-
Zawartość
654 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Salantor
-
Któryś Spider-Man i pajęczy zmysł?
-
Bardzo nietypowo - od Secret Service. A dokładniej artykułu o Ultimie Online. Czasy to były bez neta jeszcze (a często i bez komputera, bo miałem zwyczaj często go psuć), więc siadałem, rysowałem izometryczne mapki, robiłem scenariusze (nie wiedząc, że to robię) i prowadziłem (patrz na lewo) mini sesje bratu. Potem czytałem artykuły w CLICK! Fantazja i przez gimnazjum do liceum miałem teoretyczne podstawy. Potem w liceum spotkałem parę osób zainteresowanych tematem. Prowadziliśmy sesje wpierw na miejscu (w jednej z wieżyczek aż do godziny późnej, gdy szkołę zamykano) a potem u kumpla w domu. Pierwsze prowadzenie moje - takie sobie, potem się nieco wyrobiłem. Początkowo gralim w AD&D, potem przyszedł Warhammer, Wampir, Mag, wszystko to w różnych ekipach i w różnych chwilach. Będzie więc około... i dziesięć nawet lat, przy czym początki to czysta teoria a dopiero potem praktyka, z Erpegami. Po drodze nieco pracowało się nad autorkami (i nadal to robi), tworzyło scenariusze, prowadziło prelekcję (w planach kolejne) i tak dalej i dalej. W sumie dałoby się wycisnąć jeszcze więcej, ale to powoli powoli. PS - Ktoś jedzie w marcu na Pyrkon?
-
Wiedziałem, że łatwe. Your turn.
-
Trochę. W aktualnym ile, dwa? W sumie można powiedzieć, że te same co zwykle tematy (kwestia narodowości w grach i ich wpływu na świat rzeczywisty była, tak samo brutalność w grach, psychologia i morderstwa), jednak lepsze to niż nic. I przyjemnie się czyta. Szkoda tylko, że to dalej tak mało tekstu. Czy pozostali redaktorzy nie mają pomysłu, chęci, czasu? A może miejsca już zabrakło?
-
Sądziłem, że interface jest dość charakterystyczny a tu proszę, pomyliłem się. Oto cztery fragmenty ekranu gry. Rozmieszczone są tak, jak na obrazku, tylko bardziej w rogach. Co to za gra? Powinno być proste.
-
To Medieval: Total War, wersja PL.
-
Princefan odgadł, Princefan zadaje.
-
Z jakiej gry pochodzi ten cudny przyrząd? Wojciechu mój drogi.... Źle!
-
Gorky 17
-
Największą wadą gier z dużym, otwartym światem jest duży, otwarty świat. Bo trzeba go czymś wypełnić. Z konieczności nie robi się tego do końca, bo raz, że zajęłoby to masę czasu a dwa, że mając przed sobą naprawdę setki questów gracz odpadłby w połowie, czując przesyt. Dlatego robi się wielkie mapy, wrzuca tam ileś lokacji i postaci a następnie częściowo wypełnia fabułą. I to mnie właśnie boli, że idąc w takim kierunku wykorzystuje się mniej jak 1/10 możliwości i opcji, jakie daje taka ilość miast, lochów i pojedynczych, oryginalnych lokacji. Jeśli już się bierze mapę tak wielką jak w Morku, to liczę na to, że tych questów będzie więcej. Albo przynajmniej enpececi będą mówili większą ilością słów i zdań i że nie będą to słowa i zdania powtarzalne na każdym rogu każdej ulicy. Więc wóz albo przewóz - co drugi enpec ma quest albo urozmaicone linie dialogowe. Tyle, że tak to bym chciał. Ale chcieć nie znaczy móc, dlatego godzę się na to, że trzeba dorzucić nieco modów dla wzbogacenia świata. Jestem w stanie to zaakceptować co nie znaczy, że stan taki się podoba. No, ale mówi się trudno. Oj jest. Jeśli po długich godzinach gry pamiętam z oryginalniejszych jedynie Vivek, Dom Rosomaka w mieście Y (i patrz, tu nazwy zapomniałem), zabudowania Tel Vanich i obozy, które odwiedzało się w celu zdobycia tytułu Nerevara, to chyba coś jest nie tak. Jednocześnie pamiętam Modoc, Den, New California Republik i sporo więcej miast z drugiego Fallouta. To chyba daje do myślenia. I ok, na drogach jest sporo enpeców z zadaniami, tego nie zaneguję. Tak jak nie zaneguję frajdy z badania Vvarfendell. Do pewnego czasu. A zagadywanie do ludzi na ulicach przestało być fajne po trzecim razie, jak gadali to samo (albo i nic, jak jeden niewolnik, com go znalazł pod jednym z miast. Albo to jakiś quest miał być albo urwany wątek). Oczko na karku a człowiek dalej ślepy i głuchy, heh... Koncepcja gry, mój drogi. I umowny realizm. Tak jak ci pisałem wyżej na temat morale. Teraz przenosząc te same zasady z morale na wielkość sprawimy, że największą jednostką byłby chyba Wraith. Bo nie Dropship, taka wielka kobyła. Teraz szukaj jednostki do transportu wojsk, innej i mniejszej. Potem poszukaj nowej, pasującej do koncepcji jednostki latającej wyższego rzędu. Generalnie zmieniaj sporo elementów, bo akurat tego krążownika nie powinno się wstawiać, bo jest za duży. Poczujesz wtedy ból twórcy. No niestety, ale tego nie przeskoczymy. Sam dobrze wiem z praktyki, że czasami trzeba na pewne rzeczy przymknąć oko. I tu nie chodzi już nawet o to, czy można, powinno się i tak dalej. Bo czasami nie można, nie ma alternatywy a zostaje jedynie kombinowanie na siłę. No i silnik, podejrzewam, mógłby jednak takich obciążeń albo nie wytrzymać (to nie Supreme Commander i jego big big units) albo wytrzymać, lecz przy paru innych kosztach.
-
Powinna, powinna... To skoro nie można w Diuku wejść do budynków, to powinny być też wywalone, bo silnik tego nie ogarnie? Poza tym nie sądzę, by nie byli w stanie ukazać OGROMNEGO krążownika tylko, że wstawienie go w takich właśnie proporcjach wymusiłoby inne, bardzo potężne zmiany w silniku i samej grze. Nie mówiąc o tym, że taki okręt rozwalałby większość przeciwników w krótkim czasie. I gdzie tu balans? Jak widać czasami trzeba iść na ustępstwa. Jeśli twórcy mieli taką a nie inną koncepcję - ich wola. Bo w taki sam sposób mogę stwierdzić, że większość współczesnych gier powinna zostać przemodelowana (Dawn of War - jednostki nieco za duże w porównaniu do budynków. Prototype - 5/6 budynków niedostępnych jako miejsce do odwiedzenia. Mount and Blade - w miastach ledwo parę osób, na polu walki łucznicy nie są w stanie ubić woja nawet kilkunastoma strzałami, jak ma dobry pancerz). Tak jest wszędzie, czy to w grach komputerowych, planszowych, tekstowych, RPG i tak dalej i dalej. Zwyczajnie - zacisnąć zęby i zignorować.
-
Po pierwsze - w MW grałem, przeszedłem go całego, zwiedziłem ileś procent mapy, porobiłem x questów pobocznych, zwiedziłem y podziemi i utłukłem z potworów z pomocą abc czarów i def przedmiotów. Ilości godzin nie zliczę, bo nie korzystałem wtedy z xfire, ale była ona całkiem zgrabna. Dalej - sorry, ale grałem uważnie. Ale nie próbuj mi wmawiać, że taka ilość miejscówek w grze to dużo. W porównaniu do wielkości mapy to wręcz mikroskopijnie mało. Poza tym czym one się różnią? Układem korytarzy? Ilością stworków w środku? Może lootem, jaki da się wyciągnąć? To już wolę tych kilka lochów z Baldura, przynajmniej czułem, że się od siebie różnią. Piszesz o obozach. W większości się do nich przychodzi na chwilę i wychodzi, bo nic ciekawego nie da się zrobić. Pogadać z mieszkańcami o byle czym? 95% enpeców tak ma. Nuda do kwadratu. Po miasteczkach poszperać w poszukiwaniu zadanek? Też nuda, bo zdecydowana większość enpeców niczego nie da, tylko omówi kilka spraw albo coś sprzeda. Nie sztuką jest nawalić miejsc i się cieszyć, że ma się wielki mapowo świat zapełniony setką identycznych miast i miasteczek, z tysiącami identycznych enpeców. Bo taki świat dla mnie jest właśnie pustawy - wszędzie to samo. A failem jest patrzenie na samą tylko ilość a nie jakość, bo w takim wypadku Morek przegrywa z kretesem. Już Icewind z ileś razy mniejszym światem wypada na plus, bo każdy loch i miasto jest inne, podobnież drugi Baldur czy właśnie drugi Fallout, gdzie Redding, New Reno czy Vault City wyraźnie odstają od siebie. Ale może dość o Morku (chociaż trudno nie mówić o trzecim Falloucie bez Morka właśnie, w końcu ta sama firma). Kiedyś czytałem dyskusję na temat tejże gry w ś.p. Gamblerze. I była tam mowa o jednej rzeczy - dlaczego marine ze spokojem atakuje krążownik, chociaż nie ma z nim żadnych szans? Odpowiedź - bo dodanie wpływu morale sprawiłoby, że gra nie byłaby grywalna a stałaby się zwyczajnie nieznośna w odbiorze. To samo można podpiąć do wielkości - jeśli krążownik w Starcrafcie miałby być taki duży, jak na filmikach (podobnież Overmind), to mapy musiałyby być przynajmniej kilka razy większe. A figurki wojaków nie do pstryknięcia pojedynczym kliknięciem (bo takie małe). Zresztą to bolączka każdej niemal strategii (ze starszych Total Annihilation się ładnie wybronił). Wniosek - te strategie są ble, pfuj i w ogóle? Trudne pytanie. Wcześniej podałeś sporo przykładów i musiałbym się z nimi zgodzić, ale jakby się zastanowić, to na mój skromny gust ta dosłowność jest albo wszędzie umowna albo wszędzie absolutna. Albo te żetony jednostek reprezentują ciągle grupy a nie pojedyncze, albo też jeden żeton to jeden czołg, bez zbędnego mieszania i kombinowania. W takim wypadku nie ma dyskusji o wielkości wioski w instrukcji do gry i w rzeczywistości, nie ma dociekania dlaczego budynek ma ledwo trzy piętra i nie można do niego wejść z powodu braku drzwi i nikt się nie zastanawia dlaczego miasto nie ma miliona a ledwo setkę mieszkańców. Ale obstawiam, że winni jesteśmy sobie sami. Wymagania rosną, chcemy dużych światów z masą elementów w nich. Niech więc teraz sztab ludzi robi stolicę świata fantasy, taką fest z wodotryskami, co by odpowiadała wymogom realności. Drugi Konstantynopol, sto tysięcy enpeców, ulice, studnie, budynki użyteczności publicznej, questy, linie dialogowe i niech to wrzucą do gry. Pół roku pracy minimum a dowolny komputer, który takie cuś zobaczy powiesi się na kablu od Internetu. Więc jakby patrzeć pod tym tylko kątem, to niestety, ale umowna dosłowność musi być. Inaczej gry robiono by więcej jak pięć lat.
-
Bardziej chodziło mi o Raziela (Nadgarstek. Soul Reaver gdzie był?), ale gra pasuje. Twoja kolej.
-
Należy odczytywać dosłownie, ale nie do końca jednak. Stał przede mną. Plecami do mnie, więc podszedłem. Kilka ruchów nadgarstka i padł. Poczułem głód, więc odchyliłem poły szat i nasyciłem się. Ruszyłem dalej. (...) Cóż to za kolumny? I dlaczego kilka obalono? Veldrash - Niet.
-
Ultima IX
-
Bo nikt mu nie odpowie, dlatemu. Święta sobie idą dziwacznie - łeb mnie ciągle boli, pogoda za oknem beznadziejna, nie ma z kim się spotkać, bo rodzina, bo opłatki, bo prezenty, bo inne cuda na kiju... Zostaje siedzieć w domu, czytać lektury (sesja, brrr...), Sztukę Wojny Sun-Tzu (prezent od rodziny. Za często chodzę w moro?) i czekać do niedzieli, gdy wpadam do kumpla majstrować wspólnie planszówkę. I jeszcze jedno - takiego nadmiaru wolnego czasu nawet wrogowi bym nie życzył, o!
-
Nie, wczytaj się - gdyby trójka nie była tak łudząco w wielu miejscach podobna do Obka czy Morrowinda, to by była uznana za lepszą grę. I gdyby, jak można zauważyć w dyskusji, uniknięto pewnej ilości dość dziwacznych pomysłów, zmian w mechanice albo porzucania tego, co wypracowały poprzednie części gry. Bo jakby Interplay na starcie zepsuł serię, to by się mogło okazać, że trójka była jej odrodzeniem. Ale to takie teoretyzowanie tylko.
-
Wolę umownie duże miasto i cztery lokacje niż praktycznie wielkie miasto i 30 lokacji. Pamiętam narzekania graczy na wielkość Wrót Baldura w pierwszej części gry (bo i niewygodne też nieco były w obsłudze) i zastosowanie tego samego w Falloucie byłoby złe, złe, złe. Nie, to ocena tej gry pod kątem twórców. Tak samo, jak Gothic 3: Zmierzch Bogów ocenia się po tym, że robili ją inni ludzie. Przy czym jest to część oceny a nie jej całość, nieprawdaż? A poza tym przepraszam bardzo - Bethesda robi dobre gry, ale pustawe. Morrowind był wielką pustynią z ledwo paroma oryginalniejszymi lokacjami, powtarzającymi się lochami i niezbyt dużą ilością potworków. Po komentarzach (i podglądaniu gry u kumpla) widzę, że nic w tej kwestii nie zmienili. Więc sorry, ale twórca to też składowa oceny gry. A to jest taka ich wada, że znalazł się jeden geniusz i w takim tempie je przeszedł? Wiele innych erpegów również można przebiec (vide ten nieszczęsny Baldur II: Tron Bhaala - godzina z dużym hakiem). Tylko co z tego? Nie mówiąc o tym, że, skoro zachowano silnik z Obka, to jednak prędkość trzeciego Fallouta do drugiego jest zdecydowanie mniejsza. A gdyby nie było mapki i waypointów... Już ja widzę te długie, romantyczne spacery z punktu A do punktu B.
-
Tak, ale spojrzenie a działanie to też dwie inne kwestie. Można wiedzieć, że zło jest niedobre a i tak postępować wedle niego. Niby nic ale często się zdarza. Bo należy na nie spojrzeć inaczej? Bo grafika w drugim Falloucie i trzecim to dwie różne bajki? Bo insza była też dostępna wtedy technika? Bo jakby patrzeć na Morrka tej samej firmy, to miasta są małe (Vivek nadrabia rozmiarem, ale mieszkańców też ma jak na lekarstwo) a świat właściwie niezamieszkały? Bo wreszcie firma A i B podeszły inaczej do tematu a Bethesda znana jest z tego, ze robi wielką piaskownicę ale piasku to już niewiele tam wrzuca?
-
RaM plus cyferki ma rację i zadaje.
-
O wiele praktyczniej jest ściągać z takiego miasta haracz w żywności albo innych towarach. Może nawet za ochronę, co na plus wyszłoby obu stronom. A New Reno to takie akurat małe miasto nie było, zwłaszcza, że cztery rodziny mafijne starały się je kontrolować. Weź tutaj rozszerzaj wpływy poza granicami, jak na własnym podwórku inne psy chcą zabrać ci kość. Nie mówiąc o tym, że jak Mordino zajmuje Reeding, to od razu ma na pieńku z resztą. Bo wyrasta ponad innych. A co do wielkości miast - nie chcę was martwić, ale po wejściu do niego mamy najczęściej mapkę albo inny plan. I dostęp tylko do paru dzielnic a nie całości. W Obku i Morrowindzie dało się dotrzeć w zasadzie wszędzie, w Falloutach tylko do części dzielnic. I tu macie te pozostałe tysiące. I proszę ja Ciebie, Iskier - jeśli na mapie nie ma tysiąca ludzi, to miasto liczy kilkanaście osób? To już nawet nie jest apokalipsa, tylko śmiech na sali, bo taką małą grupą to się raczej nie utrzymają. Nie mówiąc o tym, że lepiej zebrać się w parę tysięcy i żyć razem, bezpieczniejsze to to i wygodniejsze, jak okopać się w złomie po samolotach wokół bomby atomowej.* Zdolność przegadania dorosłego a dojrzałość to dwie różne sprawy. Myślenie logiczne też nie musi iść tutaj w parze. Ok, ale te miasta nie istniały w świecie po wojnie atomowej. Zresztą idąc dalej - Wrota Baldura II, Athkatla. Duże miasto? Duże. Ale w nim koncentrowała się znaczna część historii oraz questów, więc miało prawo takie być. A i tak na ulicach nie widziałem jakoś dużo obywateli. Czyli co, wyludnione? W sumie jakby tak patrzeć, to w Mount and Blade wioski i miasta to max 10 osób (?!), zaś większe miasta w wielu erpegach, chociażby Icewind Dale, Wrotach Baldura czy Tormencie są pustawe... I teraz pytanie czy naprawdę trzeba brać tę liczbę dosłownie? *W trójkę jeszcze nie grałem, ale co czytam o tym motywie, to mi się śmiać chce. Zwłaszcza, że nuka da się rozbroić. Aha...
-
Z której gry pochodzi ten kawałek:
-
Wiecie, że ja ten serial w pewnym stopniu oglądałem dla Hugh Lauriego? Bo wiedziałem, że on gdzieś tam jest a jak go zobaczyłem, młodego, bez zarostu, grającego Niemieckiego szlachcica (akcent pierwsza klasa), księcia regenta Anglii (zachowanie na medal) a potem żołnierza w okopach Wielkiej Wojny, to momentalnie uśmiech na gębie wykwitał. Zwłaszcza, że pamiętałem go z Hałsa, oglądanego całkiem niedawno. A sam serial z serii na serię stawał się dziwniejszy ale i fajniejszy. Początki - Adder jako totalna fajtłapa. Nie powiem, śmieszne ale to jednak nie jest do końca to (chociaż miny i mimika połączone z głosem - miodzio). Druga seria - wreszcie bufonowaty szlachcic bez grosza przy duszy i walnięta królowa angielska. Plus sługa idiota, kolega szlachcic drugi idiota, purytańska rodzinka i alkoholowa impreza ze sztucznymi biustami i dużą ilością piwa. Mniam. Seria trzecia - kostiumy na medal (zresztą jak we wszystkich pozostałych), słudzy dalej głupi, książę regent wywołujący mimowolny uśmiech (zwłaszcza z powodu makijażu i pomysłów), nawiązanie do wyborów bardzo trafne (tak jak przedstawienie Premiera Pitta młodszego jako dzieciaka) a i końcówka nie tak oczywista. No i sezon czwarty - jak przetrwać Wielką Wojnę. Jedna scena szczególnie zapadła mi w pamięć (sorry za zapomnienie nazwisk): Oficer do generała, pokazując kawałek ziemi, kilkadziesiąt centymetrów na kilka centymetrów: - Oto zdobyty dziś teren. Generał: - Świetnie! W jakiej to jest skali? Oficer, speszony: - Jeden do jednego. Smutne... Warto również wsłuchać się w piosenki po odcinkach oraz przypatrzeć kolejnym scenkom. Niby nic, ale przyjemny akcent. Szkoda, że podobnych komedii już nie robią.
-
Agincourt? Mamy rycerskie ostrogi, więc rycerstwo. Karate... Może jakiś związek z twórcą albo znanym karateką (gdzie występowałoby słówko Agi)? A 24h mogą dotyczyć czasu trwania bitwy (bo więcej jak dzień to to nie było). Zresztą - twoja podpowiedź naprowadza właśnie na tę bitwę.

