-
Zawartość
654 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez Salantor
-
-
Startopia byłą fajna tylko do czasu, bo w pewnym momencie robiła się nieco nudnawa. Ot, masz ileś segmentów bazy, pracowników, ileś kasy oraz w zasadzie nic więcej do pracy, poza ulepszaniem tego, co już udało się zdobyć.
I jak tak patrzę, to bym pewnie dorzucił również drugiego Alien Schootera. Niby żadna wielka gra, krótka do tego strasznie, ale miała swój klimat.
-
Jeśli kiedykolwiek zostanę Złym Lordem:
- Zmienię sobie imię na mniej mroczne i ponure, by wprowadzać moich wrogów w ogłupienie, gdy je usłyszą ( "Jestem Lord Staszek, miło mi" ).
- Nie będę witał bohaterów za pośrednictwem kamer, monitorów czy lokaja. Sam otworzę im drzwi w codziennym ubraniu, grzecznie porozmawiam i zaproszę na herbatkę. Przy okazji w całym kraju nie będzie wiadome jak wyglądam, więc nie powinni zorientować się kim jestem.
- Jeśli będę poznawał magię, to nie żadne kule ognia czy inne pioruny. Nauczę się tworzyć skórki od bananów albo zmieniać podłogę w tafle lodu. Proste a skuteczne.
- Wprowadzę oficjalny kult swojej osoby i będę przyjmował do pracy tylko fanatyków. Ale tych bardziej inteligentnych. Raz, że mnie nie zdradzą a dwa, że z pewnością będą mieli dobre pomysły.
- Wszystkie moje magiczne przedmioty będą posiadały fałszywą aurę bądź będą przeklęte/nieudane. Tym sposobem bohater nacierający na mnie z moim własnym, ognistym mieczem mocno się zdziwi, gdy mu płomyk zgaśnie w nieodpowiednim momencie.
- Żadnych zapadni tuż przed tronem aktywowanych na jeden przycisk! Żadnych kolców strzelających ze ścian! Już lepiej ustawić w dobrym miejscu minę kierunkową.
- Podziemne twierdze są fajne i niepraktyczne. Dla niepoznaki będę mieszkał w małym domku gdzieś pod lasem a wszystkie sprawy załatwiał przez zabezpieczone łącze. A na gości będą czekać dwa owczarki niemieckie i to tylko po to, by intruza zalizać na śmierć. Jeśli kto będzie pytał, to jestem prostym zbieraczem grzybów.
- I żadnej skomplikowanej tytulatury! Moje ego może wytrzymać z samym "Lordem" i imieniem zaraz potem.
-
Original War. Przyjemna dla oka grafika, ciekawa fabuła, prosty system rozgrywki, konieczność operowania małymi siłami ( bo nie można było robić nowych ), fajne tłumaczenie. W swoim czasie skończyłem ją ze trzy do czterech razy, obecnie pudełko stoi na półce jako ozdobnik.
Druga to Kohan. Wiem, że wyszło sporo modów, gra była także w CD-A, ale do dziś coś o niej cicho. Druga część tak samo, a grało się bardzo przyjemnie.
I Disciples. Ale to bardziej część pierwsza, bo druga została przyjęta zdecydowanie cieplej. Na chwilę obecną to chyba tyle.
-
Czyste zło... Puzzle Questa odpalił brat na lapcoku a ja siedziałem obok, jak za lat młodzieńczych i oglądałem jego granie. A potem, zamiast przysiąść do map sztabowych przed kampanią wrześniową to jak ten idiota zainstalowałem. I wsiąkłem na cały dzień.
Zapamiętać - nie kupować nowego CD-A gdy nie ma się wolnego dnia w zapasie.
-
Zacząć to zaczynałem od świętej pamięci commodora, ale tytuły to pamiętam w zasadzie tylko na amigę. W tym jeden, K240, w którego grałem po omacku bez znajomości angielskiego. Na pieca wyszła potem nowa wersja, to się zwało Fragile Allegiance. Kolonizowało się asteroidy, sprzedawało surowce, tworzyło siły zbrojne, handlowało, tłukło z innymi i takie tam.
Reszty nie mogę pamiętać z prostego powodu - wtedy nie zwracałem uwagi na tytuły. A szkoda.


Najfajniejsi bossowie
w Ogólnie o Grach (PC i Konsole)
Napisano · Edytowano przez Salantor · Raportuj odpowiedź
Dahaka z Warrior Withina ( bardziej w scenach ucieczkowych, bo te miały swój klimat ). Kaileena też, ale to tylko dlatego, że trzeba było ją ubijać na raty a jak raz się pomyliłeś to kaplica. A! I oczywiście gryf - raz, że muzyka przy pojedynku była pierwsza klasa a dwa, że przeciwnik należał do wymagających.
W Devilu 4 fajny pojedynek był z Saviorem, jak trzeba było skakać po fragmentach zniszczonego budynku i uważać, by łapa cztery razy większa od ciebie nie wywaliła Dantego poza planszę.
Z kolei w trójce fajni bossowie to przede wszystkim Agni i Rudra ( oraz ich dialog przed i po walce ), Nevan ( sporo się namęczyłem zanim poszła do piachu. Ale jej teksty i scena z gitarą po walce wynagradzały trud ) i to w zasadzie tyle.
I jeśli można uznać, to wszystkie najcięższe okręty Shivan z Freespace'a II. Kto walczył z Sathanas ten wie, że łatwa to walka nie była. Zwłaszcza, jak ci okręt cały ekran zajmował i walił z czego popadnie.