Skocz do zawartości

LordTyrranoos

Forumowicze
  • Zawartość

    191
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez LordTyrranoos

  1. Dla mnie jest to jeden z najlepszych shooterów ubiegłej dekady. Sam wystawiłem grze "dziewiątkę" i broniłbym tej oceny rękoma i nogami
  2. Myślałem, że w przeciągu tych kilkunastu już lat widziałem dostatecznie wiele w grach komputerowych i nic nie może mnie zaskoczyć. Takowe rozumowanie jednak zakończyło się wraz ze ściągnięciem darmowej produkcji o nieszczególnie wysublimowanym tytule Privates. Dlaczego? Chyba pierwszy raz przyszło mi operować w damskich drogach rozrodczych czy zakończeniu jelita grubego. I to przez monitor! Privates reklamowane jest jako gra edukacyjna, mająca młodym graczom przybliżyć nieco problem chorób i przypadłości okolic miednicy (i nie mówię tu o kośćcu!). Erotyka to gęsto eksploatowany motyw w branży elektronicznej rozrywki, rzadko jednak mamy do czynienia z czymś, co nie jest bezsensownym pokazem pary cycków czy rzemieślniczo wyrzeźbionych pośladków. Cel to zatem szczytny i pochwalam go rękoma i nogami, jednakże Privates... nie jest do końca tym, czym miało być. Można powiedzieć, że z dużej chmury ? mały deszcz. Co prawda warto wziąć poprawkę na to, że rzeczony tytuł to jedynie powszechnie rozprowadzany freeware, ale otrzymaliśmy zaledwie poprawną platformówkę z godzinnym trybem rozgrywki oraz denerwującymi błędami. Czytaj dalej... PS Odsyłam jeszcze do poprzedniego wpisu
  3. Portal SwiatGry.pl ogłasza otwarcie rekrutacji na stanowiska newsmanów, wideorecenzentów oraz redaktorów, zarówno pecetowych, jak i konsolowych. Dla zainteresowanych, porcja informacji na powyższy temat: Wymagania na stanowisko Newsmana: - posługiwanie się poprawną polszczyzną, - zainteresowanie grami oraz tym, co się dzieje na rynku gier, - umiejętność pracy w zespole, - odpowiednia ilość wolnego czasu, - mile widziana znajomość języka/ów obcych, - zaangażowanie oraz stały wkład w portal. Wymagania na stanowisko Redaktora: - posługiwanie się poprawną polszczyzną, - kreatywność, - umiejętność pisania ciekawych, wciągających tekstów, - umiejętność pracy w zespole, - odpowiednia ilość wolnego czasu, - w przypadku redaktorów konsolowych, mile widziane są osoby posiadające kontroler Move lub Kinect, bądź takie, które planują jego zakup w najbliższym czasie. Co oferujemy w zamian? - możliwość publikowania tekstów na portalu odwiedzanym przez tysiące czytelników, - pracę w miłym, zorganizowanym zespole, - promocję nicka, - gry do recenzji, nagrody i gadżety związane z grami za aktywność, - rozwój umiejętności dziennikarskich, - własny adres e-mail w domenie @swiatgry.pl. Zgłoszenia proszę nadsyłać bezpośrednio do mnie na adres e-mail lordtyrranoos[at]onet.eu lub rekrutacja[at]swiatgry.pl. Do wiadomości należy załączyć 2 teksty swojego autorstwa. W przypadku newsmana powinny być to dwa newsy, a w przypadku redaktora dwie recenzje, bądź recenzja i zapowiedź.
  4. Niewiele jest naprawdę dobrych horrorów w konwencji strzelaniny. Największe perełki gatunku miały tak naprawdę albo niewiele wspólnego z giwerami (Silent Hill, Condemned), albo ten element był najsłabszy (Undying, Call of Cthulhu). Doskonałym jednak przykładem zaprzeczenia mojej tezy jest seria F.E.A.R., zapoczątkowana ponad pięć lat temu. Twórcy, studio Monolith Productions, dokonali świetnego połączenia bardzo sycących wymian ognia z niepowtarzalnym klimatem i atmosferą grozy totalnej. Druga odsłona cyklu, mimo że technologicznie stała na absolutnie najwyższym możliwym poziomie, rozczarowała spore grono graczy. Czego można się spodziewać po trzeciej części, ogłoszonej już w rok po premierze Project Origin? To pytanie zadawałem sobie od kilku dni i doszedłem do konkluzji, że albo tę grę pokochamy, albo znienawidzimy ? innej opcji moim zdaniem nie ma. Za tym pierwszym przemówią na pewno doskonałe strzelaniny, świetna sztuczna inteligencja przeciwników oraz klimat, który już z samych trailerów wycieka tonami. Co budzi jednak dość poważne zastrzeżenia, główną atrakcją ma być tryb kooperacji, fabuła na pierwszy rzut oka wydaje się bezsensowna i klecona na siłę, zaś smutku dopełnia zmiana producenta. Monolith Productions jedynie wspiera Day 1 Studios, które na swoim koncie nie ma żadnej spektakularnej produkcji. Czy może wyjść z tego zestawu cokolwiek pozytywnego? Być może. Jednym z czynników o tym decydujących ma faktycznie być fabuła. Twórcy trzeciej odsłony F.E.A.R. bardzo skrupulatnie podeszli do sprawy, bowiem przy scenariuszu pracują: John Carpenter, którego miłośnikom kina grozy przedstawiać nie trzeba, oraz Steve Niles, znany głównie z komiksu 30 Days of Night. Akcja ?trójki? dziać się ma dokładnie w dziewięć miesięcy po zakończeniu ?dwójki?, zaś gracz, w kampanii singlowej, wcieli się w postać... Point Mana! Tak, to ten sam jegomość, który był protagonistą pierwszej odsłony i tak, to ten sam jegomość, który posłał Paxtona Fettela na tamten świat. Ale jest większa niespodzianka. W kooperacji współtowarzysz wejdzie w skórę tego ostatniego! Jak to możliwe, że bodaj najbardziej zwaśnieni bracia w historii, w ?trójce? staną bark w bark, ramię w ramię, i to w dodatku nie kosząc siebie nawzajem? Przyświeca im jeden cel ? dotarcie do rodzicielki, kultowej już Almy. Gdy jednak tego dokonają, wszystko może się zdarzyć. Point Man za punkt honoru postawił sobie bowiem uśmiercenie matki, by raz na zawsze uwolnić miasto od jej zgubnych wpływów. Zamiary Paxtona są dużo bardziej niecne, ale w pojedynkę oboje większych szans przeciwko rosnącej w siłę ślicznotce by nie mieli. A że zbliża się wielkie wydarzenie, w postaci powiększenia grona rodzinnego, nie ma lepszej okazji na wspólne spotkanie i obgadanie kilku spraw. Można tylko się zastanawiać, jak do kooperatywnej gry wplecione zostaną godne uwagi i naprawdę dobre elementy grozy, by obaj gracze mieli podobne odczucia płynące z rozgrywki. Po Point Manie wiele spodziewać się nie można, gdyż wszelkie jego umiejętności widzieliśmy już a propos ?jedynki?. To kawał skurczybyka, który z wszelakiej broni palnej zrobi najlepszy użytek. W dodatku posiadł umiejętność zwalniania czasu, co tłumaczone było niewytłumaczalnym i nieograniczonym refleksem, dzięki czemu nawet dziesięcioosobowa grupka jest dla niego bułką z masłem. Niejako nowością będzie w sumie tylko i wyłącznie system Active Cover, czyli realistycznego wykorzystywania wszystkich elementów otoczenia. Jednak pierwszy raz w historii tej serii Paxton Fettel będzie postacią całkowicie grywalną i to jemu warto poświęcić kilka zdań. Nasz braciszek nie jest w stanie się bronić w sposób, jak robi to Point Man. Posiadł jednak bardzo interesujące umiejętności, które spowodują, że Fettel stanie się dużo potężniejszy od bohatera ?jedynki?. Tylko przykładowo, może ?wejść w ciało? przeciwnika, opanować je i zasiać chwilowy zamęt w szeregach wroga, eliminując przy tym kilku gagatków. Korzystając zaś z potężnych zdolności psychicznych, jednym ruchem zrobi z Replikanta krwawą miazgę. Ewentualnie podniesie, niczym Darth Vader, co umożliwi Point Manowi podziurawienie jego pancerza. Kombinacji powinno być wiele, wszak to kooperacja ma być główną innowacją i najważniejszym ogniwem tej odsłony. Obiecanki? Ogólny zarys gameplayowy pozostał niezmieniony. F.E.A.R. 3 w kampanii dla pojedynczego gracza oraz multiplayerze, o którym zresztą nie wiadomo zbyt wiele, będzie soczystą, pierwszoosobową strzelanką. Podlaną naturalnie gęstym sosem z krwi, kończyn i wnętrzności. Kwestią sporną jest zatem, czy ?trójka? będzie w ogóle w stanie przestraszyć tak, jak robiło to dzieło Monolith Productions w 2005 roku. Twórcy rozpowiadają na prawo i lewo, że to będzie najstraszniejsza odsłona serii i nie ważne, że tworzona jest najkrócej. Szkoda tylko, że do tej pory nie wiemy, w jak dużym stopniu Alma we własnej osobie postara się uprzykrzyć życie dwóm synom, oraz czy w trakcie rozgrywki spotkamy bohatera ?dwójki?, Becketa (skoro wszyscy, to wszyscy!). Day 1 Studios znane jest między innymi z serii MechAssault na pierwszym Xboksie. Nic więc dziwnego, że standardowe sekwencje chodzone dość gęsto będą się przeplatać z walką wewnątrz wszelakich mechów i kroczących machin. Niby nic nowego, w Projekcie Pochodzenie takowe również spotykaliśmy. Z tą różnicą jednak, że najczęściej pruliśmy z dział do zwykłego mięsa armatniego, które, szczerze mówiąc, wielkiej krzywdy swoimi ?giwerkami? nam nie robiło. W ?trójce? mech to potężne narzędzie do zwalczania równie silnych oponentów, jak chociażby helikopterów najeżonych wyrzutniami rakiet. Nie liczcie zatem na chwile wytchnienia w wygodnym siedzeniu i dwoma działkami w obu przyciskach myszy. Fakty... Trzeba postawić sprawę jasno ? F.E.A.R. 3 wygląda dużo gorzej od ?dwójki?, w niektórych miejscach zaś, porównywalnie z pięcioletnim bratem! Jako że do premiery pozostało jeszcze kilka miesięcy, liczę na spięcie się grafików i dopieszczenie tego, co niedoskonałe. Przyzwyczajeni przecież jesteśmy, że każda odsłona S.T.R.A.C.H.U. to także szczegółowa i odpicowana oprawa techniczna. O dźwięk, muzykę i sferę audio martwić się nie powinienem. Chyba... F.E.A.R. 3 zapowiada się zatem ciekawie, ale moim zdaniem ani nie powtórzy sukcesu ?jedynki?, ani nie zrówna się poziomem technicznym z ?dwójką?. Stwierdziłem, że albo tę grę pokochamy, albo znienawidzimy. Cóż, jako miłośnik serii, nie zawaham się wytknąć jej wszystkiego, co poszło nie tak. Obyśmy tylko nie byli świadkami morderstwa jednej z najbardziej klimatycznych i po prostu ? jednej z najlepszych serii FPS-ów ostatnich lat. Prognoza: 7.5 Tekst do przeczytania również na łamach portalu SwiatGry.pl.
  5. Teraz dopiero uświadomiłem sobie, że odpowiedziałem Ci niezbyt precyzyjnie wcześniej. Split-screen oczywiście jest, ale w wersjach konsolowych, pecetowa tym razem jest jej pozbawiona.
  6. Nadszedł czas podsumowań ubiegłego roku. Oczywiście takowych nie mogło zabraknąć także na naszym portalu! Dziewięcioro redaktorów SwiatGry.pl przygotowało dla Was obszerne osobiste rankingi w kategoriach: najlepsze gry, najlepsze gry niezależne, największe rozczarowania, najważniejsze wydarzenie w branży roku 2010 oraz najbardziej oczekiwane produkcje roku 2011. Redakcyjne grono ustaliło również pięć najlepszych tytułów według portalu SwiatGry.pl oraz poparło je krótką dyskusją. Szykujcie zatem ciepłą herbatkę i zabierajcie się do lektury! Zapraszamy także do dyskusji na temat podsumowań, zarówno redaktorskich, jak redakcyjnego.
  7. LordTyrranoos

    Privates - recenzja.

    Szeregowców jest trzech, gwoli ścisłości. I fakt, są tępi. Wystarczy podskoczyć, a oni zaczynają strzelać do góry... Ale w sumie wiele oczekiwać od freeware'owej gry nie należy, ale duży plus za bardzo "klimatyczne" miejscówki
  8. Kaczuszka, trudno mi powiedzieć w tym momencie, bo od końca sierpnia gry nie mam na dysku.
  9. Logicznym i w pełni zrozumiałym jest, że jednoosobowe studia programistyczne w dobie zatrudniających setki pracowników korporacji nie mają wielkich szans na powodzenie. Dziękuję jednak Najwyższemu, że nadal znajdują się prawdziwi zapaleńcy, którzy starają się udostępnić w niskiej cenie produkty odmienne od mających milionowe budżety gier. Takowym przykładem niech będzie Lylian Episode One: Paranoid Friendship, pierwsza część trylogii tworzonej przez Pixelpickle Games. Pod tą nazwą zaś kryje się jeden gość! Prawdę mówiąc, przygoda z Lylian to bardzo ekstrawaganckie i jednocześnie intrygujące doświadczenie. Z samego początku drapałem się po głowie w nadziei, że pojmę o co autorowi w tej grze chodzi, bowiem pierwsze wrażenie to coś w stylu ?bezsensowna gra o niczym?. Rzec muszę w obronie, iż Paranoiczne Przyjaźnie zaszufladkować można chyba tylko i wyłącznie w jednej kategorii z The Path i The Graveyard. Nie jest to bynajmniej produkcja tak zaawansowana technicznie, ale niesie ze sobą podobne wartości artystyczne. Czytaj dalej...
  10. Moje prośby zawarte w recenzji DeathSpank zostały wysłuchane i oto także posiadacze pecetów mogą zaznajomić się z bezpośrednią kontynuacją przygód walecznego, choć nie do końca poważnego rycerza. Nosząca podtytuł Thongs of Virtue gra niezmiennie bawi swoim absurdalnym humorem, zaś mechanika rozgrywki, o dziwo, choć jedynie po minimalnych zmianach kosmetycznych, nie zaczyna nużyć po kilku godzinach, jak w pierwowzorze. Czyżbyśmy mieli zatem do czynienia z sequelem doskonałym? I tak, i nie. Pierwszego DeathSpanka oceniłem na mocną ?ósemkę?, zarzucając grze przede wszystkim wkradającą się w pewnym momencie monotonię. Związaną poniekąd z gatunkiem, ale nie odczuwałem czegoś podobnego przykładowo w Torchlight. Nie wiem zatem co nagle się stało, ale producentom z Hothead Games udała się sztuka bardzo trudna ? przy jednoczesnym wydłużeniu trwania kampanii dla pojedynczego gracza i, rzecz jasna, zachowaniu mechaniki rozgrywki, Thongs of Virtues nie daje graczowi chwili na potencjalne ziewnięcie! Z drugiej strony wciąż nie otrzymaliśmy kooperacji online...Czytaj dalej...
  11. Nic o pojazdach nie słyszałem, ale oczywiście nie cytujcie mnie nigdzie ;>
  12. Drugowojenne strzelaniny to bardzo wyeksploatowany motyw pośród gier komputerowych. Oczywiście, obok hitów rangi Call of Duty czy Medal of Honor, mogliśmy obcować z totalnymi kaszankami, które zalewały kioski i zachęcały do siebie ceną dziesięciu złotych. Premiera pierwszej odsłony Red Orchestry przeszła raczej niezauważenie, mimo że był to tytuł nieco odmienny od pozostałych. Nadchodząca wielkimi krokami druga część o podtytule Heroes of Stalingrad powinna zaciekawić przede wszystkim miłośników intensywnych rozgrywek online, aczkolwiek, w odróżnieniu od pierwowzoru, znajdą tu też coś dla siebie także i singlowcy. Multi yea! Charakter Heroes of Stalingrad różnić się będzie od innych szeroko dostępnych tytułów tego gatunku przede wszystkim poświęceniem znacznej uwagi realizmowi. Tak jak już to miało miejsce w przypadku Ostfront 41-45, nowa Red Orchestra ma być przeznaczona dla amatorów bardziej realistycznych i taktycznych wymian ognia. Nowe elementy mają sprawić, by gracz poczuł się jak uczestnik wielkiej bitwy pod tytułowym Stalingradem, podziwiając przy tym ?pięknie? zdemolowaną i całkowicie zdewastowaną scenerię, generowaną przez najnowszą odsłonę Unreal Engine oraz wspomaganą przez zaawansowany silnik fizyczny Havok. Czytaj dalej...
  13. Marzyłeś kiedykolwiek o wielkiej przygodzie życia, byciu średniowiecznym władcą, walczeniu w imię Boga? Teraz Twoje marzenia mogą się spełnić! Portal SwiatGry.pl wraz z wydawcą gry Lionheart: Wyprawy Krzyżowe, firmą Cenega Poland, organizuje konkurs mikołajkowy, w którym do wygrania są trzy sztuki wyżej wymienionej strategii czasu rzeczywistego, której akcja toczy się w najmroczniejszym i najbardziej tajemniczym okresie średniowiecza. By stać się posiadaczem jednego z dwóch egzemplarzy, wystarczy odpowiedzieć na pięć prostych pytań i mieć szczęście w losowaniu.
  14. Oto wraz z wydaniem trzeciej, ostatniej odsłony sagi Alien Breed nadszedł kres przygód starszego inżyniera Conrada. Zakończenie serii wykonano sumiennie, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest to najlepsza część odświeżonego produktu flagowego studia Team17. Conrad, join me! Alien Breed 3: Descent jest bez wątpienia najmroczniejszą i po prostu najbardziej klimatyczną odsłoną kultowej (odświeżonej) już serii Alien Breed. Nie tylko z powodu nikłego oświetlenia zwiedzanych miejscówek, ale także ze względu na prześladującego postać gracza tajemniczego Kleina, wszechwiedzącego, wszechwidzącego i wszechpotężnego ?kogoś?, którego głos towarzyszyć nam będzie niemalże przez całe trzy godziny kampanii dla pojedynczego gracza. Komentarze głównego antagonisty, jego drwiny z Conrada czy psychologiczne monologi to całkiem niezły czynnik klimatotwórczy. Dodajmy jeszcze do tego zmasakrowane szczątki ludzkie rozsiane po całym pokładzie, uczucie osamotnienia i brak głosu byłej współpracowniczki Mii, do którego chyba zdążyliśmy się już przyzwyczaić w poprzednich odsłonach, a otrzymamy pełny rzut okiem na atmosferę w Descent. Czytaj dalej...
  15. Nigdy tak naprawdę nie ?siedziałem? w temacie gier totalnie arcade?owych, zatem przygoda z Woody Two-Legs: Attack of the Zombie Pirates była dla mnie niejako nowością. Stworzona przez Nitro Games produkcja została wydana z okazji Halloween, zaś gatunkowo można ją określić jako czystej maści shooter. Czytaj dalej...
  16. Pierwsze zapowiedzi gry James Bond 007: Blood Stone napawały optymizmem. Twórcy bowiem chcieli ambitnie podejść do sprawy i zaserwować graczom wszystko to, co najlepsze z filmów o agencie MI6 w jednej produkcji. Poniekąd się to udało i muszę przyznać, że grało mi się naprawdę przyjemnie, ale nadal nie tak, jak gdybym sobie tego życzył. Czytaj dalej...
  17. Kiedy dowiedziałem się, że DeathSpank jednak zadebiutuje na pecetach, wpadłem niemalże w podniecenie. Jaka mogła być przecież reakcja na grę, za którą stoi sam Ron Gilbert, twórca kultowej serii Monkey Island? I to w dodatku hack?n?slasha zbierającego niezwykle pozytywne oceny na konsolach? Dokładnie taka, jak powyżej. Czytaj dalej...
  18. Heh, zgodnie z tym co mówisz to my powinniśmy oskarżyć Rockstar o plagiat, bo przecież jesteśmy starsi od GTA IV O logo się nie martwcie, będzie... w sumie nie będę więcej mówił
  19. Dzisiaj nie będzie żadnego tekstu ani odnośnika, jednakże chciałbym poznać Waszą opinię na temat naszego portalu. Niedługo będzie on obchodził swoje trzecie urodziny. W tym czasie zgromadziliśmy prawie 10.000 zarejestrowanych użytkowników, mamy wiele umów partnerskich z polskimi i zagranicznymi wydawcami, zaś dokładnych statystyk nie będę przedstawiał, wystarczy powiedzieć, że są bardzo zadowalające. Przechodząc do meritum, chciałbym poznać Wasze zdanie na ten temat. Jeżeli coś Was razi w oczy - piszcie w komentarzach. Jeżeli macie jakieś pomysły - piszcie w komentarzach. Jeżeli nie macie zastrzeżeń - również piszcie w komentarzach Pozdrawiam.
  20. Rekrutujemy teraz redaktorów konsolowych, newsmanów i wideorecenzentów, tekściarzy na PC mamy jak na razie pod dostatkiem. I nie trzeba mieć skończonych 18 lat
  21. W ubiegłym roku Rocksteady Studios uraczyło nas genialną produkcją o przygodach Batmana, jednego z najbardziej rozpoznawalnych postaci komiksowych w historii. Ukradkiem jednak i bez większego rozgłosu miała miejsce premiera gry akcji o, zgodnie z zestawieniem 200 najpopularniejszych superherosów wszechczasów magazynu ?Wizard?, niekwestionowanej ?twarzy? sztuki komiksowej. I nie mowa o Spider-Manie czy Supermanie, a o Rosomaku, zwanym też Wolverine?em, bohaterze serii X-Men. X-Men Origins: Wolverine, propozycja studia Raven Software, to jedna z najlepszych gier akcji ubiegłego roku, a już na pewno najlepszy slasher dostępny obecnie na PC. Czego chcieć więcej? Żeby gra przebiła film!? Odkąd po raz pierwszy odpaliłem X-Menów na swoim pececie, wpadłem w niemały zachwyt. Od samego początku da się zauważyć, że twórcy bardzo mocno sugerowali się nieśmiertelną i kultową już wręcz serią God of War (którą zresztą ostatnio ogrywam, więc mam niemałe rozeznanie w tym temacie). Stwierdzenie, że Geneza jest najlepszym slasherem obecnie dostępnym na rynku gier komputerowych poparte jest samymi faktami. Rozgrywka syci, dookoła bryzga krew, w powietrzu fruwają zdekapitowane członki, zaś tempo akcji na ekranie powala nawet najbardziej wyrafinowanego gracza. Co warto także wspomnieć, egranizacja trzyma bardzo wysoki poziom i rzuciłbym się nawet na sformułowanie, że przewyższa filmowy pierwowzór. Prawdopodobnie z jednej przyczyny ? jest diabelnie widowiskowo. X-Men Origins: Wolverine prowadzi fabułę trójfazowo, w charakterze interaktywnych retrospekcji z przeszłości, teraźniejszości i filmów z ?niezbyt odległej przyszłości?. Rozgrywka rozpoczyna się od krótkiej sekwencji obserwowanej przez gracza, gdzie Wolverine poluje na ciężkozbrojnych żołnierzy w ruinach jakiejś fabryki. W tym samym momencie przypominają mu się wcześniejsze zdarzenia, których był uczestnikiem jeszcze jako członek X-Teamu. Przenosimy się zatem do Afryki, gdzie wszystko się zaczęło i, co więcej, skąd bohater ma pewne luki w pamięci, będące dopiero przedmiotem odkrywania wraz z postępem w grze. Trzecim torem jest okres, gdy Logan, wspomagany już adamantytem w swoim ciele, poluje na swojego przyrodniego brata Victora Creeda, zwanego też Sabretoothem, oraz Stykera. Nie powiem, żebym był wielkim fanem przygód Rosomaka, ale historia trzyma się kupy i, co najważniejsze, realizuje filmowy scenariusz dokładając jednocześnie pewne fragmenty, które zostały najwyraźniej wycięte lub kolokwialnie mówiąc ?zlane? przy tworzeniu filmu (sekwencja w laboratorium, gdy Logan ma po raz pierwszy kontakt z adamantytem). Najważniejsze, że przejścia pomiędzy dwoma interaktywnymi fragmentami linii czasu są płynne i wplecione w punkt opowieści. Po kilkudziesięciu minutach spędzonych w ciasnych korytarzach kompleksów laboratoriów i całkowitej masakrze dokonywanej na żołnierzach żywych i tych bardziej mechanicznych, wracamy pamięcią do gorącej Afryki i bierzemy się za wyżynanie ?czarnych braci? z maczetami i bardzo futurystycznych szamanów/bożków. W międzyczasie bardzo często stoczymy naprawdę emocjonujące pojedynki z bossami, tymi prostszymi, jak i tymi cholernie trudnymi do przejścia (notabene są to przeciwnicy wielkości Logana). Soczyście i krwawo! Jak prezentuje się gameplay? Wręcz bosko! X-Men Origins: Wolverine to bardzo intensywny, szybki i diabelnie grywalny slasher i każdy, nawet największy wymiatacz serii Devil May Cry czy God of War to przyzna. Wszystkiego dopełnia jeszcze świetna postać tytułowego bohatera, któremu głosu i twarzy użyczył Hugh Jackman. Tak dobitną masakrę jesteśmy w stanie przedsięwziąć głównie dzięki potężnym umiejętnościom Rosomaka. Na tej płaszczyźnie myślę, że dorównuje mu tylko kultowy Riddick. Wraz z postępem w grze stopniowo będziemy odblokowywać coraz to nowe i zadające większe obrażenia akcje specjalne, w łącznej liczbie sztuk czterech. Naturalnie wyglądają o niebo okazalej, niż zwyczajne ciosy szybkie/silne, ale jednocześnie dość szybko zużywają pasek mocy. Nie znajdziemy się zatem w zbyt wielu sytuacjach, gdy odpalimy nadnaturalne umiejętności z rzędu i wyrżniemy w pół minuty zgraję dwudziestu zbrojnych. Nie zabrakło także elementu dość powszechnie występującego w najnowszych grach akcji, a mianowicie systemu rozwoju postaci. Po osiągnięciu każdego kolejnego levela otrzymujemy do rozdysponowania kilka punktów umiejętności, dzięki którym możemy ulepszyć danego finiszera, zwiększyć siłę zwykłych ataków czy ilość punktów życia. Dodatkowo po wszystkich planszach porozrzucane są ?tu i ówdzie? różne power-upy, z których do najciekawszych można zaliczyć większe obrażenia zadawane przez Wolverine?a, gdy ten jest blisko śmierci, czy zmniejszenie wartości otrzymywanych ciosów. Proste, poręczne i znacząco pomagające w rozgrywce. Sam model rozgrywki jest prosty w obsłudze, bo ledwie kilka klawiszy odpowiada za atak i obronę (blokowanie ciosów). Podobnie jednak jak w przypadku Batman: Arkham Asylum, na ekranie prostota przekształca się w finezję i widowiskowość akcji. Wspomnieć warto, że najbardziej efektywną i efektowną bronią Logana, poza naturalnie jego totalnie odjechanymi ?pazurkami?, są epickie skoki wprost na zlanego w gatki przeciwnika. Są walki, gdzie chętni do dekapitacji otaczają zewsząd Wolverine?a i wtedy skaczemy od jednego do drugiego w stylu, którego nie powstydziłby się nawet sam Batman. No a jak dołożymy do całości specjalne umiejętności, jak błyskawiczny obrót dookoła własnej osi czy szał bitewny, to szybko dojdziemy do wniosku, że Devil May Cry to tylko uboga, bardzo zmyślana zręcznościówka. Warto wspomnieć, że Geneza to bardzo krwawy tytuł i nie bez kozery nadano mu oznaczenie ?18+?. Przy każdym pojedynku bryzgają hektolitry posoki, a ostre jak brzytwa sztylety Rosomaka jednym cięciem potrafią, oczywiście zupełnie przypadkowo, pozbawić nieszczęśnika jakiejś części ciała. Walki kończyć się mogą nie tylko ?fatalnym pchnięciem ostrzy?, ale także bardziej ciekawszymi sekwencjami. Na polu walki gęsto są rozsiane, przede wszystkim w etapach afrykańskich, wszelkiej maści kolce wystające z podłoża czy usadowione na jakichś posągach. Jeden celny rzut gagatkiem w takie cacuszko i nie musimy nadwerężać palców do długiej i mozolnej często walki. Piekielnie widowiskowa jest dekapitacja pilotów śmigłowców, dokonywana przy pomocy... wirującego z zawrotną prędkością górnego śmigła! Albo wepchnięcie kogoś do obracającej się betoniarki! Widać tutaj, że X-Men Origins: Wolverine to dzieło Raven, twórców kultowego i takoż samo kontrowersyjnego Soldier of Fortune. Twarde skurczybyki! Wspomniani wcześniej bossowie to materiał zasługujący zdecydowanie na oddzielny akapit. I nie tylko dlatego, że sekwencje walk z nieco potężniejszymi przeciwnikami zajmują lwią część rozgrywki ? są zarówno zapadające w pamięć pojedynki, jak również schematyczne i powtarzalne. Do tych pierwszych zaliczę na pewno bój z gigantycznym, tak na oko czterdziestometrowym prototypem robota Sentinel, z którym to zmierzymy się na ziemi i w powietrzu (szczególnie to drugie imponuje), podobnie jak wszelkiej maści ?małe wojny? z postaciami znanymi z uniwersum X-Men. Co zaś nie przypadło mi do gustu? Zbyt często występujące awatary ziemi, innymi słowy, potężne golemy. O ile przy pierwszym spotkaniu byłem całkiem zadowolony i zaskoczony, jednak tego typu walk przyjdzie nam stoczyć jak na moje oko kilkanaście. I w żadnym przypadku nie zmienia się schemat pokonania ?grubasa?, więc robimy to później już mechanicznie, od niechcenia. Jak brzytwa... X-Men Origins: Wolverine śmiga na najpopularniejszym w ostatnich latach silniku Unreal Engine 3. Nie powiem, żeby była to najlepiej wyglądająca gra na Nierealnej ?trójce?, ale prezentuje dość wysoki poziom. Zachwycają animacje regeneracji ran na ciele głównego bohatera, które możemy zaobserwować na własne oczy. Denerwować mogą w sumie tylko małe błędy graficzne, gdy Wolverine chociażby miał złapać krawędź, a zamiast tego zawisnął trzymając poziomy słup powietrza. Przerywniki filmowe są mistrzowskie (i pod względem treści, i wykonania) i uzupełniają bardzo dobrą opowieść Genezy. Cieszyć mogą także względnie zróżnicowane miejscówki. Odwiedzimy gęstą dżunglę, spowity zimą las, laboratoria, podziemne fabryki, stoczymy walki w powietrzu, a nawet barze (!) i supermarkecie (!!). Dźwięk? Poza świetnym voice-actingiem (nie ma się co dziwić, wszak głosów użyczyli aktorzy znani z filmu) raczej nie zapadnie nam nic w pamięć. W tym momencie warto poruszyć także temat sterowania. Grę testowałem zarówno na standardowym zestawie klawiatura + myszka, jak i na padzie. O dziwo, przyjemniejszą rozgrywkę zapewnił mi ten pierwszy sprzęt, co jest dość dziwnym w przypadku slashera na pecety. Nie przeszkadzało mi, że w niektórych etapach należało wciskać naraz trzy bądź cztery klawisze. Można zatem chyba śmiało powiedzieć, że o ile w Devil May Cry 4 na PC dość ciężko wykręcić ładną walkę na klawiaturze, o tyle Geneza w tej kwestii została naprawdę dopracowana. Po prostu ? God of War na PC! X-Men Origins: Wolverine to na pewno najlepszy slasher na rynku gier komputerowych i jedna z najlepszych egranizacji w historii. Wolverine to kawał skurczybyka, który na polu walki jest prawdziwym ?madafaką? i śmiało może konkurować z samym Kratosem. Czy Geneza Rosomaka posiada jakieś wady? Przede wszystkim chyba brakuje trybu multiplayer ? nic nie syciłoby bardziej, niż epicki pojedynek na ostrza z żywym przeciwnikiem. System walki jest bowiem sycący, powalający prostotą, ale jednocześnie prezentujący się bardzo płynnie na ekranie. Czy chciałbym jeszcze zobaczyć Logana w akcji? Oczywiście! Wszak to on jest ?The best in the world?... Zalety: + totalna masakra + krew i przemoc + Wolverine we własnej osobie + oprawa techniczna + filmowość i widowiskowość + miejscówki Wady: - brak trybu multiplayer - niewielkie potknięcia graficzne Ocena: 8+/10 Tekst ukazał się pierwotnie na łamach portalu SwiatGry.pl i można go przeczytać/skomentować tutaj.
  22. Każdy wie, jaką grą okazał się pierwszy Crysis, wydany w 2007 roku. Mało kto nie narzekał na wybitną umiejętność zakatowania każdej konfiguracji dostępnej w tamtym okresie, jednakże to, co zaprezentowało nam studio Crytek, zachwyciło niemal każdego gracza spragnionego naprawdę dopracowanego shootera. Abstrahując już od dodatku Warhead powiem, że nadchodzący wielkimi krokami Crysis 2 przebije pierwowzór pod każdym względem i jestem o tym w stu procentach przekonany. Dlaczego? Zaprezentowane dotąd materiały oraz udzielone przez Cevata Yerli (prezesa Cryteka) wywiady jednoznacznie świadczą o przygotowywanej dla nas jakości. Czytaj dalej...
  23. I to są według Ciebie "poważne" portale? ;>
  24. Masz opcję "Wstaw link" obok takiej rozwijanej listy z emotikonami
  25. Przepis na zbezczeszczenie czegoś kultowego? Odsprzedanie praw do produktu komuś zupełnie obcemu i nieobytemu w temacie. Niestety, taki smutny los spotkał nasz pierwszy eksportowy hit na skalę światową ? Painkillera. Czescy programiści z Mindware Studios, wydając Overdose?a, zapoczątkowali sezon na totalne kaszanki z ?Bólobójem? w nazwie. I nie da się ukryć, że Dreamkiller to także gra bliźniacza do serii oldskulowych FPS-ów, o czym świadczy już chociażby podobny charakter tytułu. Niestety, nie idzie za tym jakość. Czytaj dalej...
×
×
  • Utwórz nowe...