Gdzieś tam po drodze przewinęły się opinie, które chciałbym zacytować, jednak nie pamiętam autorów:
"Wszystko się zgadza; prawdziwa dysleksja istnieje, w końcu nie możemy zaprzeczyć jej istnieniu, ale większość ludzi z papierkiem to symulanci (jak już zostało powiedziane w tym temacie kilka razy). Według mnie TEN problem nie jest kwestią regulacji prawnych, ani tym bardziej całego ustroju. Przyczyna jest w ludziach, tym że myślą tylko o swoim tyłku i resztę mają głęboko. Kiedyś tak nie było, nie przez drewniane piórniki, ale inną świadomość w spłeczeństwie. Mówiąc kolokwialnie "czasy się zmieniły"."
Oraz:
"Oj nie, nie... dysleksja to choroba (o ile pamiętam odpowiada za to móżdżek). Jedyna różnica między prawdziwym dyslektykiem, a fałszywym jest taka, że prawdziwy dyslektyk stara się i ćwiczy, aby zniwelować postępy choroby, czy może raczej postarać się, aby nie były widoczne jej skutki. Niestety jednak najczęściej mamy do czynienia z fałszywymi dyslektykami, którzy i może mają stwierdzoną dysleksję, ale potrzebne im to tylko po to, aby zasłaniać się papierkiem i tłumaczyć swoje lenistwo i nieróbstwo."
Otóż ja zaprzeczę istnieniu, przynajmniej niektórych, dysfunkcji.
1. Dysortografia.
W skrócie: znajomość, jednak nie stosowanie zasad pisowni.
To tak, jakby znać przepisy ruchu drogowego, ale ich (nieświadomie!) nie przestrzegać. Nie brzmi to co najmniej śmiesznie ? Nie neguję istnienia osób, które (ponoć) znają zasady pisowni i mimo to popełniają błędy, jednak uważam, że to nie jest żadna choroba. Toż to zwykłe nie myślenie podczas pisania. Jeżeli piszesz jakiś tekst i (mimo znajomości zasad jego pisowni) popełniasz błąd, to dowodzi to, że nie wystarczająco długo się nad nim (a w zasadzie nad jego pisownią) zastanowiłeś/aś.
2. Dysgrafia.
W skrócie: nie wyraźne pismo.
U mojej dziewczyny stwierdzono ponoć dysgrafię - podczas pisania wypracowań (w stresie, w pośpiechu) itp. ma bardzo nie wyraźne pismo. Natomiast gdy się postara (czynnik stresu i pośpiechu wyeliminowany) to charakter jej pisma przechodzi niewiarygodną metamorfozę i ciężko byłoby znaleźć osobę która by się nie doczytała. Zatem jak to jest z tą dysgrafią ? Jak chcę to jednak mogę ? Nie przeczę, że niektórym zajmuje dłużej ładne pismo, ale nazywać to chorobą ? To tak jakbym był dysbiegaczem (dysnogą? ) bo biegam wolniej niż większość ludzi ? To jest choroba ? Ktoś mi napisze, że bieganie można wytrenować - a pisania nie ? Owszem może nie będę mistrzem świata na 100 metrów, ale daleko mi też będzie do "żółwiego tempa".
Nie chcę się rozpisywać na temat ludzi z "lewym papierkiem", bo ten temat został już chyba wyczerpany, ale jeszcze raz, jako podsumowanie, zachęcam do myślenia podczas pisania. Do zastanawiania się nad tym co chcemy napisać i jak potencjalny odbiorca to zrozumie.