Jump to content

Hierof

Forumowicze
  • Content Count

    34
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

1 Neutralna

About Hierof

  • Rank
    Goblin
  • Birthday 06/13/1996

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

3,864 profile views
  1. Trochę tego napisałeś, więc odniosę się do wszystkiego po kolei. Swoją drogą dzięki, że to w ogóle przeczytałeś i podziwiam za nerwy w korekcji tekstów jeśli robisz to częściej Na metacritic nie ma sensu wchodzić w ogóle... no, chyba, że ktoś lubi sobie pohejtować. No i właśnie o wywalenie Kettów mi między innymi chodziło, ale nie chciałem wnikać szczegółowo "co można byłoby poprawić" i wolałem po prostu skupić się ogólnie na mankamentach, które wykryłem. Dlatego też nie chciałem pisać recenzji - jestem leniem i wolałem napisać taki "felietonik". Przyznam, że sam nie jestem dumny z tego leadu, ale jak już zaczynać tekst to początkiem gry. Tak jakoś mi się skojarzyło miło... Co do samej ortografii, gramatyki i tak dalej to mogę tylko przeprosić za to "nie emocjonująco", jak wiadomo, nawet najlepszym zdarzają się błędy Rzeczy typu przecinki i "myśli" wynikają połowicznie z tego, że kończyłem i korektorowałem tekst na telefonie co nie było najlepszym pomysłem. Jak widać mój smartfon wie lepiej co chciałem napisać. Poprawię przecinki, ale później, dzisiaj chcę odpocząć przed czymś co nie wymaga ode mnie myślenia (Doom?). No i "wziął i umar" miało być (dlatego cudzysłów), choć lepiej by było "wzioł i umar", ale cholernie denerwuje mnie "wzioł". Nawet specjalnie pisane wygląda jakbym miał problem z określeniem własnej tożsamości. Podobnie jest z trzema pytajnikami (Pratchett - polecam ;). Ostatnie zdanie to już kwestia co kogoś razi i stylu... Pomyślę. Lubię spowalniać suspens niepotrzebnymi wtrąceniami. Cykliczne przekleństwa a komentarze w stylu "JA PIER*** TY CH*** CO TY SOBIE K*** WYOBRAŻASZ" to trochę dwie różne rzeczy. Co nie znaczy, że jestem wzorem kultury, błagam nie. Dzięki za wszystko. Poprawię to, co faktycznie wymaga poprawy, w późniejszych tekstach chciałem podjąć tematy wymagające głębszej penetracji (em...), więc także zrobię to porządnie na kompie. Teraz trochę mi zależało żeby zacząć. I z górki. No i jeszcze jedno - pierwszy tekst tutaj, ale nie pierwszy w ogóle. Pisywałem wcześniej do różnych (nie tylko growych, ale "fe polityka") portali czy gazet, udzielam się na stronie Bestiariusz.pl (niech nikt nie wchodzi, strona dopiero niedługo zdobędzie porządny look), ale tutaj chcę podjąć bardziej personalne tematy i pokazać mniej profesjonalne opinie na różne rzeczy. I teraz tak... Moim zdaniem strona blogowa cda jest dość daleka od idealnej (może to jednak ja?) i nie wiem czy masz własnego bloga czy nie, nie wiem jak na niego wejść i odwdzięczyć się przeczytaniem Twojej grafomanii Gdybyś był łaskaw mnie wprowadzić w jaki sposób z Twojego profilu wejdę na bloga to amen Ci na wieki.
  2. _______________________________________________________________________________________________________________________________________________ Pamiętacie jak rozpoczynał się Mass Effect 2? Te emocje? Wybuchy? Zaskoczenie? Śmierć? Spokojnie, Andromeda rozpoczyna się gdzieś tak po drugiej stronie galaktyki szkoły rozpoczynania epickich historii. Jest spokojnie, wolno, wręcz "zdystansowanie". Ale czy to znaczy, że nieemocjonująco? Odkąd założyłem tego bloga trochę minęło. Przybyło mi parę siwych włosów, parę wypadło. Pusty PodMostem żył własnym życiem, ale stwierdziłem, że nie wolno już nic nie robić. Trzeba działać! Dobra, dość tego wstępu, zacznijmy moje wywody na temat tej dość kontrowersyjnej części Mass Effecta. Dość mocno, jak się okazuje. Zatrzymajmy tę karuzelę emocji - odpowiem na pytanie ze wstępu - nie. Znaczy, że rozpoczęcie najnowszej części tej najlepszej galaktycznej historii od czasu "Nowej Nadziei" nie zawodzi. Jest tylko zupełnie inne, wyzwala inne emocje niż pierdolnięcie a la Hitchcock. Wprowadza w świat, sytuację, uniwersum (bo tutaj akurat nowe wprowadzenie było bardziej niż konieczne) i robi to odpowiednio dawkując bodźce na nas działające. Czemu tyle piszę o samym tylko wstępie? Ponieważ to nie jest recenzja, tylko moje słów parę do miliardów komentarzy które już się pojawiły w tym temacie (pozdrawiam profil FB Smugglera). Dodam tylko, że niezwykłą uwagę przywiązuję do tego w jaki sposób zostanę wprowadzony w świat przedstawiony. Aż boję się przypomnieć mój osobisty grobowiec tytułów, które nie trafiły do moich łask właśnie ze względu na bardzo słaby wstęp. Nowy Mass Effect spotkał się z dobrym odbiorem ze strony recenzentów, jednak nie na tyle na ile można było się spodziewać. Gracze od razu wieszali na grze psy, bo "ZOBACZCIE NA TE ANIMACJE! NA TE RYJE!!! JEZUUUUUUUUUU!". Moje odczucia co do postawy niektórych zasługują na osobny artykuł (gra ma złe animacje? 2/10 Gra została zdowngradeowana? 1/10 Grę robi firma której nie lubię? Aż wstyd oceniać!), więc pozostańmy na drobnej dygresji w nawiasie. Odpalając MEA spodziewałem się... crapa. Ale takiego najgorszego. Takiego, że przypomnę sobie złote czasy ogrywania gier CI za 9,90 z kosza z supermarketu. Bez jaj, bałem się o to, że będę rozczarowany bardziej niż Wilczym Szańcem na którego pieniądze zbierałem całe dwa tygodnie. Okazało się, że pomimo powolnego wstępu, który doceniłem dopiero po czasie nie jest tak źle. Wow, prawda? Animacje są jakie są (chodzi mi o wersję bez patchy, których wtedy nie było), mimika też, ale na ogół to wszystko tak nie denerwuje. Dość powiedzieć, że najbardziej "cringowe" sceny były zawarte w kompilacjach na YT. Na pewnym forum ktoś napisał, że (cytuję z pamięci) "to najbardziej epicka ze wszystkich części serii, tyle, że w sensie encyklopedycznym". Znaczy to, że nie wybuchy i wielkie bitwy grają pierwsze skrzypce, tylko skala wydarzeń. Dochodzimy tutaj do pierwszego zgrzytu - nie poczułem tutaj, że wszystko co robię ma aż takie znaczenie o jakim mnie zapewniają. Nie czuję swojej potęgi, nie czuję, że faktycznie mogę coś zdziałać. W wielu miejscach. które aż proszą się o interwencje czy podjęcie decyzji nawet nie mamy takiej opcji. Odkrywanie planet i szukanie nowego domu dla ludzkości? Świetnie pokazano to na pierwszej planecie na którą trafiamy - reszta wygląda jak żywcem wycięta z MMO. Z paroma fajnymi miejscówkami, ale na ogół nijakość krajobrazu aż wali po oczach. Postacie, które spotykamy wydają się papierowe, co jest dziwne, bo nasza załoga jest bardziej "ludzka" niż w poprzednich częściach, a dialogi poza paroma drętwymi momentami zaskoczyły mnie swoją naturalnością. Wiele osób teraz chciałoby wykąpać mnie w smole, ale przypomnę tylko, że poprzednie trzy części przyzwyczaiły nas do postaci, teraz trzeba się ich nauczyć całkowicie od nowa. Choć przyznam, że generalna różnorodność charakterów była mocniejsza wcześniej (gdzie jesteś Garrus? Thane?) tutaj mamy bardzo mocno zakreśloną historię ich życia. Czasami ciekawią, czasami nużą, ale i tak nie spodziewałem się doskonałości w każdym calu. Największy problem mam właśnie ze skalą wydarzeń. Spotykamy obcą cywilizację popierdoloną na punkcie starożytnej technologi i... naszej śmierci (znowu to samo? Serio?), nową rasę kosmitów przyjaznych (tylko tyle pomieści ta Andromeda? Więcej mam już jedzenia w klawiaturze...) i... no, w istocie to tyle, żeby za bardzo nie spoilować. Potencjał odkrywania tego, co nieznane "wziął i umar". Generalnie po tych 60 h podchodzę do gry bardziej jako bardzo długiego wstępu do czegoś "ultymatywnie epickiego". Czuję niedosyt. I zażenowanie, że nawet BioWare wepchał do RPG ten cały szajz z nowoczesnych sandboxów, czyli "weź mapę i WYPCHAJ JĄ TONĄ SHIT-CONTENTU". Może ja za dużo wymagam po Wiedźminie 3, ale aktywności poza głównymi misjami w MEA nie są nawet w połowie tak ciekawe jak we wspomnianej produkcji. Ja wiem, nikt mi nie każe tego robić, ale ja chcę po prostu poznać lepiej lore. I to mnie zniechęca do dalszej gry. Walka doczekała się poważnych zmian - każdy to wie. Ja tylko dopowiem, że na lepsze. Częściowo brakuje mi taktycznych rozwiązań z poprzednich części, ale teraz mogę poczuć się jak Jedi. Taki... dopakowany, nawet jak nie wbiłem jakiegoś imponującego lvla. No i te emocje. Uh. Konkluzja? Dużo narzekałem, ale w zasadzie to na tym miałem się skupić. Bo pozytywne rzeczy fani Mass Effecta znajdą sami, a reszcie polecam zagrać w trylogię, bez pośpiechu, po kolei. A tak poważnie - ta gra jest aż nienaturalnie nierówna. Na tych samych płaszczyznach na których lśni, zaraz się wykłada. I odwrotnie. I tak w kółko. Główna linia fabularna jest ciekawa, postacie mimo braku jakiś charakterystycznych cech zachęciły mnie do robienia ich zadań (a nawet do romans... ów), a sama mechanika wciągnęła na tyle, że nie mogłem się oderwać do momentu, w którym zacząłem robić zadania poboczne. TYLKO zadania poboczne. Przyznam, że w pewnym momencie gry złapałem się na tym, że od godziny biegam po samym tylko statku nie robiąc nic konkretnego tylko rozmawiając z postaciami i zmieniając ciuszki, bo nawet to było bardziej ekscytujące (ale serio ciekawe było ) niż walenie się z kolejnym "remtech" czy "poszukaj promu, który nam ukradziono, jest gdzieś tam w galaktyce". Autentyczne zadanie, które przelało czarę goryczy - lataj (przed spatchowaniem) po galaktyce w poszukiwaniu małego, gównianego promu, podczas, gdy samo przybliżenie się do planety zajmuje tyle czasu, że przebiłem trzy ściany w Launcha Libre. Scenarzyści to sadyści. BioWare powinno dostać solidnego kopa w wiadome miejsce, bo inaczej kolejne części będą "Dragon Age w kosmosie polane sosem shootera". I to te gorsze Dragon Age. Jedna myśl - nie jest efektywniej zrobić mniej, a lepiej? Naprawdę nie mówię, że to zła gra, bo dostarczyła mi mnóstwo frajdy, ale kolejna taka sama część zrujnowała by mnie kompletnie. Co do tytułu - to nie bait. Przynajmniej połowicznie, bo Andromeda jest mniej więcej na równi z "jedynką" w moim prywatnym rankingu. Was tymczasem pozostawiam do następnego artykułu i szeroko zachęcam do komentowania, bo, wierzcie lub nie, ale ciekawi mnie opinia innych. Przypominam tylko o podstawowych zasadach kulturalnego człowieka i... no, bywajcie.
  3. Hierof

    Lepszej nazwy wymyśleć się nie dało?

  4. Ja chętnie bym wyznawał zasadę: "Nie ma żadnych zasad", ale, że mało ludzi ją wyznaje, to już lepiej skończę...

  5. Się rozpisałeś ;)

  6. Była niezgodna z regulaminem.

  7. Co złego było z moją sygnaturką?

  8. No comments dla tego gościa!

  9. No nie wszyscy o tych pierdołach, mi też wmawia że dema gier to pierdoły :)

  10. Śmierć PIRATOM!!

  11. Wiem, wiem, że to pytanie jest bardzo często zadawane, ale<WDECH>: czemu nie chcesz pokazać swojej twarzy(podobno ten kto by ją zobaczył straciłby wzrok i szczelność zwieraczy)?<WYYYDDDECH>.Uf! Wiem, wiem, że pytań tej treści było strasznie dużo ale odważę się zadać je ponownie<WDECH>: Czemu nie chcesz ukazać swojej twarzy(podobno ten kto by ją zobaczył stracił by wzrok i szczelnonść zwieraczy, ale ja domagam się bardziej przemyślanej odpowiedzi)?<WYYYDDDECH>Ufff!
  12. Ta gra udowadnia to, że X-MEN nie jest tylko dla dzieci.Wkurzony Wolverine potrafi ciąć wrogów niczym chirurg tylko, że nie interesuje go precyzja, lecz efekt.
  13. Hmmmmmmmm............................... -Burtok (ojciec) -Bambolina (matka) -Szczepan (wujek) -MSM (syn) PS.: Nazwisko to Konstantynopolitańczyk.
×
×
  • Create New...