Jump to content

MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Content Count

    871
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    28

Everything posted by MajinYoda

  1. To jest nowy blog - w sensie "druga odsłona", jak go nazwałeś . Oryginalny jest całkowicie martwy i nic tego nie zmieni... Niestety...
  2. Ja swój numer dostałem dzisiaj. Zwykle jest między wtorkiem a piątkiem - podejrzewam, że wszystko zależy od poczty. Jeśli nie przyjdzie Ci przez 8 dni to dzwoń na infolinię Bauera - mi musieli wysłać ponownie numer 12/18.
  3. Święta Bożego Narodzenia już za nieco ponad tydzień. W telewizji na zmianę puszczą kilka filmów związanych z tym okresem: Kevina, Kevina, „Niespotykanie spokojnego człowieka”, Kevina, „To właśnie miłość” i wśród innych filmów także Kevina. Jednakże jest jeden film, który oglądam co roku – i nie jest to Kevin. (Wszystkie screeny zrobiłem sam) „Noc Świętego Mikołaja” z 2000 roku to film z cyklu „Święta polskie”. Współscenarzystą i reżyserem był Janusz Kondratiuk. Fabuła jest dość prosta: dwóch więźniów (w tych rolach Zbigniew Buczkowski i Leszek Zduń) ma rozdać prezenty dzieciom z lokalnego domu dziecka. Towarzyszy im ksiądz (Wojciech Walasik), który po drodze odbiera podarki od „sponsora” – dyrektora hipermarketu (Zbigniew Mazurek). Film nie jest familijny, jak inne bożonarodzeniowe produkcje. Przez pryzmat Świąt pokazuje Polskę przełomu wieków, nie używając do tego „magii świąt”. Choć film zawiera sporo zabawnych scen (np. gdy „hipermarketowi” Mikołaje zabierają dzieciom zabawki) to jego przekaz jest poważny i raczej przeznaczony dla starszych widzów. Oprócz wspomnianych wyżej w filmie pojawiają się także m.in. Edyta Olszówka, Magdalena Emilianowicz, Marcel Szytenchelm, Robert Więckiewicz i Jerzy Rogalski. Wszyscy aktorzy zagrali swoje role tak, jak przystało na profesjonalistów – w moim odczuciu nikt nie odstawał od reszty. Muzyki nie zapamiętałem (poza kilkoma kolędami), więc jest plus. Niestety, zakończenie filmu pozostawia wiele do życzenia – scenarzyści nie mieli żadnego sensownego pomysłu na finał. Pozostaje mi tylko wystawić ocenę – jako, że mam sentyment do tego filmu daję mu 4,5/6. Na zakończenie jeszcze chciałbym Wam życzyć udanych, rodzinnych (jeśli to lubicie :P), growych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia oraz udanego Sylwestra i wspaniałego Nowego Roku. Do zobaczenia w drugiej połowie stycznia 2019! PS. Przez Święta będę uzupełniał stare wpisy ;).
  4. Cóż, niezbyt lubię horrory, więc nie wypowiem się w kwestii tego filmu ;). Z Buką mam spory kłopot, przyznaję - nie pamiętam jej z czasów mojego dzieciństwa. Nie mam pojęcia czemu - możliwe, że nigdy nie widziałem z nią żadnego odcinka, co jest, w sumie, dość dziwne.
  5. Właściwie to o to mi, mniej-więcej, zawsze chodzi: przykłady. Osoba, która uważa się za badacza i wymądrza się na jakiś temat w publikacjach naukowych MUSI podawać właściwe przykłady. Zgadzam się i o tym napisałem wyżej. Wrzucanie wszystkich anime do jednego worka z yaoi, yuri itp. nie ma żadnego sensu. TO tak jakby napisać, że wszystkie filmy są złe bo istnieją takie jak "Martwica mózgu" czy inna "Piła". Ale to nie jest wina tych kreskówek, tylko ludzi odpowiedzialnych za, nazwijmy to, udostępnianie ich innym. Pamiętam jak kiedyś South Park leciał na jakimś kanale tuż po 20, a dopiero później po 22. Tak samo jest z Simsonami - niby wszystko okej, ale dziecko tego nie zrozumie. Odnośnie DB - jak pierwszy raz go oglądałem miałem jakieś 7-8 lat. Wcześniej oglądałem m.in. Yattamanów i Gigi'ego oraz Daimosa. To dopiero był hardkor . Ale jednocześnie oglądałem Muminki i Pszczółkę Maję (ta ostatnia średnio mi się podobała). Wiele lat później dowiedziałem się, że te dwa ostatnie to też anime :D. @Tesu - ale to przecie wszystko ino bajki. Nie można ich brać na serio, zresztą od pokoleń czytają je ludzie i jacy są szczęśliwi. Ponadto, wszystkie zostały napisane przez europejskich chrześcijan, a nie jakiś japońskich satanistów-ateistów-cyklistów :D.
  6. Ja czekam na miłosny ostrosłup. Pisałem o tym kiedyś, więc się nie powtarzałem. Oczywiście, zapomniałem wcześniej wrzucić tamten wpis na tego bloga - ale już to zrobiłem. Autorka powtarza te same błędy mimo upływu tylu lat ;). Nawet jakby Japończycy nakręcili własne Quo Vadis albo Nad Niemnem to i tak ich wytwór byłby zły. Nie to, co nasze genialne filmy ;). Ja jeszcze jej nie widziałem... i boję się ją oglądać :). Ale już nie takie rzeczy przerabiałem (vide książka p. Gabrielle Kuby ;P).
  7. Dzięki - ale na pewno nie dzisiaj ;). Przez Święta obejrzę :).
  8. A , dziękuję :). Staram się ;). Patrząc na dokonania p. Więczkowskiej sądzę, że jest to albo czysty fanatyzm (jak w przypadku p. Kuby) albo zwyczajna chęć wybicia się na popularnych twierdzeniach (coś jakby pisać kolejne teksty np. o chemitrails - ludzie w to wierzą i są głusi na wszelkie próby wyjaśniania). Tak głęboko jeszcze nie wpadłem w odmęty internetu . Ale, znając mnie, pewnie kiedyś i tego dotrę :P.
  9. Wiem, ostatnio mało jest msm-ów, ale trafiłem na całkiem niezły materiał o „chińskich bajkach”, więc żal mi było go nie użyć :). Jedyny kłopot polega na tym, że tym razem tekst nie pochodzi ze strony, gdzie zamieściła go Autorka, lecz znalazłem go na pewnym blogu, więc to adres do wpisu z niego znajdziecie na końcu tekstu. Sam wpis pochodzi z lipca 2013 roku, ale, niestety, nie znam tytułu publikacji, ani daty jego oryginalnego opublikowania (już wiecie czemu to robię :)), ale Małgorzata Więczkowska już kilka razy pojawiła się na moim blogu, więc jestem skłonny uwierzyć, że to jej dzieło :). Podejrzewam, że chodzi o tekst „Niewinne buzie i rozmarzone oczy. Manga i anime na polskim rynku” z czasopisma „Wychowawca” z czerwca 2013 roku, ale nie wiem. Sprawdziłbym, ale żal mi tych 3 złotych, by wykupić sobie ten numer na 30 dni :P. Zaczynajmy: Ten fragment jest całkiem mądry… w porównaniu z resztą tekstu, rzecz jasna. Pogrubienie oryginalne. Spojrzałem z ciekawości na twórczość Osamu Tezuki… i srodze się zawiodłem. Spodziewałem się jakiegoś porządnego hentaja a dostałem Astroboya i Princess Knight – smutek :(. Jedyne co okazało się prawdą to jego pomysł z wielkimi oczami bohaterów (nie tylko żeńskich!). No, chyba, że Betty Boop też jest zbyt wyuzdana dla Autorki :P. Źródło: pl.wikipedia.org Czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć o co chodzi z tym New Age? To taki religijny odpowiednik lewactwa/prawactwa? Pomijam już, oczywiście, wrzucanie wszystkich anime i mang do jednego wora (ciekawe czy Autorka uważa South Park za anime? :P). Ach te homoseksualne związki Goku i Chi-Chi… wróć! Ten Brock to był niezły homo… wróć! Eee… Muminek… a nie, on też hetero… Eee… Kazuya i Erika? Nie, to też facet i kobieta… Hmmm… ktoś-coś? Może Pszczółka Maja? Źródło: https://co.pinterest.com/jessicawieser/dragon-ball-z/ Dobra, żarty na bok. Goku bił żonę, Vegeta bił dzieci, Ash nie umiał się zdecydować (i nigdy nie dorósł…). Muminki? Wyglądają jakby byli rodziną - to dopiero patologia!… Wymieniać dalej? Mogę tego nie komentować? Proszę! Autorka znów pokazuje, że jej poziom wiedzy w temacie jest tak niski, że nawet jakby się położyć plackiem na dnie Rowu Mariańskiego, to i tak trzeba by się porządnie wychylić, by gdzieś tam, hen daleko, go ujrzeć… Uniosłem się, przepraszam :). Nie film, a serial. Nie traciły przytomności, wpadały w histerię czy płakały a miały objawy epileptyczne (nudności, zaburzenia widzenia, bóle głowy) i nie 800 a 685 – z czego „jedynie” 150 wymagało hospitalizacji. Reszta się zgadza :P. (Źródło) Szkoda też, że Autorka nie zechciała zauważyć, że twórcy szybko wycofali odcinek wypuścili go dopiero po poprawieniu i dostosowaniu do odbiorców. Ale o poziomie wiedzy w temacie już pisałem :). Okeeeej… Fakt, Pokemony mocno przypominają rzeczywiste zwierzęta (na nich, zresztą, bazują). A jeśli chodzi o podbój świata to chyba tylko Mewtwo miał takie zapędy (a i on nie był do końca Pokemonem. I sam porzucił swe plany). Ale znów Autorka pokazuje swoją niewiedzę :). Bo w tym anime to akurat ludzie bywają źli - i wykorzystują Pokemony do złych celów. Ale tak jest łatwiej napisać. Kolejna osoba pisząca o jakimś „mistrzu”. Zapewne Autorka wzięła ten opis od pewnego (świętej pamięci już) kaznodziei… Źródło: Kwejk Nie rozumiem tego fragmentu, tak szczerze pisząc… Bo, jak rozumiem, taki Tom i Jerry (tak, nadużywam tego przykładu, ale nic nie poradzę ;)) są „bezpieczne”. I jak anime ma zaprzeczać bezpieczeństwu? Co to znaczy? Że jak się naoglądam DB to wszędzie będę widział Friezę albo innego Buu? Hmm… Źródło: downloadfeast.com Dooobra, daję sobie spokój. Autorka ma rację. Zabieram Pikachu, wsiadam do Daimosa i odlatuję. A jak spotkam po drodze Gucia to wypróbuję na nim Final Flash. Ech.. Dobrze, że to już koniec. Obiecany link: http://dzielneniewiasty.blogspot.com/2013/07/manga-i-anime-zagrozenia-cywilizacyjne.html A za tydzień będzie coś świątecznego :).
  10. @NomadP - z jakiegoś dziwnego powodu zapomniałem o wyborach w GTA IV :). Przy Francisie i Derricku zawsze miałem zagwozdkę - obaj byli siebie warci. Zazwyczaj zabijałem tego drugiego - w końcu Francis był szychą w policji, mógł się przydać.
  11. Zgadzam się z Tobą - niemniej lubię ten element w grach, choć jest, jak słusznie zauważyłeś, banalny. Z drugiej strony - pomyślałem o G3. Najlepiej to widać w ścieżce Beliara - Bezimienny, po długim czasie wojowania dla Innosa (w 1 i 2) uznaje "chrzanić króla, orkowie powinni rządzić!". Po czym Beliar (spoiler alert!) każe nam pozabijać orków, bo poszli za Xardasem-Adanosem, a nie za nim. Szkoda tylko, ze są zastępowani przez buntowników, ale co tam ;). W zasadzie tylko dlatego wybieram Instytut w F4 - niby są tymi złymi (w końcu porywają ludzi i przerabiają ich na roboty), ale, z drugiej strony, tej organizacji przewodzi syn głównego bohatera! Wiem, że jest to strasznie spłaszczone, ale hej - to tylko gra od Bethesdy :P. Żałuję, że nie mogę w niego zagrać - nie posiadam i w najbliższym czasie na pewno nie będę (może kiedyś się złamię? :P).
  12. Nieodłącznym elementem większości gier RPG są wybory moralne. W zasadzie to głównie RPG, bo takowe zaczynają się pojawiać też w innych produkcjach (nawet w GTA V). Ostatnio zastanawiałem się nieco nad tym – jakich wyborów dokonywałem w grze i dlaczego? Utarło się, że gracz najpierw idzie dobrą ścieżką. Ja jednak robię nieco inaczej – za pierwszym razem przechodzę tak, jak uważam za stosowne, a dopiero potem czytam „co zrobić, by mieć najlepsze/najgorsze zakończenie w…?”. Często też rozmyślam – kto tak właściwie ma rację? (UWAGA – spoilery!) Wprawdzie już kiedyś pisałem o Gothicu 3, ale sądzę, że warto to rozwinąć. Dlaczego założyłem, że buntownicy są tymi dobrymi? Tak, Innos i te sprawy, walka z okupantem… ale może to jednak orkowie mają rację? Oczywiście, że nie mają – to akurat kiepski przykład ;). Za to większą zagwozdkę miałem w Skyrimie, gdzie ścierają się dwie grupy – Legion - uważający, że kraina powinna być nadal częścią Cesarstwa - oraz Stromcloaks – uznający Skyrim za odrębne państwo. A temu wszystkiemu przyglądają się elfy… Napisałem, że miałem zagwozdkę? Owszem, ale tylko początkowo. W tym przypadku uznałem, że wybór jest oczywisty – Legion, ponieważ, moim zdaniem, zjednoczone Cesarstwo lepiej poradzi sobie w nadciągającej drugiej wojnie niż odrębne państewka. Ale czy na pewno? Cóż, z odpowiedzią poczekamy pewnie do TES VI… Źródło: ballmemes.com Zupełnie inny kłopot miałem z Fallout 4, gdzie do wyboru mamy cztery frakcje: Minutemenów – rodzaj milicji, chcą odbudować społeczeństwo po wojnie na zasadzie „ludzie dla ludzi” – Bractwo Stali – armia wyposażonych w technologię (często kradzioną) żołnierzy – Instytut – banda jajogłowych, którzy żyją pod ziemią i tworzą syntetycznych ludzi (porywając tych z powierzchni) – oraz Railroads – grupa, która za zadanie postawiła sobie uwolnienie syntetycznych od Instytutu… Źródło: 9gag.com I wiecie co? Na pierwszy rzut oka wygląda to następująco (od dobrej do złej): Minutemen –> BoS –> Railroads -> Instytut. Jednakże, po dłuższym czasie spędzonym z tą grą mam wrażenie, że wcale tak nie jest. Owszem, „minutowcy” (jak ich nazywam) mają wizję wspólnego życia w społeczeństwie i wzajemnej ochrony (głównie tych, którzy sami nie mogą się obronić) i są oni, bezsprzecznie, tymi dobrymi. Co jednak z resztą? Moim zdaniem drugą dobrą opcją jest Instytut. Fakt, tworzą oni syntetyczne wersje ludzi, ale nie widzą w tych robotach żywych istot – raczej narzędzia. Nie zapominamy też, że każdy z nich ma połowę (chyba) DNA naszej postaci. Dodatkowo, ich wizja sprowadzenia ludzkości pod ziemię wcale nie jest taka zła, szczególnie patrząc na to, jak wygląda powierzchnia. Railroads to banda przygłupów, którą Instytut przesadnie się nie przejmuje. Ale to nic przy Bractwie, które uważam za opcję najgorszą. Ich jedyną bronią jest, cóż, broń. Sami tworzą technologię, owszem, ale najczęściej próbują kraść cudzą. I Elder Maxon mnie zawsze irytował. Opuśćmy jednak gry Bethesdy, które nigdy nie słynęły z głębokich wyborów moralnych (choć w Fallout 4 długo myślałem) i przejdźmy do Wiedźmina 3. W tym przypadku od razu wiedziałem, że są trzy zakończenia, ale i tak robiłem wszystko po swojemu. Efekt był taki, że dostałem to, czego, w sumie, od początku chciałem – Ciri jako cesarzową Nilfgaardu. Dlaczego to, a nie życie wiedźminki? Cóż, najpierw stwierdziłem, ze króla Radowita trzeba się pozbyć, bo był szalony. Następnie jednak miałem wybór między Dijkstrą-kanclerzem a wolną Temerią. Źródło: kwejk.pl Tu wybór był dość nieoczekiwany dla mnie - musiałem zdecydować "na już". I wybrałem Vernona Rosha Czemu? Ponieważ w mojej rozgrywce Dijkstra nie udzielił mi wsparcia podczas oblężenia Kaer Mohren, bo nie pozwoliłem torturować Triss. Więc mu się odwdzięczyłem. Jednocześnie uważam, że cesarzowa Cirilla to najlepsze możliwe wyjście. owszem, Nilfgaard to "ci źli", ale mam wrażenie, że jest z nim tak, jak ze wspomnianym Instytutem - mają po prostu zły PR ;). Dodatkowo, wychowana przez Geralta i Yennefer oraz wspomagana przez ojca Zirael poradzi sobie z władzą i jej nie odbije. Oby. Rodzima produkcja miała jednak więcej wyborów, których dokonałem – więc nie pamiętam większości z nich ;). Najbardziej, chyba, zapamiętałem zadanie z zaginioną żoną i jej siostrą, która chciała mnie odwieść od poszukiwań. Cóż, po ujawnieniu prawdy oszczędziłem ją. Również wcześniejsza część - Zabójcy królów - dała mi kilka miejsc na przemyślenie swojego wyboru. Najgorszy był ten ostatni - zabić Letho czy go oszczędzić? W mojej jedynej rozgrywce nad tą kwestią głowiłem się dobre 10 minut. Poważnie! Ostatecznie jednak go zabiłem uznając, że zrobił zbyt dużo złego i do tego, na początku gry, wina za śmierć króla Foltesta spadła na Geralta. Kończąc, muszę napisać jeszcze o wspomnianym na początku GTA V. Pod koniec jest wybór czy zabić gangstera i mordercę Michaela czy psychopatycznego ćpuna Trevor, albo oszczędzić obu. Cóż, w tym przypadku wybór był oczywisty i za każdym razem jest. Oszczędzam obu, bo w końcu wszyscy trzej są bohaterami, nie? A jakie jest Wasze podejście do wyborów moralnych w grach? Piszcie w komentarzach :).
  13. No, dla mnie też :). Dlatego fajnie, że Toriyama wrócił do tworzenia kolejnych serii - choć, póki co, Zetka jest niedoścignionym wzorem ;). Jeszcze Gigi i W królestwie kalendarza!
  14. Pisałem - na starym Kąciku Yody ;). To jest reupload - jak większość wpisów na Nowym Kąciku Yody ;). Zwyczajnie szkoda mi tamtych moich tekstów, więc powoli je wrzucam na swoje miejsca. Ale to trwa, niestety... Edit - sam już zapominam o czym pisałem "tam" a o czym "tu" :P. Ten wpis był zamieszczony na siostrzanym blogu na bloggerze, a na oryginalnym był tylko link. O samym Dragon Ballu dużo pisałem na tym blogu - m.in. moje spojrzenie na Dragon Ball Super.
  15. A ja dołączyłem do akcji ;). W zasadzie to przez dwa lata prenumerowania pisma tylko raz zdarzyła się obsuwa - podejrzewam, że Poczta zwyczajnie zgubiła moją przesyłkę.
  16. Ja, jeszcze w gimnazjum, też bez przerwy oglądałem filmy gangsterskie :). Teraz nadal lubię do nich wrócić, ale już nie tak często :).
  17. Swego czasu uwielbiałem kino gangsterskie. Kasyno, Scarface, Ojciec chrzestny… Aż trafiłem na film Bonnie i Clyde z 1967 roku, w reżyserii Arthura Penna. Opowiada on historię autentycznej pary przestępców – Bonnie Parker (grana w filmie przez piękną Faye Dunaway) i Clyde’a Barrowa (Warren Beatty), których gang działał w latach 30. XX wieku w USA. Pod względem sprawności reżyserskiej utwór pozostawia wrażenie na widzach. Jednak kunszt operatorski niekiedy zawodził, co uwidoczniło się już w pierwszej scenie, w której łatwo można było dostrzec niepotrzebne cięcie. Takich nieudanych montażowo scen jest w filmie zdecydowanie za dużo i w mojej ocenie psuje to efekt końcowy i obniża poziom artystyczny i warsztatowy dzieła. Na początku film przypomina raczej komedię sensacyjną z elementami romansu niż dramat gangsterski. Widać, że dzieło powstało u schyłku pierwotnej popularności tego gatunku. Przekonanie, że mamy do czynienia z komedią towarzyszy nam od pierwszej sceny. Streszczając ją, trzeba przywołać słowa znanej piosenki, że młody mężczyzna z przeszłością spotyka piękną nieznajomą. Zakochują się w sobie. Rozumiem, że taka była historia autentycznych Bonnie i Clyde’a, ale w filmie gangsterskim motyw sentymentalny zupełnie nie pasuje. Co gorsza, bohaterowie przez dłuższy czas działają w konwencji komediowej. Mają pogodne twarze, dialogi między nimi są żartobliwe, a czyny raczej śmieszą widza, niż wywołują rozterki prawno-moralne. Dodatkowo film – jak na gatunek gangsterski - jest zbyt długi. Przykładowo - scena, w której Clyde Barrow napada na pusty bank, trwa kilka nieznośnie długich minut. Do tego wywołuje raczej śmiech, niż trwogę. Film nabiera rumieńców wraz z pierwszym zabójstwem. Dopiero wówczas można go uznać za prawdziwy dramat gangsterski. Źródło: http://lecinemadreams.blogspot.com Szkoda tylko, że do filmu dodano kilka całkowicie zbędnych scen. Na przykład ta, w której jakiś chłopak przynosi prowiant. I nic z tego nie wynika, brakuje związku z akcją. Może się wydawać, że autorom zabrakło pomysłu na zdynamizowanie filmu. Z całego dzieła można spokojnie wyciąć kilkanaście minut taśmy filmowej i nikt nie zauważyłby różnicy. Ba, taki zabieg spowodowałby zwiększenie atrakcyjności utworu. Film budzi również mieszane uczucia pod względem wartości etyczno-moralnych. Reżyser, scenarzysta, operator kamery, scenograf czy kostiumolog, a także sami aktorzy zadbali o powstanie więzi emocjonalnej między widzami a bohaterami obrazu. Więź ta jednak ma dwuznaczną wartość. Bonnie i Clyde, mimo prób pozyskania sympatii, nie wywołują u odbiorców pozytywnych uczuć. W tym miejscu pokuszę się o analogię z bohaterami innych filmów o tematyce gangsterskiej wyprodukowanych w amerykańskich wytwórniach filmowych. Warto tu przywołać co najmniej dwa przykłady: Ojciec chrzestny (1972) Francisa Forda Coppoli oraz Człowiek z blizną (1983) Briana De Palmy. Rodzinę Corleone, w tym niektórych jej członków, czy Tony’ego Montanę można było polubić, zaś Bonnie i Clyde są, jak trafnie określa ich jedna z postaci - „parą dzieciaków”. Po scenie bezsensownego zabójstwa bankiera chciałoby się rzec - para bardzo niebezpiecznych dzieciaków. Muszę przyznać, że z lekką ulgą ogląda się końcową scenę, w której oboje giną od policyjnych kul. Mógłbym nawet uznać tę scenę za najlepszą w całym filmie. Jeśli chodzi o inne postacie to przede wszystkim należy wymienić Gene Hackmana, który wcielił się w Bucka Burrowa – brata Clyde’a. Była to chyba jego pierwsza poważna rola i wypadł świetnie.. Jedynie dowcip opowiedziany przez niego był tak denny, że kawał Quentina Tarantino z Desperado wydał mi się przy tym arcyśmieszny. Duży ciężar spoczywał też na Michaelu J. Pollardzie, którego kreacja C. W. Mossa również zapada w pamięć. Odnośnie innych postaci to cóż – mogę powiedzieć z całą pewnością, że byli. Źródło:m www.flickr.com Największym atutem dzieła jest doskonale oddany klimat lat 30. Dobrze dobrane stroje i scenografia oraz nastrojowa muzyka sprawiają, że film dobrze się ogląda, mimo jego wad. Również gra aktorów stanowi filmowe mistrzostwo. Za ostatnią scenę, która jest bardzo autentycznie zrobiona, należą się twórcom brawa. Czas na podsumowanie. Pomysł na film był świetny – historia znanej pary gangsterów, oparta na opowieściach członków ich gangu. Szkoda tylko, że denerwujące niedoróbki i ogólna nuda fabularna doprowadziły do powstania utworu, który nie przetrwał próby czasu. Bowiem o ile w 1967 roku film dostał dwie statuetki Oscara i szereg nominacji, nie wspominając już o innych nagrodach, teraz nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Moja ocena końcowa to 3,5/6.
  18. A co - jakiś gorszy jestem? Wykupywałem prenumeratę, bo mi się opłącało (jeśli dobrze pamiętam wychodziło mi, że jeden numer mam za free). Zmiana ceny mnie zaskoczyła i pewnie bym ją przełknął, gdyby nie fakt, że na początku była mowa o "rekompensatach dla prenumeratorów". Odnośnie Bauera - wyszli z tego z twarzą i nie mamy co narzekać.
  19. Heh, sorry, źle zrozumiałem ;). "Dzień dobry, w związku z obniżką ceny sklepowej magazynu "CD-Action" z 16,99 złotych na 9,99 złotych oraz obietnicą rekompensat dla prenumeratorów (wspomnianą w mailu przesłanym przez Państwa w dniu 28.08.2018 r.) chciałbym zapytać, czy mógłbym uzyskać informację w tej kwestii. Nadmienię, że mam wykupioną prenumeratę od numeru 3/18 do 2/19. Serdecznie pozdrawiam"
  20. Od 3/18 do 2/19 - czyli zostały mi jeszcze dwa numery z tej prenumeraty. Policzyli mi za numery 10, 11 i 12 - dlatego czekam z decyzją, by zobaczyć czy numer 1 i/lub 2 też nie będą tańsze.
  21. Piszcie do Bauera - mi zaproponowali albo zwrot za nadpłacone numery (w tym momencie wychodzi mi jakieś 20 złotych) albo odjęcie tej kwoty od kosztu następnej prenumeraty. Chyba wybiorę to drugie :).
  22. Odpowiem za siebie - doskonale zdaję sobie sprawę, że redakcja nie ma nic do tego, że "starzy" prenumeratorzy wciąż nie dostali rekompensat - i myślę, że nikt tutaj nie uważa inaczej. Niestety, deklaracja, że "coś będzie" pojawiła się na cdaction.pl i od tamtej pory cisza - ze strony wydawcy, naturalnie. Nie dziw się więc, że niektórzy czują się skrzywdzeni i wypisują swoje (słuszne) żale tu, na Forum Actionum, w dziale poświęconym nam - prenumeratorom. Ja czekam na mailową odpowiedź od Bauera - jeśli nie odezwą się do poniedziałku to do nich zadzwonię. I każdemu, kto chce rekompensaty radzę zrobić to samo.
  23. Nowy numer dostałem dzisiaj.
  24. Posłuchałem Twojej rady i właśnie do nich napisałem ;).
×
×
  • Create New...