Jump to content

MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Content Count

    854
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    27

MajinYoda last won the day on May 12

MajinYoda had the most liked content!

Community Reputation

785 Znakomita

3 Followers

About MajinYoda

  • Rank
    Elf
  • Birthday 06/27/1990

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    https://forum.cdaction.pl/blogs/blog/4795-nowy-k%C4%85cik-yody/

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Lublin
  • Zainteresowania
    Pisanie, gry komputerowe, historia, język angielski, nieco polityka

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    seria Gothic (bez FG i Arcanii) i Risen, Oblivion i Skyrim, Fallout 4, World of Warcraft, seria Total War, seria GTA, Mafia (dwójka też może być ;)), Wiedźmin 3, seria HoMM (i Dark Messiah), Dragon Age: Inkwizycja, Half Life, Portal, seria Assassin's Creed, Hitman, Far Cry...
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    [2017] Blogopis roku
    [2016] Blogopis Roku

Recent Profile Visitors

8,923 profile views
  1. MajinYoda

    Mafia nie istnieje

    Chyba miałem szczęście, bo nie natrafiłem na poważniejsze błędy - poza kilkoma drobiazgami (ot, raz udało mi się zabić przeciwnika, który wsadził łapy z bronią do "mojego" pomieszczenia przez ścianę). No, nie licząc oszustw w wyścigach ;). Oj tak - tu muszę się zgodzić. Choć tu jest nawet nieco gorzej - tam przynajmniej ktoś od czasu do czasu próbował odbijać dzielnice. A tutaj nic - żadnego zagrożenia.
  2. MajinYoda

    Mafia nie istnieje

    W roku 2002, gdy wydawało się, że GTA 3 pozamiatało całą konkurencję na rynku sandboksowych strzelanin, czescy programiści stworzyli grę niemal równie dobrą – pierwszą Mafię. Pisząc wprost - gra była hitem i do dziś uważana jest za genialną produkcję, przenoszącą świat Ojca chrzestnego do świata gier lepiej, niż zrobił to Electronic Arts wiele lat później. Potem, w 2010 roku, pojawiła się Mafia 2, która może nie była aż tak dobra, ale miała swój urok. Niecałe trzy lata temu pojawiła się „trójka” i to właśnie o niej będzie dzisiejszy tekst. (screeny, niestety, nie są moje) Nie-włoska mafia Mafia 3 zrywa z tradycyjnym modelem włoskich gangsterów prezentowanych w poprzednich częściach. Tym razem bohaterem jest Lincoln Clay (którego cały czas nazywałem „Franklin” – co miało swoje podłoże w czymś innym niż rasa) - czarnoskóry mieszkaniec New Bordeaux – miasta wzorowanego na Nowym Orleanie. Akcja gry toczy się w 1968 roku, a główny bohater wraca do swojego miasta z wojny w Wietnamie. Sama fabuła jest właściwie serią zeznań i opowieści na potrzeby filmu dokumentalnego o bohaterze. Jest to dość interesujący zabieg – przypomina nieco „jedynkę”, gdzie Tommy Angelo opowiada swoją historię, by zostać świadkiem koronnym. Właściwie nie ma sensu rozpisywać się na temat fabuły – dość powiedzieć, że bliscy Lincolnowi ludzie giną i bohater chce pomścić ich śmierć. W dość wczesnym etapie gry Lincoln poznaje przywódców trzech, mocno stereotypowych, gangów w mieście – broń Cassandrę i jej voodoo-Haitańczyków, bohatera „dwójki” Vito Scalettę z włoskimi mafiosami oraz lubiącego cudze samochody i gorzałę Irlandczyka Thomasa Bure’a. Po zdobyciu ich zaufania w początkowych questach, będziemy mogli wzywać „pomoc” od nich – każda z grup ma swoje aktywne (np. wóz handlarza broni albo odwołanie policji) oraz pasywne (np. więcej amunicji) zdolności. Dodatkowo, dają nam przychód. Wszystko to w zamian za pomaganie im… w zdobywaniu kasy. Trochę wydało mi się to irracjonalne – niby rządzimy, a tak naprawdę robimy za chłopca na posyłki. Jedyną rzeczą jaką możemy zrobić to wybieramy komu przekazać zdobytą dzielnicę (których jest dwanaście – przy czym każda frakcja zaczyna z jedną – oraz jedną neutralną - bagna). Swoimi działaniami możemy doprowadzić do odejścia jednej z postaci – ale podczas rozgrywki wybrałem wariant ze wszystkimi żyjącymi. Źródło That’s racist! Sam setting wydaje się interesujący – koniec lat 60 to w USA czasy segregacji rasowej, a 1968 – rok, w którym zginą działacz anty-rasistowski Martin Luther King (o którym gra wspomina). Spodobało mi się, że jest to odzwierciedlone – Lincoln nie może przebywać w niektórych lokalach zbyt długo, bo ktoś wzywa policję. Tak samo, każdy napotkany gliniarz przygląda się nam bacznie i jeśli zaczniemy robić coś dziwnego (w tym stać i nic nie robić) może zacząć do nas… strzelać. Na szczęście zdarzyło mi się to tylko raz, gdy testowałem grę na zasadzie „ciekawe co się stanie, jeśli…?”. Dodatkowo, świadkowie zdarzenia (drogowego czy strzelaniny) będą biec do najbliższej zidentyfikowanej budki telefonicznej, by zadzwonić po władze. Rzecz jasna, możemy im w tym przeszkodzić – brutalnie (strzelając do nich) albo pacyfistycznie (doganiając i powalając na ziemię). Śmiesznie zaczyna się robić, gdy kolejni świadkowie biegną do tej samej budki, chyba próbując mnie ominąć, i padają od ogłuszającego ciosu. Z policją wiąże się też inna ciekawa rzecz – gdy powalimy wszystkich w sklepie i okradniemy kasę to jeśli później pojeździmy po okolicy to w miejscu naszego napadu pojawi się policja. Musze dać tu plusa, bo wygląda to fantastycznie. Oprócz policji naszymi przeciwnikami są podwładni obiektu naszej zemsty oraz redecki. O ile ci drudzy kręcą się zwykle po bagnach, tak mafiosi mogą zaatakować Lincolna w najmniej spodziewanych momentach. Niestety, choć miasto jest całkiem duże to jest strasznie puste. Torowiska tramwajów powstało chyba tak, jak niektóre polskie inwestycje ze środków Unii Europejskiej – są? Są! Ale tramwajów brak. Tak samo zresztą pociągów. Często udawało mi się uciec przed pościgiem jadąc torami. Prawie jak Franklin Jako się rzekło, gra mocno przypomina GTA – może swobodnie jeździć po mieście, kraść auta i wykonywać zadania. Kłopot w tym, że to drugie jest niezbyt opłacalne – Lincoln otrzymuje dostęp do „floty pojazdów”, o które można w dowolnym momencie poprosić jednego z gangsterów. Flota jest podzielona na trzy rodzaje pojazdów – Street Class (typowe amerykańskie auta), Sports Class (muszle car-y) i Exotic Class (czyli ówczesne supersamochody. Każdy z tych pojazdów można modyfikować i po wezwaniu tubing pozostaje – zdarzyło mi się postawić auto i wezwać identyczne. Samo jeżdżenie określiłbym jako „takie se” – pojazdy dziwnie się prowadzą, zdecydowanie gorzej niż w GTA V. Nie umiem tego do końca określić – model jazdy zwyczajnie mi nie pasował. Inna sprawa, że model zniszczeń nie istnieje. Kiedy to zauważyłem byłem w lekkim szoku – po genialnych uszkodzeniach w pierwszej części tutaj autom praktycznie nic się nie dzieje? Po rozpędzeniu się i uderzeniu w ścianę Lincoln stracił sporo „hp-ków”, ale auto prawie jak nowe. Kto to wymyślił i dlaczego? Dodatkowo – raz udało mi się dachować i okazało się, że można „podskoczyć” autem, by obrócić je na koła… Super realizm. Szczęśliwie, z samochodów da się strzelać. U mnie mogłem celować samemu albo zdać się na autocelowanie. W tym drugim przypadku zdarzało mi się trafić w silnik pojazdu jadącego przede mną (!!), ale chybić w stojącą przede mną beczkę, którą miałem wysadzić (!!!). Z autami wiąże się też inna kwestia – wyścigi. Nie lubię ich i unikam jak mogę, ale postanowiłem przetestować. Chociaż grałem na easy, już w jednym z pierwszych wyścigów moje auto (które wydawało mi się nieźle stuningowane) zostało na szarym końcu. Ale okej, rozumiem. Wziąłem inne i spróbowałem ponownie. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że przeciwnicy niemal cały czas siedzieli ma na ogonie. Cały czas! Dodatkowo, w 3/4 trasy drogę zajechała mi ciężarówka – w taki sposób, bym nie mógł jej ominąć. Wówczas sobie odpuściłem wyścigi. Kończąc wątek pojazdów w tej recenzji warto zauważyć UI podczas jazdy – poza standardową mapką i prędkościomierzem pojawia się tutaj lusterko wsteczne. Można je wprawdzie wyłączyć w opcjach, ale ja grałem z nim. Wprawdzie nie jest super funkcjonalne, ale przydatne, muszę to przyznać. Tratatatatatata? Dobrze jednak, że samo strzelanie jest świetne. Gra jest świetnym TPS-em i pod tym względem może stanąć w szranki z produkcją Rockstar Games. Lincoln nosi ze sobą tylko dwie sztuki broni – krótką i długą. Arsenał jest dość duży: pistolety, pistolety maszynowe, karabiny (maszynowe i snajperskie), strzelby, RPG itd. Do tego granaty, koktajle mołotowa, miny (których praktycznie nie używałem), C4 (przydatne) oraz laleczki voodoo. Osobiście, wybierałem pistolet z najlepszymi statystykami (tłumik moim zdaniem nie ma sensu) oraz karabin – najpierw Tommy Guna, potem kałacha, by ostatecznie dzierżyć amerykańskie M16. Kłopot w tym, że w początkowych godzinach rozgrywki mamy bardzo mało amunicji – zaledwie na dwa przeładowania. Oznacza to, że albo trzeba oszczędzać (co często jest niemożliwe) albo modlić się o amunicję z wroga (na szczęście każdy typ broni ma tą samą amunicję – co jest dziwne, ale cóż :)) albo zmieniać co trochę broń na inną, porzuconą przez przeciwnika. Jest też oczywiście możliwość mordowania niemilców po cichu. Wówczas Lincoln korzysta z noża wojskowego – jest to ciekawe rozwiązanie. Kłopot z nożem pojawia się jednak, gdy dochodzi do walki wręcz – bohater go zwyczajnie nie używa! I o ile strzelanie czy ciche zabijanie są super zrealizowane to już okładanie wrogów pięściami wyszło beznadziejnie. Cios-unik-cios-unik-cios i tak w kółko. Warto jeszcze wspomnieć o naszych wrogach. Strzelają celnie, ale zdarza im się zrobić coś dziwnego (np. jeden z nich biegł do mnie przez dwa piętra, bo zagwizdałem zza ukrycia), ale generalnie nie jest źle. Podobało mi się, że jeśli nie wychyliłem się zza osłony i przeszedłem w inne miejsce, strzelający do mnie wrogowie nie podążali za mną jakby mieli rentgeny w oczach - tylko strzelali do ostatniego punktu, w którym byłem. Źródło Postrzeleni wrogowie nie zawsze giną od razu. Zaraz pojawi się jakiś spycholog (:P), ale bardzo często będziemy oglądać wrogów wijących się w agonii. Z kolei my odradzamy się w najbliższym „przyjaznym” punkcie, ale tracimy połowę gotówki z kieszeni. To, co obniża ocenę tej gry to straszna powtarzalność misji. Fabularne są okej, ale wspomniane odbijanie dzielnic to ten sam schemat - znajdź informatora -> przesłuchaj go -> pojedź pod wskazane miejsce -> wybij wszystkich (albo i nie, jeśli umiesz się skradać i jesteś ostrożny - mi udało się raz) -> pokonaj mini-bossa i zdecyduj co z nim zrobić - zabić (dolce do ręki) czy oszczędzić (zwiększony przychód) -> wybierz któremu z twoich podwładnych przekazać lokal -> powtórz z drugim lokalem w dzielnicy -> zdecyduj komu przekazać dzielnicę (co jest głupie, bo można np. dać jeden lokal Vito, drugi Cassandrze, a ostatecznie dzielnicę oddać Burke'owi...). I tak w kółko - zmienia się tylko wygląd lokalu. Gra i buczy Mafia III pod względem wizualnym prezentuje się całkiem ładnie – podobały mi się modele postaci, pojazdów i wyglądy budynków - także ich wnętrz. Same radia, choć daleko im do tych z serii GTA, też prezentowały się nieźle – choć są tylko trzy stacje, których nazw nawet nie chciało mi się zapamiętywać. Jednakże, 2K Czech zdobyło trochę licencji i w naszych głośnikach usłyszymy m.in. King of the Road Rogera Millera, A Little Less Conversation Elvisa Presleya oraz kilka utworów grupy The Rolling Stones. I jestem skłonny uwierzyć, że w tamtych czasach słuchano tych utworów. Ocena Przyznam szczerze, że mam poważny problem z ocenieniem tej gry. Z jednej strony bawiłem się świetnie a z drugiej – nie tak dobrze, jak przy poprzednikach. Świetne strzelanie i dobrze poprowadzona fabuła starają się ukryć kiepski model jazdy, ubogie uszkodzenia aut i pewien brak logiki. Dodatkowo, Lincoln Clay nie jest bohaterem na miarę Tommy’ego Angelo czy Vito Scaletty, ale też nie jest taki zły. Dlatego zacznę inaczej: Mafia: The City of Lost Havens dostałaby u mnie 5,5/6, Mafia II – 4,5/6. Natomiast Mafia III niniejszym otrzymuje ocenę 4/6 – o ile nie patrzy się na nią przez pryzmat poprzedniczek. Wówczas ocenę należy obniżyć o przynajmniej pół punktu.
  3. MajinYoda

    Cherchez les femmes

    Wprawdzie wpis miał być o czymś innym, ale ostatni MSM sprawił, ze zacząłem się zastanawiać – jakie są kobiety-NPCe w grach? Kim są, czym się zajmują? Na początek krótkie nawiązanie do tamtego tekstu – Autorka napisała, że „wizualizacja postaci kobiecych w grach ma podtekst wysoce seksualny, są dyskryminowane i stosuje się wobec nich przemoc” oraz o stereotypowym podejściu do roli kobiety w społeczeństwie. Przy tym ostatnim wydaje mi się, że chodzi o „matkę, żonę i kochankę”. Cóż, trzeba zatem wypisać kobiety-NPCe, które przeczą temu obrazowi - przynajmniej do pewnego stopnia, rzecz jasna. Oczywiście – Bohaterki się nie liczą :). Rzecz jasna, z oczywistych przyczyn, nie dałem rady spisać wszystkich takich postaci. Więc, tradycyjnie - Wasze sugestie i przemyślenia są mile widziane :). Ostrzegam też przed spoilerami ;). Kolejność alfabetyczna. Źródło Aela the Huntress (Skyrim) – jedna z członkiń Towarzyszy. Świetnie walczy – szczególnie łukiem. Jest silna i uwielbia realizację. Jako jedyna chce pozostać wilkołakiem (w przeciwieństwie do Kodlaka, Farkasa i Vilkasa). Alyx Vance (Half-Life 2) – świetny haker, inżynier, ale radzi też sobie z walką (szczególnie wręcz). Anna Sviatoslavovna Mel'nikova (Metro) - córka Pułkownika Młynarza, przywódcy Sparty. Snajperka , jedna z lepszych ( o ile nie najlepsza ) ze Spartan. Twarda i niezależna kobieta. Na początku traktuje głównego bohatera - Artyoma - jak świeżaka, który niewiele potrafi i jest bardziej mięsem armatnim niż żołnierzem, lecz, wraz z postępem fabuły, coraz bardziej się w nim zakochuje i uznaje go za lepszego od siebie. (by @ckm100) Astrid (Skyrim) – przywódczyni Mrocznego Bractwa w Skyrim. Cwana i wygadana, choć lekkomyślna. Jednakże, umie przyznać się do błędu – choć zbyt późno. Eisif the Fair (Skyrim) – jarl Solitude, wdowa po królu Skyrim. Młoda, inteligentna, ale jeszcze niewyrobiona politycznie, sprawiedliwie włada swoim regionem. Jest szanowana do tego stopnia, że, w zależności od naszych wyborów, albo kiedyś zostanie królową albo pozostanie (jako jedyna) na swoim stanowisku nawet, jeśli Ulfric zostanie królem. GLaDOS (Portal) – superkomputer, „cake is a lie”. Jaina Proudmoore (Warcraft) – arcymag, jedna z najsilniejszych postaci władających magią. Niegdyś orędowniczka pokoju między Przymierzem a Hordą, obecnie – za co nie można jej winić – orędowniczka wybicia orków i ich popleczników. Jan Ors (Jedi Knight) – agentka wywiadu w Nowej Republice, sarkastyczna, odważna i inteligentna. Josephine Montilyet (Dragon Age Inquisition) – dyplomata Inkwizycji, jednocześnie głos rozsądku wśród doradców Inkwizytora. Jest twardą negocjatorką. Leanna (Dark Messiah of Might and Magic) – czarodziejka, przyjaciółka Saretha. Po śmierci wuja walczy przeciwko demonom. Namawia Saretha, by pozbył się Xany – sukuba, który został połączony z Sarethem i oczyścił się ze związków z demonami. Jeśli tak się nie stanie – Leanna nie zawaha się powstrzymać swego przyjaciela. Leliana (Dragon Age) – szpiegmistrzyni Inkwizycji, była bardka, przez pewien czas Lewa Ręka Boskiej. Sprytna, ale uczuciowa – co widać, na samym początku DAI, gdy przeżywa śmierć Boskiej i innych poległych w Świątyni Świętych Prochów. Lucy Stillman (Assassin’s Creed) – naukowiec-asasynka pracująca nad projektem Animus dla Abstergo. Pomaga Desmondowi Milesowi aż ten (no, nie do końca – bo w tym momencie nie kontroluje swoich zachowań) ją zabija – ze względu na jej domniemaną zdradę na rzecz Templariuszy. Maven Black-Briar (Skyrim) – bogata i wpływowa osoba, praktycznie cały czas władczyni Riften (bardziej lub mniej oficjalnie). Podlega jej Gildia Złodziei, choć nie jest jej członkiem. Mjoll the Lioness (Skyrim) – kolejna silna wojowniczka na liście. Chce się pozbyć Gildii Złodziei ze Skyrim. Patty Stalowobroda (Risen) – córka znanego pirata, silna, sprytna, uparta i wygadana. Umie walczyć i radzi sobie w różnych sytuacjach. Piper Wright (Fallout 4) – wścibska dziennikarka z Diamond City z jednej strony i oddana przyjaciółka z drugiej. Pomaga Bohaterowi odnaleźć syna, nawet zgadzając się towarzyszyć mu w walce. Rayne (BloodRayne) - dhampirzyca, świetnie walczy, jest inteligentna i sprytna. Do tego niezależna i cechuje się silną wolą. Rikke (Skyrim) – legat Cesarskiego Legionu, druga najważniejsza osoba w tej frakcji (zaraz po generale Tulliusie), odpowiedzialna za werbunek. W przeciwieństwie do swojego przełożonego rozumie swoich współbraci – Nordów i dążenia Ulfrica, choć ich nie popiera. Mimo swojej lojalności wobec Cesarstwa, nie okazuje swojej nienawiści nawet wobec dowódcy Stormcloaków – z jednej strony staje ramię w ramię z generałem, z drugiej – żegna Ulfrica słowami „Talos be with you…”. Sera (Dragon Age Inquisition) – elfka, ale tylko rasowo. Silna i niezależna, uwielbia robić żarty – głównie, by nieco rozchmurzyć poważne wojska Inkwizycji. Mimo pewnych wad (lepkie ręce) ma złote serce… nie, może raczej – nie chce by świat został zniszczony… chyba ;). Sylvanas Windrunner (Warcraft) – chyba najsilniejsza kobieta spośród wszystkich na liście. Niegdyś, jako Ranger General, walczyła przeciwko armiom Króla Lisza, potem uwolniła się spod jego wpływu. Z czasem stałą się przywódcą Forsakenów. Obecnie włada Hordą… ale nie na długo. Tavion Axmis (Jedi Knight) – silna Mroczna Jedi, z pozoru tchórzliwa, ale potrafi walczyć o swoje. Doprowadza (lub nie) do przejścia Jaden Korr na Ciemną Stronę Mocy. Ves (Wiedźmin) – podwładna Vernona Roche’a jest żołnierzem Temerii. Lojalna i odważna, nie waha się zastrzelić Białego Wilka, gdyby ten zachował się nieodpowiednio w stosunku do jej przełożonego.
  4. MajinYoda

    Kącik Yody żyje!

    Ależ ja Cię serdecznie zapraszam do czytania mojego bloga . Nieco zmienił się adres i nazwa, ale to wciąż ja i moje teksty .
  5. MajinYoda

    Dosyć typowy MSM…

    Cóż, nie moja wina, ze Autorzy się powtarzają i ja też, niestety, muszę ;). Z tą "coraz mniejszą ilością dzieciaków na placach zabaw" w sumie nie mogę się do końca zgodzić - mam pod oknami plac zabaw a z drugiej strony taki nieużywany trawnik między blokami. I w ciepłe dni (szczególnie latem) oba są zapełnione przez dzieciaki. Mam wrażenie, że Autorka używa standardowego "kurła, za moich czasów to było" . EA mogłoby coś takiego wprowadzić . To chyba najważniejsza cecha spychologa - umiejętność spisywania od innych spychologów . Patrz: Mały Słownik Spychologiczny . A tam Carmageddon - pierwszą kontrowersyjną grą był (chyba) Death Race z 1976 roku . Podejrzewam, że nawet Spacewar! budziłyby kontrowersje ;). Zresztą, przecież Autorka pisze, że "tendencją, która pojawiła się w grach już w momencie ich powstania, jest erotyka, zamieszczanie wątków odnoszących się do ludzkiej seksualności." Tak jak napisałem w poście - przemoc i erotyka istnieją niemal od początku istnienia. Zarówno w sztuce, jak i w rzeczywistości. Dlatego nigdy nie rozumiem, czemu ci wszyscy "naukowcy" doszukują się źródła złego zachowania ludzi w różnym wieku właśnie w grach. Nie pisz tego za głośno ;). Też mnie to zdziwiło, muszę przyznać. Czytam sobie o przemocy w grach, a tu nagle erotyka - szczególnie, że zazwyczaj najpierw sczytuję potencjalnego MSM-a, decyduję czy się nadaję, a potem trochę "na żywo" robię wpis w Wordzie... W jedynce chyba zawsze dostawałeś kartę Triss na początku... Albo potem, gdy Geralt wiązał się z nią lub Shani... ale nie jestem pewny, bo w jedynkę grałem dawno temu ;). Za to w "trójce" chyba wszystkie są opcjonalne. Ale nie jestem 100% pewny ;). Właściwie sam pomysł napisania artykułu naukowego o Rule 34 byłby ciekawym pomysłem. Oczywiście, musiałby napisać o tym ktoś z odpowiednią wiedzą (i nie mam tu na myśli "kolegi od linków" ) i bez narzucania z góry jakiejkolwiek tezy. Swoją drogą - tzw. "porno-parodie" to, w sumie nic nowego, nie? Jednakże, w przypadku p. Matusiak mam wrażenie, że nie potrafiła znaleźć sensownych treści i zwyczajnie brała z internetu, "na pałę", co jej pasowało do tezy. Choć mnie bardziej niż render Triss, rozwalił jednak screen z początku tekstu ;). Trzecia strona i już taki błąd.
  6. MajinYoda

    Dosyć typowy MSM…

    Właśnie! Każdą grę należy najpierw dać spychologom, by poodkrywali wszystkie sekrety, a dopiero później zwykłym graczom :D. BTW - https://www.gry-online.pl/S024.asp?ID=1615&PART=42658 Oczywiście, że przemoc w kulturze to nic nowego - obrazy też przedstawiały przemoc . ALe nie wyobrażam sobie spychologa piszącego o szkodliwości np. "Bitwy pod Grunwaldem" Matejki . W tym za niemal każdym razem tkwi problem z tego typu tekstami - jasne, łatwiej jest postawić sobie tezę i pod nią dobierać. Kłopot w tym, ze taka nauka jest nic nie warta. A chciałbym zobaczyć pracę opartą na doborze gier niezależnym od autora... Hmmm... może, jak będę miał nieco weny, napiszę tekst o szkodliwości malarstwa? Tezę się postawi, przykładów poszuka, coś się nazmyśla... tylko muszę od kogoś coś spisać .
  7. MajinYoda

    Dosyć typowy MSM…

    I tak jest lepiej niż w większości MSMów :P. W Passiflorze mogłeś zapłacić za takie "usługi" i, z tego, co pamiętam, był nawet krótki filmik.
  8. MajinYoda

    Dosyć typowy MSM…

    …aczkolwiek, z pewnymi wartymi uwagi fragmentami. Artykuł pt. „Gry jako źródło zachowań niepożądanych wśród młodzieży” (2016), autorstwa Renaty Matusiak, został opublikowany w czasopiśmie „Warmińsko-Mazurski Kwartalnik Naukowy, Nauki Społeczne”, ale ja znalazłem go w bazie „The Central European Journal of Social Sciences and Humanities” i do niej link znajdziecie na końcu. Najbardziej mnie smuci, że Autorka pochodzi z mojej Alma mater, czyli z KULu… Nie, żeby to była jakaś nowość (patrz: dr Iwona Ulfik-Jaworska), ale w tym przypadku mówimy o osobie, która w 2014 roku była doktorantką. Niestety, nie znalazłem informacji czy została doktorem. Pomijam zbyt długi wstęp – bo nie ma tam nic, co by nas interesowało. Już w tym miejscu muszę się przyczepić – jakie zdaniem Autorki są „najpopularniejsze gry”? Jakieś zestawienie by się przydało. Szczególnie, że zazwyczaj na najwyższych miejscach są dodatki do Simsów albo jakaś FIFA. Oczywiście, obok GTA . Dodatkowo – o jakich „poziomach” mówi Autorka? Dalej znajduje się screen z pewnej gry. Zamieszczam go tutaj, dam krótki opis od Autorki, a Wy spróbujcie przed przejściem dalej rozwikłać co to za gra ;). Już wiecie? Jeśli tak, to gratuluję – ja musiałem wygooglać ;). Tak jest – screen pochodzi z moda do Half Life 2! MODA! Z 2006 roku! Autorka nawet podała źródło – do moddb.com! Rzecz jasna, nie dodała, że jest to modyfikacja, ani, że wzięła screen (pewnie, hehe, przypadkiem) do fragmentu ze zwiększonym przez moddera poziomem gore. Żeby było gorzej – ten mod NIGDY nie został ukończony! Co to za nauka? Gdzie był recenzent? Kto to opublikował?! Bo, co warto powtórzyć – screen pochodzi z modyfikacji zwiększającej ilość krwi. Ale przecież to filmy RE są oparte na grach RE… a nie odwrotnie. Nie znam tego moda, ale wydaje mi się, że też jest oparty na grach, a nie na filmie. Podoba mi się ostatnie zdanie – nie mam pojęcia którzy twórcy podkreślają, ze ich produkt jest 18+ - gry czy filmu? A może moda? Eeee… co? Przede wszystkim dlaczego „figura”? Lepiej by brzmiało „postać”. Ale niech będzie, bo dalej jest gorzej. Nie wiem czy Autorka zdaje sobie z tego sprawę, ale niektóre służby noszą i korzystają legalnie z broni palnej. Ba, w niektórych przypadkach nawet osoby cywilne mogą kogoś zastrzelić legalnie – szczególnie w takich krajach jak USA. Ale to by nie pasowało do tezy, co? Źródło Na pewno już o tym kiedyś pisałem – jeśli osoba mająca więcej niż 10 lat nie odróżnia fikcji od rzeczywistości to należy mu pomóc a nie spychać winę na wszelkiej maści media. Ale przecież sama autorka przed chwila napisała, że bohater tej modyfikacji nie czyni zła. Choć jej zdaniem czynienie dobra też jest złe… Ech… Ta definicja jest bzdurna. Owszem, wspomniany mod do Half-Life 2 miał być dostępny tylko na PC, ale "prawdziwe" RE to wyszły także na konsole. Dodatkowo, „komputerowa” nie oznacza „tylko przeciwko komputerowi” – tu Autorka powinna podać inną nazwę, ponieważ za chwilę pisze: I w ten sposób w pracy naukowej powstaje bałagan – bowiem Autorka z podtypu gier komputerowych zrobiła osobną grupę. Czyli wynikałoby z tego, że w „gry sieciowe” nie gra się na komputerze… Ciekawe na czym? I skąd (albo raczej – od kogo) Autorka wzięła te „mądrości”? Szczególnie w serii FIFA… A nie – tam się przecież strzela do przeciwnika :P. Źródło Jasne – w szachy też lepiej jednak gra się z realnym przeciwnikiem niż samemu. Także te komputerowe, Autorko. Że co? Że w szachach też trzeba pokonać przeciwnika poprzez zasz(l)ach(t)owanie jego króla? Oł Maj GOD! Jesteście na to gotowi? Same słowa pochodzą z artykułu z 2002 roku – Autorka oczywiście nie mogła użyć nic nowszego, bo by do tezy nie pasowało”: Trudno się z tym nie zgodzić – takie były, w zasadzie, założenia gier od samego początku – interakcja człowieka z maszyną. Ponownie zapytam – czy w każdej grze tak jest? Co z grami online, w których NIE MA przemocy? Tu, akurat, muszę się zgodzić. Patologiczne sytuacje się zdarzają, wiadomo. Choć nie wiem czy dr Ulfik-Jaworska akurat takie rzeczy miała na myśli, czy standardowo – gry to Zło! Tu już zgodzić się nie mogę – owszem, można powtarzać etapy w grach. Równie dobrze można przewijać film i oglądać za każdym razem tą samą scenę morderstwa. Albo czytać książkę i raz za razem widzieć oczami wyobraźni jak dokonuje się rzeź. I chłonąć to w ten sam sposób. Zmienia się tylko forma. Doprawdy? Jak wspomniałem, dr Ulfik-Jaworska pisała te słowa w okolicach roku 2002, czyli gdy triumfy święciło GTA 3 a niebawem ukazało się Vice City. W obu przypadkach graliśmy postacią moralnie złą (bez wątpienia), ale za złe czyny gra karała nas „gwiazdkami”. Tak samo wydany w tym czasie TES III: Morrowind - gdzie strażnicy reagowali na łamanie przez nas prawa. Nie wspominając już o nowszych, bardziej współczesnych produkcjach, nijak nie pasujących do obrazu przedstawionego w 2002 roku. Ale czego ja oczekuję od spychologów? Znajomości najnowszych tytułów gier, którymi z takim poświęceniem się zajmują? Jeszcze Was zadziwię . O tak – bo przed grami nigdy nikt nie używał przemocy fizycznej, słownej ani psychicznej na nikim. Nikt. Nigdy. To znany fakt. Dopiero gry komputerowe wszystko zepsuły. A ja to widziałem doniesienia medialne o pewnym psychoterapeucie, co wykorzystywał swoich nieletnich pacjentów. Czyli co – wszyscy psychoterapeuci to pedofile? Autorka najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że takie rzeczy media podają – bo o tym ludzie chcą i powinni wiedzieć. Niestety, potem „zwykli ludzie” patrzą na inne osoby przez taki pryzmat. Dlatego piszę o „spychologach”, bo wiem, że prawdziwi „psychologowie” tacy nie są. Dobra, czas na pornografię w grach: O kurde – nie wiedziałem, ze Cathode-Ray Tube Amusement Device było grą erotyczną :O. To musiał być niezły hardkor! A tak bardziej serio – Autorka jest chyba z tych, co najchętniej by załonili biust warszawskiej Syrenki i założyli majtki Dawidowi :). Bo deprawujo! Pomijam też, że pierwszą bohaterką gier (komputerowych) była bardzo krągła Ms. Pac-Man (zob. B. Kluska, Dawno temu w grach, s. 22) Czy Autorka słyszała o „sex sells”? Przecież to istnieje od wielu lat! Znowu warto też wspomnieć, że nie wszystkie gry są tak reklamowane . Przede wszystkim, Autorka nie podaje, że gry zawierające takie elementy mają stosowne oznaczenie PEGI (o którym Autorka wspomina tylko w jednym zdaniu, dość lakonicznie i nie podając nazwy) oraz, że są to gry 18+, rzadziej 16+. Tyle dobrze, że Autorka podała przykłady! Miło, że przynajmniej ta Autorka podaje nowe tytuły, a nie w kółko o „popularnej grze” czy „Duke Nukem 3D”. Należy się plus. Gorzej z ostatnim zdaniem - Autorka podała link do „NaTemat” i nigdzie nie ma tam informacji, ze po grę najchętniej sięgały osoby nie mające 18 lat. Skąd Autorka wzięła zatem tą mądrość? Nie mam pojęcia. Wrzuciłem cały fragment, bo pocięcie go byłoby szkodliwe dla treści. Przede wszystkim, Geralt został, co Autorka zauważa zdanie wcześniej, wykreowany przed powstaniem gier, więc CDPR musiał, pod pewnymi względami, dostosować "swojego" Białego Wilka do jego pierwowzoru – ale o tym Autorka już zapomina. W dodatku, gdzie tu „zachęta” do korzystania z prostytutek? Czy po zagraniu w FIFę zostanę piłkarzem? Przepraszam, ale co w tym zestawieniu robi Tomb Raider, w którym Lara Croft jest główną bohaterką? I nie jest to gra erotyczna… Dodatkowo – znowu dziwnym trafem nikt się nie czepia, że np. dziewczyny Bonda to seks-bomby (no, może poza Jane Seymour, ale co kto lubi ;)). Ponadto - co z innymi grami? Co z np. Faith z Mirror’s Edge? Albo Evie Frye z Assassin’s Creed Syndicate? Ewentualnie Chell z Portala? Jaina Proudmoore z Warcrafta? Sera z Dragon Age: Inkwizycji? Można wymieniąć w nieskończoność. I co - one też są „traktowane przedmiotowo, jako postaci do spełniania seksualnych zachcianek użytkowników”? Chociaż, co ja tam się przejmuję - na poparcie swoich słów Autorka zamieściła render Triss Merigold… z „Playboya”… I nawet się słowem nie zająknęła, że nie jest to screen z gry – został podany jedynie link do artykułu ze strony rage-quit.pl (który nie działa…). A przecież mogła skorzystać z całej gamy kart-nagród z pierwszej części gry. Dlaczego zatem tego nie zrobiła, jak sądzicie? Choć cały czas mam nieodparte wrażanie, że Autorka, „badając” sprawę zamiast do faktycznych gier, zaglądała na strony mające w nazwie „Rule34”. ( ͡° ͜ʖ ͡°) I ciekawe co Autorka na tego typu reklamę? Źródło Przepraszam bardzo, ale o jakich grach Autorka pisze? O tej wąskiej grupie faktycznie polegającej na gwałceniu wirtualnych postaci? Czy o kilku grach, gdzie można skorzystać z usług prostytutki? Odnośnie ról już pisałem – tysiące „growych” kobiecych postaci (w tym te, które gracz może sam stworzyć – jak np. w Skyrim) przeczą powyższemu obrazowi kobiet-obiektów seksualnych w grach. Tylko Autorce do tezy by nie pasowały ;). W dodatku - nie wiem skąd tu nagle wyskoczyły narkotyki i dopalacze oraz depresja. Czyżby Autorka sugerowała, że gry komputerowe powodują także… o kurczaki… no tak – przecież przed grami tego nie było . I na tym lepiej zakończę. Szczęśliwie, dalej Autorka nie napisała nic głupiego – ale nie mam już miejsca. Warto wspomnieć, że pamiętała o istnieniu rodziców :). Obiecany link. Życzę Wam udanego Długiego Weekendu Majowego i do zobaczenia za dwa tygodnie ;).
  9. To ja sobie odpuszczę . Zaoszczędzone pieniądze dorzucę do puli "na ANNO 1800, bożonarodzeniowa promka na Uplay 2019" . Dzięki za pomoc!
  10. Czy warto kupić Banished w promocji na gogu? Jakieś opinie o tej grze?
  11. MajinYoda

    Gry uczom

    Jak ja mogłem zapomnieć moim ulubionym Mount&Blade :O. Tyle lat już nie grałem w Warbanda (bo czekam na Bannerlorda), że pisząc ten wpis całkowicie o nim zapomniałem.
  12. MajinYoda

    Gry uczom

    A skąd, żaden błąd - z ortografią nie mam (generalnie) problemów ;). Zwyczajnie uznałem, że taki tytuł lepiej przyciągnie uwagę ;).
  13. MajinYoda

    Gry uczom

    Korzystając z bardzo medialnego ostatnio tematu – strajku nauczycieli – pomyślałem, że warto byłoby się przyjrzeć „nauczycielom” w rozmaitych grach. Oczywiście, pomijam samouczki. (pun intended) Jasne, teraz większość Bohaterów to samouki – nie potrzebują nauczycieli. Pomacha taki kilka razy mieczem albo przykucnie na trochę w krzaczorach i już wielki ekspert od wszystkiego. Ale o tym później. Pierwsze, co rzuca się w oczy to fakt, że NPC-nauczyciele to w większości skrzyżowanie handlarza z questgiverem. Z większością wad i zalet tychże. Przejdę jednak do rzeczy. Moim zdaniem (chyba) najbardziej jaskrawym przypadkiem jest seria Gothic, gdzie, poza znalezieniem nauczyciela i zdobyciem gotówki na niego, Bezimienny musiał mieć „punkty nauki”. Kiedyś wydawało mi się to dość dziwne – ale dziś dostrzegam zalety tego rozwiązania. Przede wszystkim – ze względu na ograniczoną ilość LP – Bezi nie był omnibusem i gracz musiał dokładnie przemyśleć każdą naukę. Inaczej powstawała dziwaczna postać. Zupełnie inny typ nauczyciela pojawia się w Oblivionie i Skyrimie. Tutaj Bohater może odbyć pięć treningów na poziom, co jest zbliżone do rozwiązania od Pirania Bytes. Kłopot polega na tym, że skąd ten biedny NPC ma niby wiedzieć, że stojący przed nim Bohater już tyle trenował? Zmęczenie? Ork w ciężkiej zbroi z głodnym spojrzeniem w oczach i wystającymi wampirzymi kłami miałby być zmęczony? Dodatkową uciążliwość widać w TES IV, gdzie tylko niektóre NPCe mogły nas uczyć powyżej pewnych własnych granic. Było to okej, szczególnie, ze aby trenować u Mistrza trzeba było wykonać jego zadanie… O ile akurat nie zginął, jak zdarzyło mi się z bodaj mistrzem łucznictwa. Z kolei w Dragon Age Inkwizycji nauczyciele są jeszcze dziwniejsi – najpierw Inkwizytor musi ich odblokować (czyt. posłać po nich swoich ludzi) a potem wybrać jednego z trzech. Ich rola sprowadza się do wręczenia Inkwizytorowi listy życzeń questa. Po jego wykonaniu Bohater nie może nauczyć się niczego od dwóch pozostałych. To dopiero dziwne – skoro już przyszli i zajmują kawałek Twierdzy to mogliby być bardziej użyteczni, nie? Szczególnie, ze stoją tam aż do końca gry… A poza tym – Inkwizytor potem i tak musi wszystkie umiejętności sam odblokować. I tu dochodzimy do kwestii „samouctwa”. Tego typu Bohaterowie nie potrzebują nauczycieli – i tak prosta prawniczka z Bostonu po kilku dniach od rozmrożenia 210 lat później może nie tylko celnie i skutecznie zabijać dzierżąc miniguna, ale także bez żadnego przeszkolenia pilotować Pancerz Wspomagany, a nawet dołączyć do „jajogłowych” mistrzów komputeryzacji z Instytutu lub świetnie wyćwiczonych żołnierzy z Bractwa Stali… Czy tylko moim zdaniem edukacja tak nie wygląda? No, chyba, że uznać każdego takiego Bohatera za jednostkę wybitną. Wtedy okej. Formą pośrednią były nauki w World of Warcraft, gdzie (do czasu bodaj Mists of Pandaria) Bohaterowie musieli odwiedzać co jakiś czas swoich nauczycieli, by poznać ulepszone techniki walki oraz rozwijać swoje drzewka talentów. Niestety, od MoP pozostali tylko nauczyciele profesji (dobre i to). Dodatkowo – dziwi mnie, że Bohater nie może nikomu przekazać swojej wiedzy. Chociażby swoim towarzyszom... W sumie to byłby fajny „ficzer”, gdyby do takiego Dragonborna w mieście podbiegał NPC prosząc o trening. Choć podejrzewam, że byłby to ktoś taki, jak „fan” Mistrza Areny w Oblivionie ;). Źródło Pozostaje jeszcze sprawa samego szkolnictwa. W Fallout 4 sprawa jest jasna – dzieciaki z Diamond City idą do lokalnej szkoły, te z Krypty 81 na swoje lekcje, a te z Instytutu mają naukę na miejscu. W typowych fantasy RPGach z kolei albo nie ma dzieci, albo należy zakładać, ze są uczone w domu. Również gildie w TESie należy traktować jak swego rodzaju szkoły. O Wiedźminie nawet nie będę wspominał. Niestety, istnieją też inne szkoły w grach – i to nawet nie w RPGach. W pierwszej Mafii Tommy Angelo musi nauczyć się włamywać do niektórych aut – jest to szczególnie widoczne na początku. Niby jest to okej, ale miałem wrażenie, ze ktoś sobie ze mnie drwi i każde auto i tak otwierało się tak samo. Innym przypadkiem jest GTA: San Andreas. Zapewne wiecie, co mam na myśli – słynną szkołę latania. Boże, ile ja się z tym męczyłem! Mam wrażenie, że osoba, która wbiła we wszystkim złoto (bez cheatów) powinna z miejsca dostać zaproszenie do prawdziwej szkoły latania. A do tego doszła jeszcze szkoła jeżdżenia i pływania. Aż dziwne, że nikt wtedy nie pisał o „torturach” w GTA ;). Źródło Na zakończenie warto wspomnieć o innych gatunkach. W serii Heroes of Might and Magic pojawiają się nauczyciele umiejętności… oraz istnieje frakcja Akademia, która jest, w zasadzie, jednym wielkim uniwersytetem. Z tą różnicą, że na uniwersytetach nie ma tytanów ani golemów :). W Empire: Total War można (a nawet - należało) budować uczelnie, by opracowywać nowe technologie... choć, osobiście, trzymałem je tylko tam, gdzie miałem wysoki poziom zadowolenia, ale to chyba oczywiste . Szkoda, ze w późniejszych częściach (tj. Shogun 2 i Rome 2) zrezygnowano z tego na rzecz samoopracowujących się "talentów". Za szkoły w RTSach można tez uznać poszczególne budynki "produkujące" jednostki. Ale tu, chyba, nie musze nic wyjaśniać . Z racji Świąt Wielkiej Nocy wpisu za tydzień nie będzie. Życzę Wam pogodnych i Rodzinnych Świąt!
  14. MajinYoda

    Money, money, money…

    @Tesu - wiem, że jest podobny do naszego, ale z "trójpodziałem" ;). Choć byłoby ciekawie, gdyby Sojusz i Horda mieli osobne waluty (teraz w sumie mają - medale itp.) - choć, z tego co pamiętam, od Legionu albo WoD AH jest wspólne dla obu stron na całym serwerze...
  15. MajinYoda

    Money, money, money…

    W WoWie i Guild Warsie (jedynce na bank, nie wiem jak w dwójce) też był "trójpodział" - w WoW brąz, srebro i złoto, a w GW bodaj srebro, złoto, platyna. To też jest jakiś sposób - szczególnie, że posiadanie platyny w GW to było coś . Za to złota w WoWie można zrobić dużo (legalnie, rzecz jasna).
×