-
Zawartość
556 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Hellspawn
-
Nie mam pojęcia.... Kiedy zaczęła się moja przygoda ze Scorehero jednocześnie zakończyła się ta ze samą grą- większość tamtejszych piosenek to "Expert Only", a swój rozwój w GH zakończyłem na poziomie Medium ( nie mogę wyczuć te skubanego pomarańczowego buttona...). Zresztą, porządnie wykonane piosenki dla medium to rzadkość, albo niewyobrażalna nawalana w przyciski (Yellowcard- Breathing) albo totalna nuda. Customy są strasznie nie równe pod względem poziomu znanego już z samej gry, tj. są w większości trudniejsze. No i przez zabawę z nimi straciłem save'y a razem z nimi, wszystkie rekordy. Aw well.... Sam czaiłem się ponad rok, żeby GH kupić- a bo to 200 zł, dwie inne gry mogę za to mieć, i jakoś trudno to wygląda, co, jak nie będę umiał, tyle kasy w błoto....Wkońcu postawiłem wszystko na jedną kartę...i bardzo dobrze, że to zrobiłem! Gra naprawdę warta jest wydanych na nią pieniędzy i zapewnia rozrywkę na długie miesiące, a przecież wpaść może jeszcze kumpel z drugim kontrolerem! No i strasznie rozchwytywany gadżet na każdej imprezie ( żadna inna gra nie wzbudziła takich emocji w gronie moich znajomych, nie ważne czy kiedykolwiek już grali czy też nie)
-
Zupełnie inne klimaty Little Richard- Long Tall Sally Kiedy tylko usłyszałem ten utwór w świątecznym trailerze Mafii II, wiedziałem , że skądś go już znam. Odpowiedź kryła się w animowanym filmie z lat dziecięcych pod tytułem "Wielki mały toster" I tak zacząłem dalej kopać w twórczości tego czarnoskórego kaznodziei, i znalazłem tam jeszcze takie przednie hity jak Lucille, Bama Lama Bama Loo czy znane chyba wszystkim Tutti Frutti. Jakby śmiesznie te tytuły nie brzmiały, kawał luzackiej muzyki.
-
Z konkretnej muzyki- Lil Wayne. Lubię rap\hip-hop z tego względu, że często każda piosenka to jakaś indywidualna historia, którą słucha się jak każde inne opowiadania. Oczywiście nie da się ukryć, że lwia część to paplania w stylu "Yo biczes, sup niggaz" ale i to wpada mi w ucho (za to w grę nigdy nie wejdzie nasza rodzima odmiana tej muzyki, oj nie...) Nie można powiedzieć, że uderza to jakoś ambicją: [4x]Throw it up Mother fucker throw it up [4x] If you scared to throw it up get the [beeep] out the club ale jak dla mnie, też czasami przypasi (Lil John- Throw it up) A co z Waynem? Chopa poznałem dość komercyjnie, bo przez "Lollipop", dopiero później dokopałem się do jego utworów z wieku 18-19 lat, podchodzących jeszcze pod lekki gangsta rap (wiadomo, to już nie piosenki z czasów młodości Dre czy samego 2Paca, bo takie już nie wrócą, ale lekki klimat tamtego okresu da się wyczuć i u Wayne'a, w szczególności na płycie 500 Degreez). Mówicie również i o soundtrackach z gier. Pierwszym, w jakim się zakochałem to ten z Soul Reavera, w którego pocinałem (i ciągle czasami pocinam) na starym dobrym "Szaraczku"- utwór Ozar Midrashim będący jednocześnie motywem przewodnim klanu Raziela jest po prostu genialny (do znalezienia tutaj- http://www.wrzuta.pl/audio/nYjElfC3Nz/ ). Dalej oczywiście Hitman: Blood Money z cudnym Ave Maria Kyda i soundtrack obydwu części Fable- sprawiał, że naprawdę było bajkowo. No i jak mógłbym zapomnieć o Elder Scrolls- a w szczególności o Morrowindzie. Jego motywy chyba na zawsze pozostaną mi w głowie, w końcu to gra mojego życia (3 lata grania bez znudzenia- nic nie przytrzymało mnie tak długo). Jeśli podpiąć tutaj grę, która swój soundtrack skomponowała z gotowców- to zawsze i wszędzie GTA: Vice City. Normalnie aż chciało się żyć w tamtych czasach
-
Platynowa Kolekcja. Kupiłem w tej serii Gears of War kumplowi pod choinkę, bo nigdzie nie mogłem już znaleźć edycji premierowej. Platynowa nie straszy tak okładką, a że okrutny ze mnie premierofob, nie toleruję innych wydań jak te "na czasie". Po prostu są atrakcyjniejsze i tyle, nie to co normalna okładka, tyle że w czterokrotnym pomniejszeniu okrążona tekstami w stylu "$UPER EXXXTRA TANIOCHA!!!!". No, może trochę przesadzam, ale rozumiecie o co chodzi Osobiście sam mam Maxa Payne'a i Mafię z Kolekcji Klasyki ("Polecam! Piotr Fronczewski"- rekomendacja jak się patrzy, toż to czołowy gracz IV RP ), trochę mnie to w serce kłuje, ale nic innego dzisiaj dostać nie mogłem (a w te gry grałem pierwszy raz jeszcze za czasów ciemnoty, a więc gdy byłem piratem. Kupienie ich było swoistym katharsis
-
Yup, i ja się pod tym podpiszę- nowe boxy są nieco irytujące- wystaje mi to ponad stojaczek na płyty i ogólnie nieporęczne takie. Co jeszcze ze zmian na gorsze? Durne tematyczne dialogi recenzentów w GameWalkerze. Im bliżej końca w rubryce danej gry tym bardziej irytująco i bez sensu. Po to chyba jest ten dział, aby dowiedzieć się co inny redaktor myśli o danym tytule, tymczasem za każdym razem przekopuję się przez rymowanki czy pozbawione sensu wtrącenia ( no rozumiem, że są Święta i takie tam, ale "ho ho ho" w każdej rubryce? Ok, to jest żart, ale od śmiania się mam NL....). Kiedyś tego nie było. I było git. Teraz powoli daję sobie spokój z Walkerem (nie licząc tamtejszych felietonów, te kopią, za przeproszeniem, dupsko).
-
Wielokrotnie próbowałem się przekonać do World of Warcraft i jakoś nie dawałem rady. Nie wiem, może intuicyjnie odstrasza mnie to, co wszystkim się podoba? Dlatego jedynym MMO w jaki regularnie grałem i płaciłem abonament to City of Heroes (a potem Villains). Jako ogólnie pojęty fan superbohaterów czułem się w Paragon City jak w domu. Plus nie uświadczyłem tam żadnych rodaków. Tak, zaliczam to na plus. Po doświadczeniach wyniesionych z Lineage II postanowiłem omijać polską brać w każdej grze. Dlaczego? A tak to już chyba jest w naturze, że Polak adaptuje się świetnie do każdego środowiska- i równie szybko dostosowuje je pod siebie Tym oto sposobem ja i mój krasnolud Muhhamad ciągle atakowani byliśmy przez całą rzeszę skrótów językowych, utworzonych z każdego możliwego wyrazu. No sorry, rozumiem, że czasami w boju nie ma czasu na przydługaśne wypowiedzi, ale wiecie jak to wygląda, gdy ktoś dalej tak się wysławia w rzeczywistości? Zawsze mówiłem do kumpli, żeby przestali w to grać, bo najwyraźniej L2 robi drain -100p na ich br, i przez to są db.
-
Nigdy bym nie pomyślał, że mój pierwszy post znajdzie się w takim temacie, ale niech już będzie. Po prostu gdy tylko zobaczyłem jego nazwę, odpowiedź sama rzuciła się na usta. Watkins. Prosta platformówka z grafiką z przed epoki, w której pokraczny pingwin przepełniony rządzą zemsty kładzie niczym rosły kombajn wątłe łany zboża kolejne zastępy stworzeń północy na swej drodze do ostatecznego odkupienia- Lodowej Wieży. Tyle w temacie patosu, którego ogólnie w grze było brak. Zielony ( a jakże!) pingwin prując z procy kasował stające mu na drodze łosie w słonecznych okularach, foki, niesamowicie upierdliwe mewy oraz całe grono innych przedstawicieli arktycznego biotopu. Od czasu do czasu zapodał w niemilca wszechpotężną Molekułą (przynajmniej ja tak to nazywałem...) która obalała "na raz" nawet najtęższego zakapiora. Podczas wspólnych zmagań niejednokrotnie przyszło nam zmoczyć kulasy, jako że drogi często było trzeba szukać pod powierzchnią lodowatej wody. Oczywiście aby oczy nie czuły się osamotnione w katuszach zadawanych przez archaiczną grafikę, uszy również dostawały za swoje od niesamowicie upierdliwej, zapętlonej muzyczki nadającej gdzieś w tle całej "zabawy". Nigdy nie zapomnę, ile to "przecinków" zmuszony byłem ponastawiać w każdym z monologów wytoczonych podczas gry w tego potworka. Tak, mówiłem do siebie. Bo zmagałem się okrutnie I wiecie co? Ukończyłem to monstrum. Po prostu potrzebowałem tego zwycięstwa, tego poczucia sukcesu, sprostania wyzwaniu, jakie rzucił mi ten skubany pingwin. Nie staliśmy się jednością, jego zemsta nie była moją zemstą (o co poszło? Nie pamiętam, pewnie jak zwykle o dzierlatkę, puch marny wszystkiemu zawsze winien! )- to była sprawa pomiędzy mną a nim. Po latach próbowałem ponownie znaleźć to cudo- bezskutecznie. Chodź może to i dobrze...
