Skocz do zawartości

Rorschach

Forumowicze
  • Zawartość

    2803
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    1

Wszystko napisane przez Rorschach

  1. @BS - "The Wire" zasłużenie jest chwalone. 5 sezonów, a wciągnęły mnie tak, że nie mogłem przestać oglądać mimo iż każdy odcinek po 50 minut lub nieco dłużej. Jak zachwalać ten serial ? Przede wszystkim realizmem przedstawionego życia na osiedlach Baltimore, - wyrazistymi postaciami (w pewnym momencie można nawet poczuć nieco sympatii do D'Angelo czy podziwu dla Avona lub Stingera, chociaż każdy z nich to handlarz narkotyków, że nie wspomnę o takich postaciach jak Proposition Joe, McNulty, Bonk, Kima, Omar, wszyscy Grecy a w późniejszych sezonach Marlo, Snoop i Chris i wielu wielu innych) -polskimi wątkami (w sezonie drugim, a potem jeszcze epizodycznie komendant Valchek, no i jedna z drugoplanowych postaci w policji ma polskie korzenie i nazwisko Pryzbylewski [ech ci Amerykanie, było zostać przy Kowalskim]) - świetną ścieżką dźwiękową (główny motyw wbija się mooocno w pamięć, miałem część jego tekstu nawet jako 'opis' w profilu) - genialnie napisanymi scenami i cytatami, które zapadają w pamięć. Nie będę spoilerował ale np. ulubiona fraza Clay'a Davisa zaczyna się kojarzyć z nim nieodłącznie, nie mówiąc już o takich scenach jak... a, nic nie powiem - smaczkami takimi jak prawdziwy boss narkotykowy z lat 80, który dorobił się milionów, a w serialu grający... księdza pomagającego uzależnionym Oglądałem w zeszłym roku, więc emocje zeszły ale ze wszech miar polecam ten serial. Tylko nie zraź się powoli rozwijającą się akcją i mało efektownym pierwszym sezonem, jest to tylko przygrywka przed tym co niosą kolejne sezony. Bardzo dobra fabuła, dość duża dawka brutalności, trochę scen łóżkowych i voila, świetny serial dla dorosłych gotowy. Mógłbym tak długo, więc szybko zakończę - polecam ! Sherlocka także, bo kontynuuje świetne tradycje brytyjskich mini-seriali, a na dodatek z klasą przenosi Holmesa w XXI wiek. Irene Adler i James Moriarty w tej produkcji zostali sportretowani genialnie.
  2. Brainiac EDIT - na 99,9% to poprawna odpowiedź zatem od razu mówię, że oddaję zagadkę.
  3. Czym ty się przejmujesz ? Będzie Justice League, Superman rzuci Lois dla Wonder Woman i po kłopocie.
  4. Pierwszy odcinek ostatniego sezonu całkiem smakowity. Ci, którzy obawiali się, że obejrzenie "promo" jakie zalinkowałem w maju zbyt zepsuje zabawę, nie muszą się martwić, że było za dużo spoilerów gdyż praktycznie wszystko co się w tamtym materiale pojawiło, było już na początku w pierwszym odcinku. No, z drobnymi wyjątkami ale to detale. Sporo wątków wrzuconych do jednego odcinka sugeruje, że nie będzie już "rozwlekłego" budowania jakiegoś wątku, ale konkretnie i na temat. Stwarza to pole do popisu dla zaskakujących i nagłych zwrotów akcji. Dobrze rokuje także zakończenie mocnym akcentem - . Dla fanów pewnej blondwłosej trucicielki - . Być może potwierdzi się moja teoria z poprzedniego posta - . Jestem też przekonany, że scenarzyści planują coś dla małego Harrisona (który zresztą wreszcie zaczął mówić). Póki co, jest dobrze i czekam na kolejne odcinki.
  5. Rorschach

    Unia Europejska

    Wybaczcie offtop ale kilka spraw trzeba sprostować. Może Mussolini nie był takim zbrodniarzem jak Hitler czy Stalin czy Mao ale ma na swoim sumieniu wiele, wiele istnień i prześladowań ludzi. Poza tym był wyjątkowo obrzydliwym typem. Przykładów nie trzeba szukać daleko - zbrodnie popełniane w trakcie wojny z Etiopią (użycie gazów bojowych, polityka terroru) czy np. przymusowe wypędzanie z kraju homoseksualistów przedstawione między innymi w komiksie "We Włoszech wszyscy są mężczyznami". Rozumiem, że Korea Północna jest takim krajem jaki malują tamtejsze media i komunistyczne władze? Nie popieram polityki Izraela ale też nie uważam Arabów za miłych, biednych i uciskanych ludzi. Jak w konflikcie w Syrii - obie strony mają wiele na sumieniu i po żadnej z nich nie chciałbym stać. Chyba Afryka dla Afrykańczyków. Afrykanerzy to nie jest rdzenna ludność RPA chociaż też oczywiście mają prawo tam żyć. A tzw. "trzecia droga" to jeszcze jedna odmiana socjalistycznych idei, które sprowadziły na ludzkość wiele cierpień.
  6. Odwołasz to jak wydadzą "Long Halloween" i "Dark Victory"
  7. Nie tylko (h)amerykańskimi czy japońskimi lub polskimi produktami komiksowymi człowiek żyje - jedną z najbardziej znanych "szkół" komiksowych jest komiks frankofoński. Regularnie wydawane są na naszym rynku różne pozycje, a wśród nich warto baczniejszą uwagę zwrócić na twórcę o pseudonimie Marvano. Mark van Oppen, jak naprawdę się nazywa, to belgijski komiksiarz którego sława zaczęła się od współpracy z amerykańskim pisarzem science fiction - Joe Haldemanem. Haldeman służył w Wietnamie i te doświadczenia zainspirowały go do napisania antywojennej powieści science fiction pt. "Wieczna Wojna". Marvano zgłosił się do niego i zaproponował stworzenie komiksu, a współpraca obu panów rozwinęła się i powstały takie dzieła jak kontynuacja "Wiecznej Wojny" - "Wieczna Wolność" oraz "Dallas Barr", który to komiks ma na forum swój temat, założony przez Ghosta - http://forum.cdactio...showtopic=22366 Marvano tworzy też swoje samodzielne albumy, mieliśmy w Polsce wydanie zbiorcze trzyczęściowej serii "Berlin", a niedawno ukazało się wydanie również trzyczęściowej serii "Grand Prix". Na wypadek gdyby ktoś pytał - polecam "Wieczną Wojnę" i "Berlin", "Wieczną Wolność" i "Dallas Barr" raczej nie (choć de gustibus non est disputandum jak powiadają). "Grand Prix" opowiada o środowisku przedwojennych kierowców 'Formuły 1'. Wtedy nie było zorganizowanych mistrzostw Świata czy nawet Europy ale kierowcy pędzący przed siebie w swych bolidach wzbudzali taki sam podziw jak teraz. Zwycięzcy różnorakich Grand Prix - Niemiec, Włoch, Monako, Szwajcarii, Belgii, Francji czy Hiszpanii, cieszyli się sporym prestiżem, adoracją kobiet i uwielbieniem mediów. Sytuację tę postanowili wykorzystać niemieccy narodowi socjaliści. Po wygraniu wyborów w 1933 roku na każdym kroku starali się odbudować niemiecką dumę i wyścigi nieustraszonych kierowców były wyśmienitą okazją by pokazać "niemiecką siłę". Autor umiejętnie przeplata wątki historyczne i prawdziwe informacje z fabularną fikcją uosabianą przez kierowcę brytyjskiego, który dostaje się do niemieckiego teamu. Komiks porusza wątki prześladowań Żydów, rosnącego totalitaryzmu i wpływu zdarzeń politycznych na życie kierowców. Chociaż byli oni niejako pod szklanym kloszem, nie mogli być obojętni na to co się wokół nich działo. Szczególnie, że każda porażka niemieckiego zespołu była niemile przyjmowana. Rząd III Rzeszy wspierał markę Mercedes i Auto Union (obecnie Audi) i od podstaw za publiczne pieniądze stworzył markę Volkswagen - to wszystko przewija się na kartach komiksu. "Grand Prix" jest podzielone na 3 części - Renesans, Rosemeyer! i Pożegnanie i spora ilość przypisów u dołu strony jest mocno widoczna w pierwszej i mniej więcej do połowy drugiej, co nieco utrudnia lekturę. Trzeba jednak przyznać, że nawet człowiek niezainteresowany wyścigami bolidów (F1 oglądałem jak był Kubica, ogólnie wolę WRC) może się sporo dowiedzieć i nie będzie znudzony. Zaznaczyć też trzeba, że lata przedwojenne to były inne czasy. Kierowcy jeździli samochodami mogącymi rozwijać prędkość nawet do 300 kilometrów na godzinę (a z każdym rokiem były bite kolejne rekordy, nawet do ponad 400), a auta nie oferowały praktycznie żadnego zabezpieczenia i w razie wypadku, o co było łatwo z uwagi na otwarte trasy i konstrukcję maszyn, prowadzący pojazd miał marne szanse na przeżycie. Wielu doskonałych kierowców zginęło podczas treningów, bicia rekordów prędkości i podczas wyścigów. Pewnie jednak głównie za to publika ich kochała, bo rzucali wyzwanie śmierci. Pojawiający się w komiksie Tazio Nuvolari, kierowca włoski, na pytanie dziennikarza czy nie boi się wsiadać do bolidu odpowiada (cytat niedokładny): "a pan jak myśli, gdzie pan umrze ? - We własnym łóżku, mam nadzieję" - Zatem, czy nie boi się pan kłaść do łóżka każdego wieczoru?". Symbolem niemieckiej dominacji były "Srebrne Strzały" bolidy Mercedesa, które powstały gdy w 1934 roku usunięto z nich farbę by były lżejsze. To w nich występowali tacy mistrzowie kierownicy jak Rudolf Caracciola, Luigi Fagioli i Hermann Lang. Barwy Auto - Union reprezentowali m.in. Bernd Rosemeyer, Achille Varzi czy Hans Stuck. Rywalizację z zespołami niemieckimi prowadziły głównie zespoły włoskie jak Alfa Romeo czy Bugatti, a za ich kierownicami siadali mi.in. Tazio Nuvolari czy Giuseppe Farina. Wszyscy oni pojawiają się na kartach komiksu, a obok nich także inne historyczne postacie jak Adolf Hitler, Ferdinand Porsche czy Elly Beinhorn, żona Rosemeyera, kobieta - pilot, zdobywczyni takich rekordów jak przelot nad Ameryką Północną, z Panamy, przez Kalifornię, do Miami. Równolegle do historycznych faktów dzieje się fikcyjny wątek młodego brytyjskiego kierowcy, który dostaje szansę jeżdżenia w niemieckim teamie. Przynosi to małą lawinę zdarzeń przez szpiegostwo, romans i zaangażowanie w los Żydów na terenie III Rzeszy. Liczba zdarzeń i wątków nieco przytłacza, podobnie jak wspomniane przeze mnie już przypisy z wyjaśnieniami. Nieco denerwujące jest też zostawienie w niektórych miejscach zdań w obcym języku - ok, warto się uczyć lecz bohaterowie posługują się nimi bez przerwy i nie wiem czemu akurat dane zdania miałyby być wyróżnione. Mimo wszystko w tym komiksie są sceny, które zapadają w pamięć jak chociażby wspomniana rozmowa Nuvolariego z dziennikarzem czy "protest pocałunku". Rysunki są na stałym, wysokim poziomie do jakiego przyzwyczaił Marvano - bez nadmiernej ilości szczegółów kłującej oczy ale z wyrazistą kreską, ilością detali "w sam raz" i równie dobrze wyglądają gdy dany kadr jest sceną dziejącą się w pełnym słońcu jak i gdy scena dzieje się nocą na statku z pasażerami udającymi się na Grand Prix Maroka. Szkoda jedynie, że fabuła kończy się wraz z początkiem wojny i pozostaje nam się zadowolić krótkimi notkami biograficznymi dotyczącymi wybranych bohaterów. W tym komiksie jest wręcz natłok postaci i żadna nie gra pierwszoplanowej roli ale mamy i dramat i uczucia i akcję, a każdą kolejną stronę "pochłania się" przy czytaniu. Jednocześnie, mamy szansę zajrzeć w świat dawnych wyścigów gdzie każdy z nich mógł być tym ostatnim, a tło historyczne na jakim się rozgrywają, jest wiarygodnie przedstawione, dlatego... polecam. "Grand Prix" Scenariusz i rysunki: Marvano wydawnictwo Egmont Oprawa miękka (ze skrzydełkami) Cena: nabyłem za 60 zł w promocji, obecnie 72 (na okładce 80) Moja ocena: 4+
  8. Nope. Odpowiedź to "Elizabeth" z Cate Blanchett, a człowiek na zdjęciu to Eric "King" Cantona, grający w tamtym filmie francuskiego ambasadora. Kto się zgłosi po zagadkę, zadaje.
  9. Miło, że zamieściłeś tą recenzję chociaż najwyraźniej okupiłeś to kiepskimi wrażeniami z lektury. Zastanawiałem się czy kupić ten komiks (bo Supermana z New 52 odpuszczam, a do innych premier jeszcze trochę czasu) i teraz chyba wiem, że sobie daruję. Co do sklejania się stron - z komentarzy pod stroną tego komiksu na gildii.pl wynika, że to częsty problem. Wina drukarni i tego, że wydawnictwo pośpieszyło się i wydało ten komiks przed oficjalną datą premiery. Pośpiech poskutkował sklejającymi się przez farbę drukarską stronami.
  10. No, panowie i panie, co tak słabo ? Podpowiedź - film z lat 90. I serio nikt nie kojarzy pana z obrazka ? @Tomoslav - nie. Film jest całkiem na poważnie i zdobył jednego Oscara, jeden Złoty Glob i kilka nagród BAFTA
  11. Rorschach

    Media II

    http://serwisy.gazetaprawna.pl/media/artykuly/712304,dobranocka_znika_z_anteny_tvp_oszczedza_na_dzieciach.html Coś cicho w tym temacie o informacji, która już jest od paru dni. Mianowicie - znika wieczorny program dla dzieci nadawany w TVP 1, potocznie zwany Dobranocką. Przez kilka dekad wychowały się na nim miliony Polaków i był on miejscem emisji wielu, kultowych już, kreskówek. Z jednej strony mamy aspekt ekonomiczny, z którym się zgadzam, czyli ogromne kłopoty finansowe TVP (niedawno przesunięto kilkuset pracowników do tzw. firmy zewnętrznej), a także dane według których Dobranocka/Wieczorynka przegrywa rywalizację z internetem, grami i innymi kanałami puszczającymi bajki i jest oglądana głównie przez emerytów. Z drugiej jednak strony, jeszcze niedawno TVP zarzekała się, że przesunięcie Wieczorynki o kilka minut i skrócenie czasu jej trwania jest chwilowe i wynika ze zbyt długich odcinków serialu (bodajże Galeria czy co oni tam puszczali po 18). Jest także inny aspekt, mianowicie ciągłe zachęcanie do płacenia abonamentu. W przypadku gdy w każdą możliwą chwilę wrzucane są reklamy, a suma długu TVP nie wynika z malejących wpływów z abonamentu, rezygnacja z puszczania czegoś co istniało przez kilkadziesiąt lat jest jak przyznanie wprost - Telewizja Polska nie realizuje żadnej misji i ma funkcjonować prawie tak jak każda inna telewizja komercyjna czyli nastawiać się tylko na zysk. Likwidacja ciekawych programów publicystycznych trwa od lat, ostatnio znowu bez słowa wyjaśnienia zniknęło "Bliżej" Jana Pospieszalskiego, mimo iż posiadam odbiornik cyfrowy nie mam dostępu do takich kanałów jak TVP Seriale, TVP Sport i prawdopodobnie nie będę miał do TVP ABC które w założeniu ma być programem dla dzieci, jak dostaną pozwolenie na funkcjonowanie na multipleksie itd. No, ale w TVP muszą być takie "bezstronne" programy jak Lisa czy inne głupoty o gwiazdach skaczących na trampolinie.
  12. Rorschach

    Komiksy II

    @8azyliszek - jak już to lepiej nie na allegro tylko sklep.gildia.pl, cena prawie taka sama - tak jak pozostałych Essentiali Mandragory (a nawet 4 grosze niższa ) i dodatkowo reszta zeszytów z Punisherem po 5 lub 8 zł za sztukę. Co do WKKM (póki co skusiły mnie tylko dwa komiksy, oznaczone numerami 10 i 13) to 18 tomem kolekcji będzie Iron Man: 5 Koszmarów, 19 tomem - Kapitan Ameryka: Nowy Porządek, a 20 - Daredevil: Odrodzony. Innymi słowy - przynajmniej do 21 tomu kolekcji znów nic nie kupię. Obecnie, może się skuszę na "4 jeźdźców Apokalipsy" póki do 5 lipca jest na gildii promocja -25%, ewentualnie kupię kolejny tom Sandmana, bo w lipcu wreszcie wychodzi "Zabójca 4", a jesienią kolejne premiery.
  13. Rorschach

    Filmy II

    Ciekawe, że w kontekście filmu "1000 lat po Ziemi" nikt nie wspomniał, że reżyserem jest M. Night Shyamalan. Na film się nie wybieram, ale ten reżyser przeszedł daleką drogę od czasów "Szóstego zmysłu". Niestety, raczej w dół. Zastanawiam się czy jest jeszcze w stanie się odbudować. "Oblivion" widziałem, "Iron Man 3" także. Jeśli chodzi o film z Tomem Cruise to też się spodziewałem naiwnego filmidła rozrywkowego, a zostałem zaskoczony ilością popkulturowych nawiązań. Najłatwiej oczywiście wyłapać to z Hal-9000, ale jest ich naprawdę sporo. Mimo to nie jestem fanem Olgi Kurylenko i jej gra trochę mi przeszkadzała, no i jak pokazał się na ekranie Morgan Freeman to miałem wrażenie, że zwędził ciuchy z Batcave w Gotham. Ogólnie jednak - całkiem niezły. IM 3 to trochę inna bajka bo każdy wiedział, że ma służyć jako pierwszy film z nowej fazy filmów Marvela i trochę odbudować postać Tony'ego Starka po słabej drugiej części. Jako film czerpiący garściami z wydanych komiksów, głównie "Extremis" spisał się dobrze, był Tony podrywacz, żarty, dużo akcji itd. Jednak mnie osobiście zawiódł motyw z Mandarynem (ale geniusz aktorski Bena Kingsleya niezaprzeczalny) oraz scena po napisach końcowych. Dlatego również ten film muszę ocenić na całkiem niezły. Czy "tylko" to każdy musi sam sobie odpowiedzieć.
  14. @8azyliszek - jeśli będziesz kręcił film o reprezentacji Brazylii to Scolariego powinien zagrać Gene Hackman. W sumie można się było spodziewać takiego rezultatu chociaż po cichu liczyłem, że Japonia chociaż gola strzeli. Nigdy nie byłem fanem Brazylii ale obecny skład nie ma piłkarza, którego można byłoby lubić czy podziwiać. Takiego Ronaldinho czy Roberto Carlosa, piłkarzy obdarzonych ogromnym talentem ale i umiejących się szczerze cieszyć grą. A teraz mam wrażenie, że dla sporej części z nich gwiazdorstwo i pieniądze są celem samym w sobie. Jeżeli za największą gwiazdę Brazylii uważa się Neymara, młodziaka który mimo wieku ma już na koncie sporo pozaboiskowych ekscesów i status "celebryty" to innych wniosków nie można wyciągnąć. Brazylijczycy oczekują dwukrotnego piłkarskiego złota, na MŚ i Igrzyskach Olimpijskich (szczególnie, że złota na IO im brakuje) ale to też takie "chciejstwo" bo najpierw muszą porwać serca kibiców na całym świecie swoją grą. Być może ich rodakom brzydko wywalczone złoto by wystarczyło ale świat byłby ogromnie rozczarowany. A jeśli odpadną i ktoś się okaże lepszy - trudno, takie życie. W tej chwili jak oglądam ich mecze towarzyskie i teraz Puchar Konfederacji to jeszcze mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że będę stawiał na inne drużyny.
  15. @Up - fakt, zapomniałem o tym w 70, mój błąd. Tak czy inaczej, rynek azjatycki jest znacznie większy niż europejski, a nie bez powodu największe kluby europejskie jeżdżą tam często na tournee przedsezonowe. Poza tym, Brazylia jako gospodarz musi bardziej "czasowo" faworyzować Amerykę Pd., tego zresztą wszyscy tam oczekują. Biorąc pod uwagę jeszcze Azję, Europa stoi dość nisko w drabince pierwszeństwa do ustalania lepszych godzin spotkań.
  16. Jak już to podczas mundialu w Meksyku, bo był tylko jeden. Zawsze ktoś będzie pokrzywdzony z godzinami rozgrywania spotkań i nic się na to nie poradzi. Niektóre spotkania Pucharu Świata w Rugby w 2011 roku (w Nowej Zelandii) zaczynały się o 4 nad ranem naszego czasu, a większość o 9 rano i trzeba było to przeżyć. Europa nie jest już pępkiem świata, godziny spotkań takich lig jak English Premier League czy Primera Division są dostosowywane chociażby do rynku azjatyckiego więc nie bardzo wiem czemu Brazylijczycy mieliby iść na rękę Europie skoro MŚ w piłce nożnej ogląda kilka miliardów ludzi na całym świecie, a Europa to tylko plus minus 0,5 miliarda, z czego nie każdy interesuje się futbolem. Myślę, że godziny zostaną ustalone tak by nie grać w największym upale oraz by jak najszersza publiczność mogła oglądać mecze, więc tak czy inaczej nie będą to idealne dla Europejczyków godziny.
  17. Rewanż za to jak Ty odgadnąłeś "Diunę" .12 Małp to jeden z moich ulubionych filmów, więc łatwo zgadnąć gdzie był Brad Pitt z obłędem w oczach @Tomoslav - nie. Podpowiedź - jest to film bardzo podobny do "Granic wytrzymałości" @gr86 - też nie.
  18. Wielkimi krokami zbliża się premiera filmu "Man of Steel" będącego rebootem serii o Supermanie. Światowa premiera już za rogiem, a za nieco ponad tydzień, 21 czerwca, polska. Ponieważ obejrzałem wszystkie kinowe filmy z tym bohaterem i prawie wszystkie animowane (poza zbiorem krótkometrażowych kreskówek z lat 1941-43 i filmem All-Star Superman - z uwagi na to, że czytałem ten komiks), postanowiłem ocenić pokrótce każdy z nich. Być może ktoś przed premierą Man of Steel będzie chciał obejrzeć wcześniejsze dzieła z tym bohaterem i skorzysta z tego mini-przewodnika. Ogólnie, widziałem praktycznie wszystkie filmy z superbohaterami, również tymi z Marvela i dlatego w tym zbiorze będą też filmy z "współudziałem" Supermana, jak te o Justice League. Od najgorszego do najlepszego, by napięcie rosło. Zapraszam do lektury. Od razu zaznaczam, że "Supes" nie jest moim ulubionym bohaterem ale nie zgadzam się z zarzutem, że to nudna postać. Nudny byłby, gdyby był niezniszczalny i kryształowo dobry i czysty. Jednak co do pierwszego, to można od ręki wymienić jego trzy słabości - kryptonit, magię, światło czerwonego słońca, a jak się okazuje, tych słabości jest więcej, o czym napiszę poniżej. Jeśli chodzi o charakter to też może być ciekawy. Na pierwszy plan wysuwa mi się tu gościnny udział w komiksie "All Star Batman i Robin" gdy feministka do szpiku kości, Wonder Woman, zostaje uciszona przez faceta - Supermana gdy razem z Green Lantern i Plastic Manem debatują nad tym co zrobić z brutalnymi działaniami Batmana. Jeden krótki moment, a Supes potrafi pokazać "charakterek". Nie mówiąc już o takich momentach gdy zataja przed Justice League złe działania Superman-ów z innych światów, co wytyka mu Question (do wyszukania na youtube) i o innych okazjach. Tak, jeśli scenarzyści się postarają, Superman nie musi być "płaską" postacią, dlatego wiążę pewne nadzieje z nadchodzącym filmem. Szczególnie, że z jednym zarzutem się zgadzam - gacie na wierzchu wyglądają głupio. Na szczęście, w komiksach z New 52 i najnowszym filmie, strój Kal-Ela wygląda dobrze. Superman IV - Quest for Peace --> Christopher Reeve po raz ostatni w roli Supermana, Gene Hackman powraca do roli Lexa Luthora. To co pogrążyło ten film w moich oczach to fabuła upstrzona idiotyzmami. Owszem, były we wcześniejszych filmach ale w ilościach znośnych, a tu stężenie przekroczyło masę krytyczną. Wystarczy spojrzeć na to jak powstał przeciwnik Kal-Ela: Luthor kradnie z muzeum włos Supermana i po małym chemicznym hokus-pokus, wysyła rakietą nuklearną w słońce i tak powstał Chocapic...tzn. Solar Man, zły i cięty na Supermana. Który zresztą w ramach "Misji o pokój" wrzucał wszystkie rakiety z ładunkami nuklearnymi prosto w Słońce... Yup, idiotyzmów było więcej. No i niestety widać, że film powstał prawie dekadę po pierwszym, szczególnie aktorka grająca Lois Lane się postarzała. Superman III --> Ten film można określić w skrócie jako "jaja jak berety". Począwszy od obecności aktora Richarda Pryora w roli nieco ograniczonego geniusza komputerowego (aktor ten znany był z ról komediowych) przez głównego przeciwnika (nieudolna kopia Lexa Luthora) aż po idiotyzmy fabularne. No i ten sztuczny kryptonit - jego obecność to plus ale już nachalny dydaktyzm po latach śmieszy. Dlaczego dydaktyzm ? Gdy nasz geniusz komputerowy pracujący dla "głównego złego" (w tej roli Robert Vaughn) nie wie co jest ostatnim składnikiem kryptonitu, bo komputer nie zidentyfikował, wpisuje, że substancje smoliste. I to działa ! Superman w wydaniu Christophera Reeve'a staje się swoim przeciwieństwem ! Kobiety, alkohol, buractwo... Śmiech na sali. Prawie jak "różowy kryptonit" z jednego z komiksów, który powodował u Supesa pociąg do jego własnej płci. Plusem było natomiast pojawienie się Lany Lang i jej flirt z Clarkiem Kentem. Annette O'Toole pasowała do tej roli. Superman: Powrót --> czasy współczesne dawały nadzieję na coś fajnego, niestety. Ten film to taka jakby kontynuacja pierwszej i drugiej części Supermana z przełomu lat 70 i 80. Lex Luthor (Kevin Spacey) znów do pomocy ma "typową blondynkę" i głupiego jak but pomocnika, a fabuła znów pozostawia sporo do życzenia. Dodatkowo, aktor grający Supermana wygląda jak wymoczek, ani nie jest sympatyczny jak Reeve ani nie jest umięśniony, jest nijaki. Jedyna zmiana to Lois Lane, która w tej części ma męża i małego synka. Swoją drogą, fabularny myk z nim związany to też żadna petarda. Zmarnowany potencjał, bo zamiast stworzyć coś nowego, odgrzewano kotlety sprzed 20 lat, które w oryginale lepiej smakują, do czego za niedługo dojdę. DC Showcase: Superman/Shazam!: Return of Black Adam --> Najdłuższa krótkometrażówka z wydanych w serii DC Showcase. Niestety, te 20 minut zostało źle wykorzystane, bo zmiksowano origin Kapitana Marvela (zwanego także Shazam!) z walką z Czarnym Adamem i spotkaniem z Supermanem. Za dużo wrzucone w zbyt krótki czas. Plusy to "kreska" tej animacji, całkiem niezła i może się podobać, a także pokazanie wrażliwości Supermana na ataki magią jakie stosował Black Adam. Superman (1978) Justice League: The New Frontier --> Film przedstawiający sformowanie Ligi Sprawiedliwości. Akcja osadzona jest mniej więcej w latach 50-60, stąd wygląd postaci, samochodów i otoczenia. Zło jakie zagraża Ziemi i fabuła dość słabe ale nie zwraca się na to uwagi aż do samej końcówki filmu. Ale jako historia w stylu "origin" daje radę. Jeśli chodzi o styl animacji to mnie nie powalił, ale i tak warto rzucić okiem, szczególnie mając w planach kolejne filmy o Justice League. Superman II --> Ta część przygód Supermana była kręcona równocześnie z pierwszą, chociaż dokończona i wydana dwa lata po premierze części pierwszej. Najbliższa jest za to restartowi serii ponieważ głównym rywalem jest tu Generał Zod z dwójką pomocników, podobnie jak w "Man of Steel". A ów generał, dla tych co nie wiedzą, jest przestępcą z Kryptona co chciał przejąć władzę nad planetą ale został złapany i uwięziony w specjalnej sferze dryfującej przez kosmos. Uwięzienie to sprawiło, że przeżył zniszczenie Kryptona, a po wybuchu bomby na orbicie Ziemi (wiem, wiem, ale trzeba przymknąć oko) zostaje uwolniony. Film nie taki zły ale ostateczna rozprawa ma za mało dramaturgii no i Lois Lane jest niesamowicie irytująca (podejrzewa, że Clark to Superman i rzuca się do rwącej rzeki by ją uratował, co też czyni... ale bez zmiany w Supermana, a potem zamiast ją obsztorcować słownie za jej zachowanie, wciąż jest "harcerzykiem" co muchy nie skrzywdzi). Mimo wszystko, znośny i o wiele lepszy niż III i IV Batman i Superman --> jest to film w stylu TAS, The Animated Series, jakie królowały w latach 90. Batman mówi głosem Kevina Conroya, ma odpowiednio kwadratową szczękę itd. Oceniałem go z perspektywy osoby dorosłej, ale bez wątpienia każdy dziecięcy fan kreskówek bawiłby się świetnie. A fabuła ? Joker (wraz z Harley Quinn) za miliard dolarów od Luthora, zgadza się zabić Supermana. Batman przyjeżdża do Metropolis, a dwaj superbohaterowie w toku zdarzeń poznają się nawzajem i swoje sekretne tożsamości. Na plus - podrywanie Lois Lane przez Bruce'a Wayne'a, ku wyraźnej irytacji Clarka Kenta. Wiedząc czego się spodziewać, można się przy tym filmie dobrze bawić. Superman/Batman: Wrogowie Publiczni --> Lex Luthor jest prezydentem USA, większość superbohaterów to zaakceptowała, nawet Superman. Tylko nie Batman. Gdy jednak Luthor wrabia Supermana podczas walki z Metallo, sugerując opinii publicznej, że zaatakował on prezydenta USA, Bats i Supes zostają wrogami publicznymi numer 1. Niezły film, w tej animacji przewijają się między innymi takie postacie jak wspomniany Metallo, Kapitan Marvel, Amanda Walker, , Kapitan Atom, Power Girl (w innych "światach" znana jako Supergirl, a wszędzie jako Kara Zor-El, kuzynka Supermana) czy też Toy-Man, superbohater dziecko [nie mylić ze złoczyńcami o tym pseudonimie], poza tym jest odpowiednio dużo akcji i starć. Superman/Batman: Apocalypse --> W tym filmie pojawia się jeden z największych wrogów Supermana, potężny i okrutny władca planety Apocalypse, Darkseid. Można by określić tą animację jako Justice League wersja 0.5 ponieważ sporą rolę odgrywa tu też Wonder Woman i Big Barda, a głównym wątkiem jest origin Supergirl, jej przybycie na Ziemię, poznawanie siebie i nowej rzeczywistości. Mimo to Superman, jako jej kuzyn, też ma swoją rolę do odegrania, szczególnie na początku gdy Kara nie panuje nad swoimi nowo odkrytymi mocami, a później sięgną po nią brudne łapy Darkseida. A, zapomniałbym wspomnieć, że jest to jakby kontynuacja "Wrogowie Publiczni" co objawia się małymi nawiązaniami. Superman Unbound Superman: Doomsday --> Doomsday to modyfikowany genetycznie kryptoński superżołnierz. Maszyna zniszczenia, która, UWAGA SPOJLER !!!!!!!!!! zabija Supermana. Niestety, film odszedł od komiksowego oryginału i najmocniejsze uderzenie mamy już po około 20 minutach oglądania. Potem zaczynają się dziwne machinacje Luthora, śledztwo dziennikarskie Lane i Jimmy'ego Olsena i generalnie fabuła nie porywa. Na plus można jednak zaliczyć Supermana w czarnym wdzianku, nie jest to pierwszy raz gdy takie zakłada, ale wystarczy jeden rzut oka by wiedzieć, że w świecie DC to Batman jest dyktatorem mody. Aha, plusem jest też spora ilość przemocy jak na film rysunkowy. Superman --> I w końcu film z 1978, pierwszy z udziałem Christophera Reeve. Jasne, ma swoje wady, jeden spory idiotyzm pod koniec, "harcerzykowatość" postaci Kal-Ela/Clarka Kenta i to, że Luthor to pajac wspomagany przed idiotów, a Lois Lane ma samobójcze skłonności w poszukiwaniu tematów dziennikarskich (wiem, taki już jej charakter) i nie potrafi zauważyć, że Clark bez okularów to Superman. Ale ten film ma więcej zalet niż wad. Trzeba na to i owo przymknąć oko, a wtedy będzie przyjemność z oglądania. Złowieszczy plan - całkiem niezły, choć jego wdrażanie pomińmy milczeniem, Gene Hackman gra na swoim wysokim poziomie, Reeve wczuł się w postać nieporadnego Clarka Kenta, za scenariusz odpowiada, tak jak w części drugiej, Mario Puzo (znany skądinąd) a w roli ojca Supermana, Jor El-a, sam Marlon Brando. Warto dać tej produkcji szansę, mimo wad. Superman vs The Elite --> Tytułowa elita to grupka postaci, która nie waha się używać przemocy i zabijać przestępców. Superman działał inaczej ale jak się okazuje, opinia publiczna wychwala nowych obrońców i akceptuje ich metody. Fabularnie jest bez fajerwerków, choć przyzwoicie ale to dobrze narysowana animacja, a na dodatek ma bardzo mocne punkty takie jak, UWAGA SPOJLER !!!!!! Superman wreszcie się wkurza i pokazuje swoją moc, hmm... ujmę to tak, robiąc krzywdę. Superman: Unbound --> Znający komiksy wiedzą, że Brainiac to kolejny z najgroźniejszych wrogów Supermana, a do tego odpowiedzialny za skurczenie Kandoru, miasta z Kryptona, wraz z mieszkańcami. Fakt ten sprawia, że Kal-El ma kolejną słabość bo musi uważać by nie dopuścić do śmierci milionów Kryptończyków. W tym filmie nie podoba mi się to jak został narysowany Superman ale fabuła trzyma poziom i wreszcie jest zerwanie z pewnym schematem (nie będę zdradzał za wiele, ale mam na myśli moment gdy Superman samotnie wyrusza stawić czoło Brainiacowi). Poza tym Supes musi temperować swoją kuzynkę, Supergirl, która uważa, że zbyt łagodnie obchodzi się z ludzkością i powinien rządzić Ziemią, także jest dość ciekawie. Justice League: Crisis on Two Earths --> W grupie raźniej. Na "naszą" Ziemię przedostaje się Lex Luthor, tylko, że na "jego" Ziemi jest on dobry a Justice League, zła. Wynika z tego spory kryzys, tytułowy kryzys na dwóch Ziemiach. Superman nie gra tu głównej roli ale każdy z bohaterów z Justice League, Wonder Woman, Flash, Batman, Martian Manhunter, Green Lantern, musi się zmierzyć ze swym złym odpowiednikiem. I moc jest w tym filmie silna, to dobrze zekranizowany komiks. Żadna postać nie przyćmiewa pozostałych, bardzo dobra fabuła i smaczki takie jak to co Batman robi "złemu" Flashowi czy podczas walki z Owlmanem, sprawiają, że naprawdę warto obejrzeć. Justice League: Doom --> Niejaki Vandal Savage był neandertalczykiem wystawionym na działanie tajemniczego meteorytu. Obecnie jest złym do szpiku kości nieśmiertelnym najstarszym człowiekiem na Ziemi i ma zamiar zniszczyć życie na planecie. By mieć spokój w realizacji swych planów stawia na drodze Justice League swoją "drużynę" (Cheetah, Star Sapphire, Bane, Mirror Master, Metallo). Batman trochę kradnie show, jak w poprzednim filmie ale i tak jest świetnie. Fajnie napisane sceny (sarkastyczny Alfred - łatwo znaleźć na youtube), dobra fabuła, zakończenie i twist fabularny. Aż się chce czekać na zapowiedziany na ten rok kolejny film o Justice League pt. Flashpoint Paradox. Poza rankingiem: Superman and The Mole Man - film będący pełnometrażowym pilotem do aktorskiego serialu o przygodach Supermana. W roli głównej George Reeves. Zawsze jak myślę o tych czasach to przypomina mi się scena z filmu "Hollywoodland" gdy Ben Affleck grający Reevesa daje pokaz jako Superman przed dziecięcą widownią. Podchodzi malec i pyta czy może w niego strzelić z pistoletu, Affleck/Reeves orientuje się, że to prawdziwa broń i mimo, że jest blady ze strachu mówi małemu, że chociaż Superman jest kuloodporny to kula mogłaby się odbić i zranić kogoś na widowni, co przekonuje chłopca by nie strzelać i oddać broń. All-Star Superman - Animacja nakręcona na podstawie komiksu o tym tytule. Zaczyna się, gdy dowiadujemy się, że Superman... umrze. Lex Luthor sprowokował Kal-Ela do przelecenia przez jądro Słońca co sprawiło, że komórki jego ciała przyswoiły zbyt dużo energii. Dni Supermana są policzone i dlatego postanawia on zrobić coś w stylu "12 prac Herkulesa", zostawić po sobie rzeczy, które pomogą ludzkości w rozwoju. Komiks mnie nie zachwycił, według mnie był średni ale wiele osób go wychwala i ma pochlebne recenzje w komiksowym światku. Superman: Brainiac Attacks - dobrze narysowane postacie, źle przedstawiony Luthor. Co ja mówię, tragicznie i beznadziejnie głupio przedstawiona postać Lexa. Poza tym, o starciu z Brainiac -iem opowiada film "Superman: Unbound" i to tą produkcję polecam.
×
×
  • Utwórz nowe...