Skocz do zawartości

Gamemen

Forumowicze
  • Zawartość

    99
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Gamemen

  1. W sumie większość opowiadań z tego zbioru ma swoje drugie dno i liczne ukryte przekazy pokazujące nieco jakim Lem był człowiekiem ( np. stosunek do religii). Abstrahując trochę od tematu - moim zdaniem "Cyberiada" może być nieco za trudna jako lektura dla przeciętnego ucznia gimnazjum czy podstawówki i na miejscu takiego 12-14 latka rzuciłbym te książkę w kąt nie mogąc znieść pozornie bezsensownego bełkotu autora. Teraz gdy już swoje lata mam patrzę na tę książkę pod wieloma innymi aspektami. PS. Przepraszam za błędy w poprzednim poście, ale nie chciało mi się go dokładnie sprawdzać pod względem ortograficznym. Lenistwa nie da się usprawiedliwić, więc ubolewam nad potworkami w tekście .
  2. Myślałem o Eryku, ponieważ ostatnio czytałem sobie Czarodzicielstwo i ciekawi mnie co dalej stało się z Rincewindem. Zdaje sobie sprawę, że to chyba najkrótsza książka (a właściwie dłuższe opowiadanie) ze Świata Dysku, jednak mój wybór padł na nią tylko z powodu chęci poznania dalszych losów najgorszego maga na dysku, a nie ze względu na objętość. Pod uwagę biorę jeszcze Muzykę Duszy i może Piramidy. Chociaż po opisie tego pierwszego wnioskuje, że zawiera dużo nawiązań do różnych piosenek, więc może być atrakcyjniejsza pod względem nie przetłumaczalnych gier słów czy 'smaczków'. EDIT: Aaa, no i oczywiście podziękował .
  3. @repta2 Nawet jeśli, to na rynku jest obecnie tak wiele świetnych pozycji, które mam w planach przeczytać, że szkoda mi trochę tracić czasu na średniaki. Jeśli już miałbym kupić jakąś książke Dmitrija głuchowskiego to byłaby to "Czas Zmierzchu". Wolę zapamiętać Metro 2033 jako spójne, zakmniętę dzieło z setką niedopowiedzeń i dobrą fabułą.
  4. Czemu kupiłeś akurat Pe es czy? Ekskluziwy, blu ray, or what?
  5. Don't feed the troll! Ja właśnie teraz nabijam sobie acziki w RDR (w stylu "zabij ostatniego bizona"). Calak nie wydaje się trudny, ale na pewno wymagający cierpliwości, a tak poza tym to nie umiem grać ani w black jacka, ani w pokera, ani w liar's dice, więc mam dodatkowe utrudnienie . W razie czego na Rockstar social club jestem SirGamemen, na XBLA też, więc jeśli masz X360 to śmiało zapraszaj . RDR wziąłem, że tak powiem, na jeden raz, olewając praktycznie wszystkie zadania poboczne i skupiając się na fabule . Dlatego teraz nabijam jak najwięcej aczików. W Batman Arkham Asylum (jednej z moich nomen omen ulubionych gier) miałem 980 pkt. chyba i nie chciało mi się kończyć .
  6. Gamemen

    Kuchnia

    Ostatnio robiłem pizze i wyszła mi chyba najlepsza w życiu. Prawie jak z pizzerii (miałem nowy przepis). Polecam na yt kanał paei100, naprawdę genialny gościu i świetnie gotuje!
  7. Prawde mówiąc takie zjawisko nazywają złudzeniem optycznym, jak ktoś w nocy nagle spojrzy w inną stronę to często mózg mu gdzieś w krzakach dorysuje postać, więc nie wierzę w coś takiego jak ludzie cienie .
  8. Roguelike, czyli tak zwane rogaliki, to gatunek gier powstały w 1980 roku za sprawą Rogue, co w wolnym tłumaczeniu oznacza wędrowca. Jest to bardzo niszowy gatunek, wielu graczy rezygnuje już na starcie, odrzuca ich grafika w formacie ASCII oraz ogromna złożoność świata przedstawionego. Jednak dla tych którzy będą wytrwali czeka wspaniała nagroda, możliwość przeżycia epickiej przygody na miarę produkcji takich jak Dragon Age? Czas na rogalika. Welcome to the Jungle Jak już wspomniałem we wstępie, Roguelike to gatunek gier zapoczątkowany przez Rogue, erpega opartego na znakach w standardzie ASCII, stworzonego pod systemy Uniksowe w 1980 roku. Gracz porusza się w nim po świecie zaprojektowanym w trybie tekstowym (więcej o nim za chwilę) - walczy z potworami, przemierza niezgłębione korytarze podziemi, odnajduje skarby itp. . Lecz czym właściwie są gry-rogaliki? Jest to swoisty sub-gatunek RPG, w większość tworzą go darmowe freewarowe produkcje, przeznaczone dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Charakteryzuje je całkowita losowość świata, za każdym razem gdy uruchomimy danego 'rogalika' świat jest całkowicie inny, nazwy NPC, jaskinie, potwory, całe miasta generowane są zupełnie od nowa. Kolejną cechą charakterystyczną jest sposób przedstawienia świata, który to przy okazji na samym początku może odrzucić ogromną część graczy, mowa tutaj o grafice tekstowej, składającej się w większości z liter alfabetu i znaków ASCII, lub bardzo prostej grafiki. Zazwyczaj znak "@" oznacza gracza, a reszta liter reprezentuje inne stworzenia zamieszkujące dany świat. To oczywiście nie wszystko, poszczególne znaki mogą być również kolorowe, symbolizując np. niebieskiego smoka (gdzie "D" jest niebieskie). Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że faktycznie, przez pierwszą godzinę będzie wam strasznie trudno przyzwyczaić się do tego dość skomplikowanego systemu, jednak po pewnym czasie przyswoimy sobie zasady rządzące daną produkcją, a przy okazji będziemy się bardzo dobrze bawić. Najczęściej rozgrywka odbywa się w systemie turowym (patrz choćby seria HoMM czy King?s Bounty), co wymuszana na nas odpowiednią kontrolę czasu. Co ciekawe, złożoność i wielkość świata w grach roguelike przewyższa praktycznie każdą powstałą ?pełnoprawną? (przez pełnoprawną rozumiem grafikę 3D, skomplikowane animacje, tysiące poligonów oraz wszystko to co jest utożsamiane z grami takimi jak chociażby wspomniany już Dragon Age) produkcję RPG. Dzięki niezwykle prostej grafice, można w prosty sposób przedstawić świat dziesięciokrotnie bardziej rozbudowany od np. TES: Oblivion (przepraszam za wszechobecne w tym akapicie porównania, jedna chce wam po prostu przedstawić niepozorny ogrom tych gier). Oczywiście potrzebujemy jednego niezbędnego czynnika, dużego pokładu wyobraźni. ?Dla 89% graczy najważniejsza jest grafika?, dane prawdopodobnie wzięte z przysłowiowej czapy, jednak mają w sobie stety/niestety dużo prawdy. Nie pozostaje mi powiedz nic innego jak powiedzieć - ?jeśli należysz do tych 11%?? Gry-Rogaliki najczęściej obsługujemy za pomocą klawiatury i nie polega ona na zwykłym "prawo, lewo, góra, dół", lecz na skomplikowanej obsłudze bohatera i systemu walki za pomocą poszczególnych klawiszy. Jest to dość trudne do opanowania, lecz gdy już się z tym uporamy, satysfakcja wynagrodzi nam wszystko. Co do poziomu trudności ? jest naprawdę bardzo wysoki. W rogalikach nie ma checkpointów czy save'ów, tutaj jedna śmierć kończy całą rozgrywkę, tym samym koniecznością staje się rozpoczęcie gry od początku, z nową postacią oraz nowo wygenerowanym światem, nie ma przebacz, nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo. Również sami przeciwnicy nie są zwykłymi ?klikaj przycisk atak do oporu?, w bardziej rozbudowanych produkcjach należy stosować wymyślne techniki by pokonać zwykłego trolla. Jednak najważniejszą cechą wszystkich produkcji spod znaku Roguelike jest KLIMAT. Z powodu niezwykle skąpej grafiki gracze muszą zacząć używać wyobraźni by literka "G" zamieniła się w goblina, a "d" w wiernego psa. Razem z postępami w rozgrywce zaczynamy coraz bardziej zagłębiać się w świat przedstawiony w danej grze oraz przywiązywać do niego. Jest to naprawdę niepowtarzalne uczucie. By dumnie zakończyć ten akapit dodam tylko, że jest to zabawa dla jednego gracza, chyba w żadnej tego typu produkcji nie spotkamy się z jakimkolwiek trybem multiplayer bądź coopem. Historia i Geneza Co prawda cały gatunek formalnie został zapoczątkowany przez Rogue , lecz zapożyczał on parę mechanizmów i funkcji z wcześniejszych gier m.in: Adventure (1975), Dungeon (1975) i Telengrad (1976) - choćby całkowitą losowość świata czy jedno życie na całą rozgrywkę. Roguelike przez długi czas był domeną jedynie maniaków komputerowych, ale to dzięki nim mogły powstać takie dzieła jak chociażby? Diablo. Można by pójść jeszcze dalej i zasugerować znaczne przyczynienie się ich do powstania większości dzisiejszych hack&slashy. Jest to tylko moje, w pełni subiektywne, stwierdzenie, które bądź co bądź, ma w sobie ziarenko prawdy. Wielu twórców po latach stwierdziło, że inspiracją dla nich były właśnie rogaliki. Niech za przykład posłuży wymienione wyżej Diablo. Jeśli weźmiemy pod lupę założenia hitu od Blizarda, ze zdumieniem odkryjemy jego podobieństwo do wielu gier roguelike - losowo generowane lochy, coraz bardziej wymagający przeciwnicy, wyzwania, a także otwartość świata. To tylko niektóre z głównych cech ?rogalów, które zostały w nim zastosowane, potwierdził to nawet jeden z twórców. Mimo to gatunek ten nie był zbyt popularny, pierwszy hype na produkcje typu roguelike został zapoczątkowany (a jakże) w Japonii. Wszystko zaczęło się od serii Mystery Dungeon, od Chunsoftu. Pierwszą grą należącą do tej serii była Torneko no Daib?ken: Fushigi no Dungeon stworzona na konsole Super Famicom (a bardziej po naszemu, na NES'a), była ona spin-off'em serii Dragon Quest. Odniosła ogromny sukces (w samej Japonii sprzedano ponad 800.000 tysięcy egzemplarzy). Wpłynęły na to bogaty oraz rozbudowany świat przedstawiony, świetna animacja oraz doskonałe zaprojektowane potwory i postacie - przy produkcji brał udział Akira Toriyama, jeden z najpopularniejszych mangaków na świecie, twórca między innymi serii Dragon Ball, a także projektant wielu postaci, podziwiać je możemy choćby w serii Chrono Trigger. Torneko no Daib?ken: Fushigi no Dungeon zostało umiejscowione na 73 miejscu najlepszych gier wszech czasów w Japońskim magazynie Famitsu. Chunsoft "zbudował" markę Mystery Dungeon na doskonałej animacji postaci i potworów, które był łatwo rozpoznawalne i dobrze ugruntowane na zasadzie Franchisingu. Firmie udało się zmniejszyć barierę wejścia do produkcji typu Roguelike, poprzez wprowadzenie różnych poziomów trudności (od najniższego, po najwyższy, czyli dzisiejszy standard), a także umożliwiono zapisywanie rozgrywki. Zostało to dość kontrowersyjnie przyjęte przez fanów, gdyż jeden z najbardziej charakterystycznych elementów ich ulubionych gier - WYZWANIE w postaci przejścia danej produkcji zostało spłycone. Było to więc swego rodzaju zerwanie z głównym nurtem rogalików i zmienienie targetu na bardziej Casualowych graczy. Dzięki małym wymaganiom, niewielkiej ilości miejsca zajmowanego w pamięci oraz casualowej naturze rozgrywki, nie wspominając o ich ogromnej nieliniowości, ta specyficzna seria okazała się sukcesem na hand-heldach i telefonach komórkowych. Ten format spowodował utworzenie się czterech udanych sub-serii: Torneko, bazującej na Dragon Quescie, Chocobo, bazującej na Final Fantasy, Mystery Dungeon na podstawie serii Pokemon oraz Shiren the Wanderer, która jako jedyna oparta jest na oryginalnych, prawdziwych postaciach (plus dwie nieudane dodatkowe serie, oparte na Gundam i Tower of Druaga). Te produkcje stały się podstawą Japońskiego rynku gier. Chocobo, przeznaczone dla młodszych odbiorców sprzedało się w ilości ponad miliona egzemplarzy, a pierwszy Pokemon Mystery Dungeon, Blue and Red Rescue Team sprzedał się w 3 milionach egzemplarzy. To ostatecznie spopularyzowało gatunek Roguelike. Zakończenie A jeśli chodzi o czasy dzisiejsze... Cóż, moda na rogaliki już przeminęła (chociaż ciągle jest to dość popularny gatunek), jednak jej mechanizmy stosowane są w wielu współczesnych grach. Za przykład niech posłuży jeden z nowszych Roguelike - The Bindic of Issac (od twórców Super Meat Boy'a). Wszystkim zainteresowanym szczerze polecam zagrać w jedną z produkcji tego typu, gdy już się przegryziemy przez oprawę graficzną oraz lekką toporność, przeżyjemy niesamowitą przygodę w świecie wykreowanym przez naszą wyobraźnie. PS. Bardzo dziękuje Gamecowi, z portalu http://strefarpg.pl/ za korektę tego tekstu, szczególnie, że od błędów nie stronie . Zapraszam Was przy okazji na stronkę. To tyle, PIONA!
  9. Tak, słyszałem, że wiele wydarzeń zostało pominiętych czy uproszczonych, ale w sumie nie ma co się dziwić, to tylko serial, a zmieszczenie 600 stron książki w dziesięcio odcinkowym serialu to i tak nie lada sztuka, szczególnie jeśli jest aż tak dużo różnych wątków i wydarzeń .
  10. Pokemony to wiadomo . Ja również w Batmanie po zakończeniu wątku głównego zrobiłem jedynie wszystkie zagadki, a później gra w kąt, ale i tak to była wspniała przygoda.
  11. Ojoj, wyłapałem parę błędów, ale nie chce mi się już tego poprawiać, więc przepraszam z góry .
  12. Powoli zaczyna przegrywać? Te nierówną walkę konsole przegrały już dobre pare lat temu, a teraz pozycja pecetów tylko się umocniła. Osobiście bardziej preferuje konsole (na PC gram tylko w strategie, ewentualnie jakieś starsze produkcje), a jak chodzi o taki gaming na poważnie, to tylko X360 . Przez wiele lat byłem zatwardziałym pecetowcem, przynajmniej do momentu, kiedy uświadomiłem sobie, że od paru lat nie grałem w żadną nową produkcje. Do konsoli po prostu wkładam płytkę i cieszę grę w najwyższej możliwej rozdzielczości. Co z tego, że na PC grafika jest super hiper - w większości gier, żeby uzyskać grafikę znacznie lepszą od konsol trzeba mieć komputer potwora, więc ten argument jest trochę z [beeep]. Jednak prawdą jest, iż technologicznie PC góruje na konsolami.
  13. Obecnie gram w Fallout: New Vegas (X360), Dawn of War (PC) i Spelunky (PC). Ostatnio skończyłem Red Dead Redemption (X360) i Alpha Protocol (PC)
  14. Może i tak, ale to dzięki nim kupię książkę, wiec w sumie to ich zasługa .
  15. Ponad dwadzieścia godzin na liczniku gry, pot spływający z czoła, a tym bardziej z padzie. Do tego radość spowodowana ukończeniem wspaniałej produkcji, zwieńczonej zakończeniem godnym najlepszych dzieł kinematografii. Patrzę na płytę z napisem "Red Dead Redemption" i jestem dumny, że wreszcie udało mi się je ukończyć. Jednocześnie rodzi się w mojej głowie myśl "Okej, ekstra, ale... Co teraz?". Dobra, przyznam, że nie jestem mistrzem dramatycznych wstępów i stworzyłem genialnego w swojej dziwności potworka stylistycznego, no ale cóż, jeśli dotrwałeś aż do tego momentu, to znaczy, że jednak ciekawi cię co mam do powiedzenia. Zacznijmy więc od początku. Jakiś czas temu skończyłem 'Czerwone Martwe Odkupienie' od studia Rockstar. Moim czysto subiektywnym zdaniem jest to jedna z lepszych (chociaż nie najlepszych) gier dekady, w której prym wiodą genialnie zarysowani bohaterowie, świetne dialogi, cudowny świat oraz fabuła, bo to w gruncie rzeczy o nią się tutaj rozchodzi. Gdy zobaczyłem napisy końcowe poczułem rozpierającą mnie dumę; musicie wiedzieć, że stosunkowo niewiele jest gier, które przeszedłem od początku do końca (czasem potrafię od tak zawiesić się na ostatnim etapie i wyrzucić grę z dysku, true story). Jednocześnie gdy bańka zachwytu nadmuchiwana sukcesywnie przez te dwadzieścia godzin pękła, a ja z powrotem mogłem kierować moim bohaterem to posmutniałem. Powód takiego stanu rzeczy był prosty - kompletnie nie wiedziałem co mam teraz robić, gdyż genialna historia dobiegła końca. Potrzebuję w grze celu. Gdy go nie ma, czuję się zagubiony i moja immersja ze światem, a tym bardziej bohaterem zmniejsza się o połowę, przez co sama gra dużo traci na atrakcyjności. Gdy ukończę wątek główny, a dana produkcja ciągle daje mi możliwości gry, by na przykład dokończyć rozpoczęte questy, lub pochodzić po świecie, to odrzucam ją w kąt. Powód macie na początku akapitu. W momencie, kiedy tracę cel wyznaczony przez autorów i jestem zostawiony sam sobie, to najczęściej odpuszczam sobie dalszą grę. Nawet jeśli mam do ukończenia jeszcze milion questów (RPGi to tylko przykład) to nie potrafię ich wykonać i to bynajmniej nie z powodu lenistwa. Szczególny wpływ ma na to fabuła - kiedy ukończę cały wątek główny i mój bohater zrobi już wszystko co było w jego interesie, to przestaje mnie raczej interesować dalszy los innych bohaterów, a nawet świata przedstawionego, to trochę egoistyczne podejście, ale hej, it's just a game. Myślę, iż wynika to z prostego faktu: gdy już coś ukończę i zostały mi tylko jedynie zadania poboczne, to nie odczuwam progresu, moja postać (tutaj przykład z RDR) już się nie rozwinie, nie poznam kolejnych niuansów z fabuły, nie dostanę nic czego nie widziałem przed zakończeniem przygody, a o jakimkolwiek zaskoczeniu w zasadzie mogę pomarzyć. Należy do tego dodać, że niektóre gry po jakimś czasie po prostu nudzą (po piętnastu godzinach miałem serdecznie dość Mass Effecta 2, ale to tylko jeden z wielu przykładów). Teraz chciałbym się dowiedzieć jak to jest z Wami? Czy po skończeniu danej produkcji "umiecie" grać w nią dalej (jeśli istnieje opcja gry po ukończeniu) jednocześnie odczuwając te samą radość z rozgrywki? Czy raczej wolicie zostawić epicką historię w spokoju, usunąć grę i żyć z myślą "wow, to była genialna przygoda!". Zostawiam Was samych z tymi pytaniami i zachęcam do refleksji. PS. Nie traktujcie tego co napisałem w 100% serio, to tylko moje luźne przemyślenia, a nie jakiś, broń Boże, artykuł. Nie jestę żurnalistę, tylko zwykłym graczem, tak jak większość z czytelników CDA i chciałbym po prostu poznać Wasze zdanie na poruszony przeze mnie temat. EDIT: Poprawiłem trochę tekst bo raził błędami. A na miłe zakończeni dnia łapcie: [media=]
  16. Zbieram się do przeczytania mojej pierwszej książki ze świata dysku w oryginale . Pan Cholewa odwala kawał dobrej roboty, jednak niektórych żartów czy nawiązań po prostu nie da się przetłumaczyć by oddać ich "naturalny" humor . Życzcie mi powodzenia!
  17. Metro 2034 przeczytałem w bólach, to już nie było to samo co "jedynka", pozostał jedynie klimat i zdecydowanie za dużo filozofii. Owszem, w Metro 2033 też występowała, ale podana w bardzo przystępnej formie, genialnie przeplatana akcją. Tutaj przez trzydzieści stron autor potrafi pisać o sensie życia. Do tego wątek i w gruncie rzeczy mogłoby go niebyć. Cała książka nie jest zła, ale zawiodła moje przyznam nieco wybujałe oczekiwania. Po tym dałem sobie spokój z tym uniwersum, wolę zapamiętać je jako dwie świetne książki, niż trzydzieści z czego każda słabsza od poprzedniej ;].
  18. Panowie z HBO są bardzo sprytni - każą mi czekać rok na kontynuacje najlepszego serialu w klimatach średniowiecza, a ja w tym czasie mam niby kupić książkę? Cóż, udało im się . Po ostatniej scenie, ostatniego odcinka drugiego sezonu jestem strasznie "nahajpowany" na Pieśni lodu i ognia. Zastanawiam się jeszcze czy kupić pierwszy, czy od razu wszystkie (bo taniej wychodzi w pakiecie, np. na alledrogo).
  19. Obecnie czytam sobie "Cyberiadę" Stanisława Lema, którą dorwałem ostatnio na pchlim targu za trzy złote w bardzo pryzwoitym stanie, do tego jest to wydanie z bodajże 76r. więc można je traktować trochę jak kolekcjonerskie ). Przeczytałem już ponad połowę i powiem tak: szanuję Lema za to co zrobił dla Polskiej i światowej literatury, był człowiekiem obdarzonym naprawdę wspaniałym umysłem i szeroką wiedzą, jego opowiadania mają głębokie przekazy, a i ich treść jest nie zgorsza... i tutaj pojawia się moje "ale". Szczerze mówiąc spodziewałem się nieco więcej - oczywiście, wszystko jest naprawdę ciekawe, ale nie czytam mi się tego tak przyjemnie jak sporej części dzisiejszych książek o science fiction. Słynne słowotwórstwo Lema i rzucanie terminami związanymi z fizyką i ogólnie pojętym wszechświatem idealnie wpasują się w klimat, ale dla mnie są niezrozumiałęm bełkotem, to płytkie co teraz napisze, jednak wolałbym coś w stylu "tu jest napęd hiperuberturbo i dzięki niemu lecimy w góre" niż trzy stronicowe opisanie pracy silnika (to porównanie rzecz jasna nad wyrost). Bardziej przypadł mi do gustu choćby zbiór opowiadań Harlana Ellisona "Ptak Śmierci" lub twórczość Dicka'a (m.in Blade Runner, Ubik), a wszyscy trzej pisarze tworzący w zbliżonych okresach (niektórzy nawet pisali na siebie donosy, pozdro dla kumatych ). Za mało poznałem Lema by wydawać wyrok na jego książki czy twórczość, dlatego w planach mam jeszcze przeczytać parę jego dzieł (Solaris, PIrxa itp.) i wtedy zobaczymy jak to będzie .Żeby nie było nieporozumień dodam jeszcze, że - nie oceniam tutaj twórczości Lema, a jedynie moje pierwsze wrażenia po jednej z jego książek, nie bierzcie tego co ja naskrobałem do siebie, to tylko moje skromne przemyślenia ;]. To tyle, PIONA! EDIT: Podzieliłem na akapity, będzie wygodniej czytać, jeśli ktoś zechce.
  20. Wczoraj zacząłem wreszcie oglądać ten słynny serial, żeby zobaczyć co to w sumie jest i po ośmiu odcinkach pierwszego sezonu jestem bardzo mile zaskoczony. Dialogi są świetne, gra aktorska na wysokim poziomie, nie brakuje śmiesznych momentów. Mógłbym go postawić na równi z "How i meet you mother" chociaż ten znam od podszewki, a "Dwóch i pół" od ośmiu odcinków, to coś znaczy . Polecam.
  21. Piąty sezon troszeczkę mnie zawiódł - poprzednie oglądąłem z większą przyjemnością i zaciekawieniem. Trochę za bardzo zaczynają wszystko komplikować, wolałem gdy serial traktował o czterech nerdach-nieudacznikach i ich sąsiadce, w której jeden jest dość nieszczęśliwie zakochany. Teraz dochodzą nowe dziewczyny, loty w kosmos... Wiadomo, musi być jakiś progres, ale nie jestem pewien czy idzie on w dobrą stronę . Poza tym mój ulubiony moment chyba ze wszystkich odcinków to "JA JESTEM MISTRZEM MIECZA" gdy grali w WoW'a .
  22. [media=] <-------- Genialny filmik z kotem w roli głównej, ja się śmiałem przez dziesięć minut .
  23. Dużo jest doniesień o tym, że Fifa się tnie - pamiętajmy, że konsole nie są niezawodne, czasem coś może chrupnąć, więc jesteś pewnie jednym z wielu, chociaż ja na moim X-klocku nie miałem takich fanaberii .
  24. To jest tak - większość gier jest nomen omen robionych pod rozdzielczość 720p (nie wiem czy akurat Fifa), więc w niektórych przypadkach lepiej wyglądają na 720p bo 1080i niepotrzebnie je "rozciąga" przez co wyglądają gorzej. EDIT: Ogólnie lepiej wygląda 1080i lub 1080p, ale przeważnie w grach, które można swobodnie uruchomić na takiej rozdzielczości .
  25. Jakby ktoś nie wiedział to niedawno wznowili wydanie i już ukazał się pierwszy tom zatytułowany rzecz jasnsa "Ogrody księżyca" w cenie 50 złotych (bez grosika ). Słyszałem, że jakoś wydania niezła, ale to już sam ocenię, bo również planuję ją sobie w najblizszym czasie zakupic. http://ksiazki.polter.pl/Ogrody-ksiezyca-wznowione-w57633
×
×
  • Utwórz nowe...