-
Zawartość
654 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Salantor
-
Wpadłeś do mnie z wizytą, twojego komenta oczywiście zapomniałem zatwierdzić, dziś zatwierdziłem i odbywam rewizytę. Swoją drogą... Kiedy nowy wpis? O życiu, śmierci i całej reszcie?
-
- Heh... - rzekł mężczyzna, ni to do siebie, ni to do nich wszystkich razem wziętych. Zaraz jednak dodał: - Żal mi was. Ojcowie i matki większości z was pochodzą z Imperium. Ono was wyżywiło, dało wam zajęcie i chroniło przed zagrożeniami. A wy się tak mu odpłacacie? Zdradą?! Podniesienie głosu sprawiło, że niektórzy zadrżeli. Chwilę przedtem zagrzmiało w oddali, zapowiadając burzę, a do tego stopy tego i owego były przemarznięte za sprawą zimnej ( a dla niektórych już lodowatej ) wody. Hans jednak nie chciał ich trzymać tutaj zbyt długo, zwłaszcza, że następnego dnia mieli ruszyć do pracy. Skinął więc strażnikom. - Vorwarnung. Zamek nie posiadał czegoś, co można nazwać bramą. Znaczy można, ale w każdej szanującej się twierdzy byłaby tylko boczną, nie zaś główną. Tutaj służyła jako jedyne połączenie między plażą a światem za murami, zaś by do niej dotrzeć należało przejść wpierw dłuższy kawałek po piasku, potem wspinać się, niezbyt długo, wreszcie przejść wężowatą ścieżką, gdzie upadek po dowolnej ze stron oznaczał albo ciężkie kalectwo albo śmierć. Stojący na murach strażnicy przyglądali się beznamiętnie więźniom, gdy ci szli pod podniesioną kratą. Zaraz za nią nie było dziedzińca, jakby można było się spodziewać, tylko od razu korytarz. Dalsza droga była stosunkowo krótka i skończyła się kilka pięter poniżej, w miejscu, gdzie znajdowały się liczne, niewielkie cele, zgrupowane w dziesiątki jedna obok drugiej, zamykane na drewniane drzwi z okienkiem, przez które można było podglądać więźniów. Orin i Eldillor trafili do wspólnej celi. Mieli tam do dyspozycji jedną tylko pryczę i jedno małe okienko, które wychodziło na podłogę jakiegoś korytarza. Było cicho, czasami tylko szczęk łańcuchów był słyszalny. Im łańcuchy zdjęto przed wrzuceniem do cel, także mogli rozmasować zbolałe ciało. Oraz chwilę porozmawiać, jeśli mieli na to ochotę.
-
Tia, ale to jest jednak odchył a nie kolejna część serii Fallout, chociaż nazwa jest taka sama. W takim wypadku można lekko przymknąć oko. Ano. Ale tu chodziło o ropę a nie uran. Ropę, którą wydobywano bodaj na Alasce i którą musiano pilnować przed Chińczykami. Czy ja wiem... To znaczy patrzymy na to pod kątem naszej logiki, a to przecież jest świat wykreowany w praktyce od zera, gdzie można zmodyfikować całkiem sporą ilość zasad. Dlatego może szukamy nie tyle logiki co jakichś prawidłowości oraz zasad, które nam mogą wydawać się idiotyczne, ale mieć sens w grze. Co do braminów - nie jestem pewien, czy można porównywać możliwości naszych krów i takiej dwugłowej, która nie wiadomo nawet do końca co je i dlaczego to je. W tym momencie może się okazać, że nawet ta garść trawy jej starczy. A co do Vertibirdów - jak głosi angielska wiki falloutowa, to miał napęd fuzyjny, który łatwo mógł ulec uszkodzeniu i zniszczeniu. Patrz tu: http://fallout.wikia.com/wiki/VB-02_Vertibird
-
Nie mam koncepcji. Kto chętny niech bierze.
-
A tak dokładniej? Bo mam wrażenie, że w pewnym sensie wszyscy są ojcami bomby atomowej. Albo po prostu fizykami.
-
*Strzela na ślepo* Czy to nie aby pierwszy Half-Life?
-
Może to dlatego, że co jakiś czas, głównie w związku z rocznicami pojawia się pytanie o przeprosiny. Ze strony i Niemiec i Rosji. Jakby ci ktoś co i rusz przypominał, że masz przepraszać za grzechy swojego ojca i dziadka, a także kraju, w którym żyli, to pewnie byś też miał dość. Ale tutaj dochodzi jeszcze Putin oraz cała polityka Federacji, ale to akurat zostawię. Najpewniej napiszę bardzo niepopularną rzecz, ale mnie osobiście już to trochę męczy. Domagamy się od Niemiec przeprosin, kanclerz przeprasza. Ale pewnie za rok będzie mowa o tym samym. Tak samo kwestia pojednania między nami a Niemcami - ile można? Ja wiem, że jeśli pewna kobieta wywołuje kryzys na tle wypędzeń, to jest o czym rozmawiać i stosunki stają się nieco chłodniejsze, ale od II Wojny Światowej minęło siedemdziesiąt lat. To ile mamy się jeszcze nawzajem przepraszać? Podobnie z Rosją - zastanawia mnie dlaczego akurat Putin ma przepraszać za działania ZSRR oraz Stalina. I dlaczego też co jakiś czas się do tej sprawy wraca. Duma przeprosiła, jak dziś zapewniał były prezydent Federacji. Tylko czy to wystarczy? No i po co ciągle też wracać do sprawy Katynia? Ja doskonale rozumiem wagę tego wydarzenia, dalsze reperkusje oraz zadrażnienia, jednakże w sprawie wyjaśniono większość, jeśli nie wszystkie wątki. Więc dlaczego nie zostawić już tego? Pamiętać, ale nie wyciągać ciągle na światło dzienne i wymagać przeprosin? Nie przeczę, że może nieco źle podchodzę do tego wszystkiego, ale nigdy nie byłem zwolennikiem martyrologii narodowej oraz entego powtarzania tego samego na okrągło. I nie, nie chcę ani rewidować ani fałszować historii, nic z tych rzeczy. Po prostu wolałbym pewne rozdziały ostatecznie zamknąć, zamiast ciągnąć je nie wiadomo ile czasu.
-
Nastała noc. Gwiazdy i oba księżyce skryte zostały za ciężką, grubą zasłoną chmur. Niejednemu wydawało się, że zaraz lunie deszcz, tak jak często bywało to w ostatnich dniach, jednak póki co nic takiego się nie stało. Łodzie odbiły do brzegu. Łącznie osiemdziesiąt wioseł w jednym rytmie burzyło spokojną powierzchnię wody, a osiemdziesiąt i kilka oddechów mąciło ciszę nocy, wraz z cichym powarkiwaniem strażników oraz kaszlem tych, którzy podczas wizyty w celi bądź krótko przed nią nabawili się jakiejś choroby. Każda długa łódź miała na pokładzie dwanaście osób - dziesięciu więźniów, skutych łańcuchami i przykutych do pojazdu oraz dwójkę strażników, rosłych mężczyzn, jako jedynych uzbrojonych oraz opancerzonych. Jeden siedział na rufie i spode łba obserwował pracujących, częstokroć nadając rytm, drugi z kolei na dziobie znalazł swoje miejsce i z pomocą latarni przeganiał mroki nocy. Daleko przed nimi, z każdą sekundą coraz bliżej widoczna była skała, sprawiająca wrażenie uszkodzonej, nierównej, jakby pierwotny twórca wpierw ujrzał swe dzieło w pełni, potem zaś, niezadowolony z efektu, nadpsuł trochę tu, trochę tam i zostawił. Wioślarzom kojarzyła się z jednym - z kłem. Wielkim, sięgającym nieba kłem, gotowym rozdrapać je, jeśli tylko miałby okazję. Na jego zboczach oraz u podnóża świeciły małe, jasne punkciki, wskazówka dla kolejnych transportów z więźniami. Wśród wioślarzy panował spokój. Jedynie jeden miał silniejsze ataki kaszlu i co jakiś czas wypluwał za burtę zielonkawą, gęstą flegmę. Nikt nie zwracał na niego uwagi - pewnym było, że długo nie przetrwa. Łodzie po kolei zatrzymywały się na piaszczystym brzegu. Strażnicy porzucali wtedy wygodne miejsca i przystępowali do częściowego rozkuwania więźniów. Przestawali być częścią pojazdu, który z takim trudem i mozołem dostarczyli aż tutaj, jednak nie zniknęły ciężkie okowy łączące ich ze sobą, ograniczające ruchy nogami i uniemożliwiające jakiekolwiek bardziej złożone manewry rękoma. Ponaglani przez strażników zeszli na ląd. Jedenastka ludzi już na nich czekała. Część miała pochodnie, wszyscy bez wyjątku miecze oraz toporki. Nie uśmiechali się, lecz widać było wyraźnie, że nastrój mają wyśmienity. Nowa dostawa mięska przybyła do nich, jakże więc się nie cieszyć? Więźniów ustawiono w długim szeregu. Woda niektórym obmywała gołe stopy, stracili bowiem w celach buty, o ile należały do mocnych i solidnych. Tak samo było z kaftanami, biżuterią, płaszczami czy bronią. Wszystko, co miało jakąkolwiek wartość w oczach strażników natychmiast zmieniało właściciela. Ostały się jedynie bezwartościowe bądź religijne drobiazgi. Mało kto chciałby narażać się na gniew Morra albo Sigmara, zabierając wisiorki albo inne związane z nimi rzeczy. Przed szeregiem stanął jeden z gospodarzy, wysoki, dojrzały już człek o pokrytej kilkoma zmarszczkami twarzy. Sumiasty, lekko siwiejący wąs dodawał mu powagi, przymrużone oczy sprawiały, że wyglądał groźnie. Ręce schował za plecami i rzekł: - Witajcie w waszym nowym domu. Jestem Hans Gotergas, lecz wy macie się do mnie zwracać Herr Hans. Od dzisiaj to ja będę waszą matką, ojcem, bratem, siostrą i babką, to ja będę się wami opiekował oraz karał, jeśli tylko dacie mi dobry powód. Bądźcie dla mnie uczciwi i nie róbcie problemów, a odwdzięczę się tym samym. Powoli szedł przed nimi, nowymi górnikami. Nikt nie zakładał, że może być inaczej. Ruda była zbyt dobra i zbyt ważna w obecnych czasach, by więźniowie mogli marnować siły na prace nie związane z wydobyciem. Teraz obserwował ich twarze, posturę, zachowania. W myślach już rozdzielał zadania, wyznaczał miejsca pracy. Każdy czuł, że jest oceniany, mierzony, dokładnie sprawdzany pod kątem przydatności. // Wybaczcie obsuwę. Proszę o zaprezentowanie swych postaci. Na ich zapoznanie ze sobą będzie czas już niedługo. //
-
Swego czasu CDA dało pełną wersję Warcrafta II. Zacieszając grałem wtedy dość namiętnie na polskim kanale Battleneta. Starzy gracze, co mieli grę na długo przed dodaniem do czasopisma psioczyli na nowych. Czy słusznie czy nie, to mi trudno dziś ocenić, ale biorąc pod uwagę duży napływ świeżej krwi można dojść do wniosku, że i czarnych krwinek się nieco nazbierało. To wszystko minęło. Parę miesięcy temu, po recenzji Combat Arms, zassałem grę i zacząłem troszkę pykać. Czasami spotykałem też Polaków. Ci albo nic nie mówili, albo wynajdywali na planszach panienki lekkich obyczajów ( szkoda, że nie marudzili na ceny albo co... ). Trzeba mieć na uwadze, że ludzie czytający CDA mają różny poziom. Od dna całkowitego po wyżyny ponad chmurami. Chcąc, nie chcąc, czy to przez recenzję czy pełniaki pismo kształtuje scenę danej gry. Bo nagły przypływ chociażby tego tysiąca albo dwóch graczy z Polski to jest już sporo. Ale przybywają naprawdę różni i to widać. Dlatego nie, nie chcę gier MMO na coverach. Żadnych.
-
Jakby się uprzeć, to i w drugiej edycji było coś niecoś na temat wykorzystania figurek. Ba! Cały dodatek o tym napisano i sprzedano w ładnej cenie. Mi chodzi bardziej o element, który jednoznacznie kojarzy mi się z planszówkami, czyli karty.
-
Możliwe, że się nie zrozumieliśmy, ale może już mniejsza o to, bo wyjaśniać każde słowo i zdanie to możemy długi czas. I długi post napisałeś, ale odniosę się do dwóch zdań tylko. Fyrst: Nie sądzę. Tak jak wielce grywalny może byś symulator rolnika ( co swego czasu było oryginalne ) wraz z historią ( bo można ją dodać do całej warstwy ekonomicznej ), w której dzieje się wiele, ale na małej skali, bez rozlewu krwi i tak dalej, niż kolejny erpeg, w którym ratujemy świat. I zawiłość fabuły też nie musi mieć tutaj wiele do rzeczy, bo można mieć historię długą i skomplikowaną jak wąż na prochach, ale jednocześnie niestrawną. Pomysł nie trzymający się kupy a potem dziwne jego pociągnięcie dalej to początek końca gry i nie pomoże wyjaśnienie, że opowieść jest oryginalna albo skomplikowana. Zresztą oryginalności też za bardzo nie widzę. Można ją odkryć co najwyżej w postaci przekuwania wątków i motywów ze świata rzeczywistego, takich jak chociażby nanotechnologia albo podróże kosmiczne, przy czym to ostatnie to futurolodzy z dawniejszych lat przerabiali nie raz i nie dwa. A jakby sięgnąć dalej, to się okaże, że lwia część wątków z gier już gdzieś była, tylko w innej wersji. Na przykład książkowej. Fakt, na kompie można mieć pierwszą w historii grę, w której właśnie lecisz w kosmos kolonizować nowe planety, jednak sam motyw mógł już występować. Innymi słowy oryginalność to rzecz rzadka. Prędzej dostrzegam stare pomysły w nowej oprawie, co też złe być nie musi i nie jest, jeśli tylko wynik jest pozytywny. Bo to w sumie nie chodzi o to, by pomysł był nowy, tylko o to, by podejść do niego w odpowiedni sposób. Sekynd: Patrz wyżej. Aż tak wielkiej oryginalności nie dostrzegam. I nie mówię tutaj akurat o pomyśle na grę, bo idąc w taki sposób Guitar Hero jest oryginalny. Mówię o pomyśle na fabułę danej gry, a te w naprawdę dużej części gdzieś już tam były. Inaczej przedstawione, inaczej poprowadzone, lepiej albo gorzej, ale były. A czy rynek tego wymaga... Fakt, wymaga. Ale niekoniecznie oryginalności, prędzej po prostu dobrych gier. I na tym może zakończę, bo mam wrażenie, że kapkę z głównego wątku dyskusji zeszliśmy. Jeśli chcesz jeszcze porozmawiać o fabułach, to zapraszam na priva.
-
Ano. Ja też sądzę, że czasami należy społeczeństwo nieco ograniczyć, jednakże są to przypadki rzadkie. A co do dziury - i tak i nie. Lewicowiec nakładający nowe podatki strzela sobie w plecy i mało kto odważy się na taki krok, z kolei prawicowiec będzie pod ciągłym obstrzałem w przypadku ucinania czegokolwiek ( a nie dajcie bogowie na przykład rent ). I fakt, niektóre problemy można rozwiązać na wiele sposobów, często jest jednak tak, że sytuacja usuwa sprzed nosa przynajmniej połowę. No chyba, że kogoś stać na naprawdę poważny krok, po którym najpewniej nie wygra kolejnych wyborów. Ale takich osób jest mało. A co do kompromisu - kiedyś znajomy stwierdził, że jest to najgorsza możliwa forma dojścia do porozumienia, bo obie strony coś tracą a w konsekwencji nie są zadowolone z wyników. W moim odczuciu jest w tym nieco racji. A wy jak sądzicie? Czy kompromis między dwiema partiami o różniących się od siebie programach w kwestii na przykład gospodarki jest możliwy a jednocześnie korzystny dla kraju czy też nie?
-
I co z tego, że zaprzecza? W kwestii zapowiedzi czegokolwiek wolę być ostrożny, bo nigdy do końca nie można być pewnym, że czegoś na serio nie wprowadzą. Więc się nie zdziwię, bo nie takie rzeczy się zdarzały. A jestem przeciw, bo wychowano mnie w starej szkole, gdzie była karta postaci i kostki. Czwarta edycja D&D wprowadziła nieco zmian, wzorowanych na planszówkach i to mi nie pasuje, tak jak nie pasować będzie w nowej edycji Młotka. Tyle.
-
Złe słowo. Ale chodziło mi ogółem o wszystkie elementy, jakie kojarzą mi się z planszówką i kojarzyć raczej nie przestaną. Zresztą nie zdziwię się, jeśli zostanie dorzucona plansza wraz z figurkami.
-
Nigdzie nie pisałem, że fabuły są coraz bardziej złożone. Nie wiem, gdzie to przeczytałeś... Bo widzę sporą różnicę między "coraz" a "nieco". A skoro używam "Nieco" to chyba wiem, po co. Dlatego powtórzę, tak na wszelki wypadek - nie uważam, by tworzono fabuły coraz bardziej złożone. Widzę jednak, że są ludzie, którzy są w stanie stworzyć nieco bardziej złożone fabuły ( czyli coś więcej, niż tylko uratowanie świata od zagłady ). Teraz jaśniej?
-
Reklamówki jakieś zdarzają się średnio co dwa tygodnie, ale dawno nikt obcy do mnie nie pisał. Ciekawe cymu...
-
Tia, ale do zmian mechanicznych też trzeba przysiąść, potem je sprawdzić, najlepiej ze dwa razy, by potem dziur nie było, a następnie wprowadzać do gry. A do tego musi być potrzebny albo aktywny ( i mający dość czasu ) MG, albo też gracz, który zmianę koniecznie chce wprowadzić. A bez tego i/lub tego to nie ma szans. Swoją drogą też jestem średnio dobrze nastawiony do nowego Młotka, głównie za sprawą planszy. Jakoś od razu mam przed oczyma taktyczny symulator walk w realiach fantasy, czyli trzecie D&D ( patrząc po tym, co serwuje podręcznik ) oraz czwarte na dodatek. Na mój gust to jest to krok w nieodpowiednim kierunku.
-
Nie podam z bardzo prostego powodu - bo złożoność fabuły trudno jest mi oceniać. Jedna osoba powie, że w Diablo II jest takowa a ktoś inny, że w Tormencie nie istnieje. Jak mam ją sprecyzować? Ilość kwestów do zrobienia? Stopień skomplikowania dialogów? Czas przeznaczony na rozgrywkę? Ilość momentów wyboru, możliwych linii fabularnych, nagłych zwrotów akcji? Najpewniej wszystko razem, ale w takim wypadku pojawia się kolejny problem - historie można komplikować tylko do pewnego stopnia. Potem to jest albo zbyt poplątane, albo tylko wydłużane. Przykład z książek - to, że Imperator z Gwiezdnych Wojen miał swoje klony a zaraz po zniszczeniu drugiej Gwiazdy Śmierci dalej trwała wojna między resztkami Imperium a Nową Republiką to nie było komplikowanie fabuły, tylko jej przedłużanie ( czasami niepotrzebne ). A w takim wypadku sądzę, że gry osiągnęły w zasadzie swoje maksimum. Poza tym nie pisałem, że są gry z coraz lepszą fabułą. Pisałem o erpegach z NIECO BARDZIEJ rozbudowaną fabułą. Nieco bardziej, czyli coś więcej od "uratuj świat". To taka subtelna jest różnica. Zresztą jak określić czy fabuła jest coraz lepsza? Pomysłów nowych nie znajdziesz, oryginalność w tej kwestii to trudna sprawa, czasami wręcz beznadziejna. Teraz sztuką jest wziąć istniejący pomysł i tak go zmienić, by był ciekawy i strawny dla większej grupy odbiorców. Jak dotąd nie sądzę, by się nie udawało.
-
Istniały już wcześniej. Zwłaszcza, że 10 przykazań miało odnosić się do Żydów a nie ludzi jako takich.
-
Kojarzy mi się z Chicago. Znaczek na górze pokazuje jedną ze scen, gdy aktorzy udawali lalki na sznurkach, z kolei to u dołu zdjątko od razu przywodzi na myśl dawne lata, na przykład trzydzieste wieku XX ( czyli mniej więcej moment, w którym toczy się akcja filmu ).
-
Moralność niekoniecznie wiąże się z religią. Można być moralnym nie wierząc, można też być niemoralnym i wierzyć, bądź wierzyć w sposób wypaczony. Religia mówi jak żyć, filozofia jednak też, wyjaśniając co jest dobre a co niezbyt. A przynajmniej za czasów starożytnej Grecji wyjaśniała. Dalej - jak ma zagłosować? Bardzo prosto, idąc za głosem sumienia. Religia mówi "Nie zabijaj", ale człowiek indywidualnie jest w stanie podejść do tego przykazania. Dzięki temu Kościół nie może powiedzieć X wiernym "Idźcie do urn głosować na partię Y". Jeśli zaś ktoś chce robić dokładnie to, co nakazuje mu Kościół, to droga wolna. Tylko w takim wypadku powinien również nie grać w gry ( tam też się zabija. Że wirtualnie, to akurat inna sprawa ), nie czytać pewnych książek ( na przykład o treściach pornograficznych ) i tak dalej. A takie osoby są moralnie i życiowo okaleczone. Poza tym dlaczego głosowanie przeciw temu, co uznaje za złe Kościół jest popieraniem grzechu, przepraszam ja bardzo? A do tego jeszcze zła? To też instytucja składająca się z ludzi, którzy mają prawo się mylić i częstokroć to robią. Nic też im zabrania zmienić podejście do pewnych kwestii wraz z upływem czasu, tak jak było do tej pory. Zresztą weźmy prezerwatywy - wedle Kościoła nie powinno się ich używać. Jeśli partia X chce wprowadzić darmową refundację dla kondomów, to popierając tę partię katolik od razu grzeszy? Hm.... A co do statystyk - nie chcę Cię martwić, ale tych katolików to aktywnych nie ma tak wiele. Większość chodzi do kościoła na godzinę co niedziela i na tym się ich religijność kończy. No, może jeszcze modlą się przed snem. Takich prawdziwie postępujących wedle zasad religii, czynnych i praktykujących, prawdziwie również wierzących już 80% nie ma i wątpliwe, by było. A ksiądz z ambony to może akurat nawoływać, nie do wszystkich to trafia. Zresztą nie dziwię się. W mojej parafii, gdy jeszcze chodziłem na msze, po cichu ziewałem w trakcie kazań. Bo były zwyczajnie nudne. A nie sztuką jest nauczać, sztuką jest robić to w sposób przystępny i ciekawy. I tak, jestem ateistą, który na dodatek Kościoła nie lubi. Nie na tyle, by zaraz prowadzić krucjatę przeciwko niemu, lecz w dyskusji ( rozsądnej ) chętnie wezmę udział.
-
Quake II. Oddaję.
-
Niestety... Ale to jeszcze da się odkręcić.
-
A to też zależy od tego jak kto podchodzi do kwestii wyznawanych wartości. Są tacy, którzy za dowolny przejaw "nietolerancji rasowej" albo "homofobii" są gotowi urwać ci głowę przy samych nogach, podczas gdy inni za to, że nie uznajesz homoseksualizmu za chorobę zrobią to samo. Ale to są też ekstrema, między którymi znajduje się spora liczba osób o bardziej umiarkowanych poglądach. Tak jak wśród nastawionych lewicowo są komuniści, socjaliści, socjal-demokraci i tak dalej. Więc ok, podział jest i jest dobijający ( jako liberał nie lubię, jak ktoś rzuca hasłami w stylu "Pedały do gazu", ale odwrotne w rodzaju "Nietolerancyjni do więzień" też mi nie pasuje ) w przypadku skrajnych przedstawicieli, ale reszta najczęściej nie jest taka zła. Chyba... Zastanawia mnie to właśnie. Biorąc pod uwagę mentalność w sferze gospodarki, przejście od leseferyzmu do monopoli a potem również interwencjonizmu to tak, można się zgodzić. Jakby spojrzeć na obyczaje, to w sumie chyba też. Ale z tego by wynikało, że raz dobre jest państwo opiekuńcze a innym razem mocno zaciśnięty pas w sferze socjalnej. Jak na moje, co popieram jedynie swoimi przemyśleniami, istnieją pewne ogólne prawidła i zasady, którymi można się kierować. Osobiście trudno jest mi wyobrazić sobie tak naprawdę dobrze rządzony kraj bez obywatelskich swobód ( III Rzesza w pewnych aspektach się udała, trudno zaprzeczyć, w innych jednak nie ) przynajmniej w rozumieniu nowoczesnego kraju, bo do średniowiecza chociażby nie mam zamiaru sięgać. Z drugiej jednak strony wiem też, że jeśli jest źle, to trzeba czasami ciąć. Także m.in. przez wprowadzenie cenzury. Więc w ogólnym rozrachunku masz rację - nie ma idealnego sposobu na kraj, trzeba się tylko dostosowywać do sytuacji. A co do ostatniego - fakt, determinuje. Ale to też zależy od sytuacji. Lewica i prawica ma inny pomysł na wyjście z kryzysu gospodarczego, ale przyparta do muru musi robić tak, jak pozwalają warunki. Bo w praktyce każdy rząd jest ci w stanie przyobiecać reformy w duchu ten i innej ideologii, ale gdy okaże się, że w budżecie jest dziura, to trzeba będzie obietnice odłożyć na bok. Po prostu czasami się nie da.

