesz zapewniony dostęp do piekła i możność rozmowy z wszystkimi jego mieszkańcami, oraz duszę reżysera. Będziesz mógłgo torturować, przełamywać wolę, robić co chcesz. Aha, i twój posłaniec nie wyrobił, buachachacha! <planeta odtajała od środka, i uruchomiłą z powrotem systemy. Strzelła laserem, i rozwalila bryłę lodową> - Co za dekle! Po co zużyliście laser?! Teraz musicie go ładować od nowa! ARRRRGH! <wyjął sztylet i pistolet, i ruszył na Cygnusa. Ten mu wykopal pistolet z ręki, a kot żądny krwi rzucił się na boga lodu, i wywrócili się razem. Kot przyłożył Cygnusowi sztylet do gardła i chciałgo zabić, ale zaczęłi się mocować. Kot byl wyczerpany po odmrażaniu planety, i przegrywał. Sztylet przesuwał się w jego stronę> - RRRr... Zdychaj...wreszcie.... <przegrał. sztylet wbił mu się w brzuch, i odrzucił kota. Ten zaczął się czołgać po pistolet. Był coraz bliżej. Cygnus również ruszył po pistolet. Kot już wyciągnął rękę....>
-
<wzdycha> - A więc wybiera tchórzostwo. <zamraża mu się powoli lewa noga> - Tchórz atakuje mnie z ukrycia. Ale zagramy wobec mojej gry. <ogarnął polw bitwy ogniem, i rozprysnął sie w piasek. Zaczął powiększać powierzchnię piasku, stwaorzylburzę piaskowo-ogniową, i zaczął chlastać wszystko ostrymi ziarenkami, ścinać szkłem oraz piec. W międzyczasie laser precyzyjny z planety kota zaczął namierzać Hyogę, czekajac na wydanie rozkazu do strzału>
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 35
