Skocz do zawartości

uncleSam

Forumowicze
  • Zawartość

    659
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez uncleSam

  1. "Akcja" filmu ma miejsce w Chinach, a z tego co mi wiadomo, władze chińskie prawa zwierząt mają w takim samym poważaniu, jak prawa ludzi. Jednak podpis złożę, a co tam.
  2. Pewnie sam bym się tam wybrał, gdyby były jakieś inne zespoły, bo poza Metą nie przepadam za obecnymi na Sonisphere. W każdym razie czekam na Airbourne!

  3. Jak tam na Sonisphere było? Podobno Metallica dała czadu.

  4. SpOOzNilEs siEM LobuZZzziaCzkuUU :P:DxdxpxDxP ALe I TaK jEst SfeeTaSnIe xdxpXDXPxPxD

  5. Oto najświeższe fakty:

    Krucjaty się zakończyły

    Robin Hood nie istnieje

    :D

  6. Łomatuchno, ktoś jeszcze pamięta te Milkiwaye! No i guma z naklejkami- nawet nie wiedziałem, że to jest jakieś Turbo Ja zamiast żużla kojarzę bazę wojskową, znajdującą się kilka metrów od mojego domu. To było coś, czasem udało się z żołnierzem w piłkę pograć przez ogrodzenie!
  7. Happy birthday man :)

  8. No to dziękuję bardzo :)

  9. W poprzednim wpisie obiecałem, że opiszę swoje wrażenia po drugim koncercie AC/DC w Polsce. Słowa dotrzymuję, więc właśnie zamieszczam ten oto wpis, 20 godzin i 50 minut po zakończeniu wydarzenia. Przyjazd, oczekiwanie, strach, cierpienie, rozpacz. Wielka pow... Ups, chyba się zagalopowałem Z Torunia wyruszyliśmy (był jeszcze tyan i 2 innych sata... fanów rocka) przed 10. Dojazd do Warszawy zajął nam w sumie niewiele, gdyż około 12:30 byliśmy już przy tablicy z półnagą syreną i napisem "Warszawa". Niestety, przebicie się przez stolicę, nawet w czwartek, graniczyło z cudem. Po około 40 minutach jazdy, stania na światłach i spotkaniach z ludźmi zmierzającymi na koncert (czy może raczej Koncert) udało nam się dostać w okolice Bemowa. Później szybkie szukanie miejsca do zaparkowania i można było udać się na lotnisko. Zanim to zrobiliśmy, poszliśmy do galerii w celu skonsumowania niezbędnych węglowodanów. Oczywiście cała galeria i pobliskie sklepy zalane były masą fanów AC/DC, nie tylko tych z Polski. Litwini, Czesi, Ukraińcy, Rosjanie, Niemcy- do wyboru, do koloru Obyło się bez żadnych incydentów, wszystko kulturalnie i pod kontrolą policji. Następnie mogliśmy już w spokoju udać się na miejsce przeznaczenia. Na płycie II znaleźliśmy się coś koło 17, a więc mieliśmy 2 godziny zanim zacznie się coś dziać. Czas ten spędziliśmy na szwędaniu się przy stoiskach, leżeniu bykiem na trawie i przysłuchiwaniu się rozmowom pobliskich obcokrajowców. Było wesoło, ale nie będę się wdawał w szczegóły. Urozmaiceniem była lecąca w tle muzyka i reklama Fundacji TVN, zabiegająca o pomoc dla powodzian. No i niby cel szczytny, ale nie uświęca on środków- karmienie tysięcy fanów głodnych muzyki jedną reklamą naprawdę mnie zniechęciło do wysyłania jakiegokolwiek SMSa. Na dwadzieścia minut przed 19 ktoś wyszedł na scenę. Dżem, długie 30 minut i Big-Bam Okazało się, że był to sprzątacz. Tak, to ten, co przeciera instrumenty przed wyjściem kapeli. Ludzie zaczęli bić brawa i wiwatować, co wzbudziło ogólną wesołość. Na szczęście równo o 19 pojawił się Niestety, Ryśka z oczywistych względów nie było, więc występ nie był tak dobry, jak mógłby być. Początkowo zagraniczni goście wyglądali mniej więcej tak: ale po zagraniu "Snu o Victorii" wszystko się zmieniło. Ludzi dobrze się bawili, a Dżem skutecznie pobudził apetyt na Gwiazdę Wieczoru. Zabrakło mi "W życiu piękne są tylko chwile" i "Whisky", ale grupa specjalnie wybrała nieco ostrzejszy repertuar. Tyan narzekał na słabe nagłośnienie, a dla mnie było w sam raz. Występ skończył się ok. 20:30. "Kurka"-pomyślałem-"jeszcze pół godziny". W ciągu tych 30 minut ciągle przybywało nowych twarzy, gdy na około 10 minut przed godziną 0 tłum osiągnął apogeum. Nie było jednak tak źle i wbrew moim przewidywaniom nikt nie został stratowany. Nerwowe oczekiwanie, zapalenie świateł i rozbłysk ekranów... \m/, 120 minut i jedna z najlepszych solówek ever zaczął się koncert AC/DC: mnóstwo świateł, fajerwerków i decybeli płynących z głośników. Krótkie powitanie Briana i chłopacy zaczęli grać. Hity posypały się jak z rękawa: Hell Ain't a Bad Place to Be i na rozgrzewkę. Pozdrawiam malkontenta stojącego 2 metry za mną, który po każdym utworze rzucał jakimś "kąśliwym" komentarzem. Moją uwagę zwróciły też statyczne trybuny (pozdrawiam MAGneta ) i jakoś tak mało skaczącą publikę. Sytuacja zmieniła się podczas piosenki The Jack, w czasie której Angus urządził . 60 tysięcy gardeł drących się w stronę półnagiego 50-latka? Takie rzeczy to tylko z AC/DC. Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie: Shoot to Thrill (na uwagę szczególnie zasługuje moment od 3:25), i (niezła lala ). Emocje sięgnęły zenitu wraz z piosenką ( ). Utwierdziła mnie ona w przekonaniu, że Angus zasługuje na miano mojego ulubionego gitarzysty. Ooo tak, to było to. Po niej nastąpiło nerwowe oczekiwanie, gdyż Australijczycy... zniknęli. Na szczęście pojawili się po 2 minutach z . Na pożegnanie zagrali . Niestety w chwilę potem zniknęli ze sceny. Krótki pokaz fajerwerków i nadszedł czas na wyjście. Cóż to było za przepychanie. W samochodzie znaleźliśmy się 40 minut po zakończeniu koncertu, czyli o 23:40. W domu znalazłem się o 4 nad ranem... And the story ends here Potem nie pozostało mi nic innego, jak przejrzenie zdjęć i nagrań z koncertu, a następnie położenie się spać. Z trudem zasnąłem i do teraz rozpamiętuję koncert. Będzie tak pewnie jeszcze przez kilka następnych lat. W każdym razie trzymam kciuki za to, by jeszcze raz się u nas zjawili. Niech im sił starczy. I niech Rock będzie z Wami! P.S. BONUS (ostatnia rozmowa dziennikarzy roxx )
  10. Ja wróciłem po 4... W ogóle, wszystko było fajne :D

  11. Lux :) Jeszcze trochę zmęczony, ale wspomnienia będą na całe życie. Coś na blogu potem skrobnę :)

  12. Siara wiecznie żywy Ja Cię lubię, bo jesteś taki normalny facet z jajami jak ja. Ja też nie wiedziałem, że kilka wyrazów codziennego użytku funkcjonuje tylko u nas. Chruściki FTW! No i nigdy nie zapomnę min ludzi z Radomia, którzy pierwszy raz usłyszeli "jo" poza piosenką fifti-senta
  13. Najlepsiejszego tyan ;)

  14. Buehehehaha Ehm, na farcie? A kto pyknął 34 bramki w La lidze, poniekąd jednej z trudniejszych lig? To się nazywa skill a nie fart! "Co prawda Lionel był najskuteczniejszym piłkarzem, ale to jeszcze nie czyni go najlepszym" Widzisz, na hamakach to się leży ^^ No i znowu "p" wcięło. To by jej nie było, czy byłaby jednym wielkim glutem? Byłaby sucha, po prostu Samo nazwisko niewiele da. Musi się jeszcze zgrać z drużyną, więc początek sezonu wróżę Realowi ciężki.
  15. WooHoo, AidenMod! Gratz man!

  16. Ojj, Tarantulka faktycznie nawala Messi Gdyby woda była sucha, teraz nie mielibyśmy problemu z powodzią Barcelonie zabrakło trochę szczęścia, w każdym razie przyszły sezon i tak należy do Barcy! VeB! Sialalalalla
  17. uncleSam

    Maksymilian

    No to rośnie nam nowy Max Payne Forum Actionum Na straży prawa i regulaminu, z odznaką na piersi i berettą w ręce. No i kongartulejszynz oczywiście. Najlepszego życzę!
  18. Citrinka, olywka, tomato i gorzała :) Drinka a'la Siara redi.

  19. Ahh, tyan tyan, Ty tylko o polewaniu :)

  20. To ja też coś dodam: Rocker
  21. Są jeszcze bilety. Lepiej się pospiesz, bo z pocztą to nigdy nie wiadomo.
  22. No to gitara, jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało Tak, pamiętam o Tobie tyan
×
×
  • Utwórz nowe...