Skocz do zawartości

Hellspawn

Forumowicze
  • Zawartość

    556
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez Hellspawn


  1. Yaper, chciałbym zarazić się Twoim punktem widzenia, bo sam nie wiem, czy wyrobię z kaboną na premierę (no, chyba, że znów ją przemieszczą :) ). EK Revengeance i Wstąpienia kasują mnie na najbliższy czas całkowicie, głównie ze względu braku potencjalnych "fuszek" na horyzoncie. Niemniej, Songbird Edition nie potrafię sobie odmówić. Shait, I'm addicted.

    Tak swoją drogą - czy Unboxers już wystartowało?


  2. Macklemore & Ryan Lewis - The Heist.

    Pojawił się znikąd, opętał mnie do reszty. Poza medialnym i luzackim

    , w przypadku tej płyty koniecznie zapoznać trzeba się jeszcze z Wing$ oraz Same Love. Absolutne mistrzostwo świata, chociaż niemal każda piosenka trzyma tutaj bardzo wysoki poziom. Polecam!

  3. Nowy numer nie uderzył mnie tak pod względem ciekawych recenzji jak i jego poprzednik (tylko trzeci Crysis ratuje tutaj sprawę), ale w temacie felietonów i publicystyki to już absolutne mistrzostwo świata. Co więcej, chyba pierwszy raz od nie wiem kiedy zarzucę płytą do napędu (obym tylko trafił) - Sniperem nie mam zamiaru pogardzić. Dziękować, Panowie!


  4. Za starych, starych czasów - do 18 godzin dziennie przy The Elder Scrolls III: Morrowind. Dzisiaj ciężko jest mi wysiedzieć 2h bez wstawania i szczerze się z tego raduję. No, chyba, że jakaś gra naprawdę mnie wciągnie, chociaż i w tym przypadku nie będę w stanie nawet zbliżyć się do starych rekordów (ponownie, dzięki ci Panie za to). 6 godzin to absolutny max.


  5. Gdzieś w szafie leży mój niesamowicie oryginalny, biało-brązowy Pegasus. Nie wiem skąd go wyrwałem i czy faktycznie jest taki niesmowity jak mi się zdaje, ale nikt z moich znajomych nie potrafi rozkminić jego kolorów ("skąd takiego masz?"). Niestety nie za bardzo sprawny, co dodatkowo rani moje serducho.

    Poza tym, jest jeszcze mój 14-letni PSX. Dwa miesiące temu zmuszony zostałem do wymiany lasera i była to pierwsza w historii naprawa tego sprzętu. Kocham mojego szaraczka ponad życie. Nie, naprawdę :)

    Nieco nad nim, Sega Mega Drive II, a razem z nią Sonic the Hedgehog 2. Wyrwane na jednym z targów rupieci w Hamburgu. Któż to wie kiedy ;)

    Z drugiej strony jest moja dziewczyna i jej równie kochane co mój PSX Nintendo64. Poza tym, w jej kolekcji znajdzie się również Gameboy, Gameboy Color i Gameboy Advance. Oboje mamy również PSP, ale czy to "przenośne PS2" kwalifikuje się już jako "stara konsola" - głowy nie dam. :)


  6. Grubo - zarówno pod względem ilości, jak i ceny. Właśnie ze wzlędu na nią wątpię jednak, by ktoś się na to rzucił. Z drugiej strony - gdybym ja miał sprzedać całą swoją kolekcję, sprzedałbym i chyba część swojego serca. I jak dalej żyć?

    Przeprowadziłem mały wywiad i nabyłem limitkę Revengeance. W czwartek spodziewajcie się pokazu i recenzji na moim profilu.


  7. Ależ mi ostatnio mój kochany PS3 plaskacza w mordę wymierzył, niech go przysłowiowe kule biją. Szczerze kocham konsolę, której poprzednik i dziadek dołożył swoich starań w wychowaniu mojej pokracznej persony, ale ostatnia akcja z trofeami w Battle Royale to już lekka przesada. Być może jest to zemsta za wywyższenie swego czasu (kto wie, czy nie w tym samym temacie) sprzętu do grania od Microsoftu - jeśli tak, to powiedzmy, że zasłużona.

    Nie wiem czy ktoś z Was miał podobny problem, ale cross-play pomiędzy Vitą o PlayStation 3 nie zdaje się działać do końca tak, jak i powinien. Sytuacja maluje się następująco - odpalam sobie świeżo zakupione PlayStation All Stars Battle Royale na stacjonarnym "pleju", zdobywam 7 procent podpiętych pod tytuł "aczików", by następnie wyruszyć na dość długi czas w teren, kontynuując rozgrywkę na nowym handheldzie Sony. Nie zrażam się, że zdobyte wcześniej trofea muszę zbierać od nowa - pewnie było trzeba grę zsynchronizować, czy coś w podobnym guście. Gram sobie więc tak radośnie i gram, dobijając do 80 procent osiągnięć, wykonuję synchronizację z PS3 i co się dzieje? Zdobyte 7 procent w domu ciągle widnieje na liście trofeów mojego konta, by obok nich system umieścił dziwne 73 % odblokowane na Vicie. Chyba nie tak to miało wyglądać, bądź przynajmniej nie tak to sobie wyobrażałem - myślałem, że osiągnięcia w jakikolwiek sposób się podsumują, a tutaj nie dość, że zapisały się po raz drugi, to jeszcze nie w takiej postaci, jak powinny. Ręce normalnie opadają.


  8. Pierwszy Risen był dla mnie troszkę nijaki - niby czuć tam ducha pierwszych Gothiców, ale ostatecznie brakowało tego "czegoś", co nadałoby temu konkretnemu tytułowi prawdziwej iskry. Tak sobie w duchu cicho myślę, że wystarczyłoby mi usłyszeć lektorów kojarzących się z postacią Diego, Lee, Gorna czy kochanego Bezimiennego. Dwójka o brak charakteru martwić się już nie musi, chociaż jak bawić się w piratów, to tylko w Nocy Kruka. Cóż począć - taki ze mnie sentymentalny dziad smile_prosty.gif Im bliżej drugiemu Risenowi było do napisów końcowych, tym na ekranie doświadczałem coraz to większej kaszany, głównie za sprawą wspomnianych już w temacie kompletnych rozbieżności pomiędzy tym, co możemy przeczytać, a tym co postacie właściwie gaworzą (ponownie, często totalnie bez sensu). Za serię wciąż trzymam jednak kciuki i wierzę, że przyjdzie jej jeszcze kiedyś prawdziwie rozwinąć swoje oldschoolowo-rpg'owe skrzydła - może też i z mniejszą ilością baboli ;)


  9. Panowie, orientujecie się może w temacie wysokości figurki Raidena w Limited Edition Metal Gear Rising: Revengeance? Przypadkiem natknąłem się na nią przeglądając Ultimę, i ślinka pociekła, albowiem Zavvi tą samą edycję próbowało opchnąć za 99 funtów. Figurka prezentuje się naprawdę zacnie, ale na pewnym zagranicznym forum ktoś rzucił hasłem zaledwie 16 centymetrów. Jak dla mnie to jednak trochę za mało, by wydrapywać z portfela dodatkowe 200 zł... Co więcej, Limited Edition, poza naprawdę ślicznym pudłem zbiorczym i DLC, nie chwali się nawet standardowym już dzisiaj steelbookiem. I się tak głowię - warto, nie warto? Gdyby Raiden urósł do przynajmniej 21 centymetrów, pewnie bym się skusił. W obecnej sytuacji, mam zagrychę.


  10. <ciach>

    Jestem gotów podpisać się nieomal pod każdym z wymienionych powyżej uwag. I wiecie co? Dalej jestem skory polecić Dead Space'a 3. Tak, rozgrywka jest powtarzalna, często biegamy po tych samych lokacjach, mikrotransakcje to jakieś nieporozumienie a lotów w próżni czy podróżowania po zdezelowanych stacjach kosmicznych jest tu zdecydowanie zbyt mało. Nerkomorfy straszą jeszcze gorzej niż kiedyś, fabuła ssie a z horroru zostało tu już tyle, co nic. Skłamałbym jednak pisząc, że najnowsza odsłona wesołych perypetii Issaca Clarke?a nie dostarczyła mi sporej ilości frajdy płynącej z rozgrywki, nie urzekła mnie oprawą audiowizualną bądź w jakikolwiek sposób odepchnęła mnie do tego stopnia, że gotów byłbym ją zdeptać. Szczerze chciałbym, by seria powróciła jeszcze kiedyś na swoje pierwotne, survivalowo-horrorowe tory - w międzyczasie zaś, nie mam zamiaru ukrywać, że Dead Space 3 to i tak dobra pozycja, z którą warto jest się zaznajomić. Samo strzelanie zostało zrealizowane tu w poprawny i satysfakcjonujący sposób, od czasu do czasu natknąć możemy się na w pełni opcjonalne a wciąż ciekawe side-questy, a gra z partnerem to już zupełnie inna para absolutnie wygodnych kaloszy. Pomimo ewidentnych wad, po Dead Space'a 3 warto jest sięgnąć i uważam, że nie powinno oceniać się go z perspektywy czegoś, czym już nie jest.

    Nie cytuj poprzedniego posta w całości. - Bronek

    • Upvote 1

  11. Fanom wyzgernych gadżetów za free (podkreślam: za free! :D ), polecam odwiedziny Games World w poznańskim Starym Browarze. Powystawiali tam na ladę serię naprawdę zacnie wykonanych pocztówek, które zgarnąłem wczoraj w ilościach hurtowych. Myślę, że punkty sklepu w Warszawie, Rzeszowie i Łodzi również powinny być wyposażone w ten drobny gadżet. Na zdjęciach poniżej zobaczyć możecie sobie, jak to się w zasadzie prezentuje. A co się będę, poprzypinam sobie to tu, to tam:

    Zdjęcie No.1

    Zdjęcie No. 2


  12. DmC: Devil May Cry - mega dobry slasher i basta. Jeśli ktoś przekreśla go tylko ze względu na różnice w stosunku do poprzednich odsłon z serii, popełnia spory błąd.

    Dead Space 3 - początek sadzi więcej oskryptowanych, efekciarskich akcji niż niejedno Call of Duty. Czy to jeszcze horror, czy już shooter? Nie ważne, bo to piekielnie klimatyczna, satysfakcjonująca gra jest!

    Ni No Kuni - nie przepadam za RPG'ami rodem z KKW. Kunuś kupił mnie po całości. Nie wiem czy to oprawa, czy delikatne zerwanie z regułami turowych walk, a może "Pokemony" - bawię się przednio!

    LittleBigPlanet Karting - nie jest tak źle, jak się obawiałem, ale też nie tak przednio, jak w duszy miałem nadzieję. Idealne na krótkie, relaksujące sesje. No i cena w okolicach 90 dych.


  13. Wiele lat grałem na PC. Mego kompana zdradziłem dla większej ilości cali na ekranie, wygodnej sofy i pada w ręku, który pozwala mi na wygodniejsze ułożenie dłoni podczas grania, aniżeli osławiony "miecz i tarcza". Na PC gram już tylko w produkcje z gatunku RPG. Czasami szkoda wodotrysków na ekranie, ale nie martwię się o łatki, że "nie pójdzie" albo że "będzie ciąć". Ostatecznie, nie żałuję zmiany obozów.


  14. Ostatnio na świeżo zainstalowałem sobie pierwszą część. Jedyś, toż to nieśmiertelna produkcja. Niemniej, po cichu tupię nogami na "dwójkę" i Noc Kruka, na którą to mam wszelki zamiar rzucić się zaraz po finale w Górniczej Dolnie. Z jednej strony smuci mnie fakt, że żadna z następnych części (ani klimatycznie powiązany Risen) nie połamał mnie tak jak i pierwowzór, z drugiej zaś - to naprawdę gra wiecznie żywa, do której wrócić mogę zawsze. Po cóż mi więc kontynuacje? :)


  15. Na Allegro odnaleźć można jeden egzemplarz Edycji Kolekcjonerskiej God of War: Wstąpienie, z klawą (według mnie), liczącą 20 cm (to tyle, co Kozak z Future Soldier) figurką Kratosa. Wystawiona została za 399 zł, co przy 76 funtach na amazonie nie jest jeszcze takim wielkim zdzierstwem. Capnąłem sobie jeden egzemplarz. EK poleci z Anglii, pełny opis udostępniony na aukcji wygląda tak:

    Edycja Kolekcjonerska zawiera :

    8-calową statuetkę Kratosa

    - pudełko Premium Steelbook

    - cyfrowa wersja ścieżki dźwiękowej gry

    - dynamiczny motyw do PS3

    - paczka awatarów do PSN

    - odblokowanie podwójnego XP do multiplayera

    - wejściówka do przyszłych DLC


  16. Osobiście, najnowszego DmC darzę ogromnym uczuciem. Paradoksalnie, przez cały swój okres produkcji tak naprawdę nie wiele mnie obchodził. Lubię slashery, świetnie bawiłem się przy poprzednich częściach serii, ale zdarzyło mi się też delikatnie pochwycić swój czerep, kiedy to po raz pierwszy zetknąłem się z nowym wizerunkiem Syna Spardy. Nie utożsamiając się jednak zbytnio z tzw. "Starą Gwardią", murem stojącą za dawnym Dante i jego stylówą, zdecydowałem się sprawdzić, czy diabeł dostający cięgi od jego nowej wersji wciąż może jeszcze zapłakać. Czy było warto? Oj było! Najnowszy Devil to dla mnie, przede wszystkim, naprawdę satysfakcjonujący slasher, którego szkoda byłoby pominąć w związku z różnicami względem poprzednich części. Jak już wspomniałem, lubiłem je, ale za gotycko-średniowiecznym settingiem uniwersum płakał raczej nie będę. Diabeł chyba też nie :)


  17. Co do pana/pani Shepard i ogólnie płci w rpg to przy pierwszym przejściu zawsze wybieram pana. Wtedy o wiele łatwiej mi się wczuć a to przy pierwszy podejsciu do rpg-a dla mnie podstawa. Jak gram drugi raz w tedy zdecydowanie pani smile_prosty.gif

    A ja jakoś tak mam, że w wszelkiej maści grach RPG, czy też tych o RPG'owym posmaku (a za takie produkcje uważam te z serii Mass Effect) najważniejszy jest ten, hm, "pierwszy raz". Tj. gram zawsze kolesiem, co bym to mógł najzwyczajniej w świecie się z prowadzoną postacią utożsamić, a przy wyborach kieruję się swoim własnym sumieniem. Innymi słowy - gram tak, jakbym to ja był Shepardem :) Minusem takiego systemu jest to, że nie mam później ochoty na drugie podejście. W każdej ME końcówka w pełni mnie satysfakcjonowała i dzielnie przenosiłem swoje save'y (a z nimi konsekwencje podejmowanych decyzji) na kolejne części. Ustalam taki swój "one shot" na wszystko - to się dzieje teraz i tylko teraz, to jest moja historia i pomyślne zakończenie misji leży w pełni na moich barkach. Jeśli ma być dobrze, muszę dać z siebie wszystko. Grając za drugim razem, nie czuję już tej więzi z tytułem. Ba, nie chce mi się nawet sprawdzać alternatywnych ścieżek rozwoju fabuły (te, razem z zakończeniami, sprawdzam potem na youtube), bo po prostu nie czuję, że podejmowane decyzje są "moje". Robię coś na siłę i tak ważna dla mnie bańka immersji pęka. Jedyne, czego mi w tym miejscu szkoda, to że z własnej woli wycinam potężny fragment gry jak i ogrom pracy włożony przez twórców w jego produkcję. Chociaż któż to wie, może kiedyś sprawdzę, jak to jest grać "Shepardówą" ;)

    • Upvote 1

  18. Z racji tego, iż ostatnio naprawdę solidnie wzięło mi się na wspominki o Morrowindzie, wywinąłem mały felieton o tej, według mnie, najpiękniejszej części The Elder Scrolls. Grałem w tą część z dobre dwa i pół roku, non stop, dzień w dzień. Co prawda wiele dołożył słynny Construction Set, ale ta produkcja to i tak dla mnie geniusz w czystej postaci. Krew mnie zalewa, że na Skyrima nie potrafię znaleźć już tyle czasu.


  19. Ja mam takie krótkie pytanko - zastanawiam się nad zakupem ostatniego BF'a na Xboxa360, ale boję się poziomu oprawy graficznej na konsolach. O domowym piecu nawet nie myślę, bo ten nie poradzi sobie już dzisiaj z uciągnięciem tej pozycji na chociażby przyzwoitych detalach. Coś mi się kojarzy, że trzeciego Battlefielda można sobie na dysku konsoli zainstalować, co jednocześnie podnosi jakość tekstur w samej grze. Prawda to? Jak duży jakościowy skok w kwestii oprawy można wtedy doświadczyć? Pierwotnie całość strasznie rani moje oczy, a pograć, bym pograł :)


  20. Niedawno sprzedawałem Horizona w stanie nieskazitelnym, zatem o jakiś tydzień się spóźniłeś smile_prosty.gif

    Yaperze, no coś ty? Ale to chyba nie swój ukochany egzemplarz, a jakąś dodatkową wersję? Silnie kojarzysz mi się z miłością do Forzy, Horizon nie przypadł ci do gustu?

    Gdyby ktoś mnie spytał, ta gra to spełnienie moich wyścigowych marzeń. Najbardziej cenię w niej chyba fakt, że do szpiku kości przesiąknięta jest klimatem - czymś, o co w zasadzie ciężko w grach koncentrujących się na zmaganiach dwuśladów. Polonez Caro w nowej części FM? Meh want!


  21. Nie jestem już dzisiaj pewien, czy o tym konkretnym pomyśle dane mi było tu wcześniej napisać, ale już tłumaczę o co chodzi. Dawno, dawno temu, w głowie wykształcił mi się koncept pewnej nietypowej gry wyścigowej. Nie miałem pomysłu na tytuł, fabułę ani głównych bohaterów - jedynie uniwersum, w którym wspomniane wyścigi miałyby się odbywać oraz podstawowe założenia rozgrywki.

    Zasadniczo, gra miała być lekką wariacją świata Transformerów. W tym wszechświecie jednak, zamieszkujące go roboty nie miały mieć parcia na ciągłe odbieranie sobie życia, a na wesołe wyścigi właśnie. Pomimo występujących w produkcji dopałek, broni czy chwilowo zwiększających prędkość płyt tytuł nie charakteryzowałby się kartingowym modelem jazdy ani zawrotną prędkością WipEout'a. Bardziej celowałbym w to, co oglądać możemy w serii NfS, gdzie wciąż czujemy ciężar prowadzonej maszyny, a wejście w drift nie jest przy tym wysiłkiem nie z tej Ziemi.

    Największą potęgą mojego niedoszłego hitu byłaby konieczność transformowania rywalizujących ze sobą robotów. Wyobraź sobie, że pędzisz futurystyczną furą po wysokim moście, gdy ten nagle postanawia zakończyć się nieprzyjemnym urwiskiem. Gracz mógłby w tym momencie transformować się w łódź i kontynuować wyścig w morzu lawy poniżej, bądź przejść w formę odrzutowca i zmierzać ku wygranej w powietrzu.

    Tak, wiem. Sonic All-Stars Racing Transformed. To przez niego tu jestem. Ukradli mi pomysł normalnie, no. Zresztą, u mnie mogło być ambitniej - przechodzenie w poszczególne formy odbywałoby się na polecenie gracza, a nie zgodnie z widzimisię tytułu. Spóźnienie się z transformacją groziłoby destrukcją pojazdu bądź wytraceniem prędkości. Wszystkie przejścia byłyby oczywiście diablo szybkie, płynne i widowiskowe. Wiadomo.

    Ponadto, gra cechowałaby się wieloma odnogami w drodze do mety, chociaż nie udało mi się wymyślić, jak zakazać grającym ciągłego przebywania w formie samolotu. Myślałem o tym, by wszystkie pojazdy były jednakowo szybkie, ale różniły się stopniem wytrzymałości. Odrzutowce mogłyby być słabiej opancerzone, co ułatwiałoby samochodom bądź tym pływającym na łatwiejsze strącanie asów przestworzy. Myślałem też o formie motoro-podobniej i dodaniu wąskich fragmentów tras, przez które tylko jednoślad dałby radę się przecisnąć. Jak widać, na tym polu jeszcze wiele było do przemyślenia.

    Ale dzielę się ideą, bo się zbulwersowałem smile_prosty.gif

×
×
  • Utwórz nowe...