Skocz do zawartości

uncleSam

Forumowicze
  • Zawartość

    659
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez uncleSam

  1. Mówcie co chcecie, Astony są najpiękniejsze: Amerykańskie muscle-cary też są fajne (Dodge Charger aka General Lee z Diuków Hazzardu):
  2. W przeciągu tygodnia powinna już u mnie być. Z tego co czytałem to nadaje się głównie do bluesa i starego rocka. Da się wycisnąć Metallicę, ale nie będzie brzmiała tak... Metallicowo :)

  3. No proszę, Torunianin urodzony tego samego dnia co ja!

  4. MAGuś iz bak!!! Niedługo sam stanę się posiadaczem tego Vintage'a, więc będę Ci mógł napisać co o nim sądzę :P

  5. Gentleman, trapi mnie jedna jakże istotna sprawa: gdzież podziewają się pączki, które są nieodłącznym elementem każdego spotkania w zacnym gronie prawdziwych Gentelmanów? Raczę zauważyć, że brakuje tu białogłowy, o której to moglibyśmy wygłaszać ody i pisać na jej cześć pochwalne pieśni. Zaiste, stan rzeczy ten musi ulec zmianie!
  6. "Te te, podstawka"- mój ulubiony tekst na dziś Weź jakieś gumy do żucia unpackingnij czy coś!
  7. Najlepszego fanie GTA i AC/DC!!!

  8. Mnie dręczą kurz, roztocza i pleśnie, czyli środowisko szkolne jak z bicza strzelił. Na szczęście moje tabletki działają i mogę nawet zapomnieć o alergii. Gorzej jest, gdy się skończą...
  9. Bób- a fuó, to siem rósza! Spaghetti FTW!!1!1!one
  10. Wybaczam, wybaczam, wybaczam, cierpliwie czekam :)

  11. 2 lipca Oo? Ja już dostałem wyniki i... zakfalifikowałem się
  12. Przerzucam się z Hiszpanii na Argentynę
  13. Czekam niecierpliwie na ten wykład :)

  14. No ba, Cum on Feel the Noize to jedna z fajniejszych piosenek w tej grze. Madhouse Anthraxu też całkiem całkiem.

  15. Tak jakoś mi się rzekło :) Na jakiejś lekcji tyan wpisał na YT "paranoid" i ucieszyłem się, że zaraz posłuchamy naprawdę niezłego kawałka, a tu nagle wyskakują ci lalusie z Gibsonami w rękach. No ja sobie myślę: "koniec świata!", ale na szczęście na FA dominują fani dobrej muzyki.

  16. Vice City wiecznie żywe! To właśnie tam poznałem takie perełki jak Bark on the Moon czy 2 Minutes to Midnight. Ehh, wracają wspomnienia...

  17. Dżastin Biber rośnie w siłę, ale póki żyją ludzie, którzy przy słowie "paranoid" myślą Black Sabbath, a nie Jonas Brothers, rock nie umrze \m/

  18. Ejj, MAGnet, weź opróżnij skrzynkę, bo nie mogę Ci wiadomości wysłać :)

  19. W sądzie to można stawiać zarzuty, a głosuje się w sondzie.
  20. Nie wyleciał poza atmosferę, ale był blisko Baaaardzo blisko.
  21. Do popełnienia tego wpisu skłonił mnie filmik. Przy pierwszych dziewięciu skokach po prostu kiwałem głową z uznaniem, jednocześnie myśląc "no, całkiem nieźle". Jednak skok nr 10. spowodował u mnie opad szczęki. Na początek polecam wam obejrzenie tego filmiku, a dopiero potem zapoznanie się z moimi wymio... wypocinami. Ten sympatyczny pan okazał się największym hardkorem. Wspinanie się po kablach od internetu jest dobre dla małolatów, skoki z kosmosu- to jest to! Joseph William Kittinger II (ur. 17.07.1929)- amerykański pilot wojskowy i baloniarz (jakkolwiek by to nie brzmiało ). Może się wydawać, że jest to człowiek jakich wiele. Niestety, nie tym razem. Jego dokonania mogą przyprawić niejednego dżampera o zawrót głowy. Warto nadmienić też, że jest on pierwszym człowiekiem, który przeleciał balonem nad Oceanem Atlantyckim. Ja jednak nie o tym, o a innym jego osiągnięciu. 16.11.1959 roku, na dwa lata przed Gagarinem, wzleciał sobie 23 km nad Ziemię i skoczył. Ot, tak jak my skaczemy z 2 ostatnich schodków. Zobaczcie, co widział pod sobą w trakcie lotu: Żuchwa na swoim miejscu? Jeśli tak, możecie czytać dalej. Przypominam, nie używał żadnych cudów techniki, ówczesne urządzenia nawaliły, a on był sam, bez szans na wezwanie pomocy. Prędkość, jaką wówczas osiągnął, wyniosła 800 km/h. W czasie lotu stracił przytomność, na szczęście spadochron otworzył się samoczynnie i uratował Josephowi życie. 3 tygodnie później powtórzył ten wyczyn bez żadnych problemów. W 1960 roku, USA miało już kończyć program, którego częścią były te dwa skoki. Kittingerowi dano ostatnią szansę. 16.08.1960 roku pobił swój rekord. Na wysokości 31 395 metrów Joe opuścił gondolę. Miał pod sobą niemalże całą atmosferę, widział granicę błękitu nieba i czerni kosmosu. Lot przebiegłby spokojnie, gdyby nie prawa rękawica. Na 12 000 metrów okazało się, że nie utrzymuje ciśnienia. Ręka śmiałka puchła i puchła, by w końcu osiągnąć 2-krotnie większy rozmiar. Na szczęście ponad 13-minutowy lot zakończył się szczęśliwie i człowiek pędzący niemal 1000 km/h wylądował. Ten skok był jego ostatnim. Potem służył w Wietnamie, gdzie dostał się do niewoli na 11 miesięcy. Teraz żyje w USA i aktywnie udziela się w życiu społeczności lotniczej. Czy zdobył zasłużoną sławę? Nie. Przynajmniej doczekał się jednego wpisu na moim blogu. Zawsze coś
×
×
  • Utwórz nowe...