Skocz do zawartości

Artius

Moderatorzy
  • Zawartość

    7050
  • Rejestracja

  • Wygrane dni

    2

Wpisy blogu napisane przez Artius

  1. Artius
    Za nami lektura "Szczurów Wrocławia" i "Otchłani", dwóch najnowszych książek autorstwa Roberta J. Szmidta. Po spotkaniach towarzyszących premierze obu tytułów, sami zapragnęliśmy zadać autorowi kilka pytań, czego wyniki możecie zobaczyć poniżej. Zapraszamy do lektury, będzie o zombie, nuklearnej zagładzie i nie tylko.






    Wydawnictwo Insignis



    Szczury Wrocławia. Chaos




    Dlaczego akurat zombie? Spośród tylu popularnych w literaturze potworów to właśnie przegnili, martwi ludzie sprowadzili na Wrocław śmierć?
    Niszczyłem już moje miasto bombami nuklearnymi, i to trzykrotnie, więc pomyślałem, że czas na małą odmianę. Zombie to taki wdzięczny temat i prawie zupełnie nieobecny w Polsce. Uznałem, że czas coś zmienić, napisać takie nasze swojskie ?The Walking Dead?, którego nawiasem mówiąc, jestem fanem. Postanowiłem jednak podejść do tematu od innej strony i bohaterem pierwszego tomu uczyniłem? samą epidemię. Ludzie stanowią tło tej opowieści, pożywkę, na której rozwija się akcja.
    Czy ma Pan zamiar kiedyś spróbować sił także z innymi przedstawicielami świata nocy: wampirami, wilkołakami itd.?
    Raczej nie. Te tematy zostały naprawdę wyeksploatowane na wszystkie możliwe sposoby. Nie czuję ich, wampiry śmieszą mnie nieodmiennie i chyba tylko w cyklu Lumleya miały jakiś sens.
    Zombie w czasach PRL, nie da się ukryć, że to oryginalne połączenie. Skąd się wziął pomysł na ten nietypowy ?mix?? I dlaczego właśnie te czasy, raczej omijane, jeżeli chodzi o książki postapokaliptyczne?
    Parę lat temu przysłuchiwałem się podczas któregoś z konwentów rozmowie młodych ludzi, którzy ? bardzo zaaferowanymi głosami ? opowiadali takie bzdury o epidemii czarnej ospy z lat sześćdziesiątych, że włos mi się zjeżył na głowie. Wiele o niej wiedziałem, ponieważ mój nieżyjący już ojciec chrzestny był lekarzem, który jak pierwszy zdiagnozował czarną ospę. W ten sposób wpadłem na pomysł, że skoro wydarzenia te budzą wciąż takie emocje, warto by je opleść fantastycznymi wątkami.
    Nie obawiał się Pan, że czytelnik będzie miał problem wczuć się w klimat tamtych czasów?
    Wiedziałem, że dla wielu czytelników ten świat, sam w sobie, wyda się fantastyczny. Głęboki PRL jest dzisiaj tak niewyobrażalny dla młodych ludzi, zwłaszcza tych urodzonych już w XXI wieku, że z ich punktu widzenia równie dobrze mógłbym osadzić akcję ?Szczurów Wrocławia? w uniwersum Wiedźmina. Uznałem jednak, że warto zaryzykować i z jednej strony pokazać, jak wyglądała tamta rzeczywistość, a z drugiej zaserwować czytelnikowi najbardziej krwawą jatkę.
    ?Szczury Wrocławia? doczekały się bogatej edycji kolekcjonerskiej. Czy był to Pana pomysł, czy pochodził ze strony wydawnictwa? Jak wygląda powstawanie takiej edycji? Kto decyduje o jej zawartości?
    To był mój pomysł, ale bez wsparcia wydawcy nigdy nie udałoby się go zrealizować, dlatego bardzo, ale to bardzo dziękuję szefom wydawnictwa Insignis za to, że zaryzykowali. Jest to chyba jedyne wydanie książki w takiej formie, i to nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Ilość problemów z personifikacją zestawów kolekcjonerskich była naprawdę ogromna, więc tym bardziej jestem pełen podziwu, że mój wydawca zdecydował się na zrobienie takiego wydania.
    Kolejnym ciekawym pomysłem związanym z książką jest fakt, iż na jej kartach giną prawdziwi ludzie, zabieg ten odniósł niemały sukces, co wskazuje chociażby liczba polubień na profilu książki. Jak się to wszystko zaczęło? Kiedy zrodził się pomysł by dać czytelnikom ?zaszczyt? przelania krwi na stronach ?Szczurów??
    To był przypadek. Każdy, kto czyta moje książki, z pewnością zauważył już dawno, że lubię umieszczać na ich kartach znajomych. Tak też chciałem zrobić tym razem, więc napisałem na Facebooku, że szukam chętnych na statystów do nowo powstającej powieści. Myślałem, że zgłosi się kilkunastu chętnych, tymczasem po kilku dniach było ich już czterystu, a liczba ta wciąż rośnie (dzisiaj mówimy o ponad 3500 chętnych). Widząc, jak ogromne jest zainteresowanie, poszedłem dalej. Zaproponowałem ludziom główne role, potem wpadłem na pomysł, że wszyscy bohaterowie książki będą awatarami naprawdę istniejących ludzi. I to się sprawdziło.
    Dalsza część wpisu dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  2. Artius
    ?Dziewczyna z ironicznym uśmiechem podchodzi bliżej krawędzi, wdycha czyste powietrze do płuc. Zamyka oczy i daje się prowadzić swoim zmysłom? Wystarczył jeden ruch i jej ciało zaczęło bezwładnie spadać w dół?? ? przytoczony fragment prologu idealnie oddaje tajemniczość całego dzieła. Początkowa niewiedza, będąca błogosławieństwem z biegiem czasu staje się ogromnym kłopotem i ciężarem. Zaskakujące wydarzenia, rzeczywistość o której tak naprawdę nie mamy bladego pojęcia, oraz nasz przystojny Opiekun. Czy ta formuła nie brzmi zbyt podejrzanie? Czy wrzucona w wir starożytnej rozgrywki Angelika poradzi sobie z przeciwieństwami losu i pokona Antychrysta? Jakie przeznaczenie czeka nieświadomą niczego Kapłankę? Na powyższe pytania odnajdziecie odpowiedzi w ?Zakazie?, którego lekturę serdecznie polecamy.



    Główną bohaterką powieści jest Angelika Langer, która przez najbliższych znajomych jest nazywana Angel. To typowa nastolatka, o której w zasadzie nie dowiadujemy się zbyt wiele. Oprócz codziennego życia Angelika musi zmagać się ze swoim niecodziennym darem, którym jest widzenie dusz umarłych ludzi. Początkowo takie zestawienie zniechęciło mnie, gdyż jest to strasznie oklepany motyw, jednak w miarę czytania przekonałem się do głównej bohaterki. Częste wybuchy złości, niedojrzałe, nastoletnie zachowanie sprawiają, że akcje z jej udziałem nabierają lekko komicznego zabarwienia. Pomimo widocznych wad i wybuchowego temperamentu bohaterki nie można nazwać słabą, czy niezdecydowaną. Wręcz przeciwnie, to zdeterminowana osoba, pewna swoich racji, idąca przed siebie z podniesioną głową. Niestety osamotniona główna bohaterka, to trochę za mało, aby pchnąć resztę książki na wyżyny literatury.
    Oprócz Angeliki autorka postawiła na naszej drodze kilka interesujących postaci, o których warto wspomnieć. Pierwszą z nich jest niewątpliwie nasz opiekun o imieniu Oscar. To bardzo tajemnicza osoba, której cechą charakterystyczną jest palenie niebotycznej ilości papierosów dziennie. Zawsze wszystko wie lepiej, zataja najważniejsze informacje, a mimo tego dba o swoją podwładną najlepiej jak umie, chociaż nie zawsze przynosi to zamierzony efekt. Połączenie jego opiekuńczości z wybuchowym charakterem Angel jest bardzo śmieszne. To trzeba przeczytać samemu, trudno to opisać, aby nie zepsuć efektu. Kolejnym towarzyszem naszych podróży zostaje, w wyniku zbiegu okoliczności, wampir Vilhelm. O nim samym dowiadujemy się niewiele, gdyż poznajemy go dosyć późno. Nie ma to jednak znaczenia, gdyż honorowy wampir z poczuciem humoru jest warty grzechu. Jestem ciekaw jak ta postać rozwinie się w kolejnym tomie.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  3. Artius
    „Ta zatruta, krwawiąca ziemia jest ojczyzną dla wielu, którzy przeżyli katastrofę. Ojczyzną, której są gotowi bronić do ostatniego tchu. Jedyny dom odważnych ludzi, dawno umarłych dla całego pozostałego świata. Ich ziemia. Ziemia Niczyja”. - specjalnie przytoczyłem końcówkę opisu, gdyż idealnie oddaje ona charakter książki. Coś, gdzieś i po coś, jednak wszystko zostało zatracone po drodze. Czy tytułowe „Ziemie Niczyje” okażą się puste i bezlitosne nawet dla czytelników? Gdzie w tym wszystkim są mutanty, oraz anomalie? Co tak naprawdę doprowadziło do wspomnianej katastrofy? Jeżeli chcecie się o tym przekonać, to zapraszam do lektury „Ziemi Niczyjej”.
     

         Jednym z najważniejszych bohaterów jest tutaj Michaił Siergiejew, z którym przeżyjemy praktycznie większą część przygód. To wyrachowana osoba, która potrafi sobie radzić w życiu, nawet pomimo słusznego wieku. Po drodze zapoznamy się także z okresem jego dojrzewania, co jest ważne dla rozgrywających się wydarzeń. Prosty, tajemniczy, oraz wyszkolony agent, który nie ma sobie równych. Nie polubiłem go, jednak w książce jest to jedna z najsensowniejszych postaci. Brak szczęśliwego dzieciństwa oraz życie zaplanowane przez dziadka widocznie odbiły się na jego zachowaniu, co czuje się podczas lektury. Z jednej strony ma to wiele plusów, dzięki temu udało mu się przeżyć największą katastrofę ludzkości. Pomimo szorstkości, okazuje on ludzkie uczucia, zarówno na Ziemiach niczyich, jak i w cywilizowanym świecie. Ciężko go rozgryźć, co dodaje mu dodatkowego uroku.

         Oprócz Michaiła Siergiejewa na naszej drodze napotkamy wiele postaci. Milczek, Rabbi, Placek, czy Wika, to tylko część z nich. Autorowi nie można odmówić różnorodności w ich toku myślenia. Każdy z nich posiada skomplikowaną osobowość, jednak odnoszą się one w cywilizowanym świecie, nijak mając się do prawdziwego miejsca akcji. Gdyby włożyć w ich kreację jeszcze trochę wysiłku, książka zyskała by naprawdę wiele, a tak jest jedynie przeciętnie.

         Świat przedstawiony jest podzielony na dwie odmienne strefy. Cywilizowany świat, oraz Ziemie niczyje. Pomiędzy nimi widać ogromną przepaść. Od starego świata, któremu udało się przetrwać katastrofę, po strefę buforową, jakimi są właśnie opuszczone tereny. Ten drugi świat przykuł moją uwagę od razu, jednak po dłuższej chwili okazał się pusty, niewygodnie wręcz ograniczony. Brak w nim mutantów, jakichkolwiek anomalii, interesujących miejsc, czegoś, co przyciągnie na dłuższą chwilę. Nie tego spodziewałem się po tym tytule.   Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  4. Artius
    ?Zima w Piekle? to zbiór krótkich opowiadań , obracających się wokół nietypowego związku dwóch Demonów Zarazy ? Atry i Mirena. Utrzymane w klimatach shonen-ai (boys love oparte na delikatnych aluzjach, bez scen erotycznych) były dla mnie po części wyzwaniem i pierwszym kontaktem z gatunkiem, którego unikałam jak ognia. Co przyniosła ze sobą lektura perypetii dwóch zakochanych demonów? Serdecznie zapraszam do lektury recenzji.



    W piętnastu opowiadaniach Weronika Bronowska, pisząca pod pseudonimem Demon Lionka, zawarła wycinki ze wspólnego życia Atry i Mirena, poczynając od ich pierwszego spotkania, poprzez zamieszkanie pod jednym dachem i związane z tym przygody. Cechą wspólną wszystkich historii jest nieodłączny humor i lekkość. Opowiadania są niezobowiązujące i mają na celu zabawić chociaż przez chwilę czytelnika. Osobiście owa ?krótkość? opowiadań była dla mnie sporym minusem i żałuję, że nie pokuszono się o rozwinięcie historii demonów, gdyż kryje się w nich spory potencjał. A tak cała zabawa kończy się, nim zdążymy zżyć się z bohaterami.



    Głównymi bohaterami jak nie trudno się domyśleć jest para wspominanych demonów. Obaj panowie bez problemu już po pierwszych stronach dają się przypisać do dość tradycyjnych typów postaci. Otrzymujemy parkę złożoną z aroganta Atry i lekkoducha Mirena. Pomijając fakt, że obaj są Demonami Zarazy nie mają ze sobą wiele wspólnego i zdają się być ze sobą w myśl zasady, że przeciwieństwa się przyciągają. Arogancki, niezbyt sympatyczny i ogólnie unikany Atra dziwnym zrządzeniem losu zdaje się odwzajemniać uczucia Mirena, będącego przykładem dziecka z ADHD w ciele dorosłego. Nadpobudliwy, niezbyt rozgarnięty i fajtłapowaty wydaje się mieć z życiu więcej szczęścia niż rozumu. Już po tym krótkim opisie fani mangi i anime zauważą, że pokuszono się o tradycyjne rozwiązania i schematyczność charakterów. Biorąc pod uwagę krótką formę opowiadań nie jest to złe, gdyż nie ma tutaj zbytnio miejsca na zarysowanie głębszych osobowości. To samo tyczy się bohaterów pobocznych.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  5. Artius
    "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" to znana i ceniona seria, autorstwa Ricka Riordana. Jak w przypadku wielu tytułów, które zyskały rozgłos i uznanie wśród licznej rzeszy fanów, tak i w tym przypadku książki doczekały się licznych dodatków, adaptacji. Krótko mówiąc wszystkiego, co tylko może zwrócić uwagę głodnego kolejnych wrażeń i przygód z lubianymi bohaterami fana. Był film, teraz czas na komiks. Poniżej prezentujemy recenzję komiksowej adaptacji pierwszego tomu książki "Złodziej pioruna".



    Życie Percy'ego Jacksona nie należy do najłatwiejszych. Wychowywany przez samotną matkę, nigdy nie poznał swojego ojca, który zginął na morzu. Dyslektyk, mający spore problemy z nauką, a co za tym idzie, raz za razem wyrzucany z kolejnych szkół. Jakby tego było mało pewnego dnia o mało nie zostaje zabity przez swoją nauczycielkę, która na jego oczach zmienia się w potwora rodem z greckich mitów. Jak szybko się okazuje, to dopiero początek przygody. Percy okazuje się bowiem potomkiem jednego z greckich bogów - Posejdona, i musi szukać schronienia w specjalnym obozie dla herosów. Zanim jednak udaje mu się tam dotrzeć, traci matkę, która poświęca się, by chronić swojego syna. Dodatkowo na miejscu dowiaduje się iż najwyższy z bogów Zeus oskarża go o kradzież Pioruna. Nie pozostaje mu nic innego jak spróbować odzyskać dobre imię i odnaleźć zgubę, a tym samym zapobiec wybuchowi kolejnej wielkiej wojny między bogami.



    Fabuła zapewne jest dobrze znana wszystkim fanom serii, należy jednak brać pod uwagę iż nie tylko oni sięgną po komiksową adaptację. Nie rzadko przecież się trafia, że za sprawą adaptacji, czy to filmowej, czy graficznej chcemy zapoznać się z pierwowzorem, wiedząc, że będzie on miał do zaoferowania znacznie więcej, niż ta sama historia widziana oczami kogoś innego. Wracając jednak do powieści graficznej "Złodziej pioruna" ma do zaoferowania wartką akcję, wyrazistych bohaterów i ciekawą historię, która została bardzo dobrze opowiedziana i pomimo mniejszej ilości tekstu, niż w przypadku książki, trudno mówić o jakiś brakach.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  6. Artius
    „Polskę opanowała epidemia zombizmu. Żywe trupy, których przysmakiem jest ludzkie mięso, sieją krwawy terror i spustoszenie na ulicach Gdańska. Jedyną szansą Karola na przetrwanie jest dołączenie do grupki nielicznych ocalałych, którzy schronili się w kościele Świętego Wojciecha na Zaspie. Czy ktoś z nich pomoże mu dotrzeć do rodziny w Poznaniu? Czy zaufanie i pomoc to puste pojęcia w świecie pogrążonym w koszmarze, gdzie nie obowiązują już żadne wartości? Podróż do stolicy Wielkopolski stanie się makabryczną szkołą przetrwania i mrożącą krew w żyłach przygodą.” – nad wyraz interesujący opis od razu przyciągnął mój wzrok tak samo jak stylizowana okładka. Jako fan zombie nie mogłem przepuścić takiej okazji, tym bardziej, że motyw ten w rodzimej literaturze jest coraz chętniej wykorzystywany. Czy pomysłowy naród jakim jesteśmy poradzi sobie z prawdziwą apokalipsą? Czy w tym zamieszaniu będzie jeszcze czas na moralne czyny? Na wszystkie nurtujące was pytania odnajdziecie odpowiedzi w książce „Zombie.pl”.  
         Podczas apokalipsy, czy każdej innej katastrofy w społecznościach, które przeżyły, wyłaniają się z czasem jednostki dominujące, które kierują tłumem. W tym tytule nie jest inaczej, gdyż napotykamy na naszej drodze trzy różne obozowiska: Chrześcijanie, Słowianie oraz Wojsko wiodą tutaj prym. Oprócz nich zapewne istnieją jeszcze wolni strzelcy, samotni ocaleni, lecz o ich losach nie dowiadujemy się wiele. O liderach wspomnianych ugrupowań można jedynie powiedzieć, iż są charyzmatyczni, oddziaływają na tłum swoją mową, kierując nim wedle własnych upodobań. Pomysł jaki przedstawili autorzy nie jest nowatorski, wręcz przeciwnie oklepany i nudny. Podczas lektury czułem, że już gdzieś spotkałem coś podobnego. To ogromna wada, lecz nie dyskwalifikuje tytułu.

         Z kolei ogromnym plusem jest sposób w jaki zostały przedstawione przypadkowe osoby. Ludzkie odruchy i zachowania opisane są po mistrzowsku. Widmo zagłady i apokalipsy zombie odciska swoje piętno na psychice każdej postaci. To kluczowa sprawa, bowiem walka nieumarłych z tabunem kukieł w ubraniach nie była by już tak spektakularna, prawda?

         Jak w każdej historii, tak i tu mamy do czynienia z głównym bohaterem. Jest nim Karol Szymkowiak, lecz takie jednoznaczne określenie nie jest na miejscu. To raczej jedna z ważniejszych postaci, choć to głównie u jego boku przeżywamy naszą przygodę. To osoba o wyrazistych poglądach, silnym kręgosłupie moralnym, posiadająca cel w życiu, którym jest odszukanie zaginionej rodziny. Karol podczas tej przygody przeżywa widoczną metamorfozę, która zmienia jego nastawienie do otaczającego świata i towarzyszy. Osobiście bardzo go polubiłem, jego niezłomność i mocny charakter sprawiły iż patrzyłem na tę postać z uznaniem, a co więcej jego zachowanie potrafiło zmobilizować towarzyszące mu osoby. Nietrudno się domyślić, że Karol nie jest jedynym żywym człowiekiem i bohaterem powieści, lecz specjalnie powstrzymam się od ich wymieniania. W końcu trwa apokalipsa zombie i resztę ocalałych będziecie musieli poznać sami.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  7. Artius
    Książki można podzielić na wiele sposobów, są takie, które przyciągają czytelnika ciekawym pomysłem, wyróżniającym dany tytuł spośród morza innych oraz te, które powielają znane już schematy, jednak robią to w taki sposób, że czytelnik nie odczuwa tego jako wadę, a wręcz przeciwnie z radością czyta każdą kolejną stronę. ?Zrodzona z nut? powinna należeć do tej pierwszej grupy, przeczytawszy opis tego tytułu zapowiadający interesującą pozycję dla młodzieży wyróżniającą się wymyślonym przez autorkę światem, nie mogłam się powstrzymać od lektury. Coś jednak poszło bardzo nie tak i sprawiło, że zamiast ciekawej historii każda kolejna strona była drogą przez mękę. Dlaczego tak było przekonacie się z poniższej recenzji.



    Główną bohaterką powieści jest Alice, młoda dziewczyna której pasją jest gra na skrzypcach. Alice żyje muzyką i cały jej czas wypełniony jest grą, malowaniu i pisaniu wierszy. Artystyczna dusza pochodząca z dobrego domu i mająca zamożnych rodziców, którzy chcąc umożliwić córce dalszy rozwój kupują większy dom, w którym będzie mogła niepokojona przez nikogo ćwiczyć. Cała historia rozpoczyna się właśnie w dniu przeprowadzki, a dokładniej pierwszego wieczoru, gdy Alice w trakcie snu przenosi się do Melodii ? krainy stworzonej z muzyki. Brzmi wspaniale prawda? Niestety na interesującym pomyśle się skończyło ponieważ sama kraina jest prosta niczym rysunek 4 letniego dziecka, bohaterkę można posądzić o schizofrenię, a fabuła jest tak nielogiczna i pełna dziur, jakby autorka sama nie była pewna o czym tak naprawdę chciała napisać, a co gorsza zapominała co napisała na poprzedniej stronie. Ale zacznijmy po kolei.
    Alice po przybyciu do Melodii spotyka Trevora, który wydaje się być jedynym mieszkańcem przedziwnej krainy. Jak się nie trudno domyślić oboje zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia i bez pamięci. Chłopak twierdzi iż cała Melodia zrodziła się z muzyki jaką komponuje bohaterka, że jest odzwierciedleniem jej duszy. Alice coraz więcej czasu spędza w wyśnionej krainie, a granica miedzy snem, jawą i rzeczywistością zaciera się. W końcu już nie jest w stanie powiedzieć, co jest rzeczywistością, a przynajmniej tak mówi rozdarta między pozostaniem z ukochanym, a powrotem do rodziny i nauki. I tutaj zaczyna się największy problem tego tytułu. Fabuła i zachowanie bohaterki są tak pełne sprzeczności, że równie dobrze można by je rozdzielić na dwie oddzielne historie. Alice na przemian to odchodzi to powraca do Trevora. W jednej chwili zdecydowana by pozostać na zawsze w Melodii i wieść szczęśliwe życie z mężczyzną swojego życia i komponować razem muzykę, w drugiej stwierdza, że przecież to tylko sen i musi wrócić do prawdziwego życia. Na przemian też dowiadujemy się, że powrót jest już niemożliwy, by autorka na następnej stronie całkowicie temu zaprzeczyła pozwalając bohaterce ponownie znaleźć się w domu, w którym nikt chyba nie zauważa ciągłych zniknięć jedynej córki.


    ?-Posłuchaj mnie uważnie Alice? Twoja sprawa jest bardziej skomplikowana niż sądzisz? Nie wiem, jak Ci to powiedzieć, ale? ale? ty? nie istniejesz! Jesteś wytworem samej siebie? Alice? jesteś zrodzona z nut??

    Pozostali bohaterowie nie ratują sytuacji, rodzice Alice i jej najlepsza przyjaciółka Leo pojawiają się epizodycznie i są chyba tylko po to, by stworzyć pozory, że bohaterka ma do czego wracać. O Trevorze zaś ciężko cokolwiek napisać, wiemy jedynie, że bezgranicznie kocha Alice, co w kółko udowadniane jest wyznaniami i słodkimi słówkami, zupełnie jakby przy pisaniu w kółko wklejano raz napisaną kwestię. Uczucie bohaterów kompletnie do mnie nie trafia, brak mu jakichkolwiek głębszych podwalin, a co ważniejsze chłopak za każdym razem unika odpowiedzi, gdy jego ukochana pragnie dowiedzieć się czegoś więcej o nim samym, Melodii czy o tym, co się dzieje wokół nich.
    Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
×
×
  • Utwórz nowe...