Skocz do zawartości

Salantor

Forumowicze
  • Zawartość

    654
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez Salantor


  1. Z tego, co tutaj piszesz, wynika jedno - bierzesz tę grę zbyt poważnie. Co w sumie jest dziwne mocno, bo taki styl przyjęli twórcy i konsekwentnie się go trzymali. Ale to może też kwestia podejścia ogólnego, bo mi się podoba zarówno powaga Kaina jak i cały ten luz Dantego.

    Możesz spytać sam siebie jakie kino lubisz, jakie książki czytasz i jak się odnosisz do kwestii realizmu tu, tam i siam. I wtedy wszystko będzie jasne.


  2. Ja też nie mam pojęcia dlaczego ludzie to kochają . Jeszcze przełknę to w walkach bo nadaje sieczce pewnej dozy chaosu ale zbiera mnie na mdłości gdy widzę akcje podobne do tej po otrzymaniu Lucyfera przez Dantego. Albo strzelanie 3 kulami które się wbijają jedna w drugą. Straszny kicz i tyle. A może po prostu ja jestem za stary na takie bajery?/

    Bo to jest fajne, filmowe, zabawne, efektowne, dobrze zrealizowane? Że nie należy szukać tu realności, a oddać się zabawie, której kwintesencją jest Dante i jego podejście do życia? Że takie wątki komediowo-efekciarskie budują klimat serii i pozwalają się odprężyć? Na pewno nie można odmówić ekipie pomysłów oraz zdolności do ich realizacji. A to, że są takie "mało poważne" to dla mnie nie jest w żadnym stopniu wada.

    Zresztą - jeśli ktoś nie lubi "kiczu", to zawsze może sięgnąć go God of War. A tam dawka patosu go wgniecie w glebę, przydepcze i zasieje na resztkach pietruszkę.


  3. Z tym multi to też nie do końca fajnie. Weź pod uwagę, że żeby grać dobrze, to trzeba ćwiczyć. Wiadomo, można wpaść na serwer i chwilę popykać, ale dla mnie to trochę mało.

    Co z tego wynika? Ano to, że mam na dysku CoD'a drugiego i Dark Crusade, w które pogrywam na zmianę. Godzina, dwie dziennie w to, czasem w drugie i to w zasadzie tyle. Nowszych gier sprzęt nie udźwignie, fajne stare nie posiadają multipla albo ludzi, którzy by w nie grali, zaś rozbijać się na trzy i więcej gierek na multi nie mogę, bo czasu nie mam.

    Więc ok - multi jest tym plusem przeciw piratom, ale jakby pominąć maniaków, którzy z jednej części gry przerzucają się na nową, to plus nagle maleje. Zerknij chociażby na statystyki XFire. Ile osób gra w drugiego CoD'a właśnie, gdy na rynku są jego kolejne części. A przy wielkim zalewie gier z fajnym trybem wieloosobowym klient zmuszony jest wybierać, bo we wszystko nie zagra.

    Aczkolwiek przyznaję - bez dobrego multi gry nie przetrwałyby długo. A że na piracie wieloosobowa rozgrywka odpada...


  4. "Bohaterowie do wynajęcia", pióra Jacka Inglota i Andrzeja Drzewińskiego.

    Zapowiadało się ok, potem było gorzej. Zbiorek opowiadań nie byłby taki zły, gdyby nie fakt, że w każdym przewija się motyw seksualności (czasem dość nachalny), w każdym koncept na bohatera albo jego problemy jest dość... oryginalny, każde poprzedzone jest jeszcze wstępem (który jakoś do lektury nie zachęcał) a całość jest w zasadzie dość mdła. Skończyłem gdzieś w połowie, bo chociaż pomysł na to, co akurat czytałem był fajny, to po prostu nie potrafiłem do lektury wrócić. Sprawiała wrażenie napisanej w przypływie weny, do tego po paru piwach, bo się chłopakom nudziło a można mieć zabawę z pisania. Ble.

    A "Poczet dziwów miejskich" przeczytałem w kilka dni. I było ok, chociaż bez rewelacji.

    Za to odradzałbym "Lśnienie" Kinga. Dlaczego? Bo akcja zaczyna się gdzieś w 6/8 powieści, bo lwia część to wspomnienia, nadmierne psychologizowanie, nastrój pesymizmu i wszechogarniające uczucie dołowania czytelnika przez tragiczną, w ten czy inny sposób, przeszłość bohatera. Końcówkę wchłonąłem błyskawicznie, przez resztę powoli i z mozołem się przebijałem. Zdecydowanie o połowę stron za gruba.


  5. Jeśli my robimy z ludzi psychopatów i wariatów, a sami twierdzimy - jako społeczeństwo - że zabijanie bez emocji i w ogóle jako takie jest złe to uważasz to za słuszne, moralne i dobre? To się chyba nazywa schizofrenia. Albo hipokryzja. Zależy jak na to spojrzeć.

    Z punktu widzenia społeczeństwa jako takiego nie jest ani moralne, ani dobre. Z punktu widzenia religii też nie. Prostego człowieka - również. Ale z punktu widzenia armii, kraju, polityków, to taki żołnierz jest wprost idealny. Nie trzeba go leczyć z różnych zaburzeń, wykonuje rozkazy bez mrugnięcia okiem, nie ma wyrzutów sumienia. Co prawda jak wróci do cywilia, to takie cechy będą mu zawadą bardziej, no ale cóż... koszta zawsze są.

    Ale to jest kwestia podejścia. Społeczeństwo gotowe jest podnieść histeryczny krzyk (a w zasadzie to media), gdy ostrzelana zostanie wioska i zginie człowiek. A najlepiej matka lub małe dziecko, bo to najmocniej działa na wyobraźnię. W oczach prostego człowieka jest wtedy żołnierz mordercą. Ale nie znają oni całego obrazu sytuacji, stąd i ich opinia jest niepełna.

    Z drugiej strony uczy się nas, że zabijanie jest złe, że walczyć nie należy, że spory drogą pokojową się rozwiązuje. A jednocześnie posiadamy resorty siłowe, które temu twierdzeniu przeczą. Więc wychodzi na to, że jesteśmy w gromadzie hipokrytami, stety czy niestety.

    Ale to w sumie też kwestia podejścia. Czytając artykuły na temat Zimnej Wojny znalazłem tam zdanie, z którego jasno wynikało, że mieszkańcy USA cieszyli się z każdego zabitego w czasie II Wojny Światowej Niemca i z każdego zburzonego domu. Później, w czasie ostatnich bombardowań miast Wietnamu Północnego (swoją drogą - sporo skromniejszych, niż się powszechnie uważa) podejście było zgoła inne. Czyżby więc kwestia przekonania ludzi, że tych i tamtych trzeba zabijać, bo są źli i nam zagrażają?

    Jasne, że przypadkiem zdarza się zranić a może nawet zabić. Pytanie jednak, czy to na pewno był przypadek i nie dało się pomyśleć lepiej.

    Tak mnie zastanawia - mówimy o obronie własnej. Czy w jej przypadku można mówić o zastanawianiu się? Czy mnie atakuje facet z pięściami, nożem, siekierą czy pistoletem, to raczej nie będę myślał o tym, jak wiele mogę mu zrobić, jeno zacznę się bronić. A jak opadnie adrenalina zastanowię się, czy nie posunąłem się za daleko. Mówię to z perspektywy prostego człowieka, bo domyślam się, że po szkoleniu, wyćwiczeniu refleksu albo treningach byłoby inaczej.

    Niemniej trudno mi uwierzyć, by w czasie walki, takiej typowej w obronie koniecznej, napadnięty dumał, czy ma agresora tylko skopać, czy może od razu złamać mu kręgosłup.

    Był pierwszym prawdziwym prezydentem, wcześniej najpierw mieliśmy narzuconego sowieckiego generała, potem nadętego jak balon byłego agenta a potem przez 10 lat jeszcze komunistycznego zapijaczonego aparatczyka.

    Czy ty właśnie nie podważasz inteligencji społeczeństwa? Bo kto jak kto, ale chyba tylko idiota wybrałby pijaka, komunistę, aparatczyka, studenta "czerwonych uczelni", który tyle złego dla tego biednego kraju zrobił. Toż prawie brakuje stwierdzenia, że należałoby go postawić przed jakimś trybunałem. Ciekawe za co...

    Swoją drogą - we Włoszech premier bez kochanki, nie będący typem macho ma gorsze notowania. Taki to typ polityki jest w tym kraju. Więc co naród, to inne podejście.

    Więc właściwie Lech Kaczyński był pierwszym z którego możemy być dumni, w przeciwienstwie do poprzedników starał się w miarę dbać o Polskę. Tyle ataków jakie wycierpiał ze strony Palikotów, komuszyc w stylu senyszyn, tvn i gw robi z niego męczennika niemalże.

    Jeśli ktoś przez rok powtarzał, że jestem idiotą, bo coś tam, to są dwa wyjścia:

    I) Ma rację

    II) Bzdury plecie

    Jeśli więc przez tyle czasu o Lechu mówiono negatywnie, to czyni to z niego kogoś wręcz odwrotnego? Intrygujące... Albo dowód na owe "zakłamanie mediów" (do których, tego jestem pewien, nie należy "Rzeczpospolita", "Najwyższy Czas!" i pewno jeszcze "Nasz Dziennik").

    No i słowo "wycierpiał"... Jeśli był aż tak wrażliwy, to nie powinien się pchać na jedno z najwyższych stanowisk w tym dziwnym kraju. Jeśli zaś miał misję, to trudno - zacisnąć zęby i działać, bo co jak co, ale polityk jest jedną z najczęściej krytykowanych osób, jako decydent. Do tego na szczeblu najwyższym. Więc nie należy robić z niego męczennika.

    Nie powiem, że 100% akurat na Wawelu jest jego miejsce, ale nie protestowałbym przeciw temu - decyzja należało do rodziny

    W jednym starym dowcipie, jak chowano Stalina w Mauzoleum Lenina, to Lenin co noc wstawał i trumnę wynosił. Ja sobie żartuję, że na Sądzie Ostatecznym, jak Piłsudski wstanie, to się nielicho na towarzystwo zirytuje.

    Tak czy siak chowanie w jednym miejscu Marszałka, Sikorskiego i Kaczyńskiego to gruba, bardzo gruba przesada. I albo spłycenie roli poprzedników, albo nadmierne wyniesienie ku górze roli nowego lokatora.

    A jak komuchy dorwą się do władzy to każdy kraj upada gospodarczo.

    Hm? No nie tak od razu, nie natychmiast, nie wyraźnie i nie katastrofalnie... Poza tym to kwestia systemu centralnego planowania i ludzi, którzy tym zarządzają, a nie komunistów jako takich.

    PS: Prosiłbym o zaprzestanie używania słowa komuch, bo jest tak samo obraźliwe, jak lewak czy PiSior. Zwłaszcza, że komunizm w wersji ideologicznej a praktycznej to dwie różne całkiem sprawy i wrzucanie obu tych grup do jednego wora jest nadużyciem. Merci.


  6. Dawno mnie nie było na forum, a tu proszę. Wiedziałem, że przed dyskusją na temat ostatniej katastrofy nie ucieknę.

    Dla wszystkich, którzy liczą na jakiekolwiek zmiany - zapomnijcie. Największa ikona naszego kraju, czyli papież. Po jego śmierci mówiło się tyle o pokoleniu JP2 oraz zmianach w mentalności ludzi. I co? I nic. Żadnych wielkich, naprawdę wielkich zmian, na które tak bardzo liczono, nie ma i pewno nie będzie. W czasie rocznic będzie mowa o tym, kto zginął, dlaczego i że to wielka tragedia dla kraju, ale praktyka uczy, że nic więcej się nie wydarzy.

    Tragedia jest, straciliśmy dowódców wojskowych oraz całkiem sporo znanych i cenionych osób. Ale obowiązki prezydenta, którego w kompetencjach przewyższa wyraźnie premier, przejął marszałek sejmu. Ciągłość władzy zachowana, wkrótce nowe wybory, sytuacja się ustabilizuje.

    O zmarłych się nie wypowiem, bo prezydenta nie lubiłem, a o martwych mówi się albo dobrze, albo wcale. Za to zastanawiające jest, że dopiero teraz mówi się o prezydencie w samych jasnych słowach. W telewizji porównuje się jego śmierć do zamachu na Narutowicza, mówi o historyczności faktu, snuje jakieś dziwne wizje. I znów czuję podobieństwo do sytuacji sprzed lat, czyli śmierci papieża. Kilka miesięcy, góra rok będzie Kaczyński tematem numer jeden, potem sprawę przykryją inne, mniej lub bardziej ważne. Tak to już bywa.


  7. # dajmy sobie spokój, bo i tak fanbojów nie przekonamy, zaś ci nie przekonają nas (osoby, którzy w historii widza dziury i luki).

    Fakt. Nie podałem tych, którym film się podobał średnio, którzy dawali mu 10/10 z uzasadnieniem, którzy oglądali go w wersji 2D, którzy...

    Fajnie tak wyciągnąć zdanie i na tej podstawie oceniać. Na drugi raz specjalnie rozpiszę dodatkowe kategorie, poza tymi najbardziej skrajnymi. Specjalnie dla Tiebia.

    powiem, nieco mnie to ubodło, bo jakim prawem mam być gorszy od tych, co filmem się zachwycają

    Uch och... Ubodło oznacza automatycznie, że się przejąłem? Jeśli patrzeć po słowniku - tak. W moim osobistym odczuciu - nie. Zatem wstawiłem złe słowo, bywa.

    jeżeli poczułeś jakiś dysonans po lekturze, to najdelikatniej sugeruję dogłębne przemyślenie sprawy

    Doprawdy? A może zwyczajnie z deka nie spodobało mi się takie potraktowanie mnie jako osoby, która widzi w Avatarze niedociągnięcia? Bo jakby odwrócić sprawę, to owy autor zastosować tę samą metodę. Klucz, do którego jest całkowicie przekonany. A sprawę bym przemyślał, gdyby miał chociaż nieco racji. Można wywoływać emocje tychże racji nie posiadając, wystarczy dobrze całość ubrać w słowa.

    Zresztą - poczytajcie tu -> http://esensja.pl/film/publicystyka/tekst.html?id=9156


  8. Nie powiem, żebym nie czuł jakiejś ponurej satysfakcji, że osoba dzieląca widzów Avatara na fanbojów i osoby, które widzą w nim dziury i luki jest przejęta opinią fanboja ;]

    Rzekłes, imć Kardynale. Szkoda jedynie, że dwa razy całkowicie spudłowałeś.

    Tak swoją drogą - więcej o filmie już raczej powiedzieć się nie da, bez wnikania w naprawdę głębokie szczegóły. Spodziewam się więc, że teraz głównie będą padały już tylko opinie ogólne na tak lub nie. I tyla, no bo co można więcej o Avatarze napisać?


  9. Wiecie, na temat fabuły to my możemy jeszcze sporo powiedzieć i wytykać jej nielogicznośc, jeno nic to nie da. Zwłaszcza, że nie raz i nie dwa było tłumaczone, dlaczego ona jest pfe i słaba. Stąd propozycja - dajmy sobie spokój, bo i tak fanbojów nie przekonamy, zaś ci nie przekonają nas (osoby, którzy w historii widza dziury i luki).

    Z kolei zastanowiłbym się nad tym, na ile sama grafika pseudo3D sprawiła, że Avatar dostał tyle nagród ile dostał. I czy nie jest to główny, albo też jedyny element, napędzający zbiorowy szał nad tym filmem.

    I wątek drugi - czy sam fakt, że film obejrzałem i mi się nie spodobał kwalifikuje mnie do:

    - Typowo Polskich Malkontentów

    - Znawców (co to rozrywki dla mas nie tkną)

    - Zwolennika Wysublimowanego Kina (co to popularnej produkcji nie lubi, bo jest popularna i nie bawi się w udowadnianie złożonych teorii filozoficznych)

    Na Esensji trafiłem na recenzję, z której wyniosłem prosty wniosek - nie lubię filmu, więc jestem pfe, szukając w nim na siłę wad i pokazując, jaki to ja jestem wielki krytyk i znawca. Nie powiem, nieco mnie to ubodło, bo jakim prawem mam być gorszy od tych, co filmem się zachwycają? Jak sądzicie, teza prawdziwa czy nie?


  10. Nowy plan... Masakra.

    Poniedziałek - na pierwszą. Normalne zajęcia i monograf.

    Wtorek - Jedenasta. Trzy zajęcia, plus po pierwszych dwie godziny okna.

    Środa - Dziewiąta i trzy kwadranse. Zajęcia raz, zajęcia dwa i koniec.

    Czwartek - Ósma. A potem piętnasta dopiero.

    Piątek - Dziewiąta i trzy kwadranse. Zajęcie jedno i seminarium.

    Trzy lata studiowania i wciąż nie mogę dostać naprawdę fajnego planu. Takiego bez okienek. W zeszłym semestrze chociaż poniedziałek był wolny, a teraz? Co prawda jest okazja do pracy, mam motywacji więcej oraz mogę pozwolić sobie na siedzenie w bibliotece i naukę, miast zbijanie bąków w domu. Niemniej... Ble.

    Ale ćwiczeniowcy nie cisną przesadnie, same w sobie zajęcia też są w większości ok (poza poniedziałkiem, gdzie mam teoretycznie konwersatorium, a w praktyce kretyn zrobił ćwiczenia prowadzone tylko przez studentów. A terminu nie chciał nam zmienić, bo z kolei jemu nie pasuje. W ogóle sprawia wrażenie niezłego bubka i wątpię, by się zmieniło z czasem), więc zostaje tylko się uczyć.

    PS: Cztery czy osiem godzin snu - nie poczułem żadnej różnicy. Straszne.


  11. Małe uwaga. CD Action jest czasopismem o grach komputerowych, fakt. Skoro panom krzykaczom tak bardzo przeszkadza te kilka stron poświęcone konsolom to może zlikwidujmy też publicystykę (od tego jest prasa codzienna), dział sprzętowy (PC Format na przykład), Na Luzie (mamy książeczki z dowcipami), Action Redaction (Listy można pisać do Tiny lub Przyjaciółki). Zostanie połowa tego co teraz, CDA przekształci się w dwutygodnik, za rok padnie i tyle będzie dobrego.

    Publicystyka związana z grami a ta w gazetach codziennych to dwie różne rzeczy.

    Dział sprzętowy jeszcze by przeszedł.

    Na luzie to nie tylko same dowcipy. Zresztą w kioskach dawno nie widziałem książeczek z kawałami.

    Każde pismo posiada rubrykę z listami. Pisać listy o graczach do Tiny? Całkiem nietrafiony argument.

    Ja się mogę od biedy przyzwyczaić do konsol w CD-A. Już zdołałem zauważyć, że głosy przeciw nie będą przez redakcję brane pod uwagę, co Smuggler nie raz i nie dwa dał odczuć. Na teraz jedyne, co mi nie pasuje (bo pisma nie czytałem a ledwo przejrzałem), to dwie strony zmarnowane przy recenzji BioShocka 2. Ja wiem, że to tak fajnie wygląda, jak się walnie wielki screen i pierwsze słowa recenzji osobno, ale w moim odczuciu jest to zwykłe marnowanie papieru.


  12. W każdym filmie dobro zwycięża, chyba że film ukazany jest jedynie z perspektywy zła. Zawsze ta strona konfliktu, którą mamy lepiej pokazaną np: Jedi w Star Wars, lub ci którzy są po stronie dobra np: Na'vi w Avatarze. Czy znasz jakiś film gdzie jest inaczej?

    "Watchmen", z polska zwani "Strażnikami". Zakończenie nie wygląda mi na typowy, ani nawet średnio typowy happy end. Ewentualnie "V jak Vendetta", gdzie perspektywa jest zło-dobra (bo trudno mi powiedzieć, by była pure good albo evil) a zakończenie, chociaż teoretycznie dobre, ma w sobie smutne nutki.

    A dwójka może pobić rekord jedynki pod warunkiem jednym - że będzie lepsza. Znaczy trzeba poprawić między innymi fabułę, bo same efekty są już ludziom znane. Niektórzy oglądali po dwa, trzy razy, otrzaskali się i już nie będzie tego samego wrażenia.


  13. Trudno jest, to fakt. Ale czy wiara nie powinna polegać na bezgranicznym zaufaniu? Nie dziwię się ateistom. Po prostu nie potraficie, zaufać komuś, kogo nie widzieliście na własne oczy... No cóż taka jest moja opinia o Was... I chyba jest dosyć trafna?

    Potrafię zaufać wielu osobom, których na oczy nie widziałem. Internet na chwilę obecną do takich sytuacji się sprowadza. Ba! Nieco moich znajomych z różnych części kraju, których nie widziałem w życiu na oczy, ma u mnie sporo więcej poważania od tych, których mam okazję oglądać na wydziałowych ławeczkach.

    Więc nie tędy droga.

    Swoją drogą dalej nie dostałem odpowiedzi na pytanie, jak interpretować mam fragment o stworzeniu człowieka na obraz i podobieństwo boże. Znaczy ile zatem jest tego boga w człowieku, ile go nie ma i tak dalej. Czyżby brak koncepcji?


  14. No peeewnie... Proroctwa Jeremiasza - "na chaju" ludzie różne rzeczy gadają...

    Wniebowstąpienie Chrystusa - co? Jakie Wniebowstąpienie? Pewnie Go UFO porwało.

    Tak. To brzmi racjonalnie

    Wszystko ładnie i pięknie, ale kto ci da pewność, że proroctwa, Stary Testament i w ogóle Biblia zawiera prawdę? Jej tłumaczenie ma całkiem sporo skaz i błędów, o co nietrudno przy takiej ilości kopistów oraz języków, na które była tłumaczona. No i pozostaje kwestia ogólnej prawdziwości, części, które trzeba (bo tak mówi Kościół) czytac dosłownie i takich, które są tylko alegorią...

    Swoją drogą co z apokryfami? To też świadectwa sprzed wieków. W czym są gorsze od tekstu oficjalnie przyjętego, poza tym, że to ludzie brali go jako podstawę dla swojej wiary? Jakoś ręki boskiej tutaj nie widzę. I idąc tym tokiem rozumowania wszelkie historie starożytne, w tym epos o Gilgameszu, to również jest prawda.

    Ludzie mają wolną wolę! Tak, to jest gdy się nie zna Pisma, ani najważniejszych dogmatów, a zaczyna się dyskusję

    Mają. A to oznacza automatycznie, że mogą robić co chcą, chociaż pan ich kocha i chce dla nich jak najlepiej? I z tego powodu doszło do takiego zła na świecie, którym, oczywiście, bóg się opiekuje? Więc jak to jest - człowiek ma wolną wolę i może robić co chce, jak będzie tru iwil, to go się wsadzi do Piekła, ale zarazem bóg człowieka kocha i mu pomaga. Zatem dlaczego pomaga raz tak a innym razem już niezbyt? Tylko mi nie mówcie o wielkim planie, bo to zasłona dymna jedynie i Ostateczny Argument, gdy brak innych wyjaśnień.

    Może Bóg Ci pomógł w inny sposób? Bóg nie działa jak złota rybka. Chcę samochód i pokój na świecie. Czemu tego nie mam? Bóg, to nie jakiś dżin co spełni Twe życzenia.

    A skąd wiesz, że akurat taka była jego prośba?

    Ja też mogę powiedzieć, że w życiu pomagał mi bóg. Tak jak mogę założyć, że tego nie zrobił. Dobre rzeczy są często wynikiem losu i mojej aktywności a nie tego, że wielka istota postanowiła dać mi kolejną szansę. Co przy okazji kapke kłóci się z wolną wolą (bo się ona delikatnie zaciera, jak ktoś jednak lekko cię w różne strony popycha) oraz dobrocią boga (bo jak pomaga mi, skoro tak bardzo chce, by w niego wierzyć, skoro jest miłosierny, to dlaczego nie popchnie decydentów, by pomogli wiekszej liczbie ludzi? Na przykład głodującym?).

    Pomijając to, że to w zasadzie bóg doprowadził do powstania zła, przez strącenie zbyt pysznych aniołów z nieba. Jak na istotę wszechpotężna, która mogła je zwyczajnie zniszczyć, to jest to piękny przykład miłosierdzia.

    Istniał od zawsze. Nikt nie potrafi tego zrozumieć

    Pokrętny nieco dowód na to, że świat ma 5 tysięcy lat?

    I tak na koniec - jeśli bóg jest niezrozumiały, a co za tym idzie pewno nie do końca logiczny, jeśli wymaga od nas wiary i życia wedle jego zasad, sam niewiele z tym tak naprawdę robi, raz jest mściwy a raz straszliwie łagodny... To nie dziwię się ateistom, w tym i sobie. Trudno jest był wyznawcą kogoś, kogo nie idzie zrozumieć w pełni.

×
×
  • Utwórz nowe...