Deadwing

Forumowicze
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Deadwing

  • Tytuł
    Hobbit
  • Urodziny 20.11.1992

Sposób kontaktu

  • AIM
    13014303
  • Strona WWW
    http://
  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Bydgoszcz
  • Zainteresowania
    Muzyka (dobra ;P), filmy, strategie, rpg'i, bitewniaki (a konkretnie Warmachine&Hordes), fantastyka, historia, polityka, filozofowanie, narzekanie i jeszcze cała masa innych mniej lub bardziej normalnych rzeczy :]

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Baldursy + Fallouty (bez 3) + Total War'y + Neverhood
  • Ulubiony gatunek gier
    Strategie

Ostatnie wizyty

1035 wyświetleń profilu
  1. Bez sensu, cała historia ładnie zakończyła się na Tronie Bhaala i jej kontynuowanie jest zupełnie niepotrzebne. No chyba, że historia ma być niepowiązana z poprzednimi częściami, tylko po co podpinać tę grę do Baldurów? Aha no tak, żerowanie na znanej marce. Jestem całkowicie sceptycznie nastawiony do tych nowin, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że raczej żaden z twórców oryginału brać w tym projekcie udziału nie będzie.
  2. Pff, nie gram tylko adc Jestem sobie w stanie poradzić na właściwie każdej pozycji, upieranie się przy jednej pozycji jest bez sensu, bo zawsze trafi się jakieś dziecko, które jeśli nie dostanie danej linii to zrobi wszystko aby gra była przegrana już w lobby. Takie tylko odnoszę wrażenie, że za każdym razem gdy mam długą serię wygranych, to system zaczyna mi dobierać słabszych graczy, bo różnice w poziomie bywają kolosalne. Ta dzisiejsza gra, którą wspomniałem wcześniej miała miejsce po serii sześciu wygranych, zupełnie przypadkiem gdy od jej wyniku zależał mój awans. A po przegranej następna gra, znów miała wyrównane drużyny. I żeby nie było, od czasu do czasu grywam też pięcioosobowe premade ze znajomymi co mają platynę czy nawet diament. Fakt, że to normale, ale losuje nam ludzi o podobnym ratingu. I nigdy jakoś specjalnie od reszty nie odstawałem, zdarzyło się nawet czasem wycarrować Inna sprawa, że grają oni znacznie więcej ode mnie, więc może moja pozycja w rankedach wynika z faktu, że za mało ją farmię
  3. Pyknąłem sobie jakąś godzinę temu rankeda. Moja druga gra w serii do Silver III. Pierwszą z wielkim trudem udało mi się wycarrować grając Sivir, team technicznie lamił strasznie ale przynajmniej mnie słuchali, zwabiłem wrogi team w okolice barona, drużyna waliła cc w każdego kto chciał do mnie podejść dzięki czemu byłem w stanie zadać kosmiczne ilości obrażeń, które zaowocowały wymianą 0 za 5 i szybkim pushem do Nexusa. Myślę sobie idzie dobrze, team wylosowało mi słaby ale dało się wycarrować, pora na drugą grę. Ja znowu zostałem ad carry więc wziąłem Sivir. Support picknął... Volibeara. Z ignite. No ale dobra nie będę gościa flejmił, może to jakiś masterplan, czasami warto wyrwać się poza meta. Niestety spełniły się moje najgorsze obawy - koleś zabierał mi creepy, divował mając 1/3 hp, focusował supporta i po każdej śmierci pluł się "noob Sivir, report, no help". No pewnie już lecę dać przeciwnikowi double killa. Reszta lanów podobna nędza, jugnlera na bocie ani razu nie zobaczyłem, coś tam próbowałem ugrać, dwa razy ubiłem mega sfeedowaną Riven, ale w sytuacji jak reszta teamu nie ma ani dmg, ani survi to sam na pięciu w miarę ogarniętych graczy sobie nie poradzę. Wtopa. Z ciekawości wszedłem po grze na LoL Kinga, sprawdzić obie drużyny - u mnie trzech unranked (grających na poziomie brązu IV-V) oraz jeden Silver IV. U przeciwników? Silver I, Silver II, dwóch Silver III i jeden Bronze I. I mean ocb, niby jakim cudem to mają być wyrównane drużyny??? Pozytyw jest przynajmniej taki, że trzecią grę wygrałem i wreszcie dostałem się do Silver III. Po piątym podejściu w ciągu ostatnich siedmiu dni. Wbijanie dywizji to w tej grze prawdziwy horror, niby w ostatnim czasie gram bardzo dobrze, bardzo często carruję gry ale i tak postęp idzie strasznie wolno. Trochę się tylko obawiam, że znowu zaliczę serię pecha, kilka przegranych pod rząd i znów spadek do Silver IV D:
  4. http://www.kickstarter.com/projects/409030043/warmachine-tactics?ref=live Dla mnie w końcu na horyzoncie pojawiła się gra, którą z ręką na sercu mogę powiedzieć, że się jaram. Wczoraj ruszyła kickstarterowa zbiórka na grę (docelowo na PC i Mac'a) opartą o figurkową grę bitewną Warmachine, która w chwili obecnej jest największym konkurentem Warhammerów. Pierwowzór istnieje już 10 lat i na zachodzie ma się bardzo dobrze, u nas w kraju środowisko graczy tego systemu też istnieje i powoli bo powoli, ale się rozwija. Sam posiadam sporą kolekcję modeli do tego systemu. Ledwie w 24 godziny zebrano 450 tysięcy dolarów (z minimalnej kwoty 550 tysięcy potrzebnych do wydania gry), tak więc sukces zbiórki jest już pewny, sam zresztą dołożyłem się dzisiaj do tego projektu No ale wracając do samej gry - ma to być strategia turowa, inspirowana w dużej mierze ostatnim X-Com'em, Final Fantasy Tactics i Valkyria Chronicles. Głównym ficzerem będą starcia między warcasterami (będących potężnymi magami i sprawnymi wojownikami w jednym), kontrolowanymi przez nich warjackami (kilkutonowymi, napędzanymi silnikami parowymi mechami) oraz wspierającymi ich małymi oddziałami piechoty. Będzie fabularna kampania singlowa oraz multi, na starcie będą 2 frakcje - Cygnar (tacy prawie że good guys) oraz Khador (imperialistyczne państwo mocno inspirowane carską Rosją i... ZSRR), kolejne kampanie i frakcje dojdą albo jako DLC, albo trafią do gry od razu jeśli uda się osiągnąć strech goals. Jak dla mnie gra zapowiada się bardzo obiecująco, zwłaszcza, że nad projektem czuwają twórcy bitewniakowego pierwowzoru. Aż dziwne, że nie ma o tej grze newsa na stronie, biorąc pod uwagę fakt, że jest to chyba najpopularniejsza z obecnie trwających zbiórek na Kickstarterze
  5. Skoro to taki słaby pick do carrowania gry to czemu mam nim tak wysoki win rate, który nie powtarza mi się na żadnym innym czempionie, którym gram? Zwykle wystarcza, że team jako tako ogarnia mechanikę swoich czempionów i teamfight wygrany w 90 procentach przypadków - ulti w dobre miejsce, odpalić e i wbić się w sam środek i chwilę później posprzątane. Prawie zawsze się to sprawdza, potrzebowałem naprawdę ekstremalnej sytuacji, żeby przegrać - parę godzin temu bot mi sfeedował, mid sfeedował, jungla sfeedowała, tego za cholerę by się nie wycarrowało i budowanie DMG nic by nie zmieniło. I nie wiem po co Malphite dla porównania, skoro na rankedach to prawie permaban A Nasus jest spoko, jest zresztą moim zapasowym pickiem, wczoraj pojechałem nim Gankplanka budującego się pod dmg z critów
  6. @Endereczek - jakaś tam matematyka musi być zaangażowana w system parowania, ale matma to jedno, to jak grasz to drugie. Jeszcze parę dni temu zebrałem na rankedach tak srogi oklep, że spadłem o dywizję, a teraz po zmianie podejścia (komunikacja z drużyną to podstawa, zauważyłem też, że używanie tych smart pingów daje pozytywne efekty) i trzymaniu się mniej więcej stałych, dobrze ogranych picków (bo o kontrowaniu to można mówić od platyny czy diamentu w górę, wcześniej ludzie po prostu za słabo grają żeby wykorzystać różnice między czempionami ) mam wygrane 6 pod rząd rankedów i kilka normali. Żadnej porażki, a wcale nie zawsze szło gładko. Tylko dzisiaj grałem normala Vayne, nasz jungler zginął dwa razy na campach (a żeby było śmieszniej był ze złota V, najwyżej notowany gracz w meczu), mid sfeedował Akali, tylko top radził sobie w miarę. U mnie na linii było wyrównanie, ale w 15 minucie było 1 do 15 w killach dla przeciwników... a jednak udało się to wyciągnąć. Najpierw wygraliśmy teamfight, potem przeszkodziliśmy w robieniu barona i w odpowiedzi my go sprzątnęliśmy. Dalej szło ciężko przez kolosalną różnicę w goldzie, ale kiedy już przeciwnicy prawie mieli nasz Nexus udało nam się zrobić Ace'a i szybko spushować mida do zwycięstwa. Serio każdą grę da się wyciągnąć, trzeba tylko ogarniać swoją postać, komunikować się z drużyną, nie poddawać się i wardować mapę bo dobra wizja robi grę. Jak chcesz się wybijać grając na topie to polecam zakup Gangplanka, budować go na tanka i dobrze ograć. Ja gram nim z masteries 2/21/7, quinty na AD, glify na skalujący mr, seale na flat armor i marki na ad. Z itemami idę na start 2 wardy, pięć hp potionów i 2-3 potki na manę, potem buty ulepszone później albo na Tabi albo na Mercury w zależności od potrzeb, szybki Giants Belt, Phage i potem co potrzebne w danej sytuacji ale zwykle kończę z buildem - Mercury/Tabi, Sunfire Cape, Warmog, Frozen Mallet, Wit's End i Frozen Heart/Randuin. W ten sposób mam już wygrane nim 7 rankedów, ani jednej porażki, Critplank to badziew w porównaniu do Tankplanka. Co prawda wielu fragów tym buildem się nie zdobywa (głównie wpadają tylko na linii), ale dmg i tak się robi ładny z pasywu, sunfire'a i wit's enda (choć burstować się nie będzie), dobrze inicjuje ultem, jego e daje niezłego kopa twojemu AD carry i można brać na klatę CC przeciwników, bo GP zje pomarańczkę i będzie ok
  7. Tak odnośnie narzekaczy, że "nie da się wyjść do wyższej dywizji bo mnie zawsze drużyna ciągnie w dół" - dzisiaj miałem wolny dzień więc pograłem sobie rankedy. Niestety zaliczyłem lose streak i spadłem do Silver V. Zostałem w nim na całe... 4 gry. Wiedziałem, że muszę zmienić podejście dlatego w schowek zapisałem sobie frazę "hi, I would like to go top, mid or adc" do wklepania zaraz po wejściu w lobby, dając w ten sposób innym wybranie roli jaką chcą pełnić ale samemu zostając na linii, na której lubię i umiem grać. Pierwsza gra dostałem topa, więc wybrałem postać, którą jestem na nim najmocniejszy (Gangplank budowany na tanka, może wydaje się śmieszne, ale absolutnie nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się nim przegrać rankeda grając w ten sposób). I wygrałem, 4/0/14 i surr w 20 minucie, Garen która grał przeciwko mnie zupełnie nie istniał, a ich junglera załatwiłem przy ganku na mnie. Druga gra trafiło mi się adc, więc wybrałem tego, którym gram najlepiej - Vayne. Partnerowała mi Nidalee przeciwko Varusowi i Lux, udało mi się uniknąć większości ich skillshotów samemu ostro ich harrasując i do tego Nida bardzo celnie waliła dzidy. Efekt - wygrana gładko linia, 6/1/6 i znów surrender at 20. Po tych grach już wskoczyłem do promotion series i w tym momencie wedle teorii powinienem dostać samych feederów, trolli i afków. Ale jakoś nie miało to jednak miejsca, pierwsza gra znów na topie, znowu jako Tankplank i znowu - wygrany top przeciwko Fiorze, 3/2/8 i znów surrender w 27 minucie. To może w kolejnej grze będzie kiepska drużyna? No niestety, ja znowu na topa, znowu Tankplank i choć tym razem było ciężej i musiałem przejąć dowodzenie nad tym jakie cele mamy obierać i kiedy się wycofywać, udało nam się wyjść z dołka i dopchać się do Nexusa. Tak więc w cztery gry wróciłem do srebra IV. Da się? A żeby było zabawnie w tej ostatniej grze do drużyny przydzieliło mi trzech graczy z brązu, a przeciwnikom tylko dwóch, a dwaj ze srebra byli z wyższych dywizji
  8. @aliven No cóż, jeśli schodzisz z linii ze statami 0/5/0, to nie możesz mieć pretensji do nikogo poza samym sobą Ja mam taką zasadę, że jeśli przeciwnik z linii jest ewidentnie lepszy ode mnie i udaje mu się mnie raz zabić, to odpuszczam sobie szukanie drogi do nabijania fragów i skupiam się na bezpiecznej grze - nie wdaję się w gościem w wymiany ciosów tylko staram się możliwie bezpiecznie farmić i czekam na ewentualną interwencję junglera. Trzymam się takich postanowień i prawie nie zdaża się, żebym przegrał mida lub topa, a to już dobry początek do wygrania gry. Gorzej bywa z botem, bo niestety często trafiało się na supporta, który albo dawał się strasznie łatwo zabijać, albo źle używał swoich skilli, albo co najgorsze robił obie te rzeczy na raz. I właśnie dlatego nie przepadam za grą na bocie bo jestem uzależniony od tego kto trafił mi się na partnera. Co nie zmienia faktu, że gdybym był lepszym adekiem to i z bota byłbym w stanie carrować, niemal niezależnie od tego jakiego mam supporta. Dobrym adc jednak nie jestem, ale ostatnio stram się nad tym pracować, żeby mieć większą elastyczność w rankedach. Cóż moje podejście wynika trochę z faktu, że wywodzę się z kompetytywnego środowiska bitewniakowców. Też zdarza się tam slyszeć, że przegrałem "bo miałem słabe rzuty, bo przeciwnik był power gamerem, bo tamta armia jest przegięta (no dobra, w grach GW to może być prawda, ale tam nie playtestują zasad przy ich projektowaniu więc niema się czemu dziwić )". Pewnie, że zdarzają się ekstremalne sytuacje (w lolu czasem jednak faktycznie trafiają się drużyny z samymi nieogarami, którzy nikogo nie chcą słuchać), sam miałem kiedyś turniej gdzie średni wynik rzutu z dwóch kości k6 wynosił u mnie 4, ale coś takiego w żadnym wypadku nie może służyć za wymówkę dla własnych niepowodzeń. Jeśli natomiast człowiek weźmie się w garść, przeanalizuje co sam robi źle i popracuje nad sobą to efekty w końcu przyjdą, najpierw zacznie częściej wygrywać z kumplami, a później w końcu rozpyka jakiś turniej. Tak to działa w bitewniakach, zamień tylko pojęcie "gra z kumplami" na grę rankingową, a "turniej" na przejście do wyższej dywizji. Nie widzę żadnego powodu, żeby tutaj miało być inaczej
  9. Prawda jest taka, że jesteś na takim elo na jakie zasługujesz. Samo wygranie lini i dobre staty o niczym jeszcze nie świadczą, często już widywałem gości uważających się za niewiadomo jak dobrych graczy po mają sporo killi i dobrą farmę, ale co z tego skoro nigdy nie gankowali innych linii albo nie byli razem z resztą drużyny w teamfight'cie bo byli zajęci farmą albo braniem buffa z jungli. Nie wspominając też o greederach, którzy będąc głównym źródłem obrażeń w drużynie opuszczają teamfight w pogoni za fragiem zostawiają resztę drużyny, teamfight zostaje przegrany a on zaczyna flejmować na czacie. No i właśnie flejmowanie, jesli ktoś zaczyna rage i obrażanie na czacie, a ty mu odpowiadasz w taki sam sposób to w równym stopniu ponosisz winę za porażkę. Gra tak naprawdę zaczyna się już w lobby, największy wpływ na grę masz z mida/topa lub z jungli, jako adc też możesz pociągnąć grę jednak jesteś uzależniony trochę od tego jak ogarnięty będzie twój supporter. Nie daj się zepchnąć do roli supporta jeśli chcesz prowadzić drużynę, ale jednocześnie bądź grzeczny. Dobra gra to jedno, ale trzeba też podjąć się roli lidera drużyny jeśli takiego brakuje - jeśli ktoś popełnia błędy i sobie nie radzi, to daj mu radę co powinien zmienić w swojej grze w grzeczny sposób, wyznaczaj też cele swojej drużynie, każ supportowi wardować konkretne miejsca, inicjuj robienie dragona czy kradzież buffów, a zobaczysz, że drużyna zaczyna zacznie grać lepiej. Jeśli natomiast ty popełnisz błąd i ktoś zaczyna za to po tobie jeździć to nie wdawaj się w żadne dyskusje, a najlepiej nawet przeproś i obiecaj, że następnym razem postarasz się nie zwalić sprawy. Sam siedzę w srebrze IV, zaczynałem w III, ale wiem, że jestem w takiej dywizji na jaką sobie zapracowałem i spadek był wyłącznie moją winą. Czasem zagram bezbłędnie i wycarruję drużynę, ale czasem zdarzy mi się konkretnie zwalić i zostać z tego powodu celem flejmu. Jeśli faktycznie zasługujesz na bycie w wyżej dywizji to wycarrujesz grę, jeśli natomiast dużo przegrywasz to znaczy, że nie jesteś wystarczająco dobry albo jako gracz albo jako przywódca drużyny aby awansować. I tyle w temacie
  10. MYM ciśnie aż miło, nawet komentatorom mina zrzedła po grze z Fnatic
  11. Qbuś - jak Cię wzięło na planszówki i mieszkasz w Bydgoszczy, to może warto odwiedzić Wszystko Gra? http://www.wszystko-gra.pl/forum/ To jest jednocześnie sklep i miejsce gdzie można się spotkać i pograć we wszelkiego rodzaju planszówki, karcianki, bitewniaki itd. Co prawda karcianki i bitewniaki cieszą się większą popularnością, jednak w planszówki też idzie pograć (i chyba we wtorki jest zawsze specjalny dzień na takie gry), jakiś czas temu była np. liga rozgrywek w grę Dominion, w której nagrodą był jakiś tam mały bon na zakupy w sklepie ;]