Skocz do zawartości

Artius

Moderatorzy
  • Zawartość

    7050
  • Rejestracja

  • Wygrane dni

    2

Wpisy blogu napisane przez Artius

  1. Artius
    ?Ostatnią deską ratunku zdają się być Archeni ? prastary lud żyjący w harmonii z naturą i w zgodzie ze Źródłem. Grupa dzielnych, mężnych i prawych Thymeńczyków pod wodzą syna władcy grodu ? Kenrila ? udaje się więc w niebezpieczną, pełną przygód i zaskakujących spotkań wędrówkę, by spotkać się z Archenami. Czy dotrą do celu? Czy uda im się zgłębić tajemnicę Virionu? Czy powstrzymają szerzące się w zastraszającym tempie zło?? ? bardzo kuszący opis oferuje nam dozę niezapomnianych przygód, które powinny porwać nas na długie godziny. Niestety poza odrobiną fantazji, która jest w nim zawarta nie otrzymujemy nic więcej. Czy zawarte w nim obietnice są prawdziwe i lektura tej książki będzie fascynująca? A może to tylko bujda, która niczym zielony dym Virionu chce wedrzeć się do naszych umysłów? Jeżeli pragniecie poznać więcej szczegółów, to serdecznie zapraszam do lektury książki Joanny Patrzyłaś pt. ?Virion?.


    [

    Głównym bohaterem, a właściwie bohaterami tej powieści, jest grupa dzielnych towarzyszy, którzy wyruszają w nieznane, aby ocalić znany im świat przed złem. W książce żadna z przedstawionych postaci nie wiedzie prymu, dlatego trudno mówić o jej głównym bohaterze. Wracając jednak do naszych grup, których jak się później okazuje są dwie. Pierwszą z nich tworzą dorosłe osoby, oraz dwoje radosnych Archenów, którzy są bardzo pomocni w trudach podróży. Drugą tworzy para dzieci, wraz ze swoimi sokreyami, którym przyświeca ten sam cel. Wykorzystanie oklepanej już w wielu powieściach ?niewiedzy? o drugiej drużynie jest tutaj bardzo wyraźne. Nie wiem dlaczego autorka zdecydowała się na taki nic niewnoszący ruch, samotny, lepiej skonstruowany zespół sprawdziłby się o niebo lepiej.
    O samych postaciach nie da się powiedzieć zbyt wiele. Zostały wykreowane w sposób hurtowy, brak im indywidualnych cech, które podkreśliłyby znacząco ich charaktery. Takie masowe podejście zniszczyło już klimat niejednej powieści. Ubolewam nad tym strasznie, gdyż niektóre z postaci miały naprawdę spory potencjał na stanie się czymś ?oryginalnym?. Niestety autorka zaprzepaściła tą szansę wyraźnym brakiem chęci i poniekąd pomysłu.
    Historia przedstawiona na kartach tej powieści jest strasznie liniowa i płytka. Obecnemu światu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo w postaci tytułowego Virionu. Ta tajemnicza i groźna siła zaklęta w środku planety zaczyna coraz bardziej panoszyć się na jej powierzchni, co wzbudza panikę wśród mieszkańców osad. Nie byłoby w tymi nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że wspomniany Virion pod postacią zielonej mgły potrafi wedrzeć się do ludzkich umysłów i zawładnąć nimi. Fabuła sprowadza się do przywrócenia równowagi, aby obecny cykl życia nie dobiegł końca. Do plusów tej jednostajnej historii możemy zaliczyć nader ciekawe nazewnictwo, nietypowe podejście do cywilizacji, oraz logikę całości. Historia nie jest zbyt wyszukana, to po prostu kolejna wariacja na znany wszystkim temat, która w mojej ocenie nie jest zbyt porywająca, wręcz nudna.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  2. Artius
    ?Historia pełna zawiłych intryg, zdrad i krwawych walk napisana bardzo żywym językiem. Wyjątkowa pozycja, która już od pierwszej strony wciąga i niepokoi Czytelnika, pobudzając wyobraźnię i zmuszając do refleksji.? ? opis z okładki bardzo trafnie charakteryzuje całą książkę, w taki sposób, że grzechem po nią nie sięgnąć. Czy zdarza się Wam zastanawiać jak potoczyły by się losy świata, gdyby drobne szczegóły zostały zmienione? Czy podstępne intrygi snute od wielu lat są w stanie zmienić bieg historii i całkowicie zburzyć dotychczasowy światopogląd? Czy pojednanie i stawienie czoła niebezpieczeństwu jest gwarantem zwycięstwa? Jeżeli tak jak ja zadajecie sobie takie pytania, to zapraszam was do lektury dzieła ?Królestwo pięciu księstw? autorstwa A. P. Ekiela.




    Głównym bohaterem tej książki jest Książę Bolesław, syn Wielkiego Księcia Ziemi Warszyckiej Jarogniewa Statecznego. Już od pierwszych stron poznajemy go jako bardzo lekkomyślnego i rozpuszczonego młodzieńca, któremu w głowie siedzą jedynie jadło i gorzałka. Stały bywalec karczm, oraz wielbiciel pań o dwuznacznej profesji, wraz ze swoimi kompanami przemierza w pijackim humorze ulice miasta. Aż dziw bierze, że taki chłystek może stać się kimś bardzo ważnym, jednak takie niepozorne postacie są do tego wręcz stworzone. To tylko jeden obraz naszego bohatera. Po bardzo tajemniczych i ważnych wydarzeniach jego obraz zmienia się nie do poznania. To zupełnie inna osoba, która ma niewiele wspólnego ze swoim wcześniejszym ?ja?. Po metamorfozie Bolesław staje się dzielnym i pewnym siebie następcą tronu, który twardo stąpa po ziemi. Nie zaprząta sobie umysłu gorzałką, tylko istotnymi sprawami, które mogą przesądzić o losach jego ojczyzny. To mężny syn, który staje się dumą swojego ojca. Autor bardzo zręcznie przedstawia nam zmiany zachodzące w tej postaci. Opisując jego emocje, myśli i działania jesteśmy w stanie śledzić drogę jego niezwykłego odrodzenia. Osobiście zabrakło mi rozwinięcia wątku z niezwykłym darem, który posiada Bolesław.
    Pozostałe postacie postawione na naszej drodze są interesującymi personami, o czym nie raz przekonamy się podczas lektury. Nie jest to banda bezosobowych klonów, typowych ?zapchaj dziur?, tylko wykreowane na wysokim poziomie indywidua, które wnoszą coś do powieści. Czytelnicy odnajdą wśród nich swoich ulubieńców, z którymi przyjdzie im przeżyć ciekawe, a nieraz śmieszne chwile. Na tym polu autor postawił poprzeczkę naprawdę wysoko, już dawno nie obcowałem z tak dobrze dobranymi kompanami. To połączenie bardzo pozytywnie odbija się podczas lektury, gdyż uśmiech nie raz zagości na waszych twarzach. W tym miejscu pragnę ostrzec osoby wrażliwe przed władczynią Magyoranu, która jest postacią iście ?niekonwencjonalną? i nie przebiera w środkach podczas swoich działań.



    Historia przedstawiona w książce jest bardzo zawiła i naprawdę trudno streścić ją w kilku zdaniach. Poczynania, które obserwujemy rozgrywają się w czasach wojen religijnych, więc w jakiś sposób możemy odnaleźć je na linii historycznej. Wyznawcy tajemniczego Szymona Maga pragną oczyścić świat z heretyków i pogańskich ludów, które oddają cześć wielu bogom. Jak to często i gęsto bywa to dobrotliwe miłosierdzie kryje za sobą drugie, prawdziwe dno. Chodzi tutaj oczywiście o dominacje nad światem, oraz podbicie terenów należących do ?wrogów? jedynej i słusznej wiary. Wszystkie plany snute od wielu lat, pokryte niezliczonymi łapówkami, a także pilnowane przez rzeszę szpiegów mogą zostać pokrzyżowane przez uwikłanego w to wszystko głównego bohatera. Wątek główny wraz z pobocznymi są genialnie przygotowane. Widać, że autor spędził nad nimi wiele czasu, całość jest perfekcyjnie skomponowana, brak jakiegokolwiek kompromisu. Do tego trendu nie zalicza się niestety zakończenie tej interesującej książki, gdyż jest stworzone pod kontynuację. Niewyjaśnionych pozostaje tez kilka kwestii, z którymi mam nadzieję przyjdzie mi się spotkać w kolejnym tomie.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  3. Artius
    Sięgając po Księgę Pierwszą Kronik Jennifer Strange, zatytułowaną ?Ostatni Smokobójca?, czytelnika uderza nie tylko oryginalna okładka czy ciekawy opis, ale także nawiązania do znanych i lubianych serii oraz twórczości takich pisarzy jak J.K. Rowling, Terry Pratchett, czy Agatha Christie. Co powstało z takiej nietypowej mieszanki? Czy cykl ma szanse zaskoczyć czytelnika czy jedynie stanowi podgrzane smoczym ogniem sprawdzone przez innych pomysły? Gorąco zapraszam do wspólnej lektury opowieści o ostatnim smoku i jego zabójcy.




    ?Dwoje ludzi próbowało mnie zabić, grożono mi więzieniem, dostałam szesnaście propozycji małżeństwa, zostałam wyjęta spod prawa przez króla Snodda. To wszystko i jeszcze więcej stało się w zaledwie kilka dni. Nazywam się Jennifer Strange.? Pierwsza strona historii stanowi nie tylko zapowiedź ale i poniekąd streszczenie tego co czeka nas wewnątrz książki. Przygody Jennifer Strange należą do jednych z najbardziej zwariowanych, przepełnionych absurdalnym, ale w tym pozytywnym znaczeniu, humorem jakie przyszło mi czytać. Bo czy sięgając po historię, której trzonem jest misja zgładzenia smoka, spodziewacie się emerytowanych, zdziwaczałych magów zajmujących się wymianą instalacji elektrycznej, przepychaniem rur kanalizacyjnych bądź pozbywających się szkodników z ogrodu? A może szalonej jazdy kuloodpornym roll-royce?em w kierunku Smoczych Ziem opędzając się przy tym od chciwego króla, tłumu dziennikarzy i przedstawicieli handlowych pragnących podpisać z wami kontrakt na reklamowanie napoju Bąbelki? Zapewniam Was, że to dopiero początek prawdziwej góry lodowej, którą przyszykował dla Was autor.
    Cała przygoda zaczyna się z pozoru niewinnie, szesnastoletnia Jennifer Strange, znajda wychowana przez Błogosławione Służki Homara, obecnie przewodnicząca Kazam ? firmy zrzeszającej osoby władającej magią, przyjmuje pod swoje skrzydła znajdę, która kiedyś ma ją zastąpić. Niestety w czasie, gdy powinna przekazywać mu wiedze jak postępować z często zdziwaczałymi, unoszącymi się honorem czarodziejami i czarownicami, po kraju rozchodzą się wieści i prorocze wizje o zbliżającej się śmierci ostatniego smoka. Jednocześnie wokół rośnie magiczna energia, co tylko potęguje zamieszanie i szał jaki ogarnął ludzi na te wieści. Każdy bowiem pragnie zgarnąć dla siebie część zajmowanej przez smoka ziemi. Nie jest to bynajmniej koniec problemów bohaterki, bowiem okazuje się iż to ona jest ostatnim Smokobójcą. Czy wspierana przez ukochanego Kwarkostwora oraz przyjaciół poradzi obie z nową funkcja i odpowiedzialnością jaką na nią spadła? Przekonacie się podczas lektury.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  4. Artius
    ?Mały bies" to przejmujące studium psychologiczne autorstwa rosyjskiego poety, prozaika i dramatopisarza Fiodora Sołoguba. Książka powstała w 1905 roku, jednak nadal nie przestaje zaskakiwać swoja treścią, a nagromadzenie zła i zepsucia w bohaterach powieści nie napawa optymizmem. Zapraszam do wspólnej lektury książki, która z pewnością odciśnie na Was swoje piętno.



    Arda­lion Pieredonow główny bohater powieści to prowincjonalny nauczyciel w gimnazjum. Człowiek, którzy nie wierzy w żadne wartości, a co gorsza wszędzie dopatruje się spisków oraz pomówień, które miałyby zaszkodzić mu w objęciu wymarzonej posady inspektora. Pogłębiająca się paranoja sprawia iż zachowania Ardaliona, a także otaczających go osób stają się coraz bardziej absurdalne i godne pożałowania.
    Wykreowany przez autora świat ? to miasteczko, w którym wszyscy drżą ze strachu przed donosami i pomówieniami, a ?papiery? decydują o losie człowieka. Ten zamknięty w sobie światek opiera się na fałszu i dwulicowości mieszkańców. Każdy bowiem patrzy tylko na własny interes i pod pretekstem pomocy drugiej osobie doszukuje się korzyści oraz sposobności do zdobycia coraz to nowszych plotek. Ponad wszystkim stoi zaś odległa, żeby nie powiedzieć momentami abstrakcyjna, moskiewska księżna, o której protekcje nieustanie dąży główny bohater.




    Arda­lion Pieredonow oczywiście nie jest jedynym bohaterem, który przyciągnie uwagę czytelnika. Ciekawych, choć w tym jak najbardziej negatywnym znaczeniu, indywiduów w powieści nie zabraknie. Barbara będąca po niekąd siostrą, ?tylko bardzo daleka, czwarta woda po kisielu, z taką można się ożenić?, po nikąd żoną Ardaliona udowadnia swoim zachowaniem jak bardzo można dać się upokorzyć, by tylko osiągnąć zamierzony cel. Barbara pozwala się poniżać, pluć na siebie, posuwa się do kłamstw i oszustw byleby tylko zatrzymać przy sobie ?przyszłego inspektora?, który o ironio nie może opędzić się od kobiet pragnących usidlić go więzami małżeństwa. Zaś Wołodina, częstego gościa w domu Barbary i Pieredonowa, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia czytelnik może okrzyknąć królem głupców. Są to tylko nieliczne przykłady wypaczonych osobowości, za pomocą których Sołogub odsłania najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy.
    Nowe wydanie, które ukazało się w zeszłym miesiącu nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka prezentuje się wyjątkowo ładnie: twarda oprawa opatrzona dodatkowo obwolutą i ilustracja na okładce wiernie oddająca charakter całej powieści z powodzeniem przyciągają uwagę spośród wielu innych pozycji.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  5. Artius
    ?Pod kloszem? autorstwa Meg Wolitzer to kolejna pozycja dla młodzieży poruszające ważne dla młodych ludzi problemy. W tym wypadku autorka skupiła się na cierpieniu i tym jak na nie reagujemy. To, co na jednych nie zrobi większego wrażenia, innych pozbawi chęci do życia i sprawi, że stracą kontakt z rzeczywistością. Czy lekarstwem na cierpienie może być lektura powieści, której autorka popełniła samobójstwo, nie będąc w stanie samej poradzić sobie ze swoimi problemami? Serdecznie zapraszam do wspólnego udziału w lekcjach ?Specjalnych zagadnień z literatury angielskiej? gdzie przekonacie się o tym na własnej skórze.




    Jam Gallahue ? główną bohaterkę powieści poznajemy w dniu, gdy jej rodzina wysyła ją do Wooden Barn, szkolnego ośrodka terapeutycznego w Vermoncie. Zmiana otoczenia oraz specjalistyczna opieka na miejscu ma pomóc dziewczynie otrząsnąć się po śmierci jej chłopaka ? Reeve?a, Brytyjczyka z wymiany. Choć związek dwojga młodych ludzi trwał nieco ponad miesiąc Jam wierzyła iż spotkała tego jedynego, a śmierć Reeve?a sprawiła iż dziewczyna straciła zainteresowanie resztą świata. Przestala się uczyć, rozmawiać z przyjaciółmi i rodziną, odcinając się od wszystkich i wszystkiego. Lekarstwem miała się okazać zmiana otoczenia oraz zajęcia ze ?Specjalnych zagadnień z literatury angielskiej? prowadzonych dla niewielkiej, wybranych osobiście przez nauczycielkę grupy uczniów. Kiedy uczestnicy owych zajęć otrzymują zadanie prowadzenia pamiętników, okazuje się, że dzięki nim trafiają do innego świata, w którym wszystko jest tak jak chcieli żeby było, zanim nastąpiły wydarzenia, które odmieniły ich życia w najgorszy możliwy sposób. Nazywają to miejsce Belzharem.
    ?Pod kloszem? łączy w sobie kilka interesujących pomysłów, których nie sposób nie docenić. Najważniejszymi z nich są oczywiście nietypowe zajęcia specjalne oraz sam Belzharem. Pomysł, aby na zajęciach ?dla nadwrażliwych osób? u których występują ?utrzymujące się skutki urazu psychicznego? omawiać depresyjną autobiograficzną powieść autorki, która popełniła samobójstwo - Sylvii Plath, mocno mną wstrząsnął. Z resztą nie tylko mną, ale i bohaterami książki. Równie wielkim szokiem były wizyty w Belzharem, świecie w którym czas stanął w miejscu i to dosłownie. Bohaterowie mogą tam spędzać czas z osobami, które utracili, Jam znowu jest z Reeve?em, jednak nie może się z nim dzielić tym, co obecnie przeżywa, chłopak jakby jej nie słyszał. Mogą jedynie na nowo przeżywać czterdzieści jeden dni, które spędzili ze sobą. Czytelnik zaś powoli zatraca jasność tego co dzieje się naprawdę, a co jest tylko wytworem wyobraźni przebywających w ośrodku podopiecznych. Dodatkowo przeskoki miedzy wydarzeniami teraźniejszymi, a wspomnieniami bohaterów pogłębiają uczucie dezorientacji podczas lektury.
    Zakończenie historii z pewnością zasługuje na uwagę. Nie tylko ze względu na fakt, że zaskakuje czytelnika, ale raczej dlatego, że wywraca całą opowieść do góry nogami. Nie chce zbyt wiele zdradzać, ale osobiście czułam się mocno oszukana i nie do końca spodobała mi się ścieżka jaką obrała autorka. Zmieniło się także moje postrzeganie głównej bohaterki i jeżeli można tak powiedzieć straciłam resztki szacunku do niej. Zaczęła mi się wydawać intruzem w Wooden Barn, który dostał się tam może nie tyle, że niepotrzebnie, ale z pewnością odebrał miejsce komuś, kto bardziej potrzebował i zasługiwał na pomoc jaką mógł tam otrzymać.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  6. Artius
    Nie ukrywam, że uwielbiam historie o superbohaterach niezależnie czy maja one formę komiksów, filmów czy książek. Jest coś fascynującego w śledzeniu losów zwykłych ludzi, którzy za sprawą zbiegu okoliczności, dziwnych wypadków czy tajemniczego pochodzenia otrzymują niezwykle moce i dzięki nim walczą w słusznej sprawie przeciwko tym, którzy zagrażają pokojowi na świecie. Tak wygląda większość historii, co jednak gdyby obdarzone mocami jednostki zamiast wykorzystywać je w słusznej sprawie zwróciłyby się przeciwko zwykłym obywatelom? Pytanie to zadał sobie znany i ceniony pisarz fantasy Brandon Sanderson, a jego wynikiem jest książka ?Stalowe Serce? rozpoczynająca cykl ?Mściciele?, do której lektury serdecznie Was zapraszam.



    Dziesięć lat temu, wraz z pojawieniem się na niebie Calamity niektórzy ludzie zaczęli się zmieniać, zyskując niezwykłe moce. Świat okrzyknął ich Epikami. Niestety szybko okazało się, że nowe umiejętności szły w parze z okrucieństwem i potrzebą dominacji nad zwykłymi śmiertelnikami. Ludzkość szybko poddała się władzy nowych Panów. Najpotężniejsi Epicy brali we władanie całe miasta czyniąc z nich swoje królestwa. Nie inaczej było z Chicago, w którym niepodzielnie rządzi Stalowe Serce. Epik zdawało by się niezniszczalny, zdolny latać, władający żywiołami i potrafiący przemieniać otaczające go przedmioty w metal. Tylko jedna osoba widziała jak Stalowe Serce krwawi. Cudem ocalały sprzed dziesięciu laty, gdy Stalowe Serce ogłosił swoje imię światu, chłopiec. Dawid stracił tego dnia ojca i każdy szczegół tamtych makabrycznych wydarzeń utkwił mu w pamięci. Teraz gdy w mieście pojawili się Mściciele, jedyne osoby które odważyły się rzucić wyzwanie Epikom, Dawid ma zamiar wykorzystać tą wiedzę, by zemścić się na zabójcy swojego ojca.
    Brandon Sanderson w swojej książce zaskakuje nie tylko odmiennym od tradycyjnego podejściem do tematu superbohaterów, ale i wykreowanym przez siebie światem. Chicago w którym dzieje się akcja książki w dniu pojawienia się Stalowego Serca zostało przez Epika w większej części zmienione w metal. Powierzchnie w większości zamieszkują Epicy i Ci, którzy są w jakiś sposób dla nich użyteczni. Porządku pilnuje wojsko podległe Stalowemu Sercu. Pod ziemią zaś ciągną się wydrążone w warstwie stali tunele, zamieszkiwane przez zwykłych ludzi, ale i szeroko rozumiany margines społeczeństwa, który również znalazł schronienie głęboko pod ziemią, poza zasięgiem wzroku Epików.
    Bohaterowie zamieszkujący stworzony przez autora świat są równie barwni. Nie tylko za sprawą różnorodności Epików i ich mocy ? od tych najbardziej popularnych jak władza nad żywiołami, latanie, niezwykła siła czy umiejętność uzdrawiania, po te bardziej wymyślne jak oddziaływanie na konkretny rodzaj materiału, zmianę konsystencji przedmiotów oraz tworzenie skomplikowanych iluzji. Najciekawsze jednak są słabości, których odkrycie umożliwia zabicie nawet najpotężniejszego Epika. Nie jest to jednak łatwa sprawa, niektórzy są wrażliwy na konkretny rodzaj materiału bądź światła, innych zranić może jedynie osoba o określonych przekonaniach bądź będąca w danym wieku. Pomysłowość autora zaskakuje z każdej strony powieści również pod względem charakterów bohaterów. Każda z przedstawionych postaci ma swoje indywidualne cechy, historię i widać, że została wykreowana z dużą starannością. Moim faworytem jest główny bohater, głównie ze względu na jego zamiłowanie do tworzenia absurdalnych porównań, jak to poniżej:
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  7. Artius
    Książki można podzielić na wiele sposobów, są takie, które przyciągają czytelnika ciekawym pomysłem, wyróżniającym dany tytuł spośród morza innych oraz te, które powielają znane już schematy, jednak robią to w taki sposób, że czytelnik nie odczuwa tego jako wadę, a wręcz przeciwnie z radością czyta każdą kolejną stronę. ?Zrodzona z nut? powinna należeć do tej pierwszej grupy, przeczytawszy opis tego tytułu zapowiadający interesującą pozycję dla młodzieży wyróżniającą się wymyślonym przez autorkę światem, nie mogłam się powstrzymać od lektury. Coś jednak poszło bardzo nie tak i sprawiło, że zamiast ciekawej historii każda kolejna strona była drogą przez mękę. Dlaczego tak było przekonacie się z poniższej recenzji.



    Główną bohaterką powieści jest Alice, młoda dziewczyna której pasją jest gra na skrzypcach. Alice żyje muzyką i cały jej czas wypełniony jest grą, malowaniu i pisaniu wierszy. Artystyczna dusza pochodząca z dobrego domu i mająca zamożnych rodziców, którzy chcąc umożliwić córce dalszy rozwój kupują większy dom, w którym będzie mogła niepokojona przez nikogo ćwiczyć. Cała historia rozpoczyna się właśnie w dniu przeprowadzki, a dokładniej pierwszego wieczoru, gdy Alice w trakcie snu przenosi się do Melodii ? krainy stworzonej z muzyki. Brzmi wspaniale prawda? Niestety na interesującym pomyśle się skończyło ponieważ sama kraina jest prosta niczym rysunek 4 letniego dziecka, bohaterkę można posądzić o schizofrenię, a fabuła jest tak nielogiczna i pełna dziur, jakby autorka sama nie była pewna o czym tak naprawdę chciała napisać, a co gorsza zapominała co napisała na poprzedniej stronie. Ale zacznijmy po kolei.
    Alice po przybyciu do Melodii spotyka Trevora, który wydaje się być jedynym mieszkańcem przedziwnej krainy. Jak się nie trudno domyślić oboje zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia i bez pamięci. Chłopak twierdzi iż cała Melodia zrodziła się z muzyki jaką komponuje bohaterka, że jest odzwierciedleniem jej duszy. Alice coraz więcej czasu spędza w wyśnionej krainie, a granica miedzy snem, jawą i rzeczywistością zaciera się. W końcu już nie jest w stanie powiedzieć, co jest rzeczywistością, a przynajmniej tak mówi rozdarta między pozostaniem z ukochanym, a powrotem do rodziny i nauki. I tutaj zaczyna się największy problem tego tytułu. Fabuła i zachowanie bohaterki są tak pełne sprzeczności, że równie dobrze można by je rozdzielić na dwie oddzielne historie. Alice na przemian to odchodzi to powraca do Trevora. W jednej chwili zdecydowana by pozostać na zawsze w Melodii i wieść szczęśliwe życie z mężczyzną swojego życia i komponować razem muzykę, w drugiej stwierdza, że przecież to tylko sen i musi wrócić do prawdziwego życia. Na przemian też dowiadujemy się, że powrót jest już niemożliwy, by autorka na następnej stronie całkowicie temu zaprzeczyła pozwalając bohaterce ponownie znaleźć się w domu, w którym nikt chyba nie zauważa ciągłych zniknięć jedynej córki.


    ?-Posłuchaj mnie uważnie Alice? Twoja sprawa jest bardziej skomplikowana niż sądzisz? Nie wiem, jak Ci to powiedzieć, ale? ale? ty? nie istniejesz! Jesteś wytworem samej siebie? Alice? jesteś zrodzona z nut??

    Pozostali bohaterowie nie ratują sytuacji, rodzice Alice i jej najlepsza przyjaciółka Leo pojawiają się epizodycznie i są chyba tylko po to, by stworzyć pozory, że bohaterka ma do czego wracać. O Trevorze zaś ciężko cokolwiek napisać, wiemy jedynie, że bezgranicznie kocha Alice, co w kółko udowadniane jest wyznaniami i słodkimi słówkami, zupełnie jakby przy pisaniu w kółko wklejano raz napisaną kwestię. Uczucie bohaterów kompletnie do mnie nie trafia, brak mu jakichkolwiek głębszych podwalin, a co ważniejsze chłopak za każdym razem unika odpowiedzi, gdy jego ukochana pragnie dowiedzieć się czegoś więcej o nim samym, Melodii czy o tym, co się dzieje wokół nich.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  8. Artius
    "Wojna wygnała ludzi z Warszawy, zostali tylko ci, którzy zdążyli zejść pod ziemię. Ocaleni w tunelach, na stacjach i podziemnych dworcach wiodą trudny żywot w mroku, zimnie i wilgoci, walcząc o jedzenie i kąt do spania. Poznaj legendę warszawskiego metra, dowiedz się, za co zginął Licznik, czemu Przymierze nazywane jest Ostatnim i dlaczego Madonna Tuneli patronuje właśnie stalkerom!? - można przyjąć, że to bardzo treściwe streszczenie tego tytułu. Wyjaśnianie niedokończonych wątków, które jak stacje metra owiane są tajemnicą i grozą w sposób doraźny przyciągają czytelników do tytułu. Czy zastanawialiście się kiedyś czy fakty przedstawione w powieści mają drugie dno? Czy z pozoru błahe czyny mogą być częścią mizernie przygotowywanego planu? Jeżeli pragniecie odpowiedzi to serdecznie zapraszam do lektury książki Bartka Biedrzyckiego pt. ?Stacja: Nowy Świat?.
    Akcja książki toczy się w dobrze nam już znanym z poprzedniej części Warszawskim metrze oraz okolicznych rubieżach. Chociaż wydarzenia osadzone są o wiele wcześniej, nie przeszkadza to czytelnikowi w poznaniu obrazu zdemolowanej stolicy i wcześniej niewyjaśnionych kwestii. Jak na ?prequel? historia jest bardzo zwarta i przemyślana w wielu aspektach, jednak można znaleźć pewne niedopowiedzenia. To samoistna ?bramka?, która umożliwi napisanie kolejnego tomu i kontynuację znanych czytelnikowi wątków. Jak już wspomniałem autor pewne sprawy pozostawia bez odpowiedzi. Niektóre z nich powinny zostać takowymi, gdyż genialnie wpływa to na wyobraźnie czytelnika. Dowolność interpretacji i możliwość tworzenia własnych zakończeń fabularnych powinna zostać pozytywnie odebrana. Szkoda jednak, że tutaj tego zabrakło, nie jest to jednak jakimś poważnym błędem.
    Kilka słów pragnę poświęcić wykreowanemu światu, w którym przyjdzie nam się poruszać. W tej część pan Bartek wyraźnie przemyślał wiele aspektów, które w poprzedniczce był słabe. Uzupełniwszy je garścią świeżych, porządnych myśli udało się stworzyć o wiele lepszy obraz, niż dotąd mieliśmy szansę oglądać. Świat nie jest aż tak jałowy, pusty, po trochu nabiera prawdziwej głębi. Ograniczenia zostają powoli burzone, pojawia się więcej rajdów, nowych, niezbadanych miejsc na powierzchni, co tylko sprzyja rozszerzeniu całej fabuły. Takie pole do popisu szkoda zmarnować, warto aby autor zasiedlił je garścią mutantów, gdyż tych znowu jest jak na lekarstwo. W tym aspekcie widać naprawdę duży, pozytywny skok, ale z drugiej strony pierwotne niedociągnięcia zniekształcają obraz poprawek.
    W gronie przedstawionych bohaterów nie będzie większego szoku, gdyż tych nowych jest naprawdę mało. Autor skupił się na wyjaśnianiu niedokończonych wątków, co daje pełniejszy obraz danej postaci. Takie cofnięcie się w czasie umożliwia wiele interesujących zabiegów, z których autor nie omieszkał skorzystać. Postacie pomimo naprawdę solidnego uzupełnienia dalej kryją w sobie lekką nutę tajemnicy, co napawa mnie dreszczem emocji. Mogłoby się zdawać, że wiemy o nich wszystko, a tak naprawdę jest to tylko skromny ułamek, który udostępnił nam autor. W każdym bądź razie w świetle nowych wydarzeń, niektórzy bohaterowie mogą stracić w waszych oczach, a część z nich zyska. To wszystko wyłącznie za sprawą kilku dotąd nieznanych faktów, a cały pogląd zostaje zmieniony o 180 stopni.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  9. Artius
    ?Warszawskie metro dwie dekady po wojnie atomowej. Po globalnym konflikcie termonuklearnym w podziemiach zrujnowanej aglomeracji warszawskiej żyją ludzie. Chowają się przed radiacją, mutantami i innymi zagrożeniami, które sprawiły, że życie na powierzchni przestało być łatwe. Prawdziwa gratka dla miłośników ZONY, literatury wojennej i militariów?. - opis z tyłu okładki brzmi bardzo zachęcająco i w jakiś sposób wręcz przyciąga potencjalnego czytelnika. Wizja nuklearnej stolicy jest bardzo kusząca, jednak czy mizerna infrastruktura metra pozwoli na wykrzesanie prawdziwych fajerwerków? Czy zbombardowanie Polski bronią masowego rażenia było przypadkiem, czy zamierzonym działaniem? Jeżeli tak jak ja chcecie dowiedzieć się więcej na temat naszych rodzimych stalkerów, to zapraszam serdecznie do lektury książki ?Kompleks 7215? autorstwa Bartka Biedrzyckiego.



    Głównym bohaterem tej książki jest Borka, najemnik z podziemnego sojuszu Kryształowy Pałac, a zarazem dowódca oddziału najemnych stalkerów. Postać poznajemy praktycznie z każdej strony jego jestestwa, gdyż już na początkowych kartach powieści autor przedstawia krótką część jego dzieciństwa. Co prawda jest to bardzo niewielka wzmianka, jednakowo daje jakiś zarys o postaci. Dowódca grupy jest dzielnym mężczyzną o rudych włosach, sporej dozie pewności siebie, posiadającym wachlarz przydatnych umiejętności niezbędnych do życia w nowym świecie po Zagładzie. Stanowisko lidera zobowiązuje, co doskonale widać na przykładzie tej postaci. Pomimo zapału i ?młodzieńczej? porywczości udaje mu się panować nad licznym oddziałem, a także swoimi emocjami. Przytomność jego umysłu nie raz ratuje życie członkom grupy. Dla mnie osobiście postać Borka jest dosyć ciekawa, rzekłbym, że autor zawarł w niej sporą dozę tajemniczości. Nie jest to osoba wykreowana w przysłowiowe 5 minut, to efekt starannej selekcji spośród grona kandydatów na miano postaci pierwszoplanowej. Autor nie ?przegiął? podczas tworzenia w drugą stronę. Nie jest to żaden przepakowany ?superbohater?, tylko ktoś na miarę i możliwości ówczesnych realiów oferowanych przez świat przedstawiony w książce.
    Odnosząc się do pozostałych bohaterów umieszczonych w świecie mogę śmiało stwierdzić, że pan Bartek starał się trzymać jednakowy, wysoki poziom. Postacie osadzone w świecie, z którymi przyjdzie nam mieć do czynienia są świetnie dobrane. Sama kompania, z którą przeżyjemy niejedną przygodę, to zbieranina niezwykle fascynujących i barwnych osób. O reszcie charakterów napotkanych na kolejnych stronach nie mogę powiedzieć złego słowa. Są umieszczone w odpowiednich miejscach i to w taki sposób, że całość nabiera wielu rumieńców.



    Fabuła przedstawiona na łamach tej książki krąży wokół życia po wielkiej Zagładzie, która zstąpiła na planetę. Precyzując chodzi o życie naszej zniszczonej stolicy w warunkach post ? nuklearnych. Całość skupia się na odtworzeniu i przywróceniu normalnego toku życia sprzed konfliktu nuklearnego, jednak nie jest to prosta sprawa. Ludzkość żyjąca w podziemiach stołecznego metra, stworzone kasty, specyficzne społeczności, to tylko nieliczne aspekty wynikające z zaistniałych warunków. Pomimo przedstawionych przez autora niebezpieczeństw w postaci radiacji, mutantów, czy też ludzi muszę stwierdzić, że cały świat zieje ogromną pustką i nudą. Oprócz nielicznych akcji, które w jakiś sposób starają się urozmaicić fabułę, w tej książce tak naprawdę nie się nie dzieje. Sterylność tego świata, jego ograniczenie, pozbawienie rozmachu i jakichkolwiek mutantów sprawia, że ogół niebywale traci w oczach czytelnika. Całość skutecznie dobija śmiertelny cios jakim jest zakończenie powieści. To tragizm w czystej postaci, jedyna furtka, która tak naprawdę umożliwia napisanie kontynuacji.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  10. Artius
    ?Wszystkie byty obecne we Wszechświecie podlegają cyklom Istnienia. Przejście z jednej epoki do drugiej oznacza nowe możliwości, ale stanowi też trudne wyzwanie. Biedny uzdrowiciel, neurotyczna malarka, szamanka z plemienia Hopi i ekscentryczny biznesmen muszą stawić czoła niezwykłym próbom, aby ocalić świat przed osunięciem się w chaos. Czy zdołają odnaleźć swą prawdziwą tożsamość i wypełnić swoją misję?? - opis znajdujący się z tyłu okładki według mnie jest bardzo sensownym streszczeniem, jeżeli nie recenzją tego tytułu. Czy jednak nie zastanawialiście się czasami, dlaczego pewnych zjawisk nie da się wyjaśnić w prosty sposób? Czy jesteśmy zależni od wyższych bytów, które jasno i stanowczo określają nasze zadanie w tym świecie? Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś na temat złożoności świata, to zapraszam do lektury książki Ewy Kenig pt. ?Posłańcy przemian?.



    Bohaterami tej książki są Marvin, Marie, Sams i Hugh. Być może nazwanie ich bohaterami jest zbyt pochopne, jednakowo to właśnie w głównej mierze ich losy opisywane są na łamach tej książki. Każda z postaci przenosi nas w odrębny świat, gdzie przyjdzie nam zmierzyć się z jej historią. Jak dla mnie to ciekawy zabieg, takie rozbicie akcji dla każdego bohatera, jednakowo w tym przypadku jest to zrobione tak dziwacznie, że po 100 stronach nie mam najmniejszego pojęcia o co w tym wszystkich chodzi. Same postacie nie są zbyt wybitnie stworzone, brakuje im polotu, oraz większej głębi. Szkoda, że autorce zabrakło pomysłu chociaż na jeden porywający charakter.
    Jeżeli chodzi o fabułę, to na tym polu wcale nie jest lepiej. Rozbudowana fabuła jest zbyt przekombinowana i po prostu nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi. Podczas lektury napotkamy się na dziwne nazwy, oraz zupełnie oderwane wtrącenia fabularne, które wprowadzają jeszcze większą dezorientacje podczas przerzucania stron. Tutaj autorka widocznie przesadziła, niszcząc w mojej opinii historię, którą chciała przekazać. Odnalezienie się w tym wszystkim jest nie lada wyzwaniem, a powiązanie w sensowną całość wręcz niewykonalne. To idealny przykład popadania ze skrajności w skrajność. Niemniej pomimo samych porażek autorce trzeba pogratulować podjęcia się stworzenia takiego ?zawijasa? fabularnego. Nie jest to łatwe, jednak trzeba wiedzieć jak to przekazać czytelnikom. Tutaj po prostu się to nie udało.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  11. Artius
    Serdecznie zapraszam na wspólną wycieczkę do jednego z krajów Azji - Korei. Będzie to wyprawa nietypowa, ponieważ uderzy ona w szczególności w Wasze kubki smakowe. Wraz z autorką książki "Tradycje kulinarne Korei" poznamy nie tylko zwyczaje i zasady towarzyszące spożywaniu posiłków przez mieszkańców tamtego pięknego kraju, ale i sami będziemy mogli ich skosztować, dzięki zawartym wewnątrz przepisom. Wyprawa po smakach Korei z pewnością spodoba się nie tylko pasjonatom Orientu.



    Zanim jednak kultura Korei uderzy w czytelnika feerią smaków, kolorów i zapachów bijących z tamtejszych dań, tak jak przy każdej wyprawie należy dowiedzieć się nieco o miejscu, do którego się wybiera. Pod tym względem książka nie zawiedzie czytelnika, a autorka dostarcza komplet podstawowych informacji, w prosty i przystępny sposób, jednocześnie zachęcający wszystkich zainteresowanych do poszerzania wiedzy we własnym zakresie. Początek książki stanowi więc zbiór informacji o położeniu geograficznym Korei, kalendarza, który jak się przekonacie ma ogromne znaczenie jeżeli chodzi o spożywane potrawy czy uwarunkowaniach klimatycznych determinujące to, co mieszkańcy mogą położyć na talerz. Szczególną uwagę poświęcono również filozofii kuchni koreańskiej, która determinuje nie tylko składniki, jakie zostaną użyte do przyrządzenia dania, ale i sposób i kolejność ich podania.



    Zaopatrzeni w takie informacje możemy przejść do "dania głównego", czyli kulturoznawczej wyprawy przedstawionej zawartością talerzy, półmisków i szeroko rozumianej zastawy jaką znajdziemy na koreańskim stole. Pisząc o "Tradycjach kulinarnych Korei" należy sprostować, że nie jest to książka kucharska, a książka o kuchni. Magdalena Tomaszewska-Bolałek prowadzi czytelnika przez ponad trzystu-stronicową książkę przybliżając mu grupy surowców spożywczych i ich miejsca w koreańskiej kulinarnej, zaczynając od tej tradycyjnej, a kończąc na współczesności. Jak już wspominałam na wstępie, całość dodatkowo zawiera przepisy, dzięki którym można spróbować przysmaków Korei we własnym domu. Dużym plusem jest także fakt, iż nazwy wymienianych produktów i potraw, podane są w obu językach ? po koreańsku i po polsku, w przypadku tych, które posiadają polskie odpowiedniki.
    Najciekawszy jednak według mnie jest rozdział kończący książkę, w którym poza tradycyjnym sprzętem stosowanym w kuchni, autorka omawia zasady zachowania się przy stole. Kultura spożycia posiłku jest bardzo ważna niezależnie od rejonu świata w którym się znajdujemy, a Europejczyk wybierając się do Korei może mocno się zaskoczyć odmiennymi od tego co spotykamy na co dzień regułami.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  12. Artius
    ?Kiedy odwiedzają cię goście, otwórz dla nich swój dom i serce.? - bardzo krótki, a zarazem niezwykle trafny cytat z okładki zachęca czytelnika do sięgnięcia po ten tytuł. Niby proste stwierdzenie, które nie zaskakuje niczym, lecz z drugiej strony to bardzo trafne ujęcie całej książki. Czy historia przedstawiona na zaledwie 150 stronach może porwać i wzruszyć? Czy podróż na nieznane terytoria okaże się ukojeniem, oraz przyniesie odpowiedzi na wiele interesujących pytań? Na powyższe pytania, oraz inne rozterki znajdziecie odpowiedzi w książce B.D. Walewskiej pt. ?Taei. Nieznane lądy? do lektury której serdecznie zachęcam.



    Czy idealne życie może istnieć w świecie targanym wojnami, władzą i pieniędzmi? Odpowiedzią na powyższe pytanie jest Taei. Nieodkryta przez nikogo wyspa wolna od wszystkich negatywnych i pozytywnych aspektów cywilizacji. Barwna ostoja pełna życia zamieszkana przez pierwotny lud ma tylko jeden minus. Jest pełna drogocennych skarbów, które od zawsze przyciągają pazerną ludność w celu ?okiełznania i nawracania? bandy niewiernych dzikusów. Taka tematyka w literaturze nie jest specjalną nowością, jednakowo autorka ukazuje, że przy odrobinie chęci można z niej wykrzesać trochę oryginalności, która nie zanudzi od pierwszych stron.
    Głównym bohaterem tej powieści jest tajemniczy i odstający od współbratymców Mateusz. To właśnie w pryzmacie jego oczu przyjdzie nam przeżyć zdecydowaną większość przygód. Jak na głównego bohatera muszę przyznać, że autorka nie postarała się podczas jego kreacji. Jest to postać bardzo monotonna, której brakuje indywidualności, nie porywa swoim działaniem, ani oryginalnością. Na szczęście na naszej drodze spotkamy postacie barwniejsze, które są o wiele lepiej skonstruowane, a przynajmniej w jakiś sposób przemyślane. Brat Albert, Ahije, czy genialna szamanka Chloe, to jedynie przykłady, które w moim przekonaniu mogą spokojnie zająć miejsce głównej postaci. W każdym bądź razie sądzę, że wśród postaci drugoplanowych czytelnicy odnajdą swojego faworyta. Trochę to smutne, jednak główny bohater nie zawsze musi być najciekawszą postacią książki.
    Fabuła tej zaledwie 150 stronicowej książki jest strasznie płytka i wręcz oklepana do bólu. Cywilizowana i wierząca ludność organizuje wyprawę na nieznany ląd pod pretekstem kolonizacji i nawrócenia dzikich tubylców. Jak to często bywa w takich przypadkach pierwotni mieszkańcy okazują się złem wcielonym i atakują dobrotliwych gości, którzy zmuszeni są do ucieczki. Taka wersja wydarzeń w większość przypadków jest słuszna, jednak nikt nie wie jak było naprawdę, oprócz dzielnych i kłamliwych ?gości?. W tle tych wszystkich wydarzeń organizowana jest kolejna wyprawa, tym razem na tle finansowym, gdyż jak się okazało tajemnicza wyspa pełna jest bogactw. Oprócz wspomnianych wydarzeń nakreślających ogół fabularny natkniemy się na ulubiony przez wszystkich czytelników wątek miłosny, a także rodzinny. Nie porywa on serc, jednakowo nie jest całkowicie zepsuty, wręcz pasuje do tej historii.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  13. Artius
    ?Odkrycia naukowe poprzedniego pokolenia zapewniły mojemu nieśmiertelność i wieczną młodość. Ziemię zaludniają piękne, tryskające zdrowiem i nieznające śmierci istoty. Lecz każda utopia ma swoje cienie.? - tył okładki, a dokładniej ujmując opis znajdujący się na niej, to prawdopodobnie pierwsza rzecz, która ma za zadanie przyciągnąć czytelnika. Temat nieśmiertelności nie jest nowością w literaturze, jednak sposób jej ukazania, radzenia sobie z jej konsekwencjami, to zupełnie inna historia. Sam wielokrotnie zastanawiałem się jakie życie czekałoby mieszkańców naszej planety, gdyby udało się nam wynaleźć lek na najstraszliwszą chorobę, czyli Śmierć. Na szczęście nie muszę już tego sobie dłużej wizualizować, dzięki książce Dmitrija Glukhovskiego pt. ?Futu.re?, do lektury której serdecznie zapraszam.



    Nieśmiertelność to nie tylko wymysł twórczości literackiej, lecz prawdopodobnie wizja naszej niedalekiej przyszłości. Genialne rozwiązanie wszelkich problemów ludzkości było poszukiwane od zarania dziejów przez różnorakich badaczy, czy też szarlatanów. Pozostając jednak przy literaturze, wspomniany złoty środek przychodzi z dużo większą łatwością. Wszystko za sprawą tajemniczych mikstur alchemicznych, potężnych zaklęć czarnoksięskich, czy też niepozornych przedmiotów. Jednak czy krótkowzroczne spojrzenie na ten dar może zmusić nas, istoty myślące do jakiejkolwiek refleksji na temat zagrożenia jakie niesie za sobą ?ta? klątwa? Czy ludzkość kiedykolwiek dorośnie, aby taki dar był racjonalnie wykorzystywany? Lektura Futu.re udowodni wam, że tak się nie stanie.
    Głównym bohaterem tej przygody jest Jan, członek znienawidzonej, ale elitarnej Falangi, jeden z Nieśmiertelnych. Rola naszego bohatera nie jest zbyt skomplikowana, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wraz z oddziałem sobie podobnych wyszukują ?nielegalnych? mieszkańców metropolii, po czym zgodnie z regulaminem i prawem podają takiej osobie akcelerator starzenia się, a świeżo urodzone dziecko zostaje odebrane do specjalnego internatu. Nie jest to zbyt skomplikowany schemat, jednak cała otoczka stworzona wokół tego jest w moim przekonaniu interesująca, oraz tajemnicza, co dodaje całości sporo smaczku. Trzeba tutaj nadmienić, że nasz bohater jest jednym z takich dzieci, o czym dowiadujemy się podczas lektury. Poszczególne przygody są wymieszane z wydarzeniami z internatu, dzięki czemu jesteśmy w stanie zrozumieć wszystkie przedstawione akcje.
    Jan nie jest jedynym bohaterem tej książki, autor postarał się, aby nie zabrakło tutaj wyrazistych postaci, które z całą pewnością zainteresują czytelnika. Członkowie falangi, tajemnicza Annelie, nietuzinkowa Helen, kłamliwy Rocamora, czy w końcu zwykłe numerki z internatu. To oczywiście tylko część wszystkich postaci, jednak każda stworzona jest z duszą i charakterem. Najciekawszy w tym wszystkim dla mnie jest fakt, że postacie w jakiś sposób są ze sobą połączone. Nie jest to oczywiście linia pokrewieństwa, jednak jest między nimi coś tajemniczego.



    Historia przedstawiona przez autora jest naprawdę ciekawa, pomimo tego, że tematyka nieśmiertelności nie jest zbytnią nowością w literaturze. Widać, że autor w nowatorski sposób podszedł do całości. Fabuła jest bardzo spójna, wątki uzupełniają się, nic nie pozostaje bez odpowiedzi. Nie wszystkim może przypaść do gustu ogólny charakter książki i wizja przedstawiona przez autora, jednakowo trudno jest trafić w gusta wszystkich czytelników naraz. To kawałek interesującej, nietuzinkowej, oraz oryginalnej historii spiętej w całość.
    Żeby nie zostać osądzonym o zbytnie koloryzowanie fabuły z całą stanowczością pragnę uświadomić, że tytuł ten wcale nie jest taki optymistyczny. Ukazane zostają tutaj problemy jakie niesie ze sobą nieśmiertelność. Prawdziwy dar może okazać się klątwą dostępną tylko dla nielicznych w już dawno przeludnionym świecie. Pan Dmitrij twardo i doraźnie ukazuje aspekty wiecznego życia, które po dokładnym przemyśleniu nie jest takie kolorowe. Przedstawienie prawdziwego, surowego świata w otoczce dobrobytu jest tylko zasłoną dymną, która zmusza czytelnika do refleksji. Mnie przynajmniej zmusiła.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  14. Artius
    Przed czytelnikami wielki finał serii "Przygody w świecie Minecrafta". Zapraszamy do lektury "Zniszczyć withera". Czy tomik rzeczywiście przyniesie upragnione zakończenie historii?



    Całemu światu Minecraft grozi zagłada. Wszystko za sprawą withera - nieziemskiej, trzygłowej kreatury przypominającej nieco szkielet, stworzonej by niszczyć wszystko co napotka na swojej drodze. Przed przyjaciółmi czeka ostatnie, najtrudniejsze z dotychczasowych zadań - muszą uratować nie tylko wirtualną rzeczywistość, ale i zapobiec podbojowi ich prawdziwego świata przez żądnego władzy Mallorego. Nie uda im się to jednak bez pomocy z zewnątrz. Larrisa korzystając z ciała Suzy udaje się porozmawiać z Notchem, jednak zanim dociera do celu, jej losy ponownie krzyżują się z Dylanem - niezbyt uczciwym łowcą.
    Czytelnika czeka spore rozczarowanie, jak się okazuje historia po raz kolejny urywa się w najciekawszym momencie. "Zniszczyć withera" okazuje się bowiem zakończeniem jedynie pierwszej serii książek zatytułowanych "Przygody w świecie Minecrafta" i pozostaje jedynie mieć nadzieję, że szybko doczekamy się kontynuacji.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  15. Artius
    "Przygoda w świecie Minecrafta" zmierza powoli ku wielkiemu finałowi. W przedostatnim tomie "Zapomniany restart" dowiemy się o początkach świata gry i rozwiane zostanie kilka tajemnicy otaczających Herobrine i nowych bohaterów historii - Waltera i Mallory.



    Wśród przyjaciół dochodzi do wyraźnego rozłamu. Suzy, Josh i przemieniona w zombie Larrisa decydują się wesprzeć plany Herobrine oraz tajemniczego Waltera. Tymczasem Andre przebywający w podniebnym mieście poznaje młodego rosyjskiego hakera Dawida pracującego dla niejakiego Mallory. Kto mówi prawdę, a kto kłamie? Która ze stron jest tą właściwą? I czy więzi krwi okażą się dość silne by powstrzymać Josha i Andre przed walką ze sobą? Czasu do namysłu nie ma wiele, o świcie w podniebnym mieście rozpocznie się bitwa, która zadecyduje o losach dwóch światów.
    Seria powoli zmierza ku końcowi i czytelnik ma okazję otrzymać odpowiedzi na kilka dręczących go pytań. Jednak autor ostrożnie dozuje informacje i tak naprawdę nadal nie można być pewnym czy intencje Herobrine są tak czyste, jak chciałby żeby się wydawały. Czy decydując się na sojusz z nim bohaterowie postąpili słusznie, czy jedynie zdecydowali się na mniejsze zło? Jak wiele będą w stanie poświęcić dla świata, który przecież nie jest prawdziwy. Nadszedł czas trudnych decyzji i wszystko wyjaśni się w następnym tomie.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  16. Artius
    Seria "Przygody w świecie Minecrafta" powoli zbliża się ku końcowi. Serdecznie zapraszamy do lektury kolejnego tomu "Przeniesione królestwo".



    Zdrada Suzy wychodzi na jaw, jednak dziewczynie udaje się uciec. Tymczasem bracia zostają rozdzieleni. Andre cudem unikając śmierci, wreszcie odkryje jak się lata. Zaś Josh zostaje uratowany z rąk mieszkańców Estermeadu przez osobę, od której nie spodziewałby się pomocy. Herobrine potrzebuje chłopaka, by ten dowodził armią creeperów i postanawia namówić go, by i on wsparł jego plany. Andre tymczasem dokonuje przedziwnego odkrycia - odnajduje zawieszone w chmurach zniszczone miasto. Kim są jego mieszkańcy i jaki sekret kryje się w ruinach - przekonacie się podczas lektury siódmego już tomu serii "Przygody w świecie Minecrafta".
    Herobrine z pomocą nowych sojuszników atakuje Estermead. Dzięki armii creeperów ma nadzieję odzyskać - jak się okazuje, już nie jaja, lecz młode smoki. Kontrola nad tymi stworzeniami umożliwiłaby mu inwazje na podniebne miasto, w którym przebywa Andre. W między czasie musi jednak ponownie zdobyć zaufanie swojej córki - Larrisy. Czy dziewczyna będzie zaufać komuś przez kogo straciła matkę oraz została przemieniona w zombie?
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  17. Artius
    Zapraszamy do lektury szóstego tomu serii w świecie Minecrafta. Czy można zaufać osobie przemienionej w potwora? Czy morderczy instynkt da się poskromić? Jak wiele czasu pozostało bohaterom zanim na zawsze staną się częścią świata gry? Odpowiedzi na te pytania szukajcie w książce "Nieśmiertelny zombi".



    Świątynia zostaje zniszczona, a naszym bohaterom z trudem udaje się wyjść z życiem. Nie obywa się jednak bez ofiar - Larrisa zostaje ugryziona przez swoją matkę i zmienia się w zombie. Czy dziewczynie uda się zapanować nad morderczym instynktem? I czy chłopcy będą mogli jej zaufać, nie obawiając się, że niespodziewanie nowa natura przejmie nad nią kontrolę? Dla Andre okaże się to szczególnie trudne. Tymczasem Suzy przechodzi na stronę Herobrine i razem próbują odzyskać smocze jaja, które mieszkańcy Estermeadu wykradli mu dawno temu. Co skłoniło dziewczynę do zmiany strony? Odpowiedzi na to pytane przyjdzie nam szukać w kolejnych tomach serii.
    Fabuła komplikuje się coraz bardziej, nie pozwalając czytelnikowi na chwilę nudy, czy wytchnienia, pędząc w zawrotnym tempie cały czas do przodu. Powracają postacie znane z poprzednich tomów i to co wydawało się nie związanymi ze sobą epizodami powoli łączy się w spójną całość. Każdy ma bowiem swój udział w losach dwóch światów - wirtualnego i rzeczywistego, coraz mocniej ze sobą związanych. Co gorsza okazuje się, że wysyłając ich tutaj Notch nie przewidział wielu rzeczy. Josh, Andre i Suzy powoli stają się częścią świata gry - maleje ich nadludzka wytrzymałość i moce, które obiecywał im twórca Minecrafta. Także klucz mający im umożliwić powrót do domu zdaje się tracić swoją moc. Bohaterowie muszą się śpieszyć.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  18. Artius
    Zapraszamy do lektury piątego już tomu serii w świecie Minecrafta. Wraz z trójką bohaterów przyjdzie nam zagłębić się do tytułowej mrocznej świątyni.




    Poprzedni tom skończył się nader dramatycznie, Suzy została porwana i wpadła w ręce Herobrine. Josh i Andre nieświadomi, co spotkało ich przyjaciółkę wyruszają w drogę do miejsca, które okoliczni mieszkańcy wolą omijać szerokim łukiem - otoczonej lawą mrocznej świątyni. Mają nadzieję, że to właśnie tam odnajdą dziewczynę. Ich ścieżki ponownie krzyżują się z Larrisą, która również wyrusza do tego zakazanego miejsca. Jak się okaże z pozoru prosta wieśniaczka skrywa w sobie wiele tajemnic i stanie się nieocenioną towarzyszką w nowej przygodzie.
    Tomik ten zaskoczył mnie nie tylko wyjątkowo ciekawą historią, pełną zwrotów akcji i niespodziewanych odkryć, ale także przemyśleniami bohaterów na temat świata, w którym się znaleźli. Josh mocno przeżywa obietnicę, jaką złożył creeperom, które uczyniły go swoim przywódcą pod koniec trzeciego tomu serii. Martwi się co stanie się z tym miejscem, jeżeli nie uda mu się jej spełnić. Andre tymczasem nie potrafi zrozumieć rozterek brata. Nie postrzega tego świata ani przebywających w nim istot jako prawdziwych. Widzi w nich jedynie programy, podczas gdy Josh zaczyna wątpić, że takie postrzeganie stworzonego przez Notcha świata jest właściwe. Granica między prawdziwym światem a wirtualną rzeczywistością zaciera się coraz bardziej i dla bohaterów nadchodzi czas podjęcia trudnych decyzji.
    Czytelnik ma także w końcu lepiej poznać tajemniczego Herobrine. Czy rzeczywiście jest on taki zły jakim przedstawia go Notch? I jaki jest tak naprawdę jego cel? Pytań rodzi się coraz więcej, a fabuła staje się coraz bardziej zawiła.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  19. Artius
    Zapraszamy do lektury recenzji czwartego już tomu serii "Przygody w świecie Minecrafta". Tym razem czeka nas wyprawa do tytułowej Krainy smoków!



    Przygoda w świecie Minecrafta trwa. Bohaterowie przemierzając odludne górskie ścieżki uczą się latać. Jednak ćwiczenia przerywa im pojawienie się smoka, a wraz z bestią pojawiają się nowe kłopoty do rozwiązania. Najważniejsze jednak iż zdobyte informacje potwierdzą, że dzieci cały czas idą dobrym tropem i być może już niedługo uda im się spotkać Herobrine. Zanim to jednak nastąpi muszą zmierzyć się nie tylko z groźnym smokiem, ale i pewnym łowcą o niezbyt szlachetnych zamiarach.
    Z każdym kolejnym tomem przygody trójki przyjaciół nabierają tempa, a Josh, Andre i Suzy coraz lepiej poznają stworzony przez Notcha świat i jego mieszkańców. Nowa znajomość z mieszkanką Silverrock - Larissą rozpocznie nowy etap w poszukiwaniach Herobrine. Wraz z jej pomocą bohaterowie będą musieli zdemaskować oszusta wykorzystującego strach przed bestią i chęć obrony najbliższych dla własnych korzyści. Na największą uwagę zasługuje jednak zakończenie tomiku zapowiadające powrót Herobrine.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  20. Artius
    "Dzień creeperów" oferuje wybuchową, i to dosłownie, przygodę w znanym już trójwymiarowym świecie, złożonym z dużych przypominających cegły bloków, gry Minecraft. Zapraszamy do kontynuacji pościgu za groźnym i przebiegłym Herobrine.



    Josh, Andre i Suzy kontynuują swoja przygodę, w niedostępnym dla innych graczy, świecie gry Minecraft. Poszukiwania Herobrine doprowadzą bohaterów do kolejnego z siedmiu wielkich miast. Szybko jednak przekonają się, że kłopoty nie opuszczają ich ani na krok. Miasto bowiem co noc atakują oddziały creeperów. Stworów których, po pierwsze w ogóle nie powinno być w tej wersji gry, po drugie podejrzanie dobrze zorganizowanych, zupełnie jakby ktoś je kontrolował. Czyżby to sprawka Herobrine? Bohaterowie postanawiają zostać i pomóc mieszkańcom oraz głębiej zbadać tę sprawę.
    Dla wszystkich tych, którzy nie znają gry, należy wyjaśnić iż tytułowe creepery to zielonoskóre potwor, pozbawione rąk i posiadające nietypową umiejętność - polegające na tym iż wybuchają gdy tylko tego chcą. Widać więc, że bohaterów czeka nie lada wyzwanie i nawet przy zwiększonym życiu, które ofiarował im w tym świecie twórca Minecrafta, znajdują się w sporym niebezpieczeństwie. Wybuch jednego creepera może nie zrobiłby im większej krzywdy, ale całej armii? Josh, Andre i Suzy nie mogą sobie pozwolić na błędy, tym bardziej iż czas ich goni, a każda minuta przybliża Herobrine do przejęcia kontroli nad całym internetem, a wtedy nikt go już nie powstrzyma.
    Tomik tak jak poprzednie oferuje czytelnikowi sporą dawkę emocjonujących przygód oraz groźnych, a niekiedy zabawnych sytuacji. Nie obędzie się także bez kłótni między bohaterami, każdy z uczestników wyprawy widzi bowiem inny sposób na osiągnięcie upragnionego celu.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  21. Artius
    Przygoda w świecie Minecrafta trwa dalej! Tym razem dołącza do nas nowi bohaterowie i czekają nas jeszcze groźniejsze wyzwania, tym bardziej, że stawką nie jest już wyłącznie życie brata, a losy całej ludzkości! Zapraszamy do lektury recenzji drugiego tomu zatytułowanego "Portal".



    Historia kontynuowana jest dokładnie z tego samego miejsca, w którym zakończył się pierwszy tom serii. Josh został uwięziony w świecie Mincerafta, a Herobrine przejął jego ciało. Twórca gry Notch próbuje pomóc chłopcu i postanawia zniszczyć Herobrine, który pozostawiony na wolności zagraża całej ludzkości. Został przecież stworzony jako najpotężniejszy boss w grze i walka leży w jego naturze. Tymczasem sztuczna inteligencja próbuje poradzić sobie z nowym ciałem i nową, jakże odmienną od świata Minecrafta rzeczywistością.
    Jakościowo tomik nie różni się od tego, co prezentowała sobą pierwsza część serii. Niewielka objętościowo książeczka przypomina odcinek serialu. Akcja pędzi do przodu i urywa się w najbardziej emocjonującym momencie, zachęcając czytelnika do kontynuowania wspólnej przygody w kolejnej książce. Do zmian można zaliczyć dwójkę nowych bohaterów, którzy będą, wraz z poznanym już rodzeństwem, grali pierwsze skrzypce. Pierwszym z nich jest wspomniany na początku Notch, dręczony wyrzutami sumienia i czując się odpowiedzialny za zagrożenie, jakie ściągnął nie tylko na chłopców, ale i cały świat, skorzysta ze wszystkich możliwych środków, by naprawić błąd, jakim było stworzenie Herobrine. Drugą postacią będzie zaś Suzy, koleżanka ze szkoły, w której uczą się Josh i Andre. Jak szybko się okaże jej pomoc będzie nieoceniona, choćby ze względu na fakt, iż jest dużo lepszym graczem niż chłopcy.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  22. Artius
    Zapraszamy na wspólną przygodę z książkami ze świata gry Minecraft, zaczynamy od dziewięcio-tomowej serii "Przygody w świecie Minecrafta". "Herobrine powstaje" to jej pierwszy tom.



    Josh i Andre, głowni bohaterowie książki, są fanami gry Minecraft, w dodatku ich ojciec pracuje w rządowym laboratorium, w którym znajduje się prototyp komputera i kabiny umożliwiającej przeniesienie się bezpośrednio do świata gry za sprawą symulacji wirtualnej rzeczywistości. Brzmi wspaniale, czyż nie? Chłopcy również tak uważają, do momentu aż jeden z nich nie zostaje uwięziony w świecie swojej ulubionej gry. Wszystko za sprawą tytułowego Herobrine - zdawałoby się fikcyjnej postaci z legend rozpowiadanych przez innych graczy.
    Przyznam, że zaczynając lekturę czułam się nieco zagubiona. Nie jestem fanką gry, owszem grałam w nią, ale raczej krótko, chcąc jedynie sprawdzić, co zawiera w sobie takiego, iż zyskała grono wielbicieli na całym świecie. O ile podstawowe nazwy i przedmioty z gry były mi znane, to dla przykładu nie miałam pojęcia czym lub kim jest tytułowy Herobrine, w książce zaś nie jest to do końca wytłumaczone. Widać autor zakładał, że po serię sięgną osoby obeznane ze światem gry. Na szczęście w dobie internetu nie zajęło mi dużo czasu odnalezienie legendy o Herobrine. Autor powinien jednak wziąć pod uwagę, że nią każdemu będzie się chciało przerywać lekturę, by zasięgnąć informacji o tym, co czytają.
    Pozycja przeznaczona jest dla młodych czytelników i oczywiście fanów gry, którzy będą w stanie docenić zawarte w historii smaczki i ploteczki ze świata Mincerafta. Dziecięcy bohaterowi rzuceni w wir niebezpiecznych przygód w świcie zbudowanym z kwadratowych bloków, przygoda, której akcja dzieje się jednocześnie w dwóch światach: rzeczywistym i wirtualnym z pewnością dostarczą czytelnikowi sporo rozrywki, mimo nieskomplikowanej fabuły.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  23. Artius
    Po lekturze "Baśniarza", który niesłychanie mnie zachwycił, nie mogłam długo czekać, przed sięgnięciem po kolejną książkę Antonii Michaelis. Tym razem w ręce wpadł mi tytuł "Dopóki śpiewa słowik". Przekonajcie się, czy autorce udało się po raz kolejny mnie zaczarować i zszokować opowiedzianą historią.



    Osiemnastoletni Jari po zdaniu egzaminu zawodowego postanawia wykorzystać ostatnie dni wolności i wyrusza na samotną wycieczkę w góry. Nie spodziewa się, że to co miało być trzytygodniową wyprawą do lasu, chwilą zapomnienia przed powrotem do uporządkowanego świata, na zawsze odmieni jego życie. A wszystko to za sprawą przypadkowego spotkania z brzydką kobietą o imieniu Jascha, która zaprasza go do swego domu w głębi kniei. Jednak im głębiej Jari zapuszcza się w mroczne ostępy lasu, tym bardziej to, co wydawało się brzydotą zmienia się w pociągające piękno, a kobieta zaczyna odkrywać swoje prawdziwe oblicze. Zmysłowa gra i oszałamiająca uroda sprawią, że zechce ją lepiej poznać, a tym samym zapomni o rzeczywistości poza lasem. Zwabiony do świata pełnego magii i erotyzmu z czasem zacznie jednak szukać odpowiedzi, na z początku ignorowane, niepokojące pytania. Domek w środku lasu i jego mieszkanka skrywają w sobie bowiem wiele mrocznych tajemnic...
    Autorka po raz kolejny wciągnęła mnie w historię z jednej strony magiczną, jakby wyrwaną z innego świata, z drugiej zaś brutalnie rzeczywistą. Podczas lektury "Dopóki śpiewa słowik" czułam zagubienie bliskie temu, które towarzyszyło mi przy "Baśniarzu". Rzeczywistość i fikcja przeplatały się ze sobą w taki sposób, że niekiedy trudno było rozróżnić jedno od drugiego. Nie jest to bynajmniej minus, a wręcz przeciwnie - gdyby zabrakło tego elementu czułabym się bardzo rozczarowana. Gdyż właśnie za tą grę na pograniczu snu i jawy pokochałam twórczość Antonii Michaelis. Jestem jednak świadoma, że nie każdemu przypadnie to rozwiązanie do gustu. "Dopóki śpiewa słowik" należy bowiem do tych tytułów, w których zakochujemy się, bądź nienawidzimy je już od pierwszych stron.



    Poza samą historia na uwagę zasługuje także sposób w jaki autorka bawi się z czytelnikiem. Prosty i plastyczny język prowadzą czytelnika przez opowieść nie pozwalając ani na chwilę się od niej oderwać, ale co ciekawsze Antonia Michaelis często zdaje się podawać czytelnikowi gotowe rozwiązania i odpowiedzi nurtujące głównego bohatera, tylko po to by w następnej okazały się one zupełnie błędne. Zmusza to do uważnej lektury i poszukiwania własnych odpowiedzi, a przy tym zapewnia sporo rozrywki, czyniąc książkę bogatszą.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  24. Artius
    Z niecierpliwością wypatrywałam kolejnego tomu Ever After High, zastanawiając się jakie zwariowane przygody tym razem czekają przyjaciół ze szkoły dla baśniowych postaci "Ever After. W dodatku sam tytuł trzeciego tomu zapowiadał wiele magicznych i zwariowanych chwil przepełnionych szaleństwem tak charakterystycznym dla powieści "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla. I nie myliłam się, "Ever After High. Kraina Czarów" to najbardziej zwariowane przygody, jakie miałam okazję przeżyć w towarzystwie Rebelsów i Royalsów. Serdecznie zapraszam do wspólnej wycieczki do świata magii, tali z kart i absurdu.



    Dziaberłak został uwolniony i cała kraina Ever After jest w niebezpieczeństwie! Szalona magia z Krainy Czarów zaczyna wypaczać nie tylko samo Ever After, ale i wszystkich jego mieszkańców. Dziwne zachowanie, powolna przemiana, ożywające przedmioty, a nawet budynki, to tylko początek kłopotów. Szybko okazuje się, że jedynie Cedar Wood, drewniana córka Pinokia oraz mieszkańcy Krainy Czarów: Lizzie Hearts, przyszła królowa Krainy Czarów, Madeline Hatter, dziedziczka Zaczarowanej Herbaciarni Szalonego Kapelusznika, Kitty Cheshire, córka Kotki z Cheshire są w stanie uratować swoich przyjaciół, a także uchronić Krainę Baśni przez wyjątkowo nieszczęśliwym zakończeniem. Dziaberłak tymczasem rozpoczyna polowanie na dziewczyny, chcąc pochłonąć ich magię, by zapanować nad całą krainą.
    To, co jako pierwsze rzuca się w oczy podczas lektury trzeciego tomu "Ever After High", to zmiana głównych bohaterek historii. Podczas lektury Raven Queen oraz Apple White nie odegrają zbyt wielkiej roli. Sami przyznacie z resztą, że będąc przemienionym w Kruka, bądź co gorsza w soczyste jabłuszko, niewiele można zrobić. Możliwość lepszego poznania innych postaci z zaczarowanej szkoły, jak dla mnie, była dużym plusem. Tym bardziej, że doczekałam się historii w której moja ulubiona bohaterka - Maddie, będzie grała niemalże pierwsze skrzypce. Nie zabraknie także rozmów z Narratorem, które tak pokochałam, a nawet córka Kapelusznika otrzyma od niego wyjątkowo ważne zadanie. Zapewniam Was, że będziecie zaskoczeni!



    Poza pasjonującą historią, książka będzie poruszała także sprawy ważne dla młodych czytelników. Lizzie Hearts będzie rozdarta między podążaniem za matczynymi radami i próbą sprostania wysokim wymaganiom, jakie spoczywają na niej jako przyszłej królowej, a tym co podpowiada jej serce. Samotność dotyka przecież nawet tych wysoko urodzonych, a będąc otoczonym przez wspierające Cię osoby, trudno na każdym kroku odtrącać i chronić się przed przyjaźnią. Cedar Wood, marionetka, mogąca mówić tylko prawdę, dzięki czarom Dziaberłaka zmieni się w prawdziwą dziewczynkę! Wraz z żywym ciałem przyjdą nie tylko nowe uczucia, ale i wątpliwości, kim jest tak naprawdę. Możliwość kłamania pozwoli jej odrzucić narzuconą do tej pory rolę. Najważniejszym jednak pytaniem okaże się to, co tak naprawdę jest dla niej ważniejsze? Dobro przyjaciół, czy jej własne. Samolubna Kitty zrozumie tymczasem, że troska o innych nie jest czymś złym i tylko wspólnymi siłami będą mogły pokonać Dziaberłaka.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  25. Artius
    Rozpoczynając lekturę książki Jessici Shirvington spodziewałam się lekkiej historii dla nastolatek, z elementami paranormalnymi. Przenikanie między jednym, a drugim życiem zdawałoby się, że nie może być nic wspanialszego. Możliwość posiadania dwóch żyć, daje przecież tyle możliwości. Szybko jednak przekonałam się, że pozycja ta kryje w sobie coś więcej, a przedstawiona historia zupełnie odbiega od tego, co sobie wyobraziłam. I całe szczęście! Ponieważ zamiast banalnej, otrzymaliśmy inteligentom opowieści o życiu i wyborach, jakie musimy dokonać.



    Sabine, nastolatka o dwóch życia. Co 24 godziny następuje przeskok, który sprawia, ze raz żyje jako Sabine z Wellesley w bogatej rodzinie, otoczona gronem przyjaciół idealna dziewczyna. Młoda, inteligenta i kochana. Sabine z Roxbury nie wiedzie się tak dobrze. Jej rodzina ledwo wiąże koniec, z końcem, a ona sama uważana jest za odludka. Jedyną pociechą jest dla niej młodsza siostra, którą uwielbia i tajemniczy Ethan, z który krzyżują się jej drogi. Podwójna tożsamość jest dla bohaterki prawdziwym utrapieniem, ciągłe ukrywanie tego faktu, brak możliwości zwierzenia się ze swojego problemu mogą doprowadzić człowieka do szaleństwa. Jednoczesne chorowanie w dwóch światach, czy chociażby zmiany w wyglądzie przenoszące się z jednego świata do drugiego uniemożliwiają jej normalną egzystencję. Tak przynajmniej było, aż do osiemnastych urodzin dziewczyny, od których pojawiają się zmiany i ustępstwa od ustalonych reguł, a tym samym szansa na normalną egzystencję. Jaka jednak będzie cena za wymarzone życie?
    Głównym tematem, jak nietrudno się domyślić, będzie samobójstwo, które umożliwiłoby Sabine normalną egzystencję. Rezygnacja z jednego z dwóch żyć. Niektórzy będą potępiać postawę bohaterki, część doceni odwagę jaką trzeba mieć by zdecydować się na taki krok, sądzę jednak , że autorce przede wszystkim chodziło o próbę zrozumienia jej decyzji, która bynajmniej nie należała do łatwych. Liczne argumenty i rozważania Sabine mają temu dowodzić i zmusić czytelnika do wczucia się w jej trudną sytuację. Wszystko jednak wywraca się do góry nogami, gdy pojawia się wspomniany już Ethan, który sprawi, że Sabine niczego już nie będzie pewna.
    Oczywiście nie tylko główni bohaterowie są warci uwagi, postacie poboczne, zarówno w jednym jak i drugim życiu, odgrywają istotne role i sprawiają , że czytelnik ma ochotę dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Co więcej, fakt iż obserwujemy jednocześnie dwa różne światy sprawia, że na kartach książki zmieściło się ich naprawdę sporo!



    Akcja pędzi do przodu, przez co książkę czyta się bardzo szybko i ani przez chwile nie można narzekać na nudę. Zaś przeskoki z jednego życia do drugiego następują zazwyczaj w najbardziej emocjonujących momentach, co dodatkowo sprawia, że czytelnik koniecznie chce wiedzieć, co się dzieje dalej z Sabiną w innej rzeczywistości. I tak w kółko przez całą opowieść, która jest niczym samo napędzająca się maszyna.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
×
×
  • Utwórz nowe...