Skocz do zawartości

Gamemen

Forumowicze
  • Zawartość

    99
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez Gamemen


  1. @Knight Martius

    Dziękuję za poświęcenie czasu. Damn, sprawdzałem to kilka razy, a i tak wkradło się mnóstwo głupich i niepotrzebnych błędów. Cieszy mnie, że nie znalazło się żadne "masło maślane" czy inne "spadł w dół". W zasadzie zgadzam się ze wszystkimi Twoimi uwagami. Nie pozostaje mi nic innego, jak praca, praca i jeszcze raz praca :)!

    PS Gdybym miał dokończyć opowiadanie, to miałoby ono około 50 stron, może nawet więcej, więc na razie odpuszczę sobie jego pisanie i popracuję nad warsztatem tworząc etiudy.


  2. Siedząc na jednym z setek kraterów rozsianych po całej powierzchni księżyca Mortimer zastanawiał się dlaczego pomimo faktu, że znajduje się w tak niesamowitym miejscu jak to, on woli patrzeć jeszcze wyżej, w gwiazdy. Opcja zwiedzania tego pustkowia wydała mu się najmniej interesującą rzeczą, którą mógł teraz zrobić, szczególnie, że tej nocy kosmos wyglądał wyjątkowo urodziwie. Należy zwrócić w tym miejscu uwagę na fakt, że swobodne oddychanie przy całkowitym braku tlenu nie robiło na nim najmniejszego wrażenia, zdawał się tego nie zauważać, będąc całkowicie zaabsorbowanym pięknem wszechrzeczy. A było czym. Wokół niego roztaczał się magiczny i odrealniony widok ? miliony gwiazd migotały na niebie, tworząc przeróżne obrazy.

    Wprawny obserwator bez problemu zdołałby zauważyć grupę gwiazd tworzących ogromnego żółwia. Jeśli do tego naprawdę byłby Wprawnym Obserwatorem (pisanym dużymi literami, a co!) z pewnością jego uwagę przykułby pewien drobny szczegół. Ów żółw wielkości małej planety zdawał się nie być jedynie zbiorem gwiazd, a żywym i tak namacalnym, jak to tylko możliwe stworzeniem. Siedzący na kraterze człowiek co prawda nie przywykł do widoku nadnaturalnie wielkich zwierząt morskich, ale jeśli ktoś znajduje się w takim miejscu, będąc ubranym jedynie w szlafrok i bokserki, to sposób postrzegania rzeczywistości może ulec lekkiemu zakrzywieniu. Obwinianie Mortimera o nazbyt dużą pobłażliwość dla otaczającego świata byłoby więc skrajną głupotą. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto kiedykolwiek znajdował się w podobnej sytuacji i może z czystym sumieniem powiedzieć, że po zobaczeniu swojego latającego żółwia natychmiast wpadł w popłoch, po czym zaczął uciekać w przypadkowym kierunku (czego nasz bohater oczywiście nie zrobił).

    Mortimer jeszcze przez kilka chwil oglądał gwiazdy. Od zawsze uwielbiał to robić: kiedy samotnie wpatrywał się w bezkres rzeczy ogarniała go nieprzenikniona radość. Za każdym razem na nowo uświadamiał sobie, że jest jedynie mikroskopijną cząstką wszechświata, którą wszystko wokół zdaje się ignorować. Na swój pokrętny sposób świadomość ta podnosiła go na duchu. Nigdy nie przepadał za byciem w centrum uwagi, chociaż często miał wiele do powiedzenia - ze swoich myśli postanowił stworzyć klatkę, w której zamknął się wiele lat temu. A gdy chciał akurat wyjść, to nigdy nie mógł sobie przypomnieć gdzie zostawił ten przeklęty kluczyk. Z życiem łączył go jedynie syndrom sztokholmski.

    Przed odejściem rzucił jeszcze skromne spojrzenie na horyzont, wstał, strzepał z siebie dziwny srebrny pył, lekko przeciągnął i zaczął kompletnie bez celu iść przed siebie. Niezbyt lubił urządzać przechadzki po srebrnych pustyniach (chociaż rzadko miał do tego okazję), lecz niesiony dziwnym impulsem zdecydował ten stan rzeczy zmienić. Upatrzył w tym kolejny symbol zmiany, który rzecz jasna był jedynie złudzeniem i pojedynczym wyskokiem, nie będącym w stanie zmienić niczego. Może poza połechtaniem próżności Mortimera i poczucia, że przynajmniej ma chęci i nie siedzi bezczynnie. Przecież nie wystarczy urządzić sobie wycieczkę po powierzchni księżyca, żeby zmienić całe życie. Prawda? Warto nadmienić, że grawitacja będąca lustrzanym odbiciem Ziemskiej również wydała mu się czymś zupełnie normalnym i niewymagającym zbędnego roztrząsania. Już po chwili dostrzegł w oddali idącą szybkim i pewnym krokiem postać, którą zdawał się skądś znać, jednak w gonitwie myśli nie mógł znaleźć tej właściwej, by podpowiedziała mu skąd.

    - Witaj Mortimerze! ? Zagaił tajemniczy przybysz, materializując mu się ni stąd, ni zowąd dosłownie przed twarzą. ? Który to już raz samotnie spacerujesz po tym pustkowiu?

    Dziwny człowiek już od pierwszych chwil sprawiał niesamowite wrażenie - dźwięczny, głęboki głos wydawał się odległy, jakby pochodził od suflera ukrytego gdzieś za niewidzialną kurtyną. Jednocześnie każde wypowiedziane słowo przeszywało na wskroś. Był dość wysokim i barczystym młodzieńcem (około dwudziestopięcioletni) z długimi, ciemnymi, swobodnie rozrzuconymi włosami, które łączyły się z zadbaną kilkutygodniową brodą. Na sobie miał krótkie, szare spodenki i podkoszulkę we wszystkich znanych kolorach, tworzących spiralę. Pomijając może ecru, khaki, peridot, czerwień z Falun i resztę dziwnie brzmiący nazw kolorów, których i tak nikt nie zna. Co ciekawe nie posiadał żadnych butów, za to oczy przysłaniały czarne okulary przeciwsłoneczne.

    - Kim jesteś? - powiedział lekko skonsternowany Mortimer, próbując przy tym ułożyć kąciki ust w coś na kształt uśmiechu, jednak sztuka ta nie do końca mu wyszła.

    - Bardzo dobre pytanie mój drogi Mortimerze! - zaczął entuzjastycznie. - Ludzie przez wieki wołali na mnie różnie, ale już to co wołali niech na razie pozostanie sekretem. Wszak czymże byłby człowiek bez choćby malutkiej, maluteńkiej tajemnicy? Hm? - uśmiechnął się szelmowsko i kontynuował, nie czekając na reakcję swojego rozmówcy. ? Musisz wiedzieć, że nie jesteś w tym miejscu przypadkiem; księżyc jest pisanym ci miejscem, powiem nawet więcej! - Dziwny osobnik, z naprawdę cudowną brodą, podniósł jedną rękę do góry, wskazując palcem gwiazdy. - To miejsce, w którym przyjdzie ci umrzeć i stanie się to szybciej niż myślisz.

    W jednej chwili migotanie gwiazd ustało, wielki gwiezdny żółw postanowił uciąć sobie krótką drzemkę, a tajemniczy przybysz zastygł w luźnej pozie z rękami w kieszeniach i uśmiechem na ustach. Czas dla Mortimera stanął i nie jest to tylko określenie mające podkreślić dramatyzm sytuacji ? czas dosłownie zatrzymał się. Bohater tej opowieści również stanął jak wryty, lecz zupełnie innego powodu - jedynie na jego ustach zaczynał powoli rozkwitać uśmiech i nie był on zwyczajny. Ten jeden konkretny uśmiech mógłby oczarować każdą kobietę, a przy odrobinie chęci skruszyć górę lodową, co niektórym statkom pasażerskim wyszłoby jedynie na dobre. Fala szczęścia zalała Mortimera i zrobiła to nagle, bez żadnego ostrzeżenia: "To takie zabawne ? pomyślał. - Po tylu latach prób, po tylu niepowodzeniach... Do tego uświadamia mi to jakiś post-hipis. Życie to naprawdę ironiczny skurczybyk. Chociaż po stokroć wolałbym skończyć ze sobą sam, przynajmniej miałbym poczucie, że jedną rzecz udało mi się wykonać właściwie. I znowu te moje idiotyczne werteryzmy! - parsknął - Przywiązanie do tych głupich symboli, które nic nie znaczą. Wszechświat nigdy nie chciał mi nic przekazać, co najwyżej drwił sobie ze mnie. Dlaczego teraz ma być inaczej? A może tym razem ze mnie nie zadrwił? I jak zwykle ? zostały mi jedynie pytania bez odpowiedzi.Jednakże dziwne ma być miejsce kresu mojego losu. Tory nie byłby złym miejscem wysokim mostem, z twardą taflą zimnej wody na dole też bym nie pogardził, ale księżyc? Dlaczego akurat tutaj? Przecież to nie ma najmniejszego sen..." i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, czas znowu zaczął płynąć. Gwiazdy migotały wyraźniej, żółw, wyraźnie niezadowolony, obudził się i zaczął jeszcze szybciej zmierzać w stronę stojących postaci, a tajemniczy jegomość zdawał się promienieć, wręcz lekko świecić (ze szczególnym zwróceniem uwagi na cudowną brodę) ? sposób postrzegania świata przez Mortimera zmienił się drastycznie w ciągu tych kilku sekund, gdy do świadomości dotarła najwspanialsza wiadomość pod słońcem ? wkrótce przyjdzie mu umrzeć. Jednak jego prosty umysł nie mógł pojąć dlaczego przyjdzie mu zginąć. Chociaż określenie "prosty umysł" jest nieco nad wyrost. Ponieważ umysł Mortimera przypominał, nomen omen, węzeł Gordyjski. Tajemniczy post-hipis nawet nie pomyślał o tym, żeby spróbować go rozwiązać albo przeciąć jakąś idiotyczną szabelką: zamiast tego użył lasera o potężnej mocy. Efekty były zachwycające.

    - Dlatego właśnie nienawidzę snów! Bóg jeden wie co takiemu przyjdzie do głowy. ? Powiedział niespodziewanie, drapiąc się przy tym po głowie. - Na dodatek nie odpowiedziałeś mi na pytanie, co mówiąc szczerze nieco mi uwłacza. Pozwolę sobie wrzucić ten niemiły gest do kosza z napisem "Niegodziwości mego przyjaciela Mortimera", a pamiętaj, że każdy kosz ma swoją określoną pojemność! - przybysz mówiąc to mimowolnie parsknął śmiechem.

    - O czym ty mówisz? Jakich snów? Co za kosz?

    - Ups! Chyba powiedziałem za dużo. Do tego przejdziemy za chwilę. Przy okazji: zauważyłeś, że za chwilę uderzy w nas żółw? To zabawne: najbardziej kreatywną rzeczą jaką jesteś w stanie wymyślić jest olbrzymi żółw lecący przez kosmos? Oglądałem setki, jeśli nie tysiące najróżniejszych snów, najróżniejszych ludzi...

    - Zaraz, chwila! - zawołał Mortimer, przestępując niezauważalnie z nogi na nogę. Jeśli wcześniej posiadałby jakikolwiek kontenans, to właśnie teraz należałoby wspomnieć o nim w czasie przeszłym.

    - Niekulturalnym jest przerywać komuś wypowiedź, mój drogi Mortimerze, więc łaskawie pozwól mi dokończyć ? rzekł z nieukrywaną radością w głosie przybysz; najwidoczniej świetnie się bawił drwiąc z Mortimera ? Gdzie ja to... A tak! Widywałem setki, jeśli nie tysiące różnych snów. Nie będę cię zanudzał opisem każdego z osobna, chcę jednak byś wiedział, że twój mimo zasadniczego braku oryginalności jest zdecydowanie najciekawszy z nich wszystkich. - Przerwał na chwilę i wziął głęboki wdech (przypominam, że akcja ma miejsce na księżycu). Jego rozmówca stał osłupiały i chłonął każde słowo. - Widzisz mój kochany, zazwyczaj sen można powiązać z konkretnym pragnieniem: mogą to być pieniądze, władza, kobiety, czy nawet drzewa, chociaż w tę konkretną sprawę wolałbym się nie zagłębiać. ? na twarzy człowieka z niesamowitą brodą można było przez chwilę wyczytać lekkie zakłopotanie ? W każdym bądź razie zmierzam do tego, że kompletnie nie mogę pojąć przesłania twego snu. Czy ten żółw jest metaforą wolności? Egzystencji? Śmierci? Miłości? Powiedz mi, musisz. Jak to jest?

    - No... ja.. po prostu lubię żółwie. ? mówiąc to nieco się zaczerwienił, widząc dziwny grymas na twarzy swojego rozmówcy.

    - Żartujesz? Nie dorobiłeś do niego żadnej filozofii? Po prostu sobie leci?

    - W zasadzie tak. Szczerze to zbytnio się nad tym nie zastanawiałem.

    - Byłem pewien, że to symbol czegoś. Widzę szczerość na twej twarzy, nie kłamiesz. Naprawdę ciekawy przypadek z ciebie, nie ma co. Większość znanych mi ludzi, a znałem ich trochę, do wszystkiego dorabiała jakąś idiotyczną filozofię. Choćby mój dobry przyjaciel Parys - wystarczyło, że wiatr mocniej zawiał podczas myślenia o ukochanej, która oczywiście nie była zainteresowana jego obleśnymi zalotami, a już upatrywał w tym nadziei na odwzajemnienie uczucia. Taki już był, przywiązany do "znaków od wszechświata". W końcu Parysowi pomógł mój przyjaciel, którego niedługo powinieneś poznać. ? Wypowiadając słowo "przyjaciel" wyraźnie się wzdrygnął i dalszą część opowieści kontynuował nieco bardziej złowrogim tonem. - Ostatecznie Parys dopiął swego i zdobył ukochaną. Skutkiem tego idiotycznego zauroczenia była straszna wo...

    Mortimer słuchał opowieści z nieukrywanym zaciekawieniem i nagłe jej przerwanie było dla niego niczym cios obuchem w plecy.

    - Wo...? - podchwycił.

    - Przez to wszystko nieco się zasiedziałem, czas już uciekać! Chyba rozumiem dlaczego to będziesz akurat ty. Potrafisz doskonale słuchać, chociaż nie wiem jak z mówieniem. Ha-ha-ha!

    - Czekaj! - krzyknął Mortimer, chociaż stał bardzo blisko rozmówcy ? Co masz na myśli mówiąc to? Kim jesteś?!

    - Ależ mój Mortimerze! Przyjdzie nam się spotkać, może nawet szybciej niż myślisz. ? Brodacz spojrzał na swoją rękę, jednak nic się na niej nie znajdowało - Późno już, czas wyruszać! - tę samą rękę włożył tym razem do kieszeni i zaczął czegoś gorączkowo szukać, a po paru sekundach wyciągnął małą stokrotkę. - Proszę, o to twoja stokrotka. Przyda ci się później, możesz mi wierzyć! - Podał kwiatka Mortimerowi po czym rzekł na odchodne. - Jest jeszcze jedna sprawa o której powinieneś wiedzieć.

    - Jaka? - zapytał stojący cały ten czas praktycznie nieruchomo Mortimer.

    - Jesteś na księżycu, bez skafandra i dostępu do tlenu; powinieneś zniknąć za jakieś, bo ja wiem, dziesięć, może piętnaście sekund.

    Nagle mężczyzna w szlafroku uświadomił sobie, że nie może złapać tchu: chwycił się za gardło, próbując jeszcze ustać na nogach, jednak jego próby spełzły na niczym i powoli zaczął odpływać w przestrzeń. Koniuszkami palców u prawej nogi próbował jeszcze dotknąć srebrnej powierzchni księżyca, jednak działająca nań siła była zbyt duża. Resztkami sił zdołał wypowiedzieć kilka ostatnich słów:

    - Co... co się dzieje?

    - Otóż, mój drogi Mortimerze, właśnie dopadła cię rzeczywistość! W takich chwilach jak ta ma ona w zwyczaju to robić, lecz ty chyba już się do tego przyzwyczaiłeś. Auf wiedersehen! - przybysz klasnął w dłonie i zniknął, a ostatnim, co nasz bohater zdołał zobaczyć przed niechybnym odejściem był olbrzymi żółw, który dokładnie w tym momencie z całym impetem uderzył w księżyc.

    Kamil Borkowski, kopirajty i tak dalej cheesy.gif.

    PS Pozdrawiam każdego kto dotarł aż tutaj i bardzo dziękuję za przeczytanie moich grafomańskich eksperymentów To tylko sampel do opowiadania, które na obecną chwilę ma 7 stron i ciągle rośnie. Chciałbym dowiedzieć się czy nie popełniam zbrodni na literaturze wypisując rzeczy widoczne powyżej. Jeszcze raz naprawdę dziękuję!

    PS2 W gwoli ścisłości - początek miał być lekko enigmatyczny: czytelnik wie mniej więcej tyle, co bohater. Uznałem, że taki zabieg skłoni do dalszego czytania.


  3. Ach, moje ulubione anime (razem z kultowych skądinąd Ghost in the Shell). Trochę smuci fakt, że do dzisiaj nie udało się w zasadzie prześcignąć pod względem fabularnym produkcji sprzed tylu lat, przynajmniej jeśli mówimy o pełnometrażówkach.

    Obraźliwie jest stwierdzenie, że film był inspiracją dla twórców Matrixa - tutaj nie ma pustych aluzji, które do niczego nie prowadzą. Film rodzeństwa Wachowskich był takim bullshitem wypełniony po brzegi. Wracając jednak do Akiry, mimo tylu lat na karku ciągle z tarczą, a nie na niej. Polecam wszystkim fanom Chińskich bajek, tym zafiksowanym na ich punkcie jak i domorosłym, chociaż Ci pierwsi pewnie już obejrzeli go z trzydzieści razy.


  4. Witam! Jako, że kompletnie nie znam się na monitorach postanowiłem poprosić o pomoc tutaj ;). Otóż, poszukuję jakiegoś dobrego monitora z wejściem HDMI, który byłby dodatkowo większy niż 21 cali i kosztował około 500 złotych, ale jak ktoś mi da linka z monitorkiem za np. 520 to się nie obrażę ;). Z góry dziękuję za pomoc, jeśli ktoś miałby pytania to śmiało ;]. Pis, jou.


  5. Swego czasu nałogowo grałem w Lost Planet na multiplayerze, a czasem trzeba było czekać 10-15 minut żeby jakiś serwer znaleźć, za to bardzo często trafiało się na tych samych graczy (w tym polaków) z którymi można było pogadać na komunikatorze głosowym, pośmiać się itp. Społeczność grających była mikroskopijna, ale zżyta i zawsze chętna do gry :). Nawet jeśli nie ma 10 milionów osób online gra może być naprawdę fajna i absorbująca. To tak by the way.


  6. No zgadzam się z Tobą chociaż fajne były momenty, w których podczas dialogu pojawiała się opcja dynamicznej reakcji (np. zepchnięcie gościa z 6 piętra czy egzekucja). Do wątków pobocznych w sumie nie mam kompletnie nic, a ten z genofagium mnie zmiótł :). Końcówka też w sumie niezła, ale bardzo na siłę dramatyczna. Btw. gdy zobaczyłem ostatniego bossa to zacząłem się śmiaćcheesy.gif .


  7. Fallout 2 za wspaniały klimat, system turowy i niezłą fabułę, Fallout 3 właściwie za to samo (prócz rzecz jasna systemu turowego). Ale moją najbardziej niezniszczalną grą jest chyba James Pond 2 na amigę. Zagrywałem się w to jak wariat w dzieciństwie i do dziś pamiętam jak z tatą ubijaliśmy ostatniego bossa (gigantyczny bałwan, który próbował zniszczyć święta <3).


  8. Najlepsza fabuła jaką do tej pory dane było mi poznać to ta z Red Dead Redemption. Wspaniała historia o odkupieniu, przyjaźni, miłości, stracie... Mógłbym tak wymieniać cały dzień. Musicie sami zobaczyć. Dodam tylko, że zakończenie wgniotło mnie w fotel i jak idiota patrzyłem przez parę minut w ekran telewizora (a była chyba godzina 2-3 w nocy - nie jestem jakimś nerdem, ale bardzo zależało mi żeby ukończyć grę jak najszybciej).

    A najgorsza? Szczerze, to nie podobała mi się w Mass Effect 2. Wszyscy ją zachwalali, ale na dobrą sprawę był tylko jeden twist, który wywołał u mnie jakiekolwiek emocje, a i tak nie było to nic oszałamiającego. Bardziej przypadły mi do gustu wątki poboczne, ale główny był trochę spartolony.


  9. @Qbuś

    Z Dostojewskim nie mam żadnych problemów, raczej wszystko ładnie i szybko wchodzi, że tak powiem. Natomiast u Kafki... Cóż, czytając ostatnio Proces miałem naprawdę spore problemy. MIejscami po prostu przerywałem w połowie strony i odkładałem książkę na półkę bo poziom bełkotu/nudy przekroczył stopień krytyczny. W ogólnym rozrachunku jest to książka naprawdę dobra, szczególnie jeśli zaczniemy ją sami interpretować, ale miejscami naprawdę miałem ochotę ją sobie odpuścić. Dodatkowo ostatni rozdział był moim zdaniem taki sobie i odstawał od reszty, ale może to dlatego, że został dokończony po śmierci autora.


  10. UP@

    Mimo, że teoretycznie PS3 powinno mieć w większości przypadków lepszą grafikę to tak nie jest. Wynika to z tego, że playstation jest trudniejsze w programowaniu niżeli Xbox 360. Spójrzmy choćby na takie Uncharted 2/3 - jedne z najlepiej wyglądających gier obecnej generacjii, a to dlatego, że zostały zrobione przez ludzi, którzy PS3 znają od podszewki. Niestety z grami multiplatformowymi jest już o wiele gorzej i tutaj zdecydowanie lepiej wypada X360.

    Osobiście wolę Xboxa ponieważ nie szukałem kombajnu, w którym będę mógł słuchać muzyki i oglądać filmy na 'blu reju', a konsoli do gier i jako taki X360 sprawdza się doskonale (i moim zdaniem lepiej od PS3) wink_prosty.gif. Do tego slimka już się praktycznie nie przegrzewa, więc jest cód, miód i orzeszki.


  11. Teoria, a praktyka to dwie różne rzeczy. A tak btw. jeśli masz wersje 4gb, to polecam Ci kupić pendrive'a 16GB i instalować na nim gry. Mało jest produkcji na X-pudło, które zajmują więcej niż pojemność takiego pendrive'a. Jednak pamiętaj, że X360 nie obsługuje nośników większych od 16GB. Odtwarzanie gry z płyty nie ma żadnych zalet - gorzej chodzi, loadingi są o wiele dłuższe, potrafi chrupnąć, niszczy się nośnik... mógłbym wymieniać dalej, ale myślę, że to da Ci jakiś obraz sytuacji ;).

×
×
  • Utwórz nowe...