Skocz do zawartości

Artius

Moderatorzy
  • Zawartość

    7050
  • Rejestracja

  • Wygrane dni

    2

Wpisy blogu napisane przez Artius

  1. Artius
    ?Średniowieczna zagadka kryminalna! Powieść w duchu Imienia róży Umberta Eco.? ? głosi krzykliwe hasło znajdujące się na tylnej okładce. Widując często podobne slogany mam ochotę skonfrontować teorię z praktyką. Tym razem nie mogło być inaczej i książka ta trafiła do moich rąk. Czy fabuła zawarta w powieści rzeczywiście dorównuje tej z książki `Umberta Eco? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywają zranione uczucia, oraz duma? Czy Hugo z Tarsu rozwikła skomplikowaną zagadkę zesłaną przez los? Jeżeli pragniecie się tego dowiedzieć, to zapraszam was do lektury "Ludzi Wiatru" autorstwa Viviane Moore.





    Na samym początku tej recenzji parę słów pragnę poświęcić barwnemu opisowi, który znajduje się na tylnej okładce. Sposób w jaki przyciąga on potencjalnego czytelnika jest tak nachalny, że trudno mu się oprzeć. Pomijając wszelkie kwestie marketingowe muszę z przykrością stwierdzić, że dawno nie dałem się tak podejść. Łącząc wspomniany przed chwilą malowniczy opis z niesamowitą okładką, otrzymujemy idealne narzędzie wabiące. Szkoda tylko, że powołanie to nie jest do końca zgodne z prawdą. Aby nie tworzyć jeszcze większego zamętu przyjrzyjmy się bliżej kluczowym kwestiom.
    Głównymi bohaterami tego tomu, o ile można ich tak nazwać, są mistrz Hugo z Tarsu, oraz jego nieodzowny towarzysz Tankred. Duet poznajemy w chwili przybycia do nadmorskiego zamku Pirou, gdzie rozpoczyna się prawdziwa akcja. Mistrz jak i uczeń nie wyróżniają się niczym szczególnym na tle podobnych postaci literackich. W owej powieści odznaczają się na pierwszy rzut oka. Specyficzny ubiór, nietypowe pochodzenie wzbudzające podejrzenia, niespotykany styl bycia. To właśnie za sprawą ogromnej indywidualności owe postacie wyłaniają się z tłumu pozostałych. Nie sposób odmówić im nietuzinkowych charakterów, które widoczne są gołym okiem podczas lektury. Autorka w pewien sposób wykorzystał innowacyjne rozwiązania, lecz tak silne oparcie wiodącego duetu na sprawdzonych rozwiązaniach nie było dobrym pomysłem. Czuć wyraźny niesmak.
    Niewiele dobrego można powiedzieć o pobocznych postaciach, gdyż ich nijakość i płytkość poraża z daleka. To typowe manekiny, kukły, które mają za zadanie wykonać polecone rozkazy. Trudno doszukiwać się w nich krztyny charakteru, czy głębi. Autorka poległa sromotnie na tym polu. Jestem szczerze przekonany, że to właśnie ten element najbardziej przeszkadzał mi podczas lektury. Wielka szkoda, gdyż zmarnowany został ogromny potencjał.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  2. Artius
    ?Łzy Diabła to Afganistan Magdaleny Kozak i jej doświadczenia z misji wojskowych w tym kraju, przeniesione do odległego fantastycznego świata i podane w formie pasjonującej epickiej historii?- wszystko co zawarte jest w tych słowach zgadza się z książką w stu procentach. Krew, honor, oddanie ? te cechy powinien posiadać każdy żołnierz oddany sprawie. Co jednak, jeżeli oblicze wojny przybierze bardzo niespodziewany obrót? Genialny plan pokonania wroga, który w jednej chwili rozsypuje się niczym domek z kart jest najmniej oczekiwaną rzeczą na linii frontu. A może to wcale nie jest przypadkowe wydarzenie i wszystko toczy się według niezapisanych nigdzie reguł? Jeżeli chcecie się dowiedzieć, jak wygląda prawdziwe piekło wojennego oblicza, to serdecznie zapraszam do lektury książki Magdaleny Kozak pt. ?Łzy Diabła?.
    Miejscem akcji książki jest planeta Dżahan, znajdująca się gdzieś w odległej galaktyce. Planeta zamieszkiwana jest przez niezwykle rozwiniętą cywilizację, która posiada własne wierzenia, prawa, czy też religię. Pomimo swojej wspaniałości brakuje im tylko jednej rzeczy do pełni szczęścia. Chodzi tutaj oczywiście o zaawansowaną technologię. Dzięki pomocy Obcych z planety Ziemia, mieszkańcy Dżahanu mają jej pod dostatkiem, w zamian za specyficzne zboże uprawiane na planecie. Czars, bo o nim mowa jest niezwykle istotny w pertraktacjach handlowych. To z niego wytwarzany jest silny narkotyk, ? Łzy Diabła?, od którego uzależniona jest cała ludzkość.
    To właśnie przez to silne uzależnienie gospodarki Farji od transportu Czarsu następują kolejne wydarzania opisane w książce. Młody królewicz Izaat zostaje wysłany przez ojca na wyprawę wojenną, której celem jest wytyczenie strategicznego szlaku transportu Czarsu. Rusza on przeciwko niezwyciężonym od wielu lat ?Wysokim?, więc zadanie stawiane przed młodym księciem wcale nie jest łatwe. Od sukcesu Izaata zależą bowiem losy całego kraju. Jest to swoisty rytuał przejścia, moment w którym musi udowodnić, że jest godzien nosić koronę po swoim ojcu. W moim przekonaniu nie jest to nowa koncepcja, tylko sprawdzony pomysł z przestrzeni wieków, który dobrze aklimatyzuje się w realiach książki.
    Po drugiej stronie barykady jak i całej historii znajduje się Znajda, pastuch bez pamięci i człowiek znikąd. W wyniku bardzo tajemniczych i niezwykłych splotów wydarzeń, ten prosty mieszkaniec staje się Mścicielem z pól, członkiem elitarnej grupy ?Skorpionów?. Jego głównym zadaniem jest walka z królewskimi wojskami dla dobra ?sprawy?. W mojej ocenie osoba Znajdy, oraz jego towarzyszy jest upiększonym obrazem Afgańskiej bojówki. Czytając o dokładności ich planów, wszystkich przygotowaniach można mieć pewność, że autorka bardzo dogłębnie zna się na przedmiocie sprawy. W każdym bądź razie ma o tym bardzo wiarygodne i rzetelne informacje.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  3. Artius
    „Niezwykła historia o Wiecznej Puszczy, metafizyce, alchemii oraz spotkaniu z tajemnicą. Opowieść o podróży w najodleglejsze ludzkiemu rozumowi obszary. W tę podróż zabiera nas urocza druidka Avea. Odważna, pewna siebie, o intrygujących zainteresowaniach i równie interesujących zdolnościach. Z nią przemierzamy świat żywych i umarłych.” – niezwykle chwytliwy opis znajdujący się na okładce szybko przekonał mnie do sięgnięcia po to dzieło. Czy obiecujący tytuł ma szansę wybić się z grona sobie podobnych książek? Czy Avea poradzi sobie z przeciwnościami losu? Na te oraz inne pytania odpowiedzi znajdziecie w dziele Anny Grądzkiej pt. „Magia Ziemi”. 
     
         Główną bohaterką tego tytułu jest młoda druidka o imieniu Avea. Ta urocza dziewczyna zamieszkuje wraz z innymi druidami okoliczne lasy, tworząc swoistą, niezależną kulturę. Pomimo swojego piękna, sprytu i niezwykłego umysłu dziewczyna posiada niesamowitego pecha i dar wpadania w kłopoty, przez co niejednokrotnie byłem świadkiem różnych, ciekawych sytuacji z jej udziałem. Po wstąpieniu do armii dziewczyna przeżywa wiele niesamowitych przygód i tak, z przysłowiowej fajtłapy, staje się jedną z najpotężniejszych osób w mieście, chociaż sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Ten przyspieszony rozwój nie jest w żaden sposób uzasadniony, bohaterka zmienia się w zależności od sytuacji, co psuje obraz całości. Zamiast druidki kochającej naturę otrzymujemy kogoś zupełnie innego.

         Autorka oprócz głównej bohaterki postawiła na drodze czytelników wiele interesujących postaci, które zachwycą każdego z Was. Ciężko wymienić wszystkich, lecz zwady na linii elfio–krasnoludzkiej to typowe dla tego gatunku smaczki. Nie brakuje oczywiście rodowych powiązań, tajemniczości oraz ogólnie pojętej epickości. Mimo wykorzystania utartych schematów, poboczne postacie naprawdę trzymają poziom.
     
         Świat przedstawiony w tym tytule pomimo swojego ogromu jest niebywale płaski. Ten niewykorzystany potencjał zostaje spotęgowany brakiem jakichkolwiek, większych opisów przyrody czy czegokolwiek. Szkoda, że autorka zrezygnowała z nich, całość na pewno nabrała by głębi i charakteru. Pomimo tego nie mogę powiedzieć, że ta niesamowita przygoda mi się nie spodobała. Pomimo braków widać tutaj kilka aspektów, które wpływają pozytywnie na odbiór tytułu.   Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  4. Artius
    Magiczne światy w dalszym stopniu cieszą się ogromną popularnością. W końcu kto nie chciałby zostać czarodziejem, magiem czy inną osobą, która poznała arkana sztuki magicznej? Kto z nas nie czekał na swój własny list do Hogwartu? Nazwa owej magicznej szkoły nie pojawia się tutaj przypadkowo, bowiem za sprawą wyobraźni dwóch świetnych autorek: Holly Black i Cassandry Clare przyjdzie nam udać się do równie niezwykłej szkoły, gdzie kształcą się młode pokolenia obdarzonych mocą dzieci. Co jednak gdy głównym bohaterem zostanie osoba, która za wszelką cenę pragnie uciec z powrotem do swojego normalnego, cudownie zwyczajnego życia? Serdecznie zapraszam do lektury recenzji pierwszego tomu „Magisterium”.  
     
    „Ogień chce płonąć,
    Woda chce płynąc,
    Powietrze chce się unosić,
    Ziemia chce wiązać,
    Chaos chce pożerać.”
        Callum Hunt od dziecka wychowywany był w strachu przed magią. Opiekujący się chłopcem ojciec, który panicznie bał się, że jego obdarzone magicznymi mocami dziecko, tak jak on niegdyś, trafi do podziemi Magisterium – szkoły, gdzie młode pokolenia uczono władać i kontrować pięć żywiołów: ogień, wodę, powietrze, ziemię i chaos, robił wszystko by wpoić ten strach również swojemu synowi. Gdy nadszedł dzień Próby Żelaza, magicznego testu, na podstawie, którego wybierano nieliczną grupkę dzieci, która miała zacząć pobierać naukę tajników magii, Call robił wszystko by go oblać. A jednak mimo najszczerszych chęci i najgorszego wyniku trafia tam, gdzie nie chciał być. Co zwycięży w chłopcu: chęć ucieczki do normalnego życia, czy może nowo odkryte umiejętności i możliwości jakie daje magia? Czy Magisterium okaże się miejscem z koszmarów, czy wręcz przeciwnie chłopak zacznie wątpić w rzekome prawdy wpajane mu od małego? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi czekają w podziemnych korytarzach szkoły czarów.  
        Poza Callem największa uwaga została skupiona na jego „kompanach” i przyjaciołach: Aaronie i Tamarze - choć nie dorównują oni głównemu bohaterowi, stanowiącemu najciekawszą postać w całej książce. Odrzucony przez rówieśników, kaleki chłopak, pragnący za wszelką cenę odrzucić magię ze swojego życia stanowi trzon historii, ale i postać, której po prostu nie da się nie lubić. Cała reszta bohaterów stanowi do niego dodatek, bądź determinuje w jakimś stopniu jego akcje. Niestety co za tym idzie, choć każdy ma do opowiedzenia swoja historię, wypadają one bladziej, niż pełen tajemnic chłopak.  
        Magisterium to szkoła magii, o której nie dowiadujemy się zbyt wiele. Położona pod ziemią, stanowiąca istny labirynt korytarzy i niezwykłych wydrążonych w skałach i ziemi sal, z pewnością jest miejscem równie niesamowitym co magicznym. Niestety wraz z bohaterami historii nie poznamy zbyt wielkiego obszaru szkoły. Praktycznie większość akcji zamyka się w tym samych korytarzach, pokoju trójki bohaterów i jednej sali lekcyjnej. Autorki nie wykorzystały w pełni potencjału jaki dawała im magiczna szkoła, jednak wynika to również ze sporych ograniczeń nałożonych na pierwszorocznych czarodziejów i pozostaje mieć nadzieję, że przyjdzie nam poznać Magisterium lepiej w kolejnych tomach.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.  
  5. Artius
    ?Mały bies" to przejmujące studium psychologiczne autorstwa rosyjskiego poety, prozaika i dramatopisarza Fiodora Sołoguba. Książka powstała w 1905 roku, jednak nadal nie przestaje zaskakiwać swoja treścią, a nagromadzenie zła i zepsucia w bohaterach powieści nie napawa optymizmem. Zapraszam do wspólnej lektury książki, która z pewnością odciśnie na Was swoje piętno.



    Arda­lion Pieredonow główny bohater powieści to prowincjonalny nauczyciel w gimnazjum. Człowiek, którzy nie wierzy w żadne wartości, a co gorsza wszędzie dopatruje się spisków oraz pomówień, które miałyby zaszkodzić mu w objęciu wymarzonej posady inspektora. Pogłębiająca się paranoja sprawia iż zachowania Ardaliona, a także otaczających go osób stają się coraz bardziej absurdalne i godne pożałowania.
    Wykreowany przez autora świat ? to miasteczko, w którym wszyscy drżą ze strachu przed donosami i pomówieniami, a ?papiery? decydują o losie człowieka. Ten zamknięty w sobie światek opiera się na fałszu i dwulicowości mieszkańców. Każdy bowiem patrzy tylko na własny interes i pod pretekstem pomocy drugiej osobie doszukuje się korzyści oraz sposobności do zdobycia coraz to nowszych plotek. Ponad wszystkim stoi zaś odległa, żeby nie powiedzieć momentami abstrakcyjna, moskiewska księżna, o której protekcje nieustanie dąży główny bohater.




    Arda­lion Pieredonow oczywiście nie jest jedynym bohaterem, który przyciągnie uwagę czytelnika. Ciekawych, choć w tym jak najbardziej negatywnym znaczeniu, indywiduów w powieści nie zabraknie. Barbara będąca po niekąd siostrą, ?tylko bardzo daleka, czwarta woda po kisielu, z taką można się ożenić?, po nikąd żoną Ardaliona udowadnia swoim zachowaniem jak bardzo można dać się upokorzyć, by tylko osiągnąć zamierzony cel. Barbara pozwala się poniżać, pluć na siebie, posuwa się do kłamstw i oszustw byleby tylko zatrzymać przy sobie ?przyszłego inspektora?, który o ironio nie może opędzić się od kobiet pragnących usidlić go więzami małżeństwa. Zaś Wołodina, częstego gościa w domu Barbary i Pieredonowa, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia czytelnik może okrzyknąć królem głupców. Są to tylko nieliczne przykłady wypaczonych osobowości, za pomocą których Sołogub odsłania najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy.
    Nowe wydanie, które ukazało się w zeszłym miesiącu nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka prezentuje się wyjątkowo ładnie: twarda oprawa opatrzona dodatkowo obwolutą i ilustracja na okładce wiernie oddająca charakter całej powieści z powodzeniem przyciągają uwagę spośród wielu innych pozycji.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  6. Artius
    ?Mały Książę? to powieść, której nie da się odmówić uroku, lecz nie wszystko zostało w niej dopowiedziane do końca. Plik tajemnic odkryty przypadkiem na strychu domu stał się szansą na wyjaśnienie wielu kwestii, a tym samym przeżycia nowych przygód z małym chłopcem. Fenomen tego odkrycia niewątpliwie ucieszy fanów i wielbicieli twórczości Exupery?ego. Czy skrywane przed światem losy Małego Księcia, Róży, Lisa i nieznanych do tej pory towarzyszy zawładną sercami czytelników? Czy publikacja tych notatek odmieni nasze spojrzenie na wiele istotnych kwestii? Czy przeżyjemy ponownie okres dziecinnego rozumowania? Jeżeli nie możecie się doczekać odpowiedzi na te pytania, to serdecznie zapraszam was do lektury ?Małego Księcia ze strychu? autorstwa Janusza Włodarczyka.




    Głównego bohatera tej książki chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest nim nasz stary znajomy, ze szkolnej lektury, mianowicie Mały Książę. To postać nad wyraz dorosła pomimo swojego wieku, radosna, rozumiejąca wiele przerastających go kwestii w sposób prosty. Podobnie jak w oryginale bohater skradł moje serce od pierwszych stron lektury. Nie sposób go nie pokochać. Jego charakterystyczny tok dziecinnego myślenia umożliwia nam czytelnikom ujrzenie wielu detali, na które nie zwracaliśmy do tej pory uwagi.
    Historie przedstawione na łamach stron są niepublikowanymi przygodami chłopca, które ukazują jego dalsze losy. Wyjaśnione zostaną kluczowe kwestie dotyczące wielu wątków, które do tej pory pozostawały bez znaczącej odpowiedzi. Wspólnie zwiedzimy najbliższe planety, poznamy ich mieszkańców, odwiedzimy nawet Ziemię. Podczas tych podróży bohater nauczy się wielu rzeczy, pozna prawdziwe oblicze świata. Nie zawsze będą to pozytywne uczucia, jednakowoż taki uczuciowy kalejdoskop widziany oczyma dziecka jest niesamowitym przeżyciem.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  7. Artius
    Wszystko zostało zapięte na ostatni guzik już wiele dni przed rozpoczęciem misji. Całość powinna pójść jak po maśle, jednak zwykły zbieg okoliczności zmienił misję badawczą w ratunkową. Tak, kosmos jest niezwykle niebezpiecznym miejscem. To właśnie ten bardzo popularny czynnik, jakim jest przestrzeń kosmiczna, zwrócił moją uwagę na książkę Andy?ego Weira pt. Marsjanin, do której lektury gorąco zachęcam.





    Głównym bohaterem książki jest Mark Watney, jeden z członków sześcioosobowej załogi wyprawy Ares 3. Nasz bohater jest niezwykle zaradną postacią, a jego wykształcenie botaniczne oraz inżynieryjne okaże się bardzo pomocne w niesprzyjających marsjańskich warunkach klimatycznych. Nie jest to oczywiście żaden sarkazm. W moim przekonaniu umieszczenie akurat takiego bohatera na czerwonym globie jest przemyślanym zabiegiem ze strony autora. Co więcej, postać głównego bohatera nabiera charakteru z każdą przeczytaną stroną książki. Nie jest to kolejny samotny heros, który poświęca się dla dobra drużyny. To niekonwencjonalny, ścisły umysł, który w połączeniu z nietypowym charakterem stanowi iście barwną i zabawną postać.
    Tak jak już wcześniej wspomniałem, odbywa się marsjańska misja Ares 3, która zgodnie z założeniami miała trwać 31 dni. Wszystko jest niestety ograniczone wytrzymałością materiałów, z których stworzona jest kosmiczna baza. Pech jednak chciał, że na czerwonym globie rozpętała się potężna burza piaskowa, będąca głównym powodem do przerwania misji i ?bezpiecznej? ewakuacji załogi.
    Jeszcze tylko kilkanaście kroków w zwartym szyku i załoga będzie bezpieczna w swoim MAV-ie. I właśnie tutaj następuje punkt zwrotny dla naszego bohatera, gdyż Mars nie ma zamiaru wypuścić go ze swoich objęć. Przypadkowo wyrwana antena przebija kombinezon Marka i wyrywa mu z rąk ?bilet? powrotny na Ziemię. Po wielokrotnym sprawdzeniu skanerów biometrycznych zaginionego załoganta dowódczyni misji podejmuje bardzo trudną decyzję o odlocie. Nie mogła wiedzieć, że Mark żyje, gdyż jego kombinezon, w tym czujniki zostały uszkodzone. To właśnie tutaj tak naprawdę rozpoczyna się niezwykła przygoda Marka Watneya, obecnie jedynego mieszkańca Marsa.
    Większość osób w takiej sytuacji załamałoby się i myślało jedynie o zbliżającej się śmierci. Na szczęście Mark zręcznie wyłamuje się z tych stereotypów i zaraz po ocknięciu stara się ogarnąć zaistniałą sytuację, która nie wygląda najlepiej. Zero perspektyw na ratunek, opustoszała, zniszczona baza, znikome zapasy pożywienia, wody i tlenu. To jednak nie zniechęca bohatera, tylko staje się jego siłą napędową, aby przetrwać. Co więcej, w dalszych planach nie chodzi już tylko o przetrwanie, ale o ucieczkę z tej przeklętej planety. Po tym incydencie i nawiązaniu kontaktu z Markiem oczy całego świata zostają zwrócone na niego. Wszyscy chcą mu pomóc w powrocie do domu, w nieubłaganej, śmiertelnej grze, w której stawką jest jego życie. Pieniądze nie grają już roli. Liczy się, aby jeden z zagubionych astronautów szczęśliwie powrócił do swoich.
    W moim przekonaniu Marsjanin jest bardzo interesującą książką, a wydarzenia w niej zawarte mogłyby zaistnieć naprawdę. Sama konwencja odbiega od standardowej powieści. Mamy tutaj do czynienia z zapiskami z każdego marsjańskiego Sola, które umiejętnie przeplatają wydarzenia opisywane na Ziemi. Jest to bardzo dobre zagranie ze strony autora. Dzięki temu zabiegowi czytelnik nie jest bombardowany wydarzeniami wyłącznie z czerwonego globu, a posiada pełen zarys wydarzeń, które dzieją się równolegle na Ziemi. Nie jest to nużące i sprawia, że książkę chce się czytać. Bardzo dobrze została tutaj ukazana terminologia kosmiczna dotycząca urządzeń czy też skomplikowanych reakcji chemicznych. Widać po tym, że autor dokładnie przygotował się do napisania tego dzieła. Co ważne, jest napisane językiem bardzo przystępnym, który nikogo nie odrzuci. Przedstawiona bardzo interesująca fabuła w połączeniu z niezwykłym bohaterem, jakim jest Mark Watney, wywołują u czytelnika efekt ?jeszcze jednej strony?.
    Rzeczą, do której mogę się doczepić, jest okładka książki, która osobiście bardzo mnie irytowała. Sama faktura, jak i estetyka są dobrze dobrane do tytułu, jednakowo jest ona strasznie cienka. W połączeniu z formatem oraz równie delikatnymi stronami trzeba uważać podczas czytania, aby niczego nie uszkodzić. Nie umniejsza to jednak wartości fabularnej. W tym miejscu pragnę podziękować wydawnictwu Akurat za dołączony plakat, jak i makietę kasku kosmicznego. Bardzo ciekawe gadżety, które są miłym dodatkiem do książki i świetnie do niej pasują. Na samym końcu chciałbym jedynie przypomnieć o realizowanym na podstawie książki filmie. Serdecznie polecam zakup i lekturę Marsjanina, gdyż takich przygód nie da się przeżyć w naszej ziemskiej atmosferze.

    Ocena: 10/10.
  8. Artius
    ?Ale to tylko wrażenie. Billy jest pacjentem zero. To od niego zaczyna się straszliwa epidemia marsjańskiej gorączki skazującej ludzi na szaleństwo i śmierć? Jednak gdzieś daleko, na drugim krańcu kosmosu, ktoś przypadkiem odkrywa lek? Czy świat główny i równoległe poradzą sobie z epidemią i jej skutkami? Czy marsjańska gorączka to zwykły wirus? Co się stanie, gdy żądni wiedzy ludzie po raz kolejny przeszkodzą Matce Naturze? Odpowiedź nie tylko zaskakuje?? ? zdradliwie interesujący i zaskakujący opis na okładce ma nas tylko skłonić do sięgnięcie po ten tytuł. Jeżeli myślicie, że czytaliście naprawdę zakręcone dzieła, to chyba nie mieliście styczności z tym tytułem. Jeśli chcecie się przekonać na własnej skórze, czy powyższe pytania mają odpowiedzi, to zapraszam do lektury książki pt. ?Marsjańska gorączka? autorstwa Marcina Pełki.




    Czytając wiele książek można wśród nich natrafić na takie tytuły, które skutecznie ostudzą nasz czytelniczy zapał. Problem zaczyna się jeszcze przed otwarciem samej książki, za sprawą znajdującego się na okładce opisu. W większości wypadków są one skonstruowane w taki sposób, aby zachęcić potencjalnego klienta do zakupu. Wśród rozmaitych słownych zawijasów zawarta jest szczątkowa treść danego dzieła, która decyduje o tym, czy tytuł przypadnie nam do gustu. Szczerze powiedziawszy opis ten bardzo mi się spodobał, jednak rozczarowałem się zawartością, gdy skonfrontowałem ją z obietnicami zawartymi na okładce.
    Głównym bohaterem tego dzieła jest Scott Ridley, gdyż to o jego przygodach dowiadujemy się najwięcej. To osoba zajmująca się hodowlą altrosów ? bardzo specyficznego gatunku ryb odkrytego na planecie Faraday. Podczas lektury dzieła można dostrzec widoczną gołym okiem metamorfozę tego osobnika. Od skrytego odludka, aż do tęskniącego za życiem społecznika. Autor w interesujący sposób przedstawia wielokrotność jego osobowości, poprzez nałożenie na siebie światów równoległych. Osobiście najbardziej od gustu przypadł mi żyjący w świecie głównym Scott, gdyż jego niezależność, hart ducha i specyficzny tryb życia są wyróżniającymi cechami.
    Odnoście pozostałych bohaterów mogę powiedzieć jedynie tyle, że wieje mocno nudą. Przedstawiciele tej grupy to zwykłe kukiełki, które mają wypełnić powierzone im zadania. Nawet ich duplikaty, które niespodziewanie pojawią się ze światów pośrednich są manekinami. Szczerze to są jeszcze gorsze niż pierwowzory. Kopie oryginałów z oszczędnie zmienionymi rolami i dialogami to jawny objaw lenistwa i braku głębszego pomysłu na konstrukcję złożonych wydarzeń. Bardzo mnie to boli, gdyż wystarczyło naprawdę niewiele, aby nadać im głębi, czegoś wyróżniającego. Tak mamy do czynienia z jednym, głównym bohaterem i morzem marionetek, którym niestety poplątały się sznureczki.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  9. Artius
    Serdecznie zapraszamy do lektury wywiadu z Martinem Collem - autorem "Adrii". Tych z was, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznania się z tym tytułem gorąco zachęcamy do nadrobienia zaległości. Aby nie przedłużać, oddajemy głos autorowi, który zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań.  
    1. Martin Coll to Pana prawdziwe imię i nazwisko, czy pseudonim? A jeżeli to drugie, dlaczego zdecydował się Pan pisać pod przykrywką?

    Martin Coll to pseudonim, który ma swoją historię. „Coll” jest to nazwa własna, którą określanych jest kilka miejsc na świecie, jak również jest to rzeczywiste nazwisko spotykane w krajach anglojęzycznych. Wybrałem ten pseudonim ze względu na osobisty sentyment do tych kilku miejsc na świecie.

    2. Jak zaczęła się Pana przygoda z książkami, a później z pisaniem? Co takiego odnalazł Pan w książkach, czego nie mogła Ci zaoferować żadna inna dziedzina?

    Przede wszystkim bardzo to lubię. Pisanie jest podobne do czytania: można się w tym zatracić i wniknąć całkowicie w kreowane na bieżąco światy, postacie i zdarzenia. Tym samym pisanie pozwala przekazać określoną ideę, którą, co zabawne, każdy może odczytać po swojemu. Na tym polega piękno wyobraźni, gdzie możemy pisać z określonym zamiarem, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak zinterpretują to czytelnicy. Dzięki temu pisanie i czytanie nieodmiennie pobudza zarówno wyobraźnię, jak i kreatywność.

    3.Skąd wziął się pomysł na "Adrię"?

    Z krótkich nowelek tworzonych pod wpływem nagłego pomysłu na określoną scenkę. Z czasem tych „scenek” przybywało, a tym samym kształtowała się postać głównej bohaterki i jej otoczenia. W końcu zadałem sobie pytanie, jak to jest że tacy ludzie mogą naprawdę funkcjonować w naszym świecie, tuż obok nas? I z tego pytania narodził się pomysł na podjęcie się próby udzielenia metaforycznej odpowiedzi. „Adria” to tak naprawdę podana w bajkowej oprawie historia, która mogłaby spotkać każdego, z katastrofalnym skutkiem. W naszym świecie mamy aż nadto przykładów jak proces kształtowania takich osobowości może być nie tylko rzeczywisty, ale również zatrważająco prosty.

    4. Czy rodzina i znajomi wpłynęli jakoś na zamierzoną koncepcję?

    Tylko o tyle, że utwierdzili mnie w przekonaniu, że warto coś takiego napisać i wydać pod osąd szerszej publiki.

    5. Czy mały kociak ukazany ze swoim odbiciem na okładce nawiązuje niejako do głównej bohaterki i metamorfozy jaką przechodzi?

    Dokładnie.

    6. Czym tak naprawdę jest Organizacja? Podczas lektury bardzo mnie zafascynowała, jednak poskąpił Pan o niej jakichkolwiek informacji. Czy możemy liczyć na rozwinięcie tego wątku w kolejnych tomach?  
    Powiedzmy, że w drugim tomie pojawi się nieco więcej odpowiedzi.
     

    7.Instruktorzy, którzy nauczają adeptów są niesamowici, jednak brak informacji na ich temat. Może zdradzi pan coś chociaż o jednym z nich, np. moim ulubieńcu Gortexie? A może przyjdzie nam ich lepiej poznać w kolejnych tomach?  
    Instruktorzy to po prostu „mistrzowie” na swoistej „emeryturze”, jednak w każdej chwili gotowi do zmobilizowania. Natomiast historia każdego z nich jest na swój sposób inna, tak jak życiorys każdego człowieka będzie zawsze na swój sposób oryginalny. O Gortexie mogę powiedzieć jedynie tylko tyle, że dopuszczał się różnych czynów, o których niełatwo było mu później zapomnieć.   Dalsza część wpisu dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  10. Artius
    ?Siedemnasty wiek, Hyruf. Epoka krwawych wojen religijnych. Poniżany przez ojca z powodu kalectwa Mulgih Thadur nie może dłużej znieść maltretowania siebie i swojej matki. Doprowadzony do ostateczności popełnia makabryczne morderstwo, które pozoruje na samobójstwo.? ? przedstawiony przeze mnie fragment opisu bardzo skutecznie przyciąga uwagę czytelnika. Sam po zapoznaniu się z nim w całości dałem złapać się w misternie zastawione sidła, czego szczerze powiedziawszy nie żałuje. Tematyka może wydawać się bardzo wyświechtana, lecz to jedynie pozór. Czy krwawe wojny na tle religijnym pociągną za sobą niewinne ofiary? Gdzie w tym wszystkim jest rola i przekaz kościoła? Czy pieniądze i władza omamią kler? Czy możliwe jest uleczenie chorego i skorumpowanego systemu? Odpowiedzi na te, oraz inne pytania znajdziecie w dziele Kamila Dziadkiewicza pt. ?Miasto Krwi?.





    Głównym bohaterem tej książki jest Mulgih Thadur, mieszkaniec siedemnastowiecznego miasta Hyruf. Kaleka już od najmłodszych lat jest maltretowany i poniżany w swoim domostwie, przez co w jego umyśle zachodzą nieodwracalne zmiany. Dzięki temu większość jego późniejszych zachowań, czy też wyborów jest świetnie uzasadniona, nic nie jest dziełem przypadku. O samej postaci dowiadujemy się całkiem sporo, lecz jego charakter odkrywamy sami wraz z postępem lektury. To postać bardzo złożona, która przechodzi wiele widocznych metamorfoz. Pomimo ogromnej zmienności Mulgih nigdy nie wyrzeka się swoich racji, dąży prosto do obranego celu. To osobnik bardzo stanowczy, opanowany, umysł ścisły potrafiący bardzo szybko przeanalizować bieżącą sytuację. Osobiście bardzo go polubiłem i niespecjalnie przeszkadzało mi jego kalectwo. To świetnie skonstruowany bohater, który odkrywa się przed nami wraz z rozwojem fabuły.
    Oprócz niego autor przygotował dla czytelników naprawdę wiele świetnych postaci. Ciężko wymienić tutaj wszystkich, lecz zapewniam, że każdy odnajdzie coś dla siebie. Nie znajdziemy wśród nich typowych manekinów i kukiełek. To żywe osoby, ludzie posiadający własne zmartwienia, uczuci, oraz lęki. Niebywałego smaczku dodaje fakt, że nie ma tutaj zbędnych postaci. Każda przedstawiona osoba jest potrzeba, bowiem ich czyny wpływają na rozwój fabuły. Świetnie zostały przedstawione powiązania społecznościowe, dzięki czemu od razu wiemy z kim mamy do czynienia.
    Świat przedstawiony w książce jest niebywale szczelny i ograniczony. Wszystko sprowadza się do niewielkiego wycinka na mapie, dzięki czemu podczas lektury nie napotkamy przepastnych opisów. Takie podejście ma swoich zwolenników jak i przeciwników, lecz w tym tytule sprawdza się ono znakomicie. Autor skoncentrował się na tym, co naprawdę ważne, pomijając nieistotne kwestie. Siedemnastowieczne miasta, oraz tereny które przyjdzie nam odwiedzić stoją na najwyższym poziomie. Ich szarość w połączeniu z misternym konceptem tytułu tworzą bardzo udany duet. Nie ma tutaj miejsca na rozczulanie się, wszystko jest ukazane przez pryzmat ówczesnej rzeczywistości. W stworzonym uniwersum można doszukać się wielu interesujących smaczków, o czym jesteśmy poinformowani na wstępie książki. To świat, który dzięki włożonej w jego kreację pracy, może się stać naprawdę oryginalnym miejscem.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  11. Artius
    Rozpoczynając lekturę książki Jessici Shirvington spodziewałam się lekkiej historii dla nastolatek, z elementami paranormalnymi. Przenikanie między jednym, a drugim życiem zdawałoby się, że nie może być nic wspanialszego. Możliwość posiadania dwóch żyć, daje przecież tyle możliwości. Szybko jednak przekonałam się, że pozycja ta kryje w sobie coś więcej, a przedstawiona historia zupełnie odbiega od tego, co sobie wyobraziłam. I całe szczęście! Ponieważ zamiast banalnej, otrzymaliśmy inteligentom opowieści o życiu i wyborach, jakie musimy dokonać.



    Sabine, nastolatka o dwóch życia. Co 24 godziny następuje przeskok, który sprawia, ze raz żyje jako Sabine z Wellesley w bogatej rodzinie, otoczona gronem przyjaciół idealna dziewczyna. Młoda, inteligenta i kochana. Sabine z Roxbury nie wiedzie się tak dobrze. Jej rodzina ledwo wiąże koniec, z końcem, a ona sama uważana jest za odludka. Jedyną pociechą jest dla niej młodsza siostra, którą uwielbia i tajemniczy Ethan, z który krzyżują się jej drogi. Podwójna tożsamość jest dla bohaterki prawdziwym utrapieniem, ciągłe ukrywanie tego faktu, brak możliwości zwierzenia się ze swojego problemu mogą doprowadzić człowieka do szaleństwa. Jednoczesne chorowanie w dwóch światach, czy chociażby zmiany w wyglądzie przenoszące się z jednego świata do drugiego uniemożliwiają jej normalną egzystencję. Tak przynajmniej było, aż do osiemnastych urodzin dziewczyny, od których pojawiają się zmiany i ustępstwa od ustalonych reguł, a tym samym szansa na normalną egzystencję. Jaka jednak będzie cena za wymarzone życie?
    Głównym tematem, jak nietrudno się domyślić, będzie samobójstwo, które umożliwiłoby Sabine normalną egzystencję. Rezygnacja z jednego z dwóch żyć. Niektórzy będą potępiać postawę bohaterki, część doceni odwagę jaką trzeba mieć by zdecydować się na taki krok, sądzę jednak , że autorce przede wszystkim chodziło o próbę zrozumienia jej decyzji, która bynajmniej nie należała do łatwych. Liczne argumenty i rozważania Sabine mają temu dowodzić i zmusić czytelnika do wczucia się w jej trudną sytuację. Wszystko jednak wywraca się do góry nogami, gdy pojawia się wspomniany już Ethan, który sprawi, że Sabine niczego już nie będzie pewna.
    Oczywiście nie tylko główni bohaterowie są warci uwagi, postacie poboczne, zarówno w jednym jak i drugim życiu, odgrywają istotne role i sprawiają , że czytelnik ma ochotę dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Co więcej, fakt iż obserwujemy jednocześnie dwa różne światy sprawia, że na kartach książki zmieściło się ich naprawdę sporo!



    Akcja pędzi do przodu, przez co książkę czyta się bardzo szybko i ani przez chwile nie można narzekać na nudę. Zaś przeskoki z jednego życia do drugiego następują zazwyczaj w najbardziej emocjonujących momentach, co dodatkowo sprawia, że czytelnik koniecznie chce wiedzieć, co się dzieje dalej z Sabiną w innej rzeczywistości. I tak w kółko przez całą opowieść, która jest niczym samo napędzająca się maszyna.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  12. Artius
    Święta zbliżają się wielkimi krokami, nie da się nie zauważyć wypełniających się witryn sklepowych i ozdób zdobiących miasta. Z myślą o zbliżających się świętach chcemy podarować wam trzy pakiety książek. Niezależnie czy postanowicie zatrzymać je dla siebie, czy podzielić się nimi z bliskimi, życzymy wszystkim dobrej zabawy i wielu magicznych chwil podczas ich lektury!



    Nagrody:
    Pakiet dla niej
    "Porządek rzeczy" oraz "Czerwień obłędu" to pozycje, które w szczególności powinny spodobać się paniom.



    Pakiet dla niego
    Dla męskiego grona czytelników wybraliśmy książki: "Nadchodzi diabeł" i "Tropikalne piekło".



    Pakiet dla dzieci
    Nie zapomnieliśmy także o najmłodszych, którzy powinni świetnie się bawić z książkami "Tomek Łebski ma (chrapkę na) smakołyki" i "Silver. Powrót na Wyspę Skarbów".



    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  13. Artius
    ?Trzysta lat po spustoszeniu Ziemi przez kataklizm ludzie mieszkają w stacji kosmicznej, dryfującej z dala od toksycznej atmosfery ojczystej planet. Zasoby kurczą się dramatycznie, dlatego liczebność populacji jest ściśle kontrolowana, a wykroczenia karane śmiercią? - opis z tyłu okładki bardzo sumiennie stara się wdrożyć czytelnika w temat książki. Tematyka bardzo popularna, ale co jeżeli przygody opisywane w tej książce są niechybną przyszłością naszej rasy? Czy możemy zmienić bieg wydarzeń, ocalić planetę, nie pozwolić, aby mocarstwa wywołały wojnę atomową i sprowadziły na resztkę ludzkości kosmiczną stagnację? Samotne życie w kosmicznej koloni, wszystkie jej aspekty, przedstawi państwu książka Morgan Kass pt. ?Misja 100?, do której lektury serdecznie zapraszam.
    Historia przedstawiona w tej książce jest opowiadana przez czterech różnych narratorów, co już wyróżnia ten tytuł spośród innych książek. Autorka starała się zróżnicować każdą z postaci tak, aby opowiadana przez nią historia nie nużyła czytelnika, oraz aby stanowiły one spójną całość. Takie zadanie wcale nie jest łatwe, biorąc pod uwagę, że dzieło liczy niespełna 263 strony. W moim przekonaniu Morgan Kass wybrała sobie trudne zadanie do wykonania, jednakowo udało się jej sprostać temu w sposób zadowalający. Oczywiście nie da zadowolić się wszystkich czytelników, niektórzy będą mogli narzekać na taki sposób przedstawienia historii w tak krótkim dziele.
    Wracając do postaci przedstawionych w tytule. Nie są to jednakowe klony, jakie zdarza się czasami znaleźć w niektórych pozycjach Tutaj każda postać jest indywidualnie stworzona, posiada własny bagaż emocji i co najważniejsze dzieli się nim podczas opowiadania historii. Czytając kolejne strony Misji 100 jestem przekonany, że każdy znajdzie bohatera, który mniej, lub bardziej przypadnie mu do gustu. Motywy ich postępowania są czasami bardzo irracjonalne, jednakowo to dzięki świetnej kreacji bohaterów mamy okazję się z tym zapoznać, wczuć się w ich rolę, myśleć tak samo jak oni, przeżywać te same emocje. Morgan Kass dobrze poradziła sobie ze stworzeniem nietuzinkowej gromadki bohaterów, którzy umożliwią nam zrozumienie ogólnej wizji autorki.
    Co do samej fabuły muszę przyznać, że jest ona strasznie liniowa, wręcz oklepana do bólu. Brak rozbudowanych wątków pobocznych, brak większych powiązań między poszczególnymi liniami fabularnymi, straszna liniowość sprawiają, że tytuł ten nie jest porywający. Co prawda popularna otoczka życia w kosmosie, oraz wygnania z planety sprawiają, że całość chce przyciągnąć czytelnika, jednakowo to nie jest to, na co liczyłem. Ostatnią szansą na uratowanie mojej nadziei były ostatnie strony książki. Niestety samo zakończenie nie powaliło mnie z nóg, przewidywałem taki obrót spraw już po połowie książki. Pomimo tych wad cała akcja jest dosyć spójna, trzyma się założonych ram.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  14. Artius
    Kolejna wchodząca w dorosłe życie bohaterka, w kolejnej książce young adult. Dodajmy do tego intrygującego chłopaka, dosłownie wyglądającego do niej zza płotu i otrzymujemy niemalże pewność iż będzie to kolejne romansidło skierowane dojrzewających dziewcząt. Jednak czy jest tak w rzeczywistości? Jeżeli już na dzień dobry chcielibyście zaszufladkować „Moje życie obok” nie róbcie tego. Popełnilibyście naprawdę duży błąd, bowiem Huntley Fitzpatrick ma czytelnikowi do zaoferowania o wiele więcej niż kolejną miłosną historię. Jeżeli jesteście ciekawi, co kryje w sobie tytułowe życie obok serdecznie zapraszam do lektury recenzji.  

         Życie Samanthy Reed jest spokojne, uporządkowane, żeby nie powiedzieć sterylne jak dom w którym mieszka z matką i starsza siostrą. Podporządkowana wymaganiom swojej rodzicielki, chcąc sprostać jej oczekiwaniom skupia się na nauce i stara sprawiać jak najmniej kłopotów. Nie jest to jednak życie o jakim marzy, dlatego z niejaką zazdrością obserwuje mieszkających po drugiej stronie płotu Garrettów. Dużej, hałaśliwej i bałaganiarskiej rodzinie, która choć znacznie biedniejsza wydaje się być dużo bardziej zadowolona z życia. Choć dzieli ich zaledwie płot, tamto życie wydaje się dziewczynie odległym marzeniem. Do czasu aż pewnej nocy Jase Garrett wspina się na dach i zostaje jej przyjacielem, a następnie chłopakiem. Samantha zostaje częścią świata o którym marzyła, nie niepokojona przez swoją matkę, która skupia się na karierze politycznej i poświęca jej cały wolny czas. Choć nie jest łatwo, wszystko wydaje się zmierzać w dobra stronę, ku szczęśliwemu zakończeniu. Lecz jak to w życiu bywa nie zawsze wszystko układa się tak jak powinno. Jeden wypadek odmienia Zycie zarówno rodziny Reed jak i Garrettów zmuszając Samanthę do wyboru między tym co łatwe, a tym co słuszne, gdzie każdy wybór oznacza utratę czegoś co kocha.

         Autorka serwuje czytelnikom dwa odmienne światy wypełnione równie różnorodnymi charakterami. Rodzina Samanthy choć nieliczna tworzy wydawałoby się uporządkowany, spójny świat. Tak to wygląda dla osób z zewnątrz, od środka widzimy bowiem samotna matkę przepełnioną ambicjami i sztywnymi zasadami tego co wypada, co słuszne, a co źle widziane przez innych, które narzuca swoim dzieciom oraz jej córki pragnące się wyrwać z rodzinnego domu. Rodzina Garrettów zaś choć źle postrzegana przez otoczenie w środku przepełniona jest ciepłem i radością. Ojciec rodziny z trudem wiążący koniec z końcem i martwiący się jak wyżywić przybywających w domu nowych członków rodziny, matka, której całym światem są jej pociechy i oczywiście radosna gromadka dzieci w przeróżnym wieku: Jason, Joel, Alice, Andy, Harry, George, Patsy i Duff. I choć duet Samantha i Jase jest niezwykle ważny, nie stanowi on esencji historii a jedynie motor napędzający pewne wydarzenia i zderzenie obu tych światów. Było to dla mnie ogromnym plusem, bowiem autorka zamiast skupić się, jak to obecnie jest modne, na przeżyciach związanych z miłosnym zauroczeniem, pokazuje inne równie ważne, a nawet ważniejsze dla młodych ludzi wartości jakimi jest rodzina, zaufanie do bliskich i szczerość - także wobec samego siebie. Pokazuje, że życie, choć piękne, bywa trudne i zmusza do trudnych decyzji, których konsekwencje nie zawsze da się naprawić.   Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  15. Artius
    Zapraszam do lektury recenzji komiksowej adaptacji drugiego tomu serii "Percy Jackson i bogowie olimpijscy". Nowe wyzwania, nowi wrogowie i skarb do odzyskania. To wszystko i wiele więcej czeka na Was w "Morzu Potworów".



    Akcja drugiego tomu rozpoczyna się rok po zakończeniu wydarzeń znanych ze "Złodzieja Pioruna". Za Percym kolejny rok nauki i perspektywa rychłego powrotu do Obozu Herosów. Szybko jednak okaże się, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planami syna Posejdona. W obozie zaczynają grasować potwory, ktoś bowiem otruł drzewo, które strzegło jego granic. Czasu na znalezienie odtrutki jest niewiele, a jedynym lekarstwem wydaje się być dawno zagubione złote runo. By je odzyskać bohaterowie będą zmuszeni wyruszyć na wyprawę poprzez Morze Potworów.



    Nowy tom to nowe wyzwania, ale także nowi bohaterowie. Wśród nich zaś prym wiedzie cyklop, jak się okaże blisko związany z głównym bohaterem serii. Czytelnik będzie miał też okazję lepiej poznać Clarisse, córkę Aresa, która po lekturze "Złodzieja pioruna" nie pozostawiła po sobie zbyt dobrego wrażenia.



    W porównaniu do poprzedniego tomu znacznej poprawie uległa mimika postaci. I choć w "Złodzieju pioruna" nie była ona zła, teraz znacznie lepiej oddaje emocje, nie zmieniając przy tym twarzy bohaterów w groteskowe maski. Przy okazji śledzenia przygód bohaterów czytelnik będzie miał okazję zapoznać się z całą rzeszą potworów, w końcu wyprawa wiedzie na morze, które jest ich pełne. Zmierzam jednak do tego, że należą się spore brawa dla osoby odpowiedzialnej za rysunki. Choć mamy tutaj do czynienia z mitycznymi stworami, zostały one narysowane w sposób przyciągający uwagę. Dodatkowo dużo liczba walk sprawia, że komiks z jednej strony czyta się bardzo szybko, z drugiej, niekiedy warto zatrzymać się na danej stronie na dłużej by podziwiać ilustracje. To samo tyczy się okładki, która sama w sobie jest zapowiedzią tego co czeka nas we wnętrzu komiksu.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  16. Artius
    Już od jutra na półkach księgarni zagości najnowsza książka Michała Gołkowskiego, znanego z serii S.T.A.L.K.E.R, Stalowe Szczury, czy książki Komornik. Z tej okazji pragnę Was zaprosić do lektury recenzji "Moskala" - mrocznej i brutalnej historii o władzy. Tej absolutnej. Tej, która zmienia nie tylko człowieka, ale i świat. Tworzy i niszczy. A wszystko rozpocznie się za sprawą pióra...  

        Michał Gołkowski w swojej najnowszej książce przenosi czytelnika do końcówki szarych lat osiemdziesiątych. W warszawskiej Pradze, u schyłku komunistycznej Polski, poznajemy Artura Wiktorowicza, dobrego męża i ojca dwójki dzieci, a przy tym nie wyróżniającego się z tłumu osobnika, którego każdy dzień wypełniony jest ciężką pracą, strachem i wszechobecnym brakiem wszystkiego. Jak to jednak bywa w tego typu historiach dochodzimy do momentu, w którym coś odmienia życie bohatera. W "Moskalu" tym czymś jest niepozorne, zakupione od bezdomnego pióro, które kiedyś należało... No właśnie, do kogo? I jaką moc posiada ten z pozoru zwyczajny przedmiot? Tego będziecie musieli się dowiedzieć sami. Jedno jest jednak pewne: zakończenie z pewnością Was zaskoczy. Jednak zanim ono nastąpi czeka nas ciężka, pełna przemocy droga po szczeblach władzy.

        Z pozoru zaczyna się niewinnie. Każdy pragnie polepszyć swój byt, a także zagwarantować dobrobyt swojej rodzinie. Co złego jest w tym, że człowiek nie chce walczyć w mozole o każdą złotówkę, a w trakcie zakupów decydować co jest mniej potrzebne i bez czego dadzą radę przeżyć kolejne dni? W końcu to naturalne. A jednak, jak szybko się przekonamy, nadchodzi moment, gdy to, co było siłą napędzającą nasze działanie, schodzi na drugi plan, pozostawiając miejsce wyłącznie dla dalszego parcia przed siebie niezależnie od kosztów, jakie trzeba będzie ponieść po drodze. Nic tak bowiem nie uzależnia jak poczucie władzy. Z początku trudno to zauważyć, a gdy w końcu zarówno czytelnik, jak i bohater powieści zdadzą sobie z tego sprawę, nie będzie już drogi powrotu.

        Moskal to jednak nie tylko losy jednego człowieka, co również obraz Polski, a także, choć może lepszym byłoby stwierdzenie, że przede wszystkim, Rosji. Autor bardzo szczegółowo opisuje nie tylko sam kraj, ale także jego mieszkańców, życie zarówno tych szarych obywateli, jak i polityczne czy mafijne zagrywki i porachunki. Znajdziecie tutaj wszystko, od wymuszania i zastraszania, po przemoc czy wręcz morderstwa. Alkohol będzie się lał równie często, co krew. Rosja to nie tyle kraj, co stan umysłu i "Moskal" idealnie to obrazuje. Jest brutalnie i nazwanie niektórych scen mocnymi to zdecydowanie za mało.

        Książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza rozgrywa się w Polsce i przedstawia stopniowe pięcie się po szczeblach władzy przez głównego bohatera. Druga przenosi czytelnika na wschód, do Ukrainy i Rosji. Zarówno jedna i druga obfituje w sporą liczbę bohaterów pobocznych. Liczba nazwisk jakie przewijają się w trakcie lektury jest naprawdę ogromna i przyznam szczerze, że później zdarzało mi się pogubić w tym, kto jest kim. Bo o ile głównemu bohaterowi poświęcono naprawdę sporo uwagi, to postacie mniej ważne przewijają się przez karty historii niekiedy z zawrotną prędkością i trudno wszystkie spamiętać.   Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  17. Artius
    Spotkania ze starymi przyjaciółmi mają to do siebie, że wyzwalają w nas emocje, których normalnie za nic w świecie byśmy nie okazali. Doskonałą okazją, aby zamienić parę słów z nimi może być napotkana na drodze przeszkoda, którą trzeba po prostu przeczekać. Czy tajemniczy Lododmuch ujawni swoim istnieniem jakieś skrywane tajemnice? Czy Roland uraczy nas kolejną, fascynującą opowieścią ze swojej młodości? Gdzie w tym wszystkim swoją rolę ma Billy Bumbler? Jeżeli pragniecie poznać odpowiedzi na powyższe pytania, to zachęcam was do lektury kolejnego tomu ?Mrocznej Wieży? zatytułowanego ?Wiatr przez dziurkę od klucza?.



    ?Wiatr przez dziurkę od klucza? to według chronologii dzieło znajdujące się między czwartym ,a piątym tomem całego cyklu. Dzięki pomysłowości autora mogliśmy znowu spotkać się z rewolwerowcem i jego Ka-Tet. Ponowne wejście do Świata Pośredniego dla niektórych czytelników może być zbyt oderwane od całości, jednak takie dopowiedzenie istotnych kwestii jest niezwykle ważnym elementem.
    Akcja tego tomu rozpoczyna się od poszukiwania bezpiecznego schronu, przed niebezpiecznym Lododmuchem. Ten śmiertelnie groźny wicher na początku został niezauważony przez drużynę, chociaż objawy jego nadejścia były widoczne gołym okiem. Zignorowanie tych znaków mogło kosztować życie wszystkich bohaterów, jednak szczęśliwie udało się odnaleźć ostoję w budynku wiejskiej świetlicy. Tak naprawdę dopiero tutaj zaczyna się właściwa akcja tego dzieła, gdyż podczas postoju Roland uraczył nas kolejną opowieścią ze swojej młodości.
    Opowieść rewolwerowca ujawnia nam kilka ciekawych tajemnic, przez co pewne sprawy rysują się w zupełnie innym świetle. Wszystko za sprawą misji w miasteczku Debaria i szalejącym w nim zmiennokształtnym skóroczłekiem. Ten potwór mordujący całe rodziny musi zostać odkryty i wyeliminowany. Aby nie czynić z Rolanda niepokonanego herosa, do tej misji zostaje przydzielony mu towarzysz z Gilead.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  18. Artius
    ?Rewolwerowiec zbudził się z dziwnego snu, który zdawał się składać z jednego obrazu: Żeglarz z talii tarota, za pomocą której mężczyzna w czerni przepowiedział mu (a przynajmniej tak twierdził) niewesołą przyszłość.? - słowa witające nas w tym tomie są tak naprawdę bardzo trafnym, a zarazem skompresowanym streszczeniem książki. Czy odpowiedzi uzyskane od człowieka w czerni przybliżą Rolanda do Mrocznej Wieży? Czy przepowiedziana ?trójka? okaże się zbawienna? Jak w tym wszystkim odnajdą się rewolwerowiec i jego towarzysze? Jeżeli poszukujecie odpowiedzi na powyższe pytania, to serdecznie zapraszam do lektury drugiego tomu Mrocznej Wieży pt. ?Powołanie Trójki?.




    Podchodząc do kontynuacji przygód Rolanda byłem pewien, że nie będzie to lekka lektura, gdyż oryginalny styl autora nie należy do najłatwiejszych. Nauczony przez poprzedniczkę wiedziałem czego mogę spodziewać się w tym tomie, jednak moje przypuszczenia nie potwierdziły się. Pisząc te słowa byłem świadomy, że każdy tom należy traktować bardziej jako ogniwo całego cyklu, a nie odrębne elementy układanki. Takie ustosunkowanie nie ujmuje żadnemu dziełu, gdyż dopiero kompletny ośmioksiąg ujawnia wszystkie ukryte tajemnice. Takie podejście połączone z lekkim obiektywizmem jednostkowym pozwoli na rzetelne ukazanie tego, co tkwi na kartach powieści.
    Głównym bohaterem tej opowieści pozostaje znany nam już rewolwerowiec Roland Deschain, jednak podczas tej przygody nie będzie musiał podróżować samotnie. Do grona jego towarzyszy dołączą kolejno Eddie Dean, Odetta Holmes, oraz Jack Mort. Nie są to postacie przypadkowe, jak wszystko w powieści Kinga. To rzetelnie skonstruowane byty, posiadające wolę przetrwania, prawdziwe uosobienie krwi i kości na kartkach papieru. Autor w tej kwestii wykazał się ogromnym kunsztem. Sprzymierzeńcy w misji połączeni są niewidzialnymi nićmi losu, które oprócz oczywistego scalania, świetnie kontrastują ich osobowości. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem do czynienia z tak fantastycznie wykreowanymi postaciami. Każda z powyżej wspomnianych osób mistrzowsko odgrywa przypisaną rolę, lecz nie jest to teatr lalek. Nie ma tutaj niewidzialnej ręki prowadzącej ślepą marionetkę. To przepełnione uczuciami życie, które widoczne jest na każdym kroku.
    Akcja tego tomu rozpoczyna się po konfrontacji z człowiekiem w czerni, na brzegu Morza Zachodniego. Roland już od samego początku rzucony jest w wir śmiertelnych wydarzeń, z których udaje mu się wyjść, chociaż ze sporym problemem. Tempo wydarzeń jest strasznie powolne i monotonne, co przy zadziwiającej łatwości odbioru jest dziwnym kontrastem. Wielowątkowa fabuła nie odstaje od poprzedniczki, jednak jest strasznie nudna i w niektórych miejscach, aż oklepana. Całość sprowadza się do ?powołania trójki?, czyli zebraniu towarzyszy do dalszej podróży. Każde przejście przez tajemnicze drzwi wprowadza nas do zupełnie odrębnej historii. Pomimo różnorodności są one w moim mniemaniu sztuczne, autor zdecydowanie przeholował z miksem gatunkowym.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  19. Artius
    Kontynuacja przygód rewolwerowca Rolanda i jego towarzyszy po wyniszczonym świecie pełnym tajemniczych i groźnych stworów. Mroczna Wieża wydaje się być już bliżej, jednak to tylko złudzenia. Czy trudy podróży i niespodziewane przeżycia odbiorą głównemu bohaterowi zmysły? Gdzie w tym wszystkim jest ?Trójca? o której dowiedzieliśmy się w poprzednim tomie? Jak długo może wytrzymać atomowa bateria? Czy pociągi posiadają duszę i potrafią rozmawiać? Jeżeli pragniecie uzyskać odpowiedzi na te nietypowe pytania, to zapraszam was do lektury trzeciego tomu Mrocznej Wieży zatytułowanego ?Ziemie Jałowe?.



    Autor po raz trzeci zabiera nas do poznanej już wcześniej niesamowitej krainy, która pełna jest niestworzonych rzeczy. Widoczne powiązania z naszym światem są tylko iluzorycznymi nićmi, które zawierają więcej sensu niż mogło by się to wydawać na początku. Wysoki poziom dzieła w aspekcie pojedynczego tomu nie odstaje od reszty, które w całości tworzą naprawdę zgraną całość. Trochę obawiałem się tej lektury, gdyż specyficzny styl Kinga jest czasami trudny do przełknięcia. Ku mojemu ogromnemu zdumieniu, okazało się, że można przyzwyczaić się do niego.
    Głównym bohaterem tego tomu pozostaje niezmiennie od samego początku cyklu rewolwerowiec Roland z Gilead. Postać ukazana jest w bardziej ludzki sposób, nie stroni od okazywania uczuć, z czym było trudno w poprzednich wolumenach. Trudy drogi i ciężkie brzemię na barkach zaczynają oddziaływać na umysł podróżnika. W miarę upływu czasu popada w coraz większy obłęd, słyszy głosy w głowie, czegoś brakuje w jego otoczeniu. Cel wędrówki mimo redukcji dystansu zdaje się być widoczny jedynie w sennych marzeniach. Takie ukazanie rewolwerowca przypadło mi do gustu. Mimo swojej potężnej siły okazuje się zwykłym człowiekiem, który posiada wady i słabości. Nie jest to kolejny nieśmiertelny, bezsensowny heros, tylko dzieło geniuszu.
    Kilka słów pragnę poświęci świcie Rolanda, gdyż w jej szeregach zaszły pewne zmiany. Oprócz wcześniejszych towarzyszy będziemy mieli do czynienia jeszcze z dwoma nowymi postaciami. Jedną z nich jest niezdradzający niczego Billy Bumbler. Ten inteligentny, uroczy i mądry zwierzak przypadnie do gustu chyba większości czytelników. Osobiście chętnie przygarnął bym taki okaz pod swój dach. Wplątanie w te przygody nietuzinkowego, zwierzęcego pupila było kwestią oczywistą. Udało się to znakomicie, gdyż Billy Bumbler wyróżnia się na tle innych. Osoby drugiego kompana nie będę zdradzał, gdyż jest to zbyt ważna postać. To klucz, który odpowiada na wiele pytań, a także leczy skołatane myśli Rolanda. Taka mała podpowiedz powinna was nasunąć na odpowiedni trop.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  20. Artius
    ?Docierają szalonym pociągiem do zdziesiątkowanej przez epidemię zabójczej grypy Topeki ? gdzie kończy się Świat Pośredni, a zaczyna Świat Końcowy. Właśnie tam, zanim wyruszą w dalszą wędrówkę w poszukiwaniu Mrocznej Wieży, Roland opowiada towarzyszom o własnej przeszłości: o tym, jak stał się prawdziwym rewolwerowcem. A także o swojej pierwszej miłości, Susan Delgado? ? optymistyczny opis z okładki wkradł się do mojego umysłu niczym podstępny wąż. Już wtedy wiedziałem, że muszę dostać ten tytuł w swoje ręce. Czy wątek miłosny może zepsuć skrzętną fabułę tworzoną przez autora? Gdzie w tej opowieści znajdzie się Mroczna Wieża? Co wybierze nasz młody rewolwerowiec? Miłość, czy życie? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, to zapraszam do lektury czwartego tomu Mrocznej Wieży pt. ?Czarnoksiężnik i Kryształ?.



    Stephen King po raz czwarty zabiera nas w niesamowitą podróż, podczas której przeżyjemy wiele interesujących przygód. Pokonanie demonicznego pociągu stało się początkiem kolejnego tomu, który wabi czytelników jak miód pszczoły. W porównaniu z poprzednimi tomami ta księga wybija się ponad wyżyny geniuszu autora. Aby nie rzucać słów na wiatr, zacznijmy tą historię od samego początku, by nasze Ka-Tet przetrwało ją w całości.
    O samych bohaterach trudno powiedzieć coś nowego. W drużynie Rolanda nie pojawia się nikt, jedyne smaczki dostępne są w opowieści snutej przez rewolwerowca podczas której jesteśmy wręcz porwani przez potok nowinek. Ku mojemu zdumieniu nie są to jedynie manekiny, kukiełki od wypełniania powierzonych ówcześnie zadań. To świetnie wykreowane postacie, które posiadają osobowość, misję, a także cel do którego dążą. To spore zaskoczenie, gdyż nie jest to kilku bohaterów, lecz całe miasto. Autor w tej kwestii pokazał pazur. Trudno przyczepić się do czegoś, jednak nie każdemu mogą spodobać się obcojęzyczne wtrącenia podczas dialogów. Co prawda wszystko zostało wyjaśnione w przypisach, chodzi wyłącznie o kwestie gustu.
    Kilka słów pragnę poświęcić światu, w którym przyjdzie przeżywać nam opisywane historie. W tej materii jest wybornie, gdyż inne słowo ciężko tutaj dopasować. Przed rozpoczęciem opowieści znajdujemy się w wyniszczonym mieście Topeka. Naszym oczom zostaną przedstawione straszne scenerie, które idealnie komponują się z koncepcją tego tomu. Obcy nie pozostaje także motyw wędrówki, a autostrada zostanie naszym najlepszym przyjacielem podróży.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  21. Artius
    ?Do miasteczka na pograniczu, Calla Bryn Sturgis, regularnie co dwadzieścia lat przybywają Wilki z krainy zwanej Jądrem Gromu. Napadają na mieszkańców i porywają ich potomstwo. Poddane złowrogim rytuałom dzieci wracają do domów jako upośledzone umysłowo istoty ? pokury. Zrozpaczeni ludzie zwracają się o pomoc do Rolanda z Gilead i jego towarzyszy.? ? przedstawiony przeze mnie opis może być niezwykle skompresowaną recenzją tej książki. Kolejny tom niesamowitego cyklu odkrywa przed nami coraz to nowsze fakty. Czy warto poświęcić czas na jego lekturę? Gdzie w tym wszystkim znajduję się Ka-Tet rewolwerowca? Jaki wpływ na podróż ku Mrocznej Wieży będą miały wydarzenia z miasteczka Call Bryn Sturgis? Jeżeli pragniecie się dowiedzieć, czy Ka będzie łaskawe, to serdecznie zapraszam do lektury piątego tomu Mrocznej Wieży pt. ?Wilki z Calla?.




    Lektura poprzedniczki była dla mnie nie lada przygodą i tego samego oczekiwałem po tym tomie ?Mrocznej Wieży?. Niestety im dalej zagłębiałem się w opisywane wydarzenia, tym mój entuzjazm malał, aż spadł do niebezpiecznie niskiego poziomu. Nie można powiedzieć, że jest to gniot, czy też dzieło niegodne samego mistrza. Po prostu stagnacja skupiona w jednym miejscu, a także silny westernowy klimat odbiły na mnie swoje piętno. Wspomniane czynniki w połączeniu z nietypowym stylem autora mogą niektórych zniechęcić. Aby nie robić niepotrzebnego zamieszania już na samym początku, przejdźmy do konkretów.
    Bohaterami tego dzieła jest niezmienne od kilku tomów Ka-Tet, w którego skład wchodzą: Roland, Eddie, Susannah, Jake, oraz Ej. Ta nietypowa piątka przechodziła już wiele metamorfoz, w zależności od panujących warunków, do których chcąc, nie chcąc musieli się przystosować. W tym tomie nie było inaczej, choć sam rytuał przemiany jest troszkę inny. Zbita dotąd grupa rewolwerowców zaczyna się rozpadać przez skrywane tajemnice, a zaufanie nie jest już tak oczywiste. Oprócz rozwoju fizycznego i duchowego w grupie pojawia się nowa osoba, której obecność nie wychodzi nikomu na dobre. Jest nim kolejne wcielenie Susannah, które spodziewa się narodzin dziecka. Mia ? bo tak ma na imię, czyha tylko, aby przejąć kontrolę nad niepełnosprawnym ciałem kobiety.
    Oprócz znanych nam dobrze postaci napotkamy na naszej drodze sporo nowych osób, które przypadły mi do gustu od pierwszych stron. Niektóre z nich są zwykłymi kukłami, które wykonują zaprogramowane działania, lecz znajdzie się też kila ?żywych? ludzi z krwi i kości. Autor na tym polu zbytnio uległ westernowemu czarowi, przez co mamy do czynienie jedynie z farmerami, ranczerami i tym podobnym zawodom. Nie każdemu przypadnie to do gustu, osobiście troszkę przeszkadzało mi to podczas lektury.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  22. Artius
    ?Podczas bitwy z Wilkami z Calla znika Susannah. Porwana przez Mię ? demona, który zawładnął jej ciałem ? trafia przez portal czasowy do Nowego Jorku w roku 1999.? ?fragment opisu znajdującego się na okładce bardzo trafnie przypomina o wydarzeniach z poprzedniego tomu. Ta retrospekcja przyciągnęła mnie do książki i długo nie musiała namawiać do jej skonsumowania. Czy Susannah i Mia dojdą do kompromisu i znajdą rozwiązanie gnębiących ich kłopotów? Jak rozbite Ka?Tet rewolwerowców poradzi sobie w tym trudnym okresie? Czy tytułowa ?Mroczna Wieża? upadnie wraz z zaniknięciem podtrzymujących ją Promieni? Jeżeli pragniecie się tego dowiedzieć, to zapraszam do lektury szóstego tomu Mrocznej Wieży zatytułowanego ?Pieśń Susannah?.



    Lektura poprzednich tomów wprawiła mnie w wyśmienity nastrój, chociaż zdarzały się gorsze momenty w całej fabule. Do tej pory większość rzeczy była świetnie opisana, a na tle tego wszystkiego recenzowany tom wygląda jak smętna bajka. Nie chcę od samego początku zniechęcać, lecz owa książka mocno odstaje od poprzednich tomów i słabo pasuje do dotychczasowej fabuły. Aby nie wprowadzać zbytniego zamieszania, podejdźmy do tematu od samego początku.
    Grono bohaterów z którymi przyjdzie nam się spotkać jest niezmienne, nie wliczając w to pojawiających się Siepaczy, Wampirów, czy innych mutantów, ogólnie ujmując sług Karmazynowego Króla. Widoczne natomiast są zmiany fizyczne jak i psychiczne naszych podróżników, bowiem przygody jakie przeżyli odcisnęły swoje srogie piętno w umysłach każdego z nich. Pozytywne cechy charakteru jak i wyuczone umiejętności rewolwerowców coraz częściej zastępowane są przez niepewność czy też złość, co prowadzi do popełniania błędów.
    Największym zaskoczeniem była postać samego Stephena Kinga, który znakomicie połączył fikcję literacką ze swoim prywatnym życiem. Ta niecodzienna autobiografia, w której to autor jest czynnym bohaterem zaskakuje i nadaje całości pozytywnego tonu. To interesująca koncepcja, bowiem ciekawie czyta się jaki wpływ mają decyzje autora na dalszy los uświadomionych, wykreowanych przez niego tworów.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  23. Artius
    Początki jak i rozstania bywają bardzo trudne. Pisząc te słowa nie mogę uwierzyć, że zakończyłem ten cykl wraz z Rolandem i jego Ka ? Tet. Zew Mrocznej Wieży przyciągał nas coraz bardziej z każdą przeczytaną stroną, aż w końcu znaleźliśmy się przed jej obliczem na polach Can'-Ka No Rey. Czy ostatnie piętro Mrocznej Wieży jest puste? Czy rewolwerowiec odnajdzie to, czego szukał przez całe swoje życie? Czy po drodze poświęci kolejnych towarzyszy podróży? Czy nieobliczalne Ka potoczy się dalej i zatoczy pełne koło? Czy zadanie Mordreda zostało wypełnione? Jeżeli pragniecie otrzymać odpowiedzi na powyższe pytania, to zapraszam do lektury ostatniego tomu cyklu ?Mroczna Wieża?. Radzę mieć oczy dookoła głowy, bowiem ?Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął?.






    Kończąc ten niesamowity cykl autor musiał w końcu coś zrobić z bohaterami naszego byłego Ka ?Tet. Jego skład co prawda pozostaje bez zmian, jednak na naszej drodze napotkamy kilka interesujących osób, a nawet znajomych z poprzednich tomów. Roland jako główny bohater przechodzi kilka istotnych zmian, nie tylko fizycznych, ale i duchowych. W pewnych momentach staje się bardziej ludzki, uczuciowy, lecz wszystko to jest sprytną zasłoną dymną. Pomimo wylanych łez i przelanej krwi dla naszego rewolwerowca liczy się tylko jedno. Dotarcie do Mrocznej Wieży i Karmazynowego Króla.
    Zmiany dotyczą wszystkich znanych nam postaci, które podróżują ku wspólnemu celowi. Eddie, Jake, Ej, oraz Susannah nie ukrywają swoich uczuć, czasami wątpią czy uda im się ujrzeć Mroczną Wieżę. Nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę co już przeżyli do tej pory. Nie chcąc zdradzić zbyt wielu tajemnic, mogę jedynie napomnieć, że nie wszyscy dotrą do końca zakładanej wyprawy. Osobiście w tych momentach łzy leciały mi po policzkach, gdyż zaprzyjaźniłem się z bohaterami, a utrata jednego z nich szczerze mnie zabolała. Wiedziałem, że w końcu tak się stanie, jednak podświadomie nie dopuszczałem do siebie takiej możliwości.
    Wśród zapowiedzianych, nowych postaci odnajdziemy wiele, interesujących person, z Karmazynowym Królem na czele. Szkoda, że autor poskąpił informacji na jego temat, lecz w dłuższej perspektywie czasu było to oczywistym zagraniem. Spora nuta tajemnicy okrywająca jego osobę nadaje całości niesamowitego charakteru, sprawia, że nasza wyobraźnia sama kreuje jego obraz. Wiele momentów przyjdzie nam spędzić również z Mordredem, którego poznaliśmy w poprzednim tomie. O jego osobie też niewiele wiemy, jak dla mnie była to najsłabsza postać w całej serii. Wielka szkoda, gdyż cała zaplanowana zemsta rozgrywa się w przeciągu kilku zdań. Równie dobrze mogło by go nie być, a całość nie straciłaby impetu. Z drugiej strony ta postać nadawała całości sporej dozy grozy, gdyż w powietrzu wisiało widmo nieuniknionego ataku.
    Aby nie wymieniać tutaj wszystkich napotkanych postaci, wspomnę jeszcze tylko o jednej. Jest nim nasz stary i dobry znajomy Sheemie Ruiz, którego spotykamy po raz pierwszy w Mejis. Jego rola w tym tomie jest kluczowa. Bardzo się zdziwiłem z tego spotkania, bowiem od tamtych wydarzeń minęło wiele czasu, chociaż tego nie mogę być pewny. Chłopak pomaga Rolandowi z ogromną przyjemnością, za co przyjdzie mu zapłacić życiem. Jego niesamowite zdolności są ukrywane i tylko dzięki nim udaje się dotrzeć do Mrocznej Wieży.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  24. Artius
    ?Zainspirowany poematem Roberta Browninga Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął? ? nie jest to prawda, przynajmniej jeszcze nie w tym tomie. Pomijając we wstępie sławny na całym świecie cytat Stephena Kinga, który otwiera owe dzieło muszę przyznać, że nie sposób przejść obok tej książki obojętnym. Przyciąga, kusi, mąci w głowie czytelnika, jak tytułowa wieża. Czy ów cykl naprawdę jest życiowym dziełem autora? Czy jego ciężki odbiór, charakterystyczny styl, mogą zniechęcić przed dojściem do celu? Jeżeli pragniecie poznać odpowiedzi na te pytania, to serdecznie zapraszam do lektury powieści Stephena Kinga pt. ?Mroczna Wieża ? Roland?.



    Głównym bohaterem tej części, jak i całego ośmioczęściowego cyklu, jest Roland Deschain. To ostatni rewolwerowiec, jedyny żyjący przedstawiciel tego wyniosłego klanu. Poznajemy go podczas wędrówki przez jałową pustynię, w trakcie której ściga on tajemniczego człowieka w czerni. W miarę rozwoju fabuły dowiadujemy się o samym bohaterze trochę więcej, jednak nie są to ogromne notatki biograficzne. Wszystko w tej kwestii jest idealnie odmierzone, wręcz zbalansowane. Smaczek rewolwerowca tkwi w jego niedostępności, skryciu i trudności w poznaniu. To postać wyrazista, posiadająca unikatowy charakter. Osobiście przypadła mi do gustu, chociaż początki naszej relacji były dosyć ciężkie. Prosto rzecz ujmując dowiadujemy się wyłącznie ogólnikowych informacji na jego temat. Wiele spraw nie jest wyjaśnionych, jednak nie można mieć tego za złe. W końcu to dopiero początek naszej niesamowitej przyjaźni.
    Parę słów pragnę poświęcić reszcie postaci, jakie napotkamy na naszej drodze ku Mrocznej Wieży. W tej kwestii wręcz zieje nudą, jednak nie powinno to nikogo zdziwić. Trudno znaleźć mieszkańców na wymarłej pustyni smaganej głównie przez promienie słońca. Osobnicy, którzy staną na naszej drodze nie są niczym innym jak pionkami, które muszą wypełnić skrzętnie przypisane zadania. Co najważniejsze robią to znakomicie. Istny teatr lalek w wykonaniu najlepszego marionetkarza. Nie udają, że są czymś więcej. Jedynym towarzyszem naszych podróży, który pozostanie z nami na dłużej będzie chłopiec o imieniu Jake. To bystry i nad wyraz inteligentny młodzieniec, któremu nie brakuje wyrazistości. Jednak dla mnie ta postać była jedynie zbędnym balastem, niepotrzebnym kierunkowskazem w naszej drodze.
    Świat, po którym przyjdzie nam się przemieszczać jest bardzo pusty, ograniczony, w sumie nijaki. W tej powieści jest to ogromny plus. Autor skrzętnie dopracował najmniejszy szczegół jaki przyjdzie nam sobie wyobrazić podczas lektury. To wielka sztuka, aby z pozornej pustki wydobyć kwitnącą i ukrytą głębie. Wyrazistość i kontrastowość świata może czasami przytłoczyć, jest to spowodowane ogólną "ciężkością" tej książki. Szczególnie namawiam do zwracania uwagi na detale. To właśnie w nich kryją się największe tajemnice, są kawałkami klucza, które razem odsłonią skrywany sekret.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  25. Artius
    Serdecznie zapraszam do wspólnej wyprawy śladami pierwotnego piękna, jakie kryją w sobie mushi - istoty najbliższe prapoczątkom życia. Przez jednych ludzi czczone niczym bóstwa, przez drugich uważane za szkodniki i źródło wszelkich nieszczęść. Prawda jednak jak zwykle kryje się gdzieś pośrodku, a pomoże nam ją odkryć nie kto inny jak tytułowy mushishi - badacz tych niezwykłych istot.





    "Mówiąc w uproszczeniu... Przyjmijmy, że cztery palce to żywe stworzenia, a kciuk to rośliny. W tym przypadku człowiek będzie tu - najbardziej oddalony od serca, palec środkowy, to on wybiega najbardziej w przód. Im bliżej środka ręki, tym bardziej prymitywne są to byty. Wszystkie naczynia krwionośne tworzą jedność w nadgarstku. Tu są mikroby i grzyby. To tu rośliny i zwierzęta zlewają się w jedno. Ale tu dalej też jest coś. Podążając w głąb po ręce i jeszcze dalej. No i prawdopodobnie... tu tez coś się znajdzie. "Mushi"... inaczej zwane "Zielonymi"."

    Mushi z pewnym względów mogą przywodzić na myśl duchy, bądź jakieś mistyczne stworzenia z opowiadań. Wszystko to za sprawą tego iż niewiele osób jest w stanie je dostrzec, a nawet jeżeli posiadają taką umiejętność, to nie zawsze są zdolne do zaakceptowania istnienia bytów tak odmiennych od tego, co je otacza. Jednym co jesteśmy w stanie powiedzieć o mushi na sto procent, jest to iż żyją, tak jak rośliny, zwierzęta czy ludzie. Jednak jakiekolwiek próby ich opisu nie mają większego sensu. Uniemożliwia to nie tylko ich odmienność, ale i różnorodność. Mimo wszystko są jednak ludzie, którzy trudzą się badaniami nad nimi. Tytułowy mushishi to osoba, która podejmuje próbę zrozumienia mushi i zbadania ich egzystencji. Nieodwracalnie jest z tym związana więc praca z osobami, które zostały "dotknięte" przez mushi, co objawia się niezwykłymi zdolnościami, czy zmianami w ciele, a nawet będąca zagrożeniem dla życia nie tylko osoby "nawiedzonej" przez mushi, co też wszystkich w około.



    Główny bohater imieniem Ginko jest postacią nader tajemniczą. Nie wiemy o nim praktycznie nic, a jego niewyróżniający się niczym wygląd również nie jest w stanie nam wiele zdradzić. Dopiero z czasem, obserwując rozwój wydarzeń, uchylony zostanie przed czytelnikiem rąbek tajemnicy. Dzięki szczątkowym informacjom dowiemy się, co kryje się za zasłoną białych włosów, nieprzerwanie zasłaniającą lewe oko bohatera, czy też będziemy mogli podejrzewać, że i on został w przeszłości dotknięty przez mushi. Aura tajemniczości, powściągliwość i opanowanie Ginko, niezależnie od sytuacji w jakiej przyjdzie mu się znaleźć, nie odpychają jednak czytelnika od stworzonego przez Yuki Urushibara bohatera. Wręcz przeciwnie, z każdą kolejną stroną z coraz większym zapałem śledziłam jego losy, zżywając się z nim w trakcie wspólnej wędrówki śladami mushi. Trudno też nie docenić niezwykłego spojrzenia na świat i inteligencji, jaką sobą reprezentuje.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
×
×
  • Utwórz nowe...