Szanowny kolega chyba się jednak myli
O, a szanowny kolega zapomniał o niesławnym meczu Messi-Arsenal, zakończonym wynikiem 4:1?
Zacznijmy od tego, że pierwsza połowa była dosyć wyrównana, jednak ze wskazaniem na Barcę. Mnóstwo podań, pressing na połowie rywala- czyli typowa Blaugrana. Druga połowa była zaś jakąś kpiną. Zawodnicy Dumy Katalonii wydawali się zagubieni, nieco ospali i niepotrafiący dojść do ładu. Było kilka przebłysków, ale mimo wszystko jestem rozczarowany. Pierwsza bramka dla Arsenalu to jakiś kosmiczny fart połączony z... marną interwencją Valdesa. Druga bramka była już nieco bardziej składna, ale niesmak pozostał.
Przechodząc do kwestii indywidualnych: Messi zepsuł co prawda sytuację z 15 minuty i ogólnie nie był to jego dzień, ale asysta- pierwsza klasa. Szczęsny bronił dobrze i gdyby nie on, wynik byłby pewnie diametralnie inny. I to tyle, nikt inny nie rzucił mi się specjalnie w oczy, może jeszcze poza tym angielskim pomocnikiem, którego to komentator nazywał Łealszee'.
To co, Kanonierzy, widzimy się na Camp Nou?
tyanie, wiem, że to czytasz i mam dla Ciebie małą radę: nie zbliżaj się do mnie jutro.