Skocz do zawartości

Artius

Moderatorzy
  • Zawartość

    7050
  • Rejestracja

  • Wygrane dni

    2

Wpisy blogu napisane przez Artius

  1. Artius
    „Niezwykła historia o Wiecznej Puszczy, metafizyce, alchemii oraz spotkaniu z tajemnicą. Opowieść o podróży w najodleglejsze ludzkiemu rozumowi obszary. W tę podróż zabiera nas urocza druidka Avea. Odważna, pewna siebie, o intrygujących zainteresowaniach i równie interesujących zdolnościach. Z nią przemierzamy świat żywych i umarłych.” – niezwykle chwytliwy opis znajdujący się na okładce szybko przekonał mnie do sięgnięcia po to dzieło. Czy obiecujący tytuł ma szansę wybić się z grona sobie podobnych książek? Czy Avea poradzi sobie z przeciwnościami losu? Na te oraz inne pytania odpowiedzi znajdziecie w dziele Anny Grądzkiej pt. „Magia Ziemi”. 
     
         Główną bohaterką tego tytułu jest młoda druidka o imieniu Avea. Ta urocza dziewczyna zamieszkuje wraz z innymi druidami okoliczne lasy, tworząc swoistą, niezależną kulturę. Pomimo swojego piękna, sprytu i niezwykłego umysłu dziewczyna posiada niesamowitego pecha i dar wpadania w kłopoty, przez co niejednokrotnie byłem świadkiem różnych, ciekawych sytuacji z jej udziałem. Po wstąpieniu do armii dziewczyna przeżywa wiele niesamowitych przygód i tak, z przysłowiowej fajtłapy, staje się jedną z najpotężniejszych osób w mieście, chociaż sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Ten przyspieszony rozwój nie jest w żaden sposób uzasadniony, bohaterka zmienia się w zależności od sytuacji, co psuje obraz całości. Zamiast druidki kochającej naturę otrzymujemy kogoś zupełnie innego.

         Autorka oprócz głównej bohaterki postawiła na drodze czytelników wiele interesujących postaci, które zachwycą każdego z Was. Ciężko wymienić wszystkich, lecz zwady na linii elfio–krasnoludzkiej to typowe dla tego gatunku smaczki. Nie brakuje oczywiście rodowych powiązań, tajemniczości oraz ogólnie pojętej epickości. Mimo wykorzystania utartych schematów, poboczne postacie naprawdę trzymają poziom.
     
         Świat przedstawiony w tym tytule pomimo swojego ogromu jest niebywale płaski. Ten niewykorzystany potencjał zostaje spotęgowany brakiem jakichkolwiek, większych opisów przyrody czy czegokolwiek. Szkoda, że autorka zrezygnowała z nich, całość na pewno nabrała by głębi i charakteru. Pomimo tego nie mogę powiedzieć, że ta niesamowita przygoda mi się nie spodobała. Pomimo braków widać tutaj kilka aspektów, które wpływają pozytywnie na odbiór tytułu.   Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  2. Artius
    Książki dla młodzieży zazwyczaj trzymają się pewnych utartych schematów, zapewniając przyjemną rozrywkę, nie raz przywiązując czytelnika do bohaterów, ale także świata w którym żyją. Susan Vaught w „Szaleństwie” postanowiła jednak pójść własną utartą własnymi pomysłami ścieżką. Dokąd ona prowadzi? Do szpitala pełnego wariatów, tajemniczych zjawisk, powracających zmarłych i bohaterów, którzy nie odsłaniają przed czytelnikiem wszystkich kart. Jeżeli czujecie się na siłach by zmierzyć się z wydarzeniami przekraczającymi granice ludzkiej wyobraźni serdecznie zapraszam do lektury.  

         Susan Vaught w swojej książce zabiera czytelnika do niewielkiego miasteczka w stanie Kentucky, gdzie zlokalizowany jest stary, lecz wciąż działający szpital psychiatryczny Lincoln. W jego murach rozpoczyna pracę młoda, bo zaledwie osiemnastoletnia dziewczyna imieniem Forest, pragnąca zarobić jak najszybciej na wyjazd z Never i rozpocząć wymarzone studia. Nie brzmi zbyt oryginalnie prawda? Jednak gdy do tego wszystkiego dodamy zmarłego kilkanaście lat wcześniej chłopaka, a następnie spotkanie Leviego i Forest na korytarzach szpitala, bicie dawno niemych dzwonów starej dzwonnicy i powracających zza grobu martwych robi się coraz mroczniej i ciekawej. A jest to zaledwie początek historii, która poprowadzi nas przez czas i dwa odmienne światy do odkrycia tajemnic jakie skrywa w sobie Lincoln.  
         „Szaleństwo” tak naprawdę można potraktować jak zbiór opowiadań. Książka nie posiada jednej linii fabularnej, a składa się z kilku poszatkowanych fragmentów rozrzuconych w czasie, ale ściśle związanych ze szpitalem psychiatrycznym w Never. Pomimo owych przeskoków i to niekiedy naprawdę sporych, gdyż przyjdzie nam obserwować nawet kilka przemijających pokoleń mieszkańców miasteczka, wszystkie elementy historii zachowały logiczny ciąg i zazębiają się ze sobą, nie pozostawiając miejsca na nieścisłości.  
         W historii niewątpliwie najważniejszą rolę pełnią Forest i Levi, jednak jeżeli byłabym zmuszona wskazać głównego bohatera, byłaby nim nie para nastolatków, a szpital Lincoln. Cała fabuła obraca się wokół budynku i to on stanowi centrum wydarzeń. Skrywając w sobie wiele tajemnic, będąc mostem łączącym dwa światy nie raz zaskoczy czytelnika. Nie znaczy to jednak, ze ludzcy zarówno żywi jak i martwi bohaterowie tracą przy nim na znaczeniu. Zarówno tych pierwszych jak i drugich spotkamy w książce całkiem sporo i co ważniejsze każdy ma swoją historię do opowiedzenia. Wprowadzenie sporej liczby narratorów, a co za tym idzie postrzeganie opisywanych wydarzeń oczami różnych postaci może u niektórych czytelników wprowadzić lekki zamęt. Osobiście jednak bardzo mi się ten zabieg podobał i pozwalał spojrzeć z szerszej perspektywy na stworzony przez autorkę świat.   Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  3. Artius
    „Klara od zawsze czuła, że nie pasuje do swojego świata. Odkąd sięga pamięcią, targała nią tęsknota, której nie potrafiła wyjaśnić. Pewnego dnia otrzymuje od losu szansę poznania swojego prawdziwego pochodzenia. Zanim jednak dowie się, jakie jest jej przeznaczenie, będzie musiała stanąć przed śmiertelnym niebezpieczeństwem i walczyć o tych, których kocha. Przyjdzie jej również na nowo poznać siebie i dowiedzieć się rzeczy, o których nie odważyłaby się śnić.” – opis z okładki przedstawia to, co nas czeka podczas lektury. Czy zbyt rozległy pomysł przerośnie możliwości autorki? Jak do tego wszystkiego ma się sam tytuł książki? Gdzie w tym wszystkim mają swoje miejsce smoki? Na te, oraz inne pytania odpowiedzi znajdziecie w dziele Klary Miszczyk pt. „Dziedzictwo Smoka”.  

        Główną bohaterką książki jest, wspomniana na wstępie, dziewczyna o imieniu Klara. Poznajemy ją od pierwszych stron dzieła jako najzwyklejszą na świecie nastolatkę, jednak żyjącą w przekonaniu, że jest inna od swoich rówieśników. Nie chodzi tutaj o cechy fizyczne, czy psychiczne, tylko o nieuniknione przeznaczenie. Młoda dziewczyna bardzo szybko przechodzi swoją pierwszą metamorfozę, więc o jej normalnym życiu nie dowiadujemy się zbyt wiele, skupiając się na ukrytym w niej potencjale. Po przeniesieniu się do nieznanego świata Klara staje się zagubioną osobą, jednak dziwnym trafem niczego się nie boi, co więcej szybko staje się popularna. Po serii późniejszych wydarzeń bohaterka przechodzi jeszcze dwie znaczne przemiany. Od zwykłej nastolatki, po niczego nieświadomą władczynię, aż po… Nie zdradzę o co chodzi, żeby nie psuć Wam zabawy z lektury, jednak to naprawdę zbyt wiele jak na jedną postać. Klara nie przypadła mi do gustu przez swoją monotematyczność i wyjątkowo ograniczone podejście do otaczającego świata. Chęć pomocy wszystkim i uszczęśliwianie otaczających istot jest zbyt lukrowe, przynajmniej jak dla mnie. Poza tym autorka zaprzepaściła naprawdę mocny motyw, który został jedynie szczątkowo przedstawiony w książce.

        Oprócz Klary na naszej drodze napotkamy wiele dziwnych stworzeń, a także ludzi. Prócz rodziny i bliskich dziewczyny przyjdzie nam się zmierzyć z mitycznymi zwierzętami, chochlikami, elfami, a nawet demonami. To całkiem pokaźna mieszanina, w której znajdziemy również magów. Na szczęście nie wszyscy są tutaj dobrzy, lecz Ci źli tak naprawdę kiepsko udają czarne charaktery. Po raz kolejny na pierwszy plan wyłania się motyw dobroci. Kolejnym minusem jest brak szczególnie zapadających w pamięci postaci.

        Świat po jakim przyjdzie nam się poruszać został podzielony na dwie części. Pierwszą z nich jest normalny świat ludzi, z którego pochodzi Klara, oraz bajeczna kraina, w której dzieje się lwia część wydarzeń. Ani jedna, ani druga strona nie zachwyca opisami, niemniej wszystko trzyma się raźnie całości. Brak innowacyjnych pomysłów trochę mnie zasmucił, gdyż autorka tak naprawdę nie przedstawiła niczego nowego. Świat pomimo swojego ogromu jest dosyć płaski i sztampowy, a można było wykorzystać jego potencjał na kilka różnych sposobów.
     

    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  4. Artius
    „Każdy ma czasem ciężki dzień…
    A co, jeśli ktoś ma ciężkie całe życie…?
    Na szczęście karta się odwraca…
    Bóg daje drugą szansę i tak na świat przychodzą droci.”
    Śmierć jest definitywnym końcem dla większości z nas, jednak w pewnych okolicznościach, które zostały wymienione powyżej rodzi się drot. Czy cena za zostanie jednym z nich nie jest zbyt wygórowana? Czy pozytywne aspekty nowego życia mogą być jednocześnie przekleństwem losu? Na te i inne pytanie odpowiedzi znajdziecie w dziele „Drot. Stworzony z nadziei”.  
         Główną bohaterką książki jest Wiktoria Stan. To młoda matka, samotnie wychowująca swoją kochaną córeczkę Amy, mieszkająca u najlepszego przyjaciela Karola. Wiktoria na początku przygody jest bardzo ograniczoną postacią, zdawałoby się szarą myszką żyjącą z dnia na dzień. Jest to jednak silna i pewna siebie kobieta, która pragnie zapewnić przyszłość swojej córce. Po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa Wiktora wie, że nie jest pospolitą osobą. Nałożenie się na siebie nieszczęśliwych zbiegów okoliczności rozpoczyna interesującą metamorfozę, którą obserwujemy podczas lektury. W trakcie tej przemiany bohaterka zmienia się nie do poznania. Nie chodzi tu wyłącznie o wygląd fizyczny. Jej psychika, czy podejście do życia ulegają diametralnej zmianie na lepsze. Postać Wiktorii przypadła mi do gustu od razu, jednak jej przemiana i wydarzenia związane z jej osobą trochę zatarły pozytywne wrażenia.

         Oprócz Wiktorii na naszej drodze napotkamy wiele interesujących, oraz zaskakujących osobistości. Amy, Karol, droci źli i dobrzy. Ciężko wymienić wszystkich, jednak mogę zapewnić, że każda postać z osobna jest niezwykle ważna dla fabuły. Aby się o tym przekonać, trzeba sięgnąć osobiście po książkę.

         Świat przedstawiony nie jest miejscem zaskakującym, wręcz przeciwnie - to współczesne, dobrze nam znane realia, niczym niewyróżniający się świat, w którym żyjemy na co dzień. Jedynym zaskoczeniem mogą być fragmenty nicości obecne podczas metamorfozy głównej bohaterki. Zwiedzamy jedynie te miejsca, w których obecnie rozgrywa się akcja, brak także obszernych opisów. Jest to niewątpliwy minus, bowiem przydało by się scharakteryzować kilka istotnych miejsc, czy też wydarzeń w bardziej szczegółowy sposób, z pewnością nie zaszkodziłoby to powieści, a wręcz przeciwnie.

    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  5. Artius
    Czasami natrafiamy na takie tytuły, które stanowią dla czytelnika zagadkę, której rozwiązanie przychodzi dopiero w trakcie lektury. Do tego grona bez wątpienia można zaliczyć „Wyspy Naftalinowe” Anety Skarżyński. Nic nie mówiący tytuł, którego sens znajduje się gdzieś pomiędzy kartami, okładka zdradzająca równie niewiele - sugerująca raczej powieść fantasy niż wspomnienia z czasów młodości autorki i do tego opis na okładce, który jedynie w niewielkim stopniu sugeruje co może czekać na nas na tytułowych Wyspach. Czy warto zapuszczać się na "Wyspy Naftalinowe"? Co nas tam czeka? Jeżeli jesteście tego ciekawi serdecznie zapraszam do lektury recenzji.  

         Jak już zostało wspomniane książka stanowi wspomnienia autorki z okresu jej dzieciństwa, które przypada na epokę „późnego Gierka”, to jest czasów które są dobrze znane być może waszym rodzicom, dziadkom, ale dla młodszego pokolenia będące równie obce i tajemnicze co odległe lądy. Przekonałam się o tym osobiście podczas śledzenia dwudziestu ośmiu zwariowanych historii z udziałem głównej bohaterki - Anety, którą poznajemy w wieku ośmiu lat i towarzyszymy jej aż do wejścia w wiek nastoletni.  
    „Mam na imię Aneta. Nie lubię tego imienia, ale cóż, pretensje mogę mieć jedynie do rodzinki. W innych kwestiach też proszę się wpisywać do familijnej książki skarg i wniosków, jak choćby w sprawie mojego wizerunku. Wyglądam, jak wyglądam, czyli paskudnie. (...) A na dodatek, buzia mi się nie zamyka i cierpię na nadpobudliwość psychoruchową. Katastrofa! I wiesz co? Pewnie z niej nigdy nie wyjdę, zważywszy na moją organiczną zdolność pchania się w dziwne historie, mniej lub bardziej przygodowe. Zaraz Ci wszystko objawię.”       Dziewczynce i jej najbliższemu otoczeniu: rodzinie, sąsiadom, znajomym ze szkoły, towarzyszymy w ich codziennych sprawach. Zwykłe obowiązki domowe, wyprawy na zakupy, szkolne zaczepki, czy bicie świni, to właśnie świat Anety. Z pozoru szary i nieciekawy kryje w sobie prawdziwą paletę barw. Nawet najbłahsze czynności widziane oczami dziecka zyskują inny wymiar i zmieniają się w niezapomniane wydarzenia, a gdy dołączyły do tego niezwykły talent bohaterki do pakowania się w kłopoty możemy być pewni, że nic nie będzie takie jakim wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Dwadzieścia osiem wysp to dwadzieścia osiem historii, które choć ustawione w porządku chronologicznym można czytać w dowolnej kolejności bez obawy utraty wątku. Wszystkie zaś łączy tytułowy zapach naftaliny, jednak co on symbolizuje będziecie już musieli odkryć sami.   Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  6. Artius
    ?Tutaj wrogiem jest zło, które może czaić się tuż obok, za naszymi plecami. Może przyjmować różne postaci, imiona i kształty; jednak najstraszniejszym, co możemy spotkać w Zonie ? jest człowiek ? opis z okładki nie tylko strasznie intryguje, ale też zachęca do sięgnięcia po książkę. Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a oczyma Polaka to świeże podejście do tajemniczej i owianej legendami Zony. Trzeba jednak uważać, gdyż przekroczenie czarnobylskiej granicy można przepłacić życiem. Co takiego znajduje się w tym miejscu, co przyciąga i kusi ludzi? Czy liczne i groźne anomalie uchylą rąbka tajemnicy? Tego wszystkiego dowiecie się z książki Michała Gołkowskiego pt. ?Ołowiany Świt?, do lektury której serdecznie zapraszam.
    Głównym bohaterem książki jest stalker o pseudonimie Miś. Śmiało mogę stwierdzić, że jest to swojego rodzaju ewenement, gdyż pochodzi on z Polski. Jest to postać bardzo zaradna, a także pomysłowa, co uwidacznia się podczas czytania tego tytułu. Są to cechy niezwykle ważne dla każdego stalkera, ponieważ mogą one uratować życie w trudnej sytuacji. Czym, a właściwie kim jest stalker? To swojego rodzaju poszukiwać skarbów, który za odpowiednie wynagrodzenie gotów jest zmierzyć się z tajemniczą Zoną, a także odrzutek swobodnie przemierzający bezkresne przestrzenie Dodatkowo Miś jest też narratorem przygód. Zastosowanie pierwszoosobowej narracji daje wrażenie, że to sam autor przedstawia nam swoje przygody, niejako to on sam jest bohaterem tytułu.
    Jeżeli chodzi o fabułę, to z całą stanowczością mogę stwierdzić, że stoi ona na naprawdę wysokim poziomie. Przedstawiony zbiór trzynastu opowiadań jest naprawdę interesujący, dodatkowo wszystkie historie łączy główny wątek fabularny. Każdy rozdział przybliża głównego bohatera do poszukiwanych przez niego odpowiedzi. Sama fabuła została dokładnie przemyślana i spisana tak jak powinna, jej wątki idealnie się uzupełniają. Daje to pełny obraz wydarzeń, co pozytywnie wpływa na lekturę książki. Autor bardzo sprawnie posługuję się językiem. Akcja jest dynamiczna, nie nudzi. Wszystkie przygody opisane są zwięźle i tak jak powinny, przez co ich przekaz dla czytelnika jest konkretny.
    Podczas czytania Ołowianego Świtu widać, że autor doskonale przygotował się przed przystąpieniem do napisania książki. Za pomocą kilku zdań potrafi stworzyć unikatową atmosferę napięcia i grozy, która jednak nie dominuje tajemniczej Zony. Przedstawione postacie nie są zbyt przesadzone, zachowują umiar i wyrazistość. Jednocześnie udało się wepchnąć trochę filozoficznej, ludzkiej natury, która na łamach stron nie wyróżnia się zbytnio, wręcz perfekcyjnie asymiluje z otaczającym światem. Dodatkowym smaczkiem są wtrącenia w języku wschodniosłowiańskim. Urozmaicają one lekturę, przedstawiając nam specyficzny język stalkerskiego grona. Bez tego książka byłaby zbyt sterylna, co w moim przekonaniu zepsułoby jej całokształt.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  7. Artius
    „Pod rozgwieżdżonym niebem Katowic dzieją się rzeczy niezwykłe. Wizjonerzy obdarzeni nadzwyczajnymi umiejętnościami marzą o tym, by dokonać wielkiego moralnego przeobrażenia współczesnego świata. Rozpoczynają batalię o dobro, możliwość realizacji marzeń, czystość uczuć i obronę własnego ja.” – magiczny opis bardzo szybko zaskarbił sobie moją uwagę. Powieść obyczajowa o takiej tematyce nie jest codziennym widokiem, dlatego z chęcią po nią sięgnąłem. Czy bohaterom manifestującym potęgę umysłu uda się zmienić ludzkie życia i szarą codzienność? Czy do zmian potrzebne są nadprzyrodzone umiejętności? Gdzie w tym wszystkim znajduje się wszechmogący „Stworzyciel”? Jak poradzić sobie z utratą samego siebie? Na te, oraz inne pytania odpowiedzi znajdziecie w powieści Mateusza Barczyka pt. „Kres”.  
       
           Głównym bohaterem tej powieści jest tytułowy Kres. Nie jest to jego prawdziwe imię, jedynie przydomek nadany przez towarzyszy. O nim samym autor nie skąpi informacji. Poznajemy go na samym początku tej książki, chociaż pod innym imieniem. Nie zdradzę go wam tutaj, bowiem jest wtedy mentalnie inną postacią, którą sami musicie poznać. Po rozległej metamorfozie, która towarzyszy nam podczas całej opowieści, dowiadujemy się wielu interesujących faktów, które wpływają na postrzeganie jego osoby. Osobiście polubiłem go dopiero po przemianie, bowiem przed nią był niezbyt oryginalnym i nie wyróżniającym się osobnikiem. Kres jest niezwykle silną osobą, o otwartym umyśle podatnym na czynienie dobra. Wiążąc te cechy z jego nadprzyrodzoną umiejętnością mamy do czynienia z niezwykle plastyczną osobowością. Szczerze powiedziawszy to bohater, którego nie da się nie lubić. Jego tok rozumowania odmieni wasze spojrzenie na niektóre kwestie.

         Oprócz Kresa autor w swojej powieści prezentuje nam szereg innych, ważnych osobistości. Marzyciel, Faith, czy Luna to tylko przykłady zgranej paczki niesamowitego stowarzyszenia pomagającego ludziom. Oprócz ludzkiego „ja” każda z nich posiada nadprzyrodzony dar, dzięki którym wzajemnie się uzupełniają w swoich poczynaniach. Oprócz ludzi przyjdzie nam się spotkać z fantastycznymi stworami. Krasnoludy, elfy, oraz inne stwory towarzyszyć będą nam w tym zwariowanym świecie.

         Bardzo mocną stroną tej książki jest świat przedstawiony. Autor z gracją wplótł fabułę w Katowickie ulice. Całość została przedstawiona bardzo dokładnie, dzięki czemu wycieczkę po mieście mamy w gratisie. Być może nie odnajdziemy tutaj przepastnych opisów, jednak najważniejsze kwestie są przedstawione tak jak należy. Mieszkańcy tego miasta podczas lektury na pewno odnajdą niejeden powód do radości. Oprócz wspomnianego miasta będziemy przemieszczać się w snach, oraz wizjach bohaterów. To niezwykłe doznania, które urozmaicają lekturę.   Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  8. Artius
    Są utwory, które trzeba poznać i książki, które wypada przynajmniej raz w życiu przeczytać. O trylogii Władca Pierścieni Tolkien każdy słyszał. To nie tylko jeden z najsławniejszych tytułów fantasy, to jedno z tych dzieł o których wie się niezależnie od tego w jakim gatunku się lubujemy. Poniżej przedstawiamy recenzję pierwszego tomu rozpoczynającego niezwykłą przygodę - "Bractwo Pierścienia", gorąco zachęcając do lektury, bądź do przypomnienia sobie owej niezapomnianej trylogii.





    J.R.R Tolkien zabiera czytelnika po raz kolejny do Śródziemia, rozwijając wątek magicznego przedmiotu Pierścienia, który trafił w ręce hobbita imieniem Bilbo Baggins - bohatera książki "Hobbit, czyli tam i z powrotem". Jak się okazuje niegdyś należał on do Saurona - ucieleśnienia czystego zła, zdolnego pogrążyć w mroku nie tylko krainy Śródziemia, ale i cały świat. Niegdyś pokonany wróg znowu rośnie w siłę i jedyne, czego mu trzeba, by powrócić w pełni chwały, to utracony skarb. Przedstawiciele ras zamieszkujących owe ziemie decydują, że Pierścień należy zniszczyć, jest on zbyt niebezpieczny, a w niewłaściwych rękach mógłby doprowadzić wszystkich do zguby. Nie można też dopuścić, by trafił w ręce Saurona, a jedynym miejscem gdzie można zniszczyć przeklęty przedmiot jest Góra Przeznaczenia położona w Mordorze, siedzibie złych mocy. Do tego niebezpiecznego zadania zostaje wybrany niepozorny hobbit Frodo, a w jego wyprawie wspierać go będą nie tylko przedstawiciele własnej rasy, ale również elf, krasnolud oraz ludzie. Łuki, miecze oraz magia, a także własny spryt. Czy to wystarczy by wypełnić misję? Czy członkowie Drużyny Pierścienia zapomną o toczących ich rasy waśniach i zjednoczą się w obliczu zagrożenia? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań odnajdziemy w pierwszym tomie trylogii Władca Pierścieni, którego akcja skupia się na formowaniu grupy i pierwszych przeciwieństwach na jakie trafią dzielni śmiałkowie.
    Świat i wykreowana przez autora historia ujmują czytelnika pod wieloma względami. Jeżeli zachwyciliście się ekranizacją, prawdopodobnie pokochacie książki. Przede wszystkim należy zauważyć, że porównując do "Hobbita", "Władca Pierścieni" przeznaczony jest dla dojrzałego czytelnika. Zniknęła prostota cechująca powieści dla młodszych, zastąpiona złożonymi relacjami, nie tylko tymi między bohaterami, ale także pomiędzy poszczególnymi rasami i krainami. Pomimo iż nadal poruszamy się w świecie, gdzie podział no Dobro i Zło zdaje się być widoczny na pierwszy rzut oka, nie raz damy się zwieść na manowce i przekonamy się, że nie każdy czyn idzie łatwo przypisać do jasnej, bądź ciemnej strony. Tolkien poprzez dawne tradycje w nowej, fantastycznej odsłonie oraz niezwykłe przygody przedstawia czytelnikowi prawdy i ponadczasowe wartości.
    Skoro już o bohaterach mowa należałoby wspomnieć o tytułowym Bractwie/Drużynie Pierścienia, choć to nie jedyni warci uwagi bohaterowie. Hobbici Frodo, Sam, Pippin i Merry, czarodziej Gandalf, krasnolud Gimli, elf Legolas, Boromir z Gondoru i tajemniczy Obieżyświat - Aragorn to postacie wyraziste i dopracowane pod każdym względem, a zestawienie ich wszystkich w jednej grupie sprawia, że czytelnik nie tylko jest świadkiem konfliktów będących wynikiem owej różnorodności, ale i przełamywania zakorzenionych w każdym człowieku uprzedzeń oraz narodzin więzi tak silnych, że nie jest w stanie ich zniszczyć nawet groźba utraty tego co mamy najcenniejsze - życia.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  9. Artius
    W dzisiejszym nowoczesnym i ciągle rozwijającym się świecie ciężko jest funkcjonować bez znajomości dodatkowego języka. Na rynku specjalistycznej literatury mnoży się od dostępnych kursów, fiszek czy też wymyślnych metod, które mają nam pomóc w poznaniu nowego języka. Czy różnią się poszczególne metody nauki? I czy w ogóle są między nimi jakieś różnice? Szukając odpowiedzi na te pytania warto przeszukać dostępne oferty i dać szansę kursom językowym od wydawnictwa Edgard, którym przyjrzymy się trochę bliżej. 

     

         Znajomość przynajmniej jednego obcego języka w obecnych czasach jest absolutnym minimum, jeżeli chodzi o jakiekolwiek funkcjonowanie poza granicami ojczystego kraju. Jednak dążenie do perfekcji tylko w jednym z nich może okazać się błędnym wyborem. Poza nauką chociażby angielskiego, który jest jednym z najczęściej nauczanych języków, warto także zastanowić się nad nauką dodatkowego. Z pomocą przychodzi wydawnictwo Edgard wraz ze swoimi kursami języków: Angielskiego, Hiszpańskiego, Niemieckiego oraz Włoskiego.

         Pomimo niewielkich wymiarów każdy kurs jest bardzo treściwy i skomponowany w prosty i przejrzysty sposób, ułatwiający naukę. Twarda, tekturowa obwoluta mieści w sobie zawartość danego kursu, oraz chroni ją przed plamami czy mechanicznymi uszkodzeniami. Po „rozpakowaniu” otrzymamy książkę do nauki wybranego języka, płytę z potrzebnymi nagraniami lektorskimi, ulotki promocyjne oraz kody do ściągnięcia e-booka. Jak widać jest to całkiem sporo i nawet najbardziej wymagający nie mogą narzekać na liczbę dodatków.          Wybrany język poznamy dzięki niesamowitym historiom, które prowadzą nas przez cały tok nauki. Taka forma nie nuży ucznia, a tylko pobudza jego wyobraźnię oraz chęć poznania coraz to nowszych zwrotów i słówek. W połączeniu z nagraniami lektora takie ćwiczenia szybko pozwolą utrwalić gramatykę, a także sprawią niesamowitą frajdę każdemu, kto podejmie się nauki. Dodatkowo na marginesach znajdują się tłumaczenia najtrudniejszych wyrazów, a na końcu przydatny słownik dla zapominalskich. Każdy rozdział został zaopatrzony w specjalne ćwiczenia, które na bieżąco sprawdzają nasze postępy. Przyjemna dla oka i umysłu forma nauki jest na wyciągnięcie ręki.    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  10. Artius
    Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia Cudów i Dziwów Mistrza Haxerlina - obwoźnego magicznego kramiku, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Nie wstydźcie się i przeglądajcie, jest tutaj wszystko od "stosu rogów ostatniego jednorożca" po "oryginalne kopie mieczy z najgłębszych czeluści piekieł czy bezdenne dzbany na wino". Pamiętajcie tylko o jednym: Mistrz Haxerlin nie przyjmuje reklamacji!





    ?Cuda i Dziwy Mistrza Hexerlina? to historia tytułowego mistrza Hexerlina, który chociaż studiował w szkole magów, niestety dość szybko był zmuszony ją opuścić, gdy okazało się, że pozbawiony jest magicznego talentu. Co jednak poradzić, gdy Haxerlin bynajmniej nie ma zamiaru zrezygnować z roli maga, która tak mu się spodobała? Rozwiązaniem okazują się Cuda i Dziwy - wóz pełen niezwykłości, które choć pozbawione jakichkolwiek mocy, mają uchodzić za magiczne i zapewnić właścicielowi godne życie. Bo czyż winą Haxerlina jest to iż prości ludzie z chęcią słuchają wszystkich niestworzonych historii jakimi ich karmi? Nie! On tylko daje im to czego sami pragną, a to, że przy okazji napełniają sakwy właściciela obwoźnego "magicznego" kramiku to tylko szczegół. Książka opowiada przygody sprytnego przedsiębiorcy, który na swojej drodze będzie zmuszony zmierzyć się z bandytami, demonami, z czego jeden zostanie nawet jego towarzyszem i niezadowolonymi klientami, który będą chyba najgroźniejszy z całej tej zgrai. Przyjdzie mu przemierzać zarówno wielkie miasta, jak i małe wioski. Zapuści się w głąb starożytnych podziemi, przeprowadzi zamach na zakonnika. Mówiąc krótko nie sposób się będzie nudzić w towarzystwie Mistrza Haxerlina.
    Największym atutem książki są jednak nie pasjonujące przygody, a jej bohaterowie. Mistrz Haxerlin jest typem cwaniaczka, który zarabia wykorzystując naiwność i głupotę innych. Jest inteligentny i wie jak wykorzystać wrodzony spryt, dzięki czemu nawet wtedy, gdy nie wszystko idzie po jego myśli udaje mu się wybrnąć nawet z najgorszych tarapatów. Nie jest to bynajmniej typ osoby godnej podziwu czy tym bardziej naśladowania. Tchórzliwy, kłamliwy, pazerny na pieniądze, co widać chociażby po jego tuszy, ma jednak w sobie to coś, że trudno nie poczuć do niego cienia sympatii i zżyć się z nim podczas lektury. Moim faworytem jest jednak inny bohater, towarzysz Mistrza Haxerlina - zaklęty w ciele jedenastoletniego chłopca (jak do tego doszło będziecie musieli dowiedzieć się sami podczas lektury) demon Bo'akh-Bonthuzelem, zwany w czasie podróży Thuzem. Złośliwy, wredny i wiecznie odgrażający się na ludzkości przedstawicielu demonicznej rasy, którego pokochałam z całego serca. Mając takiego towarzysza nie sposób się nudzić, choć wiąże się to niestety z dość częstym wpadaniem w tarapaty. Nie łatwo jest przecież okiełznać temperament demona. Nawet wtedy, gdy wylądował on w ciele dziecka.
    "Cuda i Dziwy" są zbiorem opowiadań, które łączy postać tytułowego Mistrza Haxerlina. Jednak dzięki faktowi iż autor zdecydował się umieścić je w ciągu chronologicznym książka może być odbierana jako całość. Zabieg ten z pewnością przypadnie do gustu osobom, które niekoniecznie przepadają za zbiorami opowiadań.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  11. Artius
    Serdecznie zapraszamy do przeczytania wywiadu z panią Haliną Biedroń, z którą niedawno mieliśmy okazję prowadzić spotkanie autorskie we wrocławskiej kawiarni Literatka.



    Halina Biedroń, rodowita wrocławianka z wykształcenia pedagog. W roku 2012 nakładem wydawnictwa Novae Res ukazał się jej debiut literacki - ?Widok zza rogu życia?. Rok później pojawiła się wydana przez WFW druga publikacja autorki pt: ?Chwile zamknięte w obrazkach?. Obie pozycje, to przepełnione emocjami powieści z gatunku psychologiczno-obyczajowych.



    W książce "Widok zza rogu życia" poznajemy losy Marty. Kobiety, która nie miała łatwego dzieciństwa. Porzucona przez ojca i wychowywana przez niezrównoważoną emocjonalnie matkę-alkoholiczkę wyrosła na nieśmiałą kobietę, ściśle podporządkowaną woli swojej rodzicielki. Jej los odmienia się, gdy poznaje Artura, starszego od siebie mężczyznę, z którego pomocą udaje jej się wyrwać z rodzinnego domu i pożegnać z prześladującymi ją nieustannie widmami przeszłości. Razem zakładają rodzinę i choć na ich drodze piętrzyło się wiele przeszkód, po latach mają powody by uważać się za prawdziwych szczęściarzy. Marta staje się pewną siebie, silną kobietą. Wydawałoby się, że jesteśmy świadkiem klasycznego "happy endu", jednak w tym momencie tak naprawdę rozpoczyna się cała historia. Do życia szczęśliwej rodziny wkrada się niespodziewany gość, Konrad - syn Artura i jego tragicznie zmarłej dziewczyny, z którą w okresie swoich studiów przeżył krótki, lecz burzliwy romans. Nowy członek rodziny, zdawałoby się idealna kopia ojca, szybko przyciąga uwagę Marty, a cała znajomość zmierza w kierunku, którego bohaterowie bynajmniej sobie nie życzyli.



    Fabuła drugiej powieści "Chwile zamknięte w obrazkach" przenosi czytelnika do Niemiec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Norbert, będąc zdolnym ekonomistą, wraz ze swoją młodą żoną, opuszczają Polskę i przenoszą się do Niemiec, gdzie mężczyzna szybko odnosi sukces. Dostatnie życie, piękny dom, dwójka dzieci, dla niektórych zdawałoby się to spełnieniem wszelkich marzeń. Jednak Dagmara, zawsze wspierająca swojego męża, z czasem zaczyna czuć niezadowolenie, a jej serce zalewa rozgoryczenie i żal spowodowane wyrzeczeniami, jakie musiała ponieść decydując się na przeprowadzkę. Dla swojej rodziny, bowiem zrezygnowała z własnych marzeń. Złota klata, w jakiej zamknięta jest bohaterka zaczyna ją przytłaczać, a sytuacji nie poprawia zachowanie wiecznie zazdrosnego męża. Dagmara coraz więcej czasu spędza w swojej pracowni oddając się skrywanej przed innymi ludźmi pasji, jaką jest malowanie. Wszystko trwa do czasu, aż przypadkowo podsłuchana rozmowa telefoniczna sprawia, że jej dotychczasowe życie traci sens, a szczęście całej rodziny wydaje się wisieć na włosku.
    Losy bohaterów żyjących w Pani powieściach nie należą do najłatwiejszych. Stawia ich Pani pod przysłowiowym murem zmuszając do podejmowania trudnych decyzji. Czy pisząc o losach swoich bohaterów zastanawia się Pani, co sama zrobiłaby na ich miejscu?
    Kiedy piszę, zupełnie się na tym nie skupiam. Moje odczucia, wrażenia, przemyślenia schodzą w tym czasie na odległy plan, bo też i moje życie wówczas - poza niezrozumiałymi dla mnie do końca procesami zachodzącymi w mojej głowie i stukaniem w klawiaturę komputera -ogranicza się, niemal wyłącznie - do prozaicznej fizjologii. A bujne, dla odmiany, życie moich bohaterów w zasadzie się z nim nie łączy (a przynajmniej nie bezpośrednio). Prawdę powiedziawszy, podczas pisania zapominam o istnieniu panihb.
    Pani bohaterki to silne kobiety o artystycznych duszach, czy są one w jakiś sposób powiązane z Pani osobą? Wielu autorów przyznaje, że tworząc głównego bohatera/bohaterkę wzoruje się na własnej osobie.
    Żeby było jasne, żadna z dotychczas napisanych przeze mnie historii nie jest autobiografią.
    W moich powieściach bohaterowie do czytelnika nie powracają. Za każdym razem tworzę nową fabułę i nowe, w żaden sposób niepowiązane ze sobą postaci. Obawiam się, że gdybym za każdym razem obdarowywała (czy też, jak kto woli, obarczała ) je swoimi cechami, to wkrótce powiałoby pospolitą nudą i - o zgrozo! - nikt nie chciałby moich książek czytać. Myślę jednak, że przy pisaniu powieści psychologicznych nie da się tak do końca tego zjawiska uniknąć i choć niekoniecznie dzieje się to świadomie zawsze zdarzają się jakieś przecieki. Jednak, nie wiedzieć czemu, zdecydowanie częściej zdarza mi się odnajdywać własne cechy w postaciach drugoplanowych.
    Dalsza część wywiadu dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  12. Artius
    ?Czas zmierzchu, nowa książka autorstwa bestsellerowych powieści Metro 2033 i Metro 2034, jest rosyjską odpowiedzią na twórczość Dana Browna; Glukhovsky zaś jeśli nie nowym Gogolem, to na pewno jest rosyjskim Stephenem Kingiem. I nie są to porównania przesadzone.? ? bardzo śmiały fragment opisu już na początku próbuje przedstawić potencjalnemu czytelnikowi owe dzieło w samych superlatywach. Czy zbytnie wyolbrzymianie może stać się początkiem wielkiej katastrofy? Czy autor poradzi sobie z zupełnie nową tematyką? Gdzie w tym wszystkim znajdują się hiszpańska ekspedycja, oraz księgi Majów? Jeżeli jesteście ciekawi, kiedy nastąpi koniec świata, to koniecznie musicie sięgnąć po ?Czas Zmierzchu?. Przed lekturą sprawdźcie jedynie, czy drzwi do waszego domostwa są zamknięte.



    Głównym bohaterem tej powieści, a jednocześnie naszym narratorem jest czterdziestoletni tłumacz, mieszkaniec Rosji. O jego wyglądzie nie dowiadujemy się zbyt wiele, gdyż nie jest to istotna sprawa. To niecodzienna, wręcz nietypowa osoba, która nie pasuje do swoich czasów. Wraz z biegiem wydarzeń przeżywamy z nim niezwykłe przygody, a sam nie stara się kryć swoich skrajnych emocji. Trudno nazwać go kukłą, gdyż posiada intensywną, żywą osobowość, skrywaną pod płaszczem szarej codzienności. Autor niezwykle zręcznie stworzył tą postać, widać ile trudu kosztowała go ta innowacyjna kreacja. Oprócz pozytywnych aspektów, trzeba także wspomnieć o poważnym minusie. Nasz narrator nie każdemu przypadnie do gustu. Jeżeli go nie polubicie, to po prostu go znienawidzicie. Trudno pozostać tutaj neutralnym, co ukazuje się w miarę postępu lektury.
    Niewiele więcej można powiedzieć o pobocznych postaciach, które po prostu są obecne w historii, jednak autor nie poświęca im zbyt wiele uwagi. Pomimo swojego minimalizmu odgrywają tutaj naprawdę ważne role, chociaż zdarzają się i takie, które wydają mi się całkowicie zbędne. Brakuje tutaj typowych opisów, charakterystyk czy wieloetapowej wymiany zdań. Nie jest to jednak wada, gdyż takie elementy zepsułyby jedynie skrzętnie budowany nastrój.
    Świat przedstawiony w tej lekturze zasadniczo możemy podzielić na dwie odmienne części. Pierwszą z nich jest teraźniejszość, czasy współczesne w których żyje nasz narrator. Nie znajdziemy tutaj nic fascynującego. To po prostu szara rzeczywistość, z którą trzeba się zmierzyć. Oczywiście należy wspomnieć o paranormalnych zjawiskach i potworach, które odwiedzają ten świat. Wtedy całość nabiera bardzo wyrazistego charakteru, unikatowego smaczku, który wyłania się podczas czytania.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  13. Artius
    Dziś świętujemy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich! Z tej okazji nie może rzecz jasna zabraknąć konkursu. Przygotowaliśmy dla Was dwie wyjątkowe pozycje od wydawnictwa Zysk i S-ka, które rozlosujemy wśród dwóch osób, które w najciekawszy sposób dokończą zdanie: "Czytam książki, ponieważ...".  

      Do wygrania:
    "Wańko z Lisowa" oraz "Dziewczyna o kruchym sercu" od wydawnictwa Zysk i S-ka.  
    Wpisujcie odpowiedzi w komentarzach na blogu, FB lub wysyłajcie je na naszego maila: redakcjakztk@gmail.com
    Termin nadsyłania zgłoszeń: do 30 kwietnia, do północy.
    Ogłoszenie wyników: 1-2 maja.
     
    Wśród nadesłanych odpowiedzi redakcja KZTK wybierze zwycięskie po zamknięciu konkursu, wyniki zostaną opublikowane 1-2 maja w aktualnościach na stronie głównej oraz na profilu na FB. Za wysyłkę nagród odpowiada redakcja KZTK. Wybór Redakcji jest subiektywny i nie podlega dalszej dyskusji. Wysyłając do nas pracę na konkurs, zgadzasz się na jej publikację na łamach KZTK.  
    Nagrody ufundowało wydawnictwo Zysk i S-ka.
  14. Artius
    Będąc na Targach Książki każdy czytelnik staje przed trudnym wyborem. Będąc otoczonym książkami jak wybrać ten właściwy tytuł? W szczególności, gdy nie poszukujemy żadnej konkretnej pozycji. Ku ?Królowej Ptaków? skusiła mnie piękna okładka połączona z intrygującą opinią profesora Grzegorza Leszczyńskiego ?To liryczne, pastelowe haiku prozą ? oszczędne w każdym słowie, powściągliwe w ujawnianiu emocji, choć emocji pełne?. Zaintrygowana postanowiłam zagłębić się w historię. Co z tego wynikło? Serdecznie zapraszam do wyprawy do królestwa Królowej Ptaków.



    Opowiadaną historię przyjdzie nam oglądać poprzez oczy dwójki głównych bohaterów: Marka i Marty. Dziewczyna jest nową uczennicą w miejskiej szkole. Jako że jest to niewielka miejscowość jej przybycie od razu zwraca uwagę wszystkich. Chłopak zafascynowany ptakami od małego ze zdziwieniem dostrzega w dziewczynie cechy tych zwierząt. Początkowe zaciekawienie dziewczyną szybko zmienia się w podejrzliwość a nawet niechęć, a dziwne wydarzenia jakie wokół niej się dzieją tylko potęgują te odczucia.



    Tak wygląda w dużym skrócie początek opowiadanej historii, widzianej oczami Marka. Drugą połowę książki stanowi ta sama historia postrzegana z perspektywy Marty. Ów podział okazuje się niezwykle ważny. Pierwsza część historii przesycona jest nastrojem niepokoju, a granica między światem rzeczywistym, a drugim fantastycznym związanym z tytułową Królową Ptaków i jej poddanymi, będącymi połączeniem różnych istot z ptakami, zatraca się. Czytelnik nie wie czy to, co chłopiec widzi jest prawdziwe, czy są to tylko jego urojenia, wywołane podszeptami wyobraźni i dziwnych zbiegów okoliczności. Nie znamy też dokładnej roli Marty, która znika i pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, zawsze będąc w centrum dziwnych zdarzeń.



    Druga część książki rozwiewa nieco tajemnicy, pokazując nam wydarzenia z perspektywy dziewczynki i pozwalając szerzej spojrzeć na sprawy, o których chłopiec nie miał bladego pojęcia. Dowiadujemy się dlaczego Marta przybyła do miasteczka oraz czym spowodowane było jej zachowanie. Mimo to magia i dziwny świat Królowej Ptaków nadal są obecne w życiu bohaterów i odciskają na nich swoje piętno. Jednoznaczne określenie czy Królowa Ptaków rzeczywiście istnieje, czy jest tylko forma ucieczki od otaczających dzieci problemów nadal jest niemożliwa.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  15. Artius
    „Niepowszedni. Porwanie” to pierwszy tom nowej trylogii młodzieżowej, która na początku kwietnia zagościła na półkach księgarni. Wychwalana jako debiut którego oczekuje każdy wydawca wzbudziła zarówno moje zainteresowanie jak i obawy. Czy rzeczywiście otrzymaliśmy pozycję wyróżniającą się na tle innych młodzieżówek? Co czytelnikowi maja do zaoferowania tytułowi Niepowszedni? Czy losy kolejnych już dzieci obdarzonych niezwykłymi mocami mają szansę skraść serca czytelników? Serdecznie zapraszam do wspólnej wyprawy, która rozpocznie się w niepozornej wiosce i poprowadzi nas aż ku odległemu cesarstwu, gdzie uzyskamy odpowiedzi na te i inne pytania.  

          Niepowszedni to miano jakim ludzie nazywają dzieci obdarzone niezwykłymi. Rodzą się one bardzo rzadko i ich dary są niezwykle cenne: Unik to osoba niezwykle uzdolniona w walce, której nie obcy żaden oręż, Źrenicznik posiada wzrok tak bystry, że wypatrzy szpilkę w stogu siana, Wodniczka nie tylko wyśmienicie pływa, ale i wytrzyma pod wodą znacznie dłużej niż zwykły człowiek, Bestiarka bez problemu ułoży nawet najgroźniejsze zwierzę, Gwarek to osoba, która w mig nauczy się każdego języka, a Żniwiarka posiada moc zdolną zarówno leczyć jak i odbierać życie. Nie dziwnym jest więc fakt iż Niepowszedni są tak pożądanym przez handlarzy ludźmi łupem. Nila i jej młodsza siostra Alla miały nieszczęście przekonać się o tym na własnej skórze, gdy trafiają w ręce Okrutnych Złotników, najgorszych z handlarzy żywym towarem i wraz z innymi dziećmi porwanymi z rodzinnych domów zmierzają na Targ Niewolników, gdzie przypieczętowany zostanie ich los. Czy dziewczynkom wraz z nowymi przyjaciółmi uda się odzyskać wolność? O tym musicie przekonać się już sami.  
          Rozpoczynając przygodę z „Niepowszednimi” podchodziłam do książki z pewną dozą ostrożności - z jednej strony obawiałam się rozczarowania, z drugiej historia zainteresowała mnie i dałam się wciągnąć w wir wydarzeń już od pierwszych stron. Polubiłam bohaterów powieści, czwórkę rezolutnych dzieciaków: Żniwiarkę Nilę, Bestiarkę i Gwarka w jednym, czyli jej siostrę Allę, Unika Sambora, Źrenicznika Dalko i Wodniczkę. Każde z nich wyróżniało się nie tylko wyjątkowymi mocami, ale także unikatowym charakterem i tworzyli razem naprawdę ciekawą gromadkę. Co więcej byłam ciekawa jak bohaterowie rozwiną się z bezradnych dzieci wyrwanych spod skrzydeł swoich rodziców, pod wpływem wydarzeń i zderzenia z zupełnie nowym i brutalnym światem. Niestety nie otrzymujemy oryginalnej historii, a zlepek znanych już z innych pozycji, można wręcz powiedzieć tradycyjnych rozwiązań. Klasyczny podział na dobro i zło, bez chociażby najmniejszego odcienia szarości, osobiście trochę mi przeszkadzał. Podczas lektury brakowało mi chociażby cienia wątpliwości czy dzieci mogą zaufać danej postaci - albo ktoś jest skrajnie dobry, albo skrajnie zły, innej opcji nie przewidziano. Nie oznacza to jednak, ze brak w książce emocjonujących fragmentów, akcja jest wartka i utrzymuje równe tempo. Młodszym czytelnikom pozycja ta z pewnością przyniesie wiele przyjemnych chwil podczas lektury, wypełnionych niezwykłymi przygodami dzieci, jednak należy wziąć pod uwagę, że nieco starszych i bardziej wymagających może nieco rozczarować.

          Elementem, który nadrabia braki fabularne jest przepiękny język w jakim została napisana książka. Bogate opisy i równie różnorodne słownictwo obok którego trudno przejść obojętnie, to niewątpliwe atuty, które pozytywnie wpływają na odbiór. Tym bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż autorzy książek młodzieżowych często zaniedbują ten jakże ważny element każdej książki serwując czytelnikom proste zdania i nie skupiając się zbytnio na opisywaniu miejsc akcji. Justyna Drzewiecka wręcz przeciwnie, kreśli przed czytelnikiem świat Niepowszednich z niezwykła starannością tak, że można podczas lektury zobaczyć każdy, nawet najmniejszy jego element, przed oczami.   Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  16. Artius
    Niedawno w Polsce ukazał się pierwszy tom mangi ?No Game No Life?, pomimo iż anime nie należało do jakiś wybitnych z przyjemnością sięgnęłam po mangową adaptację historii, mając nadzieję, że spodoba mi się nieco bardziej. Niestety to co nie zachwyciło mnie w anime tutaj uderzyło we mnie ze zdwojoną mocą.



    Sora i Shiro to dość nietypowe rodzeństwo, genialni gracze o błyskotliwych umysłach, niestety kompletnie nieprzystosowani do życia wśród innych ludzi. Zamknięci w swoich czterech ścianach nie widzą sensu w świecie w którym przyszło im żyć, nazywając go wyjątkowo ?gównianą grą?. Nic dziwnego gdy za sprawą boga Teta, przenoszą się do świata gdzie wszystkie spory i konflikty rozstrzyga się za pomocą gier czują się jakby nareszcie znaleźli się tam gdzie pasują i ani myślą o powrocie. Co wyniknie z ich pobytu w niezwykłym świecie? Na odpowiedź na to pytanie przyjdzie nam niestety zaczekać do kolejnych tomów mangi.



    Historia zapowiadała się ciekawie, pomimo iż nie zaskakiwała niczym oryginalnym. Przeniesienie bohaterów do świata fantasy, element gier, zarówno komputerowych jak i tych zwykłych, niezwykłość głównych bohaterów, to wszystko już widzieliśmy, a mimo to ?No Game No Life? mogłoby być naprawdę dobrym tytułem, gdyby nie elementy, które jak dla mnie zabijają potencjał tytułu. Fanserwis zabija tutaj fabułę i zajmuje tyle miejsca, że po skończeniu lektury miałam wrażenie, że fabuły było tutaj tyle co przysłowiowy kot napłakał. Bohaterowie przybyli do świata, spotkali księżniczkę Stephanie i w sumie to już wszystko. Po drodze za to można było się do woli napatrzeć na majteczki i piersi obu bohaterek. W dodatku przybierane niekiedy przez bohaterów pozy były tak dziwne i bezsensowne, że miałam wrażenie, że coś przegapiłam i dlatego nie zrozumiałam ich reakcji. Przykładem jest chociażby gra w papier, kamień, nożyce między Sorą a Stephanie. Dlaczego dziewczyna zrobiła się nagle czerwona na twarzy i chwyciła spódniczkę jakby ta zaraz miała odfrunąć? Takimi dziwnymi sytuacjami wypełniony jest cały tomik. Nie wspomnę już o scenach o czysto erotycznym zabarwieniu z udziałem Shiro. Japończycy mają odmienną kulturę, ale umieszczanie jedenastolatki jako obiektu pożądania, mówiącej o upodobaniach swojego brata, lub kręcącej film pornograficzny jest co najmniej dziwne i niestosowne.



    Komedii w tomiku nie znalazłam wcale, chyba ze to wspominane wyżej sceny miały mnie rozbawić, co im się nie udało. Jeżeli szukacie mangi, gdzie nie zabraknie scen z piersiami i innymi częściami kobiecego ciała, a chcecie się przy tym pośmiać zdecydowanie bardziej polecam ?Hatsukoi Limited?, które prezentuje o niebo wyższy poziom. Wracając jednak do pozostałych elementów, na które czekałam w ?No Game No Life?, to przygoda, no cóż, dopiero się zacznie, bo pierwszy tom jest jedynie wstępem do historii niezwykłego rodzeństwa. Jedynie do kreski nie mogę się przyczepić, bo jest oryginalna i ładna, wyróżniając się przede wszystkim sposobem rysowania oczu, które są dość niezwykłe i przyciągają uwagę.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  17. Artius
    ?Miłość, radość zachwyt, strach, bunt, mierzenie się ze sobą i ze światem ? pięćdziesiąt skrzących emocjami wierszy wybranych spośród przebogatej twórczości mistrza słowa. Poezja Tuwima, zawsze aktualna i świeża? ? opis zawarty na okładce bardzo treściwie przedstawia zawartość tego dzieła. W dzisiejszych czasach trudno znaleźć osobę, która nigdy nie słyszała chociażby jednego wiersza tego autora. Ponadczasowość utworów wynosi Juliana Tuwima ponad innych autorów. Jeżeli pragniecie przypomnieć sobie uniwersalizm i piękno jego dzieł, to ?Najpiękniejsze wiersze? zebrane w przepięknym wydaniu będą świetnym powrotem do lat dzieciństwa.



    Najpiękniejsze wiersze Juliana Tuwima do wydawnictwa Egmont to klasyka w czystej postaci. Zbiór ponadczasowych, wyselekcjonowanych utworów autora został uzupełniony przepiękną oprawą graficzną. Nie chodzi tutaj wyłącznie o jej jakość, ale także o minimalizm, prostotę oraz przesłanie, jakie ze sobą niesie. Wtrącenia graficzne urozmaicają lekturę, pozytywnie wpływając na wyobraźnię czytelnika. Samo wydanie nie budzi zastrzeżeń. To książka, której nie można powstydzić się na półce.



    Pięćdziesiąt wyselekcjonowanych wierszy podzielono na działy, z czego każdy wyróżnia się indywidualnym kolorem. To ciekawe zagranie, które nadaje całości głębszego charakteru. Minimalistyczne ilustracje nadają lekturze unikatowego wydźwięku. Aby to w pełni zrozumieć potrzeba osobistego kontaktu z tym zbiorem. Osobiście nie jestem wielkim fanem poezji, lecz to wydanie pochłonęło mnie bez reszty.



    Niewiele można powiedzieć na temat samych utworów, gdyż każdy z nich zasługiwałby na osobne omówienie. Każdy z przedstawionych tutaj wierszy jest wyjątkowy. Widać jak autor bawi się z czytelnikiem za pomocą słów. Jest to wymagająca, ale przyjemna lektura. Możliwość rożnej interpretacji zaprezentowanych wierszy, ukryte w słowach drugie dno, a także poruszane w nich tematy sprawiają, że wiersze nie tylko bawią, ale także uczą i zmuszają do głębszego zastanowienia się nad tym co autor chciał nam przekazać. Jak wspomniałem na początku, warto zauważyć, że nie wszystkie dzieła Tuwima przeznaczone są dla najmłodszych.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  18. Artius
    ?Rewolwerowiec zbudził się z dziwnego snu, który zdawał się składać z jednego obrazu: Żeglarz z talii tarota, za pomocą której mężczyzna w czerni przepowiedział mu (a przynajmniej tak twierdził) niewesołą przyszłość.? - słowa witające nas w tym tomie są tak naprawdę bardzo trafnym, a zarazem skompresowanym streszczeniem książki. Czy odpowiedzi uzyskane od człowieka w czerni przybliżą Rolanda do Mrocznej Wieży? Czy przepowiedziana ?trójka? okaże się zbawienna? Jak w tym wszystkim odnajdą się rewolwerowiec i jego towarzysze? Jeżeli poszukujecie odpowiedzi na powyższe pytania, to serdecznie zapraszam do lektury drugiego tomu Mrocznej Wieży pt. ?Powołanie Trójki?.




    Podchodząc do kontynuacji przygód Rolanda byłem pewien, że nie będzie to lekka lektura, gdyż oryginalny styl autora nie należy do najłatwiejszych. Nauczony przez poprzedniczkę wiedziałem czego mogę spodziewać się w tym tomie, jednak moje przypuszczenia nie potwierdziły się. Pisząc te słowa byłem świadomy, że każdy tom należy traktować bardziej jako ogniwo całego cyklu, a nie odrębne elementy układanki. Takie ustosunkowanie nie ujmuje żadnemu dziełu, gdyż dopiero kompletny ośmioksiąg ujawnia wszystkie ukryte tajemnice. Takie podejście połączone z lekkim obiektywizmem jednostkowym pozwoli na rzetelne ukazanie tego, co tkwi na kartach powieści.
    Głównym bohaterem tej opowieści pozostaje znany nam już rewolwerowiec Roland Deschain, jednak podczas tej przygody nie będzie musiał podróżować samotnie. Do grona jego towarzyszy dołączą kolejno Eddie Dean, Odetta Holmes, oraz Jack Mort. Nie są to postacie przypadkowe, jak wszystko w powieści Kinga. To rzetelnie skonstruowane byty, posiadające wolę przetrwania, prawdziwe uosobienie krwi i kości na kartkach papieru. Autor w tej kwestii wykazał się ogromnym kunsztem. Sprzymierzeńcy w misji połączeni są niewidzialnymi nićmi losu, które oprócz oczywistego scalania, świetnie kontrastują ich osobowości. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem do czynienia z tak fantastycznie wykreowanymi postaciami. Każda z powyżej wspomnianych osób mistrzowsko odgrywa przypisaną rolę, lecz nie jest to teatr lalek. Nie ma tutaj niewidzialnej ręki prowadzącej ślepą marionetkę. To przepełnione uczuciami życie, które widoczne jest na każdym kroku.
    Akcja tego tomu rozpoczyna się po konfrontacji z człowiekiem w czerni, na brzegu Morza Zachodniego. Roland już od samego początku rzucony jest w wir śmiertelnych wydarzeń, z których udaje mu się wyjść, chociaż ze sporym problemem. Tempo wydarzeń jest strasznie powolne i monotonne, co przy zadziwiającej łatwości odbioru jest dziwnym kontrastem. Wielowątkowa fabuła nie odstaje od poprzedniczki, jednak jest strasznie nudna i w niektórych miejscach, aż oklepana. Całość sprowadza się do ?powołania trójki?, czyli zebraniu towarzyszy do dalszej podróży. Każde przejście przez tajemnicze drzwi wprowadza nas do zupełnie odrębnej historii. Pomimo różnorodności są one w moim mniemaniu sztuczne, autor zdecydowanie przeholował z miksem gatunkowym.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  19. Artius
    ?My Little Pony: Przyjaźń to magia? to seria niezwykła. Serial stworzony z myślą o dzieciach podbił bowiem serca wielu dorosłych, wciągając w wir niezwykłych przygód Twilight Sparkle i jej przyjaciół. Nie ukrywam, że także uległam czarowi tej pozycji i gdy tylko pojawiła się okazja by sięgnąć po komiks stworzony na podstawie serialu nie musiałam się długo zastanawiać. Co przyniosła mi ze sobą lektura trzeciego już tomu serii? Zapraszam do lektury.



    Trzeci tom komiksu zawiera w sobie dwie historie ?Zen i sztuka naprawy altany? oraz ?Rżenie serca?. Ku mojemu ogromnemu zadowoleniu są to historie, których nie znajdziemy podczas oglądania serialu. Zupełnie nowe przygody stworzone na potrzeby komiksu opowiadają tutaj o niezwykłym dniu jaki spędził Big McIntosh podczas Letniego Festynu Igrców i Hołubców, przez który musi się przedrzeć by kupić gwoździe niezbędne do naprawy tytułowej altany. Druga historia opowiada o czymś nad czym zapewne wielu fanów serialu zastanawiało się od dłuższego czasu. Jak poznali się Shining Armor i księżniczka Cadance poznali się? Przyjdzie nam się cofnąć aż do czasów ich młodości, gdy oboje uczyli się w Akademii w Canterlocie.



    Obie historie cechuje to co dla serii najbardziej charakterystyczne, czyli dużo śmiechu, dobrej zabawy a także ukryty w przygodach bohaterów morał. A skoro już o samych bohaterach mowa, to choć prym w tym tomie wiodą Big McIntosh oraz Shining Armor z Cadance nie oznacza to, że nie spotkamy zarówno innych znanych postaci jak i zupełnie nowych kucyków. Podczas Letniego Festynu przyjdzie nam spotkać praktycznie wszystkich mieszkańców Ponyville i nie tylko. Pojawi się na nim bowiem księżniczka Luna, Zecora, Trixie, bracia Flim Flam i wielu innych, także na osób zaznajomionych z serialowymi przygodami czeka wiele smaczków i nawiązań do wcześniejszych wydarzeń. Opowieść o książęcej parze będzie zaś polem do popisu dla autorów jeżeli chodzi o zupełnie nowe charaktery. Zapewne niewiele osób spodziewałoby się, ze dostojny Shining Armor należał kiedyś do grona nerdów, grających w piwnicach akademii w ?Lochy i ogry? gdzie był dumnym paladynem na 12 poziomie.



    Kreska różni się nieco od tej znanej z serialu, jednak nie jest to minus, a zaleta nadająca komiksowi cechy indywidualności oraz dodająca klimaty historią. Niekiedy śmiesznie przerysowane postacie, w szczególności jeżeli chodzi o ich mimikę, z pewnością wywołują na twarzy czytelników uśmiech. Kolory są żywe i wyraziste, a całość została wydana na papierze kredowym. Pod względem jakości komiksu nie można więc powiedzieć złego słowa.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  20. Artius
    Do premiery drugiego tomu przygód magicznych, zwierzęcych pomocników czarodziejów pozostało jeszcze trochę czasu, ale gdy tylko pojawiła się okazja nie mogłam się oprzeć by z niej nie skorzystać. Poprzednie przygody kota Aldwyna, modro sojki Skylar i rzekotki Gilberta wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, jako interesująca książka, która bez namysłu poleciłabym młodszym czytelnikom. Czy ?Tajemnice Korony? okazały się równie ciekawe? Zapraszam do lektury przedpremierowej recenzji.



    Aldwyn i jego przyjaciele, zarówno Ci zwierzęcy jak i ludzcy, szlifują swoje talenty pod okiem czarodziejki Edny, nie spodziewając się, że sielanka nie potrwa długo, ani tym bardziej, że podniebny lot młodych czarodziejów zostanie brutalnie przerwany przez nagły zanik ludzkiej magii. Szybko okazuje się, że problem nie jest tymczasowy, a do tej katastrofy, która dotknęła całą Bezkresję przyczyniła się Paksahara, były chowaniec królowej. Przeciwnik trójki bohaterów z poprzedniego tomu, znowu zagraża królestwu i tylko odnalezienie tajemniczego artefaktu zwanego Koroną Śnieżnej Pantery, może powstrzymać ją przed przejęciem władzy. Losy całego świata ponownie spadają na grzbiety Aldwyna, Skylar i Gilbera. Jakby tego było mało dzielny kocur będzie musiał zmierzyć się nie tylko z zastępami Paksahara, ale także własną przeszłością. Czy dowie się kim byli jego rodzice? I co mu ta wiedza przyniesie? Przekonacie się podczas pełnej przygód lektury.



    ?Chowańce. Tajemnice Korony? oferują młodemu czytelnikowi to za co z pewnością zdążył już pokochać poprzedni tom serii, znanych już zwierzęcych bohaterów, wrzuconych w wir szalonych, często niebezpiecznych, ale za to zawsze magicznych przygód. Tym razem, w przeciągu sześciu dni dzielne chowańce będą przemierzać nie tylko znane nam już tereny Bezkresji, ale wybiorą się także na Drugą Stronę, miejsce opisywane jako niezwykle niebezpieczne, gdzie ludzie wolą się nie zapuszczać. Poznamy lepiej losy Aldwyna i jego rodziny, w szczególności ojca kocura, który okaże się niezwykle ważną postacią. Czytelnikowi przyjdzie też odwiedzić rodzinne gniazdo Skylar, młoda modro sójka okaże się również skrywać w sobie wiele tajemnic. Nie zabraknie także śmiesznych sytuacji zainicjowanych przez Gilberta. Mówiąc krótko niezależnie, którego z trójki bohaterów lubicie najbardziej, każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, a podczas wędrówki z Chowańcami nie będzie okazji by zaznać nudy.



    Język jest prosty, tekst obfituje w wiele dialogów, poprzeplatanych barwnymi opisami miejsc i osób, które spotkają na swej drodze chowańce. Duże litery z pewnością ułatwią lekturę młodszym czytelnikom, a liczne ilustracje dodatkowo przykują ich uwagę. Mówiąc krótko, pod względem wydania otrzymujemy równie wysoki poziom co przy poprzedniczce, żywe kolory na okładce i złote zdobienia skrywają interesującą treść, która przykuje czytelnika na kilka miłych godzin, niezależnie czy będzie to samodzielna lektura, czy czytana przez starsze rodzeństwo, bądź rodziców.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  21. Artius
    Światowe zapasy paliw kopalnianych są coraz uboższe, a wydobywanie tych, które pozostały jest coraz mniej opłacalne dla globalnych koncernów. Niekorzystna lokalizacja danego złoża, liczne konwencje i prawa, środowisko naturalne, to tylko nieliczne przeszkody stojące na drodze do ?brudnej? energii. Lekarstwem na energetyczną bolączkę świata miały być czyste i nieszkodliwe elektrownie jądrowe wykorzystujące pierwiastki radioaktywne do pozyskiwania cennego i tańszego prądu. Czy takie założenia i straszna krótkowzroczność nie będą miały żadnych skutków ubocznych? Hiroszima, Nagasaki, Czarnobyl i Fukushima były tylko cząstkowym pokazem tego, co może się stać z naszym światem przy nieumiejętnej gospodarce atomowej. Czy ta ?czysta? energia nie posiada żadnych wad? Gdzie i jak wydobywa się paliwo do radioaktywnych reaktorów i co dzieje się z odpadami? Jeżeli zadajecie sobie podobne pytania, to serdecznie zapraszam do lektury książki Elżbiety Stasik pt. ?Śmiertelny Atom?.




    Energia atomowa miała zrewolucjonizować świat, zmniejszając ilość dwutlenku węgla w atmosferze w porównaniu ze standardowymi metodami uzyskiwania energii. ?Czystość? owej energii polega właśnie na jej niskiej szkodliwości oraz bezpieczeństwie, co jednak do końca nie jest prawdą. Autorka książki bardzo doraźnie przedstawia prawdę, która ukrywana jest za zasłoną dobroczynnego działania atomu. Czytelnik podczas lektury ujrzy zupełnie inne oblicze atomowej mocy, to które jest usilnie koloryzowane przez media i nie tylko. Negatywne skutki promieniowania, wydobywanie rud uranu, składowanie niebezpiecznych odpadów, to tylko niektóre z prawd przedstawionych przez panią Elżbietę.
    Publikacja koncentruje się przede wszystkim na ukazaniu szkodliwych aspektów energii atomowej. Autora przywołuje tutaj obraz wspomnianego wcześniej Czarnobyla, o którym ludzkość nie może zapomnieć po dzień dzisiejszy. Dodatkowo przedstawione zostają losy mieszkańców różnorakich wsi i miasteczek, które miały cokolwiek wspólnego z tym złowieszczym procederem. Podczas lektury widać znakomite przygotowanie autorki, liczne przypisy na poszczególnych stronach tylko upewniają o znajomości tematu i świadczą o jego dogłębnej analizie. W moim przekonaniu taka fachowość i oparcie całości na niepodważalnych faktach jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Czytelnik wie, że ma do czynienia z naprawdę przemyślanym dziełem, które nie jest wyłącznie zbiorem zapisanych kartek.
    Kolejnym nieodpartym plusem dzieła jest poszerzanie wiedzy na wspomniane powyżej tematy, a nawet więcej. Bardzo bogate przypisy umożliwiają wgląd do danych źródeł, czy nawet pobranie niektórych z nich. Dzięki temu wiemy dokładnie o jakim problemie czytamy. To dobre podejście, jednakowo nie musi się podobać wszystkim czytelnikom. Miłośnicy rozwlekłych opisów będą strasznie zawiedzeni. To po prostu kwintesencja prostego i skompresowanego przekazu, który urozmaicony jest nielicznymi fotografiami. Podkreślają one charakter książki, oraz tematykę o jakiej traktuje.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  22. Artius
    Nadszedł czas na kolejną pozycję poruszającą jakże popularny w książkach młodzieżowych temat samobójstw. Książki typu new adult w najróżniejszy, czasami zaskakujący sposób próbują przedstawić przeżycia i uczucia młodych ludzi, którzy zdecydowali się na opuszczenie tego świata. Krok po kroku patrzymy jak zbliżają się ku swojemu końcowi. Książka ?13 powodów? również pokazuje czytelnikowi związek przyczynowo-skutkowy, jednak z pewnością wyróżnia się z pośród innych pozycji oryginalnym sposobem jego przedstawienia. Na czym on polega i jak całość wypada w ostatecznym rozrachunku? Zapraszam do wspólnego odsłuchania siedmiu kaset magnetofonowych i zawartych na nich trzynastu historii.



    Cała historia rozpoczyna się w dniu gdy Clay Jensen, główny bohater tej książki otrzymuje dziwną przesyłkę. W pudełku pozbawionym adresu zwrotnego znajduje bowiem siedem kaset magnetofonowych. Gdy odtwarza pierwszą z nich słyszy głos swojej zmarłej koleżanki Hannah Baker, po której samobójstwie nadal nie może się otrząsnąć. Nietrudno się domyślić jakie jest jego zaskoczenie gdy słyszy iż na kasetach dziewczyna zawarła trzynaście powodów swojej śmierci, trzynaście historii, których bohaterowie popchnęli ją swoim zachowaniem do odebrania sobie życia. A on jest jednym z nich. Jeżeli odsłucha kasety dowie się dlaczego znalazł się na tych nagraniach i jaka była jego rola w życiu i śmierci Hannah.
    I tak w raz z Clayem rozpoczyna się nasza wędrówka szlakiem wyznaczonym przez nieżyjąca już dziewczynę i jej nagrania. Każda strona kasety to inna historia i inny bohater. Hannah bez owijania w bawełnę wyciąga na światło dzienne brudy i występki znanych chłopakowi osób, całkowicie zmieniając jego światopogląd i opinie na temat otaczającego do świata i osób. Każdej historii towarzyszy rosnący niepokój i pytania: Dlaczego on też znalazł się na tych nagraniach? Co takiego zrobił? I dlaczego Hannah odebrała sobie życie?
    Owa niepewność i trzymanie czytelnika w napięciu bardzo przypadły mi do gustu. Przeplatające się myśli i czyny chłopaka opisywane w czasie teraźniejszym wraz ze snutymi przez Hannah historiami i jej odczuciami z początku zdawały się wywoływać lekki chaos w lekturze, jednak gdy tyko przyzwyczaiłam się do naprzemiennych, często wtrącających i przerywających sobie nawzajem wypowiedzi dwóch różnych bohaterów lektura okazała się bardzo porywająca. Ciekawy i nieco szokujący pomysł polegający na oparciu na oparciu fabuły na nagraniach zawartych na kasetach, będących jednocześnie testamentem i skargą martwej dziewczyny, niewątpliwie przyciąga uwagę. Dodatkowe napięcie i trzymanie w niepewności aż do niemalże samego końca sprawiały, że trudno było się od książki oderwać. Niestety to do czego większość osób może mieć zarzuty to samo zakończenie historii Hannah, a dokładniej powody dla których odebrała sobie życie.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  23. Artius
    DUFF to, jak dowiadujemy się na samym początku książki Kody Keplinger ?Duff. Ta brzydka i gruba?, termin odnoszący się do brzydkiej, grubszej koleżanki, stanowiącej tło dla grona bardziej atrakcyjnych osób, które dzięki swojemu DUFF mogą lepiej wypadać na przyjęciach i imprezach. Bianca, główna bohaterka, przez przypadek odkrywa, że sama jest tytułowym DUFF-em i postanawia zmienić swoje życie. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami.
    Bianca to cyniczna i inteligentna dziewczyna, która nie przejmuje się zbytnio swoim wygładem zachowując dzięki temu swobodę i uczucie wolności oraz indywidualności, które bardzo sobie ceni. Ma dwie wspaniałe przyjaciółki, dobrze uczy się w szkole i wie czego chce w życiu. Pełnię szczęścia burzy dziewczynie jedno słowo ?DUFF?, które pada z ust szkolnego playboya - Wesley Rusha, który licząc na bliższy kontakt z jej atrakcyjnymi koleżankami przysiada się do niej na jednej ze szkolnych imprez. Zapewne każdy czytelnik wie, że każda szkoła rządzi się swoimi prawami, a hierarchia wśród uczniów, nawet jeżeli nie chcemy tego przyznać potrafi nieźle dokopać, szczególnie wtedy, gdy przylgnie do nas niezbyt pozytywna etykieta. Za sprawą jednego słowa Bianca zaczyna wątpić w szczerość osób, z którymi przebywa, a to tylko początek jej kłopotów.
    ?DUFF? to pozycja przeznaczona dla młodzieży, opisująca szkolne przygody i problemy rodzinne głównej bohaterki. Jednak z pozoru schematyczna i przewidywalna fabuła kryje w sobie coś więcej. Autorka poprzez z pozoru banalną historię dla nastolatek porusza taki problemy jak rozwód, osamotnienie, brak możliwości rozmowy o problemach z najbliższymi, a tym samym brak wsparcia od osób, na które najbardziej liczymy, alkoholizm, czy chociażby ocenianie ludzi po pozorach i niekiedy bezmyślne i bezlitosne przypinanie do nich krzywdzących opinii i określeń, a co za tym idzie odrzucenie przez grono rówieśników, a to tylko początek dość długiej listy.
    Jak w większości książek dla nastolatek nie trudno się domyślić, że także tutaj główną role i pierwsze skrzypce w fabule gra romans łączący głównych bohaterów ? Bianci i wspomnianego ? Wesleya. Pojawi się także wątek miłosnego trójkąta, na szczęście jednak posłuży on nie, jako element służący do opisów rozchwiania emocjonalnego bohaterki, a raczej będącego swojego rodzaju ucieczką od problemów, jakie ją dotykają.
    Mimo wielu trudnych tematów, jakie zostają poruszone w ?DUFF?, całą historię charakteryzuje lekkość i dynamiczność, jaką zyskuje książka dzięki wyrazistej narracji. Nie należy także zapominać, że mamy tutaj tak naprawdę do czynienia z komedią, a nie dramatem. Dzięki oryginalnej bohaterce i jej ciętemu językowi nie sposób się nudzić, a jej uwagi i spojrzenie na niektóre sprawy potrafi rozbawić do łez.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  24. Artius
    ?Do miasteczka na pograniczu, Calla Bryn Sturgis, regularnie co dwadzieścia lat przybywają Wilki z krainy zwanej Jądrem Gromu. Napadają na mieszkańców i porywają ich potomstwo. Poddane złowrogim rytuałom dzieci wracają do domów jako upośledzone umysłowo istoty ? pokury. Zrozpaczeni ludzie zwracają się o pomoc do Rolanda z Gilead i jego towarzyszy.? ? przedstawiony przeze mnie opis może być niezwykle skompresowaną recenzją tej książki. Kolejny tom niesamowitego cyklu odkrywa przed nami coraz to nowsze fakty. Czy warto poświęcić czas na jego lekturę? Gdzie w tym wszystkim znajduję się Ka-Tet rewolwerowca? Jaki wpływ na podróż ku Mrocznej Wieży będą miały wydarzenia z miasteczka Call Bryn Sturgis? Jeżeli pragniecie się dowiedzieć, czy Ka będzie łaskawe, to serdecznie zapraszam do lektury piątego tomu Mrocznej Wieży pt. ?Wilki z Calla?.




    Lektura poprzedniczki była dla mnie nie lada przygodą i tego samego oczekiwałem po tym tomie ?Mrocznej Wieży?. Niestety im dalej zagłębiałem się w opisywane wydarzenia, tym mój entuzjazm malał, aż spadł do niebezpiecznie niskiego poziomu. Nie można powiedzieć, że jest to gniot, czy też dzieło niegodne samego mistrza. Po prostu stagnacja skupiona w jednym miejscu, a także silny westernowy klimat odbiły na mnie swoje piętno. Wspomniane czynniki w połączeniu z nietypowym stylem autora mogą niektórych zniechęcić. Aby nie robić niepotrzebnego zamieszania już na samym początku, przejdźmy do konkretów.
    Bohaterami tego dzieła jest niezmienne od kilku tomów Ka-Tet, w którego skład wchodzą: Roland, Eddie, Susannah, Jake, oraz Ej. Ta nietypowa piątka przechodziła już wiele metamorfoz, w zależności od panujących warunków, do których chcąc, nie chcąc musieli się przystosować. W tym tomie nie było inaczej, choć sam rytuał przemiany jest troszkę inny. Zbita dotąd grupa rewolwerowców zaczyna się rozpadać przez skrywane tajemnice, a zaufanie nie jest już tak oczywiste. Oprócz rozwoju fizycznego i duchowego w grupie pojawia się nowa osoba, której obecność nie wychodzi nikomu na dobre. Jest nim kolejne wcielenie Susannah, które spodziewa się narodzin dziecka. Mia ? bo tak ma na imię, czyha tylko, aby przejąć kontrolę nad niepełnosprawnym ciałem kobiety.
    Oprócz znanych nam dobrze postaci napotkamy na naszej drodze sporo nowych osób, które przypadły mi do gustu od pierwszych stron. Niektóre z nich są zwykłymi kukłami, które wykonują zaprogramowane działania, lecz znajdzie się też kila ?żywych? ludzi z krwi i kości. Autor na tym polu zbytnio uległ westernowemu czarowi, przez co mamy do czynienie jedynie z farmerami, ranczerami i tym podobnym zawodom. Nie każdemu przypadnie to do gustu, osobiście troszkę przeszkadzało mi to podczas lektury.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  25. Artius
    Nie ukrywam, że uwielbiam historie o superbohaterach niezależnie czy maja one formę komiksów, filmów czy książek. Jest coś fascynującego w śledzeniu losów zwykłych ludzi, którzy za sprawą zbiegu okoliczności, dziwnych wypadków czy tajemniczego pochodzenia otrzymują niezwykle moce i dzięki nim walczą w słusznej sprawie przeciwko tym, którzy zagrażają pokojowi na świecie. Tak wygląda większość historii, co jednak gdyby obdarzone mocami jednostki zamiast wykorzystywać je w słusznej sprawie zwróciłyby się przeciwko zwykłym obywatelom? Pytanie to zadał sobie znany i ceniony pisarz fantasy Brandon Sanderson, a jego wynikiem jest książka ?Stalowe Serce? rozpoczynająca cykl ?Mściciele?, do której lektury serdecznie Was zapraszam.



    Dziesięć lat temu, wraz z pojawieniem się na niebie Calamity niektórzy ludzie zaczęli się zmieniać, zyskując niezwykłe moce. Świat okrzyknął ich Epikami. Niestety szybko okazało się, że nowe umiejętności szły w parze z okrucieństwem i potrzebą dominacji nad zwykłymi śmiertelnikami. Ludzkość szybko poddała się władzy nowych Panów. Najpotężniejsi Epicy brali we władanie całe miasta czyniąc z nich swoje królestwa. Nie inaczej było z Chicago, w którym niepodzielnie rządzi Stalowe Serce. Epik zdawało by się niezniszczalny, zdolny latać, władający żywiołami i potrafiący przemieniać otaczające go przedmioty w metal. Tylko jedna osoba widziała jak Stalowe Serce krwawi. Cudem ocalały sprzed dziesięciu laty, gdy Stalowe Serce ogłosił swoje imię światu, chłopiec. Dawid stracił tego dnia ojca i każdy szczegół tamtych makabrycznych wydarzeń utkwił mu w pamięci. Teraz gdy w mieście pojawili się Mściciele, jedyne osoby które odważyły się rzucić wyzwanie Epikom, Dawid ma zamiar wykorzystać tą wiedzę, by zemścić się na zabójcy swojego ojca.
    Brandon Sanderson w swojej książce zaskakuje nie tylko odmiennym od tradycyjnego podejściem do tematu superbohaterów, ale i wykreowanym przez siebie światem. Chicago w którym dzieje się akcja książki w dniu pojawienia się Stalowego Serca zostało przez Epika w większej części zmienione w metal. Powierzchnie w większości zamieszkują Epicy i Ci, którzy są w jakiś sposób dla nich użyteczni. Porządku pilnuje wojsko podległe Stalowemu Sercu. Pod ziemią zaś ciągną się wydrążone w warstwie stali tunele, zamieszkiwane przez zwykłych ludzi, ale i szeroko rozumiany margines społeczeństwa, który również znalazł schronienie głęboko pod ziemią, poza zasięgiem wzroku Epików.
    Bohaterowie zamieszkujący stworzony przez autora świat są równie barwni. Nie tylko za sprawą różnorodności Epików i ich mocy ? od tych najbardziej popularnych jak władza nad żywiołami, latanie, niezwykła siła czy umiejętność uzdrawiania, po te bardziej wymyślne jak oddziaływanie na konkretny rodzaj materiału, zmianę konsystencji przedmiotów oraz tworzenie skomplikowanych iluzji. Najciekawsze jednak są słabości, których odkrycie umożliwia zabicie nawet najpotężniejszego Epika. Nie jest to jednak łatwa sprawa, niektórzy są wrażliwy na konkretny rodzaj materiału bądź światła, innych zranić może jedynie osoba o określonych przekonaniach bądź będąca w danym wieku. Pomysłowość autora zaskakuje z każdej strony powieści również pod względem charakterów bohaterów. Każda z przedstawionych postaci ma swoje indywidualne cechy, historię i widać, że została wykreowana z dużą starannością. Moim faworytem jest główny bohater, głównie ze względu na jego zamiłowanie do tworzenia absurdalnych porównań, jak to poniżej:
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
×
×
  • Utwórz nowe...