Style

Forumowicze
  • Zawartość

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Style

  • Urodziny 13.09.1988

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    http://
  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Warszawa

Ostatnie wizyty

602 wyświetleń profilu
  1. Witam, w najnowszym Newsweeku jest kilka dodatków, między innymi film Warcraft: Początek, Battlechest do WOWa i kod na bohatera maga Medivh w grze HearthStone. I to ostatnie mnie interesuj, bo Newsweek cały mi niepotrzebny, film też, a w ogóle nie ma już tego wydania nigdzie. Na wymiankę oferuję kody z CDA (jeśli to nie jest zakazane, bo nie wiem, szczerze mówiąc) na różne dodatki w stylu czołgów czy kluczy do gier, względnie żywy przelew. Proszę o priv.
  2. W SIEDZIBIE MSI Jak zapewne wielu z Was zdaje sobie sprawę (albo i nie), niedawno miał miejsce pewien konkursik na grafikę / film / screen / coś innego, wyciągniętego żywcem z ulubionej gry i nawiązującego do loga/nazwy CD-Action oraz loga/nazwy MSI - https://pl.msi.com/ - tworzącej gamingowy stuff firmy z Tajwanu, która swój oddział ma nie gdzie indziej, jak we Wrocławiu (a dokładniej na tzw. "Wrocławskich Bielanach"). Do wygrania była wizyta w tejże siedzibie firmy MSI, moc atrakcji oraz uciech sto, bo ekipa MSI potrafi się dobrze bawić i na każdym kroku udowadnia, że na graniu się nie tylko zna, ale też je lubi. Miałem niekwestionowaną przyjemność być na tym zjeździe graczy, miód i wino tam piłem, a com widział (i co nie było objęte tajemnicą), temu kilka zdjęć zrobiłem i poniżej w kilku słowach opisałem. W tym miejscu duże PRZEPRASZAM za jakość zdjęć, ale szczerze mówiąc myślałem, że będzie zakaz focenia (jednak to nie sklep z komputerami, tylko serce biznesu) i w ogóle nie wziąłem ze sobą aparatu, więc wszelkie foteczki są robione AjTelefonem, stąd jakość może nie powalać, a ja dodatkowo nie znam się na fotografii. Fotografia 1 - Smoczysław w okazałości pełnej. Znakiem rozpoznawczym, logiem i maskotką MSI jest Smok Smoczysław. Czerwony jak się należy, pluszowy tak, że aż nie przystoi, broni wejścia do firmy już na samej recepcji (za biurkiem recepcji zaś tego akurat dnia siedziała urodziwa blond niewiasta o bardzo miłym uśmiechu i głosie - pozdrawiam!), jak widać na załączonym obrazku jest to Smok pokaźnego gabarytu (gdzieś tu jeszcze wstawię zdjęcie, jak mi zjada głowę, ale to później). Z tego miejsca i przy okazji powiem, że pociąg do Wrocławia o 5:30am spóźnił się godzinę i zamiast być na miejscu o 9:30am, byłem w firmie o 10:30am. PKP niechaj w piekle smaży się! I wchodzę taki zziajany, spóźniony i w ogóle zły, a tu zaraz w pierwszym pokoju widzę to: Fotografia 2 - stolik z laptopami do śmigania w CS:GO i nie tylko ...i od razu mi się humor poprawił. Prawda, że ładny widok? A to dopiero początek, bo kozackie fotele, słuchafony jak dzwony i gamingowe lapki były tyko przygrywką. Na jednej ze ścian pomieszczenia stała jeszcze konsola z Mortal Kombat oraz drugi sprzęcior z Goglami VR, z resztą jeden z pozostałych uczestników imprezy właśnie uzbrojony w rzeczone gogle na głowie, a katanę i gnata na ekranie masakrował napierające na niego zombiaki, machając łapami jak wiatrak. Podoba się! Plecak dałem w kąt i zaraz za moimi plecami wyrósł pierwszy poznany w MSI człowiek (nie licząc urodziwej recepcjonistki), a mianowicie Michał Potocki, który z resztą był też naszym stałym przewodnikiem po całym dniu wrażeń, spotkań, pokazów i atrakcji. Miał już przy sobie torby z powitalnymi giftami dla każdego, między innymi koszulka, kubek, smycz, mouse pad, smoczysław-mini, notatnik i tym podobne, wszystko oczywiście w kolorach stylowej czerni i czerwieni. Poniżej zdjęcie większości prezentów powitalnych: Fotografia 3 - małe co nie co dla gracza Nie było jednak za bardzo czasu, żeby się tym na razie wszystkim rozkoszować, bo w od razu zaproszono nas po wycieczkę po siedzibie MSI, tj. po biurach, serwerowniach, serwisach, magazynach i tym podobnych pomieszczeniach. Najciekawszą i najdłuższą częścią tego spaceru był serwis laptopów, który niestety objęty był tajemnicą i nie było przyzwolenia na robienie zdjęć. Ale nie było zakazu opowiadania. ;> Serwis MSI działa jak sprawny mechanizm. Każdy sektor napraw (od rozpakowania np. laptopa, przez wstępną analizę, wymianę / naprawę części, testy, wywoływanie błędów i tak dalej) jest naturalnie oddzielony od kolejnego sektora. Każdy specjalista w swojej dziedzinie zajmuje się swoją działką, a laptopy i desktopy zataczają pewnego rodzaju okręgi, płynnie przechodząc od testów do napraw, znów testów, wymian, testów... brzmi to jak powielanie, ale w rzeczywistości trochę przypomina taniec sprzętu, który krąży między zawodowcami tak długo, aż w końcowej fazie pojawia się gotowy do spakowania i wysyłki, lśniący i naoliwiony jak dobrej jakości sztucer. A naokoło stoją pudła z kartami graficznymi, płytami głównymi, monitorami wymontowanymi z laptopów i tak dalej. Piękny widok, mówię Wam! Zdjęcia z serwisu nie ma, bo jak wspomniałem, był zakaz robienia foteczek a nawet selfików! A szkoda, bo dostaliśmy kozackie kitle (takie szlafroczki) i zdjęcie byłoby miodne. No ale dobra, następnie wróciliśmy do naszej bazy wypadowej (czyli Dragon Gaming Roomu), gdzie przybył do nas Marcin Baniak, specjalista od laptopików i ich praktycznego zestawienia z podzespołów w całość. Obszernie, opisowo i skrupulatnie opowiadał o tym, jak skonstruowane są płyty główne (kilka typów), którymi może pochwalić się MSI, dokładnie i niemal blaszka po blaszce wskazywał, co i za co jest odpowiedzialne, jednocześnie odpowiadając regularnie na nasze liczne pytania. Bez bicia przyznaję, że sprzętowiec ze mnie raczej średni, więc z dużym zaciekawieniem słuchałem wszystkich przekazywanych informacji, od systemów chłodzenia, przez złącza USB kilku rodzajów, sokety na RAM, taśmy izolacyjne i inne cuda i wianki. Marcin jest profesjonalistą i to widać i słychać, że o swoim koniku może opowiadać godzinami, do tego stopnia, że Michał zmuszony był nieco go popędzać, bo jak się później okazało, przed nami było jeszcze sporo, sporo innych atrakcji. Tym niemniej prezentacja Marcina poparta licznymi praktycznymi przykładami, była sztosem. Fotografia 4 - jeden z desktopów (ten większy, ale nie największy) oraz moja jabłkowa woda (yeah!) Kolejną osobą, jaka poświęciła nam swój czas, był poznany już przy wycieczce przez biuro Wojtek Jara, odpowiedzialny dla odmiany za komputery stacjonarne. Zaczął on od pokazania nam pewnego bardzo rozsądnego gabarytami sprzętu, który - uwaga - mieści się w plecaku i jest tak leciutki i mały, że bez problemu da się go chwycić i unieść jedną dłonią, w związku z czym do tego samego plecaka można zapakować myszkę, klawiaturę a na upartego nawet monitor i de facto przenieść stacjonarny komputer na pleckach, wcale się przy tym nie męcząc. Wbrew pozorom też sprzęt ten się nie grzeje (chociaż obudowę ma wypakowaną do maksimum), oraz nadaje się do czegoś więcej niż przeglądanie Fejsika, bo pod maską ma między innymi 2GB GeForce'a i 8GB RAMu z możliwością dołożenia kości, a hula na i7 (niestety nie pamiętam ilości rdzeni). Koszt - coś około 2200zł. Przy okazji Wojtek opowiedział nam o innym sprzęciku, kosztującym leciutko licząc ponad 17.000zł i mającym "puszkę" o pojemności ponad 30 LITRÓW. Rzeczony potwór co prawda istnieje i można go kupić, jednak jest tak rozkosznie wyładowany hardware'm, że przez najbliższe 2-3 lata i tak nie pojawią się tytuły, które wykorzystywałyby jego możliwości. "Chyba, że gra będzie wyjątkowo kiepsko zoptymalizowana, pozdro Rockstar!". ^^ Ciekawostka - wspomniany potwór ma większego brata, takiego za nieco ponad 19.000PLN. Fajnie, co? Wojtek mówił ciekawie, nie uchronił się od nostalgicznych wspominek z czasów komputerów 468x i momentu, gdy pierwszy Quake wymusił na graczach przesiadkę na Pentiuma 75Mhz, co ja świetnie rozumiałem, bo sam pamiętam ten czas, chlip chlip. A później udaliśmy się na tor gokartowy koło stadionu we Wrocławiu. No i tutaj była szansa nieco aktywniej spędzić czas. Nie pierwszy raz miałem przyjemność pośmigać na tych małych ścigaczach, jednak pierwszy raz tak intensywnie - w sumie do zaliczenia były trzy tury, łącznie prawie 45min jazdy. I wierzcie mi, że jak się człowiek wkręci i walczy na torze, to mięśnie przedramion są napięte jak postronki, łapy zaciśnięte na kierownicach i później na obiadku było widać, że kilku z nas dalej ma czerwone błyski w źrenicach. Z radością stwierdzam również, że kompani się w tańcu nie obściskiwali i jak jakiś zakręt aż prosił się o drift, to zgodnie przepychaliśmy się w wąskich gardłach toru, żeby się powyprzedzać i tak dalej. Chyba ze trzy razy wylądowałem w oponach, raz też się autentycznie bałem, bo na którejś prostej trzymałem gaz o 2-3 sekundy za długo, w związku z czym wchodząc w zakręt poczułem, jak odśrodkowa nieco "wynosi" mnie z fotela. Przy tej prędkości mógłbym zdrowo zaryć o ziemię, no ale jak mawiają starzy Indianie - jest ryzyko, jest zabawa. W czasie ścigania Michał robił nam foteczki i mam nadzieję, że się nimi podzieli tu albo na FB MSI, lub chociaż na maile, bo muszą wyglądać przekozacko. Ostatnim przystankiem poza firmą było pobliskie Centrum Handlowe, gdzie usiedliśmy sobie na obiadek. Jeden z nas nie miał apetytu (młody organizm, za dużo adrenaliny, huehue), ale generalnie większość miała zaostrzony apetyt i wymłóciliśmy talerze do czysta. Było smacznie, suto i była szansa pogadać na spokojnie, z resztą Michał generalnie cały czas z nami gadał o wszystkim, bardzo fajny facet - obgadaliśmy między innymi piłkę nożną, sytuację w polskich telekomach, oczywiście różne gamingowe nowinki, kwestie żywienia ("człowiek nie musi jeść mięsa by przeżyć, ale ja na przykład kiełbasę lubię") i tak dalej. Gitara! Końcowa stacja to Dragon Gaming Room i mały turniej w CS:GO. Zdjęcia nie wstawiam, bo chłopaki wyżej jak widzę już to zrobili. Bardzo fajna zabawa, chociaż przyznaję się, że za kozaka w sieciowe shootery się nie uważam - w CSa grałem jakąś dekadę z okładem temu, gdy takie spotkania organizowało się w kafejkach internetowych po LANie. Jednak stary pies wszystkich sztuczek nie zapomniał, więc kilka razy udało mi się zasadzić soczystego headshota w czyjąś potylicę. Cytując Franza Maurera z filmu Psy: "Komuś się spodobało, że jednym strzałem z dwustu dwudziestu metrów trafiłem faceta w skroń - to mnie awansowali. I zaczęli zapraszać na polowania..." O godzinie 17:30 miałem zamówioną taksę na Dworzec Główny we Wro, 18:30 Pendolino do Warszawy. Taksa przyjechała, zgasiła silnik i... padł jej akumulator. SERIO. Na szczęście finalnie się wyrobiliśmy z kolegą na ten pociąg i 22:00 byliśmy w stolicy. Z tego miejsca chciałbym bardzo podziękować CDA za organizację konkursu i docenienie mojej pracy, oraz panom z MSI za fajnie spędzony dzień! A poniżej obiecane zdjęcie Smoczysława, jak szamie mój łeb: Fotografia 5 - głodny Smoczysław
  3. No i jak wykombinowałeś już coś? Skąd odjeżdżasz?

    1. Pokaż poprzednie komentarze  %s więcej
    2. Style
    3. Tommygun2

      Tommygun2

      517279767

      no to ja lece do jutra

    4. Tommygun2

      Tommygun2

      Ey jest jakis temat o tym naszym evencie bo znaleźć nie moge

  4. 612?

    1. Pokaż poprzednie komentarze  %s więcej
    2. Style

      Style

      A przejedziemy autobusem w niecałą godzinę tę trasę?
      Myślałem raczej, żeby jakąś kolejką albo coś. Napisałem do ziomka z Wro, może mi coś poleci.

    3. Tommygun2

      Tommygun2

      z tego co ja widze to on jedzie 42minuty

       

    4. Style

      Style

      Teoria a praktyka. ;)

  5. Nie spać przez jednego sms'a...?? Dziwne... Smugg, mam kolejne pytanie, nie to, żebym chciał Cię zamęczyć, ale jakoś tak mi się generują w postępie geometrycznym... Napewno zdarzyło Ci się kiedyś w życiu zapomnieć języka w gębie, jak to się potocznie mówi. Potrafisz sobie przypomnieć taką sytuację? I opowiedzieć?
  6. Nie boje sie. A w dziob tez dac potrafie. O tym już była mowa... Pytanko - lubisz długie i zawiłe słowa? Wiesz, takie jak "egzemplifikują"? Czytałem kilka razy, jak niszczyłeś domorosłych czternastolatków, którzy pisali do Ciebie maile ze słownikiem wyrazów trudnych w jednej ręce i słownikiem wyrazów niepotrzebnych w drugiej. Tak na codzień to stawiasz na prostotę przekazu, czy na finezję wypowiedzi? [Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku...]
  7. Dziwaczne masz pytania. Nie, to nie tak, poprostu tak mnie wystraszyłeś tym, żeby uważać na FAQ, że zadaje najbardziej niekonwencjonalne, jakie mi przyjdą do głowy. Spoko, nie należę do typu "ziomali", których tak szeroko opisałeś. [swoją drogą - że Ci się chciało, motyla noga! ] Skoro już w temacie, to zostawmy temat, żeby się nie zmęczył. Powiedz lepiej, czy nie myślałeś nigdy o napisaniu książki. Niegłupi z Ciebie facet, pisanie przez tyle czasu napewno wyrobiło Ci trochę stylu. Czytasz dużo, to wiem. Nie pokusiłbyś się? Hm?
  8. ...A ty masz wiekszą! W sensie, że "ta tupet"? Dobra, to w drugą stronę - dostałeś kiedyś w twarz? Jeśli tak - należało się?
  9. Paweł poważny? Mówisz to o człowieku, który miał Chomika Alfreda i Gąsienicę Gryzeldę? Masz tupet. Wracając zaś do moich pytań - powiedz, dałeś kiedyś komuś w mordę? Opanowanie ma to do siebie, że czasami puszcza. Wiesz, mam na myśli taki typowo męski odruch, gdy jakiemuś facetowi należy się zimny prysznic w postaci ordynarnego dania w pysk. Zdarzyło Ci się? Jesli tak, to przy jakiej okazji?
  10. Witam, cześć i czołem, nie pytajcie, skąd się wziąłem. Zastanawia mnie jedna rzecz, Smugg. Wiem, że pierwotnie AR zajmował się Jedi, Ciebie tam zaciągnął, gdy brał ze sobą stunogą gąsienicę Gryzeldę. A jak wyglądają Wasze kontakty teraz, między Tobą i Jedim? Powiem szczerze, że jestem ciekaw, czy np ustawiacie się na piwo, jak człowiek z człowiekiem i jakie tematy wtedy krążą? Pytam, bo obaj macie nieźle napakowane w głowach i nie umiem sobie wyobrazić "normalnej" rozmowy między Wami, a ja źle się czuję, gdy nie mogę sobie czegoś wyobrazić, mam wtedy wrażenie, że jestem ograniczony.