Atomówki nie zostały zrzucone na Japonię przez Amerykańców tylko dlatego, że ci mieli takie widzimisię. Była to ostateczność, do której zmusili ich niejako sami Japończycy. USA tak czy siak musiałoby pokonać Japonię, by zakończyć wojnę, bo mentalność potomków samurajów nie pozwalała się poddać. Cesarz nakazał bronić kraju za wszelką cenę, więc nie było innego wyjścia- mieszkańcy KKW chwycili za broń (np. widły, siekiery, motyki, cokolwiek metalowego, nadającego się do rozkwaszania głów amerykańskich żołnierzy) i czekali na inwazję. Amerykanie dowiedziawszy się o ich planach chcieli zminimalizować straty, bo gdyby po prostu najechaliby Japonię, liczba ofiar po obu stronach wzrosłaby niebagatelnie. Przeciętny Japończyk miał 2 wyjścia: albo bić Amerykańca po kasku, albo popełnić harakiri. Amerykanie zostawialiby za sobą opuszczone ziemie przesiąknięte krwią ofiar. USA zdecydowało się użyć bomb atomowych nie dlatego, żeby pozabijać jak najwięcej niewinnych kolegów ze wschodu, ale aby zminimalizować ich liczbę. Cesarz widząc potęgę tej broni musiał skapitulować, bo nawet honor Japończyków ugiął się przed tą demonstracją siły. A to, że w każdej wojnie giną niewinni ludzie, to już zupełnie inny temat. Żeby nie było- nie bronię USA, ale też staram się ich zrozumieć.