Skocz do zawartości

Salantor

Forumowicze
  • Zawartość

    654
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Salantor

  1. Jaką proponujesz wartość? Poza tym zwróć uwagę, że dziesięć tysięcy luda kontra kilka setek ciężkiej kawalerii to jak porównanie typka z Mauzerem do innego typka z Minigunem. Myślałem o wzięciu zasad z planszówki Twilight Imperium 3, odpowiednio uproszczone. Każda prowincja posiadałaby punkty przeznaczane na wojsko, jeden do dwóch charakterystycznych surowców oraz wartość handlową. Gdy dwaj gracze się dogadują i zawierają traktat handlowy, wartość punktów z prowincji ( ilu to sami określają ) zostaje im przekazana. Te punkty mogłyby służyć jako umowny pieniądz. Inną metodą jest, aczkolwiek to wymagałoby stałego notowania różnych istotnych rzeczy, przekucie w pełni systemu z TI3, w tym momencie nie ma pieniądza i PZ, jest tylko wartość danej prowincji, która wedle cennika może być wykorzystana na zbrojnych ( po odliczeniu kosztów ), jakiś zameczek i inne śmieszne duperele. Stąd pytanie - lepiej jest zrobić wersję uproszczoną czy kombinować?
  2. Ciekawy pomysł, ale jedna wielka wada - trzeba znaleźć chęci do przepisywania niekiedy naprawdę potężnych partii tekstu. A z tym jest bardzo, bardzo trudno.
  3. To, że gra jest o siekaniu cebuli nie znaczy, że film też ma być, tak samo jak RTS w wersji filmowej nie musi od A do Z przedstawiać walki, walki i tylko walki. Jest jeszcze tło tego wszystkiego, cały wykreowany świat, z którego można skorzystać. Taki film na podstawie WoW-a to o czym miałby wtedy być? O grindzie? O rajdowaniu? A gdzie Azeroth, gdzie konflikt Sojuszu z Hordą, gdzie kwestia Portalu, Płonącego Legionu? Tak samo Warhammer 40000 - ten świat ma bardzo rozbudowany fluff, gdzie wojna jest dominująca, lecz da się ją wykorzystać jako tło a nie główną oś filmu. Wystarczy chcieć.
  4. Podejrzewam, że chodzi o to, że w każdej z tych gier była na końcu walka z bossem, którego nie dało się przegadać w żaden sposób. Tak samo było w obu BG, tak samo było w IWD. W Tormencie można było załatwić wszystko rozmową, w Falloucie jedynce bodaj część ostatniego poziomu ( Baza Militarna Mutantów ) dało radę załatwić bez strzelania, tak jak i Mastera słowami a nie strzałami pokonać. W dwójce z kolei dowódcę w Navaro też bodaj dało się przegadać, prezydenta okraść, Franka załatwić z pomocą wieżyczek i żołnierzy, nie zaś własnymi siłami. I tutaj można mówić, że rozwój postaci nie sprowadzał się tylko, lecz m.in. do walki. W pozostałych, no cóż... Już trudniej się z tym zgodzić.
  5. Rankin za Ciululu, Sevard za draguna i Hammerhead za stolarskiego rybomłota.
  6. Qbuś i Holy.Death za wpisy na różne tematy, na poziomie będące. Zaprawdę powiadam wam - świetnie się je czyta!
  7. Trymus za historyczne oraz Sedinus za growe ogółem. Wymagający konkurenci ( ten pierwszy powinien dostać bana na zagadki, bo kto jakiej nie zada, to ten wie, o co chodzi. Gh! ).
  8. Holy.Death - od razu widać, że on to pisał, nawet nie zaglądając do nicka i sygnaturyki. I EGM - czuć na kilometr wypracowany, indywidualny styl.
  9. EGM, Trymus ( któremu czasami doskwiera interpunkcja, ale to pewnie z pośpiechu ) oraz Holy.Death. Cała trójka rozprawiać potrafi w sposób albo bardzo poprawny, albo mniej, za to z przymrużeniem oka.
  10. Lord Nargogh oraz autor tego topika, czytaj Turambar. Widzę, że są i widzę, że pracują.
  11. FORUMOWO I PERSONALNIE Imię: Łukasz Wiek: W grudniu będzie 21 Skąd sie wzięła moja ksywka: Od imienia postaci do sesji AD&D ( pozostałych kilka różnie ) Skąd się wziął mój avatar: Kumpel podrzucił ( nawet podobny do mnie... Znaczy się avek a nie kumpel ) Rodzeństwo: Brat młodszy o dwa lata Motto: Jeśli już coś miałbym wybrać, to "Cogito, ergo sum", lecz ostatnio wygrywa "Jest niezerowe prawdopodobieństwo, że..." EDIT: No przecież! Jeszcze "Jak nie zapomnę..." Ulubiony cytat: "Cóż może zmienić naturę człowieka?" oraz "You cannot change your fate. No man can" Za 10 lat: Robić to, co chcę w życiu robić O innych forumowiczach: Różni różniści. Kuliści, w kształcie grzyba i cygara Ulubiony moderator: Brak, wszyscy są ok Najbardziej znienawidzony moderator: Nie powiem bez adwokata! KOMPUTEROWO: Sprzęt: Pierwszego DoW-a spokojnie udźwignie... Teraz gram w: Różnie, głównie w Civkę IV i pierwszego DoW-a Ulubiony gatunek gier: Kilka, ale dobra strategia nie jest zła Ulubiona gra: Za dużo Największy zawód: Nie przypominam sobie teraz, ale MMO3 ma spore szanse na 1 miejsce Najbardziej oczekiwana gra: Brak, za dużo tego rok rocznie wychodzi ROZRYWKOWO: Jeśli nie komp to co? Czyli hobby: Czytanie, erpegowanie ( granie, prowadzenie i tworzenie ), od czasu do czasu planszówkowanie, pisanina, słuchanie muzyki, oglądanie filmu i seriala, przejrzenie komiksu... Kurka, sporo tego Teraz czytam: Lśnienie Ulubiona książka: Życia by mi nie starczyło na decyzję Teraz słucham: Różnie, ale ostatnio głównie KNŻ-tu Najlepszy zespół muzyczny: Nosz kurde... Za dużo! Ulubiony film: Patrz wyżej Najlepszy aktor/aktorka: J.W. Sport: Raczej nie Na bezludną wyspę zabrałbym: Gruby jak diabli zeszyt, worek gruszek i dzieła zebrane Lenina ( kupa tekstu do czytania ) Wymarzone wakacje: Wypełnione zajęciami SZKOLNIE ( tfuu... ) Ulubiony przedmiot szkolny: Historia, polski, języki obce ( o ile nauczyciel był do rzeczy ) Parę słów o szkole: I LO w Gdańsku. Beznadziejny z charakteru wychowawca, grono fajnych nauczycieli, kupa roboty każdego dnia, kumple na poziomie, matura zdana dobrze, ale mogło być lepiej. EMOCJONALNIE: Wzór do naśladowania: Znajdzie się kilka takich Przyjaciel to: Wsparcie wtedy, gdy jest mi potrzebne i bezsensowne rozmowy o trzeciej nad ranem przy soku albo przez neta Najszczęśliwsze dni: Gdy czuję, że nie zmarnowałem danego mi czasu. A poza tym... będzie ich całkiem sporo Najbardziej cenię w ludziach: Szczerość, tak rzadko dziś spotykaną, tak silną, że ma się ochotę za słowa prawdy kogoś porządnie sprać oraz aktywność i inicjatywę - bo każdy potrafi na tyłku siąść i narzekać, ale robić nie ma komu Najbardziej mi mierzi w ludziach: Marudzenie z małą szansą na samodzielne rozwiązanie problemu, lenistwo, kombinatorstwo Co cenię w sobie: To, że mi się chce, że mówię sporo rzeczy wprost, że zazwyczaj jestem sumienny i potrafię zainteresować się niemalże wszystkim Co chcę zmienić: W sobie? Wygłuszyć parę wad i zacząć myśleć sercem a nie głową. Wokół? Sporo więcej, nieco za długo na wymienianie Przedmioty, z którymi jest się emocjonalnie związanym: Wisiorek ze smokiem wygiętym na kształt litery S oraz inne, które są dla mnie nieco mniej istotne RÓŻNIE ( a nawet bardzo... ) Gdybym był(a) władcą galaktyki: Ograniczyłbym obywatelskie swobody ( bo ludzie z ich nadmiarem dziczeją ), wprowadził dyktaturę ( "Lud nie powinien wiedzieć jak się robi kiełbasę i politykę" ) i starał się rządzić uczciwie i sprawiedliwie ( ale tak, by mieć czas dla siebie ) Ulubione trunki: Woda i mleko Stosunek do rządu: Aktualnie obojętny Powód i dzień swojej śmierci: W łóżku z ukochaną dzień po tym, jak ukończyłem dzieło życia Czego bym w życiu nie zrobił: Wystąpił w jakimkolwiek show w rodzaju You Can Dance Ostatnia przysługa, która wyszła mi bokiem: Nie pamiętam Zawsze marzyłem o: Tej, która jest ze mną dziś Rozczarowałem się: W sporej części tym, co ludzie zrobili ze światem Rozśmieszyło mnie: W sumie to, co wyżej Czym skorupka za młodu nasiąkła: Tym na starość śmierdzi Czego Jaś się nie nauczył: Tego do CV nie wpisze Co to jest lotopałanka: Nowy model polskiego myśliwca wielozadaniowego
  12. W zasadzie to nie powieść, tylko podręcznik. O tym, jak zrobić państwo totalitarne, a co gorsza - działające skutecznie. Przeczytałem wraz z Folwarkiem Zwierzęcym, obie wykorzystałem do prezentacji maturalnej ( 20/20, heh... ), wraz z opracowaniami dotyczącymi genezy systemu, jego funkcjonowania et cetera i im więcej na ten temat wiem, tym bardziej dochodzę do wniosku, że Orwell może mieć, niestety, rację. Że jego wizja może się kiedyś sprawdzić, bo jest na tyle logiczna i spójna, że chłodno się robi czytając ją. Mnie też zdołowała, a to niewielka część literatury jest w stanie uczynić. Klasyk.
  13. Ona ingeruje już od wielu lat. Doktryna Monroe i polityka dolarowa się kłaniają. A wojska z Iraku? W sumie też jestem nieco do tyłu z najnowszymi informacjami, ale opuszczenie tego kraju zbyt łatwe nie będzie. Weź pod uwagę tamtejszą niestabilną sytuację. Amerykanie wpierw muszą wprowadzić porządek, inaczej ich reputacja jeszcze bardziej ucierpi ( kruche powody rozpoczęcia wojny, późniejsze niepowodzenia, iluśletnia okupacja a teraz co? Zrobili burdel i wychodzą? E-e ). Tak swoją drogą co sądzicie na temat teorii, że to wszystko to tak naprawdę przygotowania przed uderzeniem na Iran, a dokładniej to szykowanie sobie przyczółków?
  14. Tak to jest, jak się go nie zna na pamięć. Dobra odpowiedzieć.
  15. Trochę tego było, nawet całkiem trochę. Czytałem "Babilon 729-648 p.n.e. Jerozolimę, Grunwald, Gettysburg, Kursk ( ciężka lektura ), Cudnów, Beresteczko... W miarę możliwości staram się sięgać po kolejne, bo nie dość, że ciekawie opisują same starcia, to jeszcze otoczkę, to co było przed, co było po, dlaczego tak a nie inaczej et cetera. Tylko szkoda, że jest ich aż tyle, w innym wypadku pewnie dawno miałbym już całą kolekcję ( a tak zero, bo mam inne zaczęte serie, które domagają się uzupełnienia ).
  16. *Poprawia włosy i rzecze* A cóż to?
  17. *Pstryka palcami* Kurde... Mam dziwne skojarzenia z "Ubikiem" Philipa K. Dicka. To albo jakaś jego opowieść z cyklu "Opowiadania najlepsze" bądź sąsiednich. Co to było? Bilet na autobus, moneta, pół żetonu do ruletki?
  18. Dobra, tu złego słowa użyłem ( miało być bardziej ogólne, bo faktycznie jak wykładowca, to się tylko z wykładem kojarzy ), niemniej zdarzyło mi się, że na wykładach była sprawdzana obecność. I na jej podstawie jedna osoba nie była swego czasu dopuszczona do egzaminu. Z kolei na innym, który dla drugiej specjalizacji jest monografem, obecność też jest. Więc... A na konwersatoriach i ćwiczeniach "zwykłych" jak masz tyle a tyle enek, to możesz z nich korzystać do wyczerpania zapasów. A potem trzeba się ugadywać z magistrem/doktorem/profesorem.
  19. Ta książka to jakieś zło. Zawsze docierałem do 3/4 i potem przestawałem. Nie wiem dlaczego, może to tak potężna dawna absurdu? Albo też pokręcone jak ruska sprężyna pomysły? Trudno orzec. Na pewno będę próbował do skutku, bo powieść zacną jest. To rzekłem ja, Major Major Major Major.
  20. Nie no, z zasady na początku jest zawsze mówione "X razy można nie być, potem zapraszam na konsultacje". Mi się jeszcze nie zdarzyło, by ktoś zapomniał a tylko wyjątkowy drań ( albo hetera wredna ) skłamie na starcie, co by potem kogoś usadzić. Jeśli ktoś prowadzi regularnie listę obecności i wygląda na osobę na poziomie, to podarowana liczba nieobecności będzie w stu procentach prawdziwa i możliwa do wykorzystania.
  21. Na semestr tyle razy może cię nie być. I już. Jeśli wykładowca jest słowny ( a na 95% przypadków jest ), to nie będzie potem z tego powodu robić problemów. Skąd ja to znam.... Generalnie zrobiłem sobie wolne aż do przyszłego wtorku, jednak mam dziwną pewność, że te dni zmarnuje i to bardzo mocno... A szkoda.
  22. *Kłania się nisko, wybijając łbem dziurę w podłodze* Merci, merci. A swoją drogą jesteście okropni - przez was zacząłem znów myśleć o tamtej sesji, obiecałem sobie odpisać w Kle i nawet już tworzę w myślach rozpiskę mini-podręcznika do naszej wielkiej, politycznej batalii. A teraz jeszcze wyróżnienie ( czytaj - warto byłoby dłużej posiedzieć na forum i pokazać się od aktywnej strony ). Ehs... Mimo to rzeknę po raz trzeci - merci. Gratuluję też konkurentom, bo zacni byli. A że głosów mało? No cóż, nie można mieć wszystkiego.
  23. Jest to jedyna tak naprawdę bardziej skomplikowana rzecz w AD&D. Reszta jest banalnie prosta i prosto też przeniesiona na ekrany kompów. Dopiero trzecia edycja, z masą bajerów ( prestiżówki, nowy sposób liczenia umiejętności, featy, całość liczona przy K20, pierdylion różnych modyfikatorów, ceszek, bonusów, modyfikatorów ( a jeszcze więcej z dodatków ), modyfikatorów.... wspominałem o modyfikatorach? ) sprawiła, że system stał się bardzo nieczytelny. I w sumie przeszedł od erpega do gry taktycznej z elementami RPG ( pewien prelegent na ostatnim Pyrkonie tak do gry podszedł i stwierdził, że od razu zrobiło się lepiej ). Zresztą... System walki w grach na Infinity Engine ogółem nie powalał złożonością, ale to i lepiej. Dopiero w TB się tego namnożyło, głównie za sprawą specjalnych umiejętności i dodatkowych zaklęć. A akurat Icewind jest prostym Hack and Slashem, co wielce w nim cenię, bo i takie gry są potrzebne. Proste, z prostą fabułą, heroiczne ( jest walka z Wielkim Złem? Jest ), nastawione na akcję. Aż miło popykać. No niestety... Akurat pod tym względem chyba tylko Torment trzyma przyzwoity poziom. Z drugiej jednak strony z Nordem też nie za dużo pogadam, opierając się na samych słowach kluczowych ( czasami powtarzających się po trzy razy w jednej partii tekstu ) i zdaniach, które brzmią dość mało żywo, by nie rzecz, że sucho. No, ale co kto woli.
  24. A wyobraź sobie, że w Gdańsku jest gorzej. Od paru dobrych lat wymieniają tory tramwajowe. Teraz chyba skończyli, ale wcześniej bywało, że linie zmieniały swoje trasy albo też podstawiano autobusy zastępcze. Potem musiałem jechać tramwajem, busem i znów tramwajem, żeby na lekcje w liceum zdążyć. Ba! Dwa razy prawie się przez korki na maturę spóźniłem ( mina mojej polonistki, widzącej mnie za kwadrans egzamin - bezcenna ). No a teraz jeszcze stadion, poszerzanie ulic... Tutaj ciągle coś się buduje. W Gdańsku jest kilka ulic standardowo zakorkowanych. Esowata nieopodal Opery Bałtyckiej - w jedną stronę korek, w drugą rzadko kiedy. Spacerowa - w godzinach szczytu nieprzejezdna. Trasa wylotowa na Pruszcz Gdański - tak samo. Współczuję dojeżdżającym spod miasta, czasami stoją tak długo, że nic, tylko wysiąść i na piechotę dalej iść, pewnie byłoby szybciej. Swoją drogą byłem na zakupach w Paragrafie. Rękawice - świetne. Szalik - miodzio. Desanty... Powiem tak - zawsze nosiłem numer 44, czy to adidas czy traper. Ale do tej pory żaden but nie odcisnął swego piętna ( dosłownie ) na moich piętach. Jak zerkam w dół, to widzę całkiem konkretne obrażenia. Kumpel mówił, że ze trzy tygodnie i się przyzwyczaję, ale ile się do tego momentu nacierpię, to moje. Co więcej próba biegania w nich jest dość ciekawa, bo stawiam kroki mniejsze niżbym chciał. A za pierwszym razem problemem była sama wysokość cholewy. Dla człowieka, który nosił buty najwyżej do kostek jest to całkiem nowe doświadczenie. Nie ma jednak co narzekać - stopy wreszcie przywykną a ja będę cieszył się mocnym obuwiem ( jak to rzekł kumpel - "na lata, jesienie, zimy..." ), na tę porę roku w sam raz odpowiednim. A na sam koniec - panowie studenci, listopad mamy, sesja tuż tuż... EDIT: Noż normalnie no... PANIE i panowie studenci. Kajam się za tak karygodny błąd.
×
×
  • Utwórz nowe...