-
Zawartość
556 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Hellspawn
-
Fanom wyzgernych gadżetów za free (podkreślam: za free! ), polecam odwiedziny Games World w poznańskim Starym Browarze. Powystawiali tam na ladę serię naprawdę zacnie wykonanych pocztówek, które zgarnąłem wczoraj w ilościach hurtowych. Myślę, że punkty sklepu w Warszawie, Rzeszowie i Łodzi również powinny być wyposażone w ten drobny gadżet. Na zdjęciach poniżej zobaczyć możecie sobie, jak to się w zasadzie prezentuje. A co się będę, poprzypinam sobie to tu, to tam: Zdjęcie No.1 Zdjęcie No. 2
-
Dlaczego gracie na konsolach, a nie na PC
temat odpisał Hellspawn na Dives w Ogólnie o Grach (PC i Konsole)
Wiele lat grałem na PC. Mego kompana zdradziłem dla większej ilości cali na ekranie, wygodnej sofy i pada w ręku, który pozwala mi na wygodniejsze ułożenie dłoni podczas grania, aniżeli osławiony "miecz i tarcza". Na PC gram już tylko w produkcje z gatunku RPG. Czasami szkoda wodotrysków na ekranie, ale nie martwię się o łatki, że "nie pójdzie" albo że "będzie ciąć". Ostatecznie, nie żałuję zmiany obozów. -
Ostatnio na świeżo zainstalowałem sobie pierwszą część. Jedyś, toż to nieśmiertelna produkcja. Niemniej, po cichu tupię nogami na "dwójkę" i Noc Kruka, na którą to mam wszelki zamiar rzucić się zaraz po finale w Górniczej Dolnie. Z jednej strony smuci mnie fakt, że żadna z następnych części (ani klimatycznie powiązany Risen) nie połamał mnie tak jak i pierwowzór, z drugiej zaś - to naprawdę gra wiecznie żywa, do której wrócić mogę zawsze. Po cóż mi więc kontynuacje?
-
Na Allegro odnaleźć można jeden egzemplarz Edycji Kolekcjonerskiej God of War: Wstąpienie, z klawą (według mnie), liczącą 20 cm (to tyle, co Kozak z Future Soldier) figurką Kratosa. Wystawiona została za 399 zł, co przy 76 funtach na amazonie nie jest jeszcze takim wielkim zdzierstwem. Capnąłem sobie jeden egzemplarz. EK poleci z Anglii, pełny opis udostępniony na aukcji wygląda tak: Edycja Kolekcjonerska zawiera : 8-calową statuetkę Kratosa - pudełko Premium Steelbook - cyfrowa wersja ścieżki dźwiękowej gry - dynamiczny motyw do PS3 - paczka awatarów do PSN - odblokowanie podwójnego XP do multiplayera - wejściówka do przyszłych DLC
-
Osobiście, najnowszego DmC darzę ogromnym uczuciem. Paradoksalnie, przez cały swój okres produkcji tak naprawdę nie wiele mnie obchodził. Lubię slashery, świetnie bawiłem się przy poprzednich częściach serii, ale zdarzyło mi się też delikatnie pochwycić swój czerep, kiedy to po raz pierwszy zetknąłem się z nowym wizerunkiem Syna Spardy. Nie utożsamiając się jednak zbytnio z tzw. "Starą Gwardią", murem stojącą za dawnym Dante i jego stylówą, zdecydowałem się sprawdzić, czy diabeł dostający cięgi od jego nowej wersji wciąż może jeszcze zapłakać. Czy było warto? Oj było! Najnowszy Devil to dla mnie, przede wszystkim, naprawdę satysfakcjonujący slasher, którego szkoda byłoby pominąć w związku z różnicami względem poprzednich części. Jak już wspomniałem, lubiłem je, ale za gotycko-średniowiecznym settingiem uniwersum płakał raczej nie będę. Diabeł chyba też nie
-
Tak, mnie też przedstawiony powyżej filmik nastawił nieco pozytywniej do samej kolekcjonerki. Do premiery sporo czasu, więc któż to wie.
-
A ja jakoś tak mam, że w wszelkiej maści grach RPG, czy też tych o RPG'owym posmaku (a za takie produkcje uważam te z serii Mass Effect) najważniejszy jest ten, hm, "pierwszy raz". Tj. gram zawsze kolesiem, co bym to mógł najzwyczajniej w świecie się z prowadzoną postacią utożsamić, a przy wyborach kieruję się swoim własnym sumieniem. Innymi słowy - gram tak, jakbym to ja był Shepardem Minusem takiego systemu jest to, że nie mam później ochoty na drugie podejście. W każdej ME końcówka w pełni mnie satysfakcjonowała i dzielnie przenosiłem swoje save'y (a z nimi konsekwencje podejmowanych decyzji) na kolejne części. Ustalam taki swój "one shot" na wszystko - to się dzieje teraz i tylko teraz, to jest moja historia i pomyślne zakończenie misji leży w pełni na moich barkach. Jeśli ma być dobrze, muszę dać z siebie wszystko. Grając za drugim razem, nie czuję już tej więzi z tytułem. Ba, nie chce mi się nawet sprawdzać alternatywnych ścieżek rozwoju fabuły (te, razem z zakończeniami, sprawdzam potem na youtube), bo po prostu nie czuję, że podejmowane decyzje są "moje". Robię coś na siłę i tak ważna dla mnie bańka immersji pęka. Jedyne, czego mi w tym miejscu szkoda, to że z własnej woli wycinam potężny fragment gry jak i ogrom pracy włożony przez twórców w jego produkcję. Chociaż któż to wie, może kiedyś sprawdzę, jak to jest grać "Shepardówą"
-
Z racji tego, iż ostatnio naprawdę solidnie wzięło mi się na wspominki o Morrowindzie, wywinąłem mały felieton o tej, według mnie, najpiękniejszej części The Elder Scrolls. Grałem w tą część z dobre dwa i pół roku, non stop, dzień w dzień. Co prawda wiele dołożył słynny Construction Set, ale ta produkcja to i tak dla mnie geniusz w czystej postaci. Krew mnie zalewa, że na Skyrima nie potrafię znaleźć już tyle czasu.
-
Ja mam takie krótkie pytanko - zastanawiam się nad zakupem ostatniego BF'a na Xboxa360, ale boję się poziomu oprawy graficznej na konsolach. O domowym piecu nawet nie myślę, bo ten nie poradzi sobie już dzisiaj z uciągnięciem tej pozycji na chociażby przyzwoitych detalach. Coś mi się kojarzy, że trzeciego Battlefielda można sobie na dysku konsoli zainstalować, co jednocześnie podnosi jakość tekstur w samej grze. Prawda to? Jak duży jakościowy skok w kwestii oprawy można wtedy doświadczyć? Pierwotnie całość strasznie rani moje oczy, a pograć, bym pograł
-
Yaperze, no coś ty? Ale to chyba nie swój ukochany egzemplarz, a jakąś dodatkową wersję? Silnie kojarzysz mi się z miłością do Forzy, Horizon nie przypadł ci do gustu? Gdyby ktoś mnie spytał, ta gra to spełnienie moich wyścigowych marzeń. Najbardziej cenię w niej chyba fakt, że do szpiku kości przesiąknięta jest klimatem - czymś, o co w zasadzie ciężko w grach koncentrujących się na zmaganiach dwuśladów. Polonez Caro w nowej części FM? Meh want!
-
Nie jestem już dzisiaj pewien, czy o tym konkretnym pomyśle dane mi było tu wcześniej napisać, ale już tłumaczę o co chodzi. Dawno, dawno temu, w głowie wykształcił mi się koncept pewnej nietypowej gry wyścigowej. Nie miałem pomysłu na tytuł, fabułę ani głównych bohaterów - jedynie uniwersum, w którym wspomniane wyścigi miałyby się odbywać oraz podstawowe założenia rozgrywki. Zasadniczo, gra miała być lekką wariacją świata Transformerów. W tym wszechświecie jednak, zamieszkujące go roboty nie miały mieć parcia na ciągłe odbieranie sobie życia, a na wesołe wyścigi właśnie. Pomimo występujących w produkcji dopałek, broni czy chwilowo zwiększających prędkość płyt tytuł nie charakteryzowałby się kartingowym modelem jazdy ani zawrotną prędkością WipEout'a. Bardziej celowałbym w to, co oglądać możemy w serii NfS, gdzie wciąż czujemy ciężar prowadzonej maszyny, a wejście w drift nie jest przy tym wysiłkiem nie z tej Ziemi. Największą potęgą mojego niedoszłego hitu byłaby konieczność transformowania rywalizujących ze sobą robotów. Wyobraź sobie, że pędzisz futurystyczną furą po wysokim moście, gdy ten nagle postanawia zakończyć się nieprzyjemnym urwiskiem. Gracz mógłby w tym momencie transformować się w łódź i kontynuować wyścig w morzu lawy poniżej, bądź przejść w formę odrzutowca i zmierzać ku wygranej w powietrzu. Tak, wiem. Sonic All-Stars Racing Transformed. To przez niego tu jestem. Ukradli mi pomysł normalnie, no. Zresztą, u mnie mogło być ambitniej - przechodzenie w poszczególne formy odbywałoby się na polecenie gracza, a nie zgodnie z widzimisię tytułu. Spóźnienie się z transformacją groziłoby destrukcją pojazdu bądź wytraceniem prędkości. Wszystkie przejścia byłyby oczywiście diablo szybkie, płynne i widowiskowe. Wiadomo. Ponadto, gra cechowałaby się wieloma odnogami w drodze do mety, chociaż nie udało mi się wymyślić, jak zakazać grającym ciągłego przebywania w formie samolotu. Myślałem o tym, by wszystkie pojazdy były jednakowo szybkie, ale różniły się stopniem wytrzymałości. Odrzutowce mogłyby być słabiej opancerzone, co ułatwiałoby samochodom bądź tym pływającym na łatwiejsze strącanie asów przestworzy. Myślałem też o formie motoro-podobniej i dodaniu wąskich fragmentów tras, przez które tylko jednoślad dałby radę się przecisnąć. Jak widać, na tym polu jeszcze wiele było do przemyślenia. Ale dzielę się ideą, bo się zbulwersowałem
-
To fakt, koleś jest zdecydowanie zbyt pakierny. W ubiciu pomagają serie po czerepie, ale wciąż zalatuje tu lekką przesadą. Kiedyś, jedyne co mi zostało, to rzucanie mu pod nogi ładunków C4. Wykorzystałem wszystkie, on kroczył dalej. Rozumiem, że rozgrywka nastawiona jest na czterech, ale wciąż...
-
Za Chiny nie wychodzą mi chwyty na moim akustyku. Ćwiczę sobie głównie na prostych utworach, gdzie liczba wymaganych akordów nie przyprawia o zawrót głowy, ale i tak przeskakiwanie między najprostszymi chwytami stanowi dla mnie wyzwanie nie z tego świata. Dla zachowania resztek swojej godności, wolałbym nie zdradzać, ile się już tak spinam. Czy jako osoba niewątpliwie bardziej rozgarnięta muzycznie niż ja, uważasz, że mam się nie przejmować i praktyka czyni mistrza, czy może jest to coś, czego przeskoczyć już nie będę w stanie? Byłem świadkiem paru klęsk, w których osoby o naprawdę niezłym słuchu i wyczuciu rytmu darować musiały sobie dalszą naukę, bo śmiganie po gryfie czy robienie istnych szpagatów palcami nie bardzo im wychodziło. Myślisz, że grać może nauczyć się każdy i to w dowolnym wieku?
-
W zasadzie ciekawi mnie ta sytuacja. Ok, sama kolekcjonerka moje oko cieszy, nie ukrywam, że jest atrakcyjna wizualnie i tak dalej, ale prawda ta nie przekłada się na jej cenę. Tymczasem, hajp się pompuje i nagle robi się z tego pożądany przez ludzi biały kruk (lub przynajmniej coś bardzo bliskiego temu statusowi). Od czasu do czasu regularnie patrzę na dostępność i ceny Vault Hunters czy Ultimate Loot Chest Borderlands 2 i też ogarnąć sprawy nie potrafię. Ładne to, fajne to, ale cena? Już nie koniecznie. A hajs, jaki krzyczą sobie za te kolekcjonerki, astronomiczny. ---- Dev Team Edition Dead Space'a 3 wisiał jakiś czas temu na Allegro za ok. 500 zł. Ciekawostka - bez gry. Spasowałem.
-
Pierwsza część to dla mnie prawdziwie kultowy tytuł. Przedzierania się od jednej wioski do drugiej, w celu niesienia lokalnym mieszkańcom wolności, nie zapomnę już chyba nigdy. Po każdym udanym wyswobodzeniu uciśnionych, wśród zgliszczy wrogich pojazdów i okazyjnych wybuchów, przybijaliśmy sobie z kumplem tzw. Pionę Zwycięstwa, by z okrzykiem Viva La Revolución na ustach gnać do następnego outpostu. Nie wiem, czy błędy jakie napotkałem się w drugiej części gry, są domeną wersji konsolowej, ale ta okazała się dla mnie totalnie niegrywalna. Hak nie zawsze zaczepiał się o namierzony pojazd, czasami rozłączał się, kiedy uznawał to za stosowne i ogólnie działał sobie radośnie według własnego widzimisię. Koniec końców, mojego JC2 na PlayStation 3 zmuszony byłem odsprzedać, ze szczerym smutkiem w sercu (wymieniona sytuacja z hakiem nie była jedynym problemem). Pobierałem łatki, rozpoczynałem grę od nowa - nic. No i ten Rico, z pociesznego latino lovera przemieniony w typowego, zatwardziałego buca a la (h)amerykańskie kino akcji. Być może moją przygodę z Just Cause 2 rozpocznę kiedyś jeszcze raz, tym razem na PC. Szczera miłość, jaką wciąż darzę część pierwszą zardzewieć przecież nie może
-
Świetna gra i basta - jeszcze się troszkę ze sobą sprzeczam w środku, ale ostatecznie wybrałbym ją jako mój numer jeden 2012 roku. Nie wiem skąd brała się we mnie ta dzika determinacja, by wspiąć się na wszystkie wieże, wyczyścić wyspę z piratów czy bawić się w crafting, którego nigdy w grach nie trawiłem, ale od najnowszego Far Cry'a po prostu nie mogłem się oderwać. Widząc oprawę audiowizualną tej produkcji, rozmiar wyspy, pieczołowitość jej wykonania, rzeczy które można na niej robić, ale też i samą ścieżkę fabularną, nie mogę ogarnąć ogromu pracy, jaki włożony został w ten tytuł. Dla mnie to nie tylko cudo w obliczu poprzednich części serii (w życiu bym nie zgadł, że FC dokona takiego jakościowego skoku), ale i również genialna produkcja jako reprezentant gatunku FPS'ów w ogóle. Long live hybrydy strzelanek i RPG'ów?
-
Ja EK Ni No Kuni jednak wycofałem - gdybym załapał się tą za 300 zł, byłoby gites. 360 zł już tak wesoło nie wygląda. Nie ukrywam, książka jest po prostu prześliczna, ale bulenie za nią dodatkowych 160 złociszy nie bardzo mi odpowiada. Tak, to prawda - do tej puli doliczyć należy jeszcze bardzo ładne pudło zbiorcze i pluszaka, ale koniec końców - na półce bym go raczej nie postawił. Przy okazji, filmik zdradził też niewielki rozmiar maskotki. W sumie moja wina, bo wmawiałem sobie, że będzie większa.
-
Witam miłych Panów! Wiem, wiem, ostatnio znów mało tutaj wpadam, ale jako że dane było mi przygotować pewną ciekawą informację, to sobie pomyślałem, że warto się nią z Wami podzielić. Pod tym linkiem odnajdziecie najnowsze informacje o EK The Last of Us - zarówno tych przygotowanych na europejski, jak i amerykański rynek (kolejno The Last of Us Joel i Ellie Edition, Survival Edition i Post-Pandemic Edition). News jest mojego autorstwa. Miłej lektury! ------------------------- No i chciałem przyszpanować newsem, a wszyscy mnie ubiegli
-
Przeglądając Ultimę w jej kategorii gadżetów z serii Assassin's Creed, natrafić można się na pewien portfel. Gdyby ktoś zastanawiał się, czy warto go nabyć, oto jak prezentuje się on w realu: [ciach] Zapoznaj się z zasadami pisania postów - część o wstawianiu obrazków do postów. - Turambar Poza tym, wreszcie udało mi się zdobyć Edycję Szaleńca. W wersji na Xboxa360, nową, w folii, wylicytowałem właśnie na Allegro za 202 zł. Nie wiem, czy to prezent od Mikołaja, bo również dzisiaj dotarło do mnie ponaglenie o uregulowanie długu (108 zł) za nieopłacone parkingi w Poznaniu. Wesołych Świąt, ludziska P.S Internety sadzą dzisiaj u mnie takie wiksy, że po prostu nie mogłem wgrać więcej zdjęć. Nadrobię na dniach!
-
No, nieźle stary, zamawiam ekstra zdjęcia, gdy już dotrze! Must see! Nie wytrzymałem i kupiłem tego Prototype'a 2 w edycji Blackwatch (ostatnia sztuka z 4 na Allegro). W sumie warto było czekać i olać tą grę podczas premiery (a w szczególności podjar Edycją Radnet...). Na ten rok chciałbym już tylko wyczaić Far Cry'a 3 w tym nieszczęsnym, Szalonym wydaniu, ale chyba będzie to niemożliwe. W styczniu po portfelu pojedzie mi Ni No Kuni, w lutym Crysis 3, w marcu zaś Bioshock. A gdzie tu kabona na Tomb Raidera, najnowszego Splinter Cella, Dead Space'a 3 i Devil May Cry... "Módlma" się, żebym znów panikował nad wyraz.
-
Podpowie mi ktoś na szybko na którego w końcu ustalona jest data premiery najnowszego Bioshocka? Wszędzie sklepy straszą mnie lutym, ale cosik mi się kojarzy, że Yaper wspominał o przesunięciu na maj...
-
Ja ciągle czekam i w zasadzie od wczoraj obrałem już punkt widzenia zaprezentowany przez Groteskę parę postów wyżej. Dotrze do mnie - gites. Nie dotrze - też gitara.
