Jump to content

MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Content Count

    871
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    28

Everything posted by MajinYoda

  1. @Scouser - odpowiem zbiorczo - dzwoniłem, bo przez 2 tygodnie nie przyszedł mi poprzedni numer i, oczywiście, zapomniałem zapytać o rekompensaty ;). Póki co cały czas czekamy na info od @spikain. Najwyżej, jak będę miał któregoś dnia chwilę czasu, do zadzwonię do nich i zapytam.
  2. Dwa tygodnie temu do nich dzwoniłem i odebrali bez problemu. Może zależy od szczęścia ;). Dzwoniłem na ten numer - 67 354 16 05 (https://bauer.pl/kontakt/ - prenumerata).
  3. Dlatego wolę kontakt telefoniczny z takimi firmami ;). Tylko jest jeden minus tej metody - nie ma dowodów, że taka rozmowa się odbyła. No, chyba że nagrywać ;).
  4. Spoko, nic w przyrodzie nie ginie, bo dla równowagi ja dzisiaj nie dostałem swojego numeru ;).
  5. Oczywiście - to wszyscy wiedzą. A najgorsze jest to, że o tym nie piszą w instrukcji :(. Tak szczerze, to o tym początkowo pomyślałem. "Wojny Klonów" bodaj się ta seria nazywała. Tak samo jak "Ben10". Ale czy można to nazwać bajką? To raczej seriale animowane skierowane do nastolatków (w sensie 11-14 lat). A "bajki" kojarzą się raczej z czymś dla młodszych osób. W sumie to zależy jaką definicję przyjąć - a Autor tego nie zrobił... Swoją drogą - ostatnio na tym e-sportowym kanale Polsatu zauważyłem, że leci "Dragon Ball Super" - w dodatku scena z Friezą torturującym Gohana i zabijającym Piccolo. Trochę mnie zaskoczyło, że leci to w paśmie porannym ze znaczkiem "od 7 lat" :O. Wyjdę na hipokrytę, bo DBZ oglądałem mając lat 9, ale raczej nie pozwoliłbym swojemu siedmioletniemu dziecku oglądać DBS...
  6. Pewnie jest okres okołodeadline'owy więc trzeba mu wybaczyć ;). Zresztą - CDA nie jest tu tak całkiem stroną, lecz Bauer. Z drugiej strony - jeśli "starzy prenumeratorzy" stwierdzą, że będą kupować w kioskach kiedy zechcą to pismo na tym straci.
  7. Dokładnie o tym samym myślę - porzucić prenumeratę i kupować w kiosku. Dziwi mnie postawa Bauera - bo my, prenumeratorzy, z góry jesteśmy wpisani na listę czytelników - nie kręcimy nosem na słabe pełniaki czy nieinteresujące recki - my już za to zapłaciliśmy. Ale poczekajmy, może Bauer coś jednak zrobi? Pytanie tylko - kiedy?
  8. W zasadzie to nie prezentuje się dobrze dla nikogo, kto kupił prenumeratę wcześniej - na przykład ja kupiłem od numeru 3/18 do 2/19 . Najwyżej nie pozostanie nam nic innego jak nie przedłużać prenumeraty - choć byłoby szkoda, bo lubię czytać CDA.
  9. Po kilku tygodniach przerwy przyszedł czas na MSMa, nie sądzicie? Dziś zajmę się książką „Przestępczość nieletnich – teoria i praktyka” pod red. Sylwii Ćmiel (2012), a konkretniej artykułem „Realna i wirtualna rzeczywistość – agresywne zabawy i przestępstwa nieletnich w świecie wirtualnym” dra hab. Zdzisława Majchrzyka. Wpis nie będzie zbyt długi. Na początku jest dość nudno… Autor trochę plącze się między agresją realną a wirtualną. Niemniej, kilka fragmentów udało mi się wyłuskać: Ekhem… Pong nie był pierwszą grą video… chociaż, zależy jak na to spojrzeć…bo w końcu Nolan Bushnell „ukradł” pomysł na grę Ralphowi Baerowi, nie? (za: B. Kluska, Dawno temu w grach, 2008, s. 17). Dodatkowo, skoro PONG i jego… hmm… pierwowzór pojawiły się w 1972 roku, to czemu Autor cytuje tu tekst o pięć (!) lat starszy? Czyżby pan Rushkoff umiał podróżować w czasie? Tu jest tekst ciut nowszy, z 1999 roku… I moja Mama by się wtedy zdziwiła, gdybym tak krzyknął… Choć zawsze sobie z Mamą żartujemy, że gdy w 2000 roku grałem w demo Quake III Areny (z botem), siedziała za mną i patrzyła mi w monitor. Nagle, całkiem przypadkowo, nacisnąłem spust celując w ścianę. Jaki był komentarz mojej Mamy? „Nie po ścianach! Nie marnuj amunicji!” :D. Eeee… a świat rzeczywisty też nie jest dla geniuszy, psychopatów i przeciętniaków? Co Autor sugeruje? Później jest sporo nieprzydatnych (temu blogowi) zdań… ale jeden fragment przykuł moją uwagę, choć nie dotyczy gier: Po kolei: przede wszystkim chłopiec nazywał się Rhys Jones (więc nie wiem skąd „Jonem”). Druga kwestia: te gangi dziecięce są straszne – zabijają bez mrugnięcia okiem! Szkoda tylko, że Autor nie zechciał zapoznać się z całą sprawą, a oparł swój tekst na doniesieniach medialnych tuż po zabójstwie… Ale ja się zapoznałem, korzystając z internetowych wydań brytyjskiej prasy. I zajęło mi to raptem 10 minut! Zacząłem, typowo, od Wikipedii (https://en.wikipedia.org/wiki/Murder_of_Rhys_Jones), potem „The Telegraph", „BBC”... Krótko pisząc – jedenastolatek faktycznie zginął od kuli z S&M, ale za spust pociągnął… szesnastoletni wówczas Sean Mercer, członek jednego z lokalnych gangów (śmierć Rhusa była zresztą przypadkowa, ale to tak na marginesie). Coś się tu nie zgadza, prawda? Ale to by Autorowi do tezy nie pasowało, nie? Choć, w sumie, by pasowało… ale trzeba by było ruszyć się i poszukać… bo w 2012 roku przecież internet w wiadrach trzeba było do domu nosić :P. Spodobał mi się ten fragment – tylko dlatego go wrzuciłem :P. Zwyczajnie nie wiem co wnosi do całości tekstu – jaki „inny strój” Autor ma na myśli? Czemu nie rozwinął swojej wypowiedzi? Dobra, czas wrócić do interesujących nas treści: Oj tak, zawsze po pograniu w Cities: Skylines mam ochotę komuś dać po gębie :D. Już o tym tyle razy o tym pisałem… nie będę się powtarzać, dobrze? („Nowe życie” w 2012 roku – serio, Panie Badaczu?) Autor aż pogrubił ten tekst, by rzucił się w oczy – więc i ja tak zrobiłem. Owszem, gracze zapewne mają poczucie odwracalności wirtualnej śmierci – bo jest… wirtualna. Ale spychologia przecież wie, co siedzi w głowie każdego gracza, prawda? W przeciwieństwie do szachów, gdzie wcale nie biją się między sobą figury, wojen – gdzie ludzie się nie mordują – czy nawet pełna dobra literatura i sztuka (danse macabre, na przykład). Źródło: Memegenerator.net Ale to gry są złe… Tu mnie Autor zaskoczył - nagle filmy oberwały :O. Ale zastanawiają mnie dwie rzeczy: 1. kto przy zdrowych zmysłach pozwala dzieciom oglądać horrory (i dlaczego Autor nie pisze o głupocie rodziców w tym przypadku?)? 2. czym są bajki s-f? I na tym lepiej zakończę :).
  10. O tym triku dowiedziałem się dużo później, gdy już dawno podbiłem Polskę :). Niedawno wróciłem do WoWa - i wciąż jestem "For the Alliance!", ale może dlatego, że gram casualowo?
  11. Do mnie, z wyjątkiem bieżącego numeru, przychodziły maksymalnie w środę. Ale też będę informował, jak wygląda sytuacja z przychodzeniem prenumeraty CDA w Lublinie :).
  12. Właściwie to mam podobne odczucia - chociaż zwykle na początku gram Polską, by najpierw nią wygrać, a potem całą resztą (choć w takim Empire Total War bardzo mało grałem innymi nacjami).
  13. Całkiem o tym zapomniałem - wszystko przez to, że początkowo planowałem, by ten blog był tylko "namiastką" oryginału, a treści leciały na ten na bloggerze. Ale, ostatecznie, zdecydowałem się ten blog zrobić głównym, a z tamtego zrezygnować. Reszta wpisu jest już na swoim miejscu :).
  14. Nawet z samym Ghostem :). Nic to, niestety, nie dało...
  15. Jutro będziemy obchodzić setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości oraz zakończenia Pierwszej Wojny Światowej. Zacznijmy od naszej ojczyzny. W zeszłym roku próbowałem wymienić jak najwięcej przykładów, gdzie Polska i Polacy pojawili się w wirtualnym świecie. Tym razem pomyślałem, że można się zastanowić nad tym, jakimi patriotami jesteśmy w grach? Tu napiszę o sobie i bardzo chętnie poznam Wasze zdanie w komentarzach ;). Zacznę od tego, że jeśli w strategiach do wyboru jest Polska to zawsze ją wybieram (w Medieval II było to o tyle zabawne, że musiałem ją najpierw podbić Anglią, ale to inna sprawa ;)). Niezależnie czy to kolejne części Total Wara, Civilization czy Europa Universalis (w ten ostatni próbowałem kilka razy zagrać, ale jakoś nigdy mi nie szło…). Ba, nawet grając w FIFĘ na początku wybieram Polskę… wyjątkiem są polskie kluby ;). memotywatory.pl Zastanowiłem się jednak głębiej nad tematem. Co bowiem z innym rodzajem patriotyzmu – takim – nazwijmy to – wirtualnym? Weźmy takiego Skyrima. Grając Nordem mam wrażenie, że bardziej interesuje mnie los, jakby nie patrzeć, „mojej” małej ojczyzny, niż, gdy gram np. Bretonem. Z kolei w Fallout 4 w każdej osadzie zawsze pamiętam postawić lub zawiesić flagę USA (obok flagi Minutemanów i Instytutu ;)). Nie patrzyłem wcześniej w ten sposób na ten temat i uświadomiłem sobie, że dlatego w Gothic 3 nie umiałem się opowiedzieć po stronie orków (bo to tak jakby w grze o II WŚ wybrać Niemcy zamiast Polski). Uznałem bowiem, że dla Bezimiennego Myrtana jest ojczyzną. Doszło do tego też coś, co opisałem w tym poście. Może jest to nieco naciągane? Może zwyczajnie przesadzam i przesadnie wczuwam się w swoją rolę w grach? Jak sądzicie? I jakie są Wasze odczucia?
  16. W sumie nie mam co marudzić - pierwszy raz się zdarzyło ;).
  17. Drugiego bloga, dla ścisłości ;).
  18. Taa, Wy się zastanawiacie nad rekompensatą (którą, mam nadzieję, dostaniemy) a ja dopiero dzisiaj dostałem numer 12/2018...
  19. MajinYoda

    Wyrzutek

    Nie, ale mam już telefon z Androidem - Huawei P9 Lite Mini :P. W międzyczasie doszedłem też do słusznego wniosku (którego wówczas nie widziałem) - jak producenci nie chcą mojej kasy to ich problem. Oraz: jak gra się sprawdzi to całkiem możliwe, że będzie port na PC. Ale nadal lubię sobie pomarudzić :P.
  20. Nie, na szczęście nie - co widać po tym, że wciąż piszę ;). W zasadzie to chyba nikt nie wie o co chodziło z tamtym blogiem i czemu przestał działać z dnia na dzień... Powoli wrzucam stare wpisy na tego bloga, ale wiadomo - trudniej (i nudniej) jest odbudowywać niż budować. Najbardziej mi szkoda, że straciłem wyświetlenia i komentarze :(.
  21. @Scouser @Coenn - tak podejrzewałem :). Choć to dość zabawny zbieg okoliczności ;).
  22. Ogólnie coś jest dziwnego z prenumeratą odkąd obniżono cenę - wcześniej zawsze przychodziła do mnie najpóźniej w środę. A teraz - nowego numeru wciąż nie dostałem (choć, mam nadzieję, jest to wina Poczty - aczkolwiek byłby to dziwny zbieg okoliczności ;)). Brak informacji też mnie martwi - był tylko jeden mail i cisza od tamtej pory.
  23. Koniec „zdrajcy” Ostatniego dnia lipca 1514 roku słońce powoli wschodziło nad Florencją. Na Piazza Della Signoria kupcy musieli ustąpić miejsca tłumowi, który chciał zobaczyć egzekucję zdrajcy. Dokładnie w południe Marcus Leone – pochodzący ze znamienitej florenckiej rodziny bankier - miał zostać ścięty za zdradę swego miasta. O godzinie jedenastej z lochów Pałacu Veccio skazaniec został wyprowadzony. W egzekucji miał wziąć udział władca Florencji – Julian Medyceusz, niegdysiejszy przyjaciel ojca Marcusa, o czym wiedzieli niemal wszyscy mieszkańcy miasta. Tuż po wpół do dwunastej procedura rozpoczęła się od przemówienia Gonfaloniere Francesco Albertiego. Mówił o winach Leone, chociaż tak naprawdę bardzo go lubił. Jednakże, zgodnie z wolą Medyceuszy, musiał wydać wyrok śmierci. Zaraz po przemówieniu pozwolono skazańcowi na wygłoszenie mowy, ale tłum głośno krzyczał – „Zdrajca! Nie może przemawiać!”. Na próby uciszenia tłumu było już zdecydowanie za późno, ponieważ dzwon nieubłaganie zaczął dzwonić. Ding! Skazaniec zostaje zaprowadzony do pieńka katowskiego. Dong! Obecny na egzekucji kapłan powiedział kilka słów modlitwy. Ding! Tłum zaczął głośniej skandować – „zabić zdrajcę!”. Dong! Julian Medyceusz zszedł ze sceny. Ding! Marcus Leone po raz ostatni spojrzał na niebo nad Toskanią i zauważył latającego nad nimi orła. Dong! Skazaniec uklęknął przed pieńkiem, szepcząc coś cicho. Ding! Kat w czerwonym kapturze przygotował topór. Dong! Straż zebrała się wokół sceny, zgodnie z rozkazem Juliana Medyceusza. Ding! Marcus położył głowę na pieńku. Dong! Kat podszedł do pieńka z toporem gotowym do cięcia. Ding! Topór uderzył w szyję Marcusa. Głowa skazańca potoczyła się po scenie. ==== Ostra robota Jak ja nie lubię tej roboty. Nie mogą człowiekowi powiedzieć o tym wcześniej? Chciałem dzisiaj wybrać się z dziećmi poza mury miasta, ale nieee. Cholerny, zakłamany Gonfaloniere musiał akurat mnie wybrać do tego zadania. No cóż, przynajmniej dobrze mi płacą. Co oni się tak guzdrzą? Czy wyprowadzenie jednego człeka z lochu jest takie trudne? Swoją drogą – żal mi go. Nasi ojcowie dobrze się znali. Spotkali się w 1499 roku tu, we Florencji. No fakt, mój tatulo był rzeźnikiem, ale za to najlepszym w mieście to i bogaty bankier chciał mieć w nim przyjaciela. A teraz ja muszę ściąć jego syna? Cóż za dziwny zbieg okoliczności. Ale tłum! Od czasów tego całego Savonaroli takiego motłochu tu nie widziałem. O, nawet Medyceusz się z nami wybiera. Kolejny zakłamany buc. No dobra, ciekawe, czy tym razem wszystko jest w porządku. Nie chciałbym powtórki z zeszłego miesiąca. Jeżeli dzisiaj kowal znowu spartaczył robotę, to każę mu zeżreć trzonek topora. Pośpieszcie się! Strasznie mi gorąco w tym kapturze. No tak - muszę jeszcze czekać aż ten cały Alberti skończy ględzić. „Zdrajca i spiskowiec” – taaa, jasne. A ciekawe kto chodził do Leone po pożyczki? Kto częściej bywał u bogatego bankiera niż ja na targowisku? Ha, hipokryci. Niech te ludziska się zamkną. Zaraz będą mieli trupa, ale czy muszą tak wrzeszczeć? Jeszcze kilka minut i po krzyku. Dobra, zaczyna się. Strażnicy już go podprowadzają do pieńka. Jeszcze tylko paciorki i mogę podejść. Znowu się drą. Skazaniec spojrzał w niebo. O, leci orzeł. Piękne zwierzęta, takie manies… manest... majniest… no, ładnie wyglądają. Dobra, Leone klęknął przed pieńkiem – w końcu. Powoli… byle tylko dobrze trafić… i… ciach! Krew bryzgnęła i mnie ochlapała, ale trza się było do tego przyzwyczaić to i się przyzwyczaiłem. Ale chyba muszę tym razem pochwalić kowala – dobrze zaostrzył topór. ==== Spisek O godzinie jedenastej w jednym z domów przy Piazza Della Signoria spotkały się trzy zakapturzone postacie. Za pozamykanymi oknami słychać było hasał tłumu gromadzącego się wokół sceny. Postacie w milczeniu spoglądały na mapę Florencji rozłożoną na niewielkim stole. Tuż przed godziną dwunastą jedna z postaci – niski mężczyzna - odezwała się: - Jeszcze mamy szansę zaatakować… - To zbyt duże ryzyko. – przerwał mu dobrze zbudowany mężczyzna. – Powinniśmy wybrać się po wsparcie do Forli. - Jeżeli teraz uciekniemy to koniec. - Co masz na myśli? - Zamknijcie się obaj – powiedziała, dotąd milcząca, trzecia osoba - kobieta. Nastała chwila ciszy. Słychać było tylko wdzierające się każdą szparą w domu krzyki tłumu. Wysoki mężczyzna podszedł do okien i lekko otworzył okiennicę. Na scenie Gonfaloniere wciąż przemawiał. - To koniec – powiedział, po czym zwrócił się do kobiety. – Moja Pani, powinnaś wrócić do Ferrary. Pani ojciec i brat chcieliby Waszego bezpieczeństwa. - Micheletto, ja… - zaczęła kobieta. - A co z nami? – zapytał niski mężczyzna. Micheletto odszedł od okna i podszedł do kobiety. - Księżno Lukrecjo, musisz wrócić do Ferrary. Przynajmniej dopóki nie odnowimy kontaktów w Forli. - Zaczynasz mnie denerwować – odezwał się niski mężczyzna – możemy teraz pójść i zabić Medyceusza. Micheletto podszedł do niego, spojrzał mu w twarz, po czym znowu podszedł do okiennic. - Ty też powinieneś wyjechać. Najlepiej do Wenecji albo i dalej. - Nie. Jeżeli wy nie chcecie działać to jeszcze dziś wyruszę prosto do Rzymu. - Nie zabraniamy Ci – powiedziała Lukrecja bacznie przyglądając się jak Micheletto powoli podchodzi do trzeciego spiskowca, który chwilę wcześniej, wściekły, odwrócił się do niego tyłem. To był poważny błąd, którego najwyraźniej nie potrafił wcześniej dostrzec. Jednak w chwili, gdy słynny hiszpański zabójca Micheletto zarzucił mu sznur na szyję i zaczął dusić niski spiskowiec musiał zrozumieć, co uczynił nie tak. Charczeniu towarzyszyły dzwony z wieży Pałacu, a i tak tłum by ich nie usłyszał. W chwili gdy mężczyzna wydał ostatnie tchnienie katowski topór spadł na głowę Marcusa Leone. Wychodząc z kryjówki obie postacie zauważyły odlatującego w dal orła. ==== Mistrz handlu - Prawdziwe srebrne wyroby! Kupujcie srebrne puchary, talerze, czego sobie zapragniecie! – wykrzykiwał handlarz Mateo przechodząc między ludźmi zebranymi wokół sceny na Piazza Della Signoria. Czasem musiał użyć łokcia, by przedrzeć się dalej, ale prowadzenie biznesu wymaga niekiedy drastycznych metod. -Zwariowałeś? – zapytała jakaś kobieta widząc Mateo. – Przy pieńku katowskim handlujesz? - To nie jest handel, to zarobek. – odparł Mateo, który znał prawdopodobnie wszystkie sztuczki. – A co, jesteś zainteresowana kupnem? Mam tu ładny srebrny krzyż. Poświęcony jeszcze przez Jana Chrzciciela. - Odejdź bluźnierco – powiedział jakiś mieszczanin. – Albo powiem o wszystkim biskupowi. - Ale naprawdę mam tu dużo dobrego srebra – powiedział handlarz nie zrażając się, ze trafił na wymagających konsumentów. – Niskie ceny! Za puchar, z którego św. Piotr pił w czasie Ostatniej Wieczerzy tylko 15 florenów. - Odjedź! – zaczęli nawoływać kolejni. - Spójrzcie tylko jaki piękny orzeł – powiedział nagle handlarz wskazując na jeden z dachów. – Mam nawet srebrną figurkę orła. Przywiozłem ją prosto z Rusi. Tylko 20 florenów! Dzwony zaczęły bić godzinę dwunastą. - Kupujcie srebrne wyroby! – wykrzykiwał dalej handlarz. W tym momencie podeszło do niego dwóch strażników. Po chwili Mateo żałował, że nie umie szybciej przechodzić przez tłum. Strażnicy uderzyli go parę razy, gdy kat uderzył swoim toporem. - I więcej tu nie wracaj – powiedział jeden ze strażników, zabierając dwa srebrne puchary dla żony. - Jak cię jeszcze tu zobaczę to cię wsadzę do lochu za bluźnierstwa – dodał drugi, zabierając Matteo sakiewkę i z zadowoleniem przeglądając jej zawartość. Tłum powoli rozszedł się zostawiając handlarza zbierającego swoje rzeczy. ==== Śmieszne ludziki Ależ tam ludzi przyszło. Czegoś takiego to jeszcze nie widziałem, a widziałem już wiele. Może mają jakiś festyn? Nie, raczej nie. Za mało kolorowo. Co więc tam się dzieje? Podlecę niżej, może coś zauważę. Krążę i krążę, ale nie widzę nic szczególnego. Co ci ludzie tam robią? I czemu tak krzyczą? Może odbywa się tam jakieś przedstawienie? Lubię patrzeć na ludzkie przedstawienia. Nic z nich nie rozumiem, ale ładnie wyglądają. Ten dach wygląda na wygodny, wyląduje sobie. To chyba nie jest przedstawienie. Ludzie są zbyt głośno, to trochę irytujące. W dodatku tylko jeden na scenie coś gada. Chciałbym wiedzieć o co chodzi. No nic, chyba jednak polecę dalej. Zrobię jeszcze z jedno kółko, może coś zauważę. O, ten człowiek klęka i pada na twarz. Może to jakiś ich rytuał modlitewny? Chyba nigdy się tego nie dowiem… PS. Za tydzień wpisu nie będzie.
  24. Do tej pory opisałem całkiem sporo kwestii związanych z RPGami – płcie, rasy, klasy itd. Ale jest jeszcze coś, co zawsze lubię robić w tego typu grach – czytać. Sądzę, że część (a może nawet większość?) z Was też to ma – we wszelkiej maści Falloutach, TESach, Wieśkach czy innych Dragon Age’ach trzeba przeczytać wszystko. Ogłoszenie o sprzedaży kołyski w zapyziałej wiosce w Valen? Czytamy. Książka znaleziona na półce w domu NPC-a? Czytamy. Komputer sprzed wojny atomowej należący do ówczesnego komendanta policji? Czytamy. List z tajnymi rozkazami? Save i „tylko zerknę”. Cokolwiek, byle przeczytać i, być może, zobaczyć jakąś postać z innej strony (vide Ulfric Stormcloak ze Skyrima). Zawsze cieszę się niezmiernie, gdy twórcy pozwalają mi coś przeczytać. A jeszcze bardziej – gdy różnicują treści. W takim Skyrim (i częściowo Oblivionie i, zapewne, Morrowindzie) istnieją całe książki, które gracz może sobie przeczytać. I choć Lusty Argonian Maid jakoś nigdy nie trafiło w mój gust to doceniam, że twórcom się chciało. Źródło: https://www.memecenter.com Dodatkowo, żeby było zabawniej, ostatnio (szkoda, ze za sprawą modów, ale co tam) zarówno w Skyrimie jak i F4 lubię samodzielnie zapisywać notatki z przygód moich postaci. Gdy więc wracam po jakimś czasie to zaglądam do nich i wiem co robiłem ;). Co fajniejsze – także twórcy innych gier dają taką możliwość. W takim GTA IV spędziłem niemal godzinę rzeczywistego czasu (!) czytając internet. Najlepszy był chyba przewodnik dla amerykańskiego turysty po Europie. „Nie kupuj ich sera – dadzą ci jakieś śmierdzące coś, bo nie wiedzą, że ser to zapakowane plasterki” albo „mają dziwny kalendarz – składa się z 31 miesięcy podzielonych na 12 dni” itp. Niestety, co także muszę przyznać, większości tych treści nie zapamiętuję – i zawsze bardzo chętnie znów coś czytam. Choć i tak wolę „realne” książki ;). A jak jest u Was z czytelnictwem w grach?
  25. Po kilku wpisach przerwy przyszedł czas na MSMa, nie sądzicie? Dzisiejszy tekst nie jest aż tak głupi, jak poprzedni (link do pierwszej jego części znajdziecie tu), ale przynajmniej jest o grach. Jednocześnie, po raz drugi w historii bloga, złamałem swoją żelazną zasadę – nie dawać zarobić tym wszystkim Prof. S. Jonalistom! Zresztą - wówczas zrobiłem to dla dokładnie tego samego pisma. Za dzisiejszy tekst pt. „Gry komputerowe – igraszki ze złem” autorstwa ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego zapłaciłem w kiosku 12 złotych polskich i dostałem wraz z nim cały numer Egzorcysty. I wiecie co? Źródło: KnowYourMeme Niemniej, skoro i tak planowałem MSM-a to pomyślałem, by chociaż był świeży… Bo numer jest podpisany jako „październik 2018”, ale lepiej ustawcie sobie jakiś kalendarz obok komputera, bo możecie mieć nieliche wątpliwości – zresztą tak samo jak ja. Poniższy tekst jest pisany na szybko, ale sądzę, że ująłem w nim wszystko, co trzeba. Będzie też dość krótko. Jesteście gotowi? Zagaja Autor w pierwszej połowie leadu i nie zwiastuje to tragedii. Niestety: Mogę uznać – okej. Autor przedstawił dwie strony medalu, własne dwie wizje świata gier komputerowych. Byłoby super, gdyby się tego trzymał… Czy ktoś z Was tak nazywa te gry? Co się mieści w tym pojęciu? Czy Warcraft 3 jest taką grą? A może Wiedźmin? Ewentualnie Assassin’s Creed? Serio – były takie przypadki? Całkiem możliwe, ale czy to na pewno wina RPGów, czy jednak psychiki gracza i jego osobistej ułomności w kwestii odróżniania fikcji od rzeczywistości? Przecież gdyby każdy tak miał to już dawno ktoś zabiłby tego cholernego smoka, który mi lata nad domem! I to jest ten moment, w którym wszyscy patrzymy w kalendarze, czy przypadkiem nie wpadliśmy w wir czasoprzestrzenny. Jeśli tak – to z tym tekstem jest wszystko okej (no, chyba, że trafiliśmy w czasy dinozaurów albo, co gorsza, Imperium Lechitów (:P)). Swoją drogą – kto, przy zdrowych zmysłach, nazwałby któregokolwiek Dooma grą fantastyczno-baśniową? Źródło Jeśli post-nuklearny świat rządzony przez złych kosmitów to dla Autora „niewinne początki” to ja chyba nie chcę znać jego wizji piekła. Dalej jest o symbolach satanistycznych w Doomie 2, ale to nudne i wielokrotnie na tym blogu opisywane, więc to pominę. Nadal jesteście w 2018 roku? Bo ja właśnie obserwuję jak Krzysztof Kolumb dopływa do Bahamów. Myślicie, że powinien mu powiedzieć, że to nie są Indie? I czemu wszyscy tak jakoś dziwnie na mnie patrzą? Co oni – nigdy smartfona nie widzieli? Bardziej serio – rozumiem, ze Autora brzydzi świat gier komputerowych, ale zwykła przyzwoitość nakazuje przedstawiać najnowsze możliwe źródła. Zapewne takich jest teraz mniej – bo i gier z takich wydźwiękiem jest mniej. Jednakże, jestem pewny, że w ciągu ostatnich, powiedzmy, dziesięciu latach znalazłoby się co najmniej piec tytułów, na które Autor mógłby się powołać. Zróbmy więc dobry uczynek i podrzućmy coś przyszłym ”łowcom satanizmu i okultyzmu w grach komputerowych”. Ja zacznę: jedną z grywanych frakcji w Might and Magic: Heroes VI jest Interno (Piekło), a wśród jej jednostek są Czarty, Niszczyciele i Dręczyciele. Wasza kolej :P. Przejdźmy dalej: Czy ktoś mi łaskawie wyjaśni o co Autorowi chodziło? Wcięło mu część tekstu? Co mają gry fabularne (czymkolwiek w sumie są – chyba chodzi o przygodówki) wspólnego z platformówkami? Cieszę się, że Autor jednak dostrzega w grach coś ponad satanizm i przemoc (o której za chwilę). Nie wiem czy nazwałbym RTSy „echem” gier logicznych, ale niech będzie. Ta, nie to, co w szachach, stawiany w barach „bokser” czy realna wojna – tam przemoc (w jakiejkolwiek formie) prowadzi tylko do porażki. Na tym, w sumie, zakończę, bo reszta artykułu to zwykłe przynudzanie o uzależnieniach, usztywnianiu mięśni itp. Do zobaczenia za tydzień!
×
×
  • Create New...