Skocz do zawartości

Artius

Moderatorzy
  • Zawartość

    7050
  • Rejestracja

  • Wygrane dni

    2

Wpisy blogu napisane przez Artius

  1. Artius
    Seria "Przygody w świecie Minecrafta" powoli zbliża się ku końcowi. Serdecznie zapraszamy do lektury kolejnego tomu "Przeniesione królestwo".



    Zdrada Suzy wychodzi na jaw, jednak dziewczynie udaje się uciec. Tymczasem bracia zostają rozdzieleni. Andre cudem unikając śmierci, wreszcie odkryje jak się lata. Zaś Josh zostaje uratowany z rąk mieszkańców Estermeadu przez osobę, od której nie spodziewałby się pomocy. Herobrine potrzebuje chłopaka, by ten dowodził armią creeperów i postanawia namówić go, by i on wsparł jego plany. Andre tymczasem dokonuje przedziwnego odkrycia - odnajduje zawieszone w chmurach zniszczone miasto. Kim są jego mieszkańcy i jaki sekret kryje się w ruinach - przekonacie się podczas lektury siódmego już tomu serii "Przygody w świecie Minecrafta".
    Herobrine z pomocą nowych sojuszników atakuje Estermead. Dzięki armii creeperów ma nadzieję odzyskać - jak się okazuje, już nie jaja, lecz młode smoki. Kontrola nad tymi stworzeniami umożliwiłaby mu inwazje na podniebne miasto, w którym przebywa Andre. W między czasie musi jednak ponownie zdobyć zaufanie swojej córki - Larrisy. Czy dziewczyna będzie zaufać komuś przez kogo straciła matkę oraz została przemieniona w zombie?
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  2. Artius
    Nigdy nie ukrywałam swojej słabości do książek ze zwierzętami w roli głównej. Do kotów zaś żywię szczególną słabość. Dlatego też z ciekawością sięgnęłam po pozycję o dość oryginalnym tytule ? ?O-book, czyli autobiografia najbardziej zarozumiałego kota świata?. Dlaczego o-book? Czy bohater tej książki rzeczywiście zasłużył na miano najbardziej zarozumiałego kota? I po co w ogóle kot miałby napisać autobiografię? Zapraszam do lektury recenzji książki Izy Rozbickiej gdzie znajdziecie odpowiedzi na te i inne pytania.



    Orange to wyjątkowy kot, a z pewnością wyjątkowo arogancki i zadufany w sobie. Przekonany o swojej wyższości nad innymi, nieświadomy własnych wad (a posiada ich całkiem sporo) na każdym kroku wywyższa się i przechwala się przed każdym kto znajdzie się na tyle blisko by móc go wysłuchać. Aby jak największa liczba osób dowiedziała się o jego wielkości zlecił swojemu kamerdynerowi, czyli właścicielce, napisanie tej książki. Nazwanej O-bookiem od pierwszej litery imienia głównego bohatera. Co zostało w niej zawarte?



    Przede wszystkim najróżniejsze historie z kocurem w roli głównej. Dowiemy się o tym jak mieszka, o jego kociej partnerce i adoptowanych kociętach, ludzkiej właścicielce, znajomych z podwórka. Orange udzieli czytelnikowi fachowych porad na temat świata biznesu, trzeba wam bowiem wiedzieć, że jest genialnie uzdolniony, przynajmniej jeżeli chodzi o jego własny system zero jedynkowy:


    ?-Cóż ? odparłem ? znam dwie cyfry ?0? oraz ?1? i uwierz mi, synu, że ten system już nieraz się sprawdził.
    -Aha, czyli posługujesz się po prostu systemem zero-jedynkowym ? podsumował ze śmiechem.
    -Coś w tym rodzaju. Pozwól, że objaśnię. Jeżeli potrzeba ci więcej niż 1 dolar, wystarczy dodać kilka zer i uzyskujesz co chcesz: 10 dolarów, 100 dolarów, 1000 dolarów, itd. Z drugiej strony, jeśli przychodzą rachunki, wykreślasz cyfry, które Cię wkurzają.?.

    Prawda, że proste? Takich mądrości Orange posiada na kilka osobnych książek. Jedno jest zaś pewne, nie sposób się przy tym zarozumialcu nudzić. Pozostali bohaterowie, choć już nieco normalniejsi od kota wiodącego prym w owej autobiografii, nie są bynajmniej nudni i bezbarwni, nawet jeśli stanowią tylko tło dla poczynań Orange.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  3. Artius
    "Przygoda w świecie Minecrafta" zmierza powoli ku wielkiemu finałowi. W przedostatnim tomie "Zapomniany restart" dowiemy się o początkach świata gry i rozwiane zostanie kilka tajemnicy otaczających Herobrine i nowych bohaterów historii - Waltera i Mallory.



    Wśród przyjaciół dochodzi do wyraźnego rozłamu. Suzy, Josh i przemieniona w zombie Larrisa decydują się wesprzeć plany Herobrine oraz tajemniczego Waltera. Tymczasem Andre przebywający w podniebnym mieście poznaje młodego rosyjskiego hakera Dawida pracującego dla niejakiego Mallory. Kto mówi prawdę, a kto kłamie? Która ze stron jest tą właściwą? I czy więzi krwi okażą się dość silne by powstrzymać Josha i Andre przed walką ze sobą? Czasu do namysłu nie ma wiele, o świcie w podniebnym mieście rozpocznie się bitwa, która zadecyduje o losach dwóch światów.
    Seria powoli zmierza ku końcowi i czytelnik ma okazję otrzymać odpowiedzi na kilka dręczących go pytań. Jednak autor ostrożnie dozuje informacje i tak naprawdę nadal nie można być pewnym czy intencje Herobrine są tak czyste, jak chciałby żeby się wydawały. Czy decydując się na sojusz z nim bohaterowie postąpili słusznie, czy jedynie zdecydowali się na mniejsze zło? Jak wiele będą w stanie poświęcić dla świata, który przecież nie jest prawdziwy. Nadszedł czas trudnych decyzji i wszystko wyjaśni się w następnym tomie.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  4. Artius
    Książki wojenne to nie moja działka, zazwyczaj ciężko odnaleźć mi się wśród huku wystrzałów, opisów decyzji o tym jak przeprowadzić kolejną akcję i rozmieścić siły by pokonać wroga. Tak było do momentu, aż trafiłam na ?Stalowe Szczury? Michała Gołkowskiego, które pochłonęłam praktycznie na raz, a później pozostałam z ogromnym niedosytem i z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnego tomu przygód kampanii karnej pod dowództwem kapitana Reinhardta. Teraz, na kilka dni przed oficjalną premierą książki nareszcie miałam okazję ponownie towarzyszyć bohaterom Stalowych Szczurów w drugim tomie zatytułowanym ?Chwała?. Zapraszam do lektury recenzji.



    Tym co najbardziej rzuca się w oczy podczas lektury ?Chwały? jest kompletna zmiana otoczenia. Z pola bitwy, gdzie trup siał się gęsto, wgniatany w ziemię, niknąc w tytułowym błocie, stając się kolejną anonimowa ofiarą wojny w masowym grobie, wzbijamy się ponad ziemię. Kapitan Reinhardt odzyskał bowiem dawny stopień, a kampania karna zostaje przekształcona i przeszkolona by wraz z nim wyruszyć do boju na pokładzie Merlene, która zdaje się czekać na powrót swojego dowódcy. Mimo tych, jakby się zdawało ogromnych, zmian losy podkomendnych Reinhardta nie różnią się wiele od tego co obserwowaliśmy podczas lektury ?Błota?. Rzuceni w wir walki, by wykonać misje, której powodzenie graniczy z cudem, w każdej sekundzie walczą o swoje życie.
    Nie zabrakło także intryg i walk na najwyższych szczeblach władzy, gdzie choć bez użycia broni toczą się równie ważne wydarzenia. Każdy pragnie by jego nazwisko zapisało się na kartach historii, a zasługa i chwała za zwycięstwo została przypisana właśnie jemu. Środki i ofiary jakie zostaną poniesione w drodze do celu, to już kwestia drugorzędna.
    ?Stalowe Szczury. Chwała? to nadal dobrej, wypełnionej akcją literatury, gdzie wydarzenia nie zwalniają ani na chwilę, pędząc nas cały czas do przodu, strona za stroną, w akompaniamencie wybuchów, warkocie pracujących silników i świście wiatru w olinowaniu. A fakt, że większość książki rozgrywa się na wysokościach, gdzie najmniejsza awaria bądź zniszczenie maszyny oznacza nieuchronny upadek i śmierć przyprawia lekturę o dodatkową dawkę emocji.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  5. Artius
    ?Siedemnasty wiek, Hyruf. Epoka krwawych wojen religijnych. Poniżany przez ojca z powodu kalectwa Mulgih Thadur nie może dłużej znieść maltretowania siebie i swojej matki. Doprowadzony do ostateczności popełnia makabryczne morderstwo, które pozoruje na samobójstwo.? ? przedstawiony przeze mnie fragment opisu bardzo skutecznie przyciąga uwagę czytelnika. Sam po zapoznaniu się z nim w całości dałem złapać się w misternie zastawione sidła, czego szczerze powiedziawszy nie żałuje. Tematyka może wydawać się bardzo wyświechtana, lecz to jedynie pozór. Czy krwawe wojny na tle religijnym pociągną za sobą niewinne ofiary? Gdzie w tym wszystkim jest rola i przekaz kościoła? Czy pieniądze i władza omamią kler? Czy możliwe jest uleczenie chorego i skorumpowanego systemu? Odpowiedzi na te, oraz inne pytania znajdziecie w dziele Kamila Dziadkiewicza pt. ?Miasto Krwi?.





    Głównym bohaterem tej książki jest Mulgih Thadur, mieszkaniec siedemnastowiecznego miasta Hyruf. Kaleka już od najmłodszych lat jest maltretowany i poniżany w swoim domostwie, przez co w jego umyśle zachodzą nieodwracalne zmiany. Dzięki temu większość jego późniejszych zachowań, czy też wyborów jest świetnie uzasadniona, nic nie jest dziełem przypadku. O samej postaci dowiadujemy się całkiem sporo, lecz jego charakter odkrywamy sami wraz z postępem lektury. To postać bardzo złożona, która przechodzi wiele widocznych metamorfoz. Pomimo ogromnej zmienności Mulgih nigdy nie wyrzeka się swoich racji, dąży prosto do obranego celu. To osobnik bardzo stanowczy, opanowany, umysł ścisły potrafiący bardzo szybko przeanalizować bieżącą sytuację. Osobiście bardzo go polubiłem i niespecjalnie przeszkadzało mi jego kalectwo. To świetnie skonstruowany bohater, który odkrywa się przed nami wraz z rozwojem fabuły.
    Oprócz niego autor przygotował dla czytelników naprawdę wiele świetnych postaci. Ciężko wymienić tutaj wszystkich, lecz zapewniam, że każdy odnajdzie coś dla siebie. Nie znajdziemy wśród nich typowych manekinów i kukiełek. To żywe osoby, ludzie posiadający własne zmartwienia, uczuci, oraz lęki. Niebywałego smaczku dodaje fakt, że nie ma tutaj zbędnych postaci. Każda przedstawiona osoba jest potrzeba, bowiem ich czyny wpływają na rozwój fabuły. Świetnie zostały przedstawione powiązania społecznościowe, dzięki czemu od razu wiemy z kim mamy do czynienia.
    Świat przedstawiony w książce jest niebywale szczelny i ograniczony. Wszystko sprowadza się do niewielkiego wycinka na mapie, dzięki czemu podczas lektury nie napotkamy przepastnych opisów. Takie podejście ma swoich zwolenników jak i przeciwników, lecz w tym tytule sprawdza się ono znakomicie. Autor skoncentrował się na tym, co naprawdę ważne, pomijając nieistotne kwestie. Siedemnastowieczne miasta, oraz tereny które przyjdzie nam odwiedzić stoją na najwyższym poziomie. Ich szarość w połączeniu z misternym konceptem tytułu tworzą bardzo udany duet. Nie ma tutaj miejsca na rozczulanie się, wszystko jest ukazane przez pryzmat ówczesnej rzeczywistości. W stworzonym uniwersum można doszukać się wielu interesujących smaczków, o czym jesteśmy poinformowani na wstępie książki. To świat, który dzięki włożonej w jego kreację pracy, może się stać naprawdę oryginalnym miejscem.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  6. Artius
    Przedstawiamy pierwszy fragment "Metro 2035", na które z pewnością czeka wielu z was. Zakończenie kultowej trylogii Glukhovsky?ego do sprzedaży trafi już 4 listopada! Osobiście czekamy na premierę z niecierpliwością. Rzecz jasna podzielimy się wrażeniami po skończonej lekturze



    Na tę powieść miliony czytelników czekały aż dziesięć lat
    Metro 2035. Kontynuacja historii Artema. Ukoronowanie i zamknięcie kultowego cyklu Metro 2033, który właśnie staje się kompletną trylogią.
    Już 4 listopada w księgarniach.
    Dziś prezentujemy pierwszy fragment Metra 2035 w interpretacji Krzysztofa Banaszyka. Ilustracje, które mu towarzyszą, to dzieło utalentowanej rosyjskiej artystki, Diany Stiepanowej, która specjalnie dla polskiej edycji trylogii przygotowała swoją artystyczną wizję fabuły każdego z trzech tomów. Grafiki Diany Stiepanowej zostały zamieszczone w każdej z powieści Metro 2033/2034/2035 na pełnokolorowych wklejkach.
    Z okazji premiery Metra 2035 wydawnictwo Insignis wprowadziło do sprzedaży edycje wszystkich tomów trylogii Glukhovsky?ego w odmienionej, artystycznej szacie graficznej autorstwa Ilii Jackiewicza, znanego i utalentowanego rosyjskiego artysty multimedialnego, w okładkach ze skrzydełkami, których wewnętrzną część zajmuje wystylizowany na nowo i zrewidowany plan moskiewskiego metra.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  7. Artius
    Moja poprzednia podróż po Wenecji była naprawdę udana i świetnie się przy tym bawiłem. Wszystko za pośrednictwem dzieła Jonathana Holta - Carnivia: Bluźnierstwo. Czy kontynuacja porywającego debiutu autora ma szansę na podwyższenie poprzeczki? Czy akcja będzie dobrze przemyślana, a jej liczne wątki tak samo zawiłe jak w poprzedniczce? Czy bohaterowie przypadną do gustu? Na wszystkie powyższe pytania odpowiedzi można odnaleźć w drugiej części trylogii pt. Carnivia: Herezja, której lekturę polecam nie tylko fanom tego gatunku, lecz każdemu czytelnikowi.






    Grupa mieszkańców protestujących przeciwko obecności wojsk amerykańskich, oraz rozbudowie bazy Dal Molin wdziera się na jej teren. Już od samego początku nie można uznać tego za zwykłą demonstracje, czy też bunt ludności przeciwko obcym siłom na ich terytorium. Podczas strajku dochodzi do niezwykłego odkrycia, w które angażują się siły lokalnej policji. W moim przekonaniu to ?tajemnicze? odkrycie jest punktem zapalnym dla niektórych, późniejszych wydarzeń w książce. Jednakowo autor nie postarał się, aby zaskoczyć nas tutaj czymś wymyślnym, co ma swoje plusy jak i minusy. Odwołując się jednak do charakteru książki, jak i jej poprzedniczki mogę stwierdzić z całą pewnością, że zastosowany, utarty już środek przekazu dobrze komponuje się w fabule dzieła. Do sprawy zostaje przydzielony znany już z ?Bluźnierstwa? pułkownik Aldo Piola, który szybko znajduję drugie dno badanej sprawy i wiąże je z wydarzeniami z odległej przeszłości
    W międzyczasie nieznani sprawcy porywają Mie Elston ? nastoletnią córkę amerykańskiej legendy. Chociaż wiele poszlak wskazuję na bunt nastolatki i zwyczajną ucieczkę z domu, prowadząca śledztwo Katerina Tapo ujawnia coraz więcej dowodów przeczących tej hipotezie. Wszystkie poszlaki, gdzie szukać porwanej dziewczyny ukazują się na portalu Carnivia.com, lecz policja, jak i zaangażowane siły niespecjalnie chcą z nich korzystać. Wszystko za sprawą właściciela witryny ? Daniele Barbo jak i wcześniejszych zatargów z nim. W sprawę angażuję się także Holly Boland, która za wszelką cenę chce sprowadzić porwaną Mie szczęśliwie do domu. Czy coś łączy te dwie, zupełnie odmienne sprawy? Czy mroczne sekrety ponownie zaważą na losach naszych bohaterów jak i ładzie politycznym?
    Czytając Carnivia: Herezja ponownie mamy do czynienia z mętnym śledztwem policyjnym, okraszonym wieloma zawiłymi tajemnicami, które mogą zupełnie zmienić ład polityczny Włoch, oraz Europy.Tym razem autor zdecydowanie szybciej odkrywa poszczególne wątki fabuły, co w moim przekonaniu jest zdecydowanym plusem. Fabuła nabiera przez to dynamizmu, a sam czytelnik szybciej łączy poszczególne wątki ze sobą, co pozwala na pełne zobrazowanie wydarzeń. W międzyczasie poznajemy równoległe wydarzenia, które połączone są z główną fabułą. Takie połączenie nie pozwoli nam zgubić się w zawiłości wątków. Jak dla mnie jest to bardzo dobry zabieg, mający na celu dogłębne wczucie się przez czytelnika w każdy aspekt przedstawionej historii. Widać wyraźnie, że Jonathan Holt przemyślał wszystkie zastosowane przez siebie zabiegi, oraz perfekcyjnie przygotował się do napisania tak zagmatwanej historii, która doskonale łączy się w każdym calu.
    Niestety dopatrzeć można się też kilku wad, które nie każdemu będą przeszkadzały. Chodzi tutaj w głównej mierze o włoskie wstawki w dialogach. Mi osobiście nie wadziły, nawet dodawały klimatu, lecz to kwestia gustu czytelnika. Dodatkowo zawiłość fabuły może odstraszyć osoby, które nie są przystosowane do tak dużej wielowątkowości treści.
    W moim przekonaniu Carnivia: Herezjajest dziełem bardzo dobrym, w każdym bądź razie prezentuje wyższy poziom od swojej poprzedniczki. Widocznie autor wziął sobie do serca błędy, jakie popełnił, co uwidacznia się podczas czytania tej książki. Z całą pewnością nie żałuje czasu, jaki spędziłem podczas czytania tej fascynującej książki. Bohaterowie ponownie nie zawiedli w swoich rozważaniach i poczynaniach, bardzo dobrze sklecona fabuła trzyma wysoki poziom, intryga i fascynacja kolejnymi wydarzeniami tylko potęgują efekt. Osobiście nie mogę się doczekać trzeciego tomu, którego wyczekuje od przeczytania Bluźnierstwa. Naprawdę polecam ten tytuł każdemu czytelnikowi, oczywiście po uprzednim zapoznaniu się z poprzednim tomem. W tym miejscu pragnę podziękować wydawnictwu Akurat za egzemplarz do recenzji.
    Ocena: 8,5/10.

  8. Artius
    ?Hum?Ha Ostatni? to kolejna pozycja, której dałam się zwieść za sprawą nietypowego wydania. Czarno-biała ilustracja przedstawiające jakieś niezwykłe humanoidalne stworzenie przywodziła mi na myśl coś pierwotnego, co pomimo wyraźnej prostoty zdawało się kusić skrywaną w sobie głębią. Dodatkowo fakt iż opis obiecywał wątek demoniczny, do którego mam ogromną słabość, sprawił, że po prostu musiałam na własnej skórze sprawdzić co skrywa w sobie ten intrygujący tytuł. Co przyniosła ze sobą lektura książki Witolda Dzielskiego? Zapraszam byście przekonali się o tym razem ze mną.



    Akcja książki biegnie dwutorowo. Z jednej strony autor opisuje losy Huma ? młodego uzdrowiciela, wychowywanego przez swojego mistrza Pawkotę, który okazuje się być kimś więcej niż zrzędliwym starcem. W rzeczywistości bowiem chłopak uczył się i dorastał pod czujnym okiem demona. Hum dowiadując się o swoich demonicznych talentach, pozostawiony z głową pełną pytań i tajemnicza księgą swojego nauczyciela, musi sam odkryć drzemiącą w nim moc. Okoliczności bynajmniej temu nie sprzyjają. W Hołdacji narasta konflikt, między żyjącymi do tej pory w zgodzie elfami i ludźmi. Co więcej w całość zdają się być zamieszane również gnomy i Lodowi Magowie. Zaniepokojony sytuacją u sąsiadów, król sąsiedniego Królestwa Hurmy zwraca się z prośbą do Szpicy ? holemskiej organizacji handlowo-szpiegowskiej o zbadanie pogłosek o narastającym konflikcie. Wraz z grupą krasnoludów, magiczką Bargod przyjdzie nam wyruszyć w stronę stolicy Hołdacji i rzecz jasna przeżyć wiele pasjonujących przygód. Wątek młodego demonologa i międzypaństwowej intrygi politycznej powoli splotą się w jeden. Jaki będzie tego wynik, musicie już się dowiedzieć sami.



    Ludzie, krasnoludy, elfy, gnomy, trolle, Lodowi Magowie - ?Hum?Ha Ostatni? to książka która tętni życiem wielu ras. Autor zadbał nie tylko o opisanie historii i zwyczajów, każdej z nich, ale także wykreował wielu interesujących bohaterów. Żadna z przedstawionych przez niego postaci, nie jest tylko pozbawioną woli marionetką. Wręcz przeciwnie nawet epizodyczne postacie mają w sobie to coś, co sprawia, że zapadają w pamięci czytelnika. Nie zabraknie tutaj przemian jakim zmuszeni będą ulec niektórzy z nich, będziemy świadkiem przemiany młodego uzdrowiciela Huma w demonologa, przeżyjemy wiele przygód i zżyjemy się z członkami wyprawy do Hoł-łan-Hoł. Nie zabraknie także wątku miłosnego, choć przewidywalnego, to jednak udanego i świetnie wpasowującego się w klimat powieści.
    Świat w którym przyjdzie nam się poruszać z pozoru będzie się wydawał dość pospolity. Niewielka wioska Przesieka w której mieszka Hum stanowi niewielką osadę, gdzie wokół jednej ulicy mieszkańcy żyją w drewnianych chałupach, sąsiadując z Czarną Puszczą, w której głębi żyje elfia wiedźma Ma-hoosha. Nie zabraknie też miast, wśród których wyróżni się chociażby Hoł-łan-Hoł, gdzie rośliny i ludzie koegzystują ze sobą, razem dbając o dobrobyt jego mieszkańców. Większość czasu jednak wraz z bohaterami spędzimy w podróży przez pola, bagna. Nie można jednak narzekać na monotonie, bowiem miejsca które przyjdzie nam zwiedzić nie tylko wyróżniają się nietypowymi nazwami, ale posiadają własną historię, coś, co je wyróżnia. Poznawanie tego świata jest prawdziwą przyjemnością i trudno nie docenić wysiłku i zręczności z jaką autor nas przez niego prowadzi.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  9. Artius
    Każdy słyszał o jednym z najsławniejszych dzieł baletowych, jakim niewątpliwie jest ?Jezioro łabędzie?. Każdy zna losy zamienionej w łabędzia dziewczyny i jej wielkiej miłości, która jako jedyna mogła zdjąć z niej zły urok. Z pewnością jednak nie każdy wie, jakie były losy owego baletu. Jeżeli pragniecie się tego dowiedzieć, zapraszam do lektury książki Ewy Nowak, pod tytułem Jezioro łabędzie, czyli jak powstał najsłynniejszy balet świata?. Zapewniam was, że historia jest równie ciekawa co sam balet.



    Autorka w swojej książce przybliża czytelnikowi jak powstało ?Jezioro łabędzie?, które choć obecnie jest jednym z najsławniejszych baletów i niemal każdy zna historię Odetty, to jednak początki sztuki nie zapowiadały takiego sukcesu. Wręcz przeciwnie, pomimo genialnej muzyki Piotra Czajkowskiego ?Jezioro łabędzie okazało się kompletną katastrofą. Znudzeni widzowie, nieprzychylne opinie oraz sam twórca załamany niepowodzeniem, do tego stopnia, że postanowił nigdy nie stworzyć muzyki do baletu. Jak więc doszło do tego, że sztuka zyskała taką sławę? Będziecie musieli dowiedzieć się o tym sami.






    Historia jest napisana prostym językiem, co w połączeniu z dużą czcionką sprawia, że książka jest idealna dla dzieci, które potrafią już same czytać. Poza interesującą historią, która ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, autorka serwuje czytelnikowi interesujące informacje na temat dziewiętnastowiecznej Rosji, w której rozgrywa się akcja oraz samego baletu. Co składa się na przedstawienie, od czego zależy jego sukces, a przede wszystkim jak wiele pracy i poświęceń wymaga przygotowanie występu, który porwie publiczność.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  10. Artius
    We współczesnej literaturze panują trendy, które nie potrzebują większego rozgłosu, gdyż są one świetnie rozpoznawalne gołym okiem. Idea niektórych z nich wręcz wbija się w umysły autorów, którzy starają się spłodzić dzieło mieszczące się w ich ramach, lecz nie zawsze się to udaje. Sama koncepcja pozbawiona oryginalności umrze szybciej niż zombie rozjechane opancerzonym wozem bojowym. Czy połączenie Polski Ludowej z niespotykaną i tajemniczą pandemią wirusa czarnej ospy ma szansę wyrwać się z ram? Gdzie w tym zamieszaniu znajdziemy ubabrane we krwi zombie? Jak władza poradzi sobie z narastającym z minuty na minutę kłopotem? Jeżeli pragniecie się tego dowiedzieć, to serdecznie zapraszam do lektury książki Roberta J. Szmidta pt. ?Szczury Wrocławia. Chaos?.





    Tematyka postapokaliptyczna jest bardzo dobrze znana w świecie literatury światowej, oraz krajowej. Nawet w naszym nadwiślańskim państwie nie brakuje autorów, którzy zręcznie poruszają się w jej obrębie. Zakropienie powyższej dziedziny odrobiną zombie jest mieszanką iście wybuchową, jednakowo nie gwarantuje ona sukcesu danego dzieła. Takiego zadania podjął się Robert Szmidt w swoich ?Szczurach Wrocławia?, w których to całkowicie rozłożył na łopatki dotychczasowe, znane pozycje na rynku. Wyeksploatowanie tych dziedzin wymusza na autorze naprawdę precyzyjne działania i przemyślenia każdego słowa, aby nie stać się jedną z tych kolejnych książek na półce, którym brakuje polotu. W tym wypadku nie ma o tym nawet mowy.


    Akcja tego dzieła rozgrywa się latach 70. XX wieku, w których to nasza ukochana ojczyzna jest nieustannie patrolowana przez patrole ZOMO, ORMO, KBW, itp. Głównym obszarem po którym będziemy się poruszać wraz z rozwojem fabuły jest miasto Wrocław, a także tereny podmiejskie. To właśnie w tej aglomeracji dojdzie do niespotykanych dotąd incydentów, które zapoczątkują prawdziwą apokalipsę. Szalejący wirus czarnej ospy wymusił zastosowanie nadzwyczajnych kroków, które mają na celu jak najszybsze opanowanie epidemii . Wspomniana choroba okaże się tylko przykrywką do znacznie poważniejszych problemów, które zmiotą w pył znany wszystkim świat.




    Podczas lektury trudno narzekać na nudę, gdyż tempo akcji jest naprawdę spore. Nie ma tutaj czasu na odpoczynek, bowiem każda następna strona przynosi kolejną dawkę wydarzeń i nieodłącznej adrenaliny. Autor w tej kwestii wykazał się niemałym kunsztem. Stworzył genialne połączenie fabularne, które prze do przodu niczym rozpędzony pociąg. Wartkość historii przypadła mi do gustu, nie wyobrażam sobie, aby mogło to być przedstawione w inny sposób. Linie fabularne są doskonale ze sobą powiązane, a większość niewiadomych znajduje swoje rozwiązanie prędzej czy później. Niektórych rzeczy czytelnik musi domyślać się podczas lektury, jednak nie przeszkadza to w czytaniu. Są to raczej domysły wysnute na podstawie dotychczasowych informacji, niż jakiekolwiek braki fabularne.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  11. Artius
    ?Mury klasztoru były świadkiem strasznych wydarzeń, które starałem się wiernie odtworzyć na kartach tego dziennika. Obawiam się jednak, że niebawem świadkiem jeszcze gorszych rzeczy będzie cała Hiszpania...? ? ten wycinek z opisu zdaje się w sposób trafny przedstawiać zawartość tego dzieła. Nieznane tajemnice historii, które swój początek miały w klasztornych murach mogą realnie wpłynąć na dalsze losy nie tylko Hiszpanii, ale i całego świata. Gdzie zatem jest miejsce na modlitwę, pokutę, wiarę i służbę Bogu? Czy klasztor nadal pełni dobroczynną funkcję zgodną z jego założeniami? Czy surowa miłość i nić niepowodzeń mogą oślepić adepta przymuszonej wiary? Jeżeli łakniecie tej wiedzy tak samo jak ja, to zapraszam was do lektury dzieła Anny Burzyńskiej pt. ?Czarna Legenda: Archanioł?.




    Głównym bohaterem tego dzieła jest młodzieniec Antonio. To syn miejscowego bogacza, który zgodnie z obietnicą złożoną przez jego ojca, w dniu czternastych urodzin musi opuścić rodzinne domostwo. Nie jest to wygnanie, lecz umowa zawarta między dżentelmenami. W chwili poznania Antonia nie wyróżnia nic szczególnego, ot typowy, rozpuszczony chłopiec. Nie uwidacznia się to co prawda, lecz trudno o tym nie wspomnieć, biorąc pod uwagę, iż bohater miał dosłownie wszystko. Autorka bardzo skrzętnie skonstruowała tą postać. W miarę czytania zachodzi w nim niewyobrażalna metamorfoza, która całkowicie zmienia pogląd o nim samym. Staje się typowym mnichem, który pomimo wad nowicjatu dostrzega więcej niż zatwardziali mieszkańcy zakonu. To naprawdę skomplikowany bohater, którym targają silne emocje. Nie jest to skrywane w żaden sposób. Podczas lektury odczuwałem dokładnie to samo, co Antonio. Ból, żal, nienawiść, radość i smutek ? owe stany emocjonalne dzieliłem razem z bohaterem. Dla mnie to postać, która wniosła naprawdę wiele do tego dzieła i nie wyobrażam sobie na jego miejscu nikogo innego. Świetnie sprawdza się w każdej roli, ma intrygującą osobowość, a butny charakter młodzieńca dodaje całości pikanterii. Ta postać w głównej mierze przedstawia nam także związki jakie panowały w rodzinach tamtego okresu. Porównując to do życia zakonnego, zmieniają się tylko mało istotne szczegóły, na które warto zwrócić uwagę.
    Kilka słów pragnę poświęcić pozostałym postaciom jakie napotkamy na naszej drodze, gdyż w tej materii jest o czym mówić. Poboczni bohaterowie nie są jedynie marionetkami, które wypełniają swoje zadania. To myślące osoby, pełne indywidualnych cech, a nie armia klonów. Autorka wiele starań włożyła w ich kreację. Każda postać jest przemyślana, nikt nie znalazł się na naszej drodze przez przypadek. Aby nie było żadnych nieścisłości mowa tutaj wyłącznie o braciach zakonnych i głowie ówczesnego państwa. Postacie pokroju rannych robotników, chorych na trąd ? to już typowe kukiełki, lecz nie można mieć tego za złe. Wypełniają swoje zadania, gdyż wyłącznie do tego zostały stworzone. Już dawno nie miałem szansy obcowania z tak barwnymi i niejednolitymi postaciami, jakie zostały zaserwowane w tej powieści. Ogrom pracy włożony w ich kreację jest widoczny na każdej stronie.
    Świat po którym przyjdzie nam się poruszać jest dosyć wątły i ograniczony, jednak w tym wypadku nie jest to żaden minus. Akcja toczy się wyłącznie w jednym miejscu, mianowicie w klasztorze dominikanów Convento de Santa Cruz la Real w Segovii. Specjalnie pomijam tutaj kwestię związane z wyjazdami do stolicy kraju jak i Watykanu, gdyż nie wnoszą one nic wartego uwagi. Podczas lektury trzeba przygotować się na stosowne opisy, które dodają niezwykłego uroku. Ich szczegółowość jest godna podziwu, widać spore przygotowania autorki w tej materii. Osobiście zakochałem się w przedstawionej Hiszpanii, w owym tajemniczym klasztorze. Klimat, charakter, niezwykłe przedstawienie otaczającego świata. W takim towarzystwie lektura nie może się dłużyć, a tym bardziej nie znuży nikogo, kto po nią sięgnie.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  12. Artius
    ?Ostatnią deską ratunku zdają się być Archeni ? prastary lud żyjący w harmonii z naturą i w zgodzie ze Źródłem. Grupa dzielnych, mężnych i prawych Thymeńczyków pod wodzą syna władcy grodu ? Kenrila ? udaje się więc w niebezpieczną, pełną przygód i zaskakujących spotkań wędrówkę, by spotkać się z Archenami. Czy dotrą do celu? Czy uda im się zgłębić tajemnicę Virionu? Czy powstrzymają szerzące się w zastraszającym tempie zło?? ? bardzo kuszący opis oferuje nam dozę niezapomnianych przygód, które powinny porwać nas na długie godziny. Niestety poza odrobiną fantazji, która jest w nim zawarta nie otrzymujemy nic więcej. Czy zawarte w nim obietnice są prawdziwe i lektura tej książki będzie fascynująca? A może to tylko bujda, która niczym zielony dym Virionu chce wedrzeć się do naszych umysłów? Jeżeli pragniecie poznać więcej szczegółów, to serdecznie zapraszam do lektury książki Joanny Patrzyłaś pt. ?Virion?.


    [

    Głównym bohaterem, a właściwie bohaterami tej powieści, jest grupa dzielnych towarzyszy, którzy wyruszają w nieznane, aby ocalić znany im świat przed złem. W książce żadna z przedstawionych postaci nie wiedzie prymu, dlatego trudno mówić o jej głównym bohaterze. Wracając jednak do naszych grup, których jak się później okazuje są dwie. Pierwszą z nich tworzą dorosłe osoby, oraz dwoje radosnych Archenów, którzy są bardzo pomocni w trudach podróży. Drugą tworzy para dzieci, wraz ze swoimi sokreyami, którym przyświeca ten sam cel. Wykorzystanie oklepanej już w wielu powieściach ?niewiedzy? o drugiej drużynie jest tutaj bardzo wyraźne. Nie wiem dlaczego autorka zdecydowała się na taki nic niewnoszący ruch, samotny, lepiej skonstruowany zespół sprawdziłby się o niebo lepiej.
    O samych postaciach nie da się powiedzieć zbyt wiele. Zostały wykreowane w sposób hurtowy, brak im indywidualnych cech, które podkreśliłyby znacząco ich charaktery. Takie masowe podejście zniszczyło już klimat niejednej powieści. Ubolewam nad tym strasznie, gdyż niektóre z postaci miały naprawdę spory potencjał na stanie się czymś ?oryginalnym?. Niestety autorka zaprzepaściła tą szansę wyraźnym brakiem chęci i poniekąd pomysłu.
    Historia przedstawiona na kartach tej powieści jest strasznie liniowa i płytka. Obecnemu światu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo w postaci tytułowego Virionu. Ta tajemnicza i groźna siła zaklęta w środku planety zaczyna coraz bardziej panoszyć się na jej powierzchni, co wzbudza panikę wśród mieszkańców osad. Nie byłoby w tymi nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że wspomniany Virion pod postacią zielonej mgły potrafi wedrzeć się do ludzkich umysłów i zawładnąć nimi. Fabuła sprowadza się do przywrócenia równowagi, aby obecny cykl życia nie dobiegł końca. Do plusów tej jednostajnej historii możemy zaliczyć nader ciekawe nazewnictwo, nietypowe podejście do cywilizacji, oraz logikę całości. Historia nie jest zbyt wyszukana, to po prostu kolejna wariacja na znany wszystkim temat, która w mojej ocenie nie jest zbyt porywająca, wręcz nudna.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  13. Artius
    ?Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie, świat, w którym baśń ta dzieje się? ? ten krótki fragment znanej piosenki w sposób ekstremalnie minimalistyczny streszcza ten tytuł. Ukryta przed oczyma całego świata wyspa staje się nagle wspólnym tematem rozmów wybranej garstki osób. Czy znajduje się na niej coś, czego może obawiać się ludzkość? Czy znane z filmów, literatury, a także pradawnych wierzeń żywe trupy istnieją naprawdę? Czy apokalipsa zombie może się ziścić? Jeżeli pragniecie znaleźć odpowiedzi na powyższe pytania, to serdecznie zapraszam do lektury książki Oysteina Stenea pt. ?Wyspa Zombie?.




    Głównym bohaterem tej powieści jest rozbitek, którego imię pozostaje dla nas tajemnicą. Na samym początku nie wiemy o nim praktycznie niczego. Skąd wyruszył, jak się tu znalazł, kim był, czym się zajmował. Te podstawowe kwestie nie zostają wyjaśnione, co nadaje mu sporej dawki tajemniczości. Wraz z biegiem wydarzeń nasz bohater zostaje uświadomiony i otoczony niezbędnym pakietem opiekuńczym. Jako nowy mieszkaniec Labofnii otrzymuje on schronienie, opiekę, a także imię. Po tych skrzętnie opisanych wydarzeniach bezimienny rozbitek przechodzi prawdziwą metamorfozę. Od tej pory naszym przewodnikiem będzie Johannes van der Linden. Przemiana następuje wręcz błyskawicznie. Zatracone zdolności motoryczne zostają zręcznie wyuczone, praca staje się obowiązkiem. Osobnik ten upodabnia się do człowieka. Osobiście Johannes przypadł mi do gustu. Nie jest to niezniszczalny bohater walczący z niesprawiedliwością świata, zły opryszek starający się skraść największe sekrety państw. To pierwszy na świecie żyjący wśród umarłych.
    Kilka słów pragnę poświęcić pozostałym postaciom, które napotkamy na naszej drodze. Na tym polu nie jest tragicznie, chociaż autor zaliczył kilka błędów. Większość pobocznych postaci to zwykłe kukły wypełniające swoje zadania. Nie ma w tym nic złego, szczególnie, iż pasuje to do charakteru tej powieści. Wszystko jest zaprogramowane, a wykonywane przez bandę truposzy. Niestety minimalizm pewnych osób źle odbija się na całości. Nie oczekuje od nich nie wiadomo jakich cudów, jednak brak polotu, szczątkowego charakteru, czy też woli sprawia, że całość czyta się nijako. Trochę szkoda, gdyż poprawienie kilku kwestii związanych z tymi osobnikami zwiększyło by komfort odbioru.
    Świat po którym przyjdzie nam się poruszać jest strasznie ograniczony, co o dziwo w tym wypadku nie jest wadą. Głównym miejscem większości akcji jest wyspa Labofnia, która znajduje się pośrodku oceanu Atlantyckiego. Nie ma jej na żadnej mapie, nie figuruje w żadnym spisie, krótko mówiąc w ogóle nie istnieje. Kilka epizodów rozgrywa się poza nią, co umożliwia nam odetchnięcie od tego parnego klimatu wyspowego. Jej tajemniczy mieszkańcy odróżniają się od ludzi pod wieloma względami. Niższa temperatura ciała, słaby puls, powolna przemiana materii, brak oddechu, zamiłowanie do ludzkiego mięsa. To ciekawe połączenie wydaje się być nam znajome z innych powieści, lecz w tym wypadku jest zupełnie inaczej.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  14. Artius
    ?Niedługo po zakończeniu konfliktu zbrojnego w 2019 roku, gdy zerwane zostały wszelkie kontakty i stosunku dyplomatyczne Polski z sąsiadami zza wschodniej granicy, zwycięskie siły zadecydowały o przyszłości top managerów z polskich oddziałów największych światowych firm. Jednak nie wszyscy członkowie Korporacji akceptują rzeczywistość, w jakiej przyszło im żyć. Nikt z nich nie spodziewa się, że poza Korporacją może istnieć zupełne inne życie? - wybrane fragmenty z okładki są szczególnie interesujące i bardzo dobrze przyciągają czytelnika. Czy rzeczywiście jest tak, że nasze CV jest jedyne, unikatowe i pasuje tylko do nas? Czy to tylko farsa, a do wspomnianych życiorysów można dopasować gotowego kandydata, który odegra lepiej naszą rolę? Jeżeli tak jak ja zadajecie sobie tego typu pytania, to serdecznie zachęcam was do sięgnięcia po dzieło Zbigniewa Kazimierza Siatkowskiego pt. ?Korporacja 13?, które może rozwiać wasze wątpliwości.
    Jak wspomniałem powyżej książka zwróciła moją uwagę swoim niecodziennym opisem, który wręcz zachęcił mnie do refleksji nad tym kim jesteśmy, a ta z kolei wepchnęła mi ten tytuł do rąk. ?Korporacja 13? ? z pozoru ten nic nie mówiący tytuł jest bardzo wymowny. Zapowiada on interesującą przygodę pełną tajemnic i niespodzianek, a także zdradza czytelnikowi główne miejsce akcji. Czy jest to powód do zachwytu? W moim przekonaniu tak, gdyż autorowi udało się już w samym tytule zawrzeć wiele kluczowych informacji, a wsparcie się opisem zawartym na okładce dopełnia całego obrazu tego co czeka na nas wewnątrz książki.
    Przytaczana wcześniej tajemnicza Korporacja 13 jest głównym miejscem akcji naszych bohaterów, chociaż nie jedynym. W skład całego otoczenia wchodzi Korporacja 14, Market, oraz ruiny. Choć to bardzo ograniczone terytorium na zbudowanie fascynującej historii, autor pokazał klasę. Udowodnił, że przestrzeń nie jest najważniejszym czynnikiem i pomimo widocznego, a może też celowego zwężenia, można stworzyć coś interesującego. Zupełnym przeciwieństwem do dość wąskiego tła akcji jest grono obecnych postaci. W korporacji pracuje mrowie ludzi, którzy nie do końca wiedzą dlaczego się w niej znajdują. Pomimo takiego stereotypowego ?niewolniczego? zachowania są to postacie dobrze skonstruowane, idealnie asymilujące się z całością. Szukając odpowiedzi na zadane pytania czytelnikowi przyjdzie jednak na nie poczekać, gdyż uzyska je w tym samym momencie co bohaterowie powieści. Autor nie ujawnia ich za plecami bohaterów, co jednak nie każdemu musi się spodobać.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  15. Artius
    Wczoraj swoją premierę miała kolejna książką z Uniwersum Metra i już druga, której akcja rozgrywa się w naszym rodzinnym kraju. ?Otchłań? Roberta J. Szmidta, bo to o niej mowa, jest także kolejną książką, w której autor niszczy swoje rodzinne miasto. Nie trzeba było mnie długo zachęcać do sięgnięcia po ten tytuł, jak i do udziału w kolejnym spotkaniu z autorem. Pamiętając o pozytywnych wrażeniach jakie dotyczyły premierze ?Szczurów Wrocławia? wyruszyłam do wrocławskiej renomy żądna ?powtórki z rozrywki?. I oczywiście się nie zawiodłam. Serdecznie zapraszam do lektury relacji ze spotkania.



    Wizja Wrocławia dwadzieścia lat po wojnie nuklearnej przyciągnęła sporą liczbę fanów twórczości pana Szmidta do Renomy. Szybko zabrakło miejsc siedzących, jednak nikogo to nie zrażało i następna godzina upłynęła zanim zdążyłam się obejrzeć. Wywiad jak nie trudno się domyślić rozpoczął się od pytań, skąd w ogóle wziął się pomysł na napisanie powieści w Uniwersum Metro. Fakt iż pomysł na książkę pojawił się na długo przed propozycją od wydawnictwa Insignis i jedynie został zmodyfikowany tak, żeby wpasował się w ramy Uniwersum, pozytywnie mnie zaskoczył. Niechęć do pozycji pisanych na zamówienie, może jest nieco irracjonalna, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że książki pisane pod czyjeś dyktando zawsze będą gorsze od tych, gdzie pomysł wychodzi od samego autora. Kolejną ciekawą informacją, w szczególności dla pisarzy, którzy zechcą spróbować swoich sił w stworzeniu osadzonym w Uniwersum Metro jest to iż nie trzeba spełniać jakiś wygórowanych wymagań, a jego twórca Dmitrym Glukhovskym ?wymusza jedynie? określone ramy czasowe (2033 w tytule zobowiązuje, prawda? ) i nie wprowadzanie wątków fantasy. Oczywiście nie obywa się bez przesyłania materiałów na temat tytułu, ogólnej koncepcji i fragmentów dzieła, które ma zagościć w serii.





    Jeszcze nie wybiła 18, a już powoli zaczęło brakować miejsc. Później było jeszcze ciekawiej. Fani przybywają!




    Zbieranie materiałów do ?Otchłani? opisywane przez p. Roberta jawiło mi się niczym przygoda, wiadomo, że postapokalipsa opiera się na głównie na fikcji, ale nikt nie zaprzeczy temu, że pod Wrocławiem ciągną się całe kilometry kanałów. Fakt, że większość opisywanych w książce miejsc istnieje naprawdę sprawia, że podczas lektury towarzyszy dodatkowy dreszczyk emocji. Choć autor zdecydowanie odradza wyprawy śladami bohaterów. Opisywane miejsca istnieją naprawdę, ale niekoniecznie znajdują się tam, gdzie zostały umiejscowione w ?Otchłani?, nie wszystkie informacje są bowiem jawne i mogły zostać w książce wiernie odwzorowane. Z resztą, jak wspomniał p. Szmidt podczas takiej wyprawy kanałami ?można zginąć, więc nie warto się tam pchać?.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  16. Artius
    Prezentujemy wielki finał trylogii J.R.R Tolkiena. Serdecznie zapraszamy do lektury recenzji trzeciego tomu "Powrót króla". Zapewniamy, że czeka na Was moc emocji. Jedna z tych lektur, które wciągają bez reszty i aż żal odkładać je na półkę.




    Rozpoczyna się Wojna o Pierścień. To jedno zdanie zdradza czytelnikowi praktycznie wszystko, co go czeka w finałowym tomie. Nadszedł czas wielkich bitew i poświęceń w imię wyższej sprawy, jaką niewątpliwie są losy całego Śródziemia. Ciemność rośnie w siłę i nie cofnie się przed niczym, żeby odzyskać utraconą potęgę. I choć w wielkiej bitwie na polach Pelennoru ginie król Rohanu i Wódz Upiorów, nie jest to koniec walk. Najważniejsza z nich rozegra się tam, gdzie bohaterowie nie mają najmniejszych nadziei na zwycięstwo. Aragorn prowadzi armię aż pod Czarną Bramę, chcąc odwrócić uwagę Władcy Ciemności od poczynań Forda, który jest coraz bliżej Góry Przeznaczenia. Brzemię, jakim jest Jedyny Pierścień, nie daje o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Rodzi się pytanie, czy Powiernik da radę sprostać powierzonej mu misji.
    I choć zakończenie dla nikogo nie będzie zaskoczeniem akurat w przypadku tej trylogii nie ma to najmniejszego znaczenia. Przy książkach pana Tolkiena nie sposób się nudzić, a "Władca Pierścieni" jest tego najlepszym i chyba najsłynniejszym przykładem. Jedyne, do czego można mieć żal, to do tego, że "Powrót króla" kończy naszą przygodę z Bractwem Pierścienia. Jednak ich los, tak jak i niezwykły język, jakim operuje pisarz pozostaną z czytelnikiem na długo po zakończeniu przygody.
    Tom, jak nietrudno się domyślić po poprzednich recenzjach, pochodzi z nowego wdania, które ukazało się niedawno nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Ciemne okładki z ilustracjami pięknie oddającymi klimat każdego tomu bardzo ładnie komponują się razem na półce. Nowe wydanie z pewnością będzie cieszyć oczy wielu fanów fantastyki i nie tylko.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  17. Artius
    Święta zbliżają się wielkimi krokami, nie da się nie zauważyć wypełniających się witryn sklepowych i ozdób zdobiących miasta. Z myślą o zbliżających się świętach chcemy podarować wam trzy pakiety książek. Niezależnie czy postanowicie zatrzymać je dla siebie, czy podzielić się nimi z bliskimi, życzymy wszystkim dobrej zabawy i wielu magicznych chwil podczas ich lektury!



    Nagrody:
    Pakiet dla niej
    "Porządek rzeczy" oraz "Czerwień obłędu" to pozycje, które w szczególności powinny spodobać się paniom.



    Pakiet dla niego
    Dla męskiego grona czytelników wybraliśmy książki: "Nadchodzi diabeł" i "Tropikalne piekło".



    Pakiet dla dzieci
    Nie zapomnieliśmy także o najmłodszych, którzy powinni świetnie się bawić z książkami "Tomek Łebski ma (chrapkę na) smakołyki" i "Silver. Powrót na Wyspę Skarbów".



    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  18. Artius
    Czy w dwutomowej mandze opowiadającej historię dwójki młodych ludzi można zawrzeć pytania na temat tego kim jesteśmy i dokąd zmierza ludzkość? W dodatku w taki sposób, że czytelnik nie może wyjść z zachwytu nie tylko nad pomysłem, ale i wizją autora? Czy idealny świat wyspy Pirito rzeczywiście pozbawiony jest wad? Czy chłopiec powołany do spełnienia planu Boga może zaznać w życiu szczęścia, a może jest jedynie skazany na to by ranić bliskie mu osoby? Zapraszam do lektury wyjątkowej, dwutomowej pozycji, w której każdy szczegół, niczym w misternej łamigłówce, ma swoje znaczenie. Przedstawiam "Muzykę Marie" autorstwa Usamaru Furuya.



    Pipi i Kai to dwójka nierozłącznych przyjaciół. Bohaterów poznajemy jeszcze jako dzieci, obserwując jak dorastają, dzieląc między sobą smutki, radości i marzenia, jednocześnie poznając miejsce w którym żyją i ich mieszkańców. Pirito to jedna z wielu wysp, której mieszkańcy współpracują ze sobą, wymieniając się produkowanymi przez siebie dobrami. Miasto Atelier, w którym mieszkają nasi bohaterowie, specjalizuje się w wytwarzaniu urządzeń, które ułatwiają pracę i codzienne obowiązki, a przy tym trudno odmówić im niezwykłego piękna. Będąc jednocześnie rzemieślnikami i artystami, mieszkańcy Pirito wiodą proste, szczęśliwe życie, dzieląc je między pracę, rodzinę i wiarę. Ta ostatnia jest szczególnie ważna. Nad wszystkimi bowiem czuwa tytułowa Marie. Zesłana przez Boga, by czuwać nad ludźmi, przemierzająca niebo kobieta-maszyna. Kai obdarzony niezwykłym słuchem, jako jedyny słyszy muzykę, która wydobywa się z wnętrza Marie. Czy to za jej sprawą wpływa ona na ludzi, sprawiając iż Pirito przypomina utopijną wizję, niemalże Raju? Miejsca pozbawionego zła, gdzie ludzie żyją w pokoju?



    Świat wykreowany przez autora cechuje nie tylko niezwykłe piękno, ale i oryginalność. Towarzysząc dwójce bohaterów w ich codziennych sprawach, poznajemy nie tylko zwyczaje, ale i kulturę oraz wiarę mieszkańców Pirito i sąsiednich wysp. I choć każda z nich przypomina oddzielny świat, dopiero razem, współpracując, niczym idealna maszyna, ich mieszkańcy zapewniają sobie życie w dobrobycie. Nad całym tym szczęściem czuwa zaś Marie, do której modlą się mieszkańcy. Misternie zbudowany świat, z każdą stroną odkrywa przed czytelnikiem swoje sekrety, jednak z czasem, zdawałoby się na pozbawionej wad wizji autora dostrzegamy rysy, sugerujące iż pozorne szczęście, które dotknęło ludzkość, ma swoją cenę. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, iż poniekąd zostało one wymuszone na ludziach, nie pozostawiając im możliwości wyboru.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  19. Artius
    Nie od dziś wiadomo, że przez gry można przyswajać wiedzę, a przy tym dobrze się bawić. Jeżeli szukacie takiego tytułu, bądź po prostu pragniecie pozycji, która zapewni wam szybką, emocjonującą rozgrywkę ?Rzymianie do domu!? od wydawnictwa Trefl z pewnością przypadnie Wam do gustu.



    Informacje o grze:
    Tytuł: Rzymianie do domu!
    Wydawca: Fabryka Kart Trefl-Kraków
    Rok wydania: 2015
    Liczba graczy: 1-4
    Wiek graczy: 10+
    Czas gry: około 10 minut
    Język: polski
    ?Rzymianie do domu!? to nie wariancja na temat przygód Asterixa i Obelixa, choć ogólna koncepcja jest podobna. Wcielamy się w kaledońskich wodzów, którym obecność Rzymian, na ich rodzinnych ziemiach wyraźnie jest nie w smak. Bierzemy więc sprawy w swoje ręce i przechodzimy do ataku by wypędzić niechcianych najeźdźców. Odbicie ziem rozpoczynamy od Muru Hadriana, który ciągnie się przez całą szerokość wyspy, od Morza Północnego do Irlandzkiego. Czeka Nas więc niełatwe zadanie, ale nie martwcie się, jedyne co na Was czeka to dobra zabawa. Gra jak widać po tym krótkim opisie ma solidne podłoże historyczne i być może ciekawa rozgrywka zainspiruje graczy do zagłębienia się w historię tytułowych Rzymian i dzielnych Kaledończyków.



    Wydanie cechuje niewielki, bardzo poręczny format, dzięki któremu grę można spokojnie spakować na wakacyjną wyprawę i cieszyć się nią w trakcie wyjazdu, nie martwiąc się, że zajmuje miejsce w plecaku. W pudełku z grą znajdziemy komplet 54 kart i niewielką instrukcję, która napisana jest w prosty i przejrzysty sposób. Po jednokrotnym, góra dwukrotnym przeczytaniu, nikt nie powinien mieć problemu z rzuceniem się w wir rozgrywki. Na dodatkowej karcie znajdziemy również reklamę innego tytułu wydawnictwa Trefl, mianowicie Ranczo Party, który już niedługo Wam przybliżymy.



    Wracając do rozgrywki, jest ona bardzo prosta i dynamiczna. Każdy gracz otrzymuję talię kart jednego z czterech klanów. Na każdy klan składa się 9 wojowników, różniących się siłą ataku i umiejętnością. Poza klanami otrzymujemy również 18 kart reprezentujących Mur Hadriana. Na każdej karcie znajduje się wartość reprezentująca punkty zwycięstwa i specjalna zdolność muru.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  20. Artius
    Już tylko dni dzielą czytelników od premiery wyczekiwanej kontynuacji ?Startera? Lissy Price. Losy młodej dziewczyny, zmuszonej do wypożyczania własnego ciała, tajemniczy Stary Człowiek skrywający twarz za niezwykłą maską i walka z niesprawiedliwym systemem, były dopiero początkiem. ?Ender? zaś ma przynieść odpowiedzi na wszystkie niedokończone w poprzedniczce wątki oraz wyjawić to na co z pewnością wszyscy czekają. Kim jest Stary Człowiek? Jeżeli jesteście tego ciekawi równie mocno jak ja, zachęcam do wyczekiwania na premierę książki, naprawdę warto.



    Callie po zniszczeniu Prime Destination teoretycznie może cieszyć się spokojnym życiem. Skończyła się walka o przetrwanie na ulicy, a ona, jej młodszy brat Tyler i przyjaciel Michael mieszkają w okazałej rezydencji, zapisanej im przez renterkę Helenę, która nie tak dawno wynajmowała ciało dziewczyny. Teoretycznie, ponieważ co jakiś czas w głowie Callie odzywa się znienawidzony głos Starego Człowieka, a do tego nawiedzają ją wspomnienia z życia Heleny. Jakby tego było mało były szef banku ciał demonstruje do czego jeszcze może służyć umieszczony w głowach Starterów chip zamieniając znajomą dziewczyny w żywą bombę. Dopóki ten niewielki kawałek metalu znajduje się w ich głowach nigdy nie będą bezpieczni. Czy jest szansa by pozbyć się chipa i na powrót cieszyć upragnioną wolnością? Callie użyje wszystkich sił, by się tego dowiedzieć.
    Akcja ?Endera? pędzi do przodu w zawrotnym tempie, wrzucając bohaterów i czytelnika naprzeciw coraz to nowym niebezpieczeństwom. Język jakim posługuje się autorka jest prosty i sprawia, że całość czysta się niezwykle płynnie. Ogromnym plusem jest także rezygnacja, z jakże wtórnego w tego typu powieściach, wątku romantycznego. Lissa Price pokazuje, że podczas walki o własną wolność i dobro bliskich osób człowiek jest w stanie skupić się na wyższych sprawach niż problemy sercowe, a ważniejsze od miłości okazuje się zaufanie wobec drugiej osoby. I wielkie brawa jej za to. Bo choć główna bohaterka nie jest pozbawiona uczuć wie kiedy i na co jest pora i potrafi się skupić na powierzonym zadaniu, zamiast zastanawiać się na kim jej bardziej zależy.



    A skoro już mowa o bohaterach czeka nas spotkanie zarówno z tymi znanymi ze ?Startera? jak i zupełnie nowymi, choć nie mniej interesującymi. Callie, nadal pozostaje główną bohaterką i narratorką całej historii. Jej zachowanie niewiele się różni od tego co pokazała czytelnikom podczas walki z Prime Destination. To waleczna i troskliwa młoda dziewczyna, gotowa do wielu poświęceń dla swoich bliskich. Michael, przyjaciel Callie, który opiekował się Tylerem w ?Starterze? odegra teraz znacznie ważniejsza rolę, choć i tak będzie musiał ustąpić pola nowemu bohaterowi. Hyden, również Starter, który uratuje Callie i w raz z nią będzie wałczył o wolność dla wszystkich Metali (jak nazywani będą Starterzy z chipami), będzie wiódł niewątpliwie pierwsze skrzypce jeżeli chodzi o męską postać w ?Enderze?. Jego osoba przykuje uwagę czytelnika chociażby informacją, że okaże się on być synem znienawidzonego Starego Człowieka. Czy bohaterka będzie mogła mu zaufać? W końcu jak mówi przysłowie niedaleko pada jabłko od jabłoni. O tym i o wielu innych sprawach będziecie musieli przekonać się sami.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  21. Artius
    Sięgając po Księgę Pierwszą Kronik Jennifer Strange, zatytułowaną ?Ostatni Smokobójca?, czytelnika uderza nie tylko oryginalna okładka czy ciekawy opis, ale także nawiązania do znanych i lubianych serii oraz twórczości takich pisarzy jak J.K. Rowling, Terry Pratchett, czy Agatha Christie. Co powstało z takiej nietypowej mieszanki? Czy cykl ma szanse zaskoczyć czytelnika czy jedynie stanowi podgrzane smoczym ogniem sprawdzone przez innych pomysły? Gorąco zapraszam do wspólnej lektury opowieści o ostatnim smoku i jego zabójcy.




    ?Dwoje ludzi próbowało mnie zabić, grożono mi więzieniem, dostałam szesnaście propozycji małżeństwa, zostałam wyjęta spod prawa przez króla Snodda. To wszystko i jeszcze więcej stało się w zaledwie kilka dni. Nazywam się Jennifer Strange.? Pierwsza strona historii stanowi nie tylko zapowiedź ale i poniekąd streszczenie tego co czeka nas wewnątrz książki. Przygody Jennifer Strange należą do jednych z najbardziej zwariowanych, przepełnionych absurdalnym, ale w tym pozytywnym znaczeniu, humorem jakie przyszło mi czytać. Bo czy sięgając po historię, której trzonem jest misja zgładzenia smoka, spodziewacie się emerytowanych, zdziwaczałych magów zajmujących się wymianą instalacji elektrycznej, przepychaniem rur kanalizacyjnych bądź pozbywających się szkodników z ogrodu? A może szalonej jazdy kuloodpornym roll-royce?em w kierunku Smoczych Ziem opędzając się przy tym od chciwego króla, tłumu dziennikarzy i przedstawicieli handlowych pragnących podpisać z wami kontrakt na reklamowanie napoju Bąbelki? Zapewniam Was, że to dopiero początek prawdziwej góry lodowej, którą przyszykował dla Was autor.
    Cała przygoda zaczyna się z pozoru niewinnie, szesnastoletnia Jennifer Strange, znajda wychowana przez Błogosławione Służki Homara, obecnie przewodnicząca Kazam ? firmy zrzeszającej osoby władającej magią, przyjmuje pod swoje skrzydła znajdę, która kiedyś ma ją zastąpić. Niestety w czasie, gdy powinna przekazywać mu wiedze jak postępować z często zdziwaczałymi, unoszącymi się honorem czarodziejami i czarownicami, po kraju rozchodzą się wieści i prorocze wizje o zbliżającej się śmierci ostatniego smoka. Jednocześnie wokół rośnie magiczna energia, co tylko potęguje zamieszanie i szał jaki ogarnął ludzi na te wieści. Każdy bowiem pragnie zgarnąć dla siebie część zajmowanej przez smoka ziemi. Nie jest to bynajmniej koniec problemów bohaterki, bowiem okazuje się iż to ona jest ostatnim Smokobójcą. Czy wspierana przez ukochanego Kwarkostwora oraz przyjaciół poradzi obie z nową funkcja i odpowiedzialnością jaką na nią spadła? Przekonacie się podczas lektury.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  22. Artius
    ?Boss Monster to prawdziwie szalona mieszanka strategicznej i przygodowej gry karcianej inspirowana klasycznymi grami wideo. Czy jesteś wystarczająco złym typem, aby zostać największym bossem?? ? niezwykle interesujący fragment opisu skusił mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Czy obietnice zawarte w nim w połączeniu ze świetną oprawą wizualną porwą każdego gracza? Czy budowanie własnego lochu za pomocą kart ma dzisiaj sens? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, to zapraszam was do lektury recenzji gry ?Boss Monster?, od wydawnictwa Trefl.




    Boss Monster to nietypowa gra karciana, której tematem przewodnim jest budowanie podziemi. Nie, nie przejęzyczyłem się. Gra ta bowiem odchodzi od utartego schematu eksploracji lochów i pokonania złego potwora. Tutaj to my jesteśmy na końcu podziemi i to nas muszą pokonać. Aby nie wprowadzać większego zamieszania, zacznijmy od początku.



    Zasady zwycięstwa na pierwszy rzut oka wydają się banalnie proste. Celem każdego z graczy jest zebranie 10 dusz, które zdobywa się poprzesz anihilację wrogich bohaterów wkraczających do czeluści naszych lochów. Co ważne trzeba uważać, aby przy okazji samemu nie zostać zabitym. Prosty loch, stos kart, mrowie bohaterów. Dla niektórych może to brzmieć zbyt banalnie, lecz niech nie zmylą was pozory. Ta gra jest bardziej rozbudowana niż się wydaje.



    Dostępne karty zostały podzielone na kilka kategorii, z czego każda rządzi się swoimi prawami. Tak więc mamy karty bossów, komnat, czarów, bohaterów i legendarnych bohaterów. Na początku rozgrywki każdy z graczy startuję z jedną, losową kartą bossa, pięcioma kartami komnat i dwoma kartami zaklęć. Z tego szaleńczego zestawu początkowego musimy odrzucić 2 kartoniki, aby móc zacząć budowę osobistej fortecy. Aby nie zanudzać was szczegółami od razu powiem, że wszystko jest przejrzyście sformułowane w instrukcji. Chodzi mi oczywiście o jej pełną wersje, gdyż skróconą radzę stosować jedynie jako szybką ściągawkę.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  23. Artius
    Jaka byłaby Wasza pierwsza myśl, gdyby ktoś zaproponował Wam wyprawę przez kraj zaczynając od punktu wysuniętego najbardziej na południu do punktu położonego najdalej na północy i to w ciągu zaledwie trzydziestu dni? Osobiście powiedziałabym: „Szaleństwo!” i porzuciła dalsze rozważania nad tego typu projektem. Jednak jak się okazuje nie miałabym racji. Choć nie tylko o własnych stopach, ale także korzystając z innych środków lokomocji taka wyprawa została zrealizowana. Co można zobaczyć w ciągu trzydziestu dni wędrówki przez nasz ojczysty kraj? Jakie przygody niosła ze sobą taka wyprawa? A przede wszystkim czy była ona czymś więcej niż „zaliczeniem” na czas wytyczonej wcześniej trasy? Jeżeli choć trochę Was to zaintrygowało zapraszam do wspólnej lektury dziennika z podróży i przewodnika po trasie pokonanej podczas projektu Polska Południe-Północ w 30 dni.  

          Książka, tak jak można przeczytać na okładce, stanowi dziennik i przewodnik z wyprawy, nie jest to jednak wyłącznie sucha relacja z tego gdzie danego dnia zaszli uczestnicy wyprawy i co po drodze widzieli, a żywe, pełne emocji wspomnienia z przeżytych przygód. Chyba żadne inne słowo lepiej nie oddaje tego co przeżyli uczestnicy projektu PPP30. Bo choć poruszali się oni według ustalonej wcześniej trasy nie trzymała ona ich w ścisłych ryzach, wręcz przeciwnie nie raz błądzili, odkrywali nowe, nie będące punktami programu miejsca. I jak nie trudno się domyślić, te odkryte całkowicie przez przypadek zakątki Polski, nie raz okazywały się o wiele bardziej ciekawe niż atrakcje, o których można przeczytać w przewodnikach turystycznych. Opisy tych właśnie miejsc, napotkanych na trasie ludzi i przeżytych przygód to główny trzon lektury, dodatkowo uzupełniony istną kopalnią wiedzy i ciekawostek zarówno tych historycznych, geograficznych, jak i przemyśleń samych autorów. Dodatkowo lektura wzbogacona jest o dane GPS, kody QR, mapy i przepisy, tak, że każdy dociekliwy czytelnik może na własną rękę poszukać dodatkowych informacji.  
     
          Tym co w książce urzekło mnie najbardziej było ukazanie Polski takiej jakiej wielu z nas nie zna. Wiele z opisanych przez autorów miejsc pozostaje znanych wyłącznie okolicznym mieszkańców, a przez cała resztę jest omijanych w drodze do bardziej popularnych atrakcji. A właśnie w takich zdawałoby się zapomnianych miejscach kryje się największy urok. Co ciekawego może kryć się w budynkach nieczynnych zakładów zbożowych w Kozłowie? Jaka jest historia Rogowskiej Kolei Wąskotorowej? Jakie emocje niesie ze sobą nocna wyprawa wśród Kamiennych Kręgów w Odrach? Przyznam szczerze, że po lekturze „Polska Południe-Północ w 30 dni” mam ogromną ochotę poczuć magię tych miejsc na własnej skórze. A to tylko nieliczne przykłady z tego co autorzy zobaczyli podczas własnej wędrówki.

    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  24. Artius
    Zapewne każdy z Was słyszał o grze Minecraft, która zdobyła miliony fanów na całym świecie. Dla wszystkich tych, którzy pokochali ten trójwymiarowy świat, złożony z dużych przypominających cegły bloków, dających graczom nieograniczone możliwości tworzenia najróżniejszych konstrukcji, jak i dla tych, który dopiero zagłębią się do świata Minecrafta, gorąco zapraszamy do udziału w naszym kolejnym konkursie! Wystarczy jedynie odrobina wyobraźni. Życzymy wszystkim dobrej zabawy



    Zadanie konkursowe:
    Minecraft - niezwykły, tętniącym życiem świat zbudowany z kwadratów. Jeżeli jesteś kreatywny i pomysłowy, masz otwarty umysł, trochę wolnego czasu i chęci możesz w nim stworzyć praktycznie wszystko. Jeżeli niezależnie od wieku lubisz tworzyć i masz słabość do budowy z klocków - serdecznie zapraszamy do udziału w konkursie. Tematem przewodnim konkursu jest logo wydawnictwa Arkady w świecie Minecrafta. Czekamy na wasze prace graficzne wykonane w dowolnej formie, może to być screen z gry, zdjęcie budowli z klocków lego, rysunek ? ważne żeby przesłać nam prace w formacie JPG (ważąca nie więcej niż 10 MB).
    Więcej informacji na blogu zewnętrznym.
  25. Artius
    W literaturze rzadko można spotkać naprawdę interesującą i przy okazji unikatową historię. Każda posiada jakieś elementy, które już gdzieś przecież widzieliśmy. Cała magia polega na tym, aby ukazać naszą opowieść w taki sposób, aby zataić powielane schematy, a na pierwszy plan wypchnąć nasze atuty. Czy pomimo takiego natłoku w literaturze jest jeszcze szansa na ukazanie się nowatorstwa i nietuzinkowości? Czy sprytne zagrania w połączeniu z niezwykłym pomysłem mogą sprawić, że nasze dzieło stanie się tym unikatowym? Jeżeli tak jak ja chcecie się dowiedzieć, czy istnieje skuteczna, magiczna receptura sukcesu, to zapraszam serdecznie do lektury dzieła Laury Łabno pt. ?Pan Żywiołów?.




    Głównym bohaterem z którym przyjdzie nam, w głównej mierze, przeżywać przygody jest piętnastoletni Dany McCollguth. Po niewyjaśnionej, tragicznej śmierci swojej matki osierocony chłopak trafia do swoich dalekich krewnych, którzy sprawują nad nim opiekę. Już od najmłodszych lat bohater musi polegać wyłącznie na sobie i własnych umiejętnościach. Podczas lektury nie dowiadujemy się niczego szczególnego na temat jego życia u ?rodziny zastępczej?, jednak można śmiało założyć, że doskonale potrafi o siebie zadbać. Wraz z postępem lektury i rozwojem fabuły Dany przeżywa widoczną metamorfozę mentalną. Zaryzykuje tutaj stwierdzenie, że momentalnie dorasta do spraw, które przerosły by niejednego dorosłego. Szybki rozwój jest tutaj potrzebny, gdyż niezdecydowanie i ślamazarność bohatera mogłyby jedynie zniszczyć to, co autorka tak skrzętnie stara się nam ukazać. Dany w roli głównego bohatera sprawdza się nad wyraz intuicyjnie. Pomimo widocznych schematów i porównań z postaciami innych autorów posiada w sobie coś wyróżniającego. Osobiście nie widzę na tym miejscu nikogo innego.
    Parę słów pragnę poświęcić postacią pobocznym, na które natkniemy się podczas naszych wspólnych przygód. Na tym polu autorka nie zaszalała, jednakowo nie są to typowe zapychacze. Postacie posiadają swoiste cechy wyróżniające, lecz są to naprawdę schematyczne wybory, które tylko w jakiś sposób wybijają je do góry. Autorka mogła dopracować bardziej ten element, jednak należy pogratulować jej tego, iż nie poszła na łatwiznę z wykorzystaniem armii klonów. Pomimo tego da się znaleźć w tej grupie parę postaci, które zainteresują czytelników swoimi charakterami.
    Fabuła przedstawiona na łamach książki jest ekstremalnie wartka. Nie są to wyłącznie przechwałki. Podczas lektury nie znajdziemy chwili odpoczynku, więc warto zarezerwować trochę wolnego czasu na delektowanie się nią. Historia pomimo braku zawiłości jest zwarta i logiczna, co tylko pozytywnie wpływa na komfort czytania. Wątki pasują do siebie i w większości są dokładnie wyjaśnione. Na tym polu autorka postarała się, widać że włożyła sporo czasu w kreację fabuły. Czuć co prawda lekki powiew powtarzalności, lecz oprawa została wykonana w taki sposób, iż owe niedogodności są skutecznie zamaskowane przez pryzmat pomysłowości pani Laury. Można przyczepić się do niewyjaśnionych kwestii, choć dla mnie to idealna furtka dla powstania kontynuacji, za co trzymam mocno kciuki.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
×
×
  • Utwórz nowe...