-
Zawartość
7050 -
Rejestracja
-
Wygrane dni
2
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Artius
-
Problem rozwiązany, więc temat zamykam.W razie potrzeby otwarcia tematu, proszę autora o kontakt przez PW.
-
Podbijam + nowa oferta .
-
Problem rozwiązany, więc temat zamykam.W razie potrzeby otwarcia tematu, proszę autora o kontakt przez PW.
-
Zapoznaj się z regulaminem działu Pomocna Dłoń. Od takich pytań są specjalne tematy w dziale Ogólnie o Grach.
-
Problem rozwiązany, więc temat zamykam.W razie potrzeby otwarcia tematu, proszę autora o kontakt przez PW.
-
Pawellos1111 7 dni urlopu od forum za ignorowanie uwag moderatorów dotyczących nazewnictwa tematów w PD, za brak znajomości regulaminu owego działu, oraz recydywę w wyżej wymienionych.
-
@Pawellos1111 Otrzymujesz 7 dni urlopu od forum za ignorowanie uwag moderatorów dotyczących nazewnictwa tematów w PD, za brak znajomości regulaminu owego działu, oraz recydywę w wyżej wymienionych.
-
Problem rozwiązany, więc temat zamykam.W razie potrzeby otwarcia tematu, proszę autora o kontakt przez PW.
-
Problem rozwiązany, więc temat zamykam.W razie potrzeby otwarcia tematu, proszę autora o kontakt przez PW.
-
Problem rozwiązany, więc temat zamykam.W razie potrzeby otwarcia tematu, proszę autora o kontakt przez PW.
-
Jaka byłaby Wasza pierwsza myśl, gdyby ktoś zaproponował Wam wyprawę przez kraj zaczynając od punktu wysuniętego najbardziej na południu do punktu położonego najdalej na północy i to w ciągu zaledwie trzydziestu dni? Osobiście powiedziałabym: „Szaleństwo!” i porzuciła dalsze rozważania nad tego typu projektem. Jednak jak się okazuje nie miałabym racji. Choć nie tylko o własnych stopach, ale także korzystając z innych środków lokomocji taka wyprawa została zrealizowana. Co można zobaczyć w ciągu trzydziestu dni wędrówki przez nasz ojczysty kraj? Jakie przygody niosła ze sobą taka wyprawa? A przede wszystkim czy była ona czymś więcej niż „zaliczeniem” na czas wytyczonej wcześniej trasy? Jeżeli choć trochę Was to zaintrygowało zapraszam do wspólnej lektury dziennika z podróży i przewodnika po trasie pokonanej podczas projektu Polska Południe-Północ w 30 dni. Książka, tak jak można przeczytać na okładce, stanowi dziennik i przewodnik z wyprawy, nie jest to jednak wyłącznie sucha relacja z tego gdzie danego dnia zaszli uczestnicy wyprawy i co po drodze widzieli, a żywe, pełne emocji wspomnienia z przeżytych przygód. Chyba żadne inne słowo lepiej nie oddaje tego co przeżyli uczestnicy projektu PPP30. Bo choć poruszali się oni według ustalonej wcześniej trasy nie trzymała ona ich w ścisłych ryzach, wręcz przeciwnie nie raz błądzili, odkrywali nowe, nie będące punktami programu miejsca. I jak nie trudno się domyślić, te odkryte całkowicie przez przypadek zakątki Polski, nie raz okazywały się o wiele bardziej ciekawe niż atrakcje, o których można przeczytać w przewodnikach turystycznych. Opisy tych właśnie miejsc, napotkanych na trasie ludzi i przeżytych przygód to główny trzon lektury, dodatkowo uzupełniony istną kopalnią wiedzy i ciekawostek zarówno tych historycznych, geograficznych, jak i przemyśleń samych autorów. Dodatkowo lektura wzbogacona jest o dane GPS, kody QR, mapy i przepisy, tak, że każdy dociekliwy czytelnik może na własną rękę poszukać dodatkowych informacji. Tym co w książce urzekło mnie najbardziej było ukazanie Polski takiej jakiej wielu z nas nie zna. Wiele z opisanych przez autorów miejsc pozostaje znanych wyłącznie okolicznym mieszkańców, a przez cała resztę jest omijanych w drodze do bardziej popularnych atrakcji. A właśnie w takich zdawałoby się zapomnianych miejscach kryje się największy urok. Co ciekawego może kryć się w budynkach nieczynnych zakładów zbożowych w Kozłowie? Jaka jest historia Rogowskiej Kolei Wąskotorowej? Jakie emocje niesie ze sobą nocna wyprawa wśród Kamiennych Kręgów w Odrach? Przyznam szczerze, że po lekturze „Polska Południe-Północ w 30 dni” mam ogromną ochotę poczuć magię tych miejsc na własnej skórze. A to tylko nieliczne przykłady z tego co autorzy zobaczyli podczas własnej wędrówki. Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
-
- recenzja
- wydarzenie
-
(i 2 więcej)
Tagi:
-
Zapoznaj się z regulaminem działu Pomocna Dłoń. Od takich pytań są specjalne tematy w dziale Ogólnie o Grach.
-
Cezar rozdaje chleb ludowi, czyli fred podarunkowy
temat odpisał Artius na Lord Nargogh w Luźna jazda
Zamknięta BETA trwa od godz. 15:00 czasu polskiego 22 kwietnia 2016 r. do godz. 18:00 26 kwietnia 2016 r. Kod do zamkniętej bety Mirror's Edge Catalyst : DXSJ-UHJL-UJRP-FBQZ-4MA5 -
Dziś świętujemy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich! Z tej okazji nie może rzecz jasna zabraknąć konkursu. Przygotowaliśmy dla Was dwie wyjątkowe pozycje od wydawnictwa Zysk i S-ka, które rozlosujemy wśród dwóch osób, które w najciekawszy sposób dokończą zdanie: "Czytam książki, ponieważ...". Do wygrania: "Wańko z Lisowa" oraz "Dziewczyna o kruchym sercu" od wydawnictwa Zysk i S-ka. Wpisujcie odpowiedzi w komentarzach na blogu, FB lub wysyłajcie je na naszego maila: redakcjakztk@gmail.com Termin nadsyłania zgłoszeń: do 30 kwietnia, do północy. Ogłoszenie wyników: 1-2 maja. Wśród nadesłanych odpowiedzi redakcja KZTK wybierze zwycięskie po zamknięciu konkursu, wyniki zostaną opublikowane 1-2 maja w aktualnościach na stronie głównej oraz na profilu na FB. Za wysyłkę nagród odpowiada redakcja KZTK. Wybór Redakcji jest subiektywny i nie podlega dalszej dyskusji. Wysyłając do nas pracę na konkurs, zgadzasz się na jej publikację na łamach KZTK. Nagrody ufundowało wydawnictwo Zysk i S-ka.
-
„Każdy ma czasem ciężki dzień… A co, jeśli ktoś ma ciężkie całe życie…? Na szczęście karta się odwraca… Bóg daje drugą szansę i tak na świat przychodzą droci.” Śmierć jest definitywnym końcem dla większości z nas, jednak w pewnych okolicznościach, które zostały wymienione powyżej rodzi się drot. Czy cena za zostanie jednym z nich nie jest zbyt wygórowana? Czy pozytywne aspekty nowego życia mogą być jednocześnie przekleństwem losu? Na te i inne pytanie odpowiedzi znajdziecie w dziele „Drot. Stworzony z nadziei”. Główną bohaterką książki jest Wiktoria Stan. To młoda matka, samotnie wychowująca swoją kochaną córeczkę Amy, mieszkająca u najlepszego przyjaciela Karola. Wiktoria na początku przygody jest bardzo ograniczoną postacią, zdawałoby się szarą myszką żyjącą z dnia na dzień. Jest to jednak silna i pewna siebie kobieta, która pragnie zapewnić przyszłość swojej córce. Po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa Wiktora wie, że nie jest pospolitą osobą. Nałożenie się na siebie nieszczęśliwych zbiegów okoliczności rozpoczyna interesującą metamorfozę, którą obserwujemy podczas lektury. W trakcie tej przemiany bohaterka zmienia się nie do poznania. Nie chodzi tu wyłącznie o wygląd fizyczny. Jej psychika, czy podejście do życia ulegają diametralnej zmianie na lepsze. Postać Wiktorii przypadła mi do gustu od razu, jednak jej przemiana i wydarzenia związane z jej osobą trochę zatarły pozytywne wrażenia. Oprócz Wiktorii na naszej drodze napotkamy wiele interesujących, oraz zaskakujących osobistości. Amy, Karol, droci źli i dobrzy. Ciężko wymienić wszystkich, jednak mogę zapewnić, że każda postać z osobna jest niezwykle ważna dla fabuły. Aby się o tym przekonać, trzeba sięgnąć osobiście po książkę. Świat przedstawiony nie jest miejscem zaskakującym, wręcz przeciwnie - to współczesne, dobrze nam znane realia, niczym niewyróżniający się świat, w którym żyjemy na co dzień. Jedynym zaskoczeniem mogą być fragmenty nicości obecne podczas metamorfozy głównej bohaterki. Zwiedzamy jedynie te miejsca, w których obecnie rozgrywa się akcja, brak także obszernych opisów. Jest to niewątpliwy minus, bowiem przydało by się scharakteryzować kilka istotnych miejsc, czy też wydarzeń w bardziej szczegółowy sposób, z pewnością nie zaszkodziłoby to powieści, a wręcz przeciwnie. Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
-
„Niepowszedni. Porwanie” to pierwszy tom nowej trylogii młodzieżowej, która na początku kwietnia zagościła na półkach księgarni. Wychwalana jako debiut którego oczekuje każdy wydawca wzbudziła zarówno moje zainteresowanie jak i obawy. Czy rzeczywiście otrzymaliśmy pozycję wyróżniającą się na tle innych młodzieżówek? Co czytelnikowi maja do zaoferowania tytułowi Niepowszedni? Czy losy kolejnych już dzieci obdarzonych niezwykłymi mocami mają szansę skraść serca czytelników? Serdecznie zapraszam do wspólnej wyprawy, która rozpocznie się w niepozornej wiosce i poprowadzi nas aż ku odległemu cesarstwu, gdzie uzyskamy odpowiedzi na te i inne pytania. Niepowszedni to miano jakim ludzie nazywają dzieci obdarzone niezwykłymi. Rodzą się one bardzo rzadko i ich dary są niezwykle cenne: Unik to osoba niezwykle uzdolniona w walce, której nie obcy żaden oręż, Źrenicznik posiada wzrok tak bystry, że wypatrzy szpilkę w stogu siana, Wodniczka nie tylko wyśmienicie pływa, ale i wytrzyma pod wodą znacznie dłużej niż zwykły człowiek, Bestiarka bez problemu ułoży nawet najgroźniejsze zwierzę, Gwarek to osoba, która w mig nauczy się każdego języka, a Żniwiarka posiada moc zdolną zarówno leczyć jak i odbierać życie. Nie dziwnym jest więc fakt iż Niepowszedni są tak pożądanym przez handlarzy ludźmi łupem. Nila i jej młodsza siostra Alla miały nieszczęście przekonać się o tym na własnej skórze, gdy trafiają w ręce Okrutnych Złotników, najgorszych z handlarzy żywym towarem i wraz z innymi dziećmi porwanymi z rodzinnych domów zmierzają na Targ Niewolników, gdzie przypieczętowany zostanie ich los. Czy dziewczynkom wraz z nowymi przyjaciółmi uda się odzyskać wolność? O tym musicie przekonać się już sami. Rozpoczynając przygodę z „Niepowszednimi” podchodziłam do książki z pewną dozą ostrożności - z jednej strony obawiałam się rozczarowania, z drugiej historia zainteresowała mnie i dałam się wciągnąć w wir wydarzeń już od pierwszych stron. Polubiłam bohaterów powieści, czwórkę rezolutnych dzieciaków: Żniwiarkę Nilę, Bestiarkę i Gwarka w jednym, czyli jej siostrę Allę, Unika Sambora, Źrenicznika Dalko i Wodniczkę. Każde z nich wyróżniało się nie tylko wyjątkowymi mocami, ale także unikatowym charakterem i tworzyli razem naprawdę ciekawą gromadkę. Co więcej byłam ciekawa jak bohaterowie rozwiną się z bezradnych dzieci wyrwanych spod skrzydeł swoich rodziców, pod wpływem wydarzeń i zderzenia z zupełnie nowym i brutalnym światem. Niestety nie otrzymujemy oryginalnej historii, a zlepek znanych już z innych pozycji, można wręcz powiedzieć tradycyjnych rozwiązań. Klasyczny podział na dobro i zło, bez chociażby najmniejszego odcienia szarości, osobiście trochę mi przeszkadzał. Podczas lektury brakowało mi chociażby cienia wątpliwości czy dzieci mogą zaufać danej postaci - albo ktoś jest skrajnie dobry, albo skrajnie zły, innej opcji nie przewidziano. Nie oznacza to jednak, ze brak w książce emocjonujących fragmentów, akcja jest wartka i utrzymuje równe tempo. Młodszym czytelnikom pozycja ta z pewnością przyniesie wiele przyjemnych chwil podczas lektury, wypełnionych niezwykłymi przygodami dzieci, jednak należy wziąć pod uwagę, że nieco starszych i bardziej wymagających może nieco rozczarować. Elementem, który nadrabia braki fabularne jest przepiękny język w jakim została napisana książka. Bogate opisy i równie różnorodne słownictwo obok którego trudno przejść obojętnie, to niewątpliwe atuty, które pozytywnie wpływają na odbiór. Tym bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż autorzy książek młodzieżowych często zaniedbują ten jakże ważny element każdej książki serwując czytelnikom proste zdania i nie skupiając się zbytnio na opisywaniu miejsc akcji. Justyna Drzewiecka wręcz przeciwnie, kreśli przed czytelnikiem świat Niepowszednich z niezwykła starannością tak, że można podczas lektury zobaczyć każdy, nawet najmniejszy jego element, przed oczami. Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
-
- blog
- wydarzenie
-
(i 3 więcej)
Tagi:
-
Dobrze wiesz, gdzie szukać reszty fotek :D.
-
W dniach 8-10 kwietnia odbyła się na największa w Polsce, oraz jedna z największych w Europie, impreza związana z szeroko pojętą fantastyką. Mowa rzecz jasna o Festiwalu Fantastyki Pyrkon, który jak co roku ściągnął tłumy spragnionych wrażeń do Poznania. I choć już od lat słyszałam wiele dobrego o Pyrkonie, dopiero w tym roku zdecydowałam się osobiście wziąć w nim udział. Czy było warto? Już teraz mogę wykrzyczeć pełnym entuzjazmu głosem: Tak!, bo pomimo kilku niedociągnięć i zaistniałych problemów, były to trzy dni fantastycznych wrażeń i atrakcji, które na długo zapadną mi w pamięć. Wszystkich, którzy osobiście wzięli udział w imprezie, jak i osoby, którym nie było dane odwiedzić w tym czasie Poznania zapraszam do lektury relacji z tegorocznego Pyrkonu. Poznań od Wrocławia nie dzieli zbyt duża odległość, półtoragodzinna jazda, nie licząc opóźnień jakie zazwyczaj serwuje PKP w ramach biletu, to naprawdę niewiele, tym bardziej, gdy podróż można spędzić w gronie innych osób, podążających w tym samym kierunku i celu. Chyba w każdym mieście na dworcach bez problemu można było rozpoznać pyrkonowców: młodsi i starsi, w przebraniach bądź po prostu obładowani bagażami i wszyscy bez wyjątku podekscytowani tym co jeszcze dziś czekało na nas wszystkich w Poznaniu. Choć na miejscu nie wszystko wypadło tak jak można było tego oczekiwać… Kolejkon 2016 pozdrawia! Pierwszy dzień Pyrkonu minął mi w staniu w kilku długich, wiele razy zakręcających i ciągnących się jak daleko wzrok sięgał kolejkach. Pierwsza z nich prowadziła do samego wejścia na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdzie wśród dziewięciu budynków i przestrzeni między nimi, na uczestników czekać miała moc atrakcji. Gdy wreszcie dzięki zakupionemu w przedsprzedaży biletowi udało się przekroczyć bramki, nadszedł czas poszukiwania kolejnej kolejki, tym razem prowadzącej do punktu, w którym zakupiony bilet można było zamienić na pakiet uczestnika, pozwalający swobodnie wchodzić i wychodzić z terenu targów. Kolejka ta była zdecydowanie najdłuższa, choć półtorej godziny jakie przyszło mi w niej spędzić i tak uważam za nie taki zły wynik. Trudno tutaj jednak nie wspomnieć, że podczas czekania mocno przeszkadzał fakt iż obok uczestników co chwile przejeżdżały auta i trzeba było ustępować im miejsca. Biorąc pod uwagę rozmiar imprezy, liczbę obecnych na niej osób można wręcz powiedzieć iż nie było tak źle. Swego czasu na jednym z wrocławskich konwentów LOVE w kolejce do niewielkiej szkoły przyszło mi stać dwie godziny na mrozie. Pakiet uczestnika przy zakupie biletu w przedsprzedaży. Wracając jednak do wspominanego pakietu uczestnika, na każdą osobę, która zakupiła bilet w przedsprzedaży czekała torba z: programem imprezy, książką z kodami zniżkowymi na zakupy w Krainie Wystawców, parę ulotek, pamiątkowa kostka i rzecz jasna identyfikator. Ostatnia kolejka jaka czekała na mnie tego dnia prowadziła do punktu odbioru naklejek upoważniających do pierwszeństwa wstępu na prelekcje rejestrowane. Był to kolejny bonus dla osób, które zdecydowały się na zakup biletów w przedsprzedaży. Jak widać pierwszego dnia tych, którzy kupili bilety wcześniej czekała walka nie z jedną, a z trzema oddzielnymi kolejkami, wywołało to nieco zamieszania i irytacji, tym bardziej, że osoby kupujące bilet na miejscu, na teren Pyrkonu dostały się o wiele szybciej, a to przecież przedsprzedaż miała być gwarantem szybkiego i bezproblemowego wejścia. Trudno się więc dziwić, że już na wstępie impreza doczekała się drugiej, nieco mniej chlubnej nazwy – Kolejkon 2016. Dalsza część wpisu dostępna jest na blogu zewnętrznym.
-
Serdecznie zapraszamy do lektury wywiadu z Marcinem Jamiołkowskim autorem serii o warszawskim magu – Herbercie Kruku oraz awanturniczej space-opery "Keller" i zbioru opowiadań o nazwie "Migawki”. Wszystkich, którzy znają losy Herberta, jak i tych, którzy dopiero rozpoczną przygodę z książkami „Okup krwi” i „Order” zapraszamy do zajrzenia za kulisy powstawania historii przesyconej magią Warszawy. Marcin Jamiołkowski - źródło: wydawnictwo Genius Creations Jak zaczęła się twoja przygoda z książkami, a następnie z pisaniem? Pamiętasz swój pierwszy tekst? Zaczęła się banalnie – sięgnąłem, przeczytałem, i trwa to do dzisiaj. Ale z pisaniem zwlekałem dość długo. Właściwie nie przypuszczałem, że kiedykolwiek zacznę pisać coś, co warto będzie wysłać do wydawnictwa. Mój pierwszy tekst to było „Przyjęcie”, napisane ponad dwadzieścia lat temu, które ostatecznie wylądowało na Szortalu w postaci drabbla. Ale pierwsze „poważne” pisanie to były zalążki „Okupu krwi”. Kiedy pojawił się pomysł na napisanie własnej książki, co pojawiło się pierwsze? Główny bohater, miejsce akcji, czy może ogólny zarys historii? Chyba miejsce. Pamiętam, że jakoś poruszyło mnie to, że w opowieściach, które do tej pory czytałem, mało jest Warszawy. A potem pojawił się w głowie Herbert. W księgarniach można znaleźć już dwa tomy przygód Herberta Kruka – „Okup krwi” i „Order”, niedługo pojawi się kolejny tom zatytułowany „Bezsenni”. Planujesz również kolejne pozycje z udziałem warszawskiego maga? Jeżeli tak, to czy zdradzisz więcej na ten temat? Mam połowę czwartego tomu o roboczym tytułem „Szczęściarz” oraz grubaśne opowiadanie „Zaginiona”. W tym ostatnim dużo jest o Herbercie, Annie i dziurkach od klucza. Bardzo to opowiadanie lubię i z chęcią zobaczyłbym je drukiem, ale nie wiem jak i gdzie uda się je wcisnąć. Może Genius Creations weźmie je razem z ostatnią częścią. A sam „Szczęściarz” czeka na dokończenie i… chyba tyle. Nie wykluczam, że pociągnę historię Kruka dalej, jeśli będę miał fajne pomysły. Dalsza część wywiadu dostępna jest na blogu zewnętrznym.
-
Problem rozwiązany, więc temat zamykam.W razie potrzeby otwarcia tematu, proszę autora o kontakt przez PW.
-
Problem rozwiązany, więc temat zamykam.W razie potrzeby otwarcia tematu, proszę autora o kontakt przez PW.
-
Problem rozwiązany, więc temat zamykam.W razie potrzeby otwarcia tematu, proszę autora o kontakt przez PW.
-
„Pod rozgwieżdżonym niebem Katowic dzieją się rzeczy niezwykłe. Wizjonerzy obdarzeni nadzwyczajnymi umiejętnościami marzą o tym, by dokonać wielkiego moralnego przeobrażenia współczesnego świata. Rozpoczynają batalię o dobro, możliwość realizacji marzeń, czystość uczuć i obronę własnego ja.” – magiczny opis bardzo szybko zaskarbił sobie moją uwagę. Powieść obyczajowa o takiej tematyce nie jest codziennym widokiem, dlatego z chęcią po nią sięgnąłem. Czy bohaterom manifestującym potęgę umysłu uda się zmienić ludzkie życia i szarą codzienność? Czy do zmian potrzebne są nadprzyrodzone umiejętności? Gdzie w tym wszystkim znajduje się wszechmogący „Stworzyciel”? Jak poradzić sobie z utratą samego siebie? Na te, oraz inne pytania odpowiedzi znajdziecie w powieści Mateusza Barczyka pt. „Kres”. Głównym bohaterem tej powieści jest tytułowy Kres. Nie jest to jego prawdziwe imię, jedynie przydomek nadany przez towarzyszy. O nim samym autor nie skąpi informacji. Poznajemy go na samym początku tej książki, chociaż pod innym imieniem. Nie zdradzę go wam tutaj, bowiem jest wtedy mentalnie inną postacią, którą sami musicie poznać. Po rozległej metamorfozie, która towarzyszy nam podczas całej opowieści, dowiadujemy się wielu interesujących faktów, które wpływają na postrzeganie jego osoby. Osobiście polubiłem go dopiero po przemianie, bowiem przed nią był niezbyt oryginalnym i nie wyróżniającym się osobnikiem. Kres jest niezwykle silną osobą, o otwartym umyśle podatnym na czynienie dobra. Wiążąc te cechy z jego nadprzyrodzoną umiejętnością mamy do czynienia z niezwykle plastyczną osobowością. Szczerze powiedziawszy to bohater, którego nie da się nie lubić. Jego tok rozumowania odmieni wasze spojrzenie na niektóre kwestie. Oprócz Kresa autor w swojej powieści prezentuje nam szereg innych, ważnych osobistości. Marzyciel, Faith, czy Luna to tylko przykłady zgranej paczki niesamowitego stowarzyszenia pomagającego ludziom. Oprócz ludzkiego „ja” każda z nich posiada nadprzyrodzony dar, dzięki którym wzajemnie się uzupełniają w swoich poczynaniach. Oprócz ludzi przyjdzie nam się spotkać z fantastycznymi stworami. Krasnoludy, elfy, oraz inne stwory towarzyszyć będą nam w tym zwariowanym świecie. Bardzo mocną stroną tej książki jest świat przedstawiony. Autor z gracją wplótł fabułę w Katowickie ulice. Całość została przedstawiona bardzo dokładnie, dzięki czemu wycieczkę po mieście mamy w gratisie. Być może nie odnajdziemy tutaj przepastnych opisów, jednak najważniejsze kwestie są przedstawione tak jak należy. Mieszkańcy tego miasta podczas lektury na pewno odnajdą niejeden powód do radości. Oprócz wspomnianego miasta będziemy przemieszczać się w snach, oraz wizjach bohaterów. To niezwykłe doznania, które urozmaicają lekturę. Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
-
Herbert Kruk powraca! Tym razem musi uratować stolicę i jej mieszkańców przed nieznanym nikomu zagrożeniem. Wie tylko jedno - ktoś ukradł chroniący Warszawę artefakt, a prowadzone w tej sprawie śledztwo nie przyniosło żadnych odpowiedzi. Czy magowi uda się odkryć stojącą za tym tajemnicę? Zapraszam do lektury recenzji „Orderu” Marcina Jamiołkowskiego. Akcja „Orderu” rozpoczyna się niewiele później po wydarzeniach, w których zostawił nas „Okup krwi”. W tym miejscu pragnę ostrzec osoby, które nie czytały poprzedniej części przed możliwymi spoilerami, bez których trudno cokolwiek napisać o książce. Jeżeli nie chcecie sobie popsuć niespodzianki radzę najpierw nadrobić zaległości. Herbert z trudem dochodzi do siebie po stracie ukochanej Melanii, a jego umysł zaprząta pragnienie zemsty, gdy zwraca się do niego pułkownik Bieniawski z prośbą o pomoc w odnalezieniu zaginionego Orderu – artefaktu, który bronił Warszawę przed niebezpieczeństwami. Od momentu przyjęcia przez maga zlecenia na odnalezienie Orderu akcja rusza z kopyta do przodu, wrzucając czytelnika w wir wydarzeń, podczas których znowu przyjdzie nam wędrować ulicami stolicy, poznawać jej cuda i tajemnice. Autor po raz kolejny skupia się na głównym wątku, konsekwentnie dążąc do rozwiązania tajemnicy, stawiając na drodze Herberta starych jak i nowych wrogów, jedynie od czasu do czasu wtrącając elementy, które być może zostaną rozwinięte w kolejnym tomie. Osobiście takie rozwiązanie i owa jednotorowość akcji mi nie przeszkadzały, a wręcz przeciwnie sprawiła ona, że książkę czytało się szybko i przyjemnie. Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
