-
Zawartość
654 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Salantor
-
Powoli powoli. Wpierw ustalmy założenia podstawowe. Na razie mamy Anglię wieku XI ( załóżmy, że po wizycie Normanów z jednym Wilhelmem na czele ) z dodatkiem sporym low fantasy, nacisk na sprawy własne przy szerokim tle królestwa, nacisk na to, co robią gracze z gospodarką, wojskiem i intrygami w tle. To teraz jeszcze kwestia czasowa i myślę, że będzie można opisać parę rzeczy ( tak dla pewności ), wziąć mapkę, pociachać a potem pomyśleć o ekipie do prowadzenia.
-
No nie wiem... Ja wszystko słyszę! Co do upływu czasu - jeśli skupiamy się na tym, co robi hrabia i jego poczynaniach, to upływ czasu może nie być regulowany odgórnie. Przykładowo trzej hrabiowie mogą szykować się do wojny. Dwóch zmieści się w 3 postach a jeden w 4. Wtedy robimy mały przeskok ( piszemy, że była potyczka tu, tam spalono wieś, tutaj coś się działo ) i to wszystko trwało około trzech miesięcy, nim wreszcie wojska nie stanęły na polu X pod wsią Y. Kolejne 3 posty na stronę to bitwa właściwa, podsumowanie sytuacji po, i gracz I ląduje u siebie w zamku, gracz II ucieka przez lasy ( bo go ścigają ), a gracz III pali dalej wsie i chędoży dziewki po kątach. Innymi słowy - ważne wydarzenie -> przeskok -> ważne wydarzenie -> przeskok. Gracz w turce do tego opisuje, co robi na zaś ( "Tu postawcie kościół. Tak, dajcie znać, jak będzie gotów. I wyślijcie list do papieża, polecony" ), zaś głównie skupia się na aktualnych wydarzeniach ( na przykład bitwie, co to ją zaraz przegra z kretesem ). Co wy na to?
-
O ile wyjdziemy z kryzysowych sytuacji, takich jak chociażby nieszczęsny ZUS. Bo to pochłania całkiem sporo pieniędzy ( teraz nie pamiętam, ile, ale to szło bodaj w miliardy złotych ). I gdyby takie dziury się udało załatać, wtedy reszta szła by na rzeczy niezbędne. A tak to za bardzo się nie da. Co nie znaczy, że nie ma. Mnie po prostu razi utożsamianie urzędu z wylęgarnią korupcji właśnie. To takie... Ogólnikowe bardzo. Niestety, przyznam Ci rację. Niestety, bo tak być nie powinno, a nie dlatego, że koniecznie muszę się z Tobą nie zgadzać. To akurat była źle pojęta kwestia tego, co państwo ma robić a czego nie. Skoro się troszczy o obywateli, to w teorii nawet tych najgorszych winno przepychać do przodu. A czy to dobrze czy źle... Jak dla mnie źle, ale też nie zawsze, bo to są jednak pewne ekstrema a nie reguła. Pff... Troszkę kręcisz. Mi nie chodzi o to, że ja muszę mieć i koniec. Wskazuję tylko na to, co państwo, w moim odczuciu, winno mi dać. Bo po coś ono istnieje. Gdyby szkoła była w 100% prywatna - trudno, nie wymagałbym od kraju pomocy, tylko na nią zapracował ( stypendia i te sprawy. Jak się uda, to może za zeszły rok akademicki trochę grosiwa dostanę ). Tak samo z opieką medyczną i od biedy ochroną. Ale w takim wypadku po co kraj? Bo zostaje mi tworzenie prawa i jego egzekwowanie, cała reszta zaś idzie do kosza. I wiem, że od tego "daj" bierze się większość patologii, skoro jednak państwo ma obowiązki wobec mnie ( a ja wobec niego ), to niech się do nich poczuwa. Jeśli by ich nie było - trudno, przejąłbym to na siebie. Szkoła państwowa - ok, chcę mieć do niej dostęp, to mi gwarantuje prawo. Szkoła tylko prywatna - ok, zapłacę i będę się uczył. Co byś mnie przypadkiem nie posądził o typowo wymagające nastawienie do świata ( a mam wrażenie, że na to się zanosi ) wolałem pewne rzeczy naprostować. Sam wybrałem sobie liceum, swoim wysiłkiem dotarłem do matury i teraz jestem na studiach, złocisze staram się sam zarabiać w miarę potrzeb i nie wymagam pieniędzy od rodziców. Są, to się cieszę. Nie ma, to trudno. A roszczenia to w zasadzie mam tylko wobec siebie ( perfekcjonistą jestem, a to boli ) i wobec tych, którzy do czegoś się zobowiązują i mają obowiązek ( bądź powinni ) się wywiązywać z tego. A tych, co krzyczą głośno i wymagają ( tylko. Bo wymagać można też w uzasadniony sposób ), a znam takich trochę, nie znoszę.
-
Brawo. Swoją drogą o swojej nominacji nawet nie wiedziałem ( bo nie czytałem odpowiednich tematów ), ale na Trymusa bym zagłosował ( czego nie zrobiłem, patrz nawias obok). Good job, oby tak dalej.
-
Ale to dalej są niskie podatki. A koszta funkcjonowania państwa na wszystkich szczeblach i we wszystkich obszarach są spore. Wywal administrację jako taką, to zostanie ci chociażby służba zdrowia. Państwowa. Prywatyzować można, wtedy koszta idą w diabły. W takim wypadku można pozostawić nawet tylko sądy, policję i wojsko. Ale to też kosztuje a minimalnym podatkiem nie uzbroisz nawet minimalnego kontyngentu do obrony granic. Porządnie, bo byle jak to każdy by potrafił. Trochę mieszasz, bo wpierw mówisz o polityce i zarządzaniu krajem a potem gospodarce. Leseferyzm w wersji gospodarczej był, to fakt. Ale zaraz potem piszesz o sposobie rządzenia krajem i podajesz, że próbowano tego. W Anglii na dodatek. Weź to rozdziel na drugi raz, bo się ciężko zastanawiałem o co ci chodzi, a XIX wiek niedawno bardzo dokładnie poznawałem. Od czegoś są też patrole na ulicach. Ale idąc tym tokiem rozumowania, to powinienem sam bandytę potraktować gazem, stłuc, zakajdankować i zamknąć, może w piwnicy. Albo odwieźć do więzienia, ewentualnie zostawić to niebieskim, którzy w takim wypadku robią za darmową taksówkę do zakratowanego budynku. W takim wypadku to już nie jest policja, a przynajmniej nie taka, jaką powinna być. Agencje ochrony do tego chronią osoby, które na to stać. Jestem przeciętnym zjadaczem chleba i wedle prawa niebiescy mają zapewnić mi ochronę. Właśnie po to jeżdżą też po ulicach i pilnują. Nie stać mnie na prywatnego ochroniarza a zapewnianie sobie samemu bezpieczeństwa podpada mi nieco pod jakąś formę anarchii. Czy skrajnego liberalizmu ( wolność moja, znaczy sam mam o siebie dbać. Zawsze ). Ne, nie pasuje mi to zupełnie. Teraz zdefiniuj wypadek, samoobronę i obronę drugiego człowieka. Do tego nie zapomnij, że pod wpływem alkoholu mogłem komuś wbić nóż pod żebro ( to nie jest wypadek w żadnym wypadku, bo się nie pośliznąłem ani przez przypadek nie trafiłem ). Albo też żona mogła pociachać męża siekierą, gdy ten chciał ją pobić ( to by podpadało pod samoobronę nawet, ale nie ma jej definicji ). Dlatego definicja wygląda ok, ale jest zbyt ogólna. Zbyt ogólne prawo to droga do interpretacji, interpretacja ( zbyt swobodna ) to droga do bezprawia i zbyt silnej władzy sądowniczej. Prawo ma być dostatecznie rozbudowane i szczegółowe, by nie było wątpliwości i szukania poprawnej odpowiedzi. Więc ani proste i krótkie, ani też skomplikowane i "długie". Wypośrodkowane. Każdy urząd może być wylęgarnią korupcji. Ba! Każde miejsce, gdzie jest więcej niż jedna osoba może nią być. Mam na uczelni kilka tysięcy studentów, dużo pracowników naukowych też. Za zdanie egzaminu jeden może co rok brać pieniądze. Jest korupcja? Jest. I to niezależnie od tego, czy firma czy urząd, państwowe to to czy prywatne, spółdzielnia czy jedynowładztwo. Więc patrzysz zdecydowanie zbyt prosto i ogólnikowo. Urzędy to nie tylko wylęgarnia korupcji. Ale o ich celach może nie będę pisał, bo to akurat wydaje mi się oczywiste. No i teraz wyczuwam taki delikatny zapaszek anarchizmu, bądź pokrewne. Podstawy - dekalog. Prawo rzymskie, bizantyjskie, różne kodeksy powstające z upływem lat. Reszta to albo rozwinięcie, dostosowane do nowych warunków albo wariacje. A nie są jasne? To język prawniczy. Jest trudny i konkretny, ma wyjaśniać coś jasno i ze wszystkimi szczegółami. A to wymaga wzięcia pod uwagę niemal każdej ewentualności. Dlatego masz ileś stron kodeksu karnego. Bo ma uwzględniać wszystko, a nie skupiać się na paru zasadach w rodzaju "Za morderstwo kara śmierci" ( jeszcze bez dodania jakiej ). A jest dużo, bo jest dużo sfer życia wymagających ustaleń prawnych. Samo prawo cywilne chociażby. Spadki, testamenty, hipoteka. To trzeba opracować porządnie, a nie ogólnikowo. Ależ ja proszę o odpowiedź. Ale skoro mówisz o 500 a potem 1500, to uzasadnij. Ja też mogę przyjść i powiedzieć, że jak wywalimy podatki, to świat stanie się lepszym miejscem. Albo jak weźmiemy takie osiem milionów ludzi i ich rozstrzelamy, to zaraz nam się sytuacja gospodarcza poprawi. Ale potem będę się musiał z tego tłumaczyć ( i słusznie ). Wyjaśniałem wyżej. Przedmówcy też. I wyjaśniam teraz. Mam dalej się produkować, że te pół tysiąca ludzi to za mało do zarządzania krajem? Weź jedną osobę i powiedz, że może kierować serwerem WoW-a. Tak ze sto tysięcy graczy średnio na tydzień. Już widzę, jak się wyrabia. Te "urzędasy" wbrew pozorom pracują. Lepiej i gorzej, ale pracują. To, że w naszym kraju robią to często byle jak nie oznacza, że tak jest wszędzie. Gdyby biurokracja była zła, to w czasach antycznych by ją wyrugowano, gdy filozofowie byli w stanie przekonać do swych racji. A tak bytuje aż po dzień dzisiejszy. Wyjdź z mojej głowy, zabierz swoje buty i kurtkę i zamknij za sobą drzwi. A na drugi raz zapukaj, bo grzebania w myślach nie lubię i nieproszonych gości w tamtych rejonach traktuję mało przyjemnie. Potrafię sobie wyobrazić wiele. Kraj, w którym komunizm działa. Kraj, gdzie nazizm się przyjął i istnieje do dziś. Nawet kraj teokratyczny, gdzie istnieją swobody obywatelskie. Co za problem? Wyobraźnia ( ponoć mi jej nie brak ) i kilka chwil kminienia. Ale to, że potrafię sobie wyobrazić zagładę całej planety nie znaczy, że to ma się stać. Tak jak moje wyobrażenia o innym ustroju nie czynią z niego remedium na całe zło tego świata. Ten przykład z gaciami to nietrafiony ( chyba, że masz firmę ). Poza tym znów czuję tutaj zapaszek anarchizmu ( albo libertarianizmu ), którego osobiście bardzo nie lubię, jako stawiającego po jednej stronie "Winne całemu złu świata" państwo a z drugiej "Czystą i nieskalaną wolność". A ble... Te 500 rządzących też? Coś nie kojarzę. Plus dlaczego to coś ma działać i teraz? Pewne formy się już wypaliły albo też w formie czystej nie będą działały. Plus - skoro testowano, to czemu się nie przyjęło? I nie, nie zwalaj winy na tych, co rządzą. Od czegoś jest rewolucja. Co do pierwszego - wybierz szkołę prywatną. Sprawdź, kto tam uczy i jak. Albo wybierz państwową szkołę, sprawdzając ją wcześniej. Istnieje kanon wiedzy, którą winien posiadać każdy obywatel. To można zmienić, wystarczy obywatelska inicjatywa ( wszak obywatele mają możliwość tworzenia projektów ustaw ). Tylko nie mów mi, że ten wybór, o którym piszesz ma się opierać o dobieranie treści... A co do drugiego - widziałeś ludzi w Stanach? Albo chociaż na zdjęciach? Określenie "rozmiar XXL" uznałbym w ich wypadku za komplement. Restauracje typu fast food uznaje się za jedną z przyczyn otyłości a w konsumpcyjnym społeczeństwie U.S.A. widać mało zwraca się uwagę na zdrowie i wagę. Więc skoro rząd chce tego zabraniać, niech to robi. Czasami obywatele sami nie wiedzą, co dla nich dobre. Czasami. Tak jak przestępstwem jest sprzedanie własnoręcznie skopiowanej gry sąsiadowi, którego nikt nie zmusza do kupowania u nas. Co to ma do rzeczy? Takie jest prawo i należy go przestrzegać. A jak idiotyczne, to walczyć o zmianę, od czegoś są grupy nacisku. Widzisz podkreślone słowo? No właśnie. Jeśli na ulicy spotkam murzyna ( nie będę pisał afroamerykanina, bo to takie dziwaczne, sztuczne słowo. Osoba czarna to osoba czarna, zwykłe określenie bez zabarwienia pejoratywnego ) to oznacza, że w Polsce są murzyni? Incydent. Wypadek jednostkowy. Nie reguła a wyjątek od niej. Plus brak pozwolenia to łamanie prawa - patrz wyżej. A jak będzie incydent z liberałami, że ci zdemolowali komendę policji ( jakoś im się udało ) w imię wolności, to oczywiście będzie ok? Nie. Domagam się państwa, które zapewni mi pewne podstawowe rzeczy a potem da swobodnie działać. Ty z kolei domagasz się państwa - widma, które w praktyce istnieje w formie wykastrowanej. Od tego jest aparat przymusu, czyli policja i wojsko. Wyżej piszesz o straży miejskiej i incydencie. To jest niańka, która bije po tyłku. Kogoś, kto nie dostosował się do zasad. Źle? To ciekawe kiedy ma bić. A mnie lubić nie musisz, ważne, że mam okazję do dyskusji. Chyba muszę założyć autoalarm na mój mózg, bo wybitnie ktoś mi się ciągle włamuje. I skobel, o! To jest myśl. A nade wszystko zacząć gdzieś umieszczać tablice informacyjne, bo co chwila widzę, że ktoś wyciąga błędne dane. Może błąd systemu? To teraz tak - bredzisz. Zwyczajnie bredzisz. Mi zależy na tym, o czym pisałem wyżej - bezpieczeństwie, podstawach życiowych i szansie na to, że się czegoś dorobię. To już zrobię sam - dajcie mi szkołę, dajcie opiekę medyczną i ochronę, a dalsze me życie zostawcie już mnie. W szkole i tak będę się uczył sam, pracy też będę szukał sam, ale obronić to się raczej nie obronię, wyleczyć też nie. Więc proszę o to, czego sam nie jestem w stanie sobie zapewnić ( albo jest to dla mnie trudne ). A resztę zostawcie mnie. Nie muszę mieć pokoju bez klamek i monitoringu. Życie bez ryzyka byłoby nudne. Wystarczy mi, że wiem, że jak mnie pobiją, to winny za to odpowie, że od złodzieja odzyskam swoje rzeczy, że po iluś latach edukacji mam takie szanse, jak i inni. Nie potrzebuję stałej obstawy i doglądania co chwila. Rozum swój mam, dwie ręce też, w większości przypadków dam sobie radę. Świat jest wielki. Możesz wyemigrować na jakąś bezludną wyspę i tam sobie uprawiać pomarańcze. Nikt ci nie zabrania, jeśli tylko inni na tym nie ucierpią. Więc w czym problem? I teraz tak prywatnie ( nie, to nie wycieczka ). Widzę, że jesteś anarchistą. Albo libertarianinem, z tendencjami do usuwania państwa w cień bądź w ogóle poza margines. Dlatego spytam wprost - skoro to tak genialny system i skoro jest lekiem na całe zło, to dlaczego go nie widzę? Przecież były próby, nawet, jak twierdzisz, udane. Więc dlaczego remedium odrzucono? Nie, nie chcę czytać o ekipach rządowych, wielkim biznesie i inszych grupach trzymających władzę. Rewolucje obalały niejeden rząd i niejednego króla. Są inne powody? Jeśli nie, to chyba dodatkowy komentarz jest zbędny.
-
Jest to.... Pewna koncepcja. Nawet warta rozważenia, bo w takim wypadku bierzemy tylko podręcznik do historii i dosypujemy nieco elementów fantasy ( do zrobienia w jeden do dwóch dni, w zależności od dostępnego czasu ). Mapka też by była pod ręką, gracze mieliby pole do popisu, ogółem łatwiej by się tym wszystkim zarządzało. Idea mi się podoba. Jak sądzą pozostali?
-
*Pomachał* A będą? Od człowieka wymaga się, by nie kradł, nie zabijał, nie cudzołożył i nie robił paru(nastu) innych rzeczy, przy czym waga ich jest całkiem różna ( przykazanie IV i V chociażby ) a i przypadków i wyjątków też jest sporo ( zabijanie. Owady i zwierzęta się liczą? Z zimną krwią czy w afekcie? To jest ten sam grzech czy może ma inną wagę? A jak tak, to dlaczego? ). Wymaga się także, by w każdej sytuacji świecił przykładem, robił tylko to, co ogólnie uznaje się za dobre i prawe i pokazywał, jaki to jest cnotliwy. Założenie w sumie jest szczytne, bo stawia wysokie wymagania. Ale dziś są chyba kapkę za wysokie. Spójrz chociażby na sprawę antykoncepcji. Aktualnego stanowiska nie znam, być może się zmieniło, ale reguła była prosta - prezerwatywy, pigułki i tak dalej niet, tylko naturalne metody ( czyli tak zwana watykańska ruletka ). Jeśli przyjąć, że Kościół to usta boga na ziemi i jak się jego nie słuchamy, to popełniamy grzech, to w efekcie każda para, która korzysta z prezerwatyw grzeszy. Bo to jest nie po linii partii, ergo po linii boskiej. I teraz weźmy ludzi chorych, nie chcących mieć jeszcze dzieci, ludzi z jakimiś problemami albo zwyczajnie niepewnych. I teraz ładny mamy wybór - grzeszyć czy nie? Biblia nic nie mówi ( a może mówi? Gdzieś w księgach może być odpowiedni cytat ) na temat antykoncepcji. Jest na temat zoofilii i nekrofilii, ale o przerywaniu ciąży chociażby słowa nie ma, a przynajmniej nie wprost. Było i jest całkiem dużo rzeczy obecnie, których Biblia nie zawierała i zawierać już nie będzie, tak jak dzieła filozoficzne mogą nie poruszać aktualnych problemów związanych chociażby z prawem pracy. A to oznacza, że Kościół powinien się zmieniać, dostosowując do sytuacji. Może nie poprzez popuszczanie pasa, bo zmienianie ideałów, do których się dąży jest pfe i prowadzi tylko do obniżenia poprzeczki, ale na pewno nie przez tak kategoryczne podejście do wielu spraw ( głównie kontrowersyjnych, takich jak aborcja czy eutanazja ). Kościół ma zdanie jasne - czerń i biel, nie bierze pod uwagę szarości. A katolicy, wedle zasad, właśnie do tego, co Kościół głosi mają starać się równać i wedle jego zasad postępować. I teraz kto tutaj jest bardziej winny - instytucja, która swego czasu uznała demokrację i ruch socjalistyczny za wielki błąd świata, czy też ludzie, którzy czasami nie mają wyboru i muszą zadziałać wbrew jej nakazom? A człowiek nigdy nie będzie idealny. Jest istotą ułomną w wielu kwestiach, piętrzącą problemy i szukającą nie wiadomo do końca czego. Ideały chrześcijańskie są wzniosłe i piękne, ale trudne ( a wręcz niemożliwe ) do osiągnięcia. Bo ludzi, takich prawdziwie czystych, prawych, uczciwych, po prostu chodzących wzorów, jest bardzo, ale to bardzo mało. A człowiek ze swej natury to jednak istota grzeszna i podatna na pokusy. I tak przy okazji... Na necie wisi sobie statystyka. Zabici przez boga i przez szatana. Szatan ma na koncie dwie osoby, bóg x razy więcej ( to chyba w setki tysięcy szło, teraz nie pamiętam ). Co na ten temat sądzicie? Ładna manipulacja czy jednak coś, nad czym warto by się chwilę zastanowić? Jak znajdę link, to podrzucę.
-
A znak zapytania to gdzie? Moment... Minimalnych podatkach? Zaraz, czekaj no... To skąd brałyby się przychody państwa? Gdzie kasa na chociażby policję w takim razie? Gdzie kasa na tych urzędników, co jednak pracują? Bezedura... U? Konkret proszę! A łapanie bandytów to mi niby nie zapewnia bezpieczeństwa? Tak samo patrolowanie ulic, zgarnianie meneli, ochrona stadionów i ulic w trakcie meczów albo też kontrola ruchu drogowego? I dalej - sam? Czyli co, kupić sobie gnata i w razie potrzeby zastrzelić jakiegoś bandytę, co mi chce portfel zaiwanić? Druga bezedura. Podaj definicję morderstwa. Weź pod uwagę morderstwo w afekcie, pod wpływem alkoholu i z premedytacją. Śmierć za wszystkie trzy ( bo to upraszcza sprawę )? Mowy nie ma. Współcześnie jest za dużo różnych przypadków, by robić zbyt ogólnikowe prawo. Patrz też post wyżej. Żadnego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta? Żadnego Sanepidu? Trzecia bezedura. Sytuacja pierwsza i czwarta to jakiś chory sen. Jedna osoba odpowiedzialna za nowe prawa? Może jeszcze sama ma je napisać, sama przetestować i sama wprowadzić w czyn? Weź dowolny kodeks karny. Wyobraź sobie, że ciągle trzeba coś w nim poprawiać. I daj to do zrobienia jednej tylko osobie. A teraz dowal jej jeszcze inne obowiązki ( przypadek z prezydentem ). Czwarta bezedura. Więc po co podajesz liczbę, która w praktyce jest wysnuta z obserwacji gwiazd? A gdzie służba zdrowia? Gdzie szkolnictwo? Gdzie wszystko to, co aktualnie zapewnia państwo? Od razu mówię - żadnej prywatyzacji. Nie chcę widzieć całkowicie prywatnej uczelni wyższej pośród innych prywatnych uczelni wyższych, do której idę po prywatnej szkole podstawowej, gdzie chorowałem i leczył mnie całkiem prywatny lekarz. W innym wypadku - sorry, ale albo dalej widzę grupę osób tyrających 24h/dobę przez 7 dni w tygodniu, albo też system, który cierpi na brak rąk do pracy. Tak się nie da.
-
A kogo obciążysz kosztami w przypadku klęski? Nie wczytywałem się w "Kapitał", wiem za to tyle, że Marks zakładał obalenie poprzedniego ustroju i wprowadzenie dyktatury proletariatu. Jeśli gdzieś po drodze była mowa o mordach, to przyznam ci rację. A - komunizm miał inne założenia, niż wyszły w rzeczywistości. Zrzekłem się wolności na rzecz policji, która ma zapewnić mi bezpieczeństwo. Zrzekłem się części wolności na rzecz kraju, który ma zapewnić mi bezpieczeństwo. Czyli jak, robimy anarchię? Chcę jasnej i klarownej odpowiedzi - jak 500 osób może zarządzać krajem takim jak Polska. Kto co miałby robić? I czy nie musieliby przypadkiem tyrać po 20 godzin na dobę, by ze wszystkim się wyrobić? Wymagam pełnej odpowiedzi, z konkretami, gdzie będę wiedział ile osób czym się będzie zajmowało. Nawet, jeśli ma to być "około 10 do X i 4 do Y". Bo na razie to ja widzę tutaj nieźle utopijny pomysł i zero argumentów na poparcie ( Poza "A czemu nie spróbować?". Może od razu wprowadźmy teokrację, bo tego jeszcze w Polsce nie próbowaliśmy? ).
-
Nie mów, co myślę, bo sam wiem o tym doskonale. A jak potrafisz mi we łbie czytać, to wyjdź, bo nie lubię takiego włażenia z buciorami w moje sprawy. A dalsza dyskusja z Tobą... Szkoda czasu.
-
F.E.A.R.? W sumie to tylko ta dziewczynka mi się kojarzy, więc strzał całkiem na ślepo.
-
Zatem większość opowiada się za low fantasy. Inne opcje brzmią niezwykle smakowicie, lecz decyduje większość. Wszelkie wariacje historyczne zostawimy więc. Póki co, oczywiście. To, co pisałem wyżej pewnie wkrótce skomasuję i gdzieś sobie zapiszę, a potem poproszę moderatora o wsparcie przy edycji posta. Teraz sprawa druga, skoro mamy realia: Nacisk na sprawy globalne czy lokalne? Spory hrabstw na tle królestwa czy spory hrabstw z dużym udziałem królestwa? Pisać o tym, co dzieje się na drugim końcu kontynentu czy raczej za miedzą? Innymi słowy - skala. Zarówno tego, co mają do dyspozycji gracze, jak również tła oraz jego wpływu na rozgrywkę.
-
No i? Mieściła się w jednym budynku. Potem kraju było coraz więcej, polityka coraz szersza, pieniędzy góra wyższa i problemów też więcej. Mając pod kontrolą pięćdziesiąt stanów, mieszając się w sprawy Panamy, Kuby, zajmując kolejne wyspy na Pacyfiku i prowadząc szeroko zakrojoną politykę trzeba było więcej niż wcześniej osób. To naturalna kolej rzeczy. A 500? Na niemal 40 mln mieszkańców? W czasach Rewolucji Francuskiej Robespierre z kumplami ( grupa to bodaj Komitet Ocalenia Publicznego ) to łącznie... 13 osób? Coś koło tego. Panowie tyrali od rana do nocy ( też bez Internetu i komputerów, które, czego chyba nie bierzesz pod uwagę, same z siebie nie pracują, tylko też muszą być obsługiwane przez ludzi ) i, jak można przeczytać u Baszkiewicza chociażby, byli przepracowani. Dwieście lat temu z małym hakiem, w okresie wojennym do tego. Teraz masz pokój w dużym kraju, szesnaście województw, ileś powiatów i gmin, politykę unijną, problemy z Rosją, kwestię stosunków z Niemcami, tutaj sprawa gazociągu, tutaj strajki, tutaj nowelizacje prawa i diabli wiedzą, co jeszcze. Serio sądzisz, że pół tysiąca osób ( załóżmy, że specjaliści ) dałoby radę tym wszystkim zarządzać? Ale że jak, centralnie czy w terenie? Człowiek na gminę? Na powiat? Na województwo? Już widzę, jak musieliby siedzieć od rana do nocy, by pozałatwiać wszystkie sprawy. Nie chodzi o liczbę ludzi w administracji ( do pewnego racjonalnego poziomu ), tylko o to, jak pracują. Może ich być i sto tysięcy, jeśli taka jest potrzebna. Sprawny aparat biurokratyczny i z taką liczbą da radę, ba! Mniejszą też. Ale nie pół tysiąca, bo to z kolei jest zbyt niska granica. Nawet mając komputery i Internet musieliby siedzieć ileś godzin i stukać ( przy czym co, jedna osoba tworzy prawo? Dwie? Dziesięć? Gdy teraz całe komisje ekspertów się tym zajmują? ) i stukać i stukać... Nie, za mało. Stanowczo za mało.
-
Oj ja wiem, no... Tyle, że o ile Farseerka ma głos dobry, to po prostu Banshee mi nie pasują. Są za delikatne, za delikatne jak na kosmiczne elfy nawet, do tego wojowniczki wymiatające w walce wręcz. Reszta jest ok, to jedno tylko nie styka. Co do grania - przez hamaka się przyzwyczaiłem po prostu. Łatwiej jest mi się zgadać, no a do tego miałbym paru znajomych, zapewne chętnych na partyjkę. A gra online mnie odstrasza poziomem co niektórych. Ale o tym pisałem wyżej. A i pytanie - wersja czysta? Bo na takiej do tej pory grałem i pewnie przy niej pozostanę.
-
No fakt, to przed nawiasem średnio podpasowało. Ogółem chodzi mi o to, że te głosy brzmią tak... delikatnie. Elfio właśnie. Ale przez to czasami mnie też śmieszą, bo o ile Reaperzy są mroczni, to właśnie Banshees tak... lekko. Ale to może dla niepoznaki. Ćwicz ćwicz. Ja chętnie z kimś popykam na multi, na przykład przeciw kompowi właśnie. Co prawda nie jest to to samo, co mała jatka w ośmiu z żywymi ludźmi, ale na serwerach gry są prawie sami ProEloWymiatacze, którzy każdego bez 5 gwiazdek zaraz z gry wywalają. Smutne.
-
Więc widzę, że na razie opcja fantasy ma wzięcie. Ja bym to zrobił tak - fantasy. Ludzie dominują, krasnale i elfy ( tylko, to starczy ) gdzieś u siebie są i powoli wymierają. Nie gramy nimi, za to mogą wpływać na grę. Jako tło. Magia - mało. Magów mało, a jak już, to całkiem konkretni. Brak rozwalania murów spellami, prędzej chodzi o mistyczną moc, taką na miarę Merlina niż D&D. Potwory - tak, ale w normie. Jak w Gothicku. Smok może jeden, gdzieś w legendach ( tu się Wiedźmin kłania ), trochę orków, trochę goblinów. Takie bardzo, bardzo low-fantasy. Hm?
-
By było łatwiej powinniśmy kminić etapami, nie rozwodząc się nad wątkami pobocznymi. Wtedy szybko ustalimy co trzeba i zmajstrujemy konkrety dla graczy. Pierwszy - realia. To klucz. S-F czy fantasy? Historyczne czy całkiem wymyślone? Nasz setting czy jakiś już istniejący? Jak sądzicie?
-
*Drapie się po nieogolonym, studenckim pysku* Hem... A polejcie, panie moderator. Za zdrowie admina!
-
Uderz w stół etc?
-
Zorientowałem się, jakiego babola walnąłem w zdaniu... Oj, brzydko brzydko... Właśnie o to chodzi. Ile w nas jest z boga, ale z cech różnych, różnistych. Kiedyś Smuggler zwrócił uwagę na to, że bóg musi mieć poczucie humoru, inaczej człowiek by go nie posiadał. Patrząc na Stary Testament jest też okrutny, mściwy i zazdrosny ( pytanie czy był wcześniej taki i nam tego oszczędził, czy dopiero po jednym słynnym jabłku nabraliśmy tak marnych cech ), zaś wedle Nowego miłosierny, kochający, szczery i opiekuńczy. Zastanawia mnie tylko jak wiele z tego mamy "naturalnie", przy urodzeniu. Wszystko czy nic? Może część? A jeśli tak, to dlaczego uważamy boga za nieskończoną dobroć, gdy my jej nie posiadamy ( a może jednak? )? Dlaczego piętnujemy gniew jako grzech, gdy bóg też się gniewa i niszczy? Dlaczego dał nam cechy złe, skoro, jako istota doskonała, mógł nas też takimi uczynić ( jesteśmy wybrakowani, tego się raczej nie da ominąć )? Jeśli miał w tym plan, to zostaje oddać hołd. I kląć, że taki z niego sadysta. A jeśli nie... No właśnie.
-
Hm... to znaczy bóg wspiera swoje sługi po to, byśmy w niego uwierzyli, bo tak sami z siebie nie są w stanie tego dokonać. Ok, ma to pewien sens, w końcu człowiek to niedoskonała jest istota. Ale dlaczego akurat to człowiek ma w sobie cząstkę bożą, która pozwala mu uwierzyć? Dla mnie to wygląda jak jakiś pstryczek. Przychodzi kapłan i cyk, mamy nawróconego ( albo i nie, jeśli ten jest oporny ). Ot, złe skojarzenia mam. I tak mnie dzisiaj naszło... Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, jak głosi Biblia. Zagwozdka podstawowa brzmi - jak wyglądała podstawa, na bazie której stworzono nas? Jakie cechy ma bóg, które również i my posiadamy i w jakim natężeniu ( na pewno nie tym samym, bo mówimy o podobieństwie a nie boskiej kopii )? Dlaczego takie a nie inne? Mam na ten temat pewien pogląd, ale ciekaw jestem też zdania innych.
-
Space Marines to ci dobzi, służąc Wiecznemu Imperatorowi ( dziennie pochłaniającemu dusze tysiąca psioników, by dalej egzystować ), władcy państwa gorzej jak totalitarnego? Jak mam wskazać jakichkolwiek dobrych w tym uniwersum, to od biedy byliby to Tau. Ale nawet oni z tym najbardziej czystym pojęciem dobra mają mało co wspólnego. Bo na dobrą sprawę, to w czterdziestce nie ma "dobrych". To za brutalne uniwersum, zbyt groźny i ponury świat, by tak stawiać sprawę. A co do spiczy - w sumie to każda strona ma coś fajnego do zaoferowania. A to drący się Kultyści Chaosu, a to stoicki Librarian, bardzo inteligentnie brzmiący Tau ( "Where do you need firepower?" ), zniewieściali do bólu Eldarowie ( Guardianów jeszcze jakoś przełknąłem, ale straszliwe Banshee piszczące głosem a'la Barbie... Nic dziwnego, że tak wymiatają w walce wręcz ), "ynteligentni" orkowie ( "Orks is the biggest and the strongest!" ) i fanatyczni ( chyba nawet bardziej od Marynarzyków ) Gwardziści ( z jednej strony te przerażone głosy szeregowców, jak dostają wciry, a z drugiej krzyki Komisarzy i Kapłanów ). Ale i tak Psionik, śmiejący się od czasu do czasu bije poprzedników na głowę. Bez tak świetnie dobranych głosów gra straciłaby znacznie ze swego klimatu. Swoją drogą - ktoś chętny na partyjkę w DC? Ostatnio zerkam na kanał na hamaczi, który gdzieś tutaj był podany i niewiele widzę osób zalogowanych po dwudziestej. Czyżby gra się już znudziła?
-
Tak już na przyszłość spytam: Anime silnie nastawione na militaria. Bitwy, potyczki, plany kampanii, polityka i tak dalej. Realia dowolne, byleby się ciągle coś działo. Ktoś ma jakieś pomysły?
-
Y? To chyba złe wyrażenie zastosowałeś, bo palenie chrześcijan/żydów mogłoby podpaść pod prześladowanie religijne. Poza tym czarownice palono głównie w późniejszym okresie, za reformacji i jeszcze dalej. Wcześniej nie było to ani jakoś szczególnie powszechne, ani tym bardziej szeroko nagłaśniane. Tak samo w Polsce ( gdzie w ogóle coś mało tych stosów było ). O, doprawdy? Tyle samo ofiar? Te same metody? Może jeszcze obozy koncentracyjne dla wiedźm oraz program "Ostatecznego rozwiązania"? Nie ta skala, zupełnie nie ta skala, więc i porównanie nietrafne.

