-
Zawartość
92 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Fioletowy
-
Widzisz. A gdyby ktoś wrzucał na protestantów, sugerując, że argumenty te tyczą się CAŁEGO chrześcijaństwa miałbyś powód do oburzenia? Odcinek był, z tego co pamiętam, zatytułowany "Buddyzm", nie "Marny wycinek zasłyszanych historyjek o Buddyzmie krzywym okiem katolickiego robota bez krzty krytycznego myślenia w jakąkolwiek stronę elo, pozdro dla prawilnych", to się oburzam no.
-
? Chyba nawet nie myślisz o tym, by sugerować, że moje stwierdzenie jakoby (uważaj, bo to będzie miało znaczenie) Buddyzm był prawdziwy odnosiło się JAKKOLWIEK do innych religii świata, bo musiałbym cię wtedy wysłać do książek a w ustach zabrakło by mi śliny (bądź w aparatach ocznych łez - od płaczu). Wyjdź. Jesteś bezmyślnym rakiem, który takimi teoriami zżera i zabija, bądź co bądź, system wierzeń do którego jestem bardzo mocno przywiązany. Twoje posty powinny zostać wydrukowane i spalone na stosie z transmisją na żywo do wszystkich kanałów 100 najbardziej cywilizowanych krajów świata, by upomnieć potomnych by (pod karą śmierci) NIGDY tak nie mówić. Wkurzył cię odcinek, który wyjątkowo sumiennie i życzliwie przedstawiał system wierzeń Islamskich? Oh, ok. Mogłem się tego spodziewać kotek.
-
Muszę cię zmartwić, ale moja wersja buddyzmu nie jest wyidealizowana, tylko moja. Własna. I co najlepsze - prawdziwa. Utożsamiam się z nią już od parunastu lat i nawet po 20 reinkarnacjach anielskich nie zrozumiesz, jak głęboko mam twoje suche pseudoargumenty, które nawet niczemu nie służyły. Cejrowski nie przedstawił nawet w 1% założeń buddyzmu w tym słynnym już niejako odcinku. I trudno mu się dziwić, bo nie ma o nim żadnej, JAKIEJKOLWIEK wiedzy. Jak o wielu innych sprawach, życiu na przykład, co by długo nie szukać. Bezsensowna wypowiedź. Zarabiając na życie w taki a nie inny sposób - czyli tworząc programy podróżniczoedukacyjne (troszkę) - sumienie nie powinno mu pozwolić na szyderstwa. Ok, uważa swą religię za lepszą (co już jest głupotą, serio, JEST), nijak nie zobowiązuje go to tym samym, do umniejszania wartości innych religii. W chrześcijaństwie nie ma miejsca na zabobony? Stary, proszę. Odzwyczaiłem się używać tej emotki, ale teraz muszę. Wait for it, ":DDDD". Edit: chyba offtop się robi, czuję się nieswojo gdy rozmawiam o buddyzmie w temacie o sprawach paranienormalnych, wybaczcie.
-
Bo Cejrowskiego, a zapewne z jego programu usłyszałeś takie rewelacje, nie można nigdy brać na poważnie, gdyż charakteryzuje się w swych wypowiedziach przypisaną sobie ignorancją, ew. głupotą, jak zwał tak zwał. Wiadomość, jakoby w buddyzmie czciło się demony ma ten sam sens, jak stwierdzenie, że chrześcijaństwo nakłania do masowych samobójstw, ponieważ jakaś quasijezusowska sekta praktykuje takie obrzędy.
-
Nie wiem czy tobie by się zmienił, wiem natomiast, że wiele osobom z przedziału wiekowego 12-14 lat się zmienił. Marna książka napisana przez marnego człowieka oparta o argumenty, które każda inteligentna jednostka wyprowadzała sobie już w przedszkolu. Nie można traktować (tej książki w sensie) poważnie. Jego sposób argumentacji odstrasza każdego, kto ma wystarczająco rozumu w głowie by posiąść umiejętność tzw. czytania (niekoniecznie ze zrozumieniem), sam określam się jako "prawdopodobnie ateistę, choć w sumie to nie wiem" i czytałem miliardy źródeł tak tej, jak i tamtej strony barykady i chyba nigdzie nie spotkałem się z głupszymi potoczkami (źródełkami?) myślowymi jak u niego. A target do ataku też sobie wybrał przypadkowo łatwy. Wybacz, że się tak pienię bo przeważnie tego nie robię a w kwestii wiary i religii mam tolerancję fraktalną wręcz, ale zbyt dużo słyszałem już oświeconych ateistów z gimnazjum, którzy się naczytali tej książki, i próbowali wojować czymś, co pewnie w swojej grupie nazywali umysłem (?). Toleruję wiarę (i niewiarę), skrajnej głupoty nie potrafię (a żeby nie było, listy z twojego linku również poniekąd się do niej zaliczają).
-
Jezu, przestań dopóki w połowie jesteś bo później może być za późno.
-
Bóg? Rozumiem, że ateistyczne grono ateistycznych ludzi, którzy składają się na grono ze wszech miar przeważnie ateistyczne, popularnie nazywane fizykami teoretycznymi, może takiej możliwości niedopuszczać i chwała im poniekąt za to. Pomijanie jednak kreacjonizmu - w podręcznikach, które mają edukowac dzieci, jest porównywalne do sytuacji, gdzie autor książki kucharskiej w przepisie na zupę pomidorową nie dopuszcza możliwości ani nie czuje się zobowiązany, by podać składnikowość makaroniczną owego dania, bo sam nigdy tak nie jada (wybaczcie średnio trafioną kulinarną paracośtam, jestem głodny). Mniejsza o to właściwie, czy dziecko zapozna się z Bogiem na lekcji przyrody, bo równie dobrze może to zrobić na lekcji religii jakoś pewnie tam chyba no (nie wiem, nigdy nie chodziłem i swojego szkraba też nie zamierzam wysyłać), moje oburzenie odnosi się do apriorycznego założenia, że Wielkiwybuch to stuprocentowo prawdziwa teoria, co nie powinno mieć miejsca dopóki w swej procentowości, teoria ta nie osiągnie procentowości równej 100 a jak sam napisałeś wyżej, i wiem to ja - na razie jej nie osiągnęła. Dlatego średnio mi się chciało i kręciłem noskiem, gdy przeczytałem, że chcesz się przenieść do nauk wszelakich, ponieważ gdyż już tłumaczę - problem ten słabo jest naukowy, a bardziej socjologiczno(?)-etyczno-jakiś tam. Wybór którego jeden narożnik oznacza edukowanie dziecka i przedstawiania mu jak najwięcej światopoglądowych teorii (by w końcu sam wybrał zgodnie z własnym sumieniem tą dla niego właściwą), a drugi stanowi zamknięcie całej przygodowości naukowej, czyli jedynej rzeczy która może przyciągnąć dziecko do niej [nauki - dop. Kermit Żaba], jest dla mnie prosty.
-
Ściągasz Steama, odpalasz ankiete dla betatesterów i czekasz, aż ci przyślą keya.
-
Enjoy brak możliwości grania Eve/Szczurem/Fidlem/Yi/Trynda/miliardem innych postaci, bo druzyna bedzie wymagala od ciebie "shen or kick noob" etc.
-
Współczuję gimnazjum, które kategorycznie zakłada wielkiwybuch.
-
Bo nie odróżniali dobra od zła - ergo, byli zombie. Zbawienie nie byłoby ich świadomym wyborem, a stanem przypisanym. Bóg w pewnym momencie stwierdził: "Hej, oni nic nie rozumieją, w dodatku zakazałem im czegoś wiedząc, że nie są zdolni do większego myślenia, coś chyba gdzieś zrobiłem źle". A potem doszedł do konkluzji przemilczanej: "Hej, właściwie wolna wola jaką im dałem była tylko mityczna, to tak jakby dać ślepemu dzieciakowi kijek, nogi, słuch, węch i każdy inny przydatny czynnik prócz wzroku i tym samym oczekiwać, żę powinien sam przejść przez zatłoczone miasto nie gubiąc się ani razu". Stwierdził, że ojej, muszę im dać rzeczywisty doświadczalny empiryczny wybór pomiędzy dobrem a złem, wtedy tylko, i tylko wtedy tylko tylko wtedy tylko wtedy będę mógł sprawdzić, kto zasłużył na nagrodę! Dalszą historię znasz. "Matka na nie "pozwoliła" - w sensie niedopilnowała, dała braciszkom wolną chatę (wolę) mając nadzieję, że się wzajemnie nie pozabijają. Zło zaistniało tak czy siak. Bóg "pozwala" na zło". Bóg dopuszcza możliwość zaistnienia zła. Sam fakt, że Szatan zaistniał to potwierdza. Eh, powtarzam te same tezy już 3 post z kolei i nadal: a) nie wiesz o co mi chodzi b) próbujesz odpowiedzieć losowymi argumentami, licząc, że nie zauważę, że nijak nie są kontrargumentami Przykro mi, ale jestem pewny wręcz, że mój kot ma uczucia, w dodatku pod względem inteligencji wielokrotnie mnie przewyższa, i nie ma tu mowy o żadnej ironii. Jako przykład mogę wysnuć, że przeczytałem drugą część twojego posta 5 razy i ciągle nie wiem o co w niej chodzi.
-
Tablet graficzny a tablet to całkowicie inny rodzaj sprzętu. Tablety graficznę służą tylko i wyłącznie do rysowania po nich (ewentualnie jako kursor) i tylko drogie modele mają w sobie zintegrowane ekrany - przeważnie jest to jednak czarna plastikowa płytka. Jest to po prostu narzędzie, jak myszka czy klawiatura, służąca do określonych celów. To, co obecnie zowie się "tabletami" to już jest sprzęt samobieżny i samowystarczalny, taki przerośnięty iphone, z specjalnym dla niego przygotowanym softem.
-
That's my point, co stwierdziłem akapit niżej, ale trochę się zaplątałeś. Pierwsze zdanie nie ma sensu. Bóg nie toleruje Zła. Bóg pozwala zaistnieć złu. Bóg każe za złe. Wszystkie trzy tezy są prawdziwe (według koncepcji w której się poruszamy) i żadna nie wyklucza zła, jako czegoś co istnieje. Bo istnieje. Gdy starszy brat, zbije młodszego, akt zła zaistnieje, a późniejsza kara wymierzona przez matkę jest już czynem całościowo edukacyjnym - ten zły dostanie klapsa (kara - piekło), młodszy lizaka (zadośćuczynienie - niebo). Wszystko to jednak opiera się na prostej zasadzie - zło zaistniało. Matka na nie "pozwoliła" - w sensie niedopilnowała, dała braciszkom wolną chatę (wolę) mając nadzieję, że się wzajemnie nie pozabijają. Zło zaistniało tak czy siak. Bóg "pozwala" na zło. Bo jest mu zwyczanie potrzebne by wszystko trzymało się kupy. Jak sam stwierdziłeś - nikt nie chce niewolników, a świadomych siebie istot, świadomych zła i dobra. Wygnanie z raju było nam koniecznie potrzebne do zbawienia, ergo Szatan do zbawienia również potrzebny jest nam (i Bogu, tylko jemu nie do zbawienia, a do taktycznego planowania duchowych przeżyć świadomych siebie istot żyjących we wszechświecie).
-
"Bóg zawsze był z punkami" nabiera w kontekście tej wypowiedzi całkowicie nowego znaczenia. Bez ironii, prawdziwie podoba mi się wizja wszechmocnego rock&rollowca, który po prostu nie ma się przeciw czemu buntować, mimo, że teoretycznie zawsze powinieniem tak myśleć w kontekście chrześcijańsko/katolickiego wielkiego. No ale nigdy tak nie myślałem. Według mojej opinii niepotrzebnie (wybaczcie z góry, że wsuwam się niezbyt dyskretnie w waszą dyskusję, ale również chcę podyskutować no) rozdzielasz tak mocno te 2 archetypy. Typowe fikcyjne Bóstwa zawsze mają ograniczenia, które wytknąć również możemy my sami / rasa ludzka, Bóg natomiast Boski jest dla nas niepojęty. Niekoniecznie jednak sprawia to, ze niepojęty dla nas, wszechpotężny dla nas Bóg nie pojęty będzie dla bytów jeszcze kosmiczniejszych od niego, których już totalnie nie moglibyśmy sobie wyobrazić. Wiesz, to jak relacja rybki w akwarium - dziecko opiekujące się nimi - rodzic. Jakby coś, to my jesteśmy rybki. To w sumie ciekawe zagadnienie, bo nigdy nie spotkałem się z nurtem teologicznym, mówiącym o pod-i-nad-bogach. Sama idea Boga troszeczkę chyba wyklucza takie koncepcje ALE, no nie wiem, chyba niekoniecznie jednak. Tym bardziej, że Holy.Death mówił nie tyle o Nadbóśtwie, co zasadach. Przyjmując, że Bóg może sam się ograniczać, możemy również wysnuć wniosek, że na początku mógł sobie stworzyć piaskownicę zasad, której nigdy nie będzie mógł przekroczyć. Wszakże byt niepodległy niczemu podległy mógłbybyć tylko samemu sobie. Jest to ograniczenie wobec wszechmogącego, w dodatku nie do przeskoczenia, bo przeskoczenie równałoby się z szarganiem dobrego imienia i ukazaniu słabej wolii / słomianego zapału. A tego chyba by nie chciał. Przez co: Bóg pozwala na zło i zło MIEŚCI się w Bożym miłosierdziu. Tak chcę tylko wyjaśnic tę kwestię, bo dużo teologów ma inne zdanie. Ależ ucieczka przed złem w żadnym stopniu nie równia się dążeniu do dobra. Jest takie ładne słowo "neutralność" i chociaż mało przykładów takiej neutralności na codzień osobiście doświadczam, to byłbym w stanie wyobrazić sobię człowieka* i jego życie spędzone całkowicie neutralnie, w kontekście moralnośći zaproponowanej przez Boga. NIe krzywdzenie innych to jeszcze nie czynienie dobra. *dałem mu na imię Patryk, tak neutralnie. I tak - w kontekście teologii katolickiej Szatan jawi się jako taki Boski naganiacz. Gdyby nie Szatan [zło], Bóg [dobro] byłby stanem neutralnym i dostępnym (przypisanym raczej) każdemu. Widzę w tym jakąś większą logikę, bo taki porządek rzeczy byłby zupełnie nieedukacyjny dla masy mięsnej zwanej ludzkością. Więc - Plan Boży bez Szatana nie mógłby się odbyć, a mały czerwony śmieszny koleżka z kopytami zamiast stóp jest koniecznością (Biblia wiele razy podkreśla, że w wierze ceniony jest o wiele mocniej akt nawrócenia, aniżeli stałej ślepej wiary), a więc Bóg bez Szatana byłby ułomny, a ten został stworzony z konieczności. Chyba warto o tym pamiętać, bo dużo ludzi o tym nie pamięta niestety. Edit: Więc - znowu wychodzą nam na przeciw proste starobuddyjskie/jeszczestarszoazjackie zasady. A tak przy okazji, bo nie siedzę w temacie a jestem pewny, że ktoś tutaj siedzi - jak z religijnego punktu widzenia ma się wolna wola do diabła?
