Jump to content

MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Content Count

    873
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    28

Everything posted by MajinYoda

  1. Do tej pory opisałem całkiem sporo kwestii związanych z RPGami – płcie, rasy, klasy itd. Ale jest jeszcze coś, co zawsze lubię robić w tego typu grach – czytać. Sądzę, że część (a może nawet większość?) z Was też to ma – we wszelkiej maści Falloutach, TESach, Wieśkach czy innych Dragon Age’ach trzeba przeczytać wszystko. Ogłoszenie o sprzedaży kołyski w zapyziałej wiosce w Valen? Czytamy. Książka znaleziona na półce w domu NPC-a? Czytamy. Komputer sprzed wojny atomowej należący do ówczesnego komendanta policji? Czytamy. List z tajnymi rozkazami? Save i „tylko zerknę”. Cokolwiek, byle przeczytać i, być może, zobaczyć jakąś postać z innej strony (vide Ulfric Stormcloak ze Skyrima). Zawsze cieszę się niezmiernie, gdy twórcy pozwalają mi coś przeczytać. A jeszcze bardziej – gdy różnicują treści. W takim Skyrim (i częściowo Oblivionie i, zapewne, Morrowindzie) istnieją całe książki, które gracz może sobie przeczytać. I choć Lusty Argonian Maid jakoś nigdy nie trafiło w mój gust to doceniam, że twórcom się chciało. Źródło: https://www.memecenter.com Dodatkowo, żeby było zabawniej, ostatnio (szkoda, ze za sprawą modów, ale co tam) zarówno w Skyrimie jak i F4 lubię samodzielnie zapisywać notatki z przygód moich postaci. Gdy więc wracam po jakimś czasie to zaglądam do nich i wiem co robiłem ;). Co fajniejsze – także twórcy innych gier dają taką możliwość. W takim GTA IV spędziłem niemal godzinę rzeczywistego czasu (!) czytając internet. Najlepszy był chyba przewodnik dla amerykańskiego turysty po Europie. „Nie kupuj ich sera – dadzą ci jakieś śmierdzące coś, bo nie wiedzą, że ser to zapakowane plasterki” albo „mają dziwny kalendarz – składa się z 31 miesięcy podzielonych na 12 dni” itp. Niestety, co także muszę przyznać, większości tych treści nie zapamiętuję – i zawsze bardzo chętnie znów coś czytam. Choć i tak wolę „realne” książki ;). A jak jest u Was z czytelnictwem w grach?
  2. Po kilku wpisach przerwy przyszedł czas na MSMa, nie sądzicie? Dzisiejszy tekst nie jest aż tak głupi, jak poprzedni (link do pierwszej jego części znajdziecie tu), ale przynajmniej jest o grach. Jednocześnie, po raz drugi w historii bloga, złamałem swoją żelazną zasadę – nie dawać zarobić tym wszystkim Prof. S. Jonalistom! Zresztą - wówczas zrobiłem to dla dokładnie tego samego pisma. Za dzisiejszy tekst pt. „Gry komputerowe – igraszki ze złem” autorstwa ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego zapłaciłem w kiosku 12 złotych polskich i dostałem wraz z nim cały numer Egzorcysty. I wiecie co? Źródło: KnowYourMeme Niemniej, skoro i tak planowałem MSM-a to pomyślałem, by chociaż był świeży… Bo numer jest podpisany jako „październik 2018”, ale lepiej ustawcie sobie jakiś kalendarz obok komputera, bo możecie mieć nieliche wątpliwości – zresztą tak samo jak ja. Poniższy tekst jest pisany na szybko, ale sądzę, że ująłem w nim wszystko, co trzeba. Będzie też dość krótko. Jesteście gotowi? Zagaja Autor w pierwszej połowie leadu i nie zwiastuje to tragedii. Niestety: Mogę uznać – okej. Autor przedstawił dwie strony medalu, własne dwie wizje świata gier komputerowych. Byłoby super, gdyby się tego trzymał… Czy ktoś z Was tak nazywa te gry? Co się mieści w tym pojęciu? Czy Warcraft 3 jest taką grą? A może Wiedźmin? Ewentualnie Assassin’s Creed? Serio – były takie przypadki? Całkiem możliwe, ale czy to na pewno wina RPGów, czy jednak psychiki gracza i jego osobistej ułomności w kwestii odróżniania fikcji od rzeczywistości? Przecież gdyby każdy tak miał to już dawno ktoś zabiłby tego cholernego smoka, który mi lata nad domem! I to jest ten moment, w którym wszyscy patrzymy w kalendarze, czy przypadkiem nie wpadliśmy w wir czasoprzestrzenny. Jeśli tak – to z tym tekstem jest wszystko okej (no, chyba, że trafiliśmy w czasy dinozaurów albo, co gorsza, Imperium Lechitów (:P)). Swoją drogą – kto, przy zdrowych zmysłach, nazwałby któregokolwiek Dooma grą fantastyczno-baśniową? Źródło Jeśli post-nuklearny świat rządzony przez złych kosmitów to dla Autora „niewinne początki” to ja chyba nie chcę znać jego wizji piekła. Dalej jest o symbolach satanistycznych w Doomie 2, ale to nudne i wielokrotnie na tym blogu opisywane, więc to pominę. Nadal jesteście w 2018 roku? Bo ja właśnie obserwuję jak Krzysztof Kolumb dopływa do Bahamów. Myślicie, że powinien mu powiedzieć, że to nie są Indie? I czemu wszyscy tak jakoś dziwnie na mnie patrzą? Co oni – nigdy smartfona nie widzieli? Bardziej serio – rozumiem, ze Autora brzydzi świat gier komputerowych, ale zwykła przyzwoitość nakazuje przedstawiać najnowsze możliwe źródła. Zapewne takich jest teraz mniej – bo i gier z takich wydźwiękiem jest mniej. Jednakże, jestem pewny, że w ciągu ostatnich, powiedzmy, dziesięciu latach znalazłoby się co najmniej piec tytułów, na które Autor mógłby się powołać. Zróbmy więc dobry uczynek i podrzućmy coś przyszłym ”łowcom satanizmu i okultyzmu w grach komputerowych”. Ja zacznę: jedną z grywanych frakcji w Might and Magic: Heroes VI jest Interno (Piekło), a wśród jej jednostek są Czarty, Niszczyciele i Dręczyciele. Wasza kolej :P. Przejdźmy dalej: Czy ktoś mi łaskawie wyjaśni o co Autorowi chodziło? Wcięło mu część tekstu? Co mają gry fabularne (czymkolwiek w sumie są – chyba chodzi o przygodówki) wspólnego z platformówkami? Cieszę się, że Autor jednak dostrzega w grach coś ponad satanizm i przemoc (o której za chwilę). Nie wiem czy nazwałbym RTSy „echem” gier logicznych, ale niech będzie. Ta, nie to, co w szachach, stawiany w barach „bokser” czy realna wojna – tam przemoc (w jakiejkolwiek formie) prowadzi tylko do porażki. Na tym, w sumie, zakończę, bo reszta artykułu to zwykłe przynudzanie o uzależnieniach, usztywnianiu mięśni itp. Do zobaczenia za tydzień!
  3. Właściwie nie ma co mi współczuć - byłem obecny przy powstawaniu technologii, o których dawniej niekiedy nawet nie marzono. Nie rozpaczam z tak błahego powodu jak granie w gry robione "dla kasy" a nie przez "zapaleńców". Znak czasu, nic na to nie poradzę. Choć, fakt, niekiedy chciałbym być graczem 'wtedy". Pocieszam się tym, że są gracze młodsi ode mnie (choć z całą pewnością nie wszyscy) mają takie same odczucia grając np. w Gothica albo Half-Life'a 1 :).
  4. W zeszłym tygodniu pisałem o grach, w które zagrałem ponownie po latach i przy których znów bawiłem się całkiem nieźle. Jednakże, jest druga strona medalu związana ze starymi grami – tytuły, w które nie grałem i spróbowałem teraz. Ponad rok temu, pod postem o mojej przygodzie z darmowym weekendem z Fallout 4, jeden z moich czytelników (wybaczcie, nie pamiętam który, a jak wiecie – dostępu do tamtych komentarzy nie ma :() napisał wówczas, żebym zagrał w oryginalnego Fallouta. I wiecie co? Spróbowałem. Naprawdę, próbowałem… ale nie dałem rady pograć dłużej niż kilka minut. Najpierw myślałem „ta, bo grafika jest najważniejsza, co, MajinYoda?”, ale nie. To nie było to. To „coś” uświadomiłem sobie niedługo później. Źródło: kwejk.pl W „Straży nocnej” Pratchetta jest fragment, gdy Nobby i Fred Colon szykują się do wyjścia z gałązkami bzu, jeden z funkcjonariuszy - młody, niedoświadczony – spytał ich czemu mają te „fioletowe kwiatki?”, „czy on też może je założyć?” i „gdzie idą?”. Dostaje odpowiedź: „nie było Cię tam”. I to jest właśnie sedno – nie było mnie „tam”. Diablo, Warcraft, Dungeon Keeper, Fallout 1&2, Neverwinter Nights… i setki innych tytułów, w które (z różnych powodów) nie grałem „wtedy” i nie darzę ich najmniejszym nawet sentymentem. Przez to (lub dzięki temu – jak kto woli) nie jestem w stanie ogarnąć dawnych mechanik, nie podoba mi się grafika w tych grach a w ten sposób – nie jestem w stanie poznać ich fabuły. Źródło: kwejk.pl Nie sądźcie jednak, że jakoś strasznie się tym przejmuję. Nawet jeśli czegoś nie wiem (np. nie znam fabuły Warcraftów i nie znam przez to historii jakiejś postaci z WoWa) zwyczajnie sobie doczytuję w internecie. Właściwie nie czuję też ciśnienia, że "koniecznie muszę poznać grę X, bo to taki klasyk!". W końcu w takiego np. Death Race'a też nigdy nie grałem :P. Jednakże, co muszę koniecznie podkreślić, szanuję osoby, które „tam” były, dla których wymienione przeze mnie tytuły były tym, czym dla mnie opisywany w poprzednim wpisie SWAT 3. Oraz osoby, które potrafią się przemóc i, w przeciwieństwie do mnie, chciałyby być "tam", nie patrząc aż tak mocno na te aspekty, które mnie odrzucają. Ale, ostatecznie, wszyscy jesteśmy graczami i jakoś się dogadamy :P.
  5. Mam, właściwie, tak samo... nie wyobrażam sobie powrotu do np. GTA 2 (jedna z moich pierwszych gier) i nawet nie próbuję (inna sprawa, że zgubiłem gdzieś płytę :P). Czuję się też zaszczycony, że sam @Smuggler skomentował mój wpis - teraz jestem spełniony :).
  6. Cóż, też tak myślałem, aż nie dostałem tego kodu na SWAT ;). Jednakże, jeśli chodzi o przestarzałe mechaniki itp... napiszę coś o tym za tydzień ;).
  7. Ja tak właśnie mam ze wspomnianym SWATem ;). Bo z Gothic 3 mam ten kłopot, że w swoim czasie przeszedłem go wzdłuż i wszerz.
  8. Wiele lat temu napisałem tekst o „grach pogrzebanych” (jego reupload możecie znaleźć tu). Przyznam, że od tamtego czasu trochę się zmieniło i dziś bez problemów można kupić stare gry. Tylko, właściwie, po co? To pytanie zadaję sobie, choć chyba nie jestem do tego właściwą osobą, ponieważ sam, niedawno, zaopatrzyłem się w kilka „staroci”. Pierwszy był SWAT 3, do którego klucz gog otrzymałem za darmo ;). Uznałem, że trzeba zobaczyć tę produkcję „po latach”, bo, musicie wiedzieć, była to jedna z pierwszych gier, w które grałem (ściślej pisząc – najpierw grałem w demo tej produkcji a kilka lat później – w pełną wersję - obie z płyt z CDA (RIP CD/DVD, tak przy okazji ;))). Źródło: AszDziennik I wiecie co? Gra mnie wciągnęła, przeszedłem całą kampanię (poza misją w kanałach – nienawidzę jej!) i bawiłem się równie dobrze, co lata temu! Jedyny kłopot, jaki miałem, to włączenie gry na Win10, ale z pomocą internetu i kilku programów udało mi się ją włączyć. A, jeśli zechcecie, mogę przygotować recenzję tej gry ;). Drugą produkcją był Gothic 3 aka „najtańsza gra, jaką do tej pory kupiłem” (całe 3 złote na gogu). Wprawdzie na mojej półce dumnie stoi czerwone pudełko, które niegdyś zrobiło na mnie spore wrażenie, ale uznałem, że wersja cyfrowa będzie miała od razu wszystkie łatki wgrane i sobie pogram. Tym razem było nieco gorzej – grę przeszedłem wzdłuż i wszerz wiele lat temu i ostatecznie zatrzymałem się w Monterze (czyli, mniej-więcej w 5-10% gry), ale z pewnością jeszcze do niej wrócę. W końcu, to przy tej grze miałem swojego kaca moralnego ;). Trzeci zakup był bardzo nietypowy – kupiłem bowiem całą serię gier. Metal Slug to produkcje, które (pirackie, do czego ze wstydem się przyznaję) ogrywałem nie na pececie, lecz palmtopie (o którym kiedyś zrobię osobny wpis). Na Windows 95 (!) emulator się przycinał (gry zresztą też), ale miały tam swoją magię. Szkoda, że ich obecne wydanie jest pozbawione wielu elementów (m.in. save, którego albo nie ma albo mi nie działa – trudno określić). Nie działa mi też drugi kontroler, niestety, przez co nie mogę grać z bratem (ja na klawiaturze, on na padzie). W każdym razie, póki co pograłem trochę w pierwszą część i niebawem planuję ją ukończyć. Źródło: snk.wikia.com Opisując to starałem się znaleźć odpowiedź na postawione pytanie i chyba ją znam – ponieważ te gry kiedyś dawały mi radość i dziś, mimo upływu wielu lat, wciąż są to świetne produkcje. Nawet, jeśli nie ma już tego efektu „łał”. Jednakże, do wspomnianych wyżej produkcji mam sentyment… a co z innymi „starociami”? O tym będzie za tydzień. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
  9. Całkiem możliwe, ale, jak zauważyłeś dalej, sytuacja powtórzy się znów. A potem znowu i znowu... To nie ma sensu, ale nic się na to nie poradzi. Familiadę i Rolnik szuka żony zastąpią pewnie inne programy. Jakie? Trudno określić, ale TV będzie musiało się dostosować. Może będą to nowe seriale paradokumentalne? A może powrót do teatrów telewizji (ta, jasne :P)? trudno wyrokować. Równie dobrze TV może się zmienić w jeden wielki Twitch albo YouTube. Ale przetrwa, w tej czy innej formie - tak, jak prasa czy radio. A czy ja mam z czymś problem? No dobra - mam. Z dziennikarzami, którzy zamiast słuchać swoich gości (których po coś do studia zaprosili) majoryzują ich i narzucają widzom swój punkt widzenia. Jest to absolutnie nieprofesjonalne. Szczególnie, gdy jest się tak doświadczonym człowiekiem mediów, za jakiego chce uchodzić Piotr Kraśko. Odnośnie "kuzyna grającego w GTA" - nie mam akurat żadnego takiego, ale jakby ktoś w mojej rodzinie chciał dać 10-latkowi GTA to bym jednak mu odradzał - choć sam w GTA 2 i SoFa grałem będąc w tym wieku. Czemu? Bo uważam, że mimo wszystko należy dawkować gry. Piły nikt by takiemu dzieciakowi nie włączył, nie? Nie znam Cię i nie znam Twoich doświadczeń. Masz prawo do własnych odczuć, tak samo jak omawiani redaktorzy do własnego zdania. Ja też mam takie prawo :). Jeśli chodzi o desensytyzację - nie neguję jej. Ale nie można uogólniać, że każdy gracz "odwrażliwia się" - ja np. nie dałem rady wejść do krematorium w Muzeum na Majdanku, gdy byłem tam na szkolnej wycieczce, choć byłem już wtedy graczem od wielu lat. Moja wrażliwość nie pozwoliła mi na to. Zakładam, że w rzeczywistości na widok świeżo zabitej osoby zwymiotowałbym a potem zemdlał. Ludzie są różni i nie można wszystkich oceniać tak samo.
  10. @Rickerto - o ile uważam, że patostreamy są straszne to jednak ktoś to ogląda. A jak się robi materiał o czymkolwiek to wypada znać choćby podstawy i dać się wypowiedzieć zaproszonym gościom - nawet, jeśli się z nimi nie zgadzamy. Polityki też to dotyczy :).
  11. Dziś miał być zupełnie inny wpis, ale przez przypadek trafiłem na materiał Dzień Dobry TVN, wyemitowany w niedzielę 16 września br. na antenie TVN. Został on już omówiony na kilku portalach, więc i ja postanowiłem coś o tym napisać. Może być ciut chaotycznie, bo poniższe słowa pisałem wczoraj (czyli w piątek). Omawiany materiał możecie znaleźć pod tym adresem: https://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/czym-jest-e-sport-i-ile-mozna-na-tym-zarobic,273784.html. Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego prowadzący (szczególnie Piotr Kraśko) od razu, na samym początku, zaczęli atakować swoich rozmówców - Aleksandra Szlachetkę i Kubę "Kubika" Kubiaka. Po co ich zapraszali, skoro nie chcieli poznać ich zdania? Kinga Rusin niby coś próbowała się dowiedzieć, ale zupełnie nie radziła sobie z dominującą w tym pseudowywiadzie arogancją i „wszechwiedzą” redaktora Kraśki. Jak to oglądałem to zastanawiałem się, czy gdyby zaprosili np. Agnieszkę Radwańską to czy red. Kraśko przez cały wywiad mówiłby o agresywnym zachowaniu Sereny Williams i imputował, że "tenis powoduje agresję"? No chyba nie. Oczywiście, rozumiem, że tzw. telewizja śniadaniowa rządzi się swoimi prawami – poruszane tematy powinny być łatwe i niezbyt długie oraz dotykające spraw dotyczących widza. Ale też nie może się to odbywać na zasadzie „goście są tylko dekoracją”, bo w ten sposób prowadzący się tylko ośmieszają przed „ogarniętą widownią”. Szczególnie, że oglądający ten program nie dowiedzieli się niczego o e-sporcie od zaproszonych gości – tylko o tym, że to strata czasu i zaprzeczenie idei sportu – oczywiście od prowadzących. Nie wspominając już o tym, że temat był zupełnie inny - chodziło o szkoły z klasami o profilu e-sportowym. I ten wątek próbował podjąć jeden z gości, ale "jaśnie oświecony" Kraśko wciąż mu przerywał. Trochę mnie też rozśmieszyło, że "dwa miliony osób traci czas, a zarabia na tym z tysiąc osób". Podliczając dźwiękowców, animatorów 3D, scenarzystów, reżyserów, aktorów, programistów, osoby odpowiedzialne za lokalizację, catering, sprzątaczki, kompozytorów itd. mam wrażenie, że wyjdzie grubo powyżej tysiąca osób. Choć, równie dobrze, można powiedzieć, że "DDTVN ogląda milion osób, a zarabia wyłącznie Piotr Kraśko". Ale czy taka nieudolna dyskredytacja ma jakikolwiek sens? Inna sprawa, że dla p. Kraśko występowanie w telewizji śniadaniowej jest sporym uwstecznieniem. Niegdyś prowadził Wiadomości w TVP, potem był jakimś ekspertem politycznym w TVN24 (bodajże), a teraz prowadzi taki program. Aż się boję oglądać jak traktuje innych gości, z którymi się nie zgadza. Skoro jednak o tym wspomniałem – uświadomiłem sobie, że to on prowadził Wiadomości, gdy pojawił się ten materiał: Wciąż jestem ciekaw, czy dożyję czasów, gdy gry komputerowe przestaną być postrzegane przez tradycyjne media jako źródło wszelkiego zła? Właściwie to nie jest aż tak źle – w końcu Telewizja Polsat, konkurent TVNu, otwiera kanał z e-sportem, więc, choć nie będę go oglądał, jest jakaś nadzieja. A co Wy o tym sądzicie? PS. W tym tygodniu Kącik Yody obchodzi swoje 5 urodziny!
  12. Przedsłowie: Witajcie po wakacjach! Jak zauważyliście na tym blogu przybyło kilkanaście wpisów. Są to wpisy odzyskane z oryginalnego "Kącika Yody". Niniejszym ogłaszam więc, że ten blog jest oficjalny. Na tamten nie będę już wrzucał nowych wpisów (no, chyba, że mi go naprawią - na co się nie zanosi). Reupload wpisów jeszcze potrwa (zostało mi jeszcze 130...) - będę je jednak systematycznie zamieszczał. === Ostatnie kilka tygodni zajmuje polski internet jedna sprawa – obsada netflixowego serialu o Wiedźminie. Najpierw były spekulacje kto zagra Geralta z Rivii i ostatecznie zostało potwierdzone, że będzie to Henry Cavill, znany z roli Supermana. Szczerze pisząc, nie mam pojęcia czy to dobry wybór, bo nie oglądam filmów o superbohaterach. Ale, mam nadzieję, że będzie jednak lepszy od Michała Żebrowskiego… chociaż nie, ten aktor, choć uważam go za wyjątkowo drętwego, świetnie pasował na Białego Wilka. A już na pewno lepszy niż byłby Tomasz Karolak :P. Źródło: Kwejk Co innego z obsadzeniem roli Ciri, którą, według ostatnich nieoficjalnych (czyt. niekoniecznie prawdziwych) doniesień miałaby zagrać aktorka o innym kolorze skóry niż biały. Nie jestem rasistą, ale mam nadzieję, że to nie przejdzie. Jest przecież tyle innych postaci, które mogłyby być zagrane przez Azjatę, Murzyna czy nawet Indianina. Choć, jeśli pomysł z „niebiałoskórą” Zirael przejdzie to miałbym prośbę do twórców, jeśli to czytają: obsadźcie w roli Emhyra Samuela L. Jacksona i niech co jakiś czas mówi „motherf****r”. Przynajmniej będzie śmiesznie (bo tak, jakby Petroniusz, głosem Bogusława Lindy, mówił do Nerona: „co ty, k****, wiesz o śpiewaniu”). Ogólnie, w całym tym oburzeniu, umyka nam jedna rzecz: Netflix i tak zrobi po swojemu. I nie będzie się przejmował głosem polskich fanów Geralta z prostego powodu – Amerykanie i tak obejrzą a i u nas znajdzie się zapewne sporo widzów, którzy będą chcieli zobaczyć ten serial, choćby dla możliwości krytykowania go. Źródło: Kwejk Jednocześnie, od kilku dni, pojawiają się informację, że aktorka do roli Ciri poszukiwana jest w Polsce. Aż jestem ciekaw co okaże się prawdą :). Przy okazji pojawił się podobny temat: kobiet jako żołnierzy w Battlefield V. Jak wiecie, uwielbiam grać kobietami w grach, choć uważam, że w BF5 jest to mocno ahistoryczne - z tego, co pamiętam jedynie Związek Radziecki miał większe oddziały kobiet w swojej armii. Choć z całą pewnością żadna z nich nie miała mechanicznej ręki (no, chyba, że w BF5 pojawią się Charlize Theron i Tom Hardy ). Jednakże, co mnie interesuje, to wypowiedź jednego z pracowników EA Patrick Soderlund, który najpierw stwierdził, że „jego córka może grać w Fortnite’a postacią kobiecą a w BF’a nie” a potem dodał „że jak się komuś nie podoba to może nie kupować" i zwyzywał ludzi o niedouków. Świetny strzał we własną stopę. Koleś powinien dostać Ig-Nobla w dziedzinie marketingu ;). Zgadzam się jednak z nim, że kobiece postacie w grach nie są niczym nowym (pierwsza pojawiła się przecież już w 1981), ale jednak powiedzenie „hej, ludzie, to tylko gra! Jest tak dobra, że nawet nie będziecie sobie zawracać głowy, że można grać kobietą” brzmi lepiej niż „w d**** mam wasze zdanie, nie chcecie – nie kupujcie. Moja córka najwyżej nie dostanie nowej skórki do Fortnite’a” ;). Przyznam też, że nie rozumiem działania DICE/EA w tej sprawie - nie mam nic do grania tzw. "mniejszościami narodowymi", ale niech ma to jakiś sens. Nie wyobrażam sobie czarnoskórej kobiety w wehrmachcie. Ani Azjaty, choć to już prędzej. Dodatkowo, z tego co wiem od mojego brata, miłośnika serii BF, rozgrywka jest taka sobie - zupełnie jak w Battlefront II. Albo Fortnite, wspomniany wyżej. Szkoda, bo przecież to właśnie gameplay jest najważniejszy w grach, prawda? Kwestia kim się będzie prowadziło rozgrywkę jest drugorzędna, jeśli oprawa itd. wyrwą gracza z klapek. A tak - przez dziwaczne decyzje i jeszcze dziwniejsze działania EA mocno traci na giełdzie. Ale, ostatecznie, jest to producent gier znany z otrzymywania nagród dla najgorszej firmy :P. Na koniec przyznam, że nie mam nic do "poprawności politycznej" w grach. Nie mierzi mnie to już. Mam też wrażenie, że przez gry stałem się bardziej tolerancyjny. Dla mnie kłopot pojawia się, gdy twórcy próbują wepchnąć poprawność polityczną na siłę, bardziej przejmując się nią, niż dopracowaniem swojego produktu. A jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii? PS. Jakoś tak wulgarny i ciut chaotyczny wpis mi dzisiaj wyszedł. Obiecuję, że za tydzień będzie spokojniej ;).
  13. Dla mnie był to fajny element - ale dopiero w Hearthfire, gdzie miałem jakiś wpływ na wygląd domów. "Vanilla" domy były raczej bajerem. O tak, tu Ubi się popisało. Szkoda, że później to zarzucili na rzecz sklepów itp. A potem porzucili ten pomysł całkowicie... Na temat Subnautica się nie wypowiem, bo nie grałem ;). Ogólnie, gdy kopiowałem i ponownie wrzucałem ten wpis korciło mnie, by dopisać osady w Fallout 4, bo to one zdecydowały o tym, że ostatecznie kupiłem tę grę. Ale wrzucam wpisy 1:1 z kosmetycznymi zmianami (typu literówki) ;).
  14. Przynajmniej coś się ruszyło :). Dostałem dzisiaj maila od administracji FA: "Przekazaliśmy sprawę twórcom skryptu formowego i oni zajmują się teraz analizą problemu.". Może do końca roku blog znów zacznie działać? W końcu czekam na to tylko od końca marca :D.
  15. Ktoś, chyba, powinien mieć. Pytanie tylko - kiedy w końcu ktoś to naprawi?
  16. Czy istnieje jakakolwiek szansa, by mój blog znów stał się w pełni funkcjonalny? Pytanie kieruję szczególnie do @Smuggler @Ghost. Wybaczcie, że Was taguję, ale brak jakiegokolwiek działania już skończył mnie frustrować ;).
  17. Mam prośbę - czy ktoś z moderacji lub administracji mógłby przerzucić zawartość mojego starego bloga na ten nowy? Czy będę musiał robić to ręcznie?
  18. Jako, że wciąż nie mogę korzystać w pełni ze swojego bloga mam inne pytanie do adminów (moderatorzy mi nie odpowiedzieli, więc może tutaj się uda?) - czy istnieje możliwość przeniesienia istniejącego contentu na innego bloga na Forum Actionum? Czy muszę to zrobić ręcznie (choć szkoda mi tych wszystkich komentarzy...)?
  19. Jako, że wciąż nie mogę korzystać w pełni ze swojego bloga mam inne pytanie do moderatorów - czy istnieje możliwość przeniesienia istniejącego contentu na innego bloga na Forum Actionum?
  20. Masz rację - zapomniałem o tym :). "Stała przed nim sędziwa wiedźma trzymająca tacę pełną czegoś, co przypominało ludzkie paznokcie" (II, 61). Nie odgrywa to jednak żadnej większej roli. Oraz nie kupuje się ich na Pokątnej ;). Niemniej, za chwilę edytuję swój wpis, by mój komentarz był zgodny z prawdą .
  21. No, jakbym miał opisać całą książkę to musiałbym zrobić jeszcze z jeden wpis. Ale mój mózg się zaczął buntować :). Szczególnie te "chemitrails" :P. A i Francja, wiadomo, wielki wróg Niemiec kraj, który się zateizował :). Ty Belzebubie! Czytaj, aż Lupin stanie się mugolem! No tak - przecież Barty Crouch jr go potrzebował. Ale, jeśli dobrze pamiętam, używał włosów oryginalnego Moody'ego, nie jego paznokci. W tym sęk, że to ma jeszcze mniejszy sensu wówczas :P. Jak dla niej wyrzucenie ze szkoły to nic takiego :P. Dodatkowo - może w Niemczech inaczej uczą/uczyli historii? O kurde! Masz rację. Idę się wybatożyć gumką myszką :(. Z tego, co pamiętam, to te koty zdecydowanie nie mają...eee...no wiadomo czego. Więc jednak Bastet ;). No, coś w tym jest. Chyba muszę jeszcze raz przeczytać tę książkę, by się bardziej zindoktrynować dokształcić ;). Dopisałem Twoje info do wpisu. Jakby ktoś zauważył Autorkę lecącą dalej to niech da znać - musimy być na bieżąco :D.
  22. https://forum.cdaction.pl/blogs/entry/48897-majinyoda-i-wreszcie-koniec/ <- ostatnia część wpisu o pewnej książce!
  23. Czas na ostatnią część wpisu o książce „Harry Potter dobry czy zły?”. Ta część książki została dopisana po oryginalnym wydaniu pozycji. Żeby nie było tak długo, jak poprzednio (i tak jest niewiele lepiej…), sporo kwestii ominę. Gotowi? Czyli Autorka potwierdza moje przypuszczenia z pierwszego wpisu – ówczesny kardynał, potem papież Benedykt XVI a obecnie papież-emeryt nie znał treści sagi, a swoje zdanie oparł na manipulacjach pani Kuby. Jest to, podobno, cytat z listu kardynała do Autorki. Muszę uwierzyć, że to napisał. Niestety, strona Autorki nie działa, więc nie mogę tego zweryfikować (zresztą – i tak nie znam niemieckiego…). Jeśli ktoś się zastanawia nad użyciem słowa „uwiedzenia” to cierpliwości – Autorka nam to wyjaśni. Tu Autorka odnosi się do zacytowania powyższego fragmentu listu w lipcu 2005 roku w „Montreal Gazette”, czyli w momencie, gdy kard. Ratzinger był już papieżem. Co nie zmienia faktu, że kiedy pisał te słowa jeszcze nim nie był ;). Dodatkowo – na studiach spotkałem kilku księży (w tym wykładowców) i nie mieli problemu z tym, co czytamy. Nawet Harry’ego Pottera. Czy tym samym działali wbrew zdaniu papieża? Tak, Autorka odnosi się i do tego zarzutu, który popieram. Zobaczycie zaraz – dlaczego. Mylić się jest rzeczą ludzką ;). Jeśli jednak ówczesny kardynał a potem papież miał takie zdanie, to znaczy, że z czegoś wynikało. Ciekawe tylko – z czego? Widzicie, kłopot w tym, że NIGDY nie odpowiedział. Więc Autorka nie ma tu żadnego argumentu. Autorka zadaje pytanie a potem sama sobie odpowiada pytaniem retorycznym – to dopiero „cód” :P. Czas na analizę listu. Nie wiem jak to się ma do Harry’ego, ale wiem jedno – cieszę się, że nie dałem się uwieść i wykorzystać i wypożyczyłem tę książkę a nie kupiłem. Bo czułbym się zbrukany… I tak się czuję czytając te głupoty, ale przynajmniej mniej boli... Znowu nie wiem, co to ma do Harry’ego. Poza tym, według Biblii Tysiąclecia, wąż nie mówi o nieśmiertelności a o tym, że nie umrą po zjedzeniu owocu: „4 Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! 5 Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło».”. Dodatkowo – jak mieli przejrzeć kłamstwa węża, skoro nie umieli odróżnić dobra od zła? Ale nie wchodźmy na ten teren – no, chyba, że ktoś zna odpowiedź :). Nie kminię tego, tak szczerze pisząc. Chyba po to czytam książkę z nurtu literatury fantasy, by przenieść się do świata fantasy? Jakbym czytał literaturę s-f to chciałbym się przenieść do świata s-f, a nie zostać we własnym. Od tego są inne gatunki! Nie wiem też co Autorka miała na myśli pisząc o „regułach stosunków międzyludzkich”? Z ostatnimi dwoma zdaniami też się nie zgadzam, w kontekście HP – przecież w świecie czarodziejów obowiązują reguły, a za ich złamanie grozi Azkaban. Znowu czegoś tu nie rozumiem – czym jest prawo oparte na bezprawiu? Nie, serio, nie mam pojęcia o co Autorce chodzi. Szczególnie z zestawieniem z bezinteresownością działań Harry’ego i spółki. Źródło: www.meme-arsenal.com Droga Autorko, już odpowiadam. Otóż… każde wychowane w chrześcijańskim domu. Serio! Dzieci (te najmłodsze) najczęściej robią to, co im rodzicie wpoili. Później bywa z tym różnie, fakt, ale wpływ mają na to rozmaite czynniki. Zresztą, równie dobrze Autorka mogłaby napisać „Które dziecko, pozostające od szóstego roku życia w świecie Władcy Pierścieni (…)”. To tylko literatura! Mam na to jedną odpowiedź: Źródło: Fawlty Towers Ale długi fragment. Fanatyzm podyktowany własną pseudoreligijnością aż z niego bije. Bo w pierwszym przypadku – zabawki i księgarnie – to czysty marketing. Ludzie chcą zabawki/ksiązki z ulubioną postacią to je dostają. W tych samych sklepach pojawiają się także prezenty na Komunię, Chrzest, Ślub itd. Z tego jakoś zarzutu Autorka nie robi – i słusznie! Zaskoczyła mnie muzyka w tym akapicie – o co chodzi? Ja w 2005 roku słuchałem…hmm… Eminema? 5-2 Dębiec? Asceto? Chyba tak. Jestem też ciekaw jak Autorka chciałaby stawiać opór? Stosy, krucjaty? I nie wiem nad czym bardziej bym płakał - nad tym, że dziecko czyta Harry'ego Pottera, czy nad tym, że chce wylecieć ze szkoły (vide pierwszy wpis ). Tego akurat nigdy nie rozumiem – fakt, że jest jakaś fanatyczka nie oznacza, że cały Kościół tak myśli. Ale skoro duchowni ją legitymizują to i im się obrywa. Dalej znajdują się przykładowe listy, ponoć wysłane do Autorki przez fanów HP. Są strasznie długie i dość jednolite w treści, przy czym Autorka najpierw je streszcza w punktach, ale to pominę (bo wpis byłby jeszcze dłuższy…). Dodam jedynie, że nie popieram wrzucania wszystkich do jednego worka. Na zakończenie – „10 argumentów przeciw Harry’emu Potterowi”, z dopiskiem na końcu „SKSERUJ I PRZEKAŻ DALEJ”. Mi jednak wygodniej będzie przepisać i rozprawić się z tym punkt po punkcie ;): Innymi słowy – wszystkie książki, w których pojawia się magia, trzeba spalić (poza kilkoma wybranymi przez Inkwizycję, jak mniemam). A słowo „pokonało” jest użyte całkiem ciekawie w kontekście historii (IYKWIM). Czemu akurat Hogwart? Bo dyrektorem szkoły był Adolfus Hitledor (wybaczcie – musiałem ;))? I, jak już pisałem w zeszłym tygodniu, rasistami są w sadze wyłącznie postacie złe. Ponadto, w murach szkoły nie było też ofiary krwi – cmentarz, na którym takowa się dokonała, znajdował się hen daleko od szkoły. Ale Autorka czytała jakiegoś bryka, więc trzeba jej wybaczyć ;). Źródło: Star Trek Jak już pisałem – Harry ostatecznie poradził sobie z Voldemortem w piątym tomie. Nie było to też tak do końca opętanie. A już na pewno nie traci swojej osobowości! Ta, i dlatego do Hogwartu nie przyjmują czarodziejów urodzonych w rodzinach nie-czarodziejów. Oh, wait: Hermiona. Dodatkowo – Dursleyowie są specjalnie pokazani tak, by czytelnik ich nie lubił. Nie stanowią oni żadnego odniesienia do innych osób. Bo to tak jakby napisać, że bracia Grimm pokazują, że wszystkie macochy są złe, bo jedna gnębiła Kopciuszka. Choć, fakt, czarodzieje niekiedy wyśmiewają mugoli (bodajże pan Weasley mówi raz, że mugole nie potrafią patrzeć). Ale tak samo my stereotypowo patrzymy na inne narody. Nie rozumiem tego punktu, kompletnie. Jakie boskie symbole są wynaturzone? Porównanie wysokości pomieszczenia do katedry? Czy żarcik z zamianą „Merry Christmas” na „Harry Christmas”? Eee… a Dobra Czarownica Gladiola z Czarnoksiężnika z krainy Oz? A wróżka chrzestna z Kopciuszka? Gandalf z Władcy Pierścieni? Niebieska wróżka z Pinokia? Autorka coś dużo magicznych postaci przegapiła. Ale te baśnie są „chrześcijańskie”, nie? Szczególnie te, które wywodzą się z czasów pogańskich – typu Kopciuszek (vide - historia Rhodopis z 7 wieku pne) :P. Autorka nadal pisze o Harrym czy o własnej książce? Bo z tych dwóch to akurat Autorka manipuluje. Tego argumentu kompletnie nie rozumiem. Serio! Gdzie w Harrym rządzi zło? Fakt, przez chwilę nie jest wesoło w świece czarodziejów, ale bohaterowie ostatecznie pokonują Voldemorta i jego popleczników – i to w każdym tomie! Równie dobrze ten zarzut mógłby się odnosić do Śródziemia – gdzie rządzi zły Sauron. Cóż za samokrytyka :P. Tak, wiem, co Autorka miała na myśli, ale właśnie strzeliła sobie samobója, bo można to inaczej zinterpretować :P. Mi jednak zależy na różnorodności opinii – ktoś lubi rosół, inny woli psy a ktoś jeszcze inny czytanie Harlequinów. To jest różnorodność – a nie pisanie, ze „rosół to danie zbrodniarzy wojennych”, „psy to ogary szatana” a „Harlequiny to tanie porno dla gospodyń domowych”. Ale, chyba, Autorka źle rozumie pojęcie „różnorodność poglądów”. I to jest jej pogląd, z którym się nie zgadzam, ale przyjmuję do wiadomości. Bo nie naśmiewam się z niego, lecz z podstaw, u jakich on leży. Z tym punktem Autorka poleciała na Icarusa punkt Beagle (info potwierdzone przez @Pawcio7327 :)) i leci dalej. Narzucanie innym swojego światopoglądu jest atakiem na wolność wyznania. I właśnie tak się czuję – Autorka obraziła moje uczucia religijne używając "mojej" religii do własnych celów. Kończąc ten wpis i przygodę z tą pozycją chcę zwrócić uwagę na coś jeszcze – podczas pracy nad tymi trzema wpisami poczytałem sobie o Autorce i dowiedziałem się, że kilka lat przed publikacją tej ksiązki zmieniła ona wiarę na katolicyzm. Zdałem sobie wtedy sprawę, że zwyczajnie chce się ona swoim fanatyzmem „wkupić” w łaski innych fanatyków. Wiecie – neofici zawsze muszą być świętsi od wszystkich świętych. Życzę Wam udanych wakacji. Do bloga wrócę w drugiej połowie września! Trzymajcie się ciepło! PS. Zajrzyjcie pod ten link. Jest tam coś specjalnego dla Autorki :P.
  24. Przepraszam, że wyręczam moderację ;). Ja bym napisał w tym temacie: https://forum.cdaction.pl/topic/202570-gdzie-mogę-kupić/. To jeszcze nic - ja od marca nie mogę wyświetlać wpisów na swoim blogu... nawet Ghost nic nie może z tym zrobić (chyba - nie odpisuje mi...)
  25. Jak tam Wasze zdrowie psychiczne po zeszłotygodniowym wpisie? Mam nadzieję, że dobrze, bo czas na drugą część przygód w demoniczno-satanistyczno-okultystyczno-ateistycznym świecie Harry’ego Pottera. Tym razem będzie to wyglądało ciut inaczej. Autorka poświęciła cały rozdział opisaniu i jednoczesnym skomentowaniu wydarzeń z Zakonu Feniksa – na jednej stronie znajduje się streszczenie a na drugiej – komentarz. U mnie nieco to zmodyfikuję – komentarz będę zaczynał od ukośnika „/” i zapisywał kursywą. Do tego mocno to skrócę – choć robię to z bólem, wierzcie mi. Wszystkie boldy pochodzą z książki :). Gotowi? Jak pisałem poprzednio – Autorka albo nie umie czytać ze zrozumieniem (może wyrzucili ją ze szkoły i nie miała nic przeciwko?) albo czytała jakiegoś „bryka”. Bowiem, o czym osoby, które czytały Pottera, dobrze wiedzą, w liście z Ministerstwa jest wyraźnie napisane, że, poza wyrzuceniem ze szkoły (co już samo w sobie jest straszne), Harry straci swoją różdżkę. Bez której nie może czarować, ergo – walczyć z Voldemortem! Nie wiem jak jest w wersji niemieckiej, ale Harry jednak reaguje na zdjęcia, które pokazuje mu Moody – „było dla niego przykrym wstrząsem” (V, 199). Oczywiście, Autorka zapewne miała tu na myśli sposób opowiadania tej historii przez Szalonookiego. I znowuż Autorka się popisała swoją „wiedzą” – jakby Moody miał rozpaczać przy każdym zgonie kogoś z Zakonu (szczególnie ponad 15 lat później, za to w obliczu zagrożenia) to Voldemort już dawno by ich wszystkich wyrżnął. Brzmi to strasznie, ale tak to działa i w realnym świecie. Ale spoiler na koniec :P. Oczywiście, Autorka nie wspomniała nawet słowem, że Syriusz miał powody, by nienawidzić własnej matki. Do tego zapomniała, że Black NIE dokonał mordu, za który jest ścigany. Ale fakt – Brando, de Niro i Pacino byli pozytywnymi ojcami chrzestnymi (a, no tak – Puzo był (chyba…) katolikiem, więc mu wybaczamy). Widzę, że Autorka ma kompleksy na punkcie tego, co robili jej rodacy, więc śpieszę z wyjaśnieniem tej arcyzawiłej kwestii. Otóż…(pauza)…ideologię rasistowską wyznają w Harrym Potterze postacie ZŁE, negatywne. Czuli te, z którymi Potter i jego przyjaciele walczą. Nie byłoby to też nic dziwnego - ani nagannego - u niemieckiego, amerykańskiego, polskiego, rumuńskiego ani nawet iworyjskiego twórcy. Taaa… „Jestem waszym nowym nauczycielem informatyki. Komputery to zło, pornografia i Szatan, więc na moich lekcjach będziecie wszystko przepisywać z podręczników do zeszytów. Jaki Python? Za młodzi jesteście. A teraz przepiszcie stronę trzecią z podręcznika…”. Taki sam jest sens działania Umbridge – i czemu Autorka się tym zachwyca? Aż dziwne, że mając naście lat (gdy czytałem pierwszy raz piąty tom) bez problemu wychwyciłem czym posługiwało się Ministerstwo i podległy mu „Prorok Codzienny” - propagandą i manipulacją. Czyżby Pani Socjolog nie znała tych pojęć? Oczywiście, że je zna – w końcu sama je stosuje. Więc raczej kłania się tu fanatyzm połączony z czytaniem miernej jakości streszczeń. Źródło: destrudo.pl To jest dobre pytanie – dlaczego uczniowie nie reagują, gdy nauczyciel gnębi jednego z nich? I dlaczego nauczyciele nie reagują gdy uczniowie gnębią innego? Autorka chyba nigdy nie była świadkiem takich wydarzeń (skoro chciała wylecieć ze szkoły :P), ale tak się zdarza. Szczególnie, gdy chodzi o ucznia z jakiegoś powodu nielubianego (tu – Harry najpierw w dziwnych okolicznościach pojawił się z trupem uwielbianego Cedrika, a potem zaczął mówić o powrocie Voldemorta). Kto Autorkę uczył socjologii? O co tu z kolei Autorce chodzi? Szkoda, że Autorka nie przedstawiła kontekstu słów Harry’ego – podczas ich pocałunku Cho płakała, ale nie dlatego, że Harry źle całował, tylko z powodu ciągłej rozpaczy po ukochanym Cedriku i rozdarciu z powodu uczuć do Harry’ego (o czym, na tej samej stronie, mówi Hermiona)! Więc opis przedstawiony przez Pottera był trafny i dość zabawny. Z całą pewnością nie miał nic „gasić”. Ech… moja polonistka z liceum już by Autorce „plombę” wstawiła ze znajomości lektury. Eee… ale to był pokłon (wymuszony, jak słusznie zauważa Autorka) przed pojedynkiem, a nie jako oznaka uległości – to jednak spora różnica. Widać, że Autorka manipulację opanowała do perfekcji. Szkoda, że tak łatwo opętała omamiła tyle osób, które jej uwierzyły… W tym miejscu zacząłem się poważnie zastanawiać czy Autorka kiedykolwiek była w wieku Harry’ego? Bo nauczyłaby się czytać ze zrozumieniem – nie była to przysięga jako taka, lecz hasło do Mapy Huncwotów. Było to dokładnie opisane w tomie trzecim. Ale pewnie w streszczeniach nic o tym nie piszą :P. Tu Autorka wreszcie napisała coś mądrego. Chociaż z tym brakiem sprzeciwu to przecież nieprawda – bohaterowie reagują, głównie olewając Ślizgona. Rozprawmy się z tym fragmentem po kolei – Harry nie chce zostać w Hogwarcie na Święta, bo: 1. nie będzie spotkań GD, 2. Hermiona wyjeżdża na narty z rodzicami, 3. Harry myśli o samotnym Syriuszu, 4. Ron jedzie do domu… i zabiera ze sobą Harry’ego! O czym Autorka, oczywiście, nie wspomina, bo po co? Odnośnie dekoracji – bombki są jak najbardziej dekoracją bożonarodzeniową. Nawet, jeśli mają napis niezwiązany ze świętami (mam kilka bombek z kotami – czy to oznacza, że jestem sługą Szatana albo czczę Bastet?). Również rozwieszanie w tym czasie zdjęć/podobizn przyjaciela (jakim Harry niewątpliwie jest dla Zgredka) nie są czymś nagannym. Autorka ponownie nadinterpretuje i manipuluje. Nie wspominając już, że przeoczyła, że czarodzieje obchodzą Boże Narodzenie! I to w sposób taki sam, jak „mugole”. Eee…. Bo nią są? I kolejna pała ze znajomości lektury… Technicznie rzecz ujmując Harry nie staje się wężem, lecz widzi oczami węża. Fakt, Voldemort kontrolował węża, ale nie kontrolował Harry’ego – to subtelna różnica. Na tym etapie powieści Harry nie ma pojęcia co się dzieje. Fakt, że nie chce spać, by znów kogoś nie zaatakować świadczy, moim zdaniem, o tym, że jednak chce się uwolnić od bycia wężem. Ciekawe czy ten komentarz dotyczy też współczesnych znachorów (IYKWIM). Czy ten komentarz jest we właściwym miejscu? Bo albo ktoś popełnił błąd albo faktycznie Autorka nie umie czytać ze zrozumieniem. Nie widzę bowiem w tym fragmencie nienawiści – Harry nie chce zranić niewinnych ludzi – ani szału – siedzi blady, „lekko” przerażony, ani tym bardziej chęci samozniszczenia. Czy ktoś – ktokolwiek – umie mi wytłumaczyć sens komentarza? O ile wygląd babci Neville’a miał, moim zdaniem, przywodzić na myśl typową czarownicę – wiece: starsza kobieta w czarnym szpiczastym kapeluszu, mająca szponiaste dłonie – tak nie rozumiem o co chodzi z tym „nie dziwi jej”. Co ma ją dziwić po 15 latach? Czy Autorka nigdy nie spotkała się z osobami chorymi – szczególnie tymi z uszkodzonym (w ten czy inny sposób) mózgiem? Pamiętam jak mój świętej pamięci Dziadek potrafił się zachowywać po wylewach – stał się innym człowiekiem i było widać, ze zmiany charakteru postępują z czasem. Dodatkowo, co Autorka „całkiem przypadkiem” zepchnęła na dalszy plan: pani Longbottom przez cały ten czas odwiedzała, razem z wnukiem, swojego syna i synową! Do tego widziała w obojgu bohaterów, ale też wiedziała co im się stało. Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Granny_Weatherwax I kolejna pała – Syriusz nie lubił swojej kuzynki, nawet walczył przeciw niej i jej stronnikom. Dodatkowo – jak miał niby powstrzymać ją od torturowania Longbottomów (do czego Autorka się zapewne odnosi), skoro w tym samym czasie sam był już, najprawdopodobniej, w drodze do Azkabanu za zbrodnię, której nie popełnił? Miał ją wysłać do spychologa? To by tylko pogorszyło sprawę :P. Ponadto - Bellatriks nie trafiła tam „na jakiś czas” tylko na dożywocie. Fakt, uciekła stamtąd, ale to inna sprawa. Nie wiem co Autorka miała na myśli – chwali dyrektora Hogwartu czy ironicznie go gani? Jak myślicie? No, nie wiem czy Cho była straszna i zła :P. A w euforii człowiek całuje różne rzeczy. Szczególnie list, który daje im wymarzone uprawnienia. Ciekawe czy Autorka ma jakieś liczby i szkoda, że ich nie podała. Fakt, te „praktyki” są znane od… bo ja wiem… tysięcy lat? Przecież wieszczki-wróżbici pojawiali się już w mitologii greckiej. Więc nie są niczym nowym. Dodatkowo, Rowling stworzyła świat magiczny, nawiązujący do naszego, prawdziwego. Ciekawe co by Autorka powiedziała na np. Zakład Komunikacji Post Mortem na uniwersytecie? I kolejna „plomba”. Autorka pominęła fakt, że: 1. Snape również nie przepadał za Umbridge i powiedział jej, że nie ma zapasu takiego eliksiru, 2. nie lubił Harry’ego, 3. tekst o truciźnie był raczej ironiczny i Severus z całą pewnością nie miał zamiaru żadnej używać. Nie rozumiem – jacy inni uczniowie? Przecież w tym miejscu był tylko Harry, Hermiona i pani Umbridge. Luna, Ginny, Ron i Neville dołączyli do nich później. Znowu nie rozumiem – to chyba dobrze, że Hagrid opiekuje się bratem? Nawet jeśli ten jest… specyficzny. Już spieszę z odpowiedziami, bo w brykach najwyraźniej tego nie ma: 1. Harry, widząc swoje nazwisko, z ciekawości sięgnął po kulę i chyba każdy by tak zrobił, 2. przepowiednię mogła wziąć wyłącznie osoba, której ona dotyczyła – a Voldemort nie mógł ot tak sobie wkroczyć do Ministerstwa, skoro nikt nie wierzył w jego powrót (choć ostatecznie musiał to zrobić). Ech… kolejna jedynka – więc po kolei: 1. Voldemort, używająć krwi Harry’ego do odrodzenia się, częściowo zniwelował ochronę Pottera, 2. dał mu siłę przez przypadek, nieumyślnie!, 3. skoro uratowało go serce to znaczy, że nie jest zależny od Voldemorta – chociaż, faktycznie, Riddle go wmanipulował i częściowo przejął umysł w Departamencie Tajemnic. Autorka chyba naprawdę nie chodziła do szkoły – nie odróżnia faktycznej miłości od zauroczenia. Może to być szok dla Autorki, ale nie każdy związek – zwłaszcza nastoletni - kończy się happy endem i nie zawsze jest to miłość jako taka. Takie jest życie. I na tym zakończę ten siedmiostronicowy (!!!) wpis, najdłuższy w historii mojego bloga. Za tydzień poznamy zakończenie tej pasjonującej książki.
×
×
  • Create New...