Jump to content

vharijjen

Forumowicze
  • Content Count

    6
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About vharijjen

  • Birthday 11/21/1985

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  • Konfiguracja komputera
    Array

Sposób kontaktu

  • Discord
    Array
  • Strona WWW
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Recent Profile Visitors

2,077 profile views
  1. Witam uprzejmie; Mam do sprzedania złożony kilka miesięcy temu (niecałe pół roku) zestaw komputerowy. Wszystkie elementy w nim zawarte były kupione między kwietniem a sierpniem bieżącego roku (to jest 2016) i są wciąż na gwarancji (niektóre jeszcze 1,5-rocznej, niektóre 2,5-letniej). Jedynym elementem, który nie spełnia tego kryterium, jest... 10 letnia obudowa Chieftec, solidna i ciężka, do której byłem przywiązany ;). Komputer był bardzo mało używany, gdyż jako 30-latka dopadło mnie życie w postaci pracy, obowiązków i - w bliskiej perspektywie - dzieci :). Ponieważ okazało się, że do grania (w porywach) dwie godziny w tygodniu wystarczy w zupełności PS4, chciałbym oddać ten zestaw w dobre ręce, zamiast gapić się na niego tęsknym wzrokiem niczym sroka w gnat. W skład zestawu SKRZYNKA wchodzą: procesor Intel Core i7 6700K (niekręcony), 4x4.0 GHz 8MB (Skylake); chłodzenie SilentiumPC Fera 3 HE1224 v2; karta graficzna MSI GeForce GTX 1060 6 GB GDDR5; płyta główna Asus Z170 PRO GAMING; pamięć Corsair 16GB 3000MHz Vengeance LPX Red CL15 (2x8192); zasilacz Thermaltake 700W TR2 S; dysk twardy Samsung 250GB 2,5'' SATA SSD Seria 850 EVO + sanki-przejściówki na 3,5''; dysk twardy WD 2TB IntelliPower 64MB G; nagrywarka Blu-Ray Asus (muszę sprawdzić dokładny model); urządzenie MODECOM 3,5" CR-110 All-in-One 2x USB 3.0 + eSATA czarne; pełne okablowanie + pudełka do każdego elementu + naklejki (wszystkie nieużyte); ww. obudowa Chieftec, ale jest tak stara, że modelu nie pamiętam :P; WINDOWS 7 HomePremium + Windows 10 Home (7 updateowana do 10, ale zainstalować można jedno bądź drugie - są przypisane do płyty głównej; 7 ma oryginalny nośnik fizyczny, 10 to 'jedynie' oryginalny klucz); MICROSOFT OFFICE 2016: Word + Excel + PowerPoint + Outlook ('jedynie' oryginalny klucz). Dodatkowo w skład zestawu FULL WYPAS wchodzą: monitor Samsung 21,6'' FullHD (1920x1080) L22C300HS; głoścniki Logitech Multimedia Speakers Z200. PROPONOWANE CENY: zestaw SKRZYNKA 4000 zł; zestaw FULL WYPAS 4300 zł. Ceny są moim zdaniem okazyjne (wartość samej skrzynki to w chwili obecnej około 5400 zł wg. cen w sklepie X-KOM.pl, ale za nówki - obniżam zatem cenę o 1400 zł na start), ALE PODLEGAJĄ DALSZYM NEGOCJACJOM! Zależy mi na sprzedaży tego sprzętu, więc wiecie ;)... I teraz najważniejsze: mieszkam w Trójmieście i nie bardzo wyobrażam sobie wysyłki tego sprzętu, więc rozsądne jak dla mnie będą oferty od Osób mieszkających w rozsądnych odległościach od Trójmiasta. JEST TO ABSOLUTNIE POWAŻNA OFERTA - SPRZĘT JEST PRAWIE NOWY (poza obudową, która jest lekko porysowana tu i tam) I W 100% SPRAWNY. GWARANTUJĘ 100% ZADOWOLENIA, KAŻDA GRA HULA NA ULTRA JAK SZALONA (testowałem Wiedźmina 3 oraz The Division). KOMPUTER WŁĄCZANY W SUMIE ZE 30 RAZY. UDZIELAM 14 DNIOWEJ GWARANCJI ROZRUCHOWEJ NA SPRAWDZENIE CAŁOŚCI I ZACHWYCENIE SIĘ WYDAJNOŚCIĄ TEGO POTWORA :). NIE SPRZEDAJĘ SKRZYNKI NA CZĘŚCI!!! Jutro załączę zdjęcia :). Pozdrawiam i zapraszam! EDIT: nie zdążyłem zdjęć załączyć, już sprzedane. Temat do zamknięcia.
  2. Doktor nauk chemicznych!

  3. No to już w ogóle jestem w skowronkach .
  4. Pominąłem w sumie większość spraw, o których mowa jest w książce, ponieważ myślę, że nie warto wyliczać wszystkich w tej quasi-recenzji (wiem, że do "fachowej" recenzji jej daleko ). Nic nie zastąpi lektury "Pikniku...", ja chcę tylko do tej lektury zachęcić. A zakończenie recenzji jest zakończeniem filmu - mi osobiście ono pasuje, ale składa się na to moja interpretacja książki i filmu. Zwłaszcza wypowiedź Guty - jeżeli ktoś nie oglądał filmu, trudno będzie zrozumieć jej "klimat". Ale po obejrzeniu filmu - raczej się obroni. I dziękuję za szczerą opinię - tak po prawdzie to nie sądziłem, że ktokolwiek to przeczyta do końca .
  5. Latem 2010 roku postanowiłem przemóc się i zagrać w grę komputerową pt. "STALKER - Czyste Niebo". Wisiało to nade mną od roku, ponieważ kupiłem ją - z typową dla mnie lekkomyślnością w tego typu sprawach - w promocji, latem 2009. Za swoją lekkomyślność postanowiłem się ukarać i nie odpuścić, dopóki nie skończę. Gra przestała być karą po mniej więcej godzinie - mimo, iż w zasadzie byłem przerażony tym, co widzę. Ginąłem bowiem co chwilę w wyniku wejścia w Anomalie, które rozrywały mnie na strzępy. Zapytacie, czym są Anomalie? Patrzcie ich, jacy ciekawi. Wiadomo tyle, że przeczą wszelkim prawom fizyki, nawet drugiej zasadzie termodynamiki. Wiadomo, że zabijają każdego, kto w nie wejdzie. Wiadomo, że jak ognia należy unikać "łysic", "czarciego puddingu" i "wesołych upiorów". Niesamowite świństwo, tfu. Po pięćdziesięciu ośmiu godzinach, które spędziłem przy grze, uznałem, że to jedne z najlepiej wydanych na rozrywkę pieniędzy w życiu*. *To stwierdzenie wymaga komentarza. Po pierwsze, gry komputerowe to nic złego - coraz częściej opowiadają bowiem znakomite historie. Po drugie, mimo wszystko czasem warto wyjść z domu. Mniej więcej tydzień po ukończeniu przeze mnie gry, TVP Kultura wyemitowała film pt. "STALKER". W reżyserii samego Andrieja Tarkowskiego! Zbieżność tytułów była, jak się okazało, nieprzypadkowa - postanowiłem zatem ten film obejrzeć. "STALKER" powstał w roku 1979, jest więc, lekko licząc, o trzydzieści lat starszy niż gra. I - gdyby jedno i drugie spersonifikować - można by rzec, że film jest o trzydzieści lat mądrzejszy i bardziej dojrzały. Ale w grę i tak zagrajcie. "STALKER" to Doświadczenie. Mistyczne. Pod warunkiem, że nie zaśniecie. Mówię poważnie - to nie jest kino akcji. Delikatniej o tym filmie wyrazić się nie można. Zresztą, jego recenzja to temat na osobną wypowiedź; dodam tylko, że przeczytałem - po obejrzeniu - analizę filmu, przeprowadzoną przez fanów. Chyba sam Tarkowski nie zdawał sobie sprawy, ile treści umieścił w "STALKERze". A jeżeli zdawał - był geniuszem. Zresztą, i tak był. Zarówno film, jak i gra, są luźno oparte na motywach książki Arkadija i Borysa Strugackich pt. "Piknik na skraju drogi", stworzonej w roku 1972, wydanej w Polsce po raz pierwszy w 1974 i wznowionej w 2007 roku, z okazji premiery pierwszej części gry. Arkadij był żołnierzem, Borys - astrofizykiem. "Piknik na skraju drogi" zbiera doświadczenia obydwu braci, stając się dziełem niezwykłym. Moje zadanie sprowadza się do zachęcenia Was, drodzy Czytelnicy, do lektury tej klasyki science-fiction. Nie będzie to zadanie łatwe, ponieważ ani myślę zdradzać Wam czegokolwiek z prawdziwej treści tego arcydzieła. Na świecie pojawił się cud, któremu na imię Strefa. W sześciu egzemplarzach. Strefa to taki obszar, w którym nie dość, że dzieją się rzeczy, no, kontrowersyjne - na przykład lokalne, kilkudziesięciokrotne wzmożenie siły grawitacji, fantomy zmarłych wstające z grobów i temu podobne historie - to jeszcze pojawiają się skrajnie interesujące przedmioty. Na przykład baterie, które dzielą się jak bakterie. Albo dwie, niepołączone płyty metalowe, stanowiące superstabilną pułapkę magnetyczną. Albo ?czarne bryzgi? ? kamyczki, które tak dramatycznie zmniejszają prędkość (i częstotliwość) przechodzącego przez nie światła, że nie mogą być niczym innym, jak gigantycznymi obszarami przestrzeni, która posiada inne właściwości niż nasza i zwija się ? pod wpływem naszej przestrzeni ? do postaci czarnych świecidełek, które fenomenalnie prezentują się na damskich dekoltach. To są Artefakty, albo inaczej - Towar. Pułapki, które czekają na kolekcjonerów, to Anomalie. Tfu. A ci, którzy, chodzą do Strefy, aby wynosić z niej Towar, to albo pracownicy Instytutu ? , albo nieproszeni goście, których ochrzczono stalkerami. W języku polskim trudno znaleźć precyzyjny ekwiwalent angielskiego słowa stalker. Stalker to grasant, włóczęga, łowca i przemytnik. Na szczęście, autor polskiego przekładu odpuścił sobie tłumaczenie stalkera. I bardzo dobrze, ponieważ sam stalker nikomu się z niczego nie tłumaczy. Strefa to nie teren skażony. To dar dla ludzkości ? ale stalker płaci wysoką cenę za swoje wizyty w Strefie, ponieważ Strefa oddziałuje. Płaci za nie jego dusza i płacą za nie jego dzieci. Strefa nic nie oddaje za darmo, ponieważ to przyjaciołom oddaje się rzeczy za darmo. Strefa jest darem, ale nie przyjacielem. Udało się! Nadal nie wiecie, o czym tak naprawdę jest ta książka. To wszystko powyżej - to tylko tło. Akcja powieści jest tłem do rozważań o człowieku. Głębokich i niepokojących. Więcej nie mogę powiedzieć. Zanim wziąłem "Piknik na skraju drogi" do ręki, intensywnie zastanawiałem się, czego, do licha, może dotyczyć tytuł. Będąc poznajomiony z grą i filmem, wyobrażałem sobie następującą sytuację: oto siedzi sobie dwóch stalkerów i wcinają mielonkę konserwową. Po lewej - "wesoły upiór", po prawej - rów z "czarcim puddingiem" (zaraza), na wprost - słynny Garaż. Za chwilę wstaną i będą poszukiwali, krok po kroku, bezpiecznej drogi w Strefie. Będą rzucali muterki i obserwowali tor ich lotu, poszukując grawikondensatów. Będą łowili, kątem oka, szczątki ich zbyt mało ostrożnych kolegów po fachu. Myślałem sobie dalej: ten piknik, przed wyruszeniem w drogę, na pewno obfitował w jakieś niesamowite refleksje, które człowiek snuje, przygotowując się na śmierć. Być może już nigdy nie zobaczę swojej żony, podły jej zgotowałem los, szuja ze mnie i śmieć; a niech to wszystko jasna cholera. Żałuję, że byłem takim sukinsynem dla mojego brata. Te skarby, po które idziemy, zmienią nasz świat - oto, dlaczego pojawiła się Strefa; abyśmy my, stalkerzy, zmieniali świat, a nie jakieś tam pożal się Boże Instytuty, co to wszystko chowają dla siebie. Tego typu rozważania. Taka interpretacja tytułu wydała mi się wielce prawdopodobna. Gdy czytałem "Piknik...", w pewnym momencie usłyszałem wyraźny, ostry świst. To był odgłos mijania się z prawdą. W powieści znajduje się mniej więcej piętnastostronicowy dialog (prowadzony przez osoby niebędące stalkerami), w którym zostaje wyjaśnione, czym jest tytułowy piknik na skraju drogi. Jest to jeden z najlepszych dialogów, jakie czytałem w życiu. Braciom Strugackim udało się bowiem precyzyjnie ubrać w słowa ludzką percepcję rzeczywistości. Skontrastować życie ludzkie z kosmosem. Pokazać granice poznania i nasz brak pokory. Był to fragment, po którym musiałem autentycznie odsapnąć. Jak mawiał Sokrates: "z dialogu rodzi się prawda". Amen to that. ? profesor Walentin Pillman, badacz Instytutu ? Książka jest bardzo wymagająca. Angażuje intelektualnie i emocjonalnie ? nie wiem, w którym aspekcie bardziej. Po prostu przeczytajcie. Ale nie w autobusie, bo przegapicie przystanek. Najlepiej zabierzcie ją na jednoosobowy piknik, na skraju pewnej Drogi. ? Red Shoehart, stalker (Andriej Tarkowski, ?STALKER?) ? Guta, żona Reda Shoeharta (jw.)
  6. Panie i Panowie, demo FIFA 11 PC już jest! Ściągnąłem, zagrałem i powiem krótko: różnica między FIFA 10 a FIFA 11 jest mniej więcej taka, jak, nie przymierzając, różnica między poziomem piłkarskim reprezentacji Polski i Hiszpanii. Ściągajcie i grajcie, już samo demo powala na kolana!!! Takiej gry piłkarskiej na PC jeszcze nie było. Od czterech lat byłem wiernym fanem PESa, ale niniejszym ogłaszam, że nie wyobrażam sobie, aby PES 2011 mógł być lepszy od FIFA 11. Ba, osiągnąć ten sam poziom będzie mu niezwykle ciężko... Link: http://static.cdn.ea.com/fifa/u/f/fifa11_pc_demo_EU.zip Przy uruchamianiu demo ostrzega, że "nie reprezentuje jakości finalnego produktu". Matko, w takim układzie finalnego produktu strach się bać . PS. Po zainstalowaniu dema warto uruchomić plik fifaconfig.exe w katalogu [katalog_dema]/fifasetup/. Tam, mówiąc kolokwialnie, wymaksujecie grafikę i dźwięk. Z poziomu gry nie mamy wpływu na tego typu ustawienia - a przynajmniej ja się do nich nie dokopałem. PS2. Demo obsługuje pada i klawiaturę.
  7. Konstanty Ildefons Gałczyński użył kiedyś, w jednym z przedstawień słynnego teatrzyku Zielona Gęś, terminu "ginekozof". Zdaje się, iż jesteśmy w stanie podskórnie wyczuć, czego dotyczy zawiła i trudna dyscyplina naukowa ginekozofii; jeżeli jednak przyszłoby nam podać jej podstawowe tezy, założenia i metody badawcze - bylibyśmy w kropce. Podjąłem zatem zupełnie poważne i metodyczne studia literaturowe; zaiste okazało się, iż najpotężniejsza skarbnica wiedzy na świecie (Google) na zapytanie "ginekozofia" nie reaguje w ogóle; natomiast na zapytanie "ginekozof" odpowiada pięcioma linkami, z czego trzy są mojego autorstwa, zaś dwa pozostałe - cytatami z Gałczyńskiego. Wydaje się niedorzecznością; ba!, kryminałem jest fakt, iż tak powszechnie uprawiana i zarazem trudna dyscyplina naukowa nie posiada jasno sprecyzowanych reguł programowych. Zdecydowałem się zatem, w niniejszej monografii, podjąć trud zebrania dotychczasowego dorobku naukowego wielu pokoleń ginekozofów i przedstawić ramy, w jakich poważny badacz dusz niewieścich powinien się poruszać. Na wstępie musimy jednak podkreślić, iż celem niniejszego opracowania nie jest podanie odpowiedzi na pytania, jakie stawia ginekozofia. Naszym celem jest zdefiniowanie nauki; określenie jej obszaru badawczego; sprecyzowanie pytań, jakie stawia i rozważenie ewentualnych metod poszukiwania odpowiedzi. Złośliwi pseudo-badacze mogliby w tym momencie określić nasze wysiłki jako z góry skazane na niepowodzenie; ponieważ w ich mniemaniu niemożliwe jest badanie układów nielogicznych przy pomocy logiki. Abstrahując już od faktu, iż takie stwierdzenia są dla kobiet obraźliwe i krzywdzące; na powyższe zarzuty odpowiadamy im, co następuje: fizyka kwantowa, ze swoimi zjawiskami tunelowania, splątania kwantowego i innymi cudami również zdaje się być nielogiczna, trudna i niepojęta - a jednak pewne logiczne teorie odnoszą zadziwiające sukcesy w opisie zdarzeń kwantowych. Jeżeli zatem człowiek potrafi wznieść się na takie wyżyny intelektualne, aby - mniej więcej - zrozumieć przemiany kolorów kwarków i ich konsekwencje w skali astronomicznej, dlaczego miałoby nie udać się z kobietami? SEMANTYKA "Ginekos" z języka greckiego odnosi się do kobiety; "sofia" oznacza "mądrość"; "logos" zaś - "rozum" lub "naukę". Zgodnie z regułami sztuki nazewnictwa dyscyplin naukowych, przedmiotem naszego zainteresowania powinna być "ginekologia" ("nauka o kobietach"), nie zaś "ginekozofia". Termin "ginekologia" został już jednak pechowo zarezerwowany przez badaczy, którzy, zamiast w głąb duszy kobiecej, zaglądają w zgoła inne miejsca. Trudno sobie jednak wyobrazić, aby tym, czym obecnie zajmuje się "ginekolog", miałby zajmować się "ginekozof", który kojarzy się raczej z brodatym, dostojnym intelektualistą. Przyrostek "-zof" implikuje złożoność i powagę zagadnień podejmowanych przez danego badacza; zatem - mimo pewnych semantycznych niespójności - pojęcie "ginekozofii" ostatecznie uznajemy za adekwatne do przedmiotu rozważań. Czynimy to poniekąd awansem, ponieważ przedmiot rozważań nadal nie został zdefiniowany; w świecie nauki jest to jednak praktyka powszechna i zgodna z niepisanym prawem, iż "chwytliwa nazwa zjawiska, której nikt nie rozumie, to co najmniej połowa sukcesu".
×
×
  • Create New...