Skocz do zawartości

Rorschach

Forumowicze
  • Zawartość

    2803
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    1

Posty napisane przez Rorschach


  1. Kiedyś oglądałem i mam mieszane uczucia. Rzeczywiście, różnorodność postaci jest duża, i dodaje przyjemności z oglądania, a z drugiej strony słaba fabuła i to, że się zdezaktualizowała.

    W końcu kogo dziś dziwi pamięć 2 gb ? Lub idea transportu informacji w mikroczipie.

    Film akcji dość dobry, jednak czasem mógł wywołać ból zębów. wystawiam mu 6+ /10


  2. Oj ludzie, ludzie. Podstawą zrozumienia jest wiedza. Chrześcijanin nie będzie wieszał ateistów za co poniektóre części ciała, ale też, choć ma obowiązki wynikające z przesłania miłości do Boga i ludzi, ma też obowiązek mówienia co złe, i reagowania. Zdecydowanego. Nie jest prawdą, że bierna postawa wobec zaczepek/ ataków jest właściwa. Ale podkreślanie z całą mocą poglądów chrześcijaństwa, Kościoła, w każdej sprawie.

    A pomijając ateistów, polecam pojęcie "wojny sprawiedliwej" , a także reakcji zbrojnej na napaść. Grzech zabójstwa taki sam, a jednak, używając przykładu II WŚ, powstrzymanie nazistów było konieczne. Co byłoby nie do osiągnięcia bez zabijania


  3. No wiesz, ''ateista'' czy ''agnostyk'' to z definicji osoba negująca istnienie bóstw, a w buddyzmie bogów jako takich nie ma (choć można w ten sposób określić Kosmiczną Świadomość). A i inne popularne w Azji systemy religijno-filozoficzne zwykle traktują bogów jako kwestie drugo- lub trzeciorzędne (no, może poza taoizmem, gdzie deifikowano Laoziego).

    Wracając do tematu w Europie najczęściej ateiści krytykują religie katolicką, a w Azji, Afryce? Szczerze mówiąc nie posiadam informacji na temat ateistów z innych części świata, niż Europa, ale to chyba nie znaczy że ich tam nie ma. Być może są i też próbują udowodnić, że oni mają rację a nie buddyści?

    Ok, tylko, że buddyzm jest jedną z religii. Ateizm, często synonimiczny z lewicą (anarchiści, komuniści, socjaliści ) nie walczy tak zacięcie z innymi religiami, tylko z chrześcijaństwem. Moja sugestia jest taka, że chrześcijaństwo, jako religia miłości, im na to pozwala. Islam - kara za odstępstwo zależy od tego kto porzucił Islam, ale często osculuje wokół wyroku śmierci. Hinduizm - w przypadku religii politeistycznej, negowanie świata boskiego, również jest niemile widziane i kończy się kalectwem lub śmiercią. Podobnie w Azji, na Syberii, u plemion Afryki czy Ameryki pd. gdzie wiara w świat bóstw i duchów jest podstawą społeczną. Ateista lub agnostyk w takim środowisku szybko skończyłby w kawałkach


  4. Ciekawym jest, że ateiści i agnostycy najczęściej starają się udowodnić że Kościół Katolicki, lub ogólnie pojęte chrześcijaństwo się myli. Kwestia tego, że w Europie właśnie najliczniejsci są wyznawcy chrześcijaństwa ? A może tego, że buddyzm jest religią która nie wyznaje żadnego bóstwa ? - tu się przychylam do takiego właśnie zdania. A może to kwestia tego co czeka w Islamie osobę "murtadd" ? Jakoś ateiści nie zajmują się "nawracaniem" wyznawców hinduizmu lub wierzeń animistycznych, bo kariera ich byłaby krótka i bolesna.


  5. Popularne jest przeświadczenie, że dopiero władcy XVII/XVIII wieku w Polsce, byli słabi, czy też przyczyniający się do upadku I RP. Jeśli chodzi o grzechy, to każdy od Mieszka do Stasia Augusta miał je na sumieniu, bo to rzecz ludzka, niestety. A zatem, by nie wałkować tematu ciągle, proponuję porozmawiać o hymnach - skłoniło mnie pytanie o pieśni aspirujące do hymnu Polski i to, że zainteresowałem się ostatnio tematem.

    Np. czy wiecie, że hymn hiszpański, oprócz tego, że nie ma oficjalnych słów, jest także pewnie jedynym przypadkiem nacjonalizacji utworu ? ( po polsku : kradzieży przez państwo melodii muzycznej, na rzecz hymnu ) Za wikipedia : "Zasady użycia hymnu Hiszpanii reguluje obecnie konstytucja oraz dekret królewski z października 1997. W związku z tym, że Pérez Casas w 1932 zarejestrował Marsz Królewski jako utwór swojego autorstwa, rząd hiszpański dekretem z 1997 roku znacjonalizował go i przejął na własność. Jest to prawdopodobnie jedyny w historii przypadek nacjonalizacji utworu muzycznego."


  6. Spriggs - dasz palec a wezmą rękę. jaka burza była w ramach ostatniej walki z "hazardem" gdy chcieli wprowadzać kontrolę internetu i stron w sieci. Dziś czytałem, że w Chinach, w ramach "walki z pornografią" stworzyli przepis nakazujący twórcy danej strony okazanie dowodu tożsamości w stosownym urzędzie. A strony z rozszerzeniem .cn mają być zarezerwowane dla instytucji, organizacji, urzędów itd.

    Stillborn - sorry, nie doczytałem.

    Ale tak czy inaczej, wydawca gry na dany kraj, nie jest właścicielem praw autorskich do gry, chyba, że studio robiące grę należy do niego. Więc ( cały czas mam na myśli piratów indywidualnych, piracących na własny użytek ) kogo ten pirat okrada ? Wydawcę, czy twórców ? Jeśli piractwo to kradzież własności intelektualnej, to twórców, a nie wydawcę, bo on jest tylko pośrednikiem. A stare prawo ekonomii mówi, że pośrednicy "wysysają" najwięcej kasy. Co za tym idzie - jestem za, by choćby gry, były dystrybuowane przez internet. I tańsze. Jeśli ktoś, kto sprzedaje grę, stosuje sposoby cięcia kosztów a ceny nie obniża, sam okrada nabywców produktu


  7. Witam. Chciałbym podzielić się z wami paroma moimi opiniami. Na początek, o abandonware a później o tzw. piractwie - piszę tzw, ponieważ "piractwo" ma wiele odmian i rodzajów a zatem wymaga zajęcia się każdą z jego części z osobna.

    Na początek - abandonware. Zgodnie z prawem są nielegalne, ale "przymyka sie oko" na ich obecność i ściąganie. Pytanie : po co tworzyć atmosferę zaszczucia ucziwych graczy którzy pragną zapoznać się z klasyką ? Sami wydawcy powinni udostępniać te gry by promowały sequele lub ich nowe tytuły wchodzące na rynek. Dalej, tak naprawdę przychody z dawno wydanych tytułów nie są uwzględniane w corocznych sprawozdaniach finansowych. Albo nie generują zysku, albo mikroskopijny, nie pokrywający obsługi prawnej i monitorowania aktywności abandonware. Mogę wymieniać jeszcze długo. Skłaniałbym się do idei udostępniania za darmo tytułów na przykład... ponad 12 letnich. Coś jak wygaśnięcie patentu na wynalazek.

    Nie namawiam do tzw. piractwa , ale do przyjrzenia się każdemu z jego rodzajów

    Jeśli ktoś chce podyskutować, zapraszam tu, albo na PW


  8. Buahahaha a ja mam wszystkie części thiefa z czasopism =) 2 i 3 z CDA a pierwszą z TopSecret (R.I.P.) I powiem tyle, ta seria jest jedną z NAJ lepszych skradanek jakie powstały. Jeśli ktoś nie jest niedzielnym graczem, oprze się pokusie walenia pałką każdego strażnika, i ma ciut cierpliwości ( wymaganej w skradankach ) może poznawać klimatyczną i wciągającą fabułę sagi.

    Sam pamiętam misję z częśći 3 - sierociniec, to było to. W ciemnym pokoju wieczorem lub nocą. Podobnie wydarzenie na skutek którego Garrett stracił oko ( nic nie spoileruję ! ) - klimat !

    Ta gra ukształtowała we mnie swoiste zrozumienie dla Miasta i sprawiła, że gdy później sięgnąłem po np. Blood Omen 2 , myślałem "kurczę, steam - punkowe miasto jak w Thief "

    Jestem zdecydowanie na NIE tworzeniu części 4, ale te 3 które są, są genialne


  9. Sorry, Joneleth, ale uważam, że nie masz absolutnie racji. Rozwiązanie "szkockie" jest dobre może dla nich, a i to niekoniecznie (patrz : próby akcesji Celticu i Rangers do Premierleague )

    W naszych warunkach, oprócz polaryzacji na Lecha / Legię i Wisłę, nie zostałoby nic. Zgadzam się w jednym - gra z silnymi oponentami to podstawa rozwoju, ale zwiększając liczbę meczy, cała liga by się osłabiła, bo każda ekipa znała by się od podszewki. Poziom zawsze równa się do przeciętnej większości, tak jak w klasie z 3 geniuszami i 27 przeciętniaków - nauczyciel będzie uczył pod przeciętnych, bo za to odpowiada, a o rozwój geniusza już się nie zatroszczy, z wielu powodów. Podobnie w ligach piłkarskich z paroma silnymi i resztą średniaków - nie ma rozwoju a jest stagnacja.


  10. Nie popieram do końca zdania Vlado, ale w jednym przynajmniej muszę się zgodzić. Nasi piłkarze mają za mało pracy. W Polsce przetrwał sposób myślenia jeszcze z komuny - jak nie zmuszą, nie robimy. Jak wielki to błąd, nie trzeba mówić. Praca, praca i jeszcze raz praca. Liga powinna mieć 18 lub nawet 20 drużyn. I to dałoby się zrobić, uzbierać tyle. Jest więcej ośrodków miejskich z tradycjami klubowymi i kibicami niż ta marna 20stka. Piłkarze mieli by więcej meczy w którcyh wyrabiali by kondycje i zgranie; większość lig zagranicznych ma minimum 18 drużyn, nawet w mniejszych krajach. No i ten element pracy nad sobą - piłkarz musi nie tylko pracować z trenerem i drużyną, ale i sam ze sobą. Nawet kopiąc piłkę tenisową w garażu, jak Alessandro del Piero.

×
×
  • Utwórz nowe...