Wydawnictwo Insignis
Szczury Wrocławia. Chaos
Dlaczego akurat zombie? Spośród tylu popularnych w literaturze potworów to właśnie przegnili, martwi ludzie sprowadzili na Wrocław śmierć?
Niszczyłem już moje miasto bombami nuklearnymi, i to trzykrotnie, więc pomyślałem, że czas na małą odmianę. Zombie to taki wdzięczny temat i prawie zupełnie nieobecny w Polsce. Uznałem, że czas coś zmienić, napisać takie nasze swojskie ?The Walking Dead?, którego nawiasem mówiąc, jestem fanem. Postanowiłem jednak podejść do tematu od innej strony i bohaterem pierwszego tomu uczyniłem? samą epidemię. Ludzie stanowią tło tej opowieści, pożywkę, na której rozwija się akcja.
Czy ma Pan zamiar kiedyś spróbować sił także z innymi przedstawicielami świata nocy: wampirami, wilkołakami itd.?
Raczej nie. Te tematy zostały naprawdę wyeksploatowane na wszystkie możliwe sposoby. Nie czuję ich, wampiry śmieszą mnie nieodmiennie i chyba tylko w cyklu Lumleya miały jakiś sens.
Zombie w czasach PRL, nie da się ukryć, że to oryginalne połączenie. Skąd się wziął pomysł na ten nietypowy ?mix?? I dlaczego właśnie te czasy, raczej omijane, jeżeli chodzi o książki postapokaliptyczne?
Parę lat temu przysłuchiwałem się podczas któregoś z konwentów rozmowie młodych ludzi, którzy ? bardzo zaaferowanymi głosami ? opowiadali takie bzdury o epidemii czarnej ospy z lat sześćdziesiątych, że włos mi się zjeżył na głowie. Wiele o niej wiedziałem, ponieważ mój nieżyjący już ojciec chrzestny był lekarzem, który jak pierwszy zdiagnozował czarną ospę. W ten sposób wpadłem na pomysł, że skoro wydarzenia te budzą wciąż takie emocje, warto by je opleść fantastycznymi wątkami.
Nie obawiał się Pan, że czytelnik będzie miał problem wczuć się w klimat tamtych czasów?
Wiedziałem, że dla wielu czytelników ten świat, sam w sobie, wyda się fantastyczny. Głęboki PRL jest dzisiaj tak niewyobrażalny dla młodych ludzi, zwłaszcza tych urodzonych już w XXI wieku, że z ich punktu widzenia równie dobrze mógłbym osadzić akcję ?Szczurów Wrocławia? w uniwersum Wiedźmina. Uznałem jednak, że warto zaryzykować i z jednej strony pokazać, jak wyglądała tamta rzeczywistość, a z drugiej zaserwować czytelnikowi najbardziej krwawą jatkę.
?Szczury Wrocławia? doczekały się bogatej edycji kolekcjonerskiej. Czy był to Pana pomysł, czy pochodził ze strony wydawnictwa? Jak wygląda powstawanie takiej edycji? Kto decyduje o jej zawartości?
To był mój pomysł, ale bez wsparcia wydawcy nigdy nie udałoby się go zrealizować, dlatego bardzo, ale to bardzo dziękuję szefom wydawnictwa Insignis za to, że zaryzykowali. Jest to chyba jedyne wydanie książki w takiej formie, i to nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Ilość problemów z personifikacją zestawów kolekcjonerskich była naprawdę ogromna, więc tym bardziej jestem pełen podziwu, że mój wydawca zdecydował się na zrobienie takiego wydania.
Kolejnym ciekawym pomysłem związanym z książką jest fakt, iż na jej kartach giną prawdziwi ludzie, zabieg ten odniósł niemały sukces, co wskazuje chociażby liczba polubień na profilu książki. Jak się to wszystko zaczęło? Kiedy zrodził się pomysł by dać czytelnikom ?zaszczyt? przelania krwi na stronach ?Szczurów??
To był przypadek. Każdy, kto czyta moje książki, z pewnością zauważył już dawno, że lubię umieszczać na ich kartach znajomych. Tak też chciałem zrobić tym razem, więc napisałem na Facebooku, że szukam chętnych na statystów do nowo powstającej powieści. Myślałem, że zgłosi się kilkunastu chętnych, tymczasem po kilku dniach było ich już czterystu, a liczba ta wciąż rośnie (dzisiaj mówimy o ponad 3500 chętnych). Widząc, jak ogromne jest zainteresowanie, poszedłem dalej. Zaproponowałem ludziom główne role, potem wpadłem na pomysł, że wszyscy bohaterowie książki będą awatarami naprawdę istniejących ludzi. I to się sprawdziło.
Dalsza część wpisu dostępna jest na blogu zewnętrznym.
- Czytaj dalej...
- 0 komentarzy
- 244 wyświetleń
