-
Zawartość
211 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez Fay
-
-
Ja tam nie miałem żadnych problemów z muzą, której słucham. Mogę się chyba uważać za szczęściarza, bo jakoś dotąd nie zdarzyło mi się spotkać na swojej drodze kogokolwiek, kto by mnie nazwał Szatanem, Antychrystem itd. Z drugiej strony, nigdy nie bawiłem się w koszulki, kostki itd. ; a włosy to z zupełnie innych względów zapuściłem - możliwe więc, że po prostu nie było o co się doczepiać. B]
-
Megadeth, Iron Maiden, Judas Priest, Anthrax, Slayer, Turbo?
-
Crystal viper: słyszałem dwa kawałki: The Last Axeman w wersji live i Ghost Ship - były na płytkach z którychś numerów HardRockera.
W sumie niezłe. Bez rewelacji, ale sprawne granie. Mieli chyba grać obok Gamma Ray w Płocku, a teraz, zdaje się, w Krakowie? Cóż, tym bardziej szkoda, że nie jadę...
DOWN: Ciekawe, czy Mayhem przy wydawaniu swojego debiutu (jakieś dziesięć lat po rozpoczęciu działalności) też było jeszcze"młodym zespołem".

-
Nie wiem, czy było, ale - wybierasz się na Gamma Ray do Krakowa?
-
Obejrzałem przed chwila
do In Waves - najnowszego kawałka Trivum. No i co?*Jeśli o mnie chodzi, piosenka mogłaby być nawet o połowę krótsza i nie wiem, czy nie wyszłoby to na dobre.
*Nie podobają mi się momenty, w których Heafy wrzeszczy "In WAAAAVEEES!!!" - jakoś za bardzo kojarzy mi się to z czymś a'la KoRn.
*Solówka jak dla mnie jakaś taka... bez polotu.
*Generalnie takie pół na pół. Niby nie przeszkadzała by jako tło do robienia czegoś innego, ale rzeby się jakoś w nią wsłuchiwać czy coś w tym stylu - nie ta.
*A co do teledysku: przede wszystkim, nie lubię oglądać teledyków. Miało to pewnie wpływ na to, ze ten raczej niezbyt mi się spodobał. Szary, nudny i nie wiadomo o co w nim chodzi.
-
BTW. Wiecie, że zespół Dio, kontynuują... bez Dio? Wzięli Tima Owensa i Toby'ego Jepsona (obaj na wokal, wiecie, jeden wokalista nie jest w stanie zastąpić Dio, dwóch to też w sumie za mało) i wyruszyli w trasę pod szyldem Dio Disciples. Moim zdaniem bardzo fajna inicjatywa, można im zarzucać, że idą na kasę i dlatego są beznadziejni, ale moim zdaniem jest to naprawdę dobry hołd złożony przyjacielowi, poza tym patrząc na set... Utwory ze Strange Highways i Angry Machines (między innymi oczywiście)? No ludzie, czy takie rzeczy gra zespół, który żeruje na hitach Dio?Cóż, z tego co wiem, Dio (osoba) nigdy nie mówił o Dio (zespół) jak o swoim solowym projekcie czy czymś innym, co na dobrą sprawę nie mogłoby się obyć bez niego. Ale... bo ja wiem? Mam jakieś takie mieszane uczucia - jasne, hołd może fajny, ale jeśli coś się spartaczy... Nie wiem, czy czasem nie lepiej zostawić legendę w spokoju. Inna sprawa, że możemiałbym mniejsze obiekcje, gdyby zmienili nazwę na np. "Tribute to Ronnie James Dio" albo coś w tym stylu - wiem, czepialstwo.

Co zaś, jeśli chodzi o Black Sabbath - przyznaje, że słyszałem tylko kawałki z Ozzy'im i Dio na wokalu - w sumie nie umiem powiedzieć, które uważam za lepsze. Są po prostu... inne. Nic to, jeśli tylko brzmiałoby to dobrze, mógłby tam śpiewać nawet Justin Bieb... James Heatfiedl!*
JW94
Nie bój nic, w pewnym okresie trzeba mieć czym przyszpanować.
***I wielu innych.
**Bez urazy, maciekX360

-
Czytujesz jakieś czasopisma (w FAQ-u z Czerwca nic nie znalazłem, więc pytam)?
-
Masz jakieś zdanie o Henjo Richterze jako gitarzyście?
-
Obie serie świetne. Pierwszą obejrzałem kilka razy na Hyperze, teraz oglądam drugą i, jak moę, kupuję mangę.
Chciałem jednak napisać o pewnej rzeczy. Wiadomo, że (przynajmniej na początku - obecnie nie bardzo jestem na bierząco) nadrzędnym celem Eda i Ala jest odzyskanie swoich ciał, nie? Dlatego użerali się z
Kamieniem Filozoficznym
i pakowali się w różne kłopoty. Ale ostatnio naszła mnie taka refleksja...
W pierwszym tomie mangi mamy podane informacje, z których wynika, że:
Składniki potrzebne do "zrobienia" ciała dorosłego człowieka to:
-35l wody
-20kg węgla
-4l amoniaku
-1,5kg wapna
-800g fosforu
-250g soli
-100g saletry
-80g siarki
-7,5g fluoru
-5g żelaza
-3g silikonu
plus 15 innych substancjiNie wdaję się w prawdziwość tych danych i zakładam, że alchemicy znają owe "15 innych substancji" oraz ich ilości.
Dalej - uniwersum FMA zakłada podział człowieka na "ciało" i "duszę". Przy dodatkowym założeniu, że transmutacja matki nie udała się chłopcom właśnie z powodu zbyt wysokiej ceny za "duszę" (przy czym
poznanie Prawdy
było jedynie efektem ubocznym), można zaryzykować stwierdzenie, że alchemia pozwala na stworzenie samego "ciała"(niczym lalki, ale bez "duszy"), tudzież jego części. Zatem, pytanie: dlaczego, po przywołaniu duszy Ala(poświęcając nogę), Ed nie transmutował sobie (o ile można transmutować cokolwiek, "majstrując" przy własnym ciele, ewentualnie mógł to zrobić za niego Al) utraconych kończyn, po czym nie stworzył "ciała" Ala, do którego przeniósłby jego "duszę"? W ten sposób mogliby oszczędzić sobie wiele kłopotów.
-
Zelazny to nieco inne fantasy niż Tolkien: nie rozwleka się jak on (wydanie pięciopowieściowe ma nieco ponad 500 stron), akcja rozwija się szybciej i generalnie - nie powiela tolkienowskich schematów fabularnych. I tom Kronik... jest do kupienia za jakieś pięć dych, więc jeśli kiedyś będziesz miał trochę "wolnej" kasy - zapoznać się można. Mi tam się podoba (jakby co).
-
-
Czytałeś coś z Kronik Amberu R.Zelaznego? Jeśli tak, co myślisz?
Oglądasz jeszcze jakieś anime prócz tych, które dotąt wymieniłeś?
Pozdrawiam
-
-
Kilka ostatnich prac, zaczynając od najnowszej:
http://th04.deviantart.net/fs71/PRE/i/2011...fay-d3gh9tf.jpg
http://th09.deviantart.net/fs70/PRE/i/2011...fay-d3ea2kc.jpg
http://th06.deviantart.net/fs70/PRE/i/2011...fay-d3dwjj0.jpg
http://th00.deviantart.net/fs71/PRE/i/2011...fay-d3d3kza.jpg
http://th00.deviantart.net/fs70/PRE/i/2011...fay-d3chuvk.jpg
http://th05.deviantart.net/fs70/PRE/i/2011...fay-d3cfxk5.jpg
http://th09.deviantart.net/fs70/PRE/i/2011...fay-d3b0y50.jpg
http://th00.deviantart.net/fs71/PRE/i/2011...fay-d3ayjjc.jpg
Nic specjalnego, ale przy odrobinie szczęścia, pomoże komuś przynajmniej przy wypróżnianiu się.
-
Jeśli nie ma przeciwwskazań, wklejam recenzję, którą napisałem dla swojej gazetki szkolnej.

Judas Priest
Unleashed in the East
heavy metal, NWOBHM
Wydany oryginalnie w '79, wznowiony chyba jakoś w 2001
Znam trzy rozwinięcia skrótu "JP". Jedno, wywołujące (przynajmniej u piszącego te słowa) raczej mało przyjemne skojarzenia. Drugie, po dodaniu rzymskiej dwójki kojarzy się z jednym z bardziej znanych na świecie Polaków. Wreszcie trzeci, ten do którego zmierzamy - Judas Priest. Chyba nie trzeba nikomu przedstawiać tego zespołu - nie wierzę, by ludziom choć trochę "siedzącym" w muzyce metalowej nie obiła się nigdy ta nazwa o uszy, a całej reszty i tak to nie obchodzi. Przejdę więc do rzeczy.
Na rok przed pamiętnym British Steel i na jedenaście lat w tył od wydania Painkiller bogowie metalu z JP wyruszyli w trasę po Nihonie. Efektem tego jest album koncertowy Unleashed in the East - nagrany w '79, a w nowym tysiącleciu wznowiony przez Sony Music Entertaiment, wraz z dodanymi do niej paroma bonusowymi trackami.
Album zawiera trzynaście kawałków i trwa nieco ponad godzinę - może trochę za długo, ale w moim przypadku nie była to godzina stracona. Tu prawie nie ma słabych momentów. Mamy potężny bas Iana Hilla, świetną, acz odniosłem wrażenie, że niestety niekiedy wytłumioną i "wycofaną" perkę Lesa Binksa. Mamy przebojowe kawałki (Running Wild, Genocide), gęsto (choć w numerach bounsowych potraktowano ten aspekt nieco "po macoszemu"; najlepiej w tym względzie sprawdza się ostatni Starbreaker) przetykane świetnymi solówkami i zagrywkami gitarowego duetu Tipton-Downing, świetnie brzmiącego podczas gitarowych "dyskusji", a fantastycznie, gdy grają "to samo". Momy wreszcie górujący nad tym wszystkim wysoki wokal Roba Halforda.
Choć jest tu trochę zwolnień, większość utworów utrzymywanych jest w średnich i szybkich tempach, które, nie ukrywam, dla mnie są po prostu esencja priestowego grania - wszak od cięższych, ale i "wolniejszych" kawałków mamy inną legendę - Black Sabbath.
Oprócz drobiazgów, zabrakło mi tu trochę jednej rzeczy: publiczności. Choć bywają okrzyki radości i bezkresnego uwielbienia dla ekipy, zdarzają się one stosunkowo rzadko. Nie wiem, czy jest to spowodowane produkcją, "przytłaczającym" (oczywiście w pozytywnym sensie) występem kapeli czy po prostu anemicznością japończyków, ale fajnie byłoby mieć tu więcej wyrazów tego, że to płyta "live".
To wszystko jednak to w dalszym ciągu szczegóły, nie wpływające za nadto na jak najlepszy odbiór całości z mojej strony. Ten album to świetny kawałek klasycznego, heavymetalowego dziedzictwa.
Ocena: mocne 9/10
Setlista:
1. Exciter
2. Running Wild
3. Sinner
4. The Ripper
5. The Green Manalishi
6. Diamonds and Rust
7. Victim of Changes
8. Genocide
9. Tyrant
10. Rock Forever <===Bonus track
11. Delivering te Goods <===Bonus track
12. Hell Bent for Leather <===Bonus track
13. Starbreaker <===Bonus track
-
Słuchałeś koncertówki Judas Priest Unleashed in the East? Jeśli tak, podobała Ci się? To samo z Hell Yeah... Gamma Ray. Słuchasz w ogólne albumów koncertowych?
-
Pytań żadnych nie mam, chciałem tylko pogratulować recenzji Wiedźmina 2 i świetnego artykułu o błędach w grach - daje do myślenia.
Pozdrawiam.
-
Mimo, że staram się raczej nie zamykać na cokolwiek, można powiezieć, że jestem dość ograniczony pod tym względem. Rock, metal, trochę muzyki soundtrackowej (głównie z anime) plus domieszki jakichś innych gatunków. Lubię wstawki symfoniczne, chóralne etc.
Jeśli idzie o gatunki, których definitywnie nie lubię i lubiś nie planuję, mogę umieścić tu hip-hop/rap, elektronikę (poza tą używaną w soundtrackach), reggae i pop, szczególnie ten promowany teraz w radio/telewizji.
Listy ulubionych zespołów/wykonawców/kompozytorów/co-tam-chcecie nie zamierzam robić - jak kto ciekawy szczegółów, może zajrzeć tutaj.
Pozdrawiam
-
Moim skromnym zdaniem, naszeżycie nie ma jednego, skonkretyzowanego celu czy też sensu. Naturalnie, jeśli chcemy brać pod uwagę aspekt czysto biologiczny, możemy rozprawiać o rozmnażaniu i innych tego typu kwestiach i zasadniczo nie będzie to błędne.
Jeśli jednak chodzi o "sens" wo bardziej... hmmm - bo ja wiem? - metafizycznym (?) znaczeniu, to podtrzymuję to, co pisałem na początku posta. Ot, w tym wypadku zasada "uniwersalnego rozmiaru" działa dosyć kiepsko.
Gdybym już musiał wyznaczyć coś w tym stylu, postawiłbym na coś, co, być może niezbyt zrozumiale, nazwałbym "siecią relacji międzyludzkich". Mógłbym porównać działanie tego tworu do Internetu - żeby coś takiego jak sieć w ogóle istniało, nie wystarczy jeden komputer, musi być ich co najmniej kilka połączonych. Dlatego pewnie ludzie tak kiepsko znoszą samotność - jeśli nie ma się "dla kogo" (pojęcie raczej względne, chodzi ogólnie o jakiegoś "człowieka obok") żyć, taka egzystencja może stracić dla coponiektórych sens. Pewnie, są ludzie, którym wystarczy tylko własne towarzystwo (np. pustelnicy czy, nie uwłaczając, ludzie cierpiący na niektóre choroby psychiczne), toteż moja teoria jest łatwa do zrujnowania, ale coż, nie mówiłem przecież, że jest idealna, czyż nie?
Jednak tak, jak mówiłem, do niej posunałbym się tylko w skrajnym przypadku, generalnie zaś uważam, że każdy człowiek radzi sobie w tej kwestii indywidualnie: ktoś ma sens życia - fajnie; nie ma - też fajnie, bo albo sobie go prędej czy później znajdzie (lub coś sobie zrobi, ale to inna historia), albo najwyraźniej czegoś tak "abstrakcyjnego" jak sens życia nie potrzebuje.
Jeszcze inna sprawa, że nie każdy moment do pytania o taką sprawę jest najodpowiedniejszy. Popatrzę na siebie: w wieku szesnastu lat nie uznaję, bym miał w swoim życiu jakąś "misję", "cel" czy inne ustrojstwo, ale nie mogę wykluczyć, że z czasem sobie coś takiego znajdę. Jeszcze inny przykład to sytuacja, gdy dla kogoś sensem życia stanie się choćby wychowanie dzieci - wydaje mi się, że dla niektórych taka właśnie jest/była kolej rzeczy. Można więc uznać to za kolejne potwierdzenie prawdy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, oraz wieku, doświadczenia etc.
Mam nadzieję, że udało mi się ten wywód stworzyć w jakiś w miarę zrozumiały sposób.
Pozdrawiam.
-
Często zdarza Ci się aktualizować FAQ CDA?
-
Pierwszym numerem, jaki kupiłem był ten, do którego dołączono Settlers III ZE (wersja CD). Potem było dłuuugo nic, aż w końcu od ojca dostałem (po pytaniu, czy nie ma czegoś do poczytania; wtedy jeszcze niezbyt chętnie czytałem książki) numer z recenzją Wieśka. No i poszło - przez pewien czas CDA kupowałem.
-
Osobiście nie miałbym nic przeciw jakiemuś zbiorowi minifelietonów z GW. No i poza tym oczywiście kolejna porcja najlepszych listów z AR.

-
Jeśli o mnie chodzi, to nie czytam działu o sprzęcie, rzadko kiedy newsy i sporadycznie - gdy trafi się coś dla mnie interesującego - zaglądam do recenzji i zapowiedzi.
down:
AR i Publicystyka, o ile jest coś, co mnie ciekawi.
-
Co znaczy dla Ciebie pojęcie "Dobra Książka"?


Metal Ogólnie
w Królestwo Metalu 2
Napisano · Raportuj odpowiedź
Mam to samo - fundusze są przeważnie na tyle ograniczone, że też wolę kupić płytkę niż jakieś gadzety - jedyne co mam, to naszywka Trivium, ale na "zwyczajnym" plecaku, nie kostce. A to, kto się z czym identyfikuje i dlaczego, szczerze mówiąc, niewiele mnie obchodzi.