Skocz do zawartości

Salantor

Forumowicze
  • Zawartość

    654
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez Salantor


  1. A co do kobiet w wojsku... jeśli tak chcą to dlaczego miałyby nie móc realizować własnej drogi życiowej?

    Patrz opisane przez Ciebie względy praktyczne. Z drugiej jednak strony teraz jest na świecie tyle ludzi, że nawet jak większy procent kobiet pójdzie do wojska, to raczej nie odbije się to negatywnie na skali całej populacji. A jak odbije, to to będzie III Wojna Światowa czy innych konflikt o podobnej skali i wszystkim się równo oberwie.


  2. @UP

    Nie zapominajmy także o:

    1. Ludziach, którzy potrafią po teamfighcie przyznać się do błędu

    2. Junglerach informujących o szykowanym ganku i chętnie oddających blue

    3. Graczach dyskutujących o liniach, pickach oraz banach przed grą

    4. Graczach rzucających niezłymi dowcipami w czasie gry

    5. Graczach piszących "GG" i dających honor nawet po ostro przegranej walce

    Bez przesady. Community Lola jest dość toksyczne, ale nawet tam znajdą się ludzie na poziomie. Idioci są bardziej widoczni, co nie oznacza, że jest ich dużo.


  3. Po paru pierwszych godzinach gry wnioski są następujące:

    - Hard jest easy. Serio. Zginąłem jeden jedyny raz, a i to tylko ze względu na swoje gapiostwo. Brak odrzutu i innych problemów przy celowaniu + wigor = każda plansza wyczyszczona do zera

    - Rozrzucone wszędzie znajdźki skutecznie wybijają mnie z immersji. Ciężko mi się skupić na fabule, gdy w śmietniku znajduję jadalną watę cukrową, co mi hp odnawia...

    - Columbia jest śliczna, a jej projektanci zasługują na podwyżkę ^^


  4. Tak btw. udało mi się dzisiaj zrobić pierwszą pentę biggrin_prosty.gif I do tego na początku nieźle obrywaliśmy od przeciwnego teamu, ale udało się wyccarować, dość niedocenianą Sivir smile_prosty.gif

    Sivir sprzed reworka była do przeżycia. Po reworku jest jednym z lepszych AD carry. Innate pomaga przy pościgach i ucieczkach, Q oraz W świetne do teamfightów (zwłaszcza biorąc pod uwagę CD na W), E pozwala uratować tyłek i/lub nadrobić braki w manie (na przykład rozbrajając pułapki Nidalee oraz Cait), zaś za R myślę, że każdy w teamie w czasie teamfighta podziękuje. Jasne, nie ma natychmiastowych skili ucieczkowych w rodzaju siatki Cait, ale te braki nadrabia głównie W oraz niezłymi przelicznikami AD na skille.

    W sumie dzięki za przypomnienie o niej, trzeba będzie pyknąć nią partyjkę na Proving Grounds, tak na rozgrzewkę przed "prawdziwą grą" ^^


  5. Raynor jako dowódca całej grupy raczej nie powinien ryzykować osobiście poprzez wskakiwanie w sam środek armii Dominium wink_prosty.gif

    Z tym, że on już to zrobił. Wbijając się z wizytą na statek Valeriana, podczas gdy Hyperion był otoczony przez flotę Dominium :P

    Zaś co do misji. Yep, chodziło o jego ośmieszenie, ale bardziej przez puszczenie starych materiałów, niż zabawę z wielkim robotem. Wielki robot to akurat był pikuś w porównaniu do informacji, że za wielkim mordem na Tarsonis stoi dobry papcio Imperator. Plus jak słusznie zauważono, misja toczy się w momencie, gdy flota Dominium osłania światy centralne. Wbić się tak do stolicy pod okiem całej armii Dominium, porozrabiać wielkim robotem i zwiad? Kapkę to naciągane.

    Więc jak dla mnie albo można było te kompromitujące materiały podrzucić inaczej (erpegowa misja ze spotkaniem w barze na uboczu? Hakerska transmisja danych?), albo też olać je i zrobić robotem zdecydowanie większą rozróbę.


  6. Mam za złe, że gra pokazuje przyjaźnie nastawionych Niemców i milczy na temat zbrodni jakie w tym czasie popełniali. Jasne, może byli jacyś przyzwoici, którzy pomagali ludziom, ale bestialstwo i zbrodnie były dość powszechne. Gra milczy na ten temat, zupełnie jakby II wojna światowa była bajką dla małych dzieci.

    Dostatecznie razy pokazywano ich jako złych. Jak widać na tyle dużo, że jakakolwiek zmiana wizerunkowa jest od razu traktowana negatywnie. "Możecie ich pokazać jako dobrych, ale nie zapomnijcie o bestialstwie reszty!". Świetnie, naprawdę.

    Może dlatego, że za tym złem przemawiają fakty i pokazywanie ich jako dobrych jest przekłamaniem?

    Faktem jest, że 100% Niemców w czasie II Wojny Światowej popełniali zbrodnie wojenne? Przekłamaniem jest pokazanie paru z nich jako nie do końca złych? A może opcja jedynie negatywna takim właśnie przekłamaniem jest?

    Nie wolno jednak zapominać, że zachowywali się podczas tej wojny bardzo bezwzględnie.

    W tym sęk, że nie wszyscy, nie zawsze i nie wszędzie, o czym wiele osób zdaje się zapominać, stawiając znak równości między słowami Niemiec i Zło Wcielone. Rosjanie także mają swoje za uszami, Amerykanom na pewno zdarzały się gorsze chwile. Jakoś nikt nie wymaga, by w każdym filmie o froncie wschodnim pokazywać negatywną stronę krasnoarmistów.

    Spójrz zresztą na swoje słowa. Pokazanie niemieckiego żołnierza okresu II Wojny jako dobrego człowieka jest przekłamaniem. Czarno-białe podejście do historii, tak jak pisałem wyżej.


  7. Jestem daleki od stosowania podziałów na dobrych i złych. Uważam tylko, że tamten film właśnie tworzy taką klasyfikację. Mamy biednych, dobrych Niemców z praktycznie całkowitym pominięciem tej "ciemnej strony". Oczywiście, wątpię żeby społeczeństwo wiedziało o Holokauście, ale Kryształowa Noc, ustawy norymberskie, to wszystko wydarzyło się jeszcze w latach 30-tych. Pewnie, że byli ludzie, którzy się na to nie zgadzali, ale szybko kończyli w obozach. Nie możesz zaprzeczyć, że Hitler był w Niemczech przez długi czas bożyszczem.

    Że tak spytam - oglądałeś? Bo ja nie, opieram się tylko na opisach. Z nich wynika, że seria jest o ludziach stojących twarzą w twarz ze zbrodniami wojennymi. Gdzie tutaj jest oszustwo? Pojawia się też paru Akowców. Gdzie paru żołnierzy do całej formacji?

    Nie zaprzeczę. Ale zakładać, że większość ludzi wodza kochała to spora przesada. Pomyśl o tych, co byli neutralni i się nie wychylali. Tacy stanowią większość, zawsze.

    Ja tutaj mówię o swoim punkcie widzenia, po zagraniu, nie jestem jakimś wielkim patriotą, ale widząc tych bohaterskich żołnierzy Wehrmachtu, którzy niczym superbohaterowie filmu uskakują fikołkami i załatwiają Polaków z mauzerów, to niedobrze mi się robiło. Były teksty jak żołnierze niemieccy pomagają polskiemu rolnikowi. Zupełnie jakby dobrzy Niemcy przyjechali sobie do Polski na wczasy. To już nie jest kwestia Holokaustu, ale licznych zbrodni dokonywanych przez Wehrmacht, m.in. rozstrzeliwanie jeńców i cywilów, naloty bombowe na uchodźców, itd.

    Bohaterscy żołnierze Wehrmachtu? Ja tę scenę zapamiętałem nieco inaczej. Plus pragnę zauważyć, że Niemcy tam też padają. Może nie w filmikach, ale w czasie gry już tak.

    Niemieccy żołnierze w czasie wojny zrobili wiele złego, dlatego trzeba ich ciągle pokazywać jako złych? Sorry, ale właśnie do tego sprowadza się twoja argumentacja. Masz autorom za złe, że pomogli polskiemu rolnikowi i zaraz wyciągasz na nich całą kartotekę. I to jest ta przesada, o której pisałem wyżej. Próba pokazania, że czarne nie jest czarne od razu kończy się krytyką. Gdyby ten polski rolnik został, ja wiem, rozstrzelany albo potraktowany w równie surowy sposób, to już problemu by nie było? Ilość zła w grze by się wyrównała i Niemcy wróciliby na swoje miejsce kata Europy?

    Wiesz, co jest fajnego w Upadku? Albo w filmach wojennych robionych poza USA? Że pokazują, że Niemcy to jednak też byli ludzie. Ze swoimi słabościami i problemami, a nie tylko chodzącymi maszynami do zabijania. Wojna skończyła się w 1945. Może czas najwyższy przestać tak krytycznie patrzeć na naród, który świętym nie jest, ale diabłem wcielonym również nie. I to jeszcze przez pryzmat jego przywódców. Polacy święci również nie są, wbrew temu, co niektórzy twierdzą.


  8. @FaceDancer

    Wiesz, w czym jest problem? W takich właśnie ocenach. W takim sztywnym trzymaniu się ról złego Niemca i dobrego, biednego i walczącego o wolność Polaka. W stwierdzeniach, że zwyczajna, niemiecka rodzina popierała Hitlera, a w domyśle pewnie także obozy koncentracyjne i politykę czystości rasowej. Spróbuj pokazać Polaka nie jako bohatera, to się podniesie zaraz krzyk o zakłamywanie historii. Spróbuj pokazać Niemca inaczej, niż jako zbrodniarza wojennego, to będzie krzyk o wybielanie. Wiesz, do czego to prowadzi? Do czarno-białej historii. Do dziejów ukazanych w prosty, wręcz prostacki sposób, z podziałem na dobro i zło. Hitler nie był święty, ale nie można automatycznie zrzucać wszystkich jego win na cały naród. Bo nie wszyscy Niemcy na niego głosowali, nie wszyscy wiedzieli o szczegółach jego polityki i z pewnością nie wszyscy go popierali. Myślisz, że w więzieniach i obozach siedzieli tylko Żydzi? Że przestępcy polityczni to tylko w ZSRR istnieli? Że jak ktoś się nie podporządkował, to dawano mu spokój, niech se w totalitarnym państwie żyje po swojemu?

    Afera o Codename Panzers wybuchła tylko dlatego, że jakiś dziennikarzyna, co to gry na oczy pewnie nie widział, dobrał się do jednej sceny i uznał ją za Wielką Obrazę Narodu. Że przez kilka misji Polacy dzielnie bronią się przed atakiem Rzeszy to już słowem nie wspomniał, bo jak wiadomo Polacy nie piją. Zwłaszcza za międzywojnia 100% trzeźwości. A oficer zaskoczony w swej kwaterze przez kilku przeciwników będzie stał prosto i bohatersko zginie, bo jak wiadomo Polacy są narodem przyzwyczajonym do umierania za swój kraj. Co też jest ładnym zakłamywaniem dziejów, bo nigdy nie było tak, że 100% ludzi chciało umierać za swoją ojczyznę. To byłby ewenement na skalę kraju.

    A najbardziej martwi mnie to, że mini serial pewnie mało kto widział, ale już na Filmwebie sypią się niskie noty. Partyjotyzm pełną gębą.


  9. O tym że teraz w USA będą puszczać ten niemiecki szkalujący AK film już nie piszę bo mnie szlag trafia.

    Możesz mi wyjaśnić jakim sposobem epizod, w którym pokazana jest garstka postaci ma szkalować kilkaset tysięcy osób z tej samej formacji? Podając inny przykład - jak pokazanie dwóch pijaczków pochodzenia polskiego ma szkalować cały, niemal czterdziestomilionowy narów? Bo jeśli dobrze zrozumiałem, to film nie dość, że nie aspiruje do miana dokumentu, to jeszcze akowców w nim niewielu. Naprawdę jest o co drzeć szaty?


  10. Właśnie wyobraziłem sobie tak skonstruowaną misję. Przejmowanie sprzętu od wojsk Dominium, policji i antyterrorystów, barykadowanie się w różnych częściach siedziby UNN, ściąganie posiłków, pojawiające się wsparcie bandytów i inszych terrorystów, przedłużające się rozmowy, stawianie żądań, gra na czas... Kurcze, mogłaby wyjść z tego naprawdę fajna misja, zdecydowanie bardziej sensowna od tego, co nam zaprezentowano w WoLu.


  11. W czasie gry chyba tak tego nie czułem. Ale może to mnie irytowało, tylko nie potrafiłem ubrać faktu w słowa? To by tłumaczyło, dlaczego ostatecznie uznałem fabułę WoLa za denną w porównaniu do pierwszego Stara. Wszystko zaczyna nabierać sensu :]

    Z tą reputacją to nie jest zły pomysł, wszak po jej zepsuciu Mengsk mógłby wywindować swoje notowania... Wait, to dyktator, on rządzi żelazną pięścią. No cóż, w takim razie trzeba uznać, że po prostu Raynor był nieuchwytny. Jeden battlecruiser na cały kosmos, co to jest...

    Co do liczb - sorry, ale tutaj już jedyna zawodziła. Ilu było więźniów lecących do sektora Koprulu? Ile było skolonizowanych planet przed pierwszym Starem? Dlaczego marines określani są mianem dawnych więźniów, skoro żaden system więzienny nie dostarczyłby tylu rekrutów (podobny błąd przy nowej piechocie z dwójki. Co ciekawe, w HotSie marine narzeka, że nie po to się zaciągał, by walczyć z ultraliskami tongue_prosty.gif)? Starcraft już na samym początku miał problemy z cyferkami i fundamentami świata. Ale racją jest, że Mengsk z przebiegłego manipulatora stał się kreskówkowym villainem. Szkoda zepsucia postaci.

    Raczej polityka. Róbmy w stylu holyłudzkim, to będziemy mieli większą sprzedaż i ludzie to kupią. Chyba mało kto grzebie tak głęboko jak my i twórcy analiz fabuły :]

    Odnośnie Naruda i reszty: pożyjemy, zobaczymy. Moje nadzieje odnośnie LotV przygasły, więc nie spodziewam się cudów. Najwyżej będzie powtórka z trzeciego Warcrafta :]


  12. Właśnie jestem po lekturze tego tekstu. Mój szacunek do scenarzystów Blizzarda dostał porządnego kopa w słabiznę. Zaraz sięgnę po tekst o retconach. Podejrzewam, że rzeczony szacunek się z gleby nie podniesie. Za to tekst podsunął mi pomysł na notkę blogową, więc wychodzę na plus tongue_prosty.gif

    I nie, Star nie cierpi tak bardzo na tym, że idzie w motywy filmowe, epickość i podobne bajery. Znaczy cierpi, ale przyczyn choroby jest znacznie więcej, plus są zgromadzone w jednym miejscu. Mało który pacjent by to przetrwał i zaskakujące, że tak wiele osób owych przyczyn nie dostrzega. Ot, ciekawostka przyrodnicza.

    Co do "pokuszenia się": ano można było, ale zauważ, że to całkiem inna szkoła opowiadania historii. Nasz bohater jest zawsze zwycięski, obrywają tylko wrogowie. Nasz bohater zawsze ma coś, wrogowie nie. Plus dla grywalności istotne było to, by Raynor wygrywał. W ten czy inny sposób. Inaczej musieliby, uchowaj Khornie, coś graczowi zabrać. Znaczy nie musieliby, ale widząc poziom scenarzystów Blizzarda sądzę, że nie wpadliby na lepszy pomysł. Chyba lenistwo jest najlepszym słowem podsumowującym ich pracę.

    Overminda lepiej zostaw, bo na samą myśl o przerabianiu zergów na warcraftowych orków chce mi się wyć.

    Narud:

    Z fabuły wynika, że tak. Sekretna misja, długie życie, hybrydy. On już tam taki był, znaczy pod koniec. W HotSie niby ukazał swe prawdziwe oblicze, ale w praktyce nie zrobił nic poza grożeniem Kerrigan. Więc możemy uznać, że nie tyle został odmieniony, co go w ogóle nie było. Parę linijek plus model nie czynią jeszcze postaci.


  13. @UP

    W czerwcu 1956 roku w Poznaniu pochód protestujących robotników liczył ok 100 tyś osób. III. 1968 kilkutysięczne wiece na Uniwersytetach w obronie swobód obywatelskich. Kilkadziesiąt tysięcy również podczas grudnia 1970 i znowu kolejne kilka podczas strajków w Radomiu i Ursusie w 76.

    Napisałeś "większość". Że tak spytam - co to jest sto tysięcy przy kilkudziesięciu milionach? Z pewnością nie większość. Dwa - a o co im tak naprawdę chodziło? O obalenie ustroju? Zatem dlaczego strajkowano pod hasłem "Żądamy chleba"? Nie chodziło przypadkiem o kwestie gospodarcze?

    Te same pytania mogę zresztą zadać w stosunku do pozostałych strajków. Polacy są jak każdy inny naród. Chcą mieć co jeść, gdzie spać i za co się od czasu do czasu zabawić. Twierdzenie, że strajki wybuchały z powodów li tylko politycznych i w celu obalenia ustroju to spora przesada.


  14. Ależ służę uprzejmie! :]

    Wiesz, ja też średnio uwierzyłem. Zwłaszcza, że Nova wspomina o Toshu, które w WoLu ubiłem. Wybór, ale jednak my zadecydujemy, co jest kanonem? Słabe to troszkę. Ale to, w co gracz uwierzy, a w co postać uwierzy to dwie różne sprawy. I jasne, Mengsk poszedł po najprostszej linii propagandy, a Blizzard nie ubiłby nigdy Raynora (chociaż Arthasa się pozbyli, więc kto ich tam wie...). Niemniej Kerrigan uwierzyła i o to w tym chodziło. Owa "śmierć" dała jej cel i pchnęła fabułę dalej. Mission accomplished.

    Yep, dlatego piszę - do pewnego momentu jest spoko. Potem też, ale trzeba sobie ustawić kilka warunków. Inaczej brew co chwila drży i na usta cisną się różne krzywizny.

    Raynor - zrób coś takiego, a tabun graczy zacznie piszczeć. W tym momencie wywalasz wątek romansowy. Nie, gorzej! Umacniasz go, bo Kerrigan nie zabiłaby Raynora, tylko go schwytała, może nawet zainfekowała. Pamiętaj o miłości, której to w jedynce nie było, ale w dwójce nagle się pojawiła. Zabicie go odpada natychmiast, bo czyni pół plota bezsensownym. Coś jak wyleczenie i ponowna infekcja Kerrigan. Fajnie, że się starałeś, ale MG ma swoją wizję, więc twoja poprzednia robota jest funta kłaków warta.

    Odnośnie artefaktu - a jak inaczej można było pokazać cierpiącą Kerrigan i jej macho mena, ratującego damsel in distress? To bardzo stary motyw i tutaj jest wyraźnie pokazany. Inaczej Kerrigan zamiotłaby Mengskiem i nie byłoby żadnego dramatyzmu w zakończeniu. Przyszła, zabiła, poszła. A tak mamy i dramat i love story i zapowiedź ciągu dalszego. Hollywood w pigułce, aż się oglądać nie chce.

    Nie twierdzę, że tego wszystkiego nie dało się wykorzystać lepiej. Stwierdzę za to, że Blizzard wolał iść bezpieczną drogą ogranych klisz. Bo ludzie i tak lubią klisze, jeśli nie liczyć takich wymagających marud jak my ;p


  15. Nie do końca. Minecraft bez trybu multi to samodzielne budowanie czego się chce.

    A czasem sandbox to sandbox niezależnie od jego skali? Dowolność działań dla pojedynczej jednostki czy dla całej społeczności nadal ma dowolność działań, nie ma zmiany jakościowej, jest tylko ilościowa biggrin_prosty.gif

    Yep, skala robi różnicę, niemniej inaczej zarządza się całą społecznością, a inaczej działa jako brygadzista, budowlaniec, majster, architekt i ekipa burząca w jednej osobie. Odpada sporo rzeczy, budowle stają się bardziej dowolne, gdyż nie muszą zaspokajać tylu istotnych potrzeb (jedzenie i spanie są wspólne, ale Dorfy muszą też gadać, pracować, pić, odpoczywać, cieszyć się tym, co im się podoba). Więc zmiana jakościowa jest, bo pojawiają się inne priorytety i inne cele, droga do sukcesu również jest inna. W dorfach bez infrastruktury każdy megaprojekt będzie się ciągnął latami (z nią też, ale nie tak wolno). W Minecrafcie możesz w zasadzie od razu zacząć coś tworzyć, bo zdobycie surowców jest szybsze i łatwiejsze, a i wybór mniejszy.

    Dorfy mógłbym nazwać Sim City w wersji ultra hard. Sim City to też sandbox, ale jakże inny niż Minecraft, prawda? ^^


  16. @FaceDancer

    Z tym, że w HotSie jest gorzej bym się sprzeczał.

    Przede wszystkim przez dłuższy czas nie ma wątku romansowego. Raynor zostaje uznany za zabitego, Kerrigan się mści. Rozmów o miłości za wiele nie ma, co najwyżej odwołań do jej człowieczeństwa, co akurat jest bardzo na plus. Gorzej się robi dopiero w momencie powrotu do wątku proroctwa, mieszania w kanonie (Zerus, Stukov) i gadek o tym, jak to świat trzeba ratować. Ale infekowanie okrętu Protossów czy mordowanie terran na stacji badawczej jak żywo przypominają cały ten brud, jaki obecny był w Brood War.

    Problemy też są. Kerrigan ucieka, Raynor zostaje. Raynor ginie, Kerrigan się mści. Nie chce, ale wraca do formy Queen od Blades, a potem orientuje się, że tym sposobem zaprzepaściła szanse na człowieczeństwo i miłość wielkiego kowboja. I byłoby fajnie, gdyby Raynor jej ostatecznie nie wybaczył. Gdyby nie to, to sam wątek powrotu na tron Roju byłby naprawdę dobry.

    A ze świetnych momentów - Matt i Mira. Cała misja z ich udziałem, od briefingu po ostatni dialog, jest małym mistrzostwem świata. Może trochę dzieciennie do tego podchodzę, ale ich dialogi to jedne z niewielu, jakich słuchałem z przyjemnością. Plus Abathur i ewentualnie pojedyncze z innymi doradcami. To też nie świadczy dobrze o fabule.

×
×
  • Utwórz nowe...