Skocz do zawartości

Hellspawn

Forumowicze
  • Zawartość

    556
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Hellspawn

  1. Niestety nie mogę ci pomóc w tej sprawie- miałem już Live po Gearsach kiedy dorwałem K&L. A sama gra? Genialna. I koniec. Ciężko mi osobiście wskazać tytuł równie poważny i ....prawdziwie dorosły. Ta gra jest dla mnie kwintesencją akcji w TPP (podobnie jak Rogue Trooper, którego równie mocno kocham) w dodatku z niesamowitą fabułą (nie mogę się doczekać filmu, mam nadzieję, że nic nie spartolą). Muzyka jest bardzo sugestywna, ma swoją część w kreowaniu klimatu. Jednak pierwsze skrzypce w tym temacie gra chyba cała otoczka na którą składają się poszczególne elementy- jak na przykład czas oczekiwania na zastrzyk z morfiną- głosy, przebłyski oglądanych już scen szumiące w głowie Kayne'a. Coś genialnego. Zmieniające się z misji na misję lokacje nie pozwalają nam się nudzić, podobnie jak same wdzianka bohaterów. Ktoś wcześniej pisał, że grę ma się ochotę przechodzić i przechodzić- to prawda. Mógłbym ją trzymać ciągle na dysku i gdyby kiedyś nie było już nowych tytułów- dzięki Kane & Lynch miałbym w co grać. Na co zaś w tym tytule pobiadolić? Cóż, przyczepiłbym się do motywu niezrównoważenia psychicznego samego Lyncha- według mnie jest on zbyt mało wyeksponowany, a nawet moment, w którym owy problem pierwszy raz się uwidacznia, jest dość słaby. Brak jakoś w tym emocji, poczucia, że "fakt, ten gość naprawdę ma nasrane we łbie". Przynajmniej tak mi się zdaje. No i druga rzecz, związana raczej z realizmem świata przedstawionego- jakby nie patrzeć, nasi herosi za grzeczni nie są i w swoich podróżach po świecie robią nieco bałaganu (pomijając już fakt samej ucieczki z policyjnej eskorty)- Mimo to bezproblemowo fruwają sobie z jednego krańca świata na drugi, bez sprzeciwu międzynarodowych (ba, nawet lokalnych) władz. SPOILER!!!! To samo zresztą tyczy się momentu wpierdzielenia się w ścianę więzienia Caterpillarem, wyrwaniem paru lokalnych więźniów i bezproblemowa wycieczka wkrótce po tym do Japonii....
  2. Co do sterowania to trzeba przyznać, że wszystkie PoP'y świetnie współgrają z zestawem klawiatura\mysz, chodź w ostatniego grałem już na moim chillstreamie - i jest o niebo wygodniej (w końcu można elegansko utonąć w fotelu). Myślę, że wynika to również z samej konstrukcji gry. Nowy Książę nie wymaga takiego operowania kamerą w celu poprawnego skoku, więc drugi analog używany był raz-po-raz do szybkiej korekty położenia kamery. I tyle.
  3. Tolerancja mówisz...To oczywiste, że nie mam nic do kogoś za to, jaką muzykę słucha. Ale sam raczej do wszystkiego się raczej nie przekonam- to już chyba uzależnione jest od gustu. Ten co prawda się zmienia (gdyby tak nie było, do dzisiaj słuchałbym Smurfnych Hitów....), ale w jakieś mega-metamorfozy nie wierzę. Ten proces wgłębiania się w kolejne gatunki kolegi Noniewiem jest naturalny i nie ma w nim nic dziwnego- co innego w np. przypadku mojego brata, który w ciągu jednego miesiąca z techno przeskoczył na rock (bo usłyszał go w jednym filmiku, który ubóstwia)- i tak słuchał już tego gatunku non stop. Potem znowu wrócił na techno. I tak w kółko. Z moich obserwacji wynika to raczej z "bezpłciowości muzycznej" niż czegoś, co moglibyśmy nazwać niezdecydowaniem. To tak, jakbym np. zaczął słuchać heavy metalu, bo mój idol go słucha i chcę być taki jak on. Klapki na oczy (czy może raczej uszy?), utwór leci, ale ja go tak naprawdę nie słucham, on poprostu "sobie jest", ma pasować do tej całej otoczki. W temacie techno utwór musi ciągle mieć przyzwoitą długość i słowa. Nie zapomnę pewnej sytuacji, w której kumpel puścił jeden całkiem typowo dyskotekowy utwór z tego gatunku- "Pokażę ci fajny moment!"- i przerzucił suwak winampa o 8 minut do przodu..... Sam mam u siebie kilka utworków Safri Duo (jeśli nie można ich zaliczyć do techno to mnie poprawcie), nie mam również problemów ze słuchaniem ATB, czy Tiesto (ale tutaj już nie wszystko przejdzie). Podoba mi się również ścieżka dźwiękowa z Mirrors Edge- remixy są naprawdę niezłe. A reszta gatunków? Muszę przyznać, że moja jako-taka tolerancja w temacie techno jest najszersza. Mocniejsza gitara już mnie nie przekonuje, nie mówiąc już o utworach w wykonaniu growling'owym. Z hip-hopu\rapu, o ile jest w języku Szekspira i nie pochodzi z ery MC Hammera i pochodnych, podoba mi się wszystko.
  4. Chaos Theory- jedna z gier życia- bezapelacyjnie najlepsza część (klimat, oprawa, muzyka Amona Tobina, zróżnicowanie misje no i multi). A patrząc wstecz? Moja przygoda zaczęła się z demkiem Pandora Tomorrow, po czym kontakt z serią się zerwał. Dopiero przy zapowiedziach Teorii Chaosu przypomniałem sobie o tych trzech zielonych punkcikach i postanowiłem zagłębić się w serię. I było warto. W jedynkę grałem dość długo po premierze i pozostawiła po sobie nieco groteskowe wrażenia- głosy jak z późniejszych części przy tej grafice? No co wy, jak to wygląda, jak to się słyszy...Plus, pierwsza część wydaje się jeszcze trochę dziecinna (tutorial na początku gry, sprawdzający umiejętności Sama- łażenie po pokoju z kawałkami szkła- to ma być tor treningowy potężnego Trzeciego Eszelonu? ). Na szczęście Pandora Tomorrow zdążyła już nabawić się lekkiego męskiego, trzydniowego zarostu i było już ostrzej Double Agent? Zawód przez duże z. Zmiana interfejsu (na gorsze...), zmiana koncepcji (tu mogło być akurat ok, gdyby się udało...)- chodzi mi głównie o huczne obietnice możliwości podniesienia broni po każdym przeciwniku i przechodzenia misji "na głośno" (był nawet screen z Fisherem prującym z kałacha)- right...Jedyny mocno uwidoczniający się plus? Jak dla mnie- twarz Sama- prezentuje się świetnie. Co do ConViction to czytałem, że Ubi widząc postęp prac i kierunek, w jakim zmierzają, postanowili olać ten cały motyw z social stealth i wrócić do motywów z Chaos Theory (ale wtedy zakończenie Double Agent nijak będzie się miało do kontynuacji serii- tak mi się przynajmniej zdaje). To akurat byłoby jeszcze najlepsze rozwiązanie.
  5. Ale...czy potrafisz jasno wytłumaczyć, że to "jest logiczne"? Bo według mnie tego nie robisz. Z twojej wstępnej wypowiedzi wynika, że jest dla człowieka logiczne, iż coś w istocie dla niego nielogicznego przyczyniło się do powstania świata Jestem ateistą i, zostając przy tym logicznym toku myślenia, całkiem logiczne wydaje mi się, że żadnego boga wcale nie ma. Bo dlaczego miałby być? (chodź idąc tym samym tokiem myślenia- dlaczego nie?) Jak bardzo bym się nie modlił, jeśli sam nie włożę w coś wystarczająco dużo pracy, nie postaram się o to, nie osiągnę swojego celu. Pewien ksiądz odpowiedział mi kiedyś- "To bardzo ludzkie podejście do sprawy, że w niemal każdej sytuacji życiowej oczekujemy od boga interwencji, pomocy. Ale nie po to mamy od niego wolną wolę". Nie powiem, poruszyło mnie to, ten sposób wytłumaczenia braku jakiejkolwiek interwencji wynikającej z samolubności, próżności czy też egoizmu ludzkiego. Ale nie oznacza to, że jednocześnie gotów byłem porzucić to, w co sam wierzę- "No fakt, w takim razie on jednak musi istnieć!". Można przecież bez problemu być dobrym człowiekiem, nie podążając ścieżką chrześcijaństwa ( a nigdy nie zapomnę, jak prowadząca religię zakonnica w podstawówce wychodziła ze zgoła innego założenia)- chodzi przecież o podstawowe zasady moralności ludzkiej, a których ta wiara w dużej mierze bazuje, a nie o nią samą. Jednak problem bycia kimś indywidualnym to zupełnie inna bajka i, jak widać, dotyka chyba wszystkich. Jeśli ludzie czegoś nie rozumieją bądź boją się tego, zazwyczaj chcą to zniszczyć- a dla naszego indywidualisty prowadzi to do jeszcze większego, pogłębiającego się ostracyzmu....
  6. Osobiście żadnej Kaszany nie posiadam, ale nie zapomnę, jak raz w Media Markt z półki szeptał do mnie Super Stunt Spectacular. "Toż to gra-legenda!"- myślę. "Trzeba się przecież naprawdę postarać, żeby zgarnąć równiutkie, okrągłe 0". Ale że a)było to w Niemczech b)przez to gra kosztowała....15 euro! , stwierdziłem, że aż taki szurnięty nie jestem. Legenda legendą, ale wszystko ma swoje granice. Chodź trzeba przyznać, coś jest w tych Kaszankach, kiedy to patrzą na nas zza kioskowej szyby- samotne, niechciane, zapomniane przez twórców. To trochę jak z potworem Frankensteina- twór, który miał być dziełem życia, stał się okrutnym monstrum, skazany przez swojego stwórcę na samotną tułaczkę. Do momentu, aż przeniknie w czyjeś życie i zniszczy je doszczętnie! Więc trzeba pamiętać- chociaż nie wiem jak mocno chcielibyście odpocząć od epickiego zbawiania świata, okopywania tyłków aryjskiej rasy czy innych, pełnych patosu przeżyć- nie dajcie się zwieść lekkości i bezpretensjonalności tych słodkich, nie wymagających gierek z "Ruchu". Lepiej kupić World of Goo
  7. Nie szalejmy, to była tylko hipoteza Tak czy śmak, ja chyba nie zagram. Co zrobić. Opowiecie jak było
  8. Nie mam pojęcia, czy ich filmy kiedyś się już tu pojawiły, ale czy widzieliście kiedyś którąś z produkcji VDW? Angielski raczej...wymagany. Crazy Fukko- Tuna Kid - Extreme- The Hitman-http://www.youtube.com/watch?v=r0CdnUKGmMA&feature=related I know what girls like- Top 5 Video Countdown - Z innej beczki- widział ktoś kiedy Whose Line is it Anyway?- http://www.whoseline.pl/ "(...)elewizyjne show w którym czwórka komików odgrywa w całoci improwizowane scenki wcielając się w różne postacie. W zabawie ważna jest publiczność, która - tak jak prowadzący - nie tylko narzuca bohaterom role i style do odegrania, ale także sama często uczestniczy w scenkach." http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=...ature=rec-HM-r2 - 3 piosenka wymiata. O Tosterze w stylu Gospel. Od 2:44.
  9. Podpisuję się pod wszystkim co padło już wyżej ( w szczególności z genialną rolą Jokera, faktycznie wysuwa się on jakby przed samą postać Batmana. Chodź na początku myślałem "ocb?" to później przypadło mi to do gustu) ale wyjaśnijcie mi jedną rzecz- czy ochrypły głos Wayne'a jako Batmana to żart, czy jak? Bo trochę komicznie to się słyszy ( a w filmie żaden z jego rozmówców się nie śmieje. Hehe, "why so serious?" ) Pevoccer zamieścił nawet filmik, który jak na moje oko się z tego nabija. P.S Gniecie mnie i kopie koncepcja Jokera w tej części- ten makijaż, robiony przez szaleńca w pośpiechu, całkowicie bez ładu, jest genialny!
  10. Dość to optymistyczne! W szczególności, że tym razem źródłem jest sama strona Ubi. Właśnie zassysam trailerek, zobaczymy cóż to będzie. Teraz rodzi się pytanie- jak zostanie udostępniony? Bo jeśli poprzez stronę, przy płatności kartą kredytową, to niestety odpadam- nikt karty u mnie nie ma. A pakować w pudełka coś, co można ukończyć w 2h, to się chyba Ubisoftowi nie opłaca.
  11. No tak, niby "wystarczy" zdrzemnąć się na 30 minut, zanim mózg wejdzie w fazę REM (nie zacznie śnić)- wtedy po przebudzeniu (podobno) jesteśmy wypoczęci jak diabli- drzemka powinna być nawet włączona jako stały element dnia (gdzieś tak w jego połowie naszej aktywności). Tyle w teorii ale...czy jest ktoś, kto się do tego stale stosuje? Ja musiałbym naprawdę za wcześnie wstać, by potem dopadł mnie sen w ciągu dnia, a jak już się kima, to raczej na całego, a nie jakieś tam denne pół godzinki Zombienie to było w wakacje, jakieś 3-4 lata temu- w imię "nie tracenia wakacyjnego czasu". Komp do 4 rano, potem z kumplami na miasto, o 7 na chaber do sąsiada na agrest i od 8 jazda w multi w San Andreas. Ile to wschodów słońca się obejrzało Chodź nawet dla nich dzisiaj bym tego nie powtórzył- bo wychodzę już dzisiaj z założenia, że sam umyślnie sobie krzywdy robić nie będę. Ze spaniem jest raczej inny problem- niemal codziennie budzę się o godzinie 1:00 (nie ważne, czy polazłem spać o 21:00 czy 23:00), patrzę czym mnie zegar straszy, zasypiam- i za godzinę znowu. Najgorsze jest to, że tak koło 4:00 mógłbym już lekko wstać (wypoczęty jak ta lala), lecz jak się później okazuje- zgubne do uczucie ( w szczególności w poniedziałki, gdzie przychodzi mi potem siedzieć na biologii....). Nie bardzo wiem co z tym zrobić. Co pomaga? Gdy posiedzę naprawdę na siłę, do godziny (dla mnie) późnej, np. 23:30 (chodź widzę, że dla większości to godzina jeszcze młoda )- wtedy jako tako dostaję gwarancję, że prześpię nockę z górki.
  12. Z mojej kolekcji: Spawn- począwszy od numeru pierwszego z 97 roku, wydanego jeszcze przez TM Semic po ostatnie numery wydawane już przez Mandragorę. Dawno nie zaglądałem, ale chyba plajtnęli. A razem z nimi polskie wydanie Spawna.... Z tego uniwersum mam jeszcze numer specjalny Batman\Spawn, sprowadzony z US and A (szkoda, że bardziej skupiono się na tej pierwszej postaci, nasz Generał Piekła ewidentnie daje fory Mrocznemu Rycerzowi, plus przez większość czasu trzyma się w tle. Jakby nie ten Spawn, którego znamy z jego własnej serii. No, ale co zrobić.) Potem będą 4 numery mini-serii "Cy-Gor" - polecam, ale trzeba się nieco w orientować w angielszczyźnie (również USA)- seria w bardzo ciekawy sposób przedstawia "narodziny" jednego z głównych przeciwników Spawna, Cybernetic Gorilla (chodź bliżej znany jako owy tytułowy Cy-Gor). Baaardzo mroczny komiks, starający się poprzez swoją koncepcję ukazać spojrzenie na świat torturowanego zwierzęcia, które miało stać się maszyną do zabijania. Wszelkie procesy mające przekształcić goryla w posłusznego super-żołnierza pozostawiły trwałe ślady na jego umyśle, uwydatniające się tym bardziej, że nasz naczelny w istocie myśli- wszelkie komentarze, pozamykane w ramkach, stanowią jego pojedyńcze, jakby poszarpane myśli. Coś pięknego. No i "Sam i Twitch"- najbardziej charyzmatyczna para detektywów jaką znam we własnej, genialnej serii. Potem przeskok do uniwersum Marvela a tutaj Pierwsza mini-seria Ultimate X-men, z wydania DK 6 tomów Ultimate Spider-mana, sprowadzonych z USA (od początku po pierwsze starcia z Venomem) Kompletna seria polskiego wydania Spectacular Spideya plus numer specjalny z Lizardem- do dzisiaj zmagam się, którą serię kocham bardziej- tą, czy Ultimate. Kreska Spektakularnego jest poprostu genialna, jakby lekko podchodziła pod mangę, za to Pan Ostateczny jest niesamowicie...wiarygodny (takiego Parkera widzę, nastolatka, nie dorosłego) Plus to co ukazało się w Polszcze z Amazinga- a więc epizod z Ezekielem. Jest jeszcze Soul Saga, którą kiedyś wygrałem. Myślę, że to niewiele, ale cieszę się, że mam przynajmniej to. Oby nastał kiedyś taki dzień (np. na emeryturze, która będzie przyzwoita. Oby....), że odkopię gdzieś te wszystkie segregatory, usiądę i ponownie odświeżę sobie te wszystkie historie
  13. Emmm...a powiedz od kiedy ty nim jesteś? (dodałem emotkę, żeby było miło )
  14. Heh, faktycznie, nie wpadłem na to! Tak myślę sobie, czy może aby ta "inność" nowej odsłony GTA nie wynika czasem...z naszej "inności"? Bo jakby nie patrzeć, starzejemy się right? (no, przykra prawda, co zrobić...) Oblivion nie zatrzymał mnie tak jak Morrowind, bo brak już było tej magii, kiedy to dopiero wchodziło się w świat RPG'ów, co chwila otwierając paszczę z zachwytu wynikającego z "łał, to też mogę zrobić?" . Bo zastanówmy się- czy takie lekko arcadowe GTA, jakim były poprzednie części, dałoby radę na dzisiejszym rynku? Coraz częściej słyszy się, że gry komputerowe doganiają kino czy telewizję pod względem dostarczanych doznań ( niedawno w Polityce można było nawet przeczytać, że gry pod względem kreowania rzeczywistości już prześcignęły wyżej wymienione- wszystko to podparte takimi tytułami jak Mirrors Edge, Fable II, Mass Efect, Fallout 3 czy właśnie GTA IV). Myślę, że same gry, a zasadniczo kryjący się za nimi twórcy, wymagają coraz częściej poważniejszego podejścia od odbiorcy. Owszem, nie dotyczy to wszystkich, ciągle mamy tytuły dostarczające przyjemnej, bezstresowej, nie wymagającej wybitnego gimnastykowania szarych komórek rozrywki. Ale to, co opowiedziane zostaje w sposób dramatyczny, poruszający czy najzwyczajniej wiarygodny- zdaje się mieć ostatni czasy monopol. Ale nie drążmy dziury w całym, GTA IV jest jakie jest i myślę, że nikt wielce z tego powodu nie cierpi. Bo to ciągle wybitna giera. Tyle, że ze skopaną optymalizacją
  15. No, co innego wyczytałem na gram.pl ....
  16. Kurna...Jak długo zajęło wam opanowanie najwyższego poziomu? Bo naprawdę chciałbym się pod tym względem rozwinąć dalej, ale stoję na tym medium i ani rusz do przodu. Zawsze, kiedy próbuję wyczuć ostatni przycisk w praktyce na Slow Ride, prędzej czy później nie wyrabiam z przesuwaniem dłoni i zaczyna się wnerw, po którym nic już nie może iść dobrze (dźwięk partolonych nut wcale motywujący nie jest....). Wychodzę z założenia, że wcześniejsza gra na normalnej gitarze nic nie pomaga- 2 kumpli grających już prawie 10 lat wielokrotnie poległo w niektórych przypadkach i na easy ( a tak kozaczyli przed zagraniem- "To kiedy mogę wpaść rozpukać cię w GH?" Uhum....)
  17. Jak to jak, Bossówa W założeniu AC był grą moich marzeń- nie dość, że bujamy się (dosłownie) cyniarskim skrytobójcą ( a to klasa, którą wybieram w każdym RPG'u) to możemy nim skakać po dachach (parkour pełną gębą) w freeroam'owym świecie! Normalnie dla mnie raj! Ale czy to wszystko ma swoje przełożenie w rzeczywistości? Cóż, gdybym miał silniejszego kompa, pewnie byłoby piękniej. Gdy znika płynność, znika i przyjemność z zapierniczania po Damaszku przed bandą wnerwionych Saracenów. Ale załóżmy, że to moja wina Ogólnie gra mocna jest i basta. Co mnie zaskoczyło- w drugiej części ponownie Altair? Myślałem, że skoczymy w czasie gdzieś dalej, chociaż do następnego potomka....
  18. I co najlepsze- zawierać ma zakończenie już właściwe. Aha super, nie dość, że zasadniczo wydali niekompletny tytuł (skoro to, co widzimy na końcu, wcale końcem się nie okazuje), to za możliwość obejrzenia prawdziwego finału każą sobie dodatkowo płacić. Kasą sypać nie muszą pecetowcy- bo do nas rozszerzenie (jak narazie widać) nie trafi. Spoko, obejrzę sobie na youtube, to przecież prawie, jakbym grał.... Śmiechu to nawet nie warte. Bardzo szanuję Ubi, to moi osobiści ulubieńcy, ale widać dzisiejsza durna polityka ogarnia wszystkich w branży. Mam tylko nadzieję, że nie będą się w to bawić przy każdej nowej odsłonie, albo że ogólnie nie rozczłonkują całego tytułu na pojedyncze epizody (nie gnoiłem Half-Life 2, bo zgarnąłem obydwa przy okazji Orange Box- ale gdybym musiał je sobie dokupywać...)
  19. Jak dzisiaj pamiętam, kiedy to wchodząc po schodach mojego gimnazjum w kierunku sali od języka polskiego zastanawiałem się: Beyond Good and Evil czy Prince of Persia: Sands of Time? Mam kasę tylko na jedną. I chodź dzisiaj od dawna jestem posiadaczem obydwóch tytułów wiem, że wtedy wybrałem najlepiej. Nie, żeby Beyond był złą grą- Prince jest dla mnie jednak grą o klasę (albo i dwie) wyższą. Jeeedyś...co to wtedy było! Można kontrolować czas?!? I ten kolo biega po ścianach? A te akrobacje! PoProstu zakochałem się w tym tytule 117 zł, listonosz w poniedziałek, i wieczór spędzony z wypiekami na twarzy, chodź na następny dzień czekało mnie przerażające 6 lekcji i sprawdzian z matematyki. Właśnie takie gry zasługują na miano największych- które głęboko zapadają w pamięci grającego. Potem był Warrior Within- dla mnie- kontynuacja marzeń. Oboje z Księciem trochę podrośliśmy, zmężnieliśmy ( no dobra, on jednak nieco bardziej). Nieogolony, przybrudnawy, z mega-kulaśną dziarą na ramieniu i o spojrzeniu przepełnionym rządzą mordu, ukrytym za kruczo-czarnymi włosami- na takiego Księcia czekałem. Sands of Time na szczęście ciągle broni się swoim magicznym, baśniowym klimatem, inaczej Dusza Wojownika już dawno pocięła by swojego prekursora na plasterki. Więcej broni, więcej kombosów, więcej krwi i ponownie niesamowicie klimatyczna muzyka. No i nadszedł The Two Thrones. I tu mieszane uczucia- bo chyba pierwszy raz w moim życiu spotkałem się ze zjawiskiem, w którym twórcy nieoczekiwanie zmieniają koncept głównych postaci....na gorsze. Chodzi mi tu o pierwszy trailerek Prince of Persia: Kindered Blades- bo tak jeszcze się wtedy giera zwała. Zresztą, kto nie widział, niech obejrzy- Książę wyglądał tam genialnie, podobnie jak jego mroczna wersja (długie białe włosy i charakterystyczny, lekko alladynowy strój). Ostatecznie Dark Prince wygląda dość typowo a sam Książę skończył jak...pimp (bo tak według mnie wygląda w Two Thrones. Jak alfons.) Do dzisiaj, kiedy słyszę "This is my people! This is my war! I'll not be afraid!" ciarki przechodzą mnie po plecach. Jeśli już sam trailer wywoływał takie emocje, dlaczego Ubi odszedł od tego pomysłu? Moja nie rozumieć... Mimo to Dwa Trony dość umiejętnie łączą cechy poprzedniczek, całkiem schludnie wieńcząc całą trylogię. W żadnym wypadku nie były to stracone pieniądze. No i mamy nowy rok- i nowego Księcia. Powiem na wejściu, lepszej kontynuacji ( a raczej lepszego "zresetowania" serii) wyobrazić sobie nie mogłem. Ponownie niesamowity klimat, przepiękna grafika (jak oni to zrobili? Że to niby silnik Assassina jest?) i genialna muzyka. Gra sama w sobie nie okazała się aż takim casualem, jak wszędzie straszyli, Książę, w przeciwieństwie do opinii innych, da się lubić, a płynność akrobacji daje konkretnego kopa. Tak trzymać! P.S Swoją drogą, przez pierwsze trzy części PoP zawsze kojarzył mi się z najpierw cofaniem czasu a dopiero potem z akrobacjami. Gdzieś tak w połowie nowego Prince'a zdałem sobie zasadniczo sprawę, że przecież tu już operowania czasem nie ma, więc co teraz stanowi dla mnie kwintesencję serii? Na prowadzenie wyszły akrobacje. Cholernie efektowne akrobacje. I tak chyba powinno być. Napis z tyłu pudełka, obwieszczający, iż kierujemy najzwinniejszym bohaterem gier komputerowych wcale nie kłamie.
  20. FORUMOWO I PERSONALNIE Imię: Robert Wiek: 18 Skąd sie wzięła moja ksywka: od najlepszego komiksowego antybohatera, jakiego znam Skąd się wziął mój avatar: Stąd- http://img25.imageshack.us/img25/265/spawn...ver099clja8.jpg Rodzeństwo: przygłupawy brat i na szczęście porządna siostra Motto: Ulubiony cytat: Za 10 lat: obym nie mieszkał pod mostem....Aha, szklanka jest w połowie pusta O innych forumowiczach: Jako że jestem nówka funkiel around here, może pierwsze wrażenie: kawał inteligentnej gromady Ulubiony moderator: No...ten...zaraz, jak mu było... Najbardziej znienawidzony moderator:...o, właśnie ten! KOMPUTEROWO: Sprzęt: Pentium IV 3.0 Ghz, 2 GB Ram, GeForce 8800 GTS, dysk....jak narazie instaluję co popadnie i ciągle jest miejsce! Teraz gram w: Burnout Paradise, z braku nowszego laku próbuję zdobyć wszystkie Ziarna Światła w Prince of Persia, dopieszczam mojego badass madafaka maga w Fable, pomagam ponownie wyginąć dinozaurom w Turoku i ponownie buduję swoją złowieszczą potęgę jako Overlord. Pożycz ktoś siano na Mirrors Edge Ulubiony gatunek gier: Nie mam. Dobra gra= gram. Ulubiona gra: The Elder Scrolls: Morrowind. 4 life. Największy zawód: Gierkowy? Splinter Cell: Double Agent. Najbardziej oczekiwana gra: Aktualnie? Prototype. ROZRYWKOWO: Jeśli nie komp to co? Czyli hobby: Aktywnie: rower, basen, siłka. Potem komiksy, muzyka. Teraz czytam: Hamlet (i to wcale nie jest obowiązkowa lektura ) Ulubiona książka: "O jeden most za daleko" Corneliusa Teraz słucham: Lil Wayne- Gossip Najlepszy zespół muzyczny: Fall out Boy Ulubiony film: Jestem Legendą Najlepszy aktor/aktorka: Mam zagrychę między Adamem Sandlerem a Martinem Lawrence'em Sport: Patrz hobby ;] Na bezludną wyspę zabrałbym: Wymarzone wakacje: Just święty spokój od wszelkiej maści jełopów. Amen. SZKOLNIE ( tfuu... ) Ulubiony przedmiot szkolny: angielski\polski Parę słów o szkole: nie jest zła. Czasami nawet mi jej brak ( tylko nie mówcie nikomu) EMOCJONALNIE: Wzór do naśladowania: Rock Lee Przyjaciel to: ktoś, kto akceptuje mnie, takim jakim jestem Najszczęśliwsze dni: Summer Jam.... Najbardziej cenię w ludziach: Szczerość Najbardziej mi mierzi w ludziach: Bezkresna głupota Co cenię w sobie: Upór w dążeniu do celu. Co chcę zmienić: Parę rzeczy Przedmioty, z którymi jest się emocjonalnie związanym: Mam taką jedną łyżkę fajną.... RÓŻNIE ( a nawet bardzo... ) Gdybym był(a) władcą galaktyki: Szybko poszukałbym godnego następcy. Nie dla mnie stanowiska kierownicze Ulubione trunki: Woda mineralna, niegdyś tymbark pomarańczowo-brzoskwiniowy Stosunek do rządu: Niech tylko spróbują zaszarżować z jakąś ustawą przeciwko graczom.... Powód i dzień swojej śmierci: Jak tylko się dowiem, wyjadę za granicę! Czego bym w życiu nie zrobił: emo-fotki Ostatnia przysługa, która wyszła mi bokiem: pożyczyłem bratu ( tak, temu idiocie) 120 zł. Oddawał 6 miesięcy. Jeszcze w momencie zwracania strzelił wielkim fochem. Zawsze marzyłem o: PSP Rozczarowałem się: faktem posiadania dowodu. Że to już? I niby co? Nic? Łee tam... Rozśmieszyło mnie: Ogólnie dużo rzeczy mnie śmieszy Czym skorupka za młodu nasiąkła: Madafaka bum siakalaka? Czego Jaś się nie nauczył: bo zupa była za słona. Co to jest lotopałanka: Jeszcze raz, jak?
  21. Dorastałem na Dragon Ballu, jeszcze na starym RTL 7. Równolegle poiłem się humorem Looney Tunes. Potem duuuża przerwa ( telewizor został zastąpiony przez kompa...) i początek ery Cartoon Network. Tam spotkałem mojego ulubieńca- Megas XLR (polecam! w szczególności wersję z orgynalnym dubbingiem ). Skoro wymieniłem już Dragon Balla, dorzucę jeszcze Naruto (ale nie tego Jetixowego, z tandetnymi lektorami i cenzurą. Kage bunsin no jutsu musi być! ) No i oczywiście Spawna (niedokończonego, bo zmiecionego przez Pokemony. O zgrozo....)
  22. http://www.youtube.com/watch?v=RSozjX_my9g...t=1&index=5 Wykonuj wszystko krok po kroku i będzie git
  23. Pete wspomniał o realizmie i poważności GTA IV- to fakt i w sumie ta koncepcja nawet bardziej mi się podoba. GTA 3 było...specyficzne. Vice City zalatywało kiczem i tandetą tamtych lat (w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu...o ile to możliwe ). GTA w czwartej części wydoroślało. A San Andreas? No właśnie...nie powiem, jakiś specyficzny klimat w grze został uchwycony, ale sama gra ostatecznie go uśmierca- im bliżej końca, tym bardziej nierealnie (sprawę trochę ratuje ostateczny powrót na Groove St., mimo to nieprzyjemny posmak zostaje). Do czego piję? Otóż nasz elo ziomek, prosty chłopak z ulicy, to, jak się okazuje, kopalnia talentów. Chwila moment zbija fortunę, buja się po Venturas, strzela sobie licencję pilota itd. Ta ekspresowa kariera prostego chłopaka rodem z Bronxu raczej mnie nie przekonuje. Co więcej- odpycha.
  24. Też spotkałem rodaków w Liberty, w momencie gdy niechcący władowałem się samochodem na chodnik. Obsypany zostałem przemiłym "co za idiota" (trochę łamanym, ale zawsze) i paroma znajomymi słówkami z łacińskiej odmiany naszego języka. Co do samego GTA- to druga gra, przy której musiałbym strzelić upgrade kompa, żeby móc pograć na poziomie (ostatni raz takim tytułem był Knights of the Old Republic- mój Radeon 9000 nie dawał rady, gra nawet się nie włączała). A że następnego kompa zapewne kupię już będąc "na swoim" (rodzicie już nie dadzą się namówić, chyba, że ten się doszczętnie sfajczy), GTA trochę na półce postoi. Na low chodzi jeszcze płynnie, ale co to za gra w takich detalach...
  25. Ja swoją przygodę ze Spore zakończyłem na fazie kosmosu. Po prostu widziałem, że gra nie ma już nic nowego do zaoferowania i twórcy atakują mnie w kółko tymi samymi zagraniami. O ile w poprzednich fazach powtarzalność tak bardzo nie raziła, bo te były stosunkowo krótkie, o tyle konieczność ciągłego latania w tą i nazad plus kończące się paliwo sprawiły, że dałem sobie spokój mniej więcej na 3/4 paska rozwoju. Lubię sobie od czasu do czasu coś tam stworzyć, lub popatrzeć, jakie cuda potworzyli inni, ale to tyle. Nie żałuję pieniędzy wydanych na grę, to dobry tytuł- ale nie dajmy się zwariować....
×
×
  • Utwórz nowe...