Jump to content

fanthomas212

Akademia CD-Action [GAMMA]
  • Content Count

    61
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by fanthomas212

  1. Wow, cóż to była za gra. Teoretycznie jej oceny zapewne zaniżane są głównie przez zbyt małą ilość nowości względem wcześniejszej części, ale ja akurat nie miałem okazji zetknąć się ani z trójeczką, ani z chwaloną jedynką, dlatego pierwsze spotkanie z serią było bardzo przyjemne. Co prawda klimaty cyberpunkowe nigdy nie były moimi ulubionymi, bo nie przepadam za hard s.f. Od Neuromancera odbiłem się dość mocno, bo czułem się jakbym czytał instrukcję obsługi bardzo skomplikowanego urządzenia, do tego dialogi były w moim odczuciu strasznie sztywne. Na szczęście gry i filmy mają tę przewagę, że z
  2. Dzisiaj dwie gry, ale takie, które mi się (zbytnio) nie spodobały: Vampyr – Przedstawiona opowieść przechyla się bardziej w stronę dramatu niż horroru, a trzeba przyznać, że mało jest tematów tak wyeksploatowanych jak zombie i wampiry, dlatego trudno o powiedzenie czegoś nowego w tej kwestii. Niestety fabuła mnie nie wciągnęła. Ciężko wczuć się w historię, kiedy do baru wchodzi zalany krwią facet z wystającymi kłami, a barman mówi mu: „Coś niewyraźnie pan wygląda”. Lokacje są ponure niczym mina pesymisty, który odkrył, że świat znów się nie skończył i dość monotonne. Szaro-bury Londyn sp
  3. Pierwszy polski slasher, czyli W lesie dziś nie zaśnie nikt, wypadł znacznie lepiej niż przypuszczałem. Zrobiony po amerykańsku, w nieco parodiowej konwencji, z dużą liczbą brutalnych scen i schematycznych zagrań, które weszły już do kanonu. Uprawiasz seks na odludziu? Giniesz. Rozdzielacie się? No to już po was. Jesteś dziewicą i uosobieniem wszelakich cnót? W pojedynkę pokonasz wszystkich uzbrojonych po zęby psycholi, którym Arnold Schwarzenegger nie dałby rady. I tak dalej. Oczywiście nie ma tu aż takich absurdów, twórcy raczej umiejętnie korzystają z dobrodziejstw gatunku. Antagoniści wygl
  4. Na razie cisza na temat kolejnych części więc nie wiadomo kto czyje pomysły tym razem zapożyczy
  5. Złodzieje nie mają lekko. Nikt ich nie lubi, a do tego wykonują mocno stresującą robotę. A już kompletnie przerąbane, gdy muszą rabować w mieście o nazwie Miasto, ponurym niczym Gotham i pełnym strażników z wyjątkowo niską tolerancją wobec przestępców. To mój pierwszy Thief, dlatego też pewnie jestem daleki od plucia jadem w kierunku tej części. Czytałem różne opinie, głównie negatywne. Według mnie to całkiem udana skradanka z mrocznym klimatem. Do tego tania jak zupka z proszku. Oczywiście nie wszystko wyszło jak trzeba, ale ideały nie istnieją. Steampunk w grach wciąż jeszcze nie został
  6. Aż do premiery zrebootowanego Tomb Raidera nie byłem fanem przygód panny Croft, żenskiej wersji Indiany Jonesa z piersiami w rozmiarze XXL. W końcu jednak przyszedł ten dzień, gdy skuszony krwawymi trailerami i przykuwającą oko grafiką oraz ładną buzią głównej bohaterki trafiłem do tropikalnego raju dla kanibali i innych dziwolągów. Jak się okazało mroczniejszy klimat i zwrot w kierunku unchartedowej widowiskowości był strzałem w dziesiątkę. Taki był Tomb Raider, a jak sprawy aię mają z kontynuacją? Początkowo piałem z zachwytu, nie mogąc oderwać się od gry. Co prawda rzucających się w oczy
  7. Czasem przy kawie, papierosie i alkoholu nachodzą mnie różne dziwne refleksje. Na przykład dlaczego jedne tytuły zdobywają światowy rozgłos, a inne przepadają w otchłani niepamięci. Odłóżmy te przemyślenia na bok i skupmy się na grze, która pojawiła się na moim dysku znikąd, a została na bardzo długo. Zainstalowałem ją na próbę, bo ważyła tylko sześć gigabajtów. Chciałem dowiedzieć się w końcu, gdzie tkwi cała magia gatunku battle royale. I wpadłem, przepadłem. Od dawna wiedziałem, że największym mankamentem tego rodzaju zabawy jest długie oczekiwanie na odrodzenie. To nie deathmatch, gdzie
  8. Na pierwszy rzut oka można by sądzić, że to dziwna bijatyka, w której naprzeciw siebie stają niedźwiedź i panda z torebką na ramieniu. Po zagłębieniu się w niuanse systemu walki, stwierdzam jednak, że pod wieloma względami to lepsza gra od Mortala i Injustice. I najgrzeczniejsza, pomimo obecności Negana i jego pały oraz podskakujących kobiecych piersi. Zacznijmy od multiplayera, czyli głównego dania większości bijatyk. Nie jest tu tak kolorowo jak sugerowałoby menu główne. Mamy co prawda trzy tryby zabawy online, ale tak naprawdę tylko w meczach rankingowych można w miarę szybko znaleźć
  9. Od czasu pierwszego Call of Juarez czekałem na dobry interaktywny western. W zasadzie go dostałem. I nie jestem zadowolony. Dawno dawno temu GTA San Andreas rozbiło bank, pozamiatało i zmiażdżyło każdą inną grę z otwartym światem, jaka odważyła się stanąć z nim w szranki. Kolejnym takim kamieniem milowym było GTA V, które zrzuciło starego króla sandboksów z Żelaznego Tronu, nawet nie mówiąc przepraszam. RDR 2 nie przeskoczyło wysoko zawieszonej poprzeczki, a pod pewnymi względami wywróciło się w czasie biegu i mocno poobijało. Co poszło nie tak? Po pierwsze fabuła. Poza spaghetti western
  10. Czy remaster (a może nawet remake) gry wydanej około 15 lat temu na PlayStation 2 ma jakiekolwiek szanse w starciu z nowoczesnymi produkcjami? Owszem, ale na pewno nie jest to pozycja dla każdego. Przede wszystkim to nie gra, w której akcja leci na łeb, na szyję, a z każdego krzaczka wyskakuje coś ciekawego. Tutaj świat jest wyjątkowo pusty, nie ma setek znaczników, tysięcy znajdziek, czy rozbudowanych questów. W zasadzie jesteśmy tylko my i nasz koń. No i jeszcze Kolosy. Z nimi jednak sobie nie pogadamy, bo naszym celem jest ich zgładzić. Gra składa się więc głównie z eksploracji świata, a
  11. Nie lubię mechów, dlatego miałem przeczucie, że Titanfall może nie trafić w moje gusta. Jedynkę pominąłem, ale z uwagi na singla dołożonego w dwójce postanowiłem się przemóc i wskoczyłem do zaskakująco interesującego świata s.f. Całkiem dobra kampania co chwilę przypominała mi inną grę. Na początku Crysisa, potem Call od Duty Infinite Warfare, jeszcze później Somę i inne mroczne s.f., a gdy dostałem w swoje śliskie od potu i innych wydzielin łapska urządzenie do zabaw z czasem, nagle skojarzyło mi się to wszystko z Prince of Persia Warrior Within. W Titanfallu też dużo biegamy po ścianach
  12. God of War się zmienił. Mówi mi to woda. Mówi mi to ziemia. Wyczytałem o tym w recenzjach i dowiedziałem z niepewnych źródeł. A co najważniejsze doświadczyłem tego na własnej skórze. Czy zmienił sie na lepsze? Nie jestem do końca przekonany. Gra ponownie składa się głównie z walki, eksploracji i zagadek. Co do tego pierwszego grało mi się całkiem przyjemnie, aczkolwiek do geniuszu trochę zabrakło. Topór ma kilka ciekawych bajerów, natomiast znacznie przyjemniej mieli się wrogów pojawiającymi się dość późno Ostrzami Chaosu. Najgorsze jednak, że grę znacznie okrojono z epickości. Nie ma już
  13. Myślałem, że po Odyssey powrót do starych Asasynów będzie przeżyciem hamletowskim, a pytanie grać albo nie grać (bo na przykład szkoda czasu) będzie mi się non stop tłukło po głowie. Na szczęscie po raz kolejny wszedłem do tej samej rzeki i dałem się porwać nurtowi przygody bez kręcenia nosem. Wszystko tu jest znajome, a misje zdają się odtwarzać schematy znane od lat. Punkty synchronizacji, skoki do wozów z sianem, walka, skradanie, kogoś trzeba dogonić, kogoś innego przegonić, a od czasu do czasu wyeliminować jakiegoś złego Templariusza metodą cicho-sza. Poza tym jest jeszcze masa pierdółek
  14. Kiedy z całej gry w pamięć zapada tylko zakończenie to chyba nie jest dobrze. Po kolei jednak. Zapraszam do świata neo-kowbojów, sekciarzy palących Bagienne Ziele i traperów tańczących z wilkami. Far Cry 5 kusił mnie wizją dzikiej Ameryki, lasów pełnych zwierząt do odstrzelenia i stawów ze złotymi rybkami, a także grupą psycholi na miarę Vaasa. Po części to właśnie dostałem, bo „piątka” to składanka wielu różnych rzeczy z poprzednich części i w zasadzie klasyczna gra Ubisoftu z dużym, otwartym światem, historią osadzoną we w miarę realistycznym otoczeniu i kiepską fabułą. Ta ostatnia poz
  15. Teoretycznie Odyseja to najlepsza odsłona cyklu, jednak czy to nadal stary dobry Asasyn? Tego nie jestem do końca pewien, a kolejne części mogą mieć tyle wspólnego z serią co pierwszy Assasin’s Creed z Prince of Persia. Wtedy też chciano zrewolucjonizować formułę i narodził się nowy tytuł. Czy Odyssey to faktycznie pewna rewolucja w serii? (Zaznaczam, że w Origins jeszcze nie grałem, ale wygląda ono bardzo podobnie, co zaczyna mnie niepokoić). No to zobaczmy. Wspinanie się, bieganie po dachach, skoki wiary? Są. Coś tam o Prekursorach? Jest. Historia pomieszana z fikcją? Obecna. No ale
  16. Może akurat ktoś znajdzie coś dla siebie ;P
  17. horror postapo to do horroru sci fi raczej by pasował
  18. zaledwie otarłem się o s.f., bo to nie mój gatunek
  19. Mafia 2 powala klimatem, szczególnie osoby takie jak ja, które nawet na dyskoteki chodzą w prochowcu i fedorze. Stare piosenki płynące z radia, ubrania, architektura, samochody. Wszystko old-fashioned. Atmosferą miasta bije na głowę jakąkolwiek część GTA. Niestety z misjami i głównym wątkiem nie jest już tak kolorowo. Są one znacznie mniej zróżnicowane niż u konkurencji i szybko się nudzą. Ot, schemat, jazda samochodem-strzelanie. Na szczęście fabuła trzyma poziom w zasadzie od początku do końca i ciekawi, choć całość jak można się domyślić jest brutalna i wulgarna. No i Joe Barbaro to faktycz
  20. Czy Silent Hill mogłoby mieć multiplayer, w którym spotykalibyśmy innych graczy walczących z własnymi demonami? Czy ta marka w ogóle powróci? Czy kebab jest smaczny? Niestety nie odpowiem na żadne z tych pytań ze stuprocentową pewnością, bo nie wiem, ale porozmyślać zawsze można. Hideo Kojima i jego Silent Hills narobił smaku wszystkim fanom serii. Na lekkie otarcie łez po skasowaniu tytułu, dema i Guillermo del Toro powstał Resident Evil 7, który podobno jest straszny i pierwszoosobowy (czyli taka przekorna rewolucja), ale nijak ma się do Silent Hill. Czy powstanie coś w miejsc
  21. Już od jakiegoś czasu miałem ochotę zagrać w jakiegoś battle royala. Niestety PUBG pretendował do miana płatnego zabójcy mojego komputera, dlatego postanowiłem poszukać czegoś tańszego i z mniejszymi wymaganiami. Pomyślałem o Fortnite, ale musiałbym pobierać w ciemno 20 GB, a potem pewnie drugie dwadzieścia aktualizacji. W końcu postanowiłem na pierwszy raz wypróbować coś nieco odmiennego od reszty. Mój wybór padł na nieślubne dziecko PUBG-a i Fortnite’a oraz kuzyna Cuisine Royale, czyli Totally Accurate Battlegrounds. Przede wszystkim gra miała być absurdalna i parodiować kluczowe elementy kl
  22. Jestem zwolennikiem szybkiej akcji, gdzie co chwila coś wybucha i panuje ostry rozpierdziel, ale jednak taki gatunek jak symulator spacerowicza ostatnio zaczął coraz bardziej mi się podobać. Wszystko rozpoczęło się od Dear Esther i niespiesznej przechadzki po tajemniczej wyspie, ale to właśnie Firewatch uważam za najlepszy spośród tego typu gier (spacerolatorów, czy jak ich tam zwać). Ach, ten klimat. Stoisz na szczycie swej wieży i patrzysz w kierunku wieży Delilah, czyli jedynej osoby w promieniu setek kilometrów. Jesteś tylko ty i natura (co prawda stworzona przez komputer, ale słowo-klucz
  23. Jestem po dwóch sezonach i w połowie trzeciego, więc mam już wyrobioną pewną opinię na temat tego serialu. Kiedy czekam na nowy odcinek z niecierpliwością i czuję się mocno wciągnięty w historię to już jest dobrze. Dorzućmy do tego świetne aktorstwo (nie znam się na tym, ale skoro zauważyłem to musi być świetne). Co prawda nie jestem fanem podobnych klimatów, czyli gangsterskich historii o narkotykach (czy coś w tym stylu), ale Breaking Bad to coś więcej. Połączenie dramatu z komedią, do tego polane sensacyjnym sosem. Kilka razy się zaśmiałem. Kilka razy też posmutniałem. Scenariusz przeważnie
  24. Mowa tu nie o najnowszej części serii, ale o tej starej i kulawej technologicznie przygodówce z 2003 roku. Fabuła to najmocniejsza część tej produkcji. Pod koniec robi się może nazbyt mrocznie i dziwacznie, ale całościowo to zarąbista rzecz. Klimat gęsty jak przystało na horror, tajemnicze zbrodnie, rezydencja na odludziu, dziwni mieszkańcy, zaskakujące zakończenie. Dla historii i klimatu naprawdę warto zagrać. Zagadki są dosyć racjonalne, nie ma jakichś połączeń przedmiotów wziętych z tylnej części ciała. Trzeba jednak przeboleć powolne i dziwne animacje postaci oraz spolszczenie zrobion
×
×
  • Create New...