Skocz do zawartości

MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Zawartość

    793
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wszystko napisane przez MajinYoda

  1. MajinYoda

    Nadaję Ci imię…

    No, u mnie stałym nickiem jest MajinYoda :D. Więc, jeśli kiedyś zobaczycie gdzieś takie pseudo, to na 90% jestem ja . Nie znam sprawy . W Sieci znalazłem, że to był jakiś pro-gracz w Tibii - o to chodzi? . No tak :). Ten nowy Human z WoWa mógłby się tak nazywać .
  2. MajinYoda

    Nadaję Ci imię…

    Witajcie w 2019 roku, który zaczął się dwiema tragediami… Ale nie o tym chciałem pisać. Dzisiejszy wpis jest krótki, ponieważ bardziej chciałbym poznać Wasze zdanie w tym temacie. Jak zapewne pamiętacie na tym i poprzednim (martwym…) blogu pisałem już o różnych aspektach związanych z RPG-ami – m.in. o wyborze płci i klasy. Tym razem jednak postanowiłem napisać o imionach. Nie ma sensu rozwodzić się nad imionami predefiniowanymi – w końcu to tylko fantazja twórców :). Co innego jednak, gdy to my możemy jakoś nazwać swoją postać. Tu zazwyczaj jest ciekawie. Źródło Na swoim przykładzie – dla moich postaci mam dwa imiona: Marek (bo tak mam na imię :P) dla postaci męskich i Gwendolina (w sumie to sam nie wiem czemu – tak wyszło :P) dla kobiecych. Wydaje się proste? Fakt, wydaje się, ale schody zaczynają się, gdy trzeba zacząć nazywać postać inaczej (np. w MMO) lub dopasować imię do rasy. I tak imię Marek przerobiłem najpierw na Marcus (dla mojej pierwszej postaci w Oblivionie – Cesarskiego), następnie Marqus (mój main w WoWie – najpierw Troll, teraz Worgen Hunter), by dojść najpierw do Markusa (Nord w Skyrim) i Marcane (elf w Skyrim). Ale, jak wiecie z innych moich wpisów, wolę grać kobietami, więc imię Gwendolina też musiało zostać przerobione – i to o wiele częściej niż imię męskie. Pierwszy raz użyłem tego imienia w WoWie – dla Undeadki Magini. Kolejnym krokiem była Gwendolyne – DK Blood Elf i dalej poszło z górki. Po przeniesieniu się na stronę Alliance musiałem stworzyć nowe postaci i, ku mojemu niezadowoleniu, imię Gwendolina było zajęte na Silvermoon. Tak oto pojawiła się Gvendolina – Człowiek Magini, potem Gvendoline – Człowiek-Kapłanka, Gvendolyna – Worgenka-Druid itd. Podobnie, jak w przypadku męskiego imię dla elfów się różni – Gvaen, Gvenna itp. Źródło Ktoś zapyta „rozumiem WoWa, ale po co kombinować z imionami w grach SP?”. Otóż, z prozaicznego powodu – by łatwiej wczuć się w postać :). Ale to temat na inny wpis ;). Osobną kwestią są imiona zwierzaków… jako, że gram Łowcą w WoWie co jakiś czas muszę złapać nowego „peta” i wybrać mu imię. Jest to zawsze dla mnie niezła zabawa, szczególnie, gdy próbuję nadać imię znaczące (np. mój jadeitowy pet nazywa się JJade i jestem ciekaw czy zgadniecie do czego jest to nawiązanie ;)). A Wy jaki macie schemat nazywania postaci? I czy w ogóle przywiązujecie wagę do ich imion?
  3. MajinYoda

    Kącik prenumeratora

    Ja otrzymałem propozycję zwrotu nadpłaty lub zniżki na kolejną prenumeratę. Po wybraniu drugiej opcji, wczoraj otrzymałem od Bauera fakturę (numer 02/19 był ostatnim w mojej dotychczasowej prenumeracie) za numery 03/19-2/20 na kwotę 87,60 zł :).
  4. MajinYoda

    Spójrz na PeCeetaa-aa!

    W dzisiejszym wpisie wracam do książki „Media a edukacja” (2000). Tym razem artykuł autorstwa Henryka Nogi pt. „Wybrane psychologiczne aspekty użytkowania aplikacji komputerowych”. Będzie dosyć krótko. Jeden, krótki, fragment i już dwa słowa-wytrychy. Autor powinien podać jakieś statystyki, a nie domniemywać. Co to za nauka? Tak samo. Dodatkowo – gram od jakiś 16 lat, czyli zaczynałem jeszcze przed publikacją opisywanej książki. I co? Nic. Widać, musze jeszcze poczekać :D. A wtedy niech sę wszyscy strzegą. (zob. Projekt MSM) Okej… gry komputerowe pokazują sfilmowaną agresję? Erm… a jaką agresję pokazuje telewizja? Pewnie nagraną dźwiękowo (radio spisaną, a książki – narysowaną itd.). Wszystko super, pięknie, ale Autor NIE podał tych badań. Tak samo, jakbym powiedział, że „z przeprowadzonych badan wynika, że większość osób głosujących na partię X to idioci”. Taki sam poziom „badań”. Aha… tego… nie wiem kogo oni badali, ale chyba było to mocno wybiórcze. Pluszowy miś musiał się często zawodzić na Panu Nodze, oj często… Kończę, bo idę przytulić mojego PC z Win10, 16 GB RAM, GeForce 990 gtx HD3D, IntelCore i8 i Blu-Ray z siłą printf (”63,5 N”); Nie żegnam się, gdyż jestem komputerowcem.
  5. MajinYoda

    Spójrz na PeCeetaa-aa!

    No, moim pierwszym komputerem był palmtop Toshiba Libretto 50ct, mam go od bodajże 1998. 16 mb RAM, 810 mb HDD, Intel Pentium 75 MHz, Windows 95. Nadal go mam i nadal działa ;). Ja jestem z Lublina i na moim osiedlu było to wówczas jedyne miejsce z automatami :). Edit: A mi 2600 wyświetleń i 84 komentarze na Nowym Kąciku Yody :D.
  6. MajinYoda

    Spójrz na PeCeetaa-aa!

    @Tesu - ja najlepiej pamiętam właśnie MS. W sumie tych automatów były chyba trzy, ale przy tym spędzałem najwięcej czasu. Niestety, nie pamiętam co było na pozostałych... A pierwszego kompa miałem w 1999, więc w tym roku będzie okrągłe 20 lat mojego pecetowego gamingu :). I 19 lat odkąd kupuję CDA (ściślej - od lutego 2000 roku) . Muszę o tym tekst przygotować .
  7. MajinYoda

    Spójrz na PeCeetaa-aa!

    @Tesu - całkiem możliwe. No, jakby doliczyć też czasy, gdy grałem na automatach to u mnie wyszłoby jakieś 25 lat (u mnie na osiedlu było miejsce z kilkoma automatami - pamiętam, że był tam Metal Slug- chyba jedynka). A jak przyjdzie czas to zrobimy, co wszelkiej maści spychologowie od nas oczekują - wymordujemy wszystkich :D. A tekst wrzuciłem, bo znalazłem inny, odwołujący się do niego, i będę potrzebował linka .
  8. MajinYoda

    Gracz równa się przestępca?

    Po dwóch Przemyśleniach przyszedł czas na MSM-a, nie sądzicie? Na dziś wybrałem artykuł Małgorzaty Teoplitz-Winiewskiej „Gry komputerowe a agresywność młodzieży” (Autorka zaznacza, że badania z artykułu zostały przeprowadzone, w ramach prac magisterskich, przez Annę Matejak i Aleksandrę Jemioł), który został opublikowany w książce „Przestępczość nieletnich” (red. Bożena Gulla i Małgorzata Wysocka-Pleczyk, 2009). I, szczerze się przyznam, pewnie nie zwróciłbym uwagi na tę książkę (w żadnej z bibliotek nie znalazłem jej w tagach „gry komputerowe” i pokrewnych), gdyby nie inna publikacja, którą też za jakiś czas będę omawiał. Sam artykuł mógłby z powodzeniem trafić i do MSM-a i do Mądrze o grach, bo nie jest właściwie do końca głupi. Przynajmniej na tle tekstów spychologów, którzy się tu pojawiali i nieraz pojawią. Ale i tak trzeba trochę błędów wytknąć pani doktor, choć tag MoG dodałem. Gotowi? Kto zgadnie do prac której znanej nam Pani Doktor odwołuje się Autorka? Podpowiem, że jej imię zaczyna się na I... Nie będę więc dalej rozwodził się nad tym fragmentem, dobrze? Podane jest źródło książkowe (z 2000 roku…) dla tej liczby, więc chyba nie ma sensu się spierać, nie? Jak zdobędę to „źródło” to bardzo chętnie zobaczę. Ale aż 95%? Jestem ciekaw na jakiej podstawie zostało to wyliczone. I czy nie było nowszego źródła – dziewięć lat to sporo :). Hmmm… skoro pod koniec lat ’90 przemoc była zawarta w ~80% gier a kilka lat później już 95% to w 2009… policzmy… hmm… mniej więcej 123,35325% gier mi wyszło. W 2017 to już będzie… 342%. Dobrze mi wyszło? Ktoś tu zdawał matmę na maturze? Teraz czas na coś, co wszyscy uwielbiamy – rodzaje gier: Tu byłoby okej, gdyby nie ostatni nawias… Bo czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach nazwałby Carmageddon (bo o niego, chyba, chodzi) symulatorem i postawił go np. obok Euro Truck Simulator? Kurcze, ten opis też mógłby być okej. Ale czy zawsze rezultatem jest zwycięstwo? I co z np. szachami, które są pewnym rodzajem gry strategicznej? Tak się czepiam :). Aaahaa… no, w sumie zależy co rozumieć pod „zręcznościowe” – jeśli tylko FPSy to niby okej, ale gdzie tu miejsce choćby dla platformówek? No, ale one do tezy by nie pasowały. A, nawias nie jest mój – tak jest w tekście. Tutaj na chwilę musiałem się zatrzymać. Że też nie zauważyłem jak bohaterowie To the Moon, niczym Herkules Poirot czy porucznik Columbo, zwyczajnie zabijają i niszczą wszystko… A tak bardziej serio – można właściwie brać pod uwagę rozmaite survival horrory przy tym gatunku, ale przygodówki raczej kojarzą się z używaniem głowy a nie broni. Mylenie "przygodówek" z grami akcji (typu Assassin's Creed) przemilczę... No, pierwszy raz nie mam się czego czepić. Choć czytając powyższe przychodzi mi do głowy fragment pewnego filmu… A wiem – „Brunet wieczorową porą” i scena w muzeum „tą grą twórcy deprawowali dzieci i młodzież w 2009 roku”. Uff… przynajmniej tu obeszło się bez przemocy :). Aż dziwne, ale najwyraźniej było to potrzebne do kolejnego zdania: Świetnie – wypiszmy sześć gatunków, pomińmy całkiem sporo (gdzie są sportowe? I czy platformówki to w takim razie gry zręcznościowe?) i stwierdźmy, że „większość gier to ZŁO!”. W sumie to dobrze, że Autorka przynajmniej tyle oddaje grom, bo mogła napisać, że wszystkie są pełne przemocy. Idźmy dalej, czas na jakiś pozytyw o grach: Cóż, przynajmniej tyle Autorka oddaje grom… choć ta pierwsza zaleta brzmi jakby gracze znajdowali znajomych tylko poprzez jakość posiadanego sprzętu… Dalej opisane zostały dwa badania. Pominę, dość długi, wstęp do nich - zaznaczę jedynie, że w pierwszym przebadano grupę 74 chłopców i 56 dziewcząt z liceum pod kątem ich upodobań „growych” – czyli jak często i w jakie gry grają. W drugim badaniu przebadano osoby w wieku średnim 17,5 roku - 22 dziewczęta grające w domu do 5 godzin tygodniowo, 25 chłopców grających 5h/tydzień, 35 chłopców grających w „tzw. gralniach” od 5 do 30 h/tydz. Oraz 18 chłopców grających w domu od 5 do 30h/tydz. Oto wyniki: Cóż, właściwie nie powinienem się czepiać tego wyniku. Kłopot w tym, że nijak ma się do przeprowadzonych badań – zostały przeprowadzone na zbyt małej ilości osób, by wyciągać aż tak daleko idące wnioski (chyba, że Autorka coś pominęła) – w nauce nazywa się to „prawem małych liczb”, jeśli dobrze pamiętam (jeżeli coś mi się pomyliło to proszę mnie poprawić :)). Tu jest okej, nie mam się czego przyczepić. W wyniku nie ma nic dziwnego. Tym razem zwrócę na coś uwagę – „negacja” to, według Wikipedii, „tendencja do zachowania niezgodnego z oczekiwaniami otoczenia (…) dziecko „sprawdza swoje siły” i często używa słowa „nie”, ale szczególnie wyraźnie w okresie dojrzewania, kiedy jest wyrazem niezadowolenia z kontroli ze strony rodziców i nauczycieli”. Innymi słowy – wpływ na wynik, jak zwykle, mogło mieć otoczenie. Podawanie więc tylko informacji o ich wieku (który przypadł akurat, co za niespodzianka, na okres dojrzewania wspomniany w cytacie z Wiki) i płci to trochę mało. Możliwe, że Autorki tych badań dysponowały większa wiedzą (czyli miejsce zamieszkania itp.), ale to tylko moje przypuszczenie. Co do agresji – wiem, że znowu się komuś nie spodoba, że odnoszę się do swoich przeżyć i doświadczeń (pozdro dla kumatych :P), ale równie dobrze można było wpisać tam „chłopców z klas sportowych”. Trudno się z tym nie zgodzić – kto z nas nigdy nie zaniżył swojego czasu grania w teście niech pierwszy rzuci kamie… ała!!! A tak trochę bardziej serio – prowadząc tego typu badania trzeba się liczyć z różnymi czynnikami – także „mijaniem się prawdą” wśród badanych. Jednak nie powinno się pisać wprost „na pewno mnie okłamali, bo tak mi wychodzi”. Co do czasu grania i agresji to przypomniał mi się taki stary tekst z pewnego filmiku (chodzi o ten z 1:47, ale cały filmik jest zabawny :)): Tu akurat się nie wypowiem – nigdy nie byłem w „gralni” (ej, nie zmieniać pierwszej litery w komentarzach, dobra? ;)), ale przez te 18 lat często grywałem w domu u kolegi lub koledzy do mnie przychodzili… O Boże! – jak wpadnę w furię (kiedyś) to będę wyglądał tak: Na tym czas zakończyć ten wpis – czytałem już większe głupoty, więc nie będę już się pastwił na tą publikacją. Do zobaczenia za tydzień :).
  9. MajinYoda

    Bajki i gry to ZŁO! Cz. I 18+

    Witajcie w kolejnym msmie, tym razem dwuczęściowym ;). Do omówienia wybrałem książkę autorstwa Stanisława Juszczyka pt. „Człowiek w świecie elektronicznych mediów – szanse i zagrożenia” z 2000 roku. Fakt, jest już niemal pełnoletnia (;)), ale zdecydowałem się na nią, ponieważ już o niej wspominałem – to „źródło” danych z jednego z poprzednich wpisów. Co ciekawe, książka porusza nie tylko temat gier komputerowych, ale także filmów i seriali animowanych (w tym anime) z „moich” (a zapewne też części z Was – podzielcie się w komentarzach wrażeniami z tego, co tu zaraz przeczytacie ;)) czasów. Trzymajcie się mocno :). Kurde – albo Autor oglądał jakieś dziwne bajki, albo to ja oglądałem niewłaściwe. O ile „przemoc, zbrodnię” mogę (prawie) bez problemu potwierdzić, tak „perwersyjne zachowania seksualne” jakoś nie przychodzą mi do głowy (chyba, że Autor ma na myśli Kame-sennina czy innego Brocka, ale też bez przesady). Okeeeej… nie wiem jakie „filmy animowane” były badane (i przez kogo – pojęcie „amerykańscy naukowcy” jest dość szerokie, a przypisu brak – co też o czymś świadczy ;)), ale jakoś nie przypominam sobie, by w bajkach z mojego dzieciństwa się „zabijano” – w większości byli jednak nieśmiertelni (vide Tom i Jerry, Królik Bugs, Myszka Miki). Pewnie znowu chodzi o anime – fakt, w takim Dragon Ballu się często zabijali, ale wystarczy przypomnieć chociażby sobie śmierć Krillina z oryginalnego DB i z DBZ, albo Goku z początku „Zetki”, by obalić drugą część tego fragmentu. Oczywiście, Autor nie zadał sobie pewnie trudu, tylko spisał co trzeba. Tu mogę się zgodzić – choć wciąż mam nieodparte wrażenie, że Autor lekko wyolbrzymia. Choć, z drugiej strony, we wspomnianym Tomie i Jerrym różne akcje odchodziły, więc może coś w tym jest? Nie czuję się kompetentny, by to skomentować, tak szczerze mówiąc. Ale, co tam, najwyżej znowu ktoś się przyczepi – nie pamiętam, by ktokolwiek z moich znajomych z podwórka tak kiedykolwiek powiedział. Może „zabiję cię” pojawiło się w innym kontekście, ale nikt nie miał na myśli (raczej) faktycznego zabijania. Brakuje mi też tutaj… bo ja wiem… jakiegoś źródła tych rewelacji? Nie kapuję tego fragmentu… Mój Mleczyk stoi teraz dumnie na półce obok Ezio (śmiesznie to wygląda, bo sięga asasynowi do pasa :P) i nic mu nie jest (choć oczy stracił dawno temu – moja Mama mu je „usunęła”, żebym ich nie połknął). Ale może Autor ma jakieś inne doświadczenia? Konkretów znów brak… Ten fragment wyłączył mi mózg na parę sekund. Serio – czytałem go później raz za razem i nie mogłem w to uwierzyć. Koniecznie muszę poszerzyć Mały Słownik Spychologiczny o kolejne hasła – toć te kreskówki są straszne! Dziecko naogląda się Bolka i Lolka, pomiesza z Reksiem, doprawi Gumisiami i - BAM! – kradnie auta. I diluje kasetami video z Flinstonami. Czas na mądre zdanie, tak dla odmiany: Uff… przynajmniej rodzice się do czegoś przydadzą. Jakoś nietypowo, jak na książkę naukową :). Na tym zakończę dzisiejszy wpis. Za dwa tygodnie będzie jeszcze o bajkach (w tym anime) oraz, wreszcie, o grach. A za tydzień - wpis o E3! Do zobaczenia :)!
  10. MajinYoda

    The Best of MSM I

    Wbrew tytułowi nie jest to w żadnym wypadku „wybór najlepszych tekstów Prof. S. Jonalistów” (broń Boże! Nie muszę nic takiego robić, bo mam jeszcze ogrom materiałów na msm-y i emsm-y :)), lecz wpis o zupełnie nowej książce - „Człowiek w świecie rzeczywistym i wirtualnym” (2013!) pod redakcją Anny Andrzejewskiej, Józefa Bednarka i Sylwii Ćmiel. Oczywiście, nie opiszę od razu całej, takie rzeczy trzeba dawkować ;). Na początek: Katarzyna Bakalarczyk-Burakowska „Specyfika zabijania pod wpływem mediów”. Gotowi? Będzie długo, ale warto się pomęczyć ;). Wiecie z którego roku pochodzą te dane? Z 2001. Czyli Autorka założyła, że przez 12 lat nic się nie zmieniło? Hmm… to się nazywa nauka :). Widzę, że Autorka poruszyła kolejny temat, o którym zupełnie nie ma pojęcia – przecież walki gladiatorów nie zawsze kończyły się śmiercią (czy Autorka zdaje sobie sprawę ile kosztowało utrzymanie, wyszkolenie i wykarmienie takiego gladiatora? Bo dla mnie to tak, jakby kupić najnowsze Ferrari, by brać nim udział w Destruction Derby…). A może wiedzę historyczną Autorka czerpała z bezkrwawego Quo Vadis? Czy muszę pytać o to ile osób zabitych powinienem już mieć na koncie? Ups, właśnie to zrobiłem :). Bo kiedyś to młodzież była taka grzeczna, nie było przemocy i zabójstw. ^ taka była moje reakcja No to od dzisiaj nazywam się Trevor... Szukam jeszcze dwóch gości do składu :P. No to jestem ciekaw co by powiedziała Autorka, gdybym powiedział (i nie tylko ja), że gram głównie kobiecymi postaciami… Zaraz mi ktoś jakiś „dżąnder” zarzuci :/. Przecież to zdanie nie ma sensu! No dobra, ma – oglądanie morderstw w filmach powoduje zwiększenie ilości morderstw w grach… Czyli wszytko przez te durne i pełne brutalności filmy! Chociaż... może to wina pełnych brutalności książek, po których ogląda się brutalne filmy? Ej - coś w tym jest! Cóż, skoro filmy zwiększają ilość zabójstw w grach to gry zwiększają ilość morderstw… no właśnie – gdzie? Macie jakieś pomysły? Czy ktokolwiek rozumie sens tego zdania? (edit2018) Skoro w grach morderstwo ma status "zbrodni niegodnej człowieka" to chyba dobrze? Choć brzmi to irracjonalnie i chyba Autorka coś pokręciła... Ktoś zna taką grę? Może chodziło o Mount and Blade’a? Nie wiem też dlaczego "coraz to nowsze fabuły" mają być czymś złym? No, chyba, że Autorka wyznaje zasadę "człowiek lubi tylko te utwory, które zna"? Nie, żeby było to coś złego (kwestia gustu), ale od razu robić z tego zarzut? Autorka właśnie zacytowała opis… pierwszego Dungeon Keepera! Czemu mnie nie dziwi dobieranie najnowszych gier przez spychologa? Całej jednej… Na dwóch jest Postal 2, a na jednym jest… cóż, sam nie wiem – może Wy rozpoznacie tę grę? A, wszystkie trzy screeny są równie marnej jakości. Tu naszło mnie coś jeszcze – dlaczego Autorka podała link do obrazków (niestety strona, z których pochodzą, już nie istnieje…) a nie podała tak trywialnej i ważnej rzeczy jak tytuły tych gier. To znaczy, w sumie, to wiem czemu – bo wzięła obrazki i nawet nie miała pojęcia z jakich gier pochodzą – wystarczyło, że pasowały do tezy… Zgadza się - rok 2013 i nadal mowa o życiach w grach. Autorka na bank to od kogoś spisała, bo to, że o temacie nie ma najbledszego pojęcia jest już chyba 100% pewne, nie? O swoim „kacu moralnym” już kiedyś pisałem, więc zmilczę ten fragment. Tu akurat, jak raz, muszę się z Autorką zgodzić. Tylko czemu zarzut jest głównie oparty o gry komputerowe? Czy to ich wina? Śmierć ważnych osób zawsze budziła sensację (wystarczy przypomnieć sobie „tabloidowe” zdjęcia Otto von Bismarcka na łożu śmierci) – nie jest więc to nic nowego. Ktoś jeszcze używa tego określenia? I czemu w 2013 roku wciąż najpopularniejszymi grami są Blood i Quake (bo z DOOMem to może chodzić o tego nowego... ta, jasne...)? A, no tak, przecież pisanie pod tezę i spisywanie od innych jest w spychologii wiecznie żywe… Tu, muszę przyznać, Autorka się postarała – jest nawet przypis! Hura! Szkoda tylko, że z… artykułu Iwony Ulfik-Jaworskiej… Co oznacza, że Autorka bezmyślnie przepisała od innego spychologa, nie sięgając do oryginalnego źródła… To samo – niby są przypisy harvardzkie, ale są zerżnięte z cudzego artykułu. Bo przecież fragmenty recenzji w 1997 i 1998 w 2013 roku wszyscy pamiętali (pomijam fakt, że Gambler już dawno nie istniał...). Tutaj, z kolei, przypisu brak. Ale w końcu amerykańscy naukowcy to jeden wielki mózg, jednomyślna grupa ostatecznych Wszechwiedzących Istot a nie jakieś kmioty z podrzędnego "uniwerka", którzy, zapewne, za pieniądze od Szatana pokazują, że gry nie są złe. A, na początku tekstu Autorka nie wstawiła cudzysłowu, więc nie jest to mój błąd :). Uuuu… brzmi groźnie, Ale podsumujmy tę opowiastkę: chłopak miał swoją strzelnicę (o której jego ojciec zapewne wiedział), chodził na polowania (zapewne z ojcem, choć z opisu równie dobrze wynika, że chodził sam) a winne były gry, w które grał w tajemnicy przed ojcem? W-T-F? W dodatku zabrakło najważniejszej informacji – jaki miał motyw? Zabił, bo…? Nie mogę wykluczyć winy gier na 100%, ale skoro jedenastolatkowi (!) pozwala się brać udział w polowaniu i uczy się korzystać z broni palnej to chyba nie pozostawia wątpliwości, ze coś tu z jego ojcem było nie tak. Ale okej, poczytałem też sobie o tym zabójstwie na stronie Guardiana. Wyraźnie wskazywana jest tam „zazdrość” młodego chłopaka o „nowe dziecko” w rodzinie. Czy to było przyczyną? Nie wiem, ale skoro chłopak miał (pewnie dostał od ojca) taką broń (i to z niej zastrzelił kobietę) to ja nie mam więcej pytań. To też jest ciekawe – ten zamachowiec, z tego, co znalazłem na angielskiej Wikipedii i ogólnie w Sieci, był rozpuszczony przez matkę i źle przyjmował wszelkie porażki – przy każdej wpadał w histerię i miał napady złości. Ale czy brak wychowania (a w każdym razie - beznadziejne wychowanie) był powodem tego, co zrobił? A może to, że miał depresję, nawet ją leczył, ale po pięciu sesjach zrezygnował i nikogo to nie obeszło? Nieee, bo by do tezy to nie pasowało. Bo winne są przecież gry, w które grał – to chyba jasne, nie? Z powyższego można też doczytać się skąd zabójca wziął broń. Nie, nie z CS-a, lecz z... nocnej szafki ojca. Tak jest - "tatuś" trzymał broń i amunicję w zasięgu dłoni rozpieszczonego, histeryzującego nastolatka z niedoleczoną depresją i problemami w szkole i życiu osobistym. Ba, dzieciak miał nawet dostęp do domowej strzelnicy. Ale to nadal wina gier... Ciekawą kwestią jest informacja o wycofaniu gry ze sklepów Kaufland... poszukałem w Sieci i nie znalazłem potwierdzenia tych rewelacji! W końcu było to w 2009, więc powinienem znaleźć przynajmniej jedno potwierdzenie, nie? A tu nic... Dodatkowo - choć w moim mieście Kaufland nie ma sklepu - z tego, co widzę ta firma sprzedaje artykuły spożywcze itp. Swoją drogą - zauważyliście, że ci wszyscy mordercy wymieniani przez "naukowców" w publikacjach w znakomitej większości mieli problemy psychiczne? Z tego wynika, że winnymi tych wszystkich masakr są pełne przemocy i Szatana (oraz nekrofilii!) spotkania terapeutyczne i inne placówki prowadzone przez psychologów i psychiatrów :P. Trzeba zlikwidować te domy Diabła - na świecie od razu zrobi się bezpieczniej :D. Cóż za samokrytyka :P. A może ktoś to Autorce dopisał jak nie patrzyła? Chyba Autorka gdzieś w tym czasie wyszła, bo to kolejny sensowny fragment :). Tak samo, jak kolejny: Szkoda tylko, że większość tych naukowców robi wszystko, by ośmieszyć swoje badania i zamiast zrobić coś sensownego na rzecz poprawy (nie, zabranianie i prohibicja to nie jest właściwe działanie). Na tym Autorka kończy swój artykuł (dragi przestały działać?), tak więc i ja powoli kończę swój wpis. Tylko jedna rzecz na zakończenie – Autorka bardzo dużo przepisała od innych, czasem dając przypisy, czasem nie. I tak się zastanowiłem – czy to samo robiła w szkole i na uczelni? Czy jej praca dyplomowa (niestety, nie wiem jakie studia Autorka skończyła) też była zbiorem przepisanych od innych osób frazesów z niewielką ilością własnych przemyśleń/badań? Aż jestem ciekaw… A Wy? PS. Jak raz nie napisałem nic o swoich obserwacjach itp. Ale i tak "pozdro dla kumatych" ;).
  11. MajinYoda

    Głupio i mądrze 2

    Kontynuacja wpisu sprzed tygodnia. Gotowi? Czemu wśród dzieci i młodzieży? Jakieś, bo ja wiem, statystyki? No, Autor chyba zapomniał, że artykułów naukowych nie pisze się na bazie „doniesień” i „widzimisię”. A tu mamy z kolei przykład dlaczego warto przeczytać swój tekst PRZED drukiem :). choć ja tam się nie powinienem odzywać, skoro we własnej magisterce (przez wordowską autokorektę – choć powinienem był to sprawdzić, przyznaję) zmieniłem nazwisko 9kier z Pogiernicka na Powiernicka… (na szczęście tylko w jednym miejscu ;)) O nie… a jak ktoś go spędza przy filmach lub książkach to też jest źle? CO?? O czym Autor teraz pisze – skąd tu nagle się wzięło uzależnienie? W dodatku – czy w takim razie nie da się uzależnić od np. gier logicznych? A co z uzależnieniem od pasjansa – nie ma czegoś takiego? Hmmm… Wziąłem cały fragment, bo po pocięciu straciłby swój sens i urok. Co do jego samego – już kiedyś w którymś komentarzu pisałem, że to dla mnie bardzo dziwne – dlaczego miarą uzależnienia jest to, ze myślę o dalszych etapach albo obmyślam strategię? Czyli co – jak myślę o książce, którą właśnie czytam (np. co się stanie z głównym bohaterem, kto jest mordercą itp.) to jestem uzależniony od książek? A jak zastanawiałem się jak pokonać znajomego w szachy to jestem uzależniony od szachów? No już nie dajmy się zwariować… Bo, w sumie, czytając ten artykuł (a musicie wiedzieć, że nigdy nie piszę msm-a w jeden dzień – zwykle zajmuje mi to nawet kilka dni) też myślałem – co będzie dalej? Czyżbym uzależnił się od artykułów naukowych? Tu akurat, poza ogólnym wydźwiękiem, nie ma nic przesadnie głupiego – ot, dywagacje na temat gier i wirtualnych postaci i ich moralności… No tak, bo ludzie, którzy nie grają, najchętniej identyfikują się z przegranym, brzydkim i słabym bohaterem dowolnego filmu/książki… Tak przecież są przedstawiani celebryci, nie? Patrz wyżej. Eee… nie bardzo rozkminiam jak się to ma do poprzedniego fragmentu… Ktoś mi pomoże? Bo, jeśli dobrze to rozumiem – jeżeli identyfikuję się z „potężnym i nieśmiertelnym” bohaterem to w przyszłości będę zabijał. Z kolei – jeśli będę się identyfikował ze słabeuszem to sam będę „przegrywem”… To z kim mam się identyfikować, by nie oberwać z którejś strony? Chwila, chwila! Ten tekst coś mi przypomina.. Może następny fragment coś rozjaśni? Ha, już wiem – to przecież kopiuj-wklej-przerób z książki z tego wpisu! I to zerżnięte bez jakiegokolwiek przypisu! Wstydź się Autorze za plagiat! (choć w świecie spychologów takie pojęcie nie istnieje :P) „Wielu” – jak ja lubię ten wyraz (w końcu to jedna z trollowych liczb :P), ale coś innego przykuło moją uwagę – z powyższego fragmentu jasno wynika, że wszyscy gracze potrzebują „niezwykłych doznań”. Teraz pytanie – co Autor miał na myśli? Skoki na bungee bez zabezpieczeń? Nurkowanie w stroju zrobionym ze świeżego mięsa w wodzie pełnej rekinów? Wchodzenie na sektor Legii z szalikiem Polonii? Może macie jeszcze jakieś inne propozycje? Autor chyba nigdy nie widział Risena i podobnych produkcji :P. W sensie Autor oddziela PC-ty od konsol? Czy miał na myśli filmy? Bo trochę to dziwnie brzmi… Za to muszę przyznać, że przynajmniej nie pisze o DOOMie i Quake – zawsze coś :). Nooo, ja bym się spierał. Rozumiem, że w takim GTA V czy innym Wiedźminie 3 postacie wyglądają dość realistycznie (o ile przymknie się z jedno oko…), ale aż tak bym nie przesadzał – do full realizmu jeszcze nam daleko. Przy okazji – w kwestii formalnej – kto widział dźwięk w grze? Ci graficy naprawdę są świetni :D. Ale… to przecież nie jest jakaś super-nowość… Ja wiem, że AI rozwinęło się dość znacznie na przestrzeni tylu lat, ale przecież już duszki w Pac-Manie miały swoje… nazwijmy to – osobowości. Nie wspominając już nawet, że sterowana przez komputer paletka w Pongu też się sama nie poruszała :). Może Autor ma na myśli skrypty? Sam nie wiem... Ktoś-coś? Ale Autor zdaje sobie sprawę, że ta „miłość” nie jest odczuwana przez NPCka, lecz działa na zasadzie algorytmu? Wiecie – „dialogi prefabrykowane – Lydia Cię nie kocha” ;). Czas na zakończenie, dzięki któremu mogłem dopisać do obu postów o tym artykule tag MoG z czystym sumieniem: Wreszcie! Doczekałem się! Otwieram szampana – nie czekam do Sylwestra :D. No, entuzjazm mi nieco opadł, ale co tam – Autor ostatecznie tylko przytacza zdanie innych naukowców. I kolejne mądre zdanie! Szkoda, ze nastąpiło po całej serii bzdur, ale zawsze… chociaż… Czy ktoś rozumie ten akapit, ostatni w omawianym artykule? O jakiej znajomości pisze Autor? Cóż, zakładam, że chodzi o znajomość tematu gier, ale pewności nie mam… Niemniej - na tym kończę przygodę z tym artykułem. Do zobaczenia za tydzień :).
  12. MajinYoda

    Głupoty o mandze i anime

    Niestety, niestety... Najzabawniejsze, w sumie, jest to, że często takie osoby są magistrami (max. doktorami), a stosują "chwyty", które nie powinny przejść nawet przez wypracowanie w podrzędnym liceum. Co gorsza - takie osoby albo są wykładowcami etatowymi, albo są zapraszani na prelekcje... I uczą tych samych bzdur kolejne osoby. Sam miałem na uczelni wykład z dr Ulfik-Jaworską... Dlatego ciągle udaje mi się coś odnaleźć na bloga :P. Jak wspomniałem wyżej - martwi mnie zawsze poziom merytoryczny kolejnych prac. Bo weź - praca z powiedzmy 2012 roku, a autor powołuje się na książkę z 2000 roku. W kolejnej, z, powiedzmy, 2013, ten sam tekst jest przywoływany. Najlepszym przykładem jest tu chyba "Zabawa w zabijanie" - w 99% książek o negatywnym wpływie gier się pojawi! W tych o pozytywnym też - jako pokazania błędnych badań :P. Tu z kolei martwi mnie zawsze, ze to psychologowie i pedagodzy wypisują takie bzdury. Serio, nie mam pojęcia czemu akurat oni - ci, którzy powinni widzieć więcej niż "bo grał w gry". Tak jak kiedyś już pisałem szybko wychodzą na jaw prawdziwe motywy zbrodni (najczęściej - choroby psychiczne). Czemu specjaliści o tym nie piszą? Za mało medialne? Nawet jakbym miał autorytet (no co - mogę się podpisać jako mgr MajinYoda :P) to i tak ich to nie zainteresuje. Bo nie pasuje do ich światopoglądu. To trochę jak z płaskoziemcami :P.
  13. MajinYoda

    Głupoty o mandze i anime

    Wiem, ostatnio mało jest msm-ów, ale trafiłem na całkiem niezły materiał o „chińskich bajkach”, więc żal mi było go nie użyć :). Jedyny kłopot polega na tym, że tym razem tekst nie pochodzi ze strony, gdzie zamieściła go Autorka, lecz znalazłem go na pewnym blogu, więc to adres do wpisu z niego znajdziecie na końcu tekstu. Sam wpis pochodzi z lipca 2013 roku, ale, niestety, nie znam tytułu publikacji, ani daty jego oryginalnego opublikowania (już wiecie czemu to robię :)), ale Małgorzata Więczkowska już kilka razy pojawiła się na moim blogu, więc jestem skłonny uwierzyć, że to jej dzieło :). Podejrzewam, że chodzi o tekst „Niewinne buzie i rozmarzone oczy. Manga i anime na polskim rynku” z czasopisma „Wychowawca” z czerwca 2013 roku, ale nie wiem. Sprawdziłbym, ale żal mi tych 3 złotych, by wykupić sobie ten numer na 30 dni :P. Zaczynajmy: Ten fragment jest całkiem mądry… w porównaniu z resztą tekstu, rzecz jasna. Pogrubienie oryginalne. Spojrzałem z ciekawości na twórczość Osamu Tezuki… i srodze się zawiodłem. Spodziewałem się jakiegoś porządnego hentaja a dostałem Astroboya i Princess Knight – smutek :(. Jedyne co okazało się prawdą to jego pomysł z wielkimi oczami bohaterów (nie tylko żeńskich!). No, chyba, że Betty Boop też jest zbyt wyuzdana dla Autorki :P. Źródło: pl.wikipedia.org Czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć o co chodzi z tym New Age? To taki religijny odpowiednik lewactwa/prawactwa? Pomijam już, oczywiście, wrzucanie wszystkich anime i mang do jednego wora (ciekawe czy Autorka uważa South Park za anime? :P). Ach te homoseksualne związki Goku i Chi-Chi… wróć! Ten Brock to był niezły homo… wróć! Eee… Muminek… a nie, on też hetero… Eee… Kazuya i Erika? Nie, to też facet i kobieta… Hmmm… ktoś-coś? Może Pszczółka Maja? Źródło: https://co.pinterest.com/jessicawieser/dragon-ball-z/ Dobra, żarty na bok. Goku bił żonę, Vegeta bił dzieci, Ash nie umiał się zdecydować (i nigdy nie dorósł…). Muminki? Wyglądają jakby byli rodziną - to dopiero patologia!… Wymieniać dalej? Mogę tego nie komentować? Proszę! Autorka znów pokazuje, że jej poziom wiedzy w temacie jest tak niski, że nawet jakby się położyć plackiem na dnie Rowu Mariańskiego, to i tak trzeba by się porządnie wychylić, by gdzieś tam, hen daleko, go ujrzeć… Uniosłem się, przepraszam :). Nie film, a serial. Nie traciły przytomności, wpadały w histerię czy płakały a miały objawy epileptyczne (nudności, zaburzenia widzenia, bóle głowy) i nie 800 a 685 – z czego „jedynie” 150 wymagało hospitalizacji. Reszta się zgadza :P. (Źródło) Szkoda też, że Autorka nie zechciała zauważyć, że twórcy szybko wycofali odcinek wypuścili go dopiero po poprawieniu i dostosowaniu do odbiorców. Ale o poziomie wiedzy w temacie już pisałem :). Okeeeej… Fakt, Pokemony mocno przypominają rzeczywiste zwierzęta (na nich, zresztą, bazują). A jeśli chodzi o podbój świata to chyba tylko Mewtwo miał takie zapędy (a i on nie był do końca Pokemonem. I sam porzucił swe plany). Ale znów Autorka pokazuje swoją niewiedzę :). Bo w tym anime to akurat ludzie bywają źli - i wykorzystują Pokemony do złych celów. Ale tak jest łatwiej napisać. Kolejna osoba pisząca o jakimś „mistrzu”. Zapewne Autorka wzięła ten opis od pewnego (świętej pamięci już) kaznodziei… Źródło: Kwejk Nie rozumiem tego fragmentu, tak szczerze pisząc… Bo, jak rozumiem, taki Tom i Jerry (tak, nadużywam tego przykładu, ale nic nie poradzę ;)) są „bezpieczne”. I jak anime ma zaprzeczać bezpieczeństwu? Co to znaczy? Że jak się naoglądam DB to wszędzie będę widział Friezę albo innego Buu? Hmm… Źródło: downloadfeast.com Dooobra, daję sobie spokój. Autorka ma rację. Zabieram Pikachu, wsiadam do Daimosa i odlatuję. A jak spotkam po drodze Gucia to wypróbuję na nim Final Flash. Ech.. Dobrze, że to już koniec. Obiecany link: http://dzielneniewiasty.blogspot.com/2013/07/manga-i-anime-zagrozenia-cywilizacyjne.html A za tydzień będzie coś świątecznego :).
  14. MajinYoda

    Głupoty o mandze i anime

    To jest nowy blog - w sensie "druga odsłona", jak go nazwałeś . Oryginalny jest całkowicie martwy i nic tego nie zmieni... Niestety...
  15. MajinYoda

    Merry Christmas (reupload)

    Już za (nieco ponad) tydzień Święta... Jako dziecko zawsze lubiłem koniec roku. Śnieg, Wigilia, spotkanie z rodziną... Nawet Kevina oglądałem. Lubiłem także, jadąc przez miasto, patrzeć na palące się świecące choinki w centrum Lublina, gdy wracałem z Wigilii u mojej (już świętej pamięci) Babci... Szkoda, że wszystko tak zmarniało (a może to ja się zestarzałem?). Parafrazując Hansa Klossa: „W zeszłym roku padał śnieg. Deszcz ze śniegiem”. Pominę jednak kwestię pogody – na nią wpływu nikt nie ma. Ale skoro już wspomniałem o telewizji to nią się zajmę. W końcu po spotkaniu z rodziną chce się trochę innej „rozrywki”. Od lat w Święta „Telewizja ze Słoneczkiem” obowiązkowo wyświetla cztery filmy – dwa Keviny oraz dwa pierwsze Die Hardy. Pozostałe stacje też nie lepsze: „Niespotykanie spokojny człowiek”, „To właśnie miłość” i inne świąteczne filmy, które na pamięć zna już tak ze trzy czwarte populacji. Nie mówię, że są złe, ale może czas na jakąś innowację? Chociaż, przy obecnym stanie naszej kinematografii, chyba wolałbym tego nie oglądać… (vide co roku nowe „Listy do M” z udziałem moich „ulubionych” aktorów (czyt. tych, co pojawiają się w każdym polskim filmie/serialu od jakiś 10 lat)). Zresztą, większość emitowanych w Święta filmów to produkcje zagraniczne. Oznacza to, że są kompletnie (lub chociaż częściowo) wyprane z prawdziwego powodu tych Świąt - narodzin Zbawiciela. Może nigdy nie byłem jakoś bardzo pobożny, ale nie mogę zdzierżyć amerykanizacji i, z braku lepszego określenia, laicyzacji Bożego Narodzenia. Doszło już nawet do tego, że zamiast „Merry Christmas” mamy „Merry X-mas”. Co ciekawe, mój Word podkreśla „Christmas”, a „X-mas” - nie. Ciekawe dlaczego… Niestety, u podstaw tego trendu leży infantylizacja Bożego Narodzenia - Dzieciątko w żłóbku ze zwierzątkami. Myślę, że ludziom znudziła się już ta tradycyjna (Kościelna) wizja Świąt. Stąd zapewne taka fascynacja amerykańskim stylem świętowania. Mnie to jednak nie przekonuje. Cóż, pomarudziłem sobie (nie pierwszy raz na tym blogu ). Na zakończenie dodam tylko - dobrze, że przynajmniej mogę się zrelaksować przy grach, nie oglądając po raz n-ty wspomnianych filmów. A właśnie – znacie jakieś dobre produkcje (najlepiej darmowe ;)) albo mody (najlepiej do Fallout 4 :P) w tych klimatach? Na zakończenie pozostało mi tylko życzyć Wam (w chrześcijańskim stylu) Wesołych i Rodzinnych (i pełnych gier? ;)) Świąt Bożego Narodzenia, udanego Sylwestra oraz Szczęśliwego 2018 Roku! Do zobaczenia w drugiej połowie stycznia ;). PS. W tym roku zrezygnowałem z ankiety… poza tą na początku, oczywiście :).
  16. MajinYoda

    Kącik prenumeratora

    Ja swój numer dostałem dzisiaj. Zwykle jest między wtorkiem a piątkiem - podejrzewam, że wszystko zależy od poczty. Jeśli nie przyjdzie Ci przez 8 dni to dzwoń na infolinię Bauera - mi musieli wysłać ponownie numer 12/18.
  17. MajinYoda

    Święta na poważniej

    Święta Bożego Narodzenia już za nieco ponad tydzień. W telewizji na zmianę puszczą kilka filmów związanych z tym okresem: Kevina, Kevina, „Niespotykanie spokojnego człowieka”, Kevina, „To właśnie miłość” i wśród innych filmów także Kevina. Jednakże jest jeden film, który oglądam co roku – i nie jest to Kevin. (Wszystkie screeny zrobiłem sam) „Noc Świętego Mikołaja” z 2000 roku to film z cyklu „Święta polskie”. Współscenarzystą i reżyserem był Janusz Kondratiuk. Fabuła jest dość prosta: dwóch więźniów (w tych rolach Zbigniew Buczkowski i Leszek Zduń) ma rozdać prezenty dzieciom z lokalnego domu dziecka. Towarzyszy im ksiądz (Wojciech Walasik), który po drodze odbiera podarki od „sponsora” – dyrektora hipermarketu (Zbigniew Mazurek). Film nie jest familijny, jak inne bożonarodzeniowe produkcje. Przez pryzmat Świąt pokazuje Polskę przełomu wieków, nie używając do tego „magii świąt”. Choć film zawiera sporo zabawnych scen (np. gdy „hipermarketowi” Mikołaje zabierają dzieciom zabawki) to jego przekaz jest poważny i raczej przeznaczony dla starszych widzów. Oprócz wspomnianych wyżej w filmie pojawiają się także m.in. Edyta Olszówka, Magdalena Emilianowicz, Marcel Szytenchelm, Robert Więckiewicz i Jerzy Rogalski. Wszyscy aktorzy zagrali swoje role tak, jak przystało na profesjonalistów – w moim odczuciu nikt nie odstawał od reszty. Muzyki nie zapamiętałem (poza kilkoma kolędami), więc jest plus. Niestety, zakończenie filmu pozostawia wiele do życzenia – scenarzyści nie mieli żadnego sensownego pomysłu na finał. Pozostaje mi tylko wystawić ocenę – jako, że mam sentyment do tego filmu daję mu 4,5/6. Na zakończenie jeszcze chciałbym Wam życzyć udanych, rodzinnych (jeśli to lubicie :P), growych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia oraz udanego Sylwestra i wspaniałego Nowego Roku. Do zobaczenia w drugiej połowie stycznia 2019! PS. Przez Święta będę uzupełniał stare wpisy ;).
  18. MajinYoda

    Głupoty o mandze i anime

    Cóż, niezbyt lubię horrory, więc nie wypowiem się w kwestii tego filmu ;). Z Buką mam spory kłopot, przyznaję - nie pamiętam jej z czasów mojego dzieciństwa. Nie mam pojęcia czemu - możliwe, że nigdy nie widziałem z nią żadnego odcinka, co jest, w sumie, dość dziwne.
  19. MajinYoda

    Głupoty o mandze i anime

    Właściwie to o to mi, mniej-więcej, zawsze chodzi: przykłady. Osoba, która uważa się za badacza i wymądrza się na jakiś temat w publikacjach naukowych MUSI podawać właściwe przykłady. Zgadzam się i o tym napisałem wyżej. Wrzucanie wszystkich anime do jednego worka z yaoi, yuri itp. nie ma żadnego sensu. TO tak jakby napisać, że wszystkie filmy są złe bo istnieją takie jak "Martwica mózgu" czy inna "Piła". Ale to nie jest wina tych kreskówek, tylko ludzi odpowiedzialnych za, nazwijmy to, udostępnianie ich innym. Pamiętam jak kiedyś South Park leciał na jakimś kanale tuż po 20, a dopiero później po 22. Tak samo jest z Simsonami - niby wszystko okej, ale dziecko tego nie zrozumie. Odnośnie DB - jak pierwszy raz go oglądałem miałem jakieś 7-8 lat. Wcześniej oglądałem m.in. Yattamanów i Gigi'ego oraz Daimosa. To dopiero był hardkor . Ale jednocześnie oglądałem Muminki i Pszczółkę Maję (ta ostatnia średnio mi się podobała). Wiele lat później dowiedziałem się, że te dwa ostatnie to też anime :D. @Tesu - ale to przecie wszystko ino bajki. Nie można ich brać na serio, zresztą od pokoleń czytają je ludzie i jacy są szczęśliwi. Ponadto, wszystkie zostały napisane przez europejskich chrześcijan, a nie jakiś japońskich satanistów-ateistów-cyklistów :D.
  20. MajinYoda

    Głupota patrzy na WIELKIE OCZY

    Witam Was po wakacjach. Mam nadzieję, ze odpoczęliście, ponieważ mam dla Was kolejne mądrości z książek. Tym razem nie będzie o grach, lecz o mandze i anime. Akurat leci „Dragon Ball Super”, więc czuję się akurat w nastroju na taki temat :D. Książka pt. „Media a edukacja”, z 2000 roku powstała po III Międzynarodowej Konferencji „Media a edukacja”. Dzisiaj interesuje nas rozdział autorstwa Małgorzaty Więczkowskiej „Japońska manga i jej skutki pedagogiczne” (za jakiś czas będzie tekst o grach z tej ksiązki, nie ma obaw). Jesteście gotowi? Uwaga fani przecinków – brakuje ich tutaj. BTW - Autorka powołuje się na czasopismo „Kawaii” – kto pamięta? Tutaj mam zgrzyt – co miała na myśli Autorka pisząc ten akapit? Mangi i anime czy pisma o nich? O ile Kawaii i Animegaido pasują do tego drugiego, tak pozostałe – do pierwszego pomysłu. Ten brak sensu będzie nam jeszcze towarzyszył. Dalej jest nieco o mandze, ale nuda, więc przejdźmy do analizy treści recenzji z czasopisma „Kawaii” (jest to najciekawsze): W recenzjach czy filmach i komiksach? Bo z tego zdania to nie wynika . Tu pojawiają się cytaty. Część pominę, ale niektóre zawierają też komentarz Autorki, więc warto je przytoczyć (oczywiście, nieco poskracałem): Nie rozumiem, czemu Autorka wybrała akurat ten fragment. Przecież dotyczy nie tylko mang i anime. Wychodzi na to, że czytając obecnie Pratchetta (cykl o straży) też uciekam w nierealny świat fantazji. Nie kapuję tego… Czy tekst może coś preferować? Hmmm… Pomijam, że akurat w tym fragmencie autor GANI ową przemoc. Więc o co Autorce chodzi? To samo jest dalej: Szkoda, że Autorka w tak bezmyślny sposób podeszła do tych recenzji. Widać, że KOMPLETNIE nie zrozumiała stylu, w jakim były pisane. Ale wówczas nie pasowałoby do tezy, więc wszystko jest ok, nie? Czas na podsumowanie: Ciekawe czy Mr Jedi tworząc to pismo myślał o czymś takim jak wychowywanie poprzez nie? Bo pokazuje się inną kulturę? OLABOGA! Pamiętajmy tez, że Goku uderzył żonę, Vegeta bił dzieci… a Gohan dwa razy się upił ;). Zły model rodziny – trzeba go zakazać :D. Nie to, co w poczciwej „Pszczółce Mai”… ups, zły przykład J. No to w „Maminkach”… znowu nie to… Nie bardzo tu zrozumiałem, o co Autorce chodziło. Czy taka Myszka Miki też propaguje wzory hedonistyczne? A, no tak, nie jest to bajka japońska, więc jest ok… Dajcie sobie chwile – jakie przykłady podała Autorka? Odpowiedź i mój komentarz znajdują się w spoilerze. Zanim tam zajrzyjcie – trzymajcie się BARDZO mocno!! Poważnie - BARDZO MOCNO! Od kiedy żółwie są japońskie? I co to jest Smoczy Baal? OCB? Ok… ale czy tylko w czasopismach czy mandze i anime też? Bo się trochę w tym wszystkim pogubiłem… Jeśli dziś wtorek to siała baba z wozu koniom lżej? I na koniec – wisienka: ŁAŁ! Nie wiedziałem, że Kawaii miało AŻ taki wpływ. Grupa trzymająca władzę czy Układ? :D.
  21. MajinYoda

    Głupoty o mandze i anime

    Ja czekam na miłosny ostrosłup. Pisałem o tym kiedyś, więc się nie powtarzałem. Oczywiście, zapomniałem wcześniej wrzucić tamten wpis na tego bloga - ale już to zrobiłem. Autorka powtarza te same błędy mimo upływu tylu lat ;). Nawet jakby Japończycy nakręcili własne Quo Vadis albo Nad Niemnem to i tak ich wytwór byłby zły. Nie to, co nasze genialne filmy ;). Ja jeszcze jej nie widziałem... i boję się ją oglądać :). Ale już nie takie rzeczy przerabiałem (vide książka p. Gabrielle Kuby ;P).
  22. MajinYoda

    Głupoty o mandze i anime

    Dzięki - ale na pewno nie dzisiaj ;). Przez Święta obejrzę :).
  23. MajinYoda

    Głupoty o mandze i anime

    A , dziękuję :). Staram się ;). Patrząc na dokonania p. Więczkowskiej sądzę, że jest to albo czysty fanatyzm (jak w przypadku p. Kuby) albo zwyczajna chęć wybicia się na popularnych twierdzeniach (coś jakby pisać kolejne teksty np. o chemitrails - ludzie w to wierzą i są głusi na wszelkie próby wyjaśniania). Tak głęboko jeszcze nie wpadłem w odmęty internetu . Ale, znając mnie, pewnie kiedyś i tego dotrę :P.
  24. MajinYoda

    Moralność pana gracza

    @NomadP - z jakiegoś dziwnego powodu zapomniałem o wyborach w GTA IV :). Przy Francisie i Derricku zawsze miałem zagwozdkę - obaj byli siebie warci. Zazwyczaj zabijałem tego drugiego - w końcu Francis był szychą w policji, mógł się przydać.
×