Jurij Voronov
Zaistniała sytuacja wogóle mnie nie zdziwiła. Kiedy usłyszałem pytanie, po chwili zastanowienia zacząłem mówić:
- Jak już wiecie nazywam się Jurij, i jestem rosjaninem. Cała akcja w tym miejscu rozpoczęła sie w chwili otrzymania rozkazu od dowództwa. Wraz z kompanią w której " służyłem " mieliśmy przeprowadzić wywiad w okolicy gdzie stacjonował oddział Rosjan. Nie doszło od tego, gdyż nagle zmieniono plany. Na odgórny rozkaz szefostwa mieliśmy zbadać jakąś zachodnią bazę, dochodził z niej nieznane sygnały radiowe. Kiedy przybyliśmy na miejsce nasz sierżant--> nazywał się Morris, wydawał się bardzo dziwny, strasznie się denerwował, rozglądał dookoła, jakby wiedział co jest w tej bazie. W naszej kompani panowało zdziwienie obecnością wojska na terenie placówki " naukowej ", ale bez problemów dostaliśmy się do wyznaczonego celu; mieliśmy spotkać się z dr. Newtonem. Jednak po naszym przybyciu do bazy radia oszalały, słychać było jedynie niezrozumiałe zakłócenia, a w oddali wyraźnie krzyki oraz strzały z broni. Kiedy ujrzeliśmy ludzi na pobliskim wzgórzu, udaliśmy się tam w celu zbadania tych strzałów. Osoby, które spotkaliśmy były dziwne, nic nie mówily, cale oblane potem, czerwone gałki oczne. Nagle nasz sierżant Morris otworzył ogień w kierunku tych ludzi, zabił kilku żołnierzy i naukowca. W wirze tego zamętu wpadłem do bunkru, w którym się spotkaliśmy. Przez ściany słyszałem jedynie krzyki i strzały, nie widziałem kto walczy z kim lub " czym ". Punktem kulminacyjnym tej walki był ogormny wybuch, który zniszczył ścianę bunkru. Po opadnięciu kurzu zdawało mi się że słysze krzyki mojego znajomego z kompani, lecz to były tylko przysłyszenia. Sam siedziałem dalej w okolicy, a potem zjawiliście się wy.
Po wypowiedzeniu tych słów dodałem jeszcze:
- Wasz odział wpadł w niezłe szambo, ale jeżeli chemy przeżyć to radziłybm kur*a trzymać się razem i nie próbować żadnego pierdolon**o bohaterstwa. Przypuszczam, że to " coś " wybiło wszystkich, jeżeli nie to ich znajdzie i zapier**li.
Po wypowiedzeniu tych słów splunąłem na ziemie i zastanawiałem się nad tymi, którzy przybyli.