Jump to content

Hirow

Forumowicze
  • Content Count

    13
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About Hirow

  • Rank
    Hobbit
  • Birthday 02/14/1990

Sposób kontaktu

  • Discord
    Array
  • Facebook
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  1. Chapter five - Way Of Destruction part one Hirow powoli dochodził do siebie. Otworzył lekko oczy i zamulonym wzrokiem rozglądał się gdzie jest, zamrugał parę razy żeby złapać ostrość. Leżał na jedno osobowym łóżku w małym, pomalowanym na biało pokoju, po lewej stronie stała drewniana szafka a dwa metry dalej były drzwi, po prawej było duże okno. Okno było otwarte, z zewnątrz dobiegał śpiew ptaków, prawdopodobnie był ranek. "Gdzie... Ja jestem?" pomyślał i spróbował się podnieść, lecz kiedy tylko napiął mięśnie jego ciało przeszył paraliżujący bul. Chłopak jęknął pod nosem, ale udało mu się usiąść. Wtedy zauważył że jego ręce i klatka piersiowa są pokryte bandażami, chwile potem poczuł że nogi i głowa też. "Ktoś mnie opatrzył?" zdziwił się. Nagle usłyszał że ktoś chce wejść do środka, spojrzał w lewo. Drzwi otworzyły się a w nich stanęła młoda, wysoka na 170 cm ruda lisica w białej szacie, niosąca tace z jedzeniem i chyba lekami, gdy zobaczyła go siedzącego na łóżku, zamarła w bezruchu i upuściła tackę. - STRAŻE! DO MNIE SZYBKO! - rozdarła się podekscytowana. Na zewnątrz dało się słychać się jak ktoś w zbroi biegnie do niej i po chwili Hirow zobaczył strażnika który również stanął jak wmurowany gdy go zobaczył. - Szybko zawiadomić króla! - rozkazała mu lisica Strażnik puściła się pędem po korytarzu i już po chwili nie było słychać jego kroków. Hirow bardzo zdziwiony tą sytuacją, chciał zapytać się co się dzieje ale gdy tylko nabrał więcej powietrza w płuca, poczuł jakby piorun przeszył jego klatkę. Zacisnął powieki i złapał się za lewą pierś prawą ręką. Jęknął z bólu. Widząca to lisica szybko podbiegła do niego. - Szybko połóż się! - pomogła mu się położyć, widziała że cierpi - Nie ruszaj się zaraz będzie po wszystkim. Przyłożyła obie dłonie do jego klatki piersiowej. - Moon Light - wyszeptała Nagle chłopak poczuł jak bul powili mija. Otworzył oczy i zobaczył że z pod jej dłoni wydobywa się jasno niebieskie światło, podobne do koloru księżyca w tym świecie. Po paru minutach nie czuł już bulu i mugł sie poruszać. Usiadł ponownie na łóżku i uśmiechnął się do Furionki. - Dziękuje - powiedział Spojrzała mu w oczy i zarumieniła się lekko. - T... To moja praca - odwzajemniła uśmiech. - Hirow! W tej chwili w drzwiach pojawiła się Sahra wraz z rodzicami. Lisica ledwo zdążyła się odsunąć, bo Sahra właśnie podbiegła do łóżka. - Tak się cieszę że nic ci nie jest! - powiedziała, pociągnęła nosem i ujeła jego dłonię w swoje - Myślałam że już się nie obudzisz. Hirow był w lekkim szoku i spojrzał na króla pytającym spojrzeniem ale ten tylko się uśmiechnął i przytaknął. Chłopak nie wiedząc co robić, uwolnił jedną rękę i pogłaskał dziewczynę po głowie. - Heh, nie tak łatwo mnie zabić - Panienko Sahro, proszę! On jeszcze nie jest w pełni sił! - mówiła spanikowana lekko pielęgniarka. Sahra opamiętała się i odsunęła od chłopaka stając przy łózku z zakłopotaną miną. - P... Przepraszam - Nic się nie stało - powiedział Hirow z uśmiechem ukrywając bul. - No, w końcu się obudziłeś chłopcze - powiedział król podchodząc do łyżka wraz z żoną. - Kiedy padłeś na arenie, myśleliśmy że to już koniec - odezwała się Vaioletta. - Co się dokładnie stało? - zapytał trochę zdziwiono Hirow - Po tym jak krzyknąłeś że to koniec, z powodu utraty krwi i wysiłku straciłeś przytomność. Wtedy Sahra mimo moich zakazów - król spojrzała z ironicznym uśmiechem na kocice - Wskoczyła na arenę by sprawdzić czy żyjesz i odrazu zażądała uzdrowicieli. - Co dziwne starszyzna odrazu usłuchała jej prośby - wtrącił się król - Przez trzy dni byleś traktowany zaklęciami leczącymi przez naszych najlepszych uzdrowicieli " Trzy dni" pomyślał chłopak, " Musiałem być nieźle poharatany". - Jak długo byłem nieprzytomny? - Trzy tygodnie - po słowach wilka zapadła cisza. - ... T... Trzy tygodnie... - powiedział z niedowierzaniem Hirow - Heh, nic dziwnego że nie mogłem się ruszać - i wtedy przypomniał sobie o Bardocku - A co z Bardockiem? - Stracił przytomność zaraz po tobie, stracił wiele krwi ale udało nam się ustabilizować jego stan - powiedziała lisica stojąca przy łóżku - Teraz jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo i właśnie odpoczywa, co ty również powinieneś zrobić - spojrzał na króla - Proszę mi wybaczyć ale muszę was wyprosić, ten chłopiec powinien odpocząć - Dobrze niech odpoczywa, ale kiedy poczuje się lepiej proszę mnie powiadomić, starszyzna chce by z nim pomów... - Hirow! - nagle krzyknęła Sahra Hirow właśnie próbował wstać, lecz zachwiał się gdy tylko chciał staną na nogach i poleciał do przodu, ale udało mu się złapać równowagę. Dysząc wyprostował się i spojrzał z powagą na króla. - Jeżeli starszyzna chce mnie widzieć to jestem do dyspozycji - Wykluczone! - krzyknęły jednocześnie Sahra i pielęgniarka. - Jesteś pewien że masz siłę się przed nimi stawić? - zapytał Sewil z powagą w głosie Hirow wziął głęboki oddech, poczuł bul ale już nie tak wielki jak przed chwilą. - Nie wypada odmawiać starszyźnie - Dobrze więc, najpierw się odśwież i zjedz coś, strażnik zaprowadzi cię do sali tronowej. Rozkażę przynieść ci nowe ubrania bo te - wskazał na odzież leżącą przy szafce - Raczej nie nadają się na taką wizytę. Hirow dopiero teraz zauważył że jego ubrania było postrzępione i popalone. Zapewne zniszczyła je eksplozja. - Ale... - zaczęła pielęgniarka ale wilk uciszył ją gestem - Sahro choć, dajmy mu chwilę spokoju - powiedziała Vaioletta i wszyscy opuścili pokoju Hirow przez chwilę stał w ciszy , ale w końcu zaczął się ubierać, przebywanie w samych spodniach mu nie przeszkadzało ale przed starszyzną raczej nie pokazał by się w takim stanie heh. Ubrania i miecz leżały przy szafce. Zauważył że jego broń zmieniła kolor na zwykły, lekko niebieski, stalowy i wyglądała jak normalny miecz, ale gdy tylko wziął go do ręki, wiedział że to to samo ostrze które dała mu Asura. Przyjrzał mu się bliżej i zauważył że na ostrzu są runy w pradawnej mowie. "Hal kren non sh'arl, den khal", " Ukarze się tylko temu, który jest godny". "Więc tak się sprawy mają" pomyślał Hirow i schował go do pokrowca. Kiedy się ubrał, spytał strażnika na holu gdzie mógł by się odświeżyć i został zaprowadzony do jednej z łaźni szpitalnych. Umył się, zjadł, po czym poprosił aby zaprowadzono go do sali tronowej. W sali czekało na niego sześcioro Furionów, Sahra, Sewil, Vaioletta oraz troje innych których nie znał, zapewne starszyzna, biały wilk, tygrysica oraz szary lis. Wszyscy byli w podeszłym wieku. Siedzieli przy pół okrągłym stole ozdabianym runami i dziwnymi symbolami których Hirow nie rozpoznawał. Stanął przed nimi, ukłonił się lekko i czekał. Starszyzna zmierzyła go wzrokiem. - Wiesz dlaczego cię tu wezwaliśmy człowieku? - zapytała go tygrysica - Zapewne mato coś wspólnego z moim pojedynkiem, pani - odpowiedział spokojnie chłopak - Uważaj na język, człeczyno! - odezwał się lis groźnym tonem - Spokojnie przyjacielu, ten chłopiec pokazał na arenie że nie jest naszym wrogiem - uspokajał go wilk - Powiedz chłopcze, jak masz na imię? I dlaczego tu przybyłeś? - Mam na imię Hirow panie, przybyłem tutaj, ponieważ obiecałem Sahrze że przyprowadzę ją do domu całą i zdrową. - A więc młoda panienka mówiła prawdę - odezwała się tygrysica - Sądząc po wyniku walki, nie dziwie się że ci zaufała. - Wydamy teraz werdykt w sprawie twojego wtargnięcia! - wydarł się ponownie lis - Mówiłem ci już mój drogi że on nie jest naszym wrogiem, przestań go tak traktować - Ach uciszcie się obaj - przerwała im Furionka - Więc tak. Zostałeś oskarżony o wtargnięcie na teren Furionów, co grozi śmiercią. Jednak biorąc pod uwagę że uratowałeś życie córce króla oraz odmówiłeś zabicia przeciwnika na arenie, postanowiliśmy że darujemy ci życie i damy królowi zadecydować co się teraz z tobą stanie. Król Furionów wstał z tronu i spojrzał z uśmiechem na Hirowa. - W zamian za uratowanie mojej córki, pozwalam ci odejść i zapewniam cię że nikt nie stanie na twojej drodze, możesz też zostać z nami ile tylko zechcesz, dopóki nie będziesz sprawiał problemów. Więc co teraz zamierzasz jeśli mogę wiedzieć chłopcze? - Teraz chciałbym odwiedzić Bardocka i porozmawiać z nim jeśli mogę wasza wysokość - Straże, wskażcie mu drogę. Strażnicy zaprowadzili Hirowa pod pokój w którym leżał Bardock. Znajdował się on w drugim skrzydle szpitalnym. Podczas drogi do jego pokoju miną młodą białą, grzywiastą mierzącą 170 cm wzrostu, wilczyce która według niego, wyszła z pokoju wilka. Chłopak zapukał do drzwi jednocześnie lekko je otwierając - Bardock to ja Hirow, mogę wejść? Z pokoju doszło go krótkie "mhm", co uznał za "tak" i wszedł. Bardock leżał na łóżku i miał lekko poirytowaną minę. Na pościeli leżały bandaże które właśnie skończył ściągać z głowy i prawej ręki. Jednak tak ja Hirow miał je dalej na klatce piersiowej. - Witaj wilku, jak się czujesz? - zapytał chłopak z lekką nutą współczucia w głosie, podchodząc do łózka. Wilk łypnął jednym okiem na człowieka. Wziął oddech i wypuścił głośno powietrze z płuc po czym wzruszył ramionami, zastanawiał się co powiedzieć. Jego pokój przypominał ten Hirowa, ale był większy. W prawym rogu przy drzwiach stał stojak na którym wisiała jego zbroja oraz miecz, a po lewej stronie przy oknie znajdował się mały, drewniany barek zapewne z trunkami. Hirow spojrzał na wilka i uśmiechną się. - Nie rób takiej miny, sam chciałeś honorowej walki - usiadł na krześle obok łóżka - Przyznaj się nie doceniłeś mnie trochę. Bardock wymownie spojrzał na Hirowa a potem na barek przy oknie. Chłopak uśmiechnął się ironicznie i podszedł do barku, otworzył go i zobaczył kilka butelek z różnymi trunkami gdzie przeważały wina, oraz dwa puchary do trunków. Złapał za butelkę czerwonego, wytrawnego wina. Było dość stare, sądząc po etykiecie miało około 70 lat. Napełnił jeden kielich i zamkną barek, zabierając trunek ze sobą. - Trzymaj - podał puchar z winem Bardockowi a butelkę postawił na szafce - Dalej będziesz udawał że wycieli ci język czy powiesz coś wreszcie? Wilk powoli sączył wino, obserwując Hirowa znudzonym wzrokiem. Kiedy skończył w końcu przemówił. - Muszę ci pogratulować - mówił spokojnie - Jesteś człowiekiem, który sprawił mi najwięcej trudu. - A ty jedyną osobą, której udało się mnie znokautować - odpowiedział chłopak żartobliwym tonem. Wstał z łóżka, podszedł do okna i wyjrzał przez nie. Był to spokojny ciepły dzień. - Starszyzna darowała mi wolność a król pozwolił mi zostać ile zechcę w wiosce, ale nie zamierzam was długo "dręczyć" swoją obecnością - spojżał na furiona a jego twarz wyrażała szacunek i powagę - Walka z tak wspaniałym wojownikiem była dla mnie zaszczytem, ciesze się że nic ci nie jest - tutaj umilkł na chwilę. Podszedł powoli do łóżka i wyciągnął rękę do Bardocka - Mam nadzieję że nie żywisz do mnie urazy, mimo że jestem człowiekiem. - Urazy ? Kazano nam walczyć, wbrew naszej woli. Jestem wdzięczny że żyje... No i było zabawnie - podał łapę człowiekowi - Swoją drogą co masz na myśli mówiąc, że długo tu nie zagościsz ? - Muszę odejść, nie chcę denerwować mieszkańców waszego miasta - mówił powoli, uważnie dobierając słowa - Poza tym muszę odnaleźć pewnego człowieka co nie będzie łatwe biorąc pod uwagę listy gończe. - Poszukują Cię ludzie ? Co żeż przeskrobał ? - Twoja podopieczna potrzebowała pomocy uzdrowiciela a najbliższy był w ludzkim mieście. Rzeczy nie poszły po mojej myśli, reszty się chyba domyślasz heh. Wilk zastanowił się przez chwilę - A gdzie znajduje się cel Twej podróży? - zapytał z wyraźną ciekawością - Jesteśmy Twoimi dłużnikami, więc może una nam się Cię jakoś tam niepostrzeżenie przesłać - Dłużnikami? Hahahaha - zaśmiał się Hirow co wyraźnie zaskoczyło furiona - To ja jestem waszym dłużnikiem. Darowaliście mi życie, zafundowaliście wspaniałą walkę i teraz poszczacie wolno, nie, nie jesteście mi nic winni. Poza tym i tak nie wiem gdzie się ten człowiek znajduje, jak wygląda, ani nawet ja się nazywa. Jedyne co o nim wiem, to jego cel. - Uratowałeś mą podopieczną, jej życie jest dla mnie ważniejsze niźli moje własne. - Zaczynasz gadać jak ja - odpowiedział Hirow z lekką ironią - To że Sahra jest bezpieczna jest dla mnie wystarczającą nagrodą, ale dziękuję ci za propozycję - powoli kierował się w stroną drzwi a gdy był już w progu, stanął i odwrócił się do Furiona - Wracaj do zdrowia, Sahra jest z powrotem pod twoją opieką. Ja, nie jestem już tutaj potrzebny. Bardock wstał gwałtownie z łóżka - Jeśli masz nas opuszczać, weź chociaż coś ze sobą. Pewno zajdzie się dla Ciebie jakaś zbroja i broń. Musisz też zabrać jakąś żywność' - Wilk uśmiechną się lekko i ruszył w stronę Ludzia, lekko potykając się o koszule, którą miał na sobie. - Nie poddajesz się co? - powiedział Hirow wychodząc z pokoju ale zanim zamknął drzwi dodał - Poczekam na zewnątrz a ty się ubierz. Po krótkiej chwili Hirow razem z Bardockiem, mimo protestów uzdrowicieli, skierowali się do zamkowej zbrojowni która znajdowała się w zachodniej wieży, na samej górze. Było to dość duże, podłużne, podzielone na trzy sekcje po dwadzieścia pięć metrów kwadratowych, pomieszczenie w którym aktualnie nie było nikogo. Pokój był podzielony na trzy części, od prawej do lewej, zbroje, broń do walki wręcz i broń do walki na odległość. W sekcji walki wręcz górowały przede wszystkim miecze, długie, podwójne, jedno, dwu i półtora ręczne, ale można tam też było znaleźć sporo toporów, maczug i innych broni białych służących do walki wręcz. Broni do walki na odległość było już mniej, bo tylko same kusze i łuki, ale za to znajdowało się tam wiele rodzajów amunicji, magicznej i nie magicznej. Natomiast największy wybór był w dziale zbroi, od lekkich takich jak przeszywnica, przez różnego rodzaju kolczugi aż po ciężkie zbroje pełno płytowe. Wybór był ogromny, Hirow był wręcz w szoku. Zajęło mu trochę czasu zanim przejrzał wszystko co Bardock chciał żeby wziął na swoją wyprawę, lecz chłopak ostatecznie nie zabrał stamtąd niczego. Preferował walkę wręcz i chociaż wiedział jak używać łuku czy kuszy, łucznictwo to nie jego styl, natomiast zbroja jak sam twierdził, tylko mu przeszkadzała. Na nic zdały się nalegania Bardocka żeby Hirow wziął chociaż lekką lisią zbroję. Po małym zamieszaniu w owej zbrojowni, udali się na rynek żeby kupić jakieś zapasy. Kiedy tam szli Hirow zauważył że większość Furionów dziwnie na niego patrzyli, jedni z dystansem inni ze strachem w oczach. Bali się go, był człowiekiem i jak przekonali się na arenie, dysponował wielką siłą. Nie dziwił im się, wojna na pewno wyrządziła im wiele szkód, zabrała bliskich i dobytek, właśnie dlatego chciał jak najszybciej opuścić to miasto, nie chciał im sprawiać bólu swoją obecnością. Ich pobyt wmieście był bardzo krótki, wilk za sponsorował człowiekowi prowiant i wodę a następnie udali się do króla, Hirow chciał powiadomić go że odchodzi. W drodze do zamku mijali Stoisko Kartografa i właśnie wtedy Hirow przypomniał sobie że nie ma żadnych map tutejszych terenów. Owe stoisko nie było zbyt wielkie raptem kilka mniejszych straganów połączonych w jedno większe stoisko i wszędzie były tylko mapy. Sprzedawcą był stary, srebrny lis. - W czym mogę pomóc? - zapytał widząc jak Hirow szuka odpowiedniej mapy - Chciałbym kupić mapę doliny Awaral oraz terenów je otaczających, jeśli można - odpowiedział mu Hirow Sprzedawca popatrzył na niego podejrzanie. Widząc jego spojrzenie Bardock odkrzyknął i kiwnął głową dając mu wyraźnie do zrozumienia żeby zaczął przeglądać mapy w poszukiwaniu tej pożądanej - Mogę wiedzieć po co ci potrzebne akurat te mapy? - zapytał wilk - Mam pewne podejrzenia, że w dolinie Awaral znajdę jakieś informacje na temat mojego celu - Dolina Awaral to nawiedzone miejsce, nikt się tam nie zapuszcza - wtrącił się sprzedawca - Ni ludzie, ni furioni - Wielu naszych stamtąd nie wróciło - spoważniał naglę Bardock - To niebezpiecznie miejsce - Tym bardziej muszę się tam udać. Jedno wiem na pewno o swoim celu, że używa on nieznanej magii. To tylko przypuszczenia ale jeżeli ta nieznana magia się tam pojawiła i jakiś furion ją zobaczył... - To mógł by uznać to za klątwę - dokończył za niego wilk - Właśnie, zamierzam zwiedzić parę takich miejsc zaczynając od Awaral, przy odrobinie szczęścia może znajdę coś interesującego... - OTO pańska mapa - tym razem przerwał mu sprzedawca - 200 sztuk złota się należy - Ja zapłacę - wypalił naglę Bardock. Po chwili byli już z powrotem w drodze do zamku. Wilka chciał dowiedzieć się więcej o planach Hirowa ale ten nie chciał zdradzać niczego wiece. Nareszcie dotarli do zamku. W sali tronowej był tylko król wraz z Sahrą. - Witajcie - zaczął król ale Sahra wtrąciła mu się w zdanie - Obaj powinniście leżeć w łóżkach i odpoczywać - powiedziała z lekko oburzoną miną. - Cicho - odparł krotko wilk - Sahro jesteśmy wojownikami - wtrącił Hirow widząc że dziewczyna już chce wyskoczyć z ripostą - Leżenie w łóżkach dobrze nam nie robi - Ach daj już że im spokój moja droga - starał się ja uspokoić król - Więc co was tu sprowadza? - zwrócił się ponownie do gości - Niedługo wyruszam, panie i nie chciałem odejść bez waszej wiedzy - wypalił bez owijania w bawełnę Hirow Jego słowa lekko zaskoczyły oboje. - Opuszczasz nas tak szybko? - zapytał król - Dlaczego? Czy coś się stało? Jeżeli mój lud sprawiał ci jakieś problemy... - Tu nie chodzi o twój lud panie, lecz o mnie - przerwał mu chłopiec - Furioni się mnie boją i nie dziwie się im, nie po tym co zobaczyli na arenie ja nie chcę być ciężarem. - Hirow nie jesteś ciężarem - zaczęła Sahra, widocznie przygnębiona - Oni na pewno zrozumieją - Nie Sahro, ból jaki sprawili im ludzie tak łatwo nie zniknie. Pogódź się z tym, nie powstrzymasz mnie. - A... a kto mówi że chcę cię powstrzymać! - teraz wydawała się zakłopotana a na jej twarzy pojawił się mały rumieniec - Jestem... Jestem ciekawa czemu odchodzisz to wszystko! - skończyła i odwróciła wzrok - Kiedy zamierzasz wyruszyć? - zapytał spokojnie król - Choćby zaraz. - Rozumiem, nie jesteś tu więźniem, nie będę cię powstrzymywał, w końcu jestem królem i nie mogę żeby jakiś człowiek zawracał mi głowę - te ostatnie słowa wypowiedział z wyraźnym żartem i uśmiechnął się. Hirow ukłonił się lekko i pokierował w stronę wyjścia zostawiając Bardocka razem Królem i Sahrą. Dziewczyna odprowadziła go wzrokiem. Kiedy chłopak już wyszedł a drzwi powoli się za nim zamykały, odwrócił się i zanim całkowicie się zamknęły, puścił do dziewczyny oczko. Uśmiechnęła się lekko. "Żegnaj" powiedziała w myślach. Nasz bohater kierował się prosto do bramy wyjściowej, wspominając po drodze chwilę spędzone z Sahrą i pojedynek z Bardockiem. Kiedy dotarł już do wyjścia, odwrócił się aby ostatni raz spojrzeć na miasto Shakchal. "Zegnajcie przyjaciele. Niechaj Asura ma was w swej opiece" i pomaszerował na zachód w stronę Awaral, doliny gdzie znajdowała się ostatnia Świątynia Asury, miał nadzieję dowiedzieć się tam coś o swoim celu. .............................................................................. Minęły dwa dni od kiedy Hirow opuścił miasto. Podczas podróży do doliny Awaral nie napotkał żadnego Furiońskiego patrolu, co było dziwne bo trwała wojna i powinno się od nich roić. "Najwyraźniej ten stary lis mówił prawdę, ani śladu żywego ducha" pomyślał idąc właśnie przez małą równinę, która kończyła się lasem, była noc, "I do tego ta dziwna mgłą hmmmm, może jednak przyjście tutaj nie było stratą czasu". Kiedy wszedł między drzewa widoczność znacznie się pogorszyła, owa nadnaturalnie gęsta mgła zakrywała wszystko, nawet ze swoim wyostrzonym wzrokiem Hirow widział jedynie na metr przed sobą. "Ughhhh, ta mgła mnie dobija, marszy nie ma sensu muszę się rozejrzeć z wysoka" i zaczął szukać jakiegoś drzewa na które mógł by się wspiąć. Po chwili znalazł je dość gwałtownie, wpadając na nie. "[beeep]!, jebana mgła już mnie wkurwia" zaklną i zaczął się wspinać. Jak się spodziewał im wyżej tym mgła stawała się rzadsza, ale te drzewo nie było dość wysokie żeby całkowicie wyjść ponad mgłę. "Mgła, mgła mgła i... O!! MGŁA!! Po prostu [beeep] ekstra... Hmmmm a co to" na horyzoncie, jakieś trzysta metrów od niego na północny zachód ujrzał jakieś światło, "Ognisko? A może latarnia?" zastanowił się "Nawet jeżeli to Furion to w tych ubraniach które dostałem w mieście, wraz z zapachem jego mieszkańców, nie powinien mnie rozpoznać" ". Przez chwilę przyglądał się temu nieznane mu źródło światła żeby dokładnie zapamiętać gdzie się znajduje, po czym zaczął rozglądać się za czubkami reszty drzew. "Nie będzie łatwo, ale tu na górze mam większe szanse niż na dole". Kiedy już opracowała jako-taką drogę po czubkach drzew, zaczął skakać z jednego na drugie, powoli i ostrożnie zbliżając się do źródła światła. Kiedy był dwieście metrów od niego, zauważył kolejne źrudło światła ale nie zwracał na nie uwagi myśląc że ma zwidy, lecz pięćdziesiąt metrów później zauważył kolejne a potem jeszcze trzy. Zatrzymał się, poczuł wyraźny zapach palonego drewna, teraz już wiedział że było to ogniska. "Obóz? I to dość duży, ale przecież nikt się tu nie zapuszczał! To mi się nie podoba" zeskoczył z drzewa i okazało się że mgła pod nim zniknęła. Odwrócił się i zobaczył dosłownie ścianę dymu. "Magia" pomyślał, "Nic dziwnego że uważają to miejsce za przeklęte". Kierował się teraz ku obozowisku. Kiedy był około pięćdziesiąt metrów od niego zatrzymał się bo usłyszał jakieś głosy. Szybko wskoczył na najbliższe drzewo i ukrył się w jego liściach. Po pięciu minutach z zarośli wynurzyło się dwoje rycerzy, ludzkich rycerzy, a dokładniej żołnierzyk Imperionów. "Co oni tu robią?! To miejsce miało być przeklęte! Żaden Furion ani żaden człowiek miał się tutaj nie zapuszczać!" w tym momencie, niczym grom z jasnego nieba, zdał sobie z czegoś sprawę, "Chyba że..." zeskoczył z drzewa i podążył za rycerzami. Po krótkim marszu doszedł do obozu. Jego podejrzenia były trafne. W miejscu które zdawało się być wejściem, stał wielki, metalowy kocioł z którego sączył się biały dym i jak po sznurku kierował się w stronę lasu, tworząc mgłę. "No i masz swoją klątwę. Grrr to mi się bardzo nie podoba, muszę się dowiedzieć o co tu chodzi". Wycofał się w krzaki, wyciągnął miecz i przyciągnął do ciebie tak ze teraz miał go przed oczami, ostrzem do góry. Zamknął oczy i wyszeptał "Scout" po czym pstryknął lekko w ostrze. W powietrzy rozeszła się niewidzialna fala dźwiękowa o niskiej częstotliwości którą słyszał tylko Hirow. Pięciu... Dziesięciu.... Piętnastu... Trzydziestu... Sześćdziesięciu... Wow maja tu spory oddział. Poszukał miejsca w którym nie ma strażników. Znajdowało się ono dziesięć metrów na wschód od niego. Przerwał zaklęcie i ruszył w do owej luki w obronie. Znajdował się tam namiot w którym były akurat trzy osoby. Jedna z nich coś mówiła bo chłopak strzępek ich rozmowy. - ... nie obchodzi mnie z jakimi problemami się tutaj borykacie! Żołnierze mają być gotowy do wymarszu jutro rano czy wyrażam się jasno!? - Tak jest sir! - Jazda mi z oczu! W tym monecie jedna postać w pośpiechu opuściła namiot a człowiek który chyba był dowódca podszedł do drugiej - Rozkaż kucharzowi przygotować moją kolację i powiedz niewolnikom że moja kąpiel ma mieć dokładnie dwadzieścia pięć stopni albo dostaną po czterysta batów każdy zrozumiano? - Sir! - powiedział żołnierz i wybiegł chwilę potem Hirow czekał cierpliwie aż ich dowódca uda się na kolację i wkradł się do jego namiotu. Nie było to nic specjalnego, jedno łóżko, wiadro z wodą, szafka łazienkowa przy której się prawdopodobnie golił, i mały stolik oraz stojak na którym była rozwieszona mapa okolicy. Hirow podszedł by przyjrzeć się jej bliżej. Były na niej pozaznaczane wszystkie wioski znajdujące się najbliżej doliny, w tym Shakchal. Ten punkt był najbliżej doliny. "O nie, oni zamierzają zaatakować miasto!" stwierdził z przerażeniem Hirow "Ale, jak zamierzają odnaleźć drogę w tak gęstej mgle. Heee? A co to jest?" na stole obok niego leżał dziwnie świecący klejnot, zawieszony na łańcuszku. Wziął o do ręki i poczuł jak dziwna energia wypełnia jego umysł. "Wiem co to jest! To jeden z tych amuletów ochronnych noszonych przez magów bitewnych! Więc tak orientują się we mgle!", nagle usłyszał jak ktoś się zbliża. Zarzucił sobie amulet na szyję i wymknął się z namiotu. Prześliznął się przez krzaki i wbiegł między drzewa. Miał racje, amulet na jego szyki sprawiał że widział przez mgłę. "Muszę ich ostrzec, choćby nie wiem co!". Pędził co sił w nogach, nie zważając na cokolwiek, nie miał czasu przejmować się tym że ktoś go zobaczy musiał dotrzeć do wioski jak najszybciej. Noc powoli ustępowała i robiło się coraz jaśniej a on wciąż był zbyt daleko od wioski. "Grrrr, w takim tępię nie zdążę na czas. Chyba nie mam wyboru", stanął, zdjął kaptur z głowy i skupił się. Zaczął gromadzić energie w nogach. Był to ryzykowny ruch z dwóch powodów. Po pierwsze przy takiej prędkości jaką zamierzał osiągnąć jeden mały błąd i walisz w drzewo, skale lub budynek z prędkością przekraczającą pięćset kilometrów na godzinę, a po drugie, mięśnie w nogach doznają obciążeń, które mogą spowodować paraliż na całe życie. Ale on był gotów podjąć ryzyko. Otworzył oczy i ruszył przed siebie z miejsca osiągając 500. Mijał drzewo za drzewem, w skupieniu wypatrując drogi między przeszkodami. "Ach, wspaniałe uczycie" pomyślał ale nie mógł się w nim zatracać, mijał jedno, potem drugie, trzecie i wbiegł na kolejną równinę."Jak na razie wszystko jest ok...", ale wypowiedział te słowa zbyt wcześnie, bo właśnie owa równina opadła gwałtownie niżej. "KUR..." zapomniał o wzniesieniu które mijał tusz po wejściu do Awaral. Wystrzelił jak z procy, wybity siłą pędu, leciał przez jakiś czas obracając się w różnym kierunku i tracąc orientacje. Musiał szybko coś zrobić , jeżeli rozbiję się z taką prędkością to już po nim. Złapał lewą ręką za prawy nadgarstek i zaczął skupiać energią, zamknął oczy i ułożył ciało w linii prostej żeby chociaż trochę je opanować. Ziemia zbliżała się coraz bliżej. "Way of Destruction Lesson One" otworzył oczy i kiedy zobaczył pod sobą ląd, krzyknął "Dragon Strike White Nightmare!" biała smocza głowa uderzyła w ziemię z impetem, wywołując fale uderzeniową która spowolniła jego opadanie na tyle żeby upadek nie był śmiertelny. Uderzył w ziemie z wielką siłą, przetoczył się parę metrów i zatrzymał na drzewie. Mimo że żył to i tak lądowanie było bolesne ale nie miał czasu się tym przejmować bo właśnie usłyszał głośną eksplozję za plecami. Odwrócił się i zamarł z przerażenia. Zdał sobie sprawę że to co wziął za armię wcale nią nie było. To były posiłki "Spóźniłem się". End of part one.
  2. Chapter Four - Honor Przez dłuższą chwilę stali i wpatrywali się z daleka na bramę miasta Shakchal. Była to wielka stalowa brama, z namalowanym godłem na obu wrotach. Były to głowy czterech zwierząt, kot, pies, lis i tygrys, namalowane na tarczy którą trzymał wilk. Po bokach stały wieżyczki obserwacyjne a resztę zakrywał wielki ponad siedmiu metrowy, otaczający prawdopodobnie całe miasto. Sahra i Hirow stali w ciszy jakiś czas chcąc nacieszyć się tym widokiem. Dziewczyna zaczęła powili iść w stronę wejścia do miasta, ale gdy zorientowała się że idzie sama, staneła. - Hirow? Co się stało? Chłopak milczał przez chwilę, wpatrując się tylko w dziewczynę. - Tutaj kończy się moja droga - przemówił w końcu - Już nie potrzebujesz mojej pomocy. Dotrzymałem obietnicy. Zaczął powoli się oddalać. - Nie! Zaczekaj! - podbiegła do niego i za torowała mu drogę - Choć ze mną, chce żebyś poznał mojego ojca. - Dobrze wież że to niemożliwe. Jestem człowiekiem, a mimo że moje intencje są szczere, to żołnierze w mieście nie będą o nic pytać tylko mnie zaatakują gdy wyczują zapach człowieka. Nie mogę tu zginąć, ale nie chcę skrzywdzić niewinnych. - Ale możesz spróbować! Oni nie znają cię tak, jak ja, pokaż moim pobratymcom że nie jesteś ich śmiertelnym wrogiem, że nie jesteś człowiekiem takim za jakiego cie mają! - Jeżeli tam wejdę, to tylko pogorszy stosunki jakie panują miedzy wami a ludźmi - mówił spokojnie, ale nie patrzył jej w oczy - Wojna wiele odebrała obu stronom, a człowiek w stolicy w towarzystwie Furionki, to niezbyt pokojowy znak. - Mój zapach jest na twoim płaszczu więc nie rozpoznają kim jesteś, strażnicy dobrze mnie znają więc z wejściem nie będzie kłopotów. - Nie mogę... - Proszę. Spojrzał jej w oczy i ponownie zobaczył te spojrzenie, takie niewinne, szczere i błagające. Milczeli oboje wpatrując się w siebie. - Jeżeli uda ci się przekonać ich do swoich dobrych intencji, może to wiele zmienić dla Furionów - powiedziała Sahra, ujmując jego dłoń w swoje. - A co jeżeli się mylisz? Co jeśli dojdzie do walki? Nie chcę żeby posądzili cię o zdradę, nie chce żeby coś ci się stało. - Jeżeli tak się stanie - uśmiechnęła się - To jakoś sobie z tym poradzimy. Razem. Wahał się, po raz pierwszy w życiu nie wiedział co robić, mógł zdziałać tak wiele, a jednocześnie mógł tak wiele stracić. Żeby pomóc ludowi Asury, był gotów poświęcić własne zdrowie, dusze, życie, wszystko, ale nie mógł narazić kogoś innego. - ...To się źle skończy - Ty i twój optymizm - uśmiechnęła się Sahrai oboje ruszyli w stronę miasta. Kiedy stanęli pod brama, na jednej z wież coś się poruszyło a chwilę potem wrota rozstąpiły się a oczom Hirowa ukazał się widok iście magiczny. Piękne, wielkie, tętniące życiem miasto, budynki mieszały się z roślinnością, wszędzie było słychać śpiew ptaków i rozmowy Furionów, zajmujących się swoimi codziennymi sprawami,a na wzgórzu w centrum miasta stał potężny zamek. Stał tak przez chwilę i podziwiał ten widok. - Piękne... - ale nie dokończył bo przed sobą zauważył dwójkę strażników. Razem z Sahrą skierowali się w ich stronę, a gdy ich mijali, obaj strażnicy, wilk o rudo-białym futrze i szary wilk, skłonili się lekko witając Sahre. "Więc tak się sprawy mają" pomyślał Hirow. Zapuszczali się głębiej i głębiej w miasto, mijając szkolę, rynek, muzea, biblioteki i wiele budynków mieszkalnych. Wszędzie było pełno Furionów, wilków, lisów, psów, kotów i tygrysów. Podczas treningu w miedzy wymiarze, Hirow czytał o podziale społecznym Furionów. Dzielili się oni na plemiona rasowe, a stosunki między nimi nie zawsze były pokojowe, co doprowadziło do wielu wojen domowych, ale tutaj było inaczej. Na twarzach każdego z mieszkańców dało się zobaczyć wyraźny spokój i szczęście, tyle ras żyło ze sobą w pokoju w tej wiosce (wiem że miasto a wioska to co innego ale co? mam wciąż pisać miasto, miasto, miasto i... miasto? to brzmi bezsensu). Kierowali się w stronę zamku oddalonego jakieś pół kilometra od bramy wejściowej. Chociaż mijali tylu Furionów to żaden nie wyczuł zapachu Hirowa, zapach Sahry w którym był jego płaszcz maskował go na tyle dobrze że puki sam się nie ukaże to nikt nie będzie nic podejrzewał. Kiedy dotarli wreszcie pod zamek, przywitało ich sześcioro strażników, odzianych w grube zbroje zakrywające całe ich ciała, nawet ogony, i uzbrojonych w miecze oraz tarcze z tym samym godłem co na wrotach przed miastem. Zamkowa brama przypominała te wejściową tyle że była mniejsza a godło było przedzielone na oba wrota. Weszli do środka, znajdowali się teraz w małym pomieszczeniu z którego wychodziły trzy korytarze prowadzące do osobnych części zamku. Skierowali swoje kroki do do korytarza na północ od nich. Był to długi, i szeroki korytarz ozdobiony zbrojami, popiersiami i obrazami zapewne poprzednich władców i członków ich rodzin. Na końcu korytarza znajdowały się drewniane drzwi ozdobione metalowymi okowami i srebrną klamką w kształcie wilczej głowy. "Zupełnie jak Wiedźmiński medalion", pomyślał Hirow kiedy przez nie przechodzili. Weszli do wielkiego pomieszczenia, które przypominało trochę wnętrze kościoła z tą różnicą że na końcu stał tron, na którym siedział król miasta. Furioni nie mieli burmistrzów i prezydentów, każda z wiosek miała swojego króla. Nie było tutaj zbyt wielu Furionów, prócz władcy znajdowała się tu , jak pomyślał Hirow, jego straż i piątka innych Furionów. Sahra i ukryty pod płaszczem Hirow zbliżyli się do nich, a kiedy byli już dwa metry od króla, ten gestem kazał odejść furionom z którymi rozmawiał, tamci skłonili się i skierowali w stronę wyjścia. Furionem siedzący na tronie był szary wilk, miał 180 cm wzrostu i był odziany w brązowe szaty ozdobione jedynie czerwoną szafą przebiegającą od prawego ramienia do lewego uda,a na głowie miał miał koronę, która przypominała raczej diadem z trzema kamieniami szlachetnymi, no może była trochę większa. Po obu stronach tronu stali rycerze okuci w zbroje płytowe, uzbrojeni w halabardy, było ich siedmioro. Tylko jeden z nich się wyróżniał. Był to wilk stojący najbliżej króla, odziany był w kolczugę, na którą nałożona była czarna koszula, nagolenniki, karwasze i napierśnik z herbem znajdującym się po lewej stronie, u pasa, po lewej stronie miał miecz ukryty w skórzanym pokrowcu na którym widoczny był znak, otwarta paszcza węża a nad nią czaszka z wygrawerowanymi runami, "Khal ni oten shik'tall" co oznaczało "Pani ma jest mą towarzyszką w walce", i sztylet wczepiony w prawy nagolennik,na plecach wisiał płaszcz. Wilk miał żółte oczy i biało-czarno-szare, zaplecione w długi warkocz do łopatek. Podszedł do nich i skłonił się lekko. Wtedy Hirow zauważył że wilk ma opatrunek na prawym oku, nie widział jej wcześniej, ponieważ Furion stał do niego lewym profilem. - Witaj z powrotem Sahro - Dobrze znów cię widzieć Bardocku - odpowiedziała Sahra i skierowała się w stronę króla. Wilk wstał, uśmiechnął się szeroko i z rozłożonymi ramionami zbliżył do Sahry. - Witaj w domu moja mała - Tato! - z tymi słowami kocica rzuciła się w objęcia ojca. Ściskali się i mówili coś w języku Furionów. Hirow przyglądał się tej radosnej chwili. "Dla takich chwil warto żyć" pomyślał i uśmiechnął się pod płaszczem. Kiedy Sahrai jej ojciec skończyli się witać, król spojrzał badawczo na Hirowa. - Powiedz moja droga kim jest twój tajemniczy towarzysz? - zapytał wskazując ręką na człowieka w płaszczu. - To przyjaciel któremu zawdzięczam bezpieczny powrót do domu, po tym jak odwiedziłam grób Alastry, zostałam zaatakowana przez trzech wieśniaków - lecz w zdanie wszedł jej Bardock - Mówiłem ci że to niebezpieczne, że powinienem chociaż iść z tobą - ale umilkł bo zobaczył gest króla. - Podczas ucieczki jeden z nich uderzył mnie w nogę z taką siłą że kość pękła jak zapałka, chcieli mnie oszpecić a potem ściąć mi głowę. Gdyby nie on już by mnie tu nie było, uratował mi życie, mimo niebezpieczeństwa i listów gończych zabrał do uzdrowiciela i bezpiecznie wyprowadził. To dzięki niemu stoję teraz miedzy wami. - Chciałbym zobaczyć twarz twojego wybawiciela - przemówił król splatając ręce za plecami. Miał bardzo spokojny i przyjemny dla ucha głos. Hirow skłonił się lekko. - Wybacz mi królu, ale dla nas wszystkich będzie lepiej jeśli ego nie zrobię. - Proszę, ściągnij kaptur - powiedział Sahra - Sahro... - ale chłopak nie skończył - Zaufaj mi - powiedziała dziewczyna i spojrzała mu w oczy, ukryte pod kapturem. Zapadła cisza. Hirow wziął głęboki oddech. Wyciągnął ręce z pod płaszcza, miał na nich rękawice wiec nie poznali że to człowiek, i chwycił za kaptur. - Ufam - i ściągnął go. W momencie gdy to zrobił na twarzy króla pojawiło się zdziwienie, a wszyscy rycerze jak jeden mąż ruszyli ku Chłopcu. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tępię, wszystkie piki były wycelowane w niego. Bardock który stał najbliżej nieznajomego, wyciągnął miecz i zamachnął się chcąc ściąć jego głowę. Sahra nie mogła zrobić nic tylko patrzeć z przerażaniem, nie spodziewała się tak nagłej reakcji, krzyknęła żeby Hirow się bronił, uciekał, ale rycerze byli za blisko. Chłopak zamknął oczy i schylił głowę, nie miał zamiaru się ruszyć. Kiedy Bardock zobaczył że człowiek nie zamierza się bronić, zdziwiło go to ,wiec zatrzymał się tuż przed postacią w płaszczu a reszta zrobiła to samo. Trzymał miecz przy jego gardle, piki było centymetry od jego głowy. - Ty niegodziwcze, jak śmiesz... - ale wilk nie skończył. - Dość - przemówił król i spojrzał na córkę - Co to ma znaczyć Sahro? Czy on cię zmusił żebyś go tutaj przyprowadziła? Użył magii? - Nie ojcze, po tym jak mnie uratował, zaopiekował się mną, traktował z szacunkiem i godnością, ani razu nawet nie podniósł na mnie głosu. Tato on uratował mi życie. - Kłamstwa! - krzyknął jeden ze strażników - To wszystko kłamstwa! Oszukał cię żeby się tu dostać, to na pewno asasyn wysłany żeby zabić króla! - To nie są kłamstwa, to nie ty podróżowałeś z nim, wiec nic o nim nie wież! - zaczęła kłócić się z nim Sahra - A co ty o nim wież co?! - Wystarczająco wiele żeby sądzić że nie jest wrogiem! Widziałam to w jego oczach! - zwróciła się do ojca - Ty jeden powinieneś wiedzieć o co mi chodzi! - Dość! - ponownie przemówił król tym razem już szorstkim tonem - Czego tutaj chcesz człowieku? Hirow otworzył oczy i spojrzał na króla. Rycerze odsunęli się od niego kawałek, dalej trzymając broń w gotowości. Chłopak skłonił się, co jeszcze bardziej zdziwiło szarego wilka stojącego przy tronie. - Przybyłem tutaj ponieważ Sahra mnie o to poprosiła - Kłamstwa! - wtrącił się ponownie jeden ze strażników - Kłamiesz gadzie nap... strażnik zląkł się, i już więcej nic nie mówił - Mów dalej - zwrócił się do chłopca. Hirow podziękował skinieniem głowy i kontynuował. - Nie chciałem sprawiać kłopotów ani wzbudzać zamieszania. Sahra poprosiła żebym z nią tutaj przyszedł i spełniłem jej prośbę - mówił spokojnie, z opanowanie, nie ukazując choćby krzty zdenerwowania bądź strachu - Jeżeli złamałem jakiekolwiek prawo, to jestem gotów ponieść wszelkie konsekwencje. Gdy skończył mówić w sali zapadła cisza. Hirow spokojnie czekał na wyrok, jeżeli miał umrzeć niech i tak będzie, nie miał zamiaru zaatakować kogokolwiek, nie chciał żeby przez niego posądzono Sahre o zdradę i skazano na śmierć. - Więc - król Furionów przemówił spokojnie i powili - Nie będziesz stawiał oporu jeśli każę cie wtrącić do lochu, zanim wydam werdykt? - Będę wdzięczny za to że mnie wysłuchałeś, królu. - ... Powiedz mi, jak masz na imię chłopcze? - zapytał go wilk. To że zwrócił się do niego "chłopcze" zamiast "człowiek", zdziwiło wszystkich tu obecnych, nawet Hirowa - Hirow, panie. - Zanim każę odprowadzić cię do więzienia, odpowiedz mi na jeszczejedno pytanie. Dlaczego pomogłeś mojej córce? - Ponieważ uznałem to za słuszne. - Rozumiem. Straże, odprowadźcie go do lochu, ale traktujcie go z szacunkiem. Mówię poważnie! - dodał na koniec widząc minę Bardocka. Czterech rycerzy oraz Bardock, otoczyli więźnia i pomaszerowali z nim do zamkowych lochów, znajdujących się piętro niżej. Sahra chciał ich powstrzymać ale ojciec ją powstrzymał. Hirow i pięcioro Furionów szli właśnie bocznym korytarzem kierując się w stron schodów prowadzących do lochów. Nie był skuty ani związany, nie poniżali go ani nie ubliżali, traktowali z szacunkiem zgodnie z rozkazu króla. Tylko Bardock cały czas patrzył groźnie na niego. Kiedy dotarli już na miejsce, chłopak został rozbrojony i wprowadzony do małej, jedno osobowej celi. W środku stało małe drewniane łózko, a z kraty na końcu pomieszczenia było widać zamkowy ogród. Po chwili zostawili go samego. Hirow położył się na łózko, nie był ani smutny ani wesoły, czuł się normalnie, po chwili zasnął. W tym samym czasie, król prowadził konwersacje z Sahrą na temat tego co się dzisiaj stało. Sahra opowiedział co się wydarzyło podczas ich podróży, każdy szczegół, każde słowo, wszystko co robili. Kiedy skończyła, splotła dłonie przed sobą i czekała cierpliwie na odpowiedz jej ojca. Wilk milczał, rozmyślając na tym co powiedziała, wszystko wydawało mu się podejrzane. - Nie wiem co o tym wszystkim myśleć - przemówił w końcu - To wszystko jest sprzeczne z tym co znamy. - Nie wierzysz mi tato? - Wieże... - Ale? - Ale to wszystko jest zbyt niewiarygodne żeby tak po prostu w to uwierzyć, nawet jeżeli traktował cie z szacunkiem i dobrocią, nawet jeśli uratował ci życie , to mógł to zrobić tylko żeby się tu dostać. Po raz kolejny tego dnia zapanowała niezręczna cisza. W tym momencie do pomieszczenie w którym się znajdowali, ktoś wszedł. Była to Biała kocica, odziana w piękną zieloną suknię, ozdobioną przeróżnymi wzorami, a głowie miała diadem z wielkim niebieskim klejnotem na środku, mierzyła 170 cm wzrostu i miała brązowe oczy. - Mamo! - krzyknęła Sahra i rzuciła się w objęcia matki, która przytuliła ją czule. - Bardock powiedział mi co się stało. - On nie zrobił nic złego! - zaczęła żalić się Sahra - Pomógł mi, uratował mi życie, traktował mnie z szacunkiem, musicie mu uwierzyć! - z jej tonu można było rozpoznać że jest bliska płaczu - Wieże ci moja droga, naprawdę ci wieże - jej matka mówiła spokojnie, i jej spokój udzielił się córce. - Ty również w to wierzysz? - zapytał wilk dziwnym, sarkastycznym tonem - Pamiętasz co mówił twój ojciec, Sewilu? - biała kocica zwróciła się do Furiona - Oczy są zwierciadłem duszy i jeśli Sahra mówi że widziała dobroć i szczerość w jego oczach to ja jej wieże. - Ehhhhhhh - westchnął Sewil - Wygląda na to że nie mam wyboru. Porozmawiam z nim w cztery oczy. - Pójdę z tobą - odezwała się matka Sahry - Nie Vaioletto, muszę iść sam - odpowiedział król i wyszedł Skierował swoje kroki prosto do zamkowych lochów, bez straży, bez broni, normalnie wziął by ze sobą czterech strażników i miecz dla pewności, normalnie to z miejsca kazałby stracić jakiegokolwiek człowieka który przekroczył by próg jego miasta, ale w tym było coś co nie pozwalało mu przestać myśleć o słowach jego córki, ten wzrok, ten spokój, ten szacunek z jakim się zwracał do niego. Sahra mówiła że widziała dobroć w jego oczach, musiał sam to sprawdzić. Kiedy dotarł do lochów, zastał w środku dwóch strażników pilnujących człowieka który był tu jedynym więźniem, kazał strażnikom zostawić ich samych, zszokował ich ten rozkaz ale wysłuchali go. Hirow usłyszał jak ktoś rozmawia ze strażnikami którzy go pilnowali, rozpoznał głos króla. Usiadł na łóżku i czekał, po chwili strażnicy wyszli a drzwi do celi otworzyły się i pojawił się w nich król. Hirow był zdziwiony ze wilk był sam, zwłaszcza że była wojna. - Czy mogę usiąść? - zapytał furion wskazując na łózko - Oczywiście panie - odpowiedział ze spokojem Hirow i zrobił miejsce dla króla Wilk usiadł, splótł ręce przed sobą i zamilkł. Cisza trwała dość długo, chłopak cierpliwie czekał aż Król przemówi. - Powiedz mi chłopcze, czy to co moja córka mówiła to prawda? - zapytał w końcu wilk. - Ja powiedziałem tylko jak było. Osądzać czy jest to prawdą czy kłamstwem, ta decyzja leży w twoich rękach, panie. - Ale dlaczego pomogłeś mojej córce? I dlaczego zwracasz się do mnie z takim szacunkiem? - Pomogłem Sahrze ponieważ był w potrzebie, gdybym ją zostawił na śmierć , sumienie nie dało by mi spokoju. Nie mogłem pozwolić na to żeby ci wieśniacy ja skrzywdzili, serce kazało mi jej bronić i tak uczyniłem. - Nie rozumiem. Żyłem w przekonaniu że ludzie to zło wcielone, natomiast ty całkowicie odbiegasz od tej teorii. Ludzie nie rzadko pomagają sobie, a co dopiero Furionom! - Właśnie dlatego że Sahra jest kim jest,pomogłem jej z większym zapałem. Darze furionów wielkim szacunkiem i podziwem, ludzie tutaj wtargnęli, a wy mimo wszystko przywitaliście ich nie jak najeźdźców ale jak gości. Ta wojna rujnuje pokój jaki trwał między wami od wielu stuleci. - Cały czas mówisz "ludzi", zupełnie tak jak byś nie należał do ich rasy, dlaczego? - Ponieważ nie do końca jestem człowiekiem, jestem kimś więcej, ale to naprawdę wszystko co mogę powiedzieć o sobie. A co do twojego drugiego pytania, panie, zwracam się do ciebie z szacunkiem nie dlatego że jesteś Furionem - spojrzeli sobie w oczy, spojrzenie wilka ukazywało zdziwienie, a Hirowa wielką powagę - Lecz dlatego że jesteś królem i szacunek ci się należy. Kiedy skończył zapadła cisza (znowu). Król patrzył mu w oczy przez jakiś czas, po czym, mimo zaskoczenia Hirowa, uśmiechnął się. - A jednak Sahra nie myliła się co do ciebie. - Co masz na myśli panie? - Masz dobroć w oczach - zaczął kierować się do wyjścia z celi - Chciałbym wypuścić cie od razu ale niestety muszę skonsultować się z moimi doradcami - i wyszedł pozostawiając Hirowa samego. ............................................................................... Przez następne dwa dni, Hirow nie miewał żadnych gości w swojej celi, parę razy słyszał jak Sahra kłóci się ze strażnikami zęby ja wpuścili, ale zawsze ja spławiali. W tym samym czasie król starał się przekonać swoich doradców żeby puścili człowieka wolno, w końcu uratował życie jego córki więc wolność mu się należy, lecz oni nalegali żeby został stracony. W końcu po wielu godzinach dyskusji doszli do porozumienia i trzeciego dnia Hirow został wezwany do sali tronowej na odczytanie wyroku. Chłopak został przyprowadzony do sali tronowej pod eskortą czterech strażników. W sali czekało na niego kilka osób, w tym Sahra wraz z rodzicami, rodzinny strażnik Bardock, oraz paru innych furionów, prawdopodobnie doradców króla. Kiedy Hirow stanął przed nimi, król wstał z tronu. - Przejdę od razu do rzeczy, zostałeś oskarżony o wtargnięcie do królestwa, co zwykle grozi śmiercią - w tym momencie z usta Sahry wydobył się zduszony krzyk - Lecz ze względu że uratowałeś życie mojej córki, zostanie dana ci szansa przeżycia. Stoczysz pojedynek na arenie, jeżeli wygrasz, pozwolimy ci odejść, lecz jeśli przegrasz, zginiesz. Bardocku - król zwrócił się do szarego wilka stojącego nie daleko tronu - Starszyzna wybrała ciebie na jego przeciwnika, wasza walka odbędzie się jutro. Straże zaprowadźcie więźnia do celi. "Pojedynek na śmierć i życie, ehhhh jak ja tego nie lubię", mówił do siebie w myślach Hirow gdy był prowadzony do celi, gdzie miał oczekiwał swojej walki. Następnego dnia po Hirowa przyszło dwóch strażników, chcieli go obudzić wcześnie rano gdy będzie jeszcze zmęczony żeby Bardock miał nad nim przewagę, lecz on już nie spał, czekał na nich. W drodze na arenę, miał cały czas nadzieję ze wydarzy się coś co sprawi że nie będzie musiał walczyć na arenie, nie chciał walczyć z jakimkolwiek Furionem nawet jeżeli to miało znaczyć jego śmierć. Arena znajdowała się po drugiej stronie zamku, za dwornym ogrodem. Był to ogromny, ponad dziesięcio metrowy, okrągły budynek do którego właśnie zbiegało się bodajże całe miasto aby oglądać jego walkę i, jak wydawało się Hirowowi, mieli nadzieję na jego śmierć. W środku znajdowało się wiele korytarzy które prowadziły do loży i pomieszczeń gdzie gladiatorzy mieli czekać na swoją chwilę chwały na arenie. Właśnie w jednym z takich pomieszczeń Hirow miał czekać na sygnał którym będzie dźwięk rogu, i wtedy ma wyjść na arenę. W pomieszczeniu tym było sporo broni, mieczy, łuków, nawet magicznych lasek i zwojów dla magów, oraz zrobi, tarcz i parę innych rzeczy. Hirow myślał chwilę nad założeniem jednej z takich zbroi, niestety po bliższym przyjrzeniu się, zauważył że jest przystosowana dla Fururionów nie dla ludzi co było do przewidzenia. W ten zabrzmiał róg i brama na arenę się otworzyła. Kiedy na nią wyszedł pierwsze co zobaczył, a raczej co go oślepiło, był blask słońca walący mu prosto w oczy, po chwili do jego uszu napłynęły wrzaski tłumów, buczenie i gwizdy. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do jasnego światła, zobaczył że znajduje się na okrągłym placu z ubitej ziemi, kamienia, błota i nawet paru drzew. Cały ten plac był ogromny, zapewne toczyły się tu bitwy z udziałem wielu wojowników i wojowniczek, po chwili dostrzegł swojego przeciwnika. Hirow zmierzył go wzrokiem. Wilk był odziany w lekką skórzana zbroję, spodnie także były ze skóry, nie miał ochraniaczy, przy pasie wisiał miecz. Hirow nie widział sztyletu ale był prawie pewien że Bardock gdzieś go ma. Chłopak czekał na ruch przeciwnika, lecz nie spuszczał go z oczu. Może i nie zamierzał walczyć ale pozostawał w gotowości do obrony. Wilk wyciągnął miecz i opuścił go w taki sposób, jak by także czekał na pierwszy ruch człowieka. Rozejrzał się dookoła, jakby czegoś szukał. Hirow nie wiedział co zamierza Furion, czekał spokojnie na jego ruch. Wilk wolnym krokiem ruszył w prawo, przeszedł jakieś pięć metrów po czym się wrócił, cały czas obserwował człowieka. Teraz Hirow był pewien że Bardock czeka na jego pierwszy ruch, lecz dalej nie zamierzał go wykonać. Widząc ze przeciwnik nie zamierza nic zrobić, wilk stanął i zaczął zakreślać mieczem krąg na ziemi wokół siebie. Widząc to Hirow trochę się zdziwił i skupił wzrok na swoim przeciwniku. "Rzuca czar? A może chce odwrócić moją uwagę?" pomyślał i czekał co dalej zrobi wilk. Furion zaczął rysować coś w kręgu lecz Hirow nie był w stanie dostrzec co to dokładnie było. Zbliżył się wiec powoli i gdy był w odległości piętnastu metrów od wilka, spostrzegł że owym czymś był Septagram, teraz wiedział już że wilk zamierza rzucić jakieś zaklęcie. W momencie gdy człowiek się zbliżał, Bardock kończył układać kamienie na rogach gwiazdy którą wyrysował w kegu. Kiedy skończył ruszył w stronę Hirowa, zostawiając mieczem ślad na ziemi biegnący od septagramu. Kiedy chłopak zobaczył że wilk się zbliża, staną w miejscu i czekał aż wilk się zbliży. Po chwili dostrzegł że Bardock coś mamrocze lecz nie słyszał co, widział tylko ruch ust. Wilk zbliżał się powoli, spokojnym krokiem. Napięcie rosło ale Hirow nie dawał za wygraną, nie zamierzał walczyć. Wilk zatoczył łuk i stanął pod jednym z drzew znajdujących się na arenie, te akurat znajdowało się na jej środku. - Zamierzasz się ruszyć, czy stać tam i czekać na śmierć? - zapytał wilk ironicznym, lekko żartobliwym tonem. - Śmierć przyjdzie po mnie prędzej czy później - powiedział spokojnie Hirow - Lecz jeżeli moje przeżycie ma oznaczać twoją śmierć, to nie mam sensu walczyć. - Podoba mi się Twoje rozumowanie. Niestety rozkazano nam walczyć z powodu tak głupiego, jakim jest Twe pochodzenie. Jestem Ci wdzięczny za to, że ocaliłeś moją podopieczną i sprowadziłeś ją tutaj. Żądam od Ciebie walki honorowej,wiec pokaż na co cię stać - powiedział Bardock i podniósł miecz w oczekiwaniu na reakcje człowieka. Jego słowa zaskoczyło Hirowa, był przekonany że Bardock z radością go wykończy, lecz on chciał honorowej walki. "Honor" pomyślał Hirow i uśmiechnął się pod kapturem. - Honor to wspaniała rzecz, drogi Furionie - zdjął kaptur odsłaniając rękojeść miecza który miał na plecach. Wyciągnął go powoli ukazując jego półtora metrowe, złote ostrze - Ja też go cenię Ustawił miecz w pozycji gotowej do cięcia w poziomie od lewej do prawej, lecz trzymał go tylko jedną ręką, i ruszył na wilka. Poruszał się z prędkością tak wielką że Furion przez chwile stał oszołomiony, ale ocknął się w ostatnim momencie. Odskoczył do tyłu, podczas wykonywania uniku, kopnięciem z pół obrotu wykopał ziemię z wcześniej zakreślonego łuku w stronę Hirowa. Chłopak nie był pewien co szykuje dla niego wilk więc zatrzymał się gwałtownie, wykonał obrót w prawo i ciął mieczem powietrze. Siła pędu połączona z siłą cięcia wywołała fale wiatru, która rozproszyła piasek lecący w jego kierunku. Po chwili zorientowawszy że owy piasek leciał w górę a nie w jego kierunku, a jego fala wzbiła go jeszcze wyżej. Ziemia opadała nie naturalnie wolno lecz Hirow się tym nie przejmował bo wilk już na niego czekał. Chłopak skoczył do wilka i gdy był jakieś trzy metry od niego, zamachnął się z całej siły tnąc od lewej do prawej, widząc to furion postawił gardę i czekał na cios. Ich miecze zderzyły się z głośnym brzdękiem. Bardock nie spodziewał się tak silnego ciosu lecz udało mu się zatrzymać ostrze tusz przed jego pyskiem. Hirow stanął na ziemi i zaczął siłować się w zwarciu z wilkiem. - Heh, jesteś najsilniejszym człekiem, jakiego spotkałem. Szykuje się ciekawa walka - i nagle pchnął z wielką siłą starając się wywrócić przeciwnika. Siła ataku była tak wielka że po ziemi rozeszła się fala jak kręgi na wodzie. Gwałtowność pchnięcia zaskoczyła Hirowa. Kolana lekko się pod nim ugięły lecz nie upadł. Skupił całą siłę w nogach i odepchnął wilka co wywołało drugą fale. Tym jednak razem był on przygotowany, lecz i tak z trudem utrzymał równowagę, po chwili dalej się siłowali. Nagle Bardock wyprostował lewą rękę, ułożył dłoń w kształt miski i wystrzelił z niej, coś jakby jasno lazurowy sopel, którym strzelił za Hirowa. Chłopak chciał sprawdzić w co zamierzał trafić wilk, lecz zanim to zrobił usłyszał trzask łamanego drewna i zrozumiał już co się stało. Wykorzystując nadludzką siłę przeciwnika i swoją lekką wagę, dał się odepchnąć, a raczej odrzucić do tyłu i co sprawiło że Bardock lekko się przechylił do przodu. Wykonał obrót w taki sposób że widział spadające na niego drzewo, obrócił się tak że był teraz bokiem do niego i w locie wyszeptał - Way Of Destruction Lesson One - wyprostował ręce, konar drzewa był już tusz tusz, w tym samym czasie Bardock już się wyprostował - Dragon Strike! Z jego rąk w obie strony, ziemię i nadlatujące drzewo, wystrzeliły dwie ogniste smocze głowy. Eksplozja wzbiła tumany dymu który go ukrył. Bardock nie miał czasu przyjrzeć się temu bliżej bo właśnie w jego kierunku nadlatywał spory kawałek drewna, wykonał więc unik w tył a potem odskok w bok i obserwował w skupieniu chmurę dymu. Przeczuwając że jego przeciwnik coś szykuje, ponownie wyprostował rękę lecz tym razem wywołał fale wiatru która rozproszyła cały dym. "Dragon Strike!" usłyszał nagle i w momencie gdy dym zniknął, ujrzał trzy ogniste smocze głowy lecące w jego kierunku. Bardock wykonał jeszcze jeden unik i zastygł w bezruchu oczekując następnego ataku. Widzą to Hirow, który stał akurat między resztkami rozwalonego drzewa, ruszył na niego. - Hah! - krzyknął Bardock i ruszył w kierunku Hirowa, trzymając miecz za plecami ostrzem do góry Spotkali się w połowie drogi. Ich miecze ponownie się spotkały, ty razem uderzenie nie było takie silne. Hirow lewą ręką wykonał cios celując w klatkę piersiową wilka. Furion chciał to zablokować lecz nie zdołał. Cios był tak silny że złamał dwa żebra i Furion splunął krwią, jednak mimo bólu uderzył człowieka z kolana w brzuch. Cios trafił niespodziewającego się niczego chłopaka i zamroczył go na chwile. Hirow pchnął Bardocka z całej siły co sprawiło że obaj odlecieli od siebie na parę metrów. Przystanęli na chwilę i zmierzyli się wzrokiem. Wilk powoli zaczął cofać się do gwiazdy którą wcześniej narysował, cały czas był odwrócony frontem do człowieka, czubek miecza trzymając blisko ziemi. Hirow po chwili odzyskał wzrok, lecz brzuch bolał go niemiłosiernie, gdy zauważył że Bardock cofa się w stronę septagramu ,wiedział że coś się święci. Wyszeptał pod nosem "Guardian Touch", czego wilk nie zauważył, i wbił miecz w ziemię obok siebie, po czym złapał lewą ręką za prawy przegub. Zamknął oczy, skupił energie w prawej dłoni i w myślach powiedział "Dragon Strike. Jego prawa ręka, od dłoni po łokieć, zaczęła świecić mocnym czerwonym światłem, coraz jaśniej i jaśniej. Widzący to Furion stanął przy gwieździe. Zaczął skupiać energie w lewej dłoni, którą celował aktualnie w Hirowa. Ręka chłopaka świeciła coraz jaśniej aż płomień stał się oślepiająco biały. Wyprostował się, stanął w pozycji jak by chciał wyprowadzić prawy prosty( lewa ręka zgięta w łokciu przed sobą a prawa w zamachu za sobą) - Dragon Strike Z jego ręki wystrzeliła biała smocza głowa wielkości małego budynku i pomknęła w stronę Bardocka. Furion był zaskoczony rozmiarami jego ataku ale nie stracił zimnej krwi. - Ner'Gathar - wykonał unik w bok. Wysoka na ponad 3.5m fala ziemi i kamieni pomknęła w stronę smoczej głowy. Zaklęcia zderzyły się w odległości czterech metrów od swoich właścicieli z potężnym hukiem i blaskiem, rozrzucając kamienie i ziemię na wszystkie strony. Powstała w ten sposób fala uderzeniowa dogoniła Bardocka w momencie gdy ten szarżował na człowieka i cisnęła nim do jeziorka po prawej, ogłuszając na moment. Ta sama fala uderzyła w Hirowa. W tym momencie jego miecz rozbłysł na niebieski i stanął w powietrzu przed nim, otaczając go małym polem siłowym chroniącym przed skutkami zderzenia "Ner'Gathar" i "Dragon Strike". Jednak odczuł skutki własnego zaklęcia. Świat na chwile stracił kolory, chłopak padł na kolana i wypluł sporo krwi. Po drugiej stronie areny przemoczony do suchej nitki Bardock podnosi się z wody, skutki uderzenia były jednak większe niż myślał. Świat zaczął wirować w koło a wilk zachwiał się na nogach, w ostatniej chwili podparł się mieczem żeby nie upaść. Gwałtownym ruchem ściągnął wodę z głowy i oczu. Był wyraźnie zdenerwowany. Hirow z trudem łapał oddech, podparł się na mieczu wbitym przed nim i wstał z pewnym trudem. - Jestem pełen podziwu, wilku - powiedział na tyle głośno żeby jego przeciwnik go usłyszał - Tak trudnego przeciwnika nie miałem od dawna. Gdy kręcenie przeszło, wilk otrzepał się lekko, choć był jeszcze trochę skołowany to dał rade strząsnąć część wody z siebie. - Cóż, jesteś zdecydowanie najsilniejszym człeczyną z jakim walczy. Szkoda że to arena, gdzież gdzie nie ma widzów moglibyśmy zrobić niezłą rozpierduchę - Kto wie - chłopak wyciągnął miecz z ziemi i wyprostował się - Ale chyba mamy tu wystarczająco dużo miejsca żeby poszaleć nie uważasz? - Hehe - zaśmiał się Bardock i przejechał palcem po ostrzu miecza po czym zacisnął pięść - Masashi Odar'Nach! Jego miecz zapłonął na granatowo, lecz chwilę później ostrze zabłysło białym światłem a sam trzon stał się fioletowy. Hirow uśmiechnął się. Podniósł miecz tak że miał przed oczami rękojeść i obrócił go ostrzem w dół. "I'am the master of my soul..." - zaczął powtarzać w myślach - "Justice is my shield and fear is me sword... I have destroyed over a thousand demons... Unknown to sadness, nor known to joy... Have withstood pain to capture them all... Yet those hands will never fight... So as I pray..." - Soul Reaper Jego broń zabłysła białym światłem, i powili zaczeła płonąć na niebiesko aż miecz stał się lazurowy. Obaj zmierzyli się wzrokiem po czym ruszyli na siebie. Mieli zamiar dać wszystko w to uderzenie,całą pozostałą im silę i energie, wszystko! Miej więcej na środku areny spotkali się. - AAAAAAHirow ciął w poziomie od lewej do prawej - MOARRRBardock uderzał od dołu Kiedy ich ostrza zetknęły się, na początku wywołały fale uderzeniową która rozeszła się w powietrzu, aby po chwili zamienić się w dwie ogromne fale, fioletową i jasno niebieską, nacierające na siebie. Po paru sekundach utworzyły sferę purpurowego światła która z głośnym piskiem zaczęła pochłaniać arenę, aż w końcu zajęła całe pole bitwy oprócz trybun. Blask oślepił wszystkich Furionów oglądających całą walkę. Nagle potężna eksplozja ogłuszyła widzów, zakrywając całą arenę w chmurach dymu. Kiedy doszli do siebie, dym nadal zakrywał całe pole bitwy. Zapadła cisza, wszyscy w napięciu oczekiwali wyniku walki. Dym powoli zaczął opadać ukazując szkody jakie spowodowała eksplozja. Widok był szokujący, można powiedzieć że straszny. Cała arena,woda, drzewa, głazy, wszystko zniknęło, teraz był widoczny tylko ogromny, głęboki na dwadzieścia metrów, dymiący krater, zajmujący całą powierzchnie pola bitwy. Furionów sparaliżował fakt, jaką destruktywną mocą dysponują ci dwaj wojownicy. Po paru długich minutach dostrzegli że na dnie katera coś się rusza. To byli oni. Wszędzie było pełno krwi. Bardock wspierał się na mieczu wbitym przed nim oczekując ostatecznego ciosu człowieka który stał na przeciw niego. Hirow spojrzał na wilka i uśmiechnął się. Wziął zamach i wbił miecz obok niego. - Nie - powiedział, splunął krwią i spojrzał na obserwującą całe zdarzenie starszyznę - To już koniec!! - krzyknął i od razu tego pożałował. Przestał widzieć kolory, wszystko zawirowało, poczuł jak upada. Widział już tylko ciemność.
  3. Czytałeś? Nie? To nie komentuj -.-
  4. Chapter Three - Enemy of Ally? "Ten Świat jest naprawdę piękny", pomyślał Hirow idąc przez las,"Widziałem wiele pięknych miejsc, ale to przekracza ludzkie wyobrażenia". To była prawda, a las w którym się znajdował był tego najlepszym przykładem. Jego urok mówił sam za siebie,szum wiatru pośród liści, śpiew ptaków,słońce przedzierające się przez gałęzie,wrażenie było po prostu nie opisane. Hirow wziął głęboki oddech "Gdybym mógł po prostu usiąść pod jednym z tych drzew, zapomnieć o wszystkim, o misji, tajemniczym wrogu, niebezpieczeństwie, i zrelaksować się ,było by po prostu wspaniale". Zatrzymał się na chwilę, zamkną oczy, przypomniał sobie co czytał o wojnie toczącej się na tym świecie. "Nie. Nie mam czasu na odpoczynek, muszę jak najszybciej zakończyć to wszystko", otworzył oczy i rozejrzał się do okuła "No ale najpierw muszę się dowiedzieć gdzie jestem i na czyich ziemiach jestem" i ruszył przed siebie mając nadzieję że natrafi na ślady jakiejś cywilizacji. Niestety, po ponad 4 godzinach marszu, nie udało mu się natrafić na kogokolwiek, albo cokolwiek, co mogłoby mu pomóc dowiedzieć się gdzie jest, wszędzie tylko las i las. W końcu po kolejnych 2 godzinach, udało mu się dotrzeć na obrzeża lasu, mało tego, pomiędzy drzewami dostrzegał jakieś kształty, "Może to budynki? Zobaczymy" pomyślał i zaczął kierować się w ich stronę gdy coś przykuło jego uwagę. Staną i wyostrzył zmysły i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu dziwnego dźwięku, który usłyszał. I wtedy, jakieś 25 metrów od niego, między drzewami dostrzegł sylwetki czterech osób, trzy z nich stały, a czwarta leżała na ziemi. Zbliżył się do nich, i pozostając poza zasięgiem wzroku, obserwował z dala sytuację.Trzech mężczyzn, ubranych jak wieśniacy, znęcało się nad postacią leżącą na ziemi. Zbliżył się jeszcze bardziej, żeby zobaczyć kim była uw postać wtedy ją dostrzegł. Była to Furiońska dziewczyna, prawdopodobnie kotka, która z przerażeniem i łzami na twarzy, wpatrywała się w swoich ciemiężycieli. - Ty Furiońska suko! Nauczymy cię że kradzież nie popłaca! - wydarł się jeden z wieśniaków - To są ziemię ludzi, a Imperioni wysoko płacą za każdą furiońską głowę! - dodał drugi farmer, stojący bliżej dziewczyny - Hehehe! Dzisiaj się obłowimy chłopaki! - odezwał się ostatni. - Co powiecie żebyśmy się trochę zabawili co? Nikt nie mówił że reszta jej ciał mysi być cała prawda? - Może odetniemy jej ręce i sprawdzimy która jest dłuższa heheh! - Lepiej odetnijmy jej nogi żeby nam nie uciekła! - A może odetniemy jej cycki, i pokiereszujemy Bużkę żeby wyglądała jak facet! Słyszałem że za męskich płacą więcej! - i ruszył w jej kierunku, z widłami skierowanymi w jej piersi. Przerażona Furionka zamknęła oczy i czekała na uderzenie. Lecz ono nie nadeszło, zamiast tego kotka usłyszała tylko świst powietrza i zdziwione głosy wieśniaków. Otworzyła oczy doznała szoku. Metr od niej stała tajemnicza, zakapturzona postać, powstrzymująca widły, którymi jeden z mężczyzn chciał ją oszpecić. - C...Co jest [beeep]! Kim jesteś! - dar się wieśniak i próbował wydostać widły z uścisku nieznajomego, ale to było na nic. Pozostała dwójka odsunęła się do tyłu, zszokowana tym co się dzieję. - Jak on się tu znalazł?! - zapytał z przerażeniem w głosie najwyższy z nich - Nie pytaj się mnie, zamrugałem oczami a on już tam był! - dokrzyczał mu stojący obok kolega. - Nie tak powinno się traktować damy - przemówiła zakapturzona postać głosem mrożącym krew w żyłach i odrzucił widły razem z wieśniakiem je trzymającym do tyłu. Przeleciał on 3 metry i wylądował pomiędzy pozostałą dwójka - Jeżeli chcecie dożyć nocy, odejdźcie i więcej się tu nie pokażecie - Kim ty [beeep] myślisz że jesteś, żeby wydawać nam rozkazy? - Dalej chłopaki, pokażmy mu że nie jesteś my byle kim! - Rozgnieciemy go jak robaka którym jest? - Możemy rozwiązać ten spór łatwą drogą, albo ciężką drogą - przemówił nieznajomy, ale trójka wieśniaków już nacierała na niego. Ten trzymający widły chciał przebić nieznajomego, celując w klatkę piersiową, niestety, zakapturzona postać zrobiła unik w lewo, po czym wyprowadzając małe combo, dwa uderzenia w brzuch zakończone kopnięciem w twarz, wysłała wieśniaka 3 metry w górę. Drugi z nich uzbrojony w kosę, próbował najwyraźniej ściąć głowę wroga, lecz ten był zbyt szybki, i zanim farmer zdołał w ogóle wyprowadzić cios, już gryzł glebę. Trzeci gagatek, widząc co się stało z jego kolegami, rzucił się do ucieczki. Nieznajomy widząc to, spokojnie i powoli podszedł do wideł wbitych w ziemię metr za nim i jednym szybkim kopniakiem wyrzucił je w powietrze, po czym w pozycji gotowej do rzutu, złapał je i cisną w stronę uciekającego mężczyzny. Kiedy broń miała już go trafić, farmer potknął się i runą na ziemię, a widły świsnęły mu nad głową. Podniósł się szybko i z krzykiem ratował się ucieczką. Furionka która cały czas to obserwowała, była w niemałym szoku, wiedziała jednak że jej wybawiciel był człowiekiem a ona za nic w świecie nie odda się w ręce ludzi bez walki. Nieznajomy podszedł do niej, schylił się, i zmierzył ją wzrokiem. - Jesteś cała? - zapytał - Zostaw mnie w spokoju człowieku! Jestem groźniejsza niż ci się zdaje! - W to nie wątpię - w tym momencie usłyszał dźwięk rogu wojennego - Cholera, pewnie ten trzeci powiadomił już milicję czy patrol. - Zostaw mnie powiedziałam! Nie dostaniecie mnie żywcem! - i prychnęła na niego, w jej oczach było widać desperację i przerażenie - Słuchaj, możesz to załatwić na trzy sposoby. Możesz zostać tu a wtedy ci idioci na pewno cię zabiją. Możesz spróbować uciec, co tylko przedłuży twoją mękę, albo możesz pozwolić sobie pomóc, a wtedy obiecuję ci że wyjdziesz z tego cało. - Jaką mam gwarancję że ty mnie nie zabijesz co?! - Słuchaj, nie zawracał bym sobie głowy ratowaniem twojego życia, tylko po to żebym sam mógł cię zabić. Więc jak będzie dasz sobie pomóc czy nie? Milczała przez chwilę , najwyraźniej oceniając swoje położenie. W końcu skinęła głową na zna że się zgadza. - Możesz wstać? - Nie, złamałam nogę podczas ucieczki. - Dobrze więc, złap mnie za kark. Zawahała się. - No dalej nie mamy całego dnia! Chwyciła go za kark, a on chwyciła ją pod nogi, i jednym szybkim ruchem podniósł z ziemi, jakby grawitacja przestała działać. Z za wzgórza, gdzie znikł wieśniak, wyłoniło się pięć postaci na koniach, odzianych w zbroję, trzymających w dłoniach miecze i ruszyło w ich stronę. Hirow z prędkością błyskawicy, rozpędził się, wskoczył między drzewa i zaczął kierować się w stronę gór, mając nadzieję że tam zgubi pościg. Rycerze jednak nie odpuszczali i kontynuowali pości w lesie. Spojrzał na furionkę, miała zamknięte oczy i była przerażona. "Muszę jak najszybciej ich zgubić", pomyślał. Zeskoczył na ziemię i będąc jeszcze w pędzie, skoczył do przodu,w locie wyciągną miecz który miał na plecach, i ściął parę drzew które mijał po prawej stronię, schował miecz i po przeleceniu jeszcze jakichś 5 metrów, popędził niczym wiatr, zostawiając pościg daleko w tyle. Kierował się w stronę jaskiń które widział podczas schodzenia z gór, miał zamiar spędzić tam noc. ............................................................................... Gdy dziewczyna otworzyła oczy, był już ranek. Leżała w jaskini przykryta niebieskim płaszczem, a nieopodal na ognisku piekło się mięso. Tajemniczego mężczyzny nigdzie nie było, nie wyczuwała jego zapachu. Upewniła się że w pobliży nikogo nie ma i nie pewnym krokiem ruszyła w stronę ogniska. Była bardzo głodna, nie jadła od wielu dni. Kiedy mięso znajdowało się na wyciągnięcie ręki, zawahała się. - Nie krępuj się, - nagle w wejściu do jaskini pojawił się uw nieznajomy, niosący drewno na opał. Dziewczyna jednym susem znalazła się na drugim końcu jaskini, i z kłami i pazurami na wierzchu, zaczęła groźnie warczeć na mężczyznę. On natomiast ani się nie zdziwił , ani nie przestraszył, spokojnym krokiem podszedł do ogniska, dołożył trochę drewna i usiadł obok, po czym łagodnym wzrokiem spojrzał na dziewczynę. - Nie bój się, nie jestem twoim wrogiem. Chodź i zjedz coś, musisz być bardzo głodna, po zatym musisz nabrać sił i się zregenerować, zwłaszcza tę złamaną nogę "Złamaną no..." i wtedy przypomniała sobie że złamała nogę, pod czas ucieczki. Przypomniał jej o tym także bul, którego wcześniej nie czuła z powodu tego małego zamieszania. - Skąd mam wiedzieć że mięso nie jest zatrute?! Wy ludzie jesteście tacy sami! Albo chcecie nas zabić albo zrobić z bas niewolników! Prędzej umrę niż dam zrobić z siebie niewolnika! - Oboje dobrze wiemy, że tak się nie stanie, nie po to ratowałem ci życie żeby, ci je odebrać, albo zrobić z ciebie niewolnika. Nie musisz mi ufać, ani mnie słuchać, nie dziwię ci się że jesteś do mnie wrogo nastawiona, ludzie zapewne wiele ci odebrali, ale ja nie jestem twoim wrogiem. - Akurat! Chcesz zyskać moje zaufanie tylko po to żeby mnie bardziej zranić ,a potem sprzedać jakiemuś handlarzowi niewolników! Albo udajesz dobroć, żeby potem odciąć mi nogi abyml nie uciekła! - Mój miecz leży obok ciebie, nie zdążę do niego dotrzeć przed tobą, więc masz przewagę, ale zapewniam cię że nie chcę cię sprzedać nikomu, ani tym bardziej cię zranić. Ale jeżeli naprawdę wierzysz w to co mówisz to proszę, użyj tego miecza. - I tak zrobię! - dziewczyna chwyciła za miecz, i powoli, kuśtykając, zbliżyła się do chłopaka. Spojrzał na nią jeszcze raz. Nie bał się, wręcz przeciwnie uśmiechał się. Uniosła miecz nad jego głowę i... Zamarła. Wahała się, cała się trzęsła, nie wiedziała co robić, umysł podpowiadał żeby wykończyła go puki jeszcze może, a serce żeby, mu zaufała. Trwała w tej rozterce jeszcze jakieś 10 minut. - Nie. Wychowywano mnie na przekonaniu, że ludzie są źli, i zabijają furionów przy każdej okazji,ale... ale ty jesteś inny, uratowałeś mi życie, przez cały ten czas opiekowałeś się mną i cały czas byleś dla mnie miły - opuściła miecz - Nie mogę skrzywdzić kogoś, kto jest dla mnie taki dobry, bez względu na to czy jesteś moim wrogiem czy nie. - Czy to znaczy że teraz mi ufasz? - odpowiedział chłopak, odbierając dziewczynie miecz i chowając go do pochwy, którą miał na plecach - Nie... Jeszcze nie, na razie toleruję twoją obecność. A tak w ogóle jak masz na imię? - zapytała siadając naprzeciw niego i biorąc wielki kawał mięsa z ogniska - Wybacz mi brak manier. Mam na imię Hirow, miło mi cię poznać. a czy ja mogę znać twoje imię? - Jestem Sahra i...dziękuję ci że uratowałeś mi życie Hirow, ale mogę wiedzieć dlaczego? Dlaczego mi pomogłeś? Jesteś człowiekiem, powinieneś mnie zabić albo zniewolić zamiast walczyć w mojej obronię z twoimi pobratymcami. - Sahro, nie jestem tym za kogo mnie uważasz, a już na pewno nie jestem jednym nich. - Jednym z nich? - Ludzi którzy chcieli cię skrzywdzić. Ton z jakim to wypowiedział był taki, dziwny, jakby wypowiedział coś plugawego,coś co go obrzydzało. Sahra nie wiedziała co o tym myśleć, chciała go zapytać kim jest ale zrezygnowała z tej myśli, nie chciała naciskać. - Dalej nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Dlaczego? - Nie mogłem pozwolić im cię skrzywdzić. Zrobiłem to co podpowiadało mi serce, to co myślę że jest właściwe. I nie myliłem się. - Dziękuję. - Nie ma za co. Teraz czy ja mogę zadaj ci pytani? Kiwnęła głową. - Co tutaj robisz? To tereny ludzi, prawdopodobnie środek ich ziem, jesteś bardzo daleko od domu. - Ja... - zawahała się. Nie była pewna czy może powiedzieć mu dlaczego tutaj jest - Jeżeli nie chcesz, nie będę cię zmuszał. - Nie, nie, po prostu, chodzi o to że, echhhh. Byłam odwiedzić grób mojej przyjaciółki, nie wiadomo z jakiego powodu chciała żeby pochowano ją właśnie tutaj, w samym środku terytorium ludzi, niedaleko centralnego miasta Imperionów. Zawsze wierzyła że każda istota ma w sobie dobro, że ta wojna z ludźmi do niczego nie doprowadzi. Została wygnana ze swojej wioski, a później zabita przez ludzi. - gdy skończyła, w jaskini zapadła cisza, dało się tylko słyszeć strzelanie ogniska. W jej oczach było widać smutek. - Przepraszam, nie chciałem przywoływać smutnych wspomnień. - Nic się nie stało, ale zmieńmy temat. - Hmmmm, więc, skąd jesteś? - Z wioski Shakchal, położonej w północnej części terenów furionów, jak sam zauważyłeś daleko stąd. Kiedy o tym myślę to zaczynam wątpić że wrócę do domu. - Jak MY wrócimy. - Słucham? - Pomogę dostać ci się do domu, będę twoim strażnikiem aż do momentu gdy przekroczysz bramy swojej wioski. - Nie musisz mi pomagać, poza tym furioni zabiją cię gdy tylko cię zobaczą, dotarłam tu sam i sam się wydostanę. - Z Imperiońskimi rycerzami na karku? Wątpię. Poza tym już ci mówiłem że robię to co podpowiada mi serce, a w tym momencik mówi mi żebym ci pomógł wrócić domu, i jestem gotów ponieść konsekwencję za tym idą. Pytanie tylko, czy pozwolisz sobie pomóc? - Ale mówiłeś że... - Że ci pomogę, tak, alę będę się czuł lepiej wiedząc że i ty tego chcesz - wstał, podszedł do niej i wyciągną rękę - więc jak będzie? Zapadła cisza, znowu, ale tym razem nie trwała zbyt długo, bo Sahra wstała i uścisnęła dłoń Hirowa. - Tak, chcę. Powinniśmy wyruszyć jak najszybciej. - Powinniśmy, to poczekać aż twoja noga się zregeneruje i nabierzesz sił. - Nie mów mi co mam mówić - powiedziała dość sucho - Może i toleruję twoją obecność, ale to nie znaczy że będę słychać twoich rozkazów. - Hehe, to nie był rozkaz, moja droga, to była prośba - uśmiechnął się lekko - Ale jeśli ci tak śpieszno, to możemy wyruszyć wieczorem, w nocy będziemy mieć większe szanse uniknięcia schwytania. - ... Dobrze, niech ci będzie. - i ponownie zaczęła zajadać się pieczenią. Dzień mijał szybko i w czasie ich pobytu w jaskini nic ciekawego się nie wydarzyło. Noc nadeszła nieubłaganie i powoli zaczęli zbierać się do drogi. Gdy Sahra gasiła ognisko, Hirow poszedł sprawdzić czy w pobliżu nie ma jakich niespodzianek. Na szczęście droga była wolna i po chwili byli już w drodze na północ, Czekała ich długa wyprawa. Znajdowali się w samym środku ziem ludzi, gdzie znajdowało się najwięcej wojsk Imperionów. Niewiele było o nich wiadomo, Hirow wiedział tylko tyle że Imperioni zostali założeni po to żeby wyplenić bądź zniewolić wszystkich Furionw, ale to mu wystarczyło żeby pomóc Sahrze dostać się bezpiecznie do domu, Do wioski Shakchal, co w mowie Furionów znaczy jedność, która znajdowała się daleko na północ, na obrzeżach terenów należących do Furionów. ............................................................................... Od trzech dni szczęśliwie udało im się uniknąć patrolów Imperionów. Szli właśnie przez las, gdy Sahra nagle się zatrzymała i złapała za kostkę. - Co się stało? - zapytał Hirow podchodząc i kucając przy niej - To nic takiego, tylko skurcz, zaraz minie - i skrzywiła się z bólu - Pokaż mi te nogę - Nie! To znaczy, nie, naprawdę to nic wielkiego - mówiąc to starała się wstać ale Hirow jednym szybkim ruchem ponownie ją usadził i siłą odciągnął jej rękę od miejsca gdzie miała złamaną nogę - Jak śmiesz! Ale chłopak tylko zmierzył ją groźnym spojrzeniem, co sprawiło że od razu zamilkła, i spojrzał na jej nogę. Była cała spuchnięta i siną, a kiedy jej dotkną dziewczyna syknęła z bólu. Hirow zbadał dokładnie opuchnięte miejsce. Nie było dobrze, kość może i była dobrze nastawiona, mimo to z jakiegoś powodu nie zrastała się dostatecznie szybko. Było to na tyle dziwne zwłaszcza że Furioni regenerują się szybciej i sprawniej od ludzi, więc jej rana powinna być już w połowie wyleczona. - Od jak dawna masz siniznę na nodze? - zapytał Hirow - Jak śmiałeś... - Od jak dawna - powtórzył głośniej, szorstkim tonem. Dziewczyna odwróciła głowę aby ukryć zakłopotanie. - ... Od dwóch dni... - Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? Takie nadwyrężanie twojej nogi może prowadzić do wielu komplikacji a nawet do amputacji! Mijaliśmy już parę wiosek, mogłem w nich poszukać uzdrowiciela który by ci pomógł! - dziewczyna skupiła uszy, co świadczyło o strachu. - N... Nie chciałam spowalniać naszego m...marszu,nie chciałam być ciężarem, ja chcę tylko wrócić do domu - po jej tonie można było poznać że jest bliska płaczu. Widząc to Hirow poczuł ciężar w żołądku, podszedł do niej i położył jej rekę na ramieniu - Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć, wybacz mi. Ale mogłaś mi powiedzieć, że twoja noga jest w takim stanie - widząc że dziewczyna nie reaguje na jego słowa, położył dłoń na jej policzku i delikatnie odwrócił jej głowę w swoją stronę tak żeby spojrzała mu prosto w oczy. Sahra była zdziwiona, gdy jej szkliste oczy spotkały się z troskliwym spojrzeniem Hirowa, na jej twarzy pojawiło się jeszcze większe załopotanie. - Posłuchaj mnie uważnie bo nie mam zamiaru ci tego powtarzać kiedykolwiek - przemówił Hirow tonem, Który świadczył o tym że ma zamiar powiedzieć coś bardzo ważnego - Nigdy nie będziesz dla mnie ciężarem, zobowiązałem się doprowadzić cie całą i zdrową do domu, mówiłem poważnie, będę cię chronił do momentu gdy przekroczysz bramy swojej wioski lub do momentu aż padnę martwy chroniąc twoje życie - chciała odwrócić wzrok ale on jej na to nie pozwolił - I proszę cię nie płacz, twe łzy ranią moją duszę. Gdy Sahra ponownie spojrzała mu w oczy oniemiała, jego spojrzenie było takie czułe, pełne nadziei i troski... "Takie nie ludzkie" pomyślała przez chwilę. Hirow uśmiechną się do niej a ona odwzajemniła uśmiech. Zamiast pomóc jej wstać, Hirow wziął ją na ręce, co ją trochę zdziwiło. - No co? - zapytał gdy zobaczył jej zdziwienie - mam pozwolić żebyś się forsowała? Nie ma mowy, poza tym, wleczesz się jak kula u nogi - powiedział żartobliwym tonem - Hej! - krzyknęła Sahra, już wyraźnie weselsza. Zaśmiali się oboje i już pędzili z wiatrem w stronę horyzontu, gdzie było widać jakąś wioskę. Kiedy byli już w pobliżu wioski, dotarcie zajęło im mniej niż 3 godziny, Hirow zatrzymał się na skraju lasu i ukrył razem z Sahrą w krzakach, obmyślając jak dostać się do wioski nie zwracając na siebie uwagi. "Hmmm, mimo że nie widzieli mojej twarzy to jednak dotarcie tam z Sahrą będzie trudne. Ale nie mogę jej przecież tu zostawić", zamyślił się. - Wież może coś o tym mieście? - zapytał Sahre - Trochę, podczas mojej podróży tutaj, przechodziłam tędy, tzn przejeżdżałam ukryta w wozie dostawczym, jest to miasto handlowe więc nie podlega kontroli Imperionów a kupcom nie za bardzo chce się sprawdzać co przewodzą puki dostają za to pieniądze. Pamiętam że był tu uzdrowiciel, mały posterunek strażniczy tuż przy bramie pięciu może sześciu strażników, mały kościół... - Kościół? - przerwał jej Hirow, z lekkim zdziwieniem w głosie - Tak, ci kupcy są bardzo religijni - odpowiedziała Sahra również zdziwiona - Powiedz czy widziałaś tam mnichów? - Hirow był wyraźnie zainteresowany tą informacją - Tak, kilku, ale co to ma do rzeczy? Imperioni pewnie wysłali za nami listy gończe, nawet gdybyśmy w ostateczności udawali że jesteś moim panem i starali się znaleźć schronienie u mnichów to i, tak ranną furionkę i zakapturzonego nieznajomego nie można nazwać inko-gnito. - Może i ty widzisz Furionkę i nieznajomego - Hirow zdjął swój płaszcz i zarzuciła Sahrze na plecy, nakładając jej przy tym kaptur - ale ja widzę zmęczonego podróżnika i rannego mnicha. - To się może udać, no ale co zrobimy z uzdrowicielem? Jestem pewna że nie uleczy Furionki za żadne skarby. - Jeżeli złoto mu nie wystarczy, to mam w zanadrzu parę innych argumentów - i odchylił głowę ukazując rękojeść miecza na jego plecach. Sahra uśmiechnęła się i razem pomaszerowali w stronę wioski. O dziwo plan Hirowa poskutkował nad wyraz dobrze, strażnicy przy bramę nic nie podejrzewali, wręcz przeciwnie, kiedy przekraczali bramę miasta, skłonili się i powitali ich w stylu "Witaj ojcze", a widząc że owy "ojciec" kuśtyka, od razu wskazali im drogę do budynku w którym urzędował uzdrowiciel. "Jak na razie jest dobrze", pomyślał Hirow ale nie miał zamiaru świętować, przed nimi trudniejsza część planu. Budynek uzdrowiciela znajdował się w centrum miasta zaraz obok rynku, na którym kręciło się sporo ludzi, i furionów - niewolników, którzy rozładowywali towary swoich panów. Widząc to Hirow zaczął obmyślać, na wszelki wypadek, plan ucieczki, gdyby głupota była silniejsza od rozsądku owego uzdrowiciela. Weszli do budynku, który wskazał im strażnik, pomieszczenie w jakim się teraz znajdowali było średniej wielkości, na środku stało łózko, w rogu znajdował się stuł alchemika a zaraz obok mała biblioteczka i barek zapewne z alkoholami. Zaraz przy wejściu stało małe biurko przy którym siedział, prawdopodobnie, właściciel. Na widok gości wstał i ukłonił się lekko. - Witam, w czym mogę państwu pomóc? - zapytał uśmiechając się fałszywie. Był to mężczyzna na oko po trzydziestce, miał jakieś 170 cm wzrostu, brązowe oczy i dość przyjazny wyraz twarzy. - Powiedziano nam że pracuję tutaj uzdrowiciel. - Tak to ja. - Chciałbym żeby pan kogoś uleczył. - Oczywiście, zrobię co w mojej mocy aby panu pomóc - słysząc to Hirow kazał gestem aby Sahra zdjęła kaptur. Reakcja uzdrowiciela była do przewidzenia - Co to ma być? Mówił pan że mam uleczyć kogoś a nie coś. Leczę tylko ludzi i sługi Imperiońskich rycerzy a ty mi na takiego nie wyglądasz. - Dobrze ci zapłacę - powiedział Hirow, wyraźnie zdenerwowany - Nie ma mowy, nie wyleczę tego potwora. Sahra chciał rzucić się na mężczyznę ale nie zdążyła, bo tamten miał już miecz przystawiony do gardła. W pomieszczeniu naglę zrobiło się duszno a od Hirowa wyraźnie dało się wyczuwać mordercze intencję. - Uzdrowisz ją albo upewnię się że to miasto było tylko plamą atramentu na mapie - przemówił głosem który przeraził nawet Sahrę, do której te słowa ni były skierowane. Uzdrowiciel z miejsca dostał drgawek, cały się spocił i odebrało mu mowę - Więc jaka jest twoja odpowiedź? - zapytał Hirow już normalnym tonem, ukrywając swe intencje, żeby mężczyzna mógł przemówić. - D..Dobrze t...tylko oszczędź me życie proszę cię! Mam żonę i dziecko! - Zamknij się i weź do roboty - skarcił go chłopak, wskazując mieczem na złamaną nogę dziewczyny. Uzdrowiciel bez słowa podbiegł do Furionki i zajął się jej nogą. Przyłożył rękę do opuchniętego miejsca i po chwili jego dłoń rozbłysła jasnym, zielonym światłem. Po jakichś 30 minutach noga Sahry była jak nowa. - Masz - powiedział Hirow wręczając dość ciężką sakiewkę uzdrowicielowi, który wydawał się tym zaskoczony - wykonałeś swoją pracę, a to twoja zapłata i mam nadzieję - schował miecz lecz nie puścił jego rękojeści -że się rozumiemy. Mężczyzna bez słowa wrócił do biurka. Sahra ponownie ukryła głowę pod kapturem i razem z Hirowem wyszli z budynku,ale gdy już mieli kierować się w stronę bramy, uzdrowiciel wybiegł ze swojego miejsca pracy. - STRAŻE! STRAŻE POMOCY! TO CI DWOJE Z LISTU GOŃCZEGO! POM... - ale nie dokończył bo Hirow znokautował go jednym uderzaniem i posłał na ścianę jego sklepu,wbijającego razem z jej częścią. Hirow był wyraźnie wkurwiony, na szczęście miał plan B. Kiedy strażnicy zaczęli zbliżać się w ich kierunku, tak jak przewidział na rynku zebrały się tłumy gapiów. Chłopak staną twarzą do nich. "Way Of Destruction Lesson One" jego dłonie zaczęły żarzyć się na czerwono "Dragon Strike!" i wystrzelił kilka kup energii które wyglądały jak głowy smoków w ziemię przed gapiami co zaowocowało paniką i zakryło cały runek tumanami kurzu. Sahra najwyraźniej była zafascynowana i z szokowana tym co się stało bo nawet nie poczuła jak Hirow ściąga z niej płaszcz, dopiero gdy złapał ją za rękę oprzytomniała. - Co robisz?! - Nie pytaj tylko biegnij! - chwycił ją za rękę i wbiegł w dym który zakrywał cały rynek. Kiedy Sahra poczuła jak Hirow ciągnie ją w stronę rynku, poczuła także że jego dłoń jest mokra. "Pot? Nie to niemożliwe, jest zbyt opanowany żeby pocić się w takich sytuacjach", pomyślała. - Nie bujaj w obłokach tylko łap jakiś towar! - Co? Ale po... - W tym zamieszaniu mogą nas wziąć za kupców i wypuścić bez żadnych problemów więc nie gadaj tylko łap cokolwiek i biegnij za mną - puścił jej rękę i sam zaczął szukać jakiegoś towaru, chodź dym zasłaniał wszystko, to dzięki treningowi w między wymiarze,jego wzrok wyrobił się na tyle dobrze że widział dobrze na jakieś 2 metry przed sobą. Kątem oka zauważył jakąś skrzynkę, chwycił ją i zaczął szukać Sahry. Na szczęście była tuż za nim. i o dziwo niosła już jakąś skrzynkę - teraz do bramy puki panika jest w powietrzu. Puścili się pędem do bramy doganiając przerażony tłum. Strażnicy byli zbyt zdezorientowani żeby sprawdzać każdego kto koło nich przebiegał więc ich nie zaważyli. Hirow i Sahra biegli dalej, w stronę lasu. W momencie gdy dobiegli na jego skraj, chłopak chciał jeszcze raz użyć "Dragon Strike" żeby podsycić dym, który zaczął powoli opadać, ale nim zdążył wypowiedzieć odpowiednią inskrypcję, poczuł palący bul w dłoniach jakby włożył je w rozpalone ognisko. - Hirow co ci jest?! - Sahra podbiegła do niego i spojrzała na jego ręce. Były całe zakrwawione a Hirow dyszał lekko - Co się stało? - Zaklęcie...nie skoncentrowałem się dostatecznie dobrze żeby w pełni ochronić się przed jego skutkiem - szybkim ruchem strząsną krew z dłoni i zapalił je jeszcze raz żeby szybciej zasklepić rany - Aj t-t-t-t-t, teraz przynajmniej nie zostawię żadnych śladów, ale przez jakiś czas nie będę mógł w pełni walczyć. Chodźmy, niedługo zapadnie noc, jeżeli szczęście nam dopisze to dotrzemy do granicy za jakieś 4 dni. - Ale co z twoimi rękami? - Heeee? Czyżbyś się o mnie martwiła? - zapytał sarkastycznie - Co?! To niedorzeczne! Po prostu martwię się o własne bezpieczeństwo to wszystko! - odwróciła się na pięcie i zaczęła maserowa z głową uniesioną do góry. - Heh, cokolwiek powierz. Szczęściem w nieszczęściu, towarami które wynieśli z miasta okazały się być pieczywo, mięso i woda, więc nie musieli martwić się o zaopatrzenie na jakiś tydzień. Noc zapadła szybko, Hirow i Sahra biegli przez las kierując się na północ, chcieli znaleźć się jak najdalej od miasta, mając nadzieję że los nie szykuje im żadnych niespodzianek. Jak Hirow przewidział po około 4 dniach dotarli do granicy Furiońsko-Imperiońskiej. Jak na czas wojny, to musiało się trochę uspokoić ponieważ nie było tu żadnych straży. - Dobrze, rozbijemy tu obóz i rano ruszymy w dalszą drogę. - Co?, huh, przecież możemy dalej, huh, biedź - skarżyła się zasapana Sahra. - Oboje jesteśmy wyczerpani, nie mieliśmy zbyt wiele snu od 4 dni, a kto wie co może czekać nas po tamtej stronie? Musimy wypocząć, Żadnych wymówek! Miał racje, od czterech dni biegli co sil w nogach żeby tutaj dotrzeć, a po stronie Furionów groziło im niebezpieczeństwo nie tylko ze strony "Rangerów", łowców wynajętych do patrolowania tamtejszych lasów, które pokrywały ponad 70% ich krainy, ale także ze strony dzikiej zwieżyny, zwłaszcza że ręce Hirowa nie do końca się zregenerowały.Poza tym, chciał wiedzieć. Kiedy ustawili już namioty i rozpalili ognisko, Sahra w końcu przemogła się i zadała nurtujące ją pytanie. - Hirow, mogę ci zadać pytanie? - zaczęła niepewnie - Hmmm? - ... Hirow... Kim ty jesteś? Nie jesteś zwykłym człowiekiem prawda? Twój styl walki jest taki dziwny, i do tego te zaklęcie..."Way Of Destruction", nigdy czegoś takiego nie widziałam. Jeżeli mam ci zaufać to muszę wiedzieć kim jesteś. - Sahro ale ja... - zaczął Hirow ale kocica mu przerwała - Proszę To było jak uderzeniem pioruna. Nigdy wcześniej go o nic nie prosiła i traktowała go jak byle przechodnia. I te jej spojrzenie, takie... Takie błagające, jakby błagała o życie. - Masz rację, nie jestem człowiekiem. Jestem Vikaninem, ostatnim z mego rodu. Nie jestem stąd, przybywam z... Daleka. Szukam tu pewnego artefaktu, który ponoć znajduję się w tej okolicy. - Czy dlatego pomogłeś mi gdy zaatakowali mnie ci wieśniacy? Czy to dlatego pomagasz mi dotrzeć do domu? - zapytała Sahra a w jej glosie dało się słyszeć błagający ton, jakby chciała żeby zaprzeczył. - Nie! Yyyy, ehhh. Nie... Pomogłem ci bo byłaś w potrzebie, i dotrzymam słowa. Doprowadzę cię całą i zdrową do domu, będę przy tobie, dopóki nie padnę martwy albo nie doprowadzę cię przed bramy twojego miasta - wyciągnął miecz - Przysięgam na moje ostrze - i rozciął sobie dłoń, po czym zacisnął ją tak aby krew skapnęła przed Sahrą. Dziewczyna bez zastanowienia położyła swoją dłoń na jego mieczy, i pociągnęła ją do siebie rozcinając, skore po czym wyciągnęła rękę do Hirowa. - Więc niechaj to będzie przysięga krwi - powiedziała z uśmiechem. Hirowa zdziwiła jej reakcja i ucieszyła jednocześnie co pokazywał jego wyraz twarzy. Uścisnął jej dłoń. - Niechaj i tak będzie. Zjedli kolację i położyli się spać w swoich namiotach, Najbliższe dni miały być nieustanną wędrówką przez nieznane. Następnego ranka, Sahra poprosiła Hirowa żeby pozwolił jej poprowadzić. Wiedział że zna te tereny lepiej od niego wiec zgodził się bez protestów. Dni mijały szybko a dzięki temu że Sahra dowodziła ich małą wyprawą, ominęli większość patroli i wiosek. Szli właśnie lasem ( tak tak wiem że sceneria się wam nudzi, ale cóż poradzę? Furiońskie tereny to zielone płuca ich planety ), kiedy naglę przed nimi, z mroków panujących w tutejszych lasach, zaczęło wyłaniać się miasto Shakchal, stolica Furiońskich krain. - Wszędzie dobrze... - zaczął Hirow z tryumfalnym uśmiechem na twarzy - Ale w domu najlepiej! - zakończyła Sahra i oboje wybuchneli śmiechem.
  5. Chapter Two - Your home is...Where your duty is! Przez następne 2 dni wszyscy odpoczywali po ciężkiej podróży, no prawie wszyscy, Hirow wolał robić cos bardziej pożytecznego wiec spędził ten czas na nauce podstaw snowboardingu i wspinaczki. W ciągu tych dwóch dni opanował je dość dobrze, jego instruktorzy byli bardzo zdziwieni ile ie nauczył w zaledwie tak krótkim czasie. Trzeciego dnia zorganizowano zebranie , którego celem było omówienie planu wycieczki, wszyscy wiec spotkali się w sali obiadowej. - dobrze wiec - zaczłą przewodniczący wycieczki - wiecie po co się tutaj zebraliśmy, osobiście powiem wam ze w gronie opiekunów nie rozmawialiśmy zbyt wiele na temat tego co będziemy robić gdy już tu dojedziemy. Chcieliśmy podzielić was na kilka grup z jednym bądź dwoma nauczycielami i dać wam wolna rękę. Chcąc wiec uniknąć konfliktów w grupach, i jak najlepiej się zorganizować, postanowiliśmy zrobić glosowanie.Kiedy wy odpoczywaliście my pochodziliśmy po okolicy i sporządziliśmy listę różnych atrakcji jakie można spotkać w tym mieście, pościmy teraz kilka takich list miedzy wami abyście mogli się z nimi dobrze zapoznać a później zdecydujemy kto gdzie i z kim chce iść. W tym monecie nauczyciel wyciągnął z pod stołu, przy którym siedzieli wszyscy zebrani, dość pokaźny plik papierów i podawał je po kolei uczniom siedzącym najbliżej niego, a ci podawali je dalej. Po jakichś 3 minutach jedna z takich list dotarła do Hirowa. Spojrzał na nią obojętnie, gdyż caly czas rozmyślał jak dostać się na Mount Everest - najwyższy szczyt świata - nie miał czasu na inne bzdety, lecz z drugiej strony miał na to cały miesiąc, wiec chcąc, nie chcąc zaczłą przeglądać atrakcje tego tybetańskiego miasta. Lista Atrakcji: Zjazdy ze stoków Zwiedzanie miasta Ognista Basen hotelowy Zwiedzanie zabytków Wycieczka na jakach Kulig Wycieczka po górach Kino Teatr "Wycieczka po górach" pomyślał i zaczął czytać szczegóły. Nie było tu napisane nic o Mount Everest ale za to trasa wycieczki przebiegała przez dwa blisko położone szczyty: Khumbuse i Changtse "Hmmm" zastanowił się przez chwile, po czym podpisał się pod tym punktem. Wycieczka miała ruszyć za 2 dni wiec miał mało czasu na przygotowanie się do tej wyprawy, zwłaszcza że Mount Everest to jedno z najniebezpieczniejszych i najtrudniejszych do zdobycia miejsc na ziemi. Zamiecie, lawiny niskie temperatury to tylko niektóre z niebezpieczeństw z jakimi można się tam spotkać, ale największym niebezpieczeństwem z jakim miał się zmierzyć nasz bohater była przestrzeń, nie miał pojęcia gdzie szukać owej świątyni, wiedział tylko ze gdzieś w pobliży Mount Everest, był prawie pewien ze znajduje się ona w jakiejś jaskini, w bardzo trudno dostępnym miejscu, ponieważ nikt jej jeszcze nie odkrył. Dwa następny dni Hirow spędził na czytaniu książek, rozmowach z miejscowymi, przeglądaniu internetu i oglądaniu filmów o Mount Everest, chciał się dowiedzieć jak najwięcej o tym z czym ma się zmierzyć Czas mijał szybko i nim się obejrzał nadszedł czas by wyruszać. Zabrał więc swój niedawno kupiony osprzęt wspinaczkowy, prowiant na parę dni, i deskę snowboardowa ( szczerze mówiąc nie mam pojęcia na [beeep] on to wziął ) i wyruszył na spotkanie swojej grupy. Na miejscu spotkania okazało się ze większość chłopaków z jego klasy byla w tej grupie co go lekko zdziwiło bo znal ich dość dobrze i wiedział że wola siedzieć na sali i grać w nogę lub siatkę niż błąkać się po górach. Po wysłuchaniu krótkiego kazania opiekuna ich grupy, wyruszyli by zwiedzać te wspaniałe szczyty. Ich mała wyprawa miała trwać parę dni,wiec puki nie znaleźli się jak najbliżej najwyższego ze szczytów Hirow starał się oszczędzać zapasy . Po mniej więcej trzech dniach znaleźli się w okolicy szczytu Changtse który był najbliżej Mount Everest. - No dobra grupa, to zdaje się być najlepszym miejscem na obóz - oznajmił ich przewodnik - rozbijcie swoje namioty i za jakieś 30 min spotykamy się przy ognisku, a potem idziemy spać. Jutro zaczniemy nasz marsz powrotny. "Teraz albo nigdy" pomyślał chłopak gdy rozbijał namiot. Po mniejszej 30 minutach wsysacz siedzieli już pryz ognisku i gawędzili o różnych rzeczach, ich przewodnik opowiadał właśnie historie o wilkach zamieszkujących te okolice. Hirow nie przysłuchiwał się za bardzo temu co mówił, wyczekiwał tylko aż wszyscy pójdą spać. Dwie godziny później wszyscy już spali, wszyscy ale nie on. Po upewnieniu się ze każdy jest pogrążony w głębokim śnie, Hirow ostrożnie zebrał swoje rzeczy, i pod osłona nocy zaczął oddalać się od miejsca obozowiska. Wędrował tak już parę ładnych godzin, kierował się na wschód, nie widział jeszcze słońca "to dobry znak" pomyślał i ruszył żwawiej przed siebie. Dwa dni później był już 2km od jego celu, podróżował nocami ponieważ, ku jego wielkiemu zdziwieniu, w nocy pogoda była znacznie lepsza niż w dzień a i widoczność, choć było ciemno, była niezgorsza. Miał właśnie rozbić oburz gdy za jego plecami coś zamrugało. Przykucną i skupił wzrok aby przyjrzeć się źródłu tego światła. Po pięciu minutach dojrzał owe źródło i zamarł w bezruchu, były to światła latarek, około piętnastu ludzi kierowało się w jego stronę."Co?! Znaleźli mnie tak szybko? Ale jak?!" i wtedy zdał sobie sprawę ze zapomniał zatrzeć za sobą ślady gdy wymykał się z obozu 2 dni wcześniej. "[beeep]" zaklną pod nosem i w pospiechu lecz tak aby go nie zauważyli, zaczął oddalać się od miejsca gdzie miał zamiar rozbić obóz i kierował się w stronę pobliskich drzew, "tam mnie nie znajda" pomyślał ale wiedział że zostawia za sobą wyraźny trop i wtedy do niego dotarło "snowboard!!, to jest to" i czym prędzej zdjął z pleców swoja deskę, i mimo że ciemność była jeszcze młoda i już po chwili szusował w stronę drzew. Sytuacja mu sprzyjała ponieważ las znajdował się u dolo stoku."A jednak lata grania w FPS'y nie poszła na marne" uśmiechnął się do siebie Hirow. Po latach speszonych przy monitorze i naparzania w strzelanki jego wzrok znacznie się wyostrzył i dzięki temu widział drzewa jakieś 4 metry przed sobą. Po 10 minutach jazdy obejrzał się za siebie aby sprawdzić czy zgubił grupę ratunkowa na dobre. To był błąd. Kiedy z powrotem obejrzał się w kierunku w jakim się poruszał, zobaczył przed sobą tylko ciemność. W odległości jakichś 15 metrów znajdowała się sporych rozmiarów rozpadlina, a jechał za szybko żeby wyhamować. Jednak zauważył jakiś dziwny kształt na drugim końcu mini kanionu, "pulka skalna" pomyślał. To była jego jedyna szansa na wyjście z tego cało, przykucnął wiec na desce aby rozpędzić się jeszcze bardziej i tuz przed rozpadlina odepchną się nogami najmocniej jak tylko potrafił. Kiedy tak leciał przez ten kanion zdawało mu się że ktoś włączył bullet time bo wszystko wokół niego nagle zwolniło."Uda mi się uda mi się, uda mi s..." i z przerażeniem zobaczył że to co uznał za polkę było jedynie kawałkiem skały wystającej z gładkiej jak tafla szkła ściany, wyciągnął wiec szybko dwa czekany które miał że sobą i miał nadzieje ze uda mu się przyjąć uderzenie. Niestety mylił się, uderzenie było tak silne i nagle że nie zdążył się nawet zamachnąć i walną w ścianę z całym impetem, co wyssało z niego cale powietrze.Obraz przed oczami stawał się coraz bardziej zamglony, ostatnia rzeczą jaka zobaczył było bezgwiezdne niebo. Zamknął oczy, "zawiodłem" pomyślał i runął w ciemność. ............................................................................ Zmysły powili zaczęły powracać, słuch, węch, dotyk, Hirow powoli dochodził do siebie po ciężkim upadku, smak, wzrok,widział jak przez mgłę."Przeżyłem? Ale...Jak?".Powoli, dalej leżąc na ziemi,zaczął się rozglądać, mimo że był wbity w śnieg dość głęboko, mógł jednak dostrzec ściany rozpadliny w której się znajdował, był pochmurny ranek, a może jasna noc? Nie miał pojęcia jaka była pora dnia, wiedział tylko że nie przeżyje jeśli się nie ruszy.Powoli zaczął napinać mięśnie w nogach i rękach aby sprawdzić czucie, "Jest dobrze, czuję ręce i nogi,to znak że mój kręgosłup jest cały", spróbował wstać ale w momencie gdy mięśnie pleców się napięły cale jego ciało przeszył bul, bul tak potworny że aż zobaczył gwiazdy przed oczami i zawył przeraźliwie. Z trudem łapał powietrze a łzy ciekły mu po policzkach, "Nie to nie może się tak skończyć!" i mimo bólu który dosłownie go oślepiał, powoli zaczął wygrzebywać się z dziury w której leżał. Po 30 minutach męki, udało mu się wydostać z tego śnieżnego grobu, ale cena tego wyczynu była wysoka, był na skraju śmierci, ledwo oddychał, nie czuł kończyn, nic nie widział i zaczął pluć krwią, a metaliczny smak w ustach świadczył o krwotoku wewnętrznym. Lecz nie poddawał się, ostatkiem sił, próbował się podnieść ale bul był zbyt wielki, w końcu sparaliżował go całkowicie, i w momencie gdy wszystko wydawało się już stracone, Hirow usłyszał wycie wilka,ale było jakieś inne, nie naturalnie uspokajające, jeszcze raz i jeszcze raz, odbijało się echem w jego głowie, częściowo odzyskał wzrok i skierował go w stronę z której dobiegał ów dźwięk, zobaczył jakiś kształt który powoli zbliżał się w jego kierunku, zamrugał oczami żeby poprawić wzrok i doznał szoku, jakieś 2 metry przednim stał wielki, biały wilk identyczny jak z jego snu. Podszedł do niego, schylił łeb i musną nosem jego czoło. - "He he he, mówiłam że cię znajdę, mój mały" - usłyszał w głowie znany mu dziewczęcy głos - "Choć, nie mamy wiele czasu" - "N..Nie mogę, nie czuję rąk ni nóg" - odpowiedział w myślach - "Czyżby?" - zapytał wilk i polizał go po czole. Wtedy Hirow poczuł jak wraca czucie w kończynach, wzrok odzyskał swój poprzedni stan, a bul częściowo wsłabł - "Choć, pomogę ci" odpowiedział wilk i położył się przed nim, sugerując aby Hirow się na nim wsparł. Kiedy tylko udało mu się podnieść na kolana, i położyć ramię na grzbiecie czworonoga, wilk zaczął powoli wstawać a chłopak razem z nim. Był zszokowany jego rozmiarami, które dorównywały niedźwiedziowi. - "świątynia jest niedaleko, dasz radę?" - Tak, tak myślę, chodźmy - i ruszyli powoli na południowy-wschód, gdzie miała znajdować się świątynia. Po przejściu jakichś 40 metrów ich oczom ukazało się wejście do jamy, było dość małe jak na jaskinię, miało góra 2m szerokości i może 3.5m wysokości. Wkroczyli do niej powili, i ogarnęła ich ciemność. Pomału zaczęli zagłębiać się w czeluści jaskini, maszerowali jakieś 20 minut, gdy w końcu dotarli do ich celu, a gdy Hirow ujrzał owe miejsce, oniemiał z wrażenia. Pomieszczenie w którym się znajdowali było przeogromne, ściany ze wszystkich stron pokrywał biały marmur, a w sklepieniu wyżłobione były otwory z których dobiegało jasno żółte światło, a po środku, na małej okrągłej scenie, stał błękitno-szary posąg, przynajmniej tak mu się wydawało. Kiedy wilk poczuł że Hirow stoi już o własnych siłach, odszedł kawałek aby po chwili wrócić niosąc coś w zębach. Był to złoty, półtora ręczny miecz, wysadzany drogimi kamieniami i wykonany ze szczerego złota -"Weź go, będzie ci potrzebny" - przemówił wilk po czym podał miecz Hirowowi. Broń była niewiarygodnie lekka, i doskonale leżała mu w dłoni - Nie rozumiem... - wymamrotał ale wilk mu przerwał -"Choć, nie mamy wiele czasu" - powiedział i skierował się w stronę posągu stojącego po środku sali. Hirow , kuśtykając lekko, ruszył za nim i kiedy był jakieś 3 metry od statuy, dojrzał co to było. Nie był to posąg jak sądził, lecz wielka bryła lodu, w której najwyraźniej coś było. Zbliżył się aby lepiej się przyjrzeć i zamarł z przerażenia, w tej wielkiej bryłę lodu, jakiś metr od niego, była uwięziona ta sama postać która przyszła do niego we śnie. Upuścił miecz. - C...Co się tu dzieję... - wymamrotał i zbliżył się jeszcze bardziej, po czym dotkną lodu. Był ciepły, można by powiedzieć że nawet gorący. - "Proszę, Hirow proszę cię pomóż mi" - ponownie usłyszał w głowię głos wilka, ale był inny, taki słaby, jakby istota wypowiadająca te słowa miała za chwilę umrzeć - Co się dzieję? - obejrzał się na wilka, który leżał za nim, był zauważalnie mniejszy niż przed chwilą - C...Co? Jak? - "To klątwa, o...ona mnie pochłania, z każdą chwilą staje się słabsza" - wilk zadrżał - "T...Tylko ty możesz mnie od niej uwolnić" - Ja? Ale jak? Jestem tylko człowiekiem, a nie jakimś...Szamanem czy magikiem - "Mylisz się, nie jesteś człowiekiem, jesteś kimś więcej" - Co masz na myśli? - zapytał chłopak ale w tym momencie wilk zadrżał jeszcze raz i spluną krwią - "Proszę, pospiesz się" - przemówił błagającym tonem, który wzbudził uczycie skruchy w sercu Hirowa a łzy ponownie pociekły mu po policzkach - "Weź ten miecz, wiesz co musisz zrobić" Nic już nie mówiąc, nasz bohater chwycił miecz leżący obok wilka, po czym podszedł do uwięzionej postaci, zamachną się i cia od lewej do prawej na wysokości ramion i uderzył z całej siły. Nic, nawet zadrapania. Zamachną się wiec raz jeszcze, aby spotkać się z tym samym skutkiem, był zbyt wyczerpany, bul odebrał mu wszystkie siły. "Skup się idioto, skup się!" powtarzał sobie w myślach. Zamkną oczy, uspokoił oddech, powoli zaczął zbierać siły które mu postały, chciał dać wszystko w to uderzenie, trwał tak przez chwilę, po czym i ze wzrokiem pełnym nadziei ciął po raz trzeci, od prawego ramienia do lewego uda, ciął a lud ustępował pod ostrzem miecza, jakby cięto go palnikiem. Uderzenie było tak silne że rzuciło Hirowem na ziemie, paraliżujący bul powrócił a on sam ponownie spluną krwią i runa na plecy."U...Udało mi się?" - Tak, mój mały udało ci się - usłyszał głos jak ze snu i obejrzał się w kierunku z którego dobiegał. W odległości kilku kroków od niego stała postać w bieli, wilka nigdzie nie było - Uwolniłeś mnie z tego lodowego więzienia,po 50 latach jestem w końcu wolna, dzięki tobie - T...To ś...świetnie - przełkną ślinę i wziął głęboki oddech - Nie, ma za co - Och ależ jest za co dziękować - przemówiła wilczyca po czym, zbliżyła się, i schyliła nad nim - o to moje podziękowanie - i pocałowała go. Świat staną w miejscu, Hirow poczuł jak wracają mu siły, bul mija, a kończyny odzyskiwały czucie. Odsunęła się aby mógł wstać. Był w szoku, nie wiedział jak ale nic już mu nie dolegało. - Jak się czujesz? - zapytała - Jak nowo narodzony - odpowiedział z uśmiechem na ustach - Ciesze się - odwzajemniła uśmiech. Stali tak chwilę i przyglądali się sobie, Hirow zauważył że wilczyca jest mniej więcej tego samego wzrostu co on, ma zgrabną budową, i powabną hehe. Po 5 minutach ciszy, chłopak przerwał milczenie. - Więc skoro już tu jestem, to może powierz mi o co w tym wszystkim chodzi? I czy mógłbym się dowiedzieć jak masz na imię? - Mam na imię Asura i jestem boginią świata Azral, który znajduje się w innym wymiarze, poprosiłam cię abyś tutaj przybył gdyż potrzebna mi jest twoja pomoc Hirow, mój świat i mój lud są w wielkim niebezpieczeństwie, i tylko ty możesz zapobiec ich wyginięciu. - Ja? - zdziwił się Hirow - Przecież ja jestem tylko zwykłym człowiekiem, jak ktoś taki jak ja może uratować całą świat? - Mylisz się mój mały, nie jesteś człowiekiem, jesteś ostatnim potomkiem Vikan, Wilczej krwi - po tych słowach znowu zapadła niezręczna cisza. - Że co proszę? - Jesteś ostatnim z potomków, niegdyś licznego i potężnego rodu Vikan, ludzi którzy mieszali swoją krew z krwią błękitnych wilków... - Nie, nie, nie, nie, czekaj wiem kim są Vikanie, ale... jakim cudem ja jestem ich potomkiem? Przecież to nie ma sensu! Vikanie byli rodem który zawdzięczał wilczej krwi, siłę, odporność, i wiele innych zdolności a przede wszystkim dawała im długowieczność, ale ich era skończyła się ponad 15 tysięcy lat temu wraz ze śmiercią ostatniego błękitnego wilka, wiec proszę cię wytłumacz mi jakim cudem taki zwykły człowiek jak ja, nie posiadający żadnych specjalnych zdolności, może być ich ostatnim potomkiem? - Ponad 12 tysięcy lat temu gdy umierali ostatni z rodu Vikan,pewien potężny mag zaproponował im układ, obiecał że choćby ostatnia kropla ich krwi przetrwa wieki uśpioną w ciele zwykłego człowieka i będzie przekazywana dalej z pokolenia na pokolenie, w zamian nie chcąc nic oprócz znaku który świadczył by iż to on był ich stwórca. - Stwórca? - zapytał niepewnie Hirow - Przecież ich stwórcą był Saved, wielki Błękitny wilk, który był przecież półbogiem! Właśnie przez to inni ludzie wygnali Vikan ze swych królestw, ponieważ stwierdzili że mieszanie krwi z istotą nieludzką było herezją, dlaczego ten mag chciał czegoś takiego... - Tego nigdy się nie dowiemy, ale Vikanie się tym nie przejmowali i z miejsca naznaczyli go znakiem swego stwórcy. I tak jak obiecał ów mag, krew Vikan była przekazywana z pokolenia na pokolenie, przez dziesiątki tysięcy lat, uśpiona w jego własnych dzieciach, które od tamtej pory nosiły znak Vikan, a ty jesteś jego ostatnim potomkiem, ostatnim Vikaninem. - Ale ja nie mam żadnego znaku, który by o tym świadczył - Owszem nie masz, ponieważ jest on nie widoczny, dla zwykłych ludzi - Heeeee? - Tamten człowiek obiecał że krew Vikan przetrwa uśpiona po wszech czasy, ale podczas rzucania zaklęcia, nie wziął pod uwagę potężnej magii która drzemię we krwi błękitnych wilków, i zamiast uśpić moc w niej zawartą uśpił tylko jej zdolności, a sama krew dalej mieszała się z krwią ludzi, czyniąc ich Vikanami, bez ich wiedzy, aż do dziś. - To, doprawdy niewiarygodne, - Ale - Ale widząc co tu się dzieje, nie wiem co o tym myśleć. - Więc nie wierzysz mi? - Już doprawdy nie wiem w co wierzyć - W takim razie - i z tymi słowami podeszła do niego, wyciągnęła rękę i położyła dłoń na jego klatce piersiowej, po czym wyszeptała coś w nie znanym mu jerzyku. - Co ro... - ale nie skończył bo w tym momencie Asura skończyła mówić i stało się coś dziwnego. Hirow poczuł klocie w miejscu gdzie znajdowała się jej dłoń. Bul stawał się coraz mocniejszy i mocniejszy, i nagle znikł.Wilczyca odsunęła się o krok, chłopak chciał zapytać co zrobiła ale nie zdążył, bo jego ciało zostało sparaliżowane, i poczuł chłód jak by znajdował się na biegunie północnym. Jego umysł zaczęły nawiedzać dziwne obrazy których nie znał, jakiś człowiek, walczył z innymi ludźmi, jakaś kobieta leżała w kałuży krwi, obrazy zaczęły przeszywa jego umysł coraz szybciej aż zrobiło mu się niedobrze, i gdy miał już puścić pawia, wszystko stanęło w miejscu. Znajdował się w wielkiej, białej sali, a przed nim stał ogromny, niebieski, wilk otoczony dziwna błękitną poświatą. Wilk schylił się do niego i dotkną nosem jego klatki piersiowej, która, jak jego dłonie, zaczęły parzyć chłodem, a wszystko rozbłysła naglę oślepiającym blaskiem. Kiedy otworzył oczy, był już z powrotem w jaskini. - Co to było? - Twoja krew, odzyskała pełnię mocy i zapewne ujrzałeś swoją przeszłość oraz... - Saveda... - Tak, twojego stwórce i boga, czy teraz mi wierzysz? Ale Hirow milczał, nie mógł pojąć co się właśnie stało, był w głębokim szoku, "A jednak to prawda, te wszystkie dziwne sny, te marzenia, nadzieję, to wszystko prawda", spojrzał na swoje dłonie i doznał kolejnego szoku, na ich zewnętrznych stronach był znak, tatuaż który tam bardzo chciał mieć, który sam zaprojektował parę lat temu. Była to głowa niebieskiego wilka, który wył do pół księżyca. - Zapytam jeszcze raz, czy teraz mi wierzysz? - Heh, nawet gdybyś tego nie zrobiła i tak bym nie odmówił, dlatego tu jestem Gdy usłyszała jego słowa uśmiech zagościł na jej twarzy - Dobrze więc, ruszajmy, mamy wiele do zrobienia - Mamy? Ale przecież mówiłaś że... - To prawda, że twoim przeznaczeniem jest uratować mój świat, ale chyba nie myślałeś że wpuszczę cię do niego bez odpowiedniego przegotowania, hmmmm? - heh, wiec tak się sprawy mają, dobrze wiec, prowadź moja Pani - Ach proszę, mów mi Asura - Dobrze, Asuro, wiec dokąd idziemy? - Zobaczysz Ruszyli w kierunku podestu na którym niedawno stała uwięziona Asura. Teraz gdy nie było tam lodowego więzienia, Hirow dostrzegł różne symbole na jego powierzchni, lecz nie był w stanie ich zrozumieć. - Co to za znaki? - To pismo starożytnych, istot które stworzyły ten i wiele innych światów miliony lat temu, nauczysz się tego jerzyka gdy dotrzemy na miejsce, a teraz proszę odsuń się, potrzebuję trochę miejsca Chłopak przytakną i posuną się parę kroków. Wilczyca stanęła na podeście i zaczęła mówić w jakimś dziwnym, niezrozumiałym dla Hirowa, języku.Gdy skończyła stała się rzecz niesłychana, w miejscu, w którym stałą Asura, przestrzeń naglę zawirowała a chwilę później pojawiła się w niej dwu metrowa, pionowa wyrwa w kształcie okręgu, z którego dobiegało jasne, lazurowe światło. Hirow był pełen podziwu, "Piękne" przeszło mu przez myśl. - Choć, mój mały - i weszła w świetlisty okrąg, znikając po chwili. Hirow bez namysłu, strachu czy wątpliwości, wkroczył za nią, aby zmierzyć się z nieznanym.Po chwili znajdował się już w innym wymiarze, ale było tu jakoś dziwnie, spodziewał się że wyląduje w lesie, jaskini albo jakimś budynku, natomiast tu gdzie się znajdował była tylko pusta, gwiaździsta przestrzeń. - Gdzie jesteśmy? - zapytał rozglądają się - To jest między wymiar - odpowiedziała siedząca w fotelu, który nie wiadomo skąd się wziął, Asura - Między wymiar? - Tak, to jest miejsce do którego mają wstęp tylko bogowie. Pewnie zastanawiasz się dlaczego jesteś tutaj a nie w moim świecie prawda? - Hirow przytakną - Usiądź, wszystko ci opowiem - i wskazała na fotel stojącym obok niej, który jak poprzedni, pojawił się znikąd. Hirow usiadł i skupił się, chciał wyłapać każde słowo, jakie Asura miała zamiar mu przekazać. Po krótkiej ciszy, wzięła głęboki oddech i przemówiła. - Mój świat zwie się Azral, i aktualnie panują w nim czasy średniowieczne. Jest on zamieszkiwany przez dwie rasy, Impero, którzy są ludźmi, i Furion, czyli istoty takie jak ja. Te dwie rasy szczerze się nienawidzą i prowadzą ze sobą wojnę od wielu pokoleń, nawet ja nie pamiętam od czego się to wszystko się zaczęło, ale wojna choć zbiera krwawe żniwo, nie jest tutaj istotna. Prawdziwe zagrożenie stwarza ten który zamkną mnie w tym lodowym wiezieniu, nie wiem kim jest ani jakie są jego prawdziwe intencję, ale wiem jedno, chce on wbić, wszystkie razy zamieszkując mój świat i stworzyć je od nowa, robiąc z siebie boga. Zapewne zastanawiasz się dlaczego, ja bogini dałam się złapać w jego pułapkę, otóż widzisz, osobnik ów posiada nieznaną mi moc, dzięki której nie mogę nic mu zrobić, jest on całkowicie chroniony przed moim wpływem, i właśnie dlatego to ty musisz go odnaleźć i unieszkodliwić. Hirow, nie każę ci w to wierzyć, ani nie nakazuję ci pomagać, zrozumiem jeśli odmówisz i odejdziesz - skończyła i umilkła, czekając na odpowiedz jej towarzysza Hirow wstał, podszedł do niej i uklękną przed nią, schylił głowę tak, że widział tylko pustkę pod nim się znajdującą. - Nie musisz prosić mnie żebym ci pomógł, podjąłem decyzje gdy przekroczyłem próg tego wymiaru - uniósł głowę i powiedział żartobliwym tonem - więc proszę cię nie ubliżaj mi mówią że zrozumiesz jeśli odejdę ok? Asura była w wyraźnym szoku, nie spodziewała się takiej reakcji z jego strony. Uśmiechnęła się, wstała z fotela i gestem dłoni kazała mu podnieść się z "ziemi". - Chodźmy więc, czeka cię, czeka nas masa pracy zanim weźmiesz się za swoje zadanie. - Jakiej pracy? Nie powinienem jak najszybciej wyruszyć do twojego świata? - I zginać w pierwszej lepszej potyczce? O, nie do tego nie mogę dopuścić. - Skoro wież o mnie tyle, to jesteś świadoma że potrafię o siebie zadbać - Może w swoim świecie potrafiłeś zadbać o siebie, ale mój świat różni się od twojego bardziej niż tylko czasem i mieszkańcami. - Co masz na myśli? - Magia - M...Magia? - Tak, wszechobecna magia, która w moim swiecie gra pierwsze skrzypce, dlatego, mimo że twoje umiejętności walki wręcz i bronią białą są imponujące, to twoje zdolności magiczne są nikłe, dlatego tutaj jesteśmy, aby odpowiednio cię przygotować. - Chyba wiem dokąd to zmierza - i z uśmiechem na twarzy, podążyła za wilczycą aby przygotować się do jego misji. Przez następne parę dni, a może tygodni? Nie był w stanie powiedzieć ile czasu minęło od momentu gdy przybył do tego miejsca, Hirow oddawał się treningowi, ale nie trenował tylko magii, jak był przekonany na początku, lecz również ćwiczył ciało, czytał księgi historyczne o świecie Azral, studiował jego mapy, poznawał języki jakimi posługują się jego mieszkańcy i oczywiście jerzyk starożytnych, ale przede wszystkim poznawał nowe znaczenie "Way Of Destruction", Okazało się że jego droga zniszczenie, którą jak mniemał opracował sam, była techniką używaną przez Vikan podczas wojen tysiące lat temu,Hirow nie odkrył wiec tego stylu walki lecz, jak by to powiedzieć, nauczył się go, poprzez wizje które podświadomie, uśpiona w nim krew Vikan, podsuwała mu podczas snu. Trenował ciężko, i wytrwale ale jak to wiadomo, nie wszystko udaje się za pierwszym razem, i wiele razy musiał powtarzać jakąś czynność, zanim nauczył się jej choćby w połowie. Z czasem, jaki spędzał na treningu, stawał się silniejszy, i mądrzejszy, ale zmieniał się także jego wygląd. Stał się wyższy, był lepiej zbudowany, jego włosy zmieniły kolor na błękitnej głos stał się poważniejszy, bardziej męski, ale zachował swój przyjazny ton, lecz najbardziej zmieniły się jego oczy. Zanim przybył do między wymiaru, jego oczy miały kolor ciemno zielony i były trochę niewyraziste,zdawało by się ze puste, teraz jednak miały odcień żółto-pomarańczowy i miały kształt, podobny do oczu kota. Po wielu, wieeeeeeluuuuuu godzinach spędzonych na trening,nadszedł czas ostatecznej próby. Hirow miał przejść trzy testy, ciała, umysłu, i duszy, zanim miał wyruszyć na niebezpieczna misję, wyznaczona mu przez Asure. - Czy jesteś gotów podjęcia się ostatecznej próby? - zapytała Asura Wziął głęboki oddech. - Tak, jestem. - Wiec, zaczynajmy - i klasnęła w dłonie, wyczarowując wielką bramę, która wyrosła przed Hirowem - oto twoje pierwsze zadanie, próba ciała, zobaczymy się po drugiej stronię, życzę ci powodzenia - i rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając go samego Hirow przez chwilę badał wzrokiem potężne futryny okalające drewniane drzwi, okrążył ją ale po drugiej stronie nic nie było. "Wygląda na to że muszę je po prostu otworzyć, heh, a już myślałem że rzuci mnie do walki z jakąś bestią". Podszedł do bramy, położył dłoń na jednym z wrót i pchnął. Nic. Pchną wiec jeszcze raz, tym razem mocniej. I dalej nic.Odsuną się kawałek, "Dziwne,ta brama jest cięższa niż mi się zdawało". Ponownie położył dłoń na drzwiach, zamkną oczy i skupił całą siłę w swojej ręce. Stał tak przez chwilę po czym pchną siłą tak wielką, że aż jego nogi wbiły się w podłoże na dobre 10 centymetrów (apropo, wspominałem że wszystko znajduje się na polanie,hm? Nie? No to teraz wspominam) a fala uderzeniowa jaką wywołał, rozeszła się po trawie jak kręgi na wodzie. Odsuną się zdziwiony, ale stwierdził że nią ma sensu dalej napierać na bramę, wiec zaczął szukać jakiejś wskazówki co do jego zadania. I wtedy zauważył, napisane drobnym drukiem, zapisane w starożytnym języku słowa znajdujące się na jednym z metalowych okowów wrót."Wielka siła może być kluczem do zwycięstwa, ale jej brak nie oznacza przegranej", głosił napis na drzwiach. Hirow zastanawiał się przez chwilę,"Wielka siła może być kluczem do zwycięstwa, ale jej brak nie oznacza przegranej.Jej brak. Brak. Hmmmmmm - zastanawiał się przez chwile - Ciekawe czy...". Podszedł do bramy i po raz czwarty położył nań dłoń, lecz tym razem, pchną najlżej jak tylko mógł. Wrota, jak za dotknięciem magicznej różdżki, roztwarły się z głośnym jękiem, a z ich wnętrza dobiegł go oślepiający blask i po chwili znajdował się już w ciemnym lesie. Stał przed wejściem do jaskini, które zagradzał wielki głaz pokryty różnymi hieroglifami a obok niego stała Asura i uśmiechała się. - Gratulację, przeszedłeś próbę ciała, czas teraz na próbę umysłu - i po raz kolejny rozpłynęła się w powietrzu Tym razem Hirow, z miejsca zaczął czytać Hieroglify znajdujące się na głazie zastawiającym wejście do jaskini, a oto ich treść. "Wejdzie tylko ten, który hasło zna, nie próbuj więc siły, bo to nic nie da. Choćbyś krzyczał, prosił, błagał, nic to nie da nawet gdybyś płakał. Niewielu jest tych, co hasło zna, wiedz powiedz hasło, przyjacielu, i wejdź". Po chwili namysłu chłopak zaczął recytować przeróżne hasła w wielu językach, lecz po wielu godzinach, zaprzestał prób znalezienia jakiegokolwiek hasła, i ponownie popadł w rozmyślenia." Ja to skądś znam, tylko nie wiem skąd. Hmmmmm, może coś przeoczyłem" i ponownie zaczną oglądać wejście do jaskini. Wtem zauważył że w słowie 'powiedz', litera 'o' wyglądała jakoś dziwnie. Przyjrzał się jej bliżej i zauważył że wygląda jak pierścień, i wtedy zrozumiał. Zaśmiał się z głupoty, "Teraz już wiem , skąd znam tę inskrypcję".Podszedł do głazu i powiedział głośno i wyraźnie, "Lonu'sahren", co w pradawnym języku oznaczało przyjacielu. I jak poprzednim razem głaz usunął się z jego drogi, otwierając przejście do jaskini, i tak jak ostatnio, pojawiło się oślepiające światło a po chwili Hirow znajdował się już w innym miejscu. To co zobaczył, wstrząsnęło nim. Znajdował się w dobrze oświetlonym, kamiennym pomieszczeniu, przypominającym loch, ale nie to go przeraziło. Jakieś 5 metrów do ściany przed nim, przykute były dwie kobiety, Furionka i Imperionke, a po środku, na niewielkim ołtarzu stała kamienna misa i dziwnie jarzący się sztylet. Po chwili pojawiła się Asura. - Co się tu dzieję Asuro? Dlaczego są tu te dziewczyny? I co ma znaczyć ten ołtarz? - To twoja ostatnia próba, próba duszy, musisz poświęcić jedną z tych dziewcząt, i napełnić misę jej krwią, aby móc zakończyć szkolenie. Nie martw się ten magiczny sztylet zabije ją po jednym cięciu, wiec nie będzie cierpieć - i zniknęła pozostawiając Hirowa w niezręcznej sytuacji. "Co to ma [beeep] znaczyć? Co się tu dzieje na boga". Był przerażony, nigdy nie widział Asury od tej strony, zimna, pozbawiona uczuć twarz, bezdźwięczny głos, i te oczy pozbawione wyrazu, takie obojętne. Jak bardzo tego nienawidził, musiał zakończyć szkolenie. Podszedł do ołtarza, chwycił sztylet i...zawahał się. Nie wiedział co robić, nie chciał poświęcać czyjegoś życia, kosztem swojego dobra, nie chciał, nie mógł. - Nie - powiedział suchym tonem - Nie skrzywdzę niewinnej osoby, tylko poto żeby zakończyć moje szkolenie - Nawet gdyby to miało oznaczać koniec dla mojego świata? - usłyszał głos Asury, dobiegający znikąd - Nawet, gdyby miało to oznaczać koniec wszystkiego. Musi być jakieś inne wyjście, inna próba... - Nie ma innego wyjścia Hirow, czyjaś krew musi popłynąć. - Skoro tak - obrócił sztylet w reku, i pochylił się nad misa - Więc to będzie moja krew! - i jednym szybkim ruchem podciął sobie gardło. Krew spłynęła po ostrzy sztyletu i napełniła naczynie. Świat zawirował, stracił kolory. Hirow upadł na ziemię, "To koniec", usłyszał w swojej głowie, po czym stracił przytomność. ............................................................................ Gdy się obudził leżał na trawie, a obok niego stała Asura uśmiechają się czulę. - Udało ci się, Hirow, zakończyłeś ostatnią probe śpiewająco - pomogła mu wstać - Ale przecież nie poświęciłem żadnej z dziewcząt. Nie rozumiem. - Postawiłeś czyjeś życie, ponad swoje i to pokazało że twoja dusza jest czysta od zła, i to właśnie było celem próby dusz. Teraz rozumiesz? - Teraz tak, - Ciesze się. W nagrodę za twoje poświęcenie, mam dla ciebie prezent. - Dla mnie? - Tak, wyciągnij, ręce - a gdy Hirow to zrobił, Asura namalował w powietrzy pentagram, a po chwili na rekach chłopca znalazł się ten sam miecz którego użył do wydostania bogini z lodowego więzienia, ciemno niebieski płaszcz i parę innych drobiazgów - To Arondie, legendarny miecz, pierwszego z Vikan, niech służy ci dobrze. Ponoć gdzieś na moim świecie, jest jego brat bliźniak, Calandor, legenda mówi, że ten kto połączy oba miecze, zaprowadzi pokuj na ziemiach Furionów i Impierinów ale to tylko legenda. - A każda legenda ma w sobie ziarnko prawdy ,he he. - z tymi słowami zarzucił miecz na plecy - Czeka cię wiele niebezpieczeństw, wiele zagadek i trudnych wyzwań, i spotkasz wielu wrogów, mam nadzieję że ten miecz pomoże ci się im przeciwstawić, tylko tak mogę ci pomóc. - I tak zrobiłaś już wiele, ucząc mnie tylu wspaniałych rzeczy, dziękuje ci za ten dar, i przysięgam że cię nie zawiodę. - Wiem, mój mały, wiem - i otworzyła dla niego przejście do innego wymiaru - To wszystko co mogę dla ciebie zrobić, dalej musisz iść sam. - Gdybyś ze mną poszła, moja przygoda stała by się zbyt nudna - i śmiejąc się wskoczył w portal, aby zmierzyć się z nieznanym. Po chwili znajdował się już w jaskini, identycznej jak ta w jego świecie. No prawie, ta była bardziej podniszczona, a tunel prowadzący do wyjścia znajdował się w innym miejscu. Po krótkim marszu w ciemnościach, zobaczył promyki światła a gdy wyszedł na powierzchnię, to co zobaczył odebrało mu mowę. Nie znajdował się już w mroźnych Himalajach, a przed nim nie było lodowego kanionu. Był w zalanych słońcem, otoczonych pięknymi lasami, wypełnionych dziką fauną, górach świata Azral.
  6. Jest wiele światów, wielu zamieszkujących je ludzi,wielu broniących ich bohaterów... Lecz nie ma dwóch takich samych istnień, dwóch takich samych żyć... Każdy z nas jest oryginalny, jest jedyny,lecz nie jest sam... Ale ja... Jestem odmieńcem, jestem... Inny, ani dobry, ani zły, ani lepszy, ani gorszy... Po prostu inny... Jestem marzycielem, to prawda że jest wielu takich jak ja,lecz żaden z nich nie jest taki sam, jak ja... Bo dla mnie marzenia to nie tylko słowa, to moja dusza, moja rodzina, moje życie... Czy chcecie wiedzieć kim jestem?... Jestem Hirow... A to... Moja historia *** Chapter One - Wolf's *** Poprzez szparę w zasłonach do pokoju wpadał samotny promyk światła, nagle, powiew wiatru rozchylił zasłony i pokój został oświetlony w całości, był to mały, podłużny lecz przytulny pokoik, wytapetowany na niebiesko, po lewej stronie przy oknie stało biurko a na nim komputer i parę innych drobiazgów. Z drugiej strony stały meble, a na środku duże, dwuosobowe łóżko. Coś się na nim poruszyło. Wiatr zawiał jeszcze raz i światło ukazało owe "coś". Był to chłopiec, na oko w wieku 19 - 20 lat, który poruszał się niespokojnie, najwyraźniej coś mu się śniło. Coś co miało zmienić cale jego życie. - Co? Kto? Gdzie ja jestem? - Rozejrzał się do okola, ale wszędzie widział tylko ciemność. - Hir... - Hmm? Zdawało mi się ze coś słyszę. - Hirow... - Ktoś... Mnie wola? - Hirow ! - Co? Gdzie je... - I urwał w połowie zdania , gdyż nagle ujrzał zbliżającą się do niego postać, która w blasku światła zbliżała się do niego coraz bliżej i bliżej. Coraz lepiej ją widział. Kontury tajemniczej postaci stawały się coraz wyraźniejsze, widział już jej sylwetkę, była zgrabna i powabna, miała jakieś 170 cm wzrostu. Wtedy ujrzał jej twarz. -Ale... Jak... Jak to możliwe ?... Nie była to twarz człowieka, lecz wilka. A raczej wilczycy. Dojrzał także ogon merdający przy jej nogach. Miała białe jak śnieg futro, niebieskie szkliste oczy, nie miał pojęcia skąd, ale wiedział że jest młoda, i było w niej coś... Tajemniczego. Coś co bardzo go ekscytowało. - Hirow... - Przemówiła nieludzkim głosem, od którego po plecach przeszły mu ciarki. - ... - Nie mógł wydobyć z siebie słowa. - Hirow. - Powtórzyła wilczyca, z mocą w głosie. - K-kim jesteś? - Wymamrotał. - Nareszcie. Nareszcie po tylu latach, jesteś w stanie usłyszeć moje wołanie - odpowiedziała już normalnie, a w jej glosie dało się czuć radość. - Twoje wołanie? N-nie rozumiem. - Hirow, posłuchaj mnie uważnie, nie mam zbyt wiele czasu... - Ale... - Posłuchaj ! Musisz odnaleźć moja świątynie, która znajduje się na mroźnym szczycie świata. Ale musisz się pospieszyć, moje dzieci cie potrzebują. Wszyscy cie potrzebują ! Jesteś jedynym, który może ocalić ten świat i wiele innych... - Przerwała na chwile, a jej sylwetka zaczęła zanikać - Musisz znaleźć moja świątynie. Proszę cie, nie martw się, znajdę cie. Pospiesz się... Oślepiający blask zalał naglę pomieszczenie, w którym się znajdował, a on sam zerwał się ze snu jak porażony prądem. Ciężko dysząc, rozejrzał się po swoim pokoju. - Sen? To był tylko sen... Ale... Był taki... Realny - jego wzrok zatrzymał się na budziku, była 7:50 - O [beeep]! Zaraz sie spóźnię! Po czym wstał i najszybciej jak tylko mógł ubrał się i wybiegł z domu bez śniadania, a w jego głowie krzątała się jedna myśl: "mroźny szczyt świata..." *** Rok 2009, 12 czerwca, godzina 8.15 - Szkoła - ... I właśnie dzięki temu nasi klienci są zadowoleni w stu procę. .. - Urwał swoje przemówienie kontrahent handlowy, który odwiedzał szkole w ramach projektu w którym uczestniczyła klasa naszego spóźnialskiego bohatera. Urwał, ponieważ właśnie w tym momencie do klasy wkroczył Hirow - No proszę jest i nasza czarna owca, pan Hirow jak mniemam. Hirow staną w drzwiach gdy usłyszał "czarna owca", i zmierzył kontrahenta wzrokiem - Co żeś powiedział? - Zapytał z lekka irytacja w glosie. - Zapytalem czy pan Hirow. - nie,nie,nie,nie, to wcześniej - Aaa. Czarna owca. Taki żarcik dla rozluźnienia atmosfery. - Po pierwsze to my nie jesteśmy na "Ty", ok? Po drugie, żarty to ty sobie stroisz jak śpiewasz pod prysznicem, a po trzecie czarna owce to ty se, [beeep] możesz w domu obstrzyc rozumiesz? Wyskocz z czymś takim jeszcze raz to tak ci wyjebie, że przez tydzień będziesz tańczył bez muzyki - Powiedział Hirow, gestykulując przy tym lekko. Po jego słowach w klasie zapadła cisza, a osobnik, do którego były one skierowane zrobił minę, jak by chciał ustanowić rekord w rozciąganiu dolnej szczeki. Cisza unosiła się w klasie jeszcze przez chwile, gdy ktoś szepnął "beton" i wszyscy wybuchnęli śmiechem. Z lekkim uśmiechem, chłopak usiadł w ławce, ale zdenerwowanie nie opuściło go do końca. - A co ty taki podkurwiony z samego rana, co? - Zapytał Mateusz, zwany też Pornusem, czyli klasowy błazen. - A bo musieli nam dojebać te zasrane zajęcia, i to tydzień przez wakacjami, jak by nie mogli nam da spokój. - Owszem to trochę denerwujące, ale nie musiałeś od razu jechać mu po gaciach, jeszcze sie chłopak załamie i co? - Powiedział siedzący lawie dalej Maciek, zastępca przewodniczącego klasy. - Taa, jasne. Żałuję tylko, że to nie Górka - Wychowawczynie klasy, której Hirow nienawiedzi ze względu na to, że od kiedy została Vice-dyrektor, nadużywa władzy, zwłaszcza wobec swojej klasy - Heh, chętnie bym jej wygarnął to i owo... - Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zagłuszył go trzask drzwi i do klasy wpadła przewodnicząca samorządu szkolnego, która była także przewodnicząca klasy. - Ludzie mam niusa - Powiedziała głośno, lecz starając się nie krzyknąć, ale tylko popatrzyli na nią jak na wariatkę i wrócili do tego czym się przed chwila zajmowali. - E no, mówię do was! - Powtórzyła już głośniej ale i to nic nie dało. Wyraźnie zdenerwowana tym ze wszyscy ja lekceważą, trzasnęła drzwiami ponownie - SŁUCHAĆ MNIE [beeep] JAK MOWIE kasa jak jeden mąż odwróciła się w jej stronę, wbijając w nią wzrok i nadstawiając uszu. Zachowanie dziewczyny po raz drugi wstrząsnęło kontrahentem, który poczuł się nie chciany w tej klasie. - To ja może już pójdę... - SIADAJ NA DUPIE I NIE ODZYWAJ SIĘ NIE PYTANY!! - Wydarła sie do niego dziewczyna stojąca przy drzwiach. - T-tak jest! - Zająkał się i usiadł na dupie, jak mu kazano. Dziewczyna dysząc lekko, czekała aż w klasie zapadnie całkowita cisza, po czym poprawiła włosy, które roztrzepał jej wiatr gdy trzasnęła drzwiami, po czym oznajmiła: - Mam dla was wspaniale wieści!! - Mówiła już spokojniej. - No i zaczyna się - Zaczął marudzić jeden z chłopaków siedzących niedaleko Hirowa - Zaraz zacznie gadać jak to dzięki jej wspanialej intuicji i umiejętnościach mówczych osiągnęła "bla bla bla". - Dzięki mej wspaniałej i nieocenionej intuicji i umiejętnościach mówczych, wytargowałam dla nas, uwaga uwaga. WYCIECZKĘ SZKOLNA, SPONSOROWANA CAŁKOWICIE PRZEZ SZKOLE!! - Tu rozłożyła ręce nad głową tworząc literę "V" i uśmiechnęła się szeroko oczekując braw i gwizdom, ale zastała tylko zdziwione miny. - Jak to ? - Zapytała jakaś dziewczyna - Że niby gdzie ma byś ta wycieczka? - Do Himalajów!, czyli do... - ...Zamorzonych szczytów świata - Dokończył za nią Hirow, zdziwiony tym, że się w ogóle odezwał, a dziewczyna popatrzyła na niego, jak by ukradł jej moment chwały. - No cóż za głęboka konkluzja panie "poeto" - Zaśmiał się Pornus, a parę osób wybuchło śmiechem. Hirow nic nie odpowiedział, nie słyszał śmiechów. W głowie miał tylko obraz białej wilczycy. "Czy to możliwe?" powiedział do siebie w myślach. "Czy to tylko moja wyobraźnia?". Ze snu na jawie wyrwał go czyjś krzyk. - Cisza, jeszcze nie skończyłam! Więc ta wycieczka jest jak już mówiłam, sponsorowana w całości przez szkołę, wiec może na nią jechać kto chce, nie tylko nasza klasa. Limit miejsc wynosi 180 osób, więc decydujcie sie szybko bo wyjeżdż trzy dni. Zgody rodziców macie przynosić do mnie. No a teraz wracajcie do lekcji, do widzenia - I wyszła, pozostawiając klasę w lekkim szoku. "Trzy dni, hę?" Szepną pod nosem Hirow. Wziął głęboki oddech. "Heeeeeee, no cóż, wykończy mnie to psychicznie jeżeli tego nie sprawdzę" i uśmiechną się do siebie, po czym opuścił klasę nie zdając sobie sprawy, że była to dopiero połowa lekcji, i skierował się od razu do domu. *** Trzy dni ciągnęły się niemiłosiernie, a przez ten cały czas nasz "poeta" oddawał się treningowi "Way Of Destruction", wymyślonej przez niego sztuki walki łączącej w sobie elementy Karate, Capoeiry, Kung-Fu i paru innych sztuk walki, które uprawiał od 4 lat, starając się nauczyć czego tylko może nowego w tak krótkim czasie. "Dlaczego to robisz idioto?" - Mówił do siebie, uderzając w worek . - "Jak to dlaczego? Przecież zawsze po szkole trenuje" -. Wyskoczył w powietrze, wykonał obrót, starając się ułożyć w pozycji poziomej do worka, po czym kopnął go jedną, a potem drugą noga. Wylądował lewa ręką na ziemi, a gdy jego nogi były jeszcze w powietrzu, zamachnął się prawą do tylu chcąc nabrać rotacji. Gdy zrobił około 270 stopni, podciągną lewa nogę i chciał uderzyć w worek jeszcze raz, ale ręką nagle zgięła mu się pod naciskiem, i upadł na podlone, przeturlał się, po czy uderzył twarzą w ścianę - "Dobrze wiesz o czym mowię! Poza tym w szkole nie było cie od chwili, gdy usłyszałeś o tej wycieczce" - Podniósł się, otrzepał i powrócił do naparzania wora - "Skoro wiesz, to dlaczego się pytasz?" - Rraz, dwa, trzy, kop, obrót... - "Przecież to był tylko sen!" - Skok, wykop, kucnięcie i wykop... - "Hehe, może tak..."- Odskok do tylu, rozpęd, naskok, odbicie, salto do tylu - "...A może nie!" - Po czym, niesiony siłą rozpędu w stronę worka, wykonał, jak on to nazywał "wierze bólu", uderzenie z prawej nogi, polegające na uniesieniu wyprostowanej kończyny nad głowę tak aby kolano znajdowało się klatce piersiowej, i z jak największą siłą popychając nogę, dodatkowo ręką uderzyć w cel, czego efektem jest zwykle knockout. Siła uderzenia była tak wielka, że zerwała worek z haka razem z kawałkiem sufitu, i rozpruła go w paru miejscach wysypując jego zawartość po domowej roboty siłowni, w której zwykle ćwiczył Hirow - Nooooo i [beeep] babki strzelił choinki nieeee będzie - Powiedział dysząc, po czym wytarł pot z twarzy i poszedł się umyć, a potem spakować. Nie wiedział, że nadchodzące dni miały odmienić cale jego życie... Diametralnie. *** Następnego dnia Hirow wstał dość wcześnie. Gdy podnosił się z łóżka, spojrzał kontem oka na zegarek aby zorientować się jaka jest godzina, była 6:30. - "Spędzasz 3 dni bez komputera, trenujesz jak szalony, a teraz wstajesz wcześnie rano! Bogowie miejcie nas w swej opiece" - Mamrotał do siebie podczas drogi pod prysznic. Gdy już się umył, ubrał się, zjadł śniadanie, umył zęby i... popadł w rozmyślenia. - "Załóżmy, że to nie był sen tylko wizja, i ta świątynia istnieje. Co zamierzasz zrobić? Gdy znajdziecie się już w hotelu, to po prostu wyruszysz przed siebie, a zapytany dokąd idziesz odpowiesz; 'idę szukać zaginionej świątyni ,o której we śnie powiedziała mi człekopodobna wilczyca. Nie, nie zmyślam prawdę mówię?' Po czymś takim trafia się do czubków. A nawet gdyby udało ci się jakimś cudem niepostrzeżenie oddzielić od waszej grupy, to co? Zamierzasz błądzić po omacku po górach mając nadzieje ze jakimś dziwnym trafem odnajdziesz ową świątynie? Przemyśl to dobrze, spójrz, na co się porywasz, zastanów się zanim zniszczysz sobie życie" - Próbował sam siebie przywołać do rozsądku. Hirow po tych słowach zapadła cisza, która trwała dość długa chwilę. Spojrzał na zegarek, była 7:20. Autokary miały zabrać ich spod szkoły za 2 godziny, więc było jeszcze sporo czasu zanim odjadą. Nasz bohater trwał w tej ciszy jeszcze przez pól godziny. - "Nie" - Powiedział w końcu - "Nie zamierzam zniszczyć sobie życia" - Wstał, zarzucił sobie torbę na ramie - "Po prostu idę pod górkę" - I z lekkim uśmiechem na twarzy ruszył do szkoły, aby tam zmarnować resztę czasu, jaki pozostał mu do odjazdu. Pogoda odzwierciedlała jego humor, chodź było pochmurnie, to miejscami słońce przedzierało się przez chmury tworząc smugi światła, co tworzyło iście Hollywoodzki efekt. Podczas drogi do szkoły Hirow miał pustkę w głowie. Nie miał żadnych wątpliwości ani nadziei co do niedalekiej przyszłości, wolał wsłuchać się w muzykę lecąca z Odtwarzacza mp3, który zabierał ze sobą praktycznie wszędzie, kiedy wychodził z domu. W tym momencie leciał akurat utwór 'TobyMac Ignition', który był jednym z jego "hymnów walki", czyli utworów, jak on sam twierdził, poprawiających jego skuteczność podczas bijatyk. Kiedy dotarł na miejsce było kolo 8:15. Z daleka widział, że ktoś już tu siedzi, ale nie był pewien czy to ktoś z wycieczkowiczów. Okazało się, że to jego dwaj koledzy; Maciek i Tomek, nierozłączne duo. Byli oni jak bracia, mimo że pochodzili z różnych rodzin w ogóle ze sobą nie spokrewnionych. Na jego widok dosłownie oniemieli. -Ttyyyyyz zoba kto przyszedł! Dzwon po telewizje, [beeep] cuda się dzieją! - przeżywał Sawoniak . (Maciek). Przeżywał, ponieważ Hirow był znany ze swojego spóźnialstwa, i nigdy nie zjawiał się punktualnie na lekcje, różne uroczystości, a na wycieczki wolał jeździć sam. - Co ciebie pojebało, że tak wcześnie przychodzisz? - Zapytał Kaczmar (Tomek). - No cóż, cuda się zdarzają, nic na to nie poradzę - Odpowiedział Hirow trochę żartobliwym tonem, i widząc uśmiech na twarzach kolegów, poprawił mu się trochę nastrój. - A wy co tu robicie? Sami tez nie jesteście najpunktualniejszymi ludźmi w naszej klasie. - Woleliśmy przyjechać wcześniejszym autobusem. Gdybyśmy przyjechali późniejszym kursem, mielibyśmy jakieś 15 minut na dotarcie tutaj, a od przystanku mamy niemały kawałek. - Mówił maciek. Maciek i tomek byli dojeżdż Jak zresztą większość ich klasy. - Poza tym chcieliśmy kupić trochę zaopatrzenia, jeśli łapcież o co mi chodzi. Dodał Tomek i szturchną w plecak, z którego dobiegły dźwięki uderzającego o siebie szkła. - A wy tylko o jednym. Ehh. - Samą wodą człowiek nie żyje. - Bo woda jest, jak to stwierdził nasz ksiądz proboszcz jak sex... - mówił Tomek, ale Hirow mu przerwał. - Że 3 dni bez i zdychasz? - I wszyscy trzej wybuchnęli śmiechem, który trwał jakieś 10 minut, po czym usiedli, i zaczęli rozmawiać o czym popadnie. W ciągu następnych 40 minut, pod szkołę zawitała reszta klasy, a później inne osoby, które chciały jechać na wycieczkę. Łącznie było jakieś 150 osób, a zgłaszało się jak zwykle z 500, jak to bywa podczas takich Eventow. Potem zjawili się nauczyciele-opiekunowie, i po godzinie oczekiwań pojawiły się autokary. Kiedy wszystko było już gotowe do odjazdu, w końcu wyruszyli w [beeep]iście długą, 17 dniową drogę do Himalajów. O tak, mieli przejebane. Po tygodniu meczącej jazdy, większość owego zaopatrzenia o którym wspomniał wcześniej Kaczmar, zniknęła w nieokreślonych okolicznościach, a chłopakom z tylu autokaru wydawało się chyba, że jada w autobusie pełnym talibów, bo już od godziny pytali się jednej z dziewczyn siedzących najbliżej nich po ile mają te latające dywany i lornetki. Zbieg okoliczności nieprawdaż? W ciągu następnych paru dni nie wydarzyło sie nic szczególnego, a panujące w koło napięcie było dosłownie namacalne. Wszyscy pasażerowie byli zmęczeni, zirytowani i wkurwieni swoim towarzystwem, marzyli o tym aby w końcu dojechać do tego przeklętego hotelu, gdzie mieli dostać osobne pokoje i domki letniskowe. - ...Wiedziałem. Po prostu, [beeep] wiedziałem, że w tym wszystkim jest jakiś haczyk. Darmowa wycieczka? Phi! Już mi się rzygać chce tą pierdoloną wycieczką - mówił jeden z chłopaków siedzących z tyłu autobusy. - Chodź raz się z tobą zgodzę Pornus. Kiedy dojedziemy do tego hotelu, to jebnę się nie wstanę przez następne 2 dni, ughhhh - Mówił Maciek, przeciągając się i rozmasowując obolałe plecy. Nie tylko on z reszta miał takie problemy. 2 dni temu musieli zatrzymać się w najbliższym mieście, aby zawieść parę dziewczyn na pogotowie z powodu nadmiernych wymiotów i paru innych komplikacji. Ta wycieczka dawała im nieźle w kość, ale naszemu bohaterowi to nie przeszkadzało. Lubił długie podróże, a że względu na to, że jechał w ostatnim autokarze, który był do połowy pusty, jego nerwy były nienaruszone. Lecz nawet gdyby jechał w przeładowanym autobusie, to by go to nie ruszyło, gdyż miał nerwy ze stali i znany był ze swojego spokojnego podejścia do życia i opanowania. Od kiedy 6 lat temu umarł jego ulubiony wujek, co bardzo go bolało, przestał okazywać panikę, bul, strach, czy smutek. Niektórzy przez to mówili. że nie ma serca, ponieważ nawet na pogrzebie dziadka, którego szanował i kochał najbardziej z całej rodziny, nie uronił nawet łzy. Lecz tu nie chodziło o brak serca, tu chodziło o cos więcej. Hirow nie chciał być sentymentalnym kłębkiem nerwów jak zwykle każdy członek rodziny na pogrzebach. Gdy ludzie w kolo płakali i szlochali, on stał niczym posag, z pogodną miną, pocieszając każdego, stając się ramieniem do którego można się wyplatać, o które można się oprzeć. Pogodnym duchem, który zawsze czuwał tam gdzie ktoś go potrzebował. Kiedy tak to wspominał; pogrzeb dziadka; dziesiątki krewnych dziękujących mu za słowa otuchy, zrobił się lekko senny, i po raz kolejny zasnął, rozłożywszy się na siedzeniach z tylu autobusu. Stał po kolana w śniegu, przemarznięty, głodny i zmęczony. Śnieżyca całkowicie ograniczała widoczność, a porywisty wiatr utrudniał marsz, lecz on szedł dalej pchany niewidzialna siłą. Parł przed siebie. W pewnym momencie stracił równowagę i padł twarzą w śnieg. Dyszał ciężko, - "Nie" - Pomyślał. -"Nie poddam się. Zzaszedłem już zbyt daleko" -. Próbował się podnieść, ale tylko głębiej zapadł się w śniegu. Zamknął oczy. Wiatr szumiał coraz ciszej i ciszej, aż słyszał tylko swój oddech. Miarowy, spokojny ale wyczuwalnie ciężki. Nagle usłyszał dziwny dźwięk. *Trrrapp, trrrapp, trrrapp, trrrapp* Ktoś się zbliżał. Podniósł głowę, a jego oczom ukazał się widok, który odebrał mu dech w piersiach. Stal nad nim wielki, potężny, śnieżnobiały wilk, który wlepiał w niego swoje błękitne ślepia. Schylił się do Hirowa, spojrzał mu prosto w oczy i liznął po czole Usłyszał znajomy głos -"Nie martw się, jestem przy tobie"-. Ale kiedy chłopak chciał coś powiedzieć, wokół znowu rozszalała się zamieć, a uderzenie lodowatego wiatru było tak silne, że zerwał się na równe nogi i uderzył o coś twardego. Zamulonym wzrokiem ogarniał okolice. Dopiero po chwili zorientował się, że siedział w autokarze, a to w co walnął to otwarte okno, zza którego wydobywał się chłodny wiatr. Hirow przetarł oczy, przeciągną sie i wyjrzał przez szybę. 'Hotel Wilcza Jama Wita Gości!' - Ujrzał na bilbordzie stojącym przed pensjonatem. Byli na miejscu.
  7. Hirow

    Uwaga ważne

    Zanim zaczniecie czytać moje wypociny, chcę was ostrzec. Moja opowieść jest długa i zawiera dużo błędów ortograficznych i stylistycznych za co z góry przepraszam. Więc jeśli jesteście uczuleni na takie rzeczy i miast patrzeć na fabułę patrzycie na ortografie, to sorry ale nie macie tu czego szukać. Natomiast jeśli jesteście cierpliwi i nie obchodzą was błędy, a treść, zapraszam do lektury. Pozdrawiam x]
  8. Procek pentium 4 dual core, karta radeon 3650 , system win Xp Pro
  9. Ja mam taki problem Mam złompa procek 2,2 dwu rdzeniowy, 3GB ram i karte 512 ale jak zainstalowałem demo Devil May Cry 4 ( oczywiscie z CD Action ) to sie nawet nie raczyło włączyć. Co mam robic?
  10. Thx za podanie mi książki ale do matury potrzebuje przynajmniej dwuch ;/ Mój temat to Historia i rozwuj gier komputerowych w polsce. Omów temat na podstawie wybranych utworów literackich. Pleas pomuszcie mi szukać innej książki nawiązującej do tego tematu
  11. Wy to macie łatwiej <_< ja w bibliografie muszę mieć książki opisujace potrzebę strwożenia gier komputerowych ich język i co nam dają gry komputerowe, poza tym to nie jest temat , u mnie w szkole nie ma nawet tematu ( w spisie który dostaliśmy ) który nawiązywał by do gier komputerowych.
  12. Witam jestem tu nowy i potrzebuję pomocy. Akurat jestem w 3 klasie liceum i na Maturę wybrałem sobie temat o grach komputerowych lecz nie mogę znaleźć żadnej książki na ten temat ( chodzi mi o ogół nie konkrety) potrzebuję pilnej pomocy do 18 września. Piszcie na pw
×
×
  • Create New...